snygging
03.06.08, 00:17
nie jestem pewna...
nie jestem pewna - czy nie zabiłam naszego Dziecka. czy, przez zawodną, a
jednak nie do końca, antykoncepcję nie zabiłam Dziecka, które nawet nie
zdążyło zagnieździć się w macicy.
najgorsze jest to, że nigdy się nie dowiem. nigdy nie będę pewna.
wiem, że mój ból, moja niepewność jest nieporównywalna z Waszą. ale myśl, że
mogłam zabić człowieka - Dziecko Mężczyzny, którego kocham, mnie przerasta.
świadomość, że może zabiłam człowieka.
i dlatego, przez to, zastanawiam się - czy antykoncepcja nie jest pierwszym
krokiem? ja biorę mercilon, tabletki o działaniu dwufazowym - po pierwsze nie
dopuszczają do owulacji. a jeśli jednak się przydarzy - do zagnieżdżenia
zygoty w macicy. za późno się zorientowałam, że są takie, choc wyraźnie
mówiłam lekarzowi, że wolę jednofazowe. ale to nieważne szczegóły techniczne.
chodzi mi o moralność i bariery - czy to nie jest tak, że antykoncepcja
prowadzi dalej do aborcji, jak twierdzi chociażby moja babcia? czy to sprawy
od siebie oderwane?
pomocy...