x-darekk-x
10.06.03, 13:23
pytanie pojawilo sie nie dalej jak w zeszlym tygodniu. jechalem dolina
sluzewiecka w warszawie w strone ursynowa. ruszalem na swiatlach przy
nowoursynowskiej. tuz za nimi wyprzedzil mnie czerwony fiacik 126p el.
zdziwilem sie troche (ruszam dynamicznie), ale pomyslalem, ze moze cos mi sie
przewidzialo i gosc wjechal na skrzyzowanie rozpedem. na nastepnych
swiatlach - skret w lewo w rosola - maluch stal przede mna. ruszyl jak tylko
zapalilo sie zolte. koles na szybszym pasie - astra classic 1,4 - mimo
pilowania silnika juz po kilku metrach zostal w tyle (swoja droga, to
strasznie wolowate auto). ja w dosc zrywnym swifcie krecilem go na kazdym
biegu do ponad 5 tys. obr/min z pedalem prawie wcisnietym do oporu i to tylko
po to, by utrzymac tempo tego malucha, ktory z zewnatrz wygladal w 100%
standardowo. dopiero pozniej, gdy chcialem malucha sprawdzic, krecac mojego
swifta na trojce do ponad 6000 obr/min i ca. 120 km/h podgonilem maluszka i
wyprzedzilem go kiedy jechalismy juz ze sporo wieksza predkoscia. bylem w
lekkim szoku. w tym czasie gosc w astrze byl juz daleko w tyle.
to ile da sie wycisnac z maluchowskiego silnika?
to przypomnialo mi z kolei historie z zeszlego roku. jechalem sluzbowym
autkiem po obwodnicy radzymina. 150 km/h na liczniku. wyprzedzalem sznurek na
wolniejszym pasie. bardzo szybko doszedl mnie... fiat 125p. podciagnalem do
ca. 160. moja astra (wowczas chwilowo mialem 1,4 60km ) powiedziala "pas".
zjechalem grzecznie na wolniejszy pas jak tylko skonczylem wyprzedzac. fiat
objechal mnie i pojechal dalej mimo, ze ja wciaz mialem owe licznikowe 160
km/h. nie rozumiem.
darekk