braineater
15.05.07, 13:39
Powinno byc w muzyce na rower, bo tam tego najwięcej słucham, ale generalnie za fajna płyta na żeby ino taką niszę wypełniać.
10 kolesi z Bristolu, 40 parę minut jazdy na dęciaki, skrecze, kilku MC, złachane gitary i najfajniejsze pop-ska patenty od czasu debiutu Madness. Czysta piguła energetyczna, która zmusza do radosnych pląsów. Słabych numerów praktycznie brak, wszystko to jeszce podkręcane dancehallowymi riddimami i nawijką jak na pierwszych albumach House of Pain. Całość mieści się klimatycznie między tym, co robi ekipa z Fat Freddy's Drop a radykalnymi wykopami spod znaku Scalites.
Po prostu: nieskomplikowana muzyczka, na nieskomplikowaną pogodę letnią, dla nieskomplikowanych odbiorców ujaranych nieskomplikowanymi substancjami nieobjętymi akcyzą.
Obrazek na zachętę:
www.youtube.com/watch?v=crUFbZp3Uw0
P:)