gradufka
07.02.05, 14:10
(czyli opowiadanie turpistyczne)
Praca zbiorowa. Prosze sie wpisywac.
Starucha juz dawno nie miala zadnego chlopa. W przepastnym lozu samotnie
spedzala noce. Koscistymi paluchami tarmosila uschle piersi. Za dnia,
upackawszy usta burakiem, wygladala tesknie przez okno.
Az razu pewnego chlop przyszedl. Chlop jak dab. O gebie nalanej i wielkiej.
Pod oczami worczastej. Z nosem jak grucha. O wargach jak dwa platy watroby.
Wyciagl chlop ramie mocarne. Lapskiem zylastym ujal jej kibic, jak szczapa
wychudla. Leb miedzy piersi obwisle wsadzil. I zaplakal. Z oczu krwia
nabieglych lzy jak groch pociekly. Ona zas rzekla, mruzac w zdumieniu slepia
kaprawe:
-I czego beczysz, becwale?
-Bom nigdy baby tak pieknej nie widzial.
Z gardzieli jej rechot wydobyl sie straszny, szyderczy.
-Dnie cale ksiegi magiczne wertujesz. Nocami samotnie piwsko zlopiesz.
Gdziezes ty mogl babe jaka widziec?
Na kolana chlop padl z laskotem, niczym jaki glaz wielki, i wycharczal:
- O cudna, zywot wiode mizerny, bom dotad swiatla nie spotkal, co by mnie ku
szczesciu wiodlo. Talerzow nie myje. W izbach kurz harce urzadza. Robactwo po
scianach sie snuje. A w sercu pustka i nedza.
-Jam dziewica nieskalana. W chlew taki nie wstapie.
-Coz mam uczynic, by lono dziewicze twe posiasc?