Gość: Doki
IP: *.turboline.skynet.be
16.01.02, 15:16
A co, pozwole sobie na nowy watek.
Gdybym kogos tym postem zanudzil, to z gory przepraszam. Nie potrafie wyjasnic
kazdego tu poruszonego tematu z osobna, bo one jednak (mysle) skladaja sie w
pewna calosc. Dlatego odwoluje sie do pewnych zalozen podstawowych. Stad
objetosc.
)Prawo jest "sztuka sprawiedliwosci" wiec odpowiedz na to pytanie jest
)kwintesencja calej dyskusji.
Nic podobnego!
Zaczne od anegdotki, ktora mi opowiedzial znajomy adwokat.
Przewodniczacy skladu przekajacego byl coraz bardziej zirytowany zachowaniem
swiadka. Juz kilkakrotnie upominal go, ze do sadu nalezy sie zwracac "Wysoki
Sadzie", a ten swoje, radosna tworczosc, coraz to inne inwokacje. W koncu, gdy
swiadek odezwal sie "Wysoka Sprawiedliwosci", przewodniczacy nie wytrzymal i
wybuchnal: "Tu nie ma zadnej sprawiedliwosci, tu jest SAD!!!"
Mimo woli, sedzia strescil tu sens istnienia prawa. Prawo nie ma nic wspolnego
ze sprawiedliwoscia, raczej z wyrazem woli rzadzacych albo z organizacja
spoleczenstwa. I tym celom sluzy. Jesli przy okazji zdarzy sie, ze wyrok bedzie
sprawiedliwy, to tym lepiej. Tylko ze to nie jest wlasciwe forum, by to
roztrzasac.
)A szanowny kolega slyszal o "dura lex sed lex". Na takim rozymienieniu )prawa
opiera sie cala cywilizacja zachodnia (lacinska).
Slyszalem i znowu: nic podobnego!
Od czasow rzymskich mysliciele jednak wymyslili cos nowego, m.in. upodmiotowili
jednostke. Juz nie jestem tylko poddanym milosciwie panujacego, ale wolnym
czlowiekiem. Stad np idea obywatelskiego nieposluszenstwa. Polega ono na
swiadomym lamaniu przepisow (i przyjeciu tego konsekwencji), ktore uwazamy za
idiotyczne. Ja tak wlasnie robie: jezdze szybko, jak mnie lapia, nie dyskutuje
(zreszta z zachodnia rejestracja nie ma dyskusji), place i jade dalej. Uwazam
to za sluszne. Gdyby tak postapila wiekszosc, to moze ktos by sie w koncu
zastanowil. Jesli wiekszosc kierowcow ignoruje ograniczenie szybkosci, to
problem nie tkwi w kierowcach, ale w ograniczeniu.
)W tym miejscu to zaczynam podejrzewac jakies oddzialywanie kolegi DRUIDA )
(??!!)
NIE JESTEM DRUIDEM!!! Ta religia, choc ciekawa, jest mi obca.
A teraz do rzeczy.
Wielu osobom, prawie wszystkim zreszta, wydaje sie, ze kierowanie samochodem to
tak samo jak chodzenie i bieganie. Kazdy sie tego predzej czy pozniej moze
nauczyc. Mysle, ze to nieprawda. Wystarczy wyjechac na droge, by zobaczyc ilu
idiotow dostalo prawo jazdy nieslusznie, bo sa na kierowanie samochodem za
glupi. Albo zbyt schorowani, na przyklad.
Mysle, ze nie ma sensu upierac sie, ze samochod jest tak demokratycznym
srodkiem transportu i ze kazdy moze to robic. W Belgii np w latach
piecdziesiatych dopiero wprowadzono prawa jazdy i wydawano je kazdemu
doroslemu, ktory w tym celu zglosil sie do gminy. Skutki widac na drogach i
drzewach. W Polsce mozna prawo jazdy kupic na rynku i skutki tez widac.
Tymczasem uwazam, ze procedura badania kandydata na kierowce powinna byc
podobna do tej, jaka obowiazuje przy selekcjonowaniu pilotow. Dobry wzrok,
szybkie reakcje, okreslony minimalny poziom inteligencji... I nie prawo jazdy
raz na zawsze, ale recertyfikacja co np 5-10 lat.
To by odsialo dziadkow. W Polsce tak nie jest, ale w Belgii emeryci sa
najzamozniejsza grupa w spoleczenstwie. Maja np 1/3 wszystkich prywatnych
nieruchomosci. I dlatego moja codzienna irytacja jest polslepy i calkiem gluchy
starowinka w wielkim Mercedesie, jadacy autostrada 80-tka, bo przeciez mu sie
nie spieszy, a poza tym dalej niz 20 metrow przed maska nie widzi, dobrze
jeszcze, jak nie jedzie pod prad. Niech se wezmie taksowke i nie robi korkow!!!
Troche podobny do tego jest problem dyrektor vs ciec. Oczywiscie lepiej, ze by
ciec siedzial w domu zamiast bez sensu jezdzic, wtedy bedzie wiecej miejsca dla
dyrektora, z ktorego przynajmniej jest jakis pozytek. Juz slysze Wasze
oburzenie... Tymczasem nieprawda jest, ze wszyscy ludzie we wszystkim sa (i
powinni byc) rowni. No i jest to szansa, by nie budowac nowych drog, jesli
powie sie cieciom, by se pojechali pociagiem.
Co do stania ponad prawem: to i tak istnieje i zawsze istnialo. Inaczej nikomu
by sie nie chcialo bogacic. A tak, to za bogactwem ida wplywy, np wplyw na
policjantow.:-)
Z drugiej strony przydalaby sie zasada, ze pierwszy samochod rejestrowany na
swiezo upieczonego kierowce nie powinien miec wiecej niz 50 kW. Dopiero jak
pokaze, ze umie jezdzic, nich przesiadzie sie na mocniejszy wozek. Koniec z
gowniarzeria dojezdzajaca do szkoly GTi! Ani to bezpieczne, ani potrzebne.
Inne propozycje poprawy bezpieczenstwa: tzw boom-cars. Przynajmniej jedno
miasto w Belgii (Hasselt) ma na wlotach do centrum znaki ostrzegajace, ze tu
nie toleruje sie lomotu dobiegajacego z poteznych wzmacniaczy i glosnikow
zainstalowanych w samochodach. Zeby to jeszcze byla muzyka! Ale to zwykle jakis
dance albo rap, czyli zwykly lomot. Wiadomo, ze taki lomot obniza sprawnosc
kierowania. Z doswiadczenia wiem, ze w samochodzie osobowym wzmacniacz 4x25 W w
zupelnosci wystarczy. Mozna odmowic rejestracji samochodow wyposazonych w
wiecej (albo zabrac dowod rejestracyjny). Powtarzam, wszystko to dlatego, ze
BEZPIECZNA jazda samochodem wymaga skupienia uwagi i ze to nie jest zadna
przyjemnosc, tylko zadanie, czasem trudne. A ci, co chca jezdzic dla
przyjemnosci, sorry, ale tylko powoduja korki.
Co jeszcze? Wiekszosc tak zwanego spoleczenstwa nie rozumie co to jest
statystyka. Mowia w Wiadomosciach ze obnizenie szybkosci w terenie zabudowanym
zmniejszy ilosc wypadkow o x%. Czego im nie mowia to:
1. Ze ten efekt nie jest liniowy, czyli zmniejszenie jeszcze o x% nie
przyniesie takiej, abyc moze zadnej redukcji wypadkow. Zreszta, mozna zakazac
ruchu w ogole, a i tak tu i owdzie moze zdarzyc sie wypadek, np ktos moze sobie
reke drzwiami przytrzasnac.
2. Ze z tytulu zmniejszenia szybkosci sa tez straty, tylko ze te straty kazdy
uzytkownik drogi placi sam.
3. Ze bezwzglednego bezpieczenstwa nie ma i nie bedzie tak dlugo, jak dlugo
samochody prowadza ludzie, a wiec jakies ryzyko podjac trzeba. I ofiary musza
byc i beda.
Paradoksalnie, oszczednosci moze przyniesc podwyzszenie limitow szybkosci. Z
dwoch powodow:
1. Twierdze i utrzymuje, ze najwiekszym zagrozeniem na drodze jest policja.
Zamiast skupic sie na prowadzeniu, zajmuje sie wypatrywaniem misiow czajacych
sie w krzakach. Gdybym wiedzial, ze nie beda sie czepiac, jechalbym lepiej.
2. Wieksza szybkosc to wiecej wypadkow smiertelnych, a mniej rannych.
Przepraszam, to nie ja zaczalem o kosztach spolecznych. Trupa sie zakopuje i po
sprawie. Rannym trzeba sie opiekowac. Wiem, jak to brzmi, spokojnie. Ofiary i
tak beda. Zreszta, jesli stoi okragly znak z liczba na bialym tle, to nie jest
nakaz jazdy z taka szybkoscia. Nie czujesz sie na silach, jedz wolniej, a
najlepiej idz na kawe.
No i dopuszczalny poziom alkoholu i innych uzywek powinien byc 0,0. Krotko.
Piles, nie jedz. Jutro pojedziesz.
A co do wysokosci mandatow. Spojrzcie na Holandie. W tym kraju o ok. 16 mln
mieszkancow wypisuje sie ponad milion mandatow za szybkosc rocznie. Po
pierwsze, wynika z tego, ze ograniczenia szybkosci sa zbyt rygorystyczne, skoro
tylu osobom udaje sie (i uwazaja za stosowne) je zlamac. Ale taryfy sa do
przyjecia. Najnizsza jest na poziomie 45 euro, al ta wysoka, jak juz pisalem
(165 zamiast 100 km/h) ok 400 euro. Moze tak lepiej. Jak juz kontrolowac to nie
raz na 500 km i lup! mandatem az zadudni, ale nekac kontrolami co 30 km, z
taryfa w granicach rozsadku. Wtedy kazdy sam policzy co sie oplaca. Czasem
bowiem bywa tak, ze nie mozna przestrzegac ograniczen.
Podsumowanie:
1. prawa jazdy daje sie byle komu, a tymczasem nie kazdy jest zdolny powozic.
Nie kazdy tez powinien.
2. na kierowaniu trzeba moc sie skupic
3. zadnej gorzaly!
4. ograniczenia szybkosci takie, jak sa teraz, sa bez sensu i nie maja
pozytywnego wplywu na bezpieczens