braineater
18.04.06, 12:42
Brajniter radia generalnie nie lubi. Jakoś tak mu na nerw wchodzą gaduły w
piosenkach, dreszczóf od lekram dostaje i stara sie nie słuchać. Powyższe
dotyczy zarówno polskich stacji jak i zagramanicznych. Ale juz dwa razy sie
Brajniter pozytywnie zdziwił, obadwa zresztą za przyczyną BBC. Pierwszy raz,
gdy okazało się, ze mozna w radiu zapodac live, prosto ze studia koncert
Sonic Youth czy P.I.L. i że nikt sie nie burzy i z ramówki nie ściaga - ale
prowadzacym musiał być John Peel, niestety juz zmarły.
A drugi raz nastapił teraz, jak skuszony doborem zespołów pociągnąłem 20
sesji Gilles Peterson Worldwide (BBC 1, każda niedziela od 23:00) i jest tak,
że na te 20 2godzinnych programów nie ma jednego słabego numeru, nie ma
nudnych wypełniaczy dźwiękowych i nie ma zadnych gwiazd z plejlisty. Po
prostu przez 120 minut z głośników wypływa sam mjut hip-hopu, nu-jazzu i
jazzu bardziej klasycznego, r'n'b, którego nie puszcza żadna inna stacja i
innych, głownie czarnych przecudnych odjazdów. Pierwszy z brzegu zestaw z
tracklisty: Count Basie, The Roots, Common, Jagga Jazist, Cinematic
Orchestra, Tin-Hat Trio, Kyoto Jazz Massive itd...:) Do tego dochodzi
nienachalny prowadzący, ograniczający sie do króciutkich komentów, w dodatku
idealnie wpasowanych w muzykę (znać Dj'a, co zakładał Talking Loud:) i
zajmujacych, w odróznieniu od innych radiowych odjazdow jakieś 10% programu
(zamaist odwróconych proporcji radia made in poland czyli 90% bezsensownego
ględzenia a potem jakaś dretwa muzyka:).
Po czyms takim człowiek zaczyna niesmiało wierzyc, że radio może byc
wartościowym medium. Zdecydowanie jesli będziecie mieli okazje posłuchać, to
mocno polecam:)
P:)