Dodaj do ulubionych

opowiadanie Forumowiczów - dołącz się

07.11.05, 22:00
Zasady są proste:
1. ja zaczynam opowiadanie a każdy może dopisać kolejną linjkę, rodział - na
ile macie ochotę :)
2. każda kolejna osoba dopisuje na wątku poprzednika
3. zobaczymy co z tego wyniknie - to taka samotworząca się powieść :)
a więc zaczynamy.
HISTORIA NIE Z TEJ ZIEMI by Forumowicze
Obserwuj wątek
    • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 22:03
      Pewnego ranka Henryk przebudził się z dziwnym przeczuciem, że coś coś go
      dzisiaj spotka, coś niezwykłego. Ciche pienie kogutów na zagrodzie, pomimo że
      było jeszcze ciemno zwiastowało nadejście niesamowitych wydarzeń, które mialy
      wstrząsnąć Henrykiem i wogóle całymi Lędzinami.
      Henryk przewrócił się na drugi bok ale promienie dziwnej zielonkawej pośiwaty
      nie dawały mu spać. W końcu lekko poddenerwowany naciągnął na siebie spodnie,
      zaożył starą ortalionową kurtę i boso wyszedł przed dom....
    • columbia to juz było - polecam 07.11.05, 22:14
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24573&w=20332815
      • columbia oraz... 07.11.05, 22:15
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24573&w=27315556
        • columbia a także... 07.11.05, 22:18
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24573&w=18606246
    • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 22:22
      ale dobrze - może coś z tego będzie...
      tyle, że dziś mi się nie chce ...
      • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 22:26
        Pewnego ranka Henryk przebudził się z dziwnym przeczuciem, że coś coś go
        dzisiaj spotka, coś niezwykłego. Ciche pienie kogutów na zagrodzie, pomimo że
        było jeszcze ciemno zwiastowało nadejście niesamowitych wydarzeń, które mialy
        wstrząsnąć Henrykiem i wogóle całymi Lędzinami.
        Henryk przewrócił się na drugi bok ale promienie dziwnej zielonkawej pośiwaty
        nie dawały mu spać. W końcu lekko poddenerwowany naciągnął na siebie spodnie,
        zaożył starą ortalionową kurtę i boso wyszedł przed dom....
        Na zewnątrz niby było tak jak codzień - nawet pianie kogutow ucichło. Jednak
        dziwna cisza i lekko zielonkawe wirowanie powietrza nie dawało Henrykowi
        spokoju, dlaej boso jak zahipnotyzowany udał się w stronę skąd dobiegał
        miarowy, pulsujący, mechaniczny dźwięk. Ten dzwięk dobiegał zza szpaleru drzew
        na lewo od jego domu. Pomału kierował się w tamtą stronę. Gdy minął ostatnią
        sosnę jego oczom ukazały się ...
        • cezar8 Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 22:45
          ukazaly sie male zielone ludki. Staly blisko siebie, przestraszone, zmarzniete.
          Za nimi widoczny byl wielki, swiecacy milionem swiatelek pojazd. Henryk
          przetarl rekawem ortalionowej kurtki oczy i wydukal tylko: " O kurka wodna"
          • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 23:03
            I stali tak przez chwilę wpatrując się w siebie nawzajem. Nagla zza pleców
            Henryka padł strzał - jeden, potem drugi...zielone ludki leżały w błocie wijąc
            sie w konwulsjach.
            "O żesz, kurka!" wrzasnął Henryk
            Tuż obok niego stanął Rączy Maniek - załatwiłem tych małych skurczybyków -
            rzekł z dumą w głosie i splunął - nie będą mi juz bydła straszyć!
            Henryk patrzył na małe zielone ciałka. Troche mu było żal. Wciąż miał w pamięci
            sen sprzed kilku dni - cud dziewica o 4 ramionach obejmowała go czule, a jej
            zielona skóra lśniła w porannej rosie - żesz kurka, szlag trafił marzenia o
            transcendentnej miłości - odwrócił się na pięcie i za sobą usłyszał ciche...
            • cezar8 Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 07.11.05, 23:56
              pomoz nam, pomoz! Spelnimy twoje najwieksze marzenie, tylko pomoz nam!
      • pinkpanther Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 11:33
        a także
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=17709611
    • pinkpanther Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 11:37
      "Ciiii...", syknął niemal bezgłośnie, "niech cię Maniek nie usłyszy".
      Jakkolwiek wielką czuł pokusę, aby spojrzeć w kierunku, z którego doszedł go
      ten brzmiący jak melodia elfów dźwięk, stał nieruchomo wpatrując się w Mańka.
      "Dobrze zrobiłaś, Maniek. Zasłużyłeś na porządny browarek. Idziemy "Pod
      Blaszaną Kaczkę?"
      Maniek westchnął pełen zadowolenia dla samego siebie i odrzekł:
      ....
      • carmen_80 Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 13:04
        „Jużem od niedzieli na nich polował, się bestie czaiły tyle czasu, krowy to tak mom zestresowane, że tera na jaką poradnie musze je przyprowadzić, Wiesz co te zielone ludki mojej Tośce zrobiły?” –klepnął Heńka w plecy, wyrywając go tym samym z zamyślenia. Heniek bowiem wciąż nie mógł pogodzić się z myślą, że jego sen nie stanie się rzeczywistością. Miał wprawdzie pewne obawy jak ksiądz dobrodziej zareaguje, gdy dowie się, że obcował z nieznajomą niewiastą i do tego zieloną, ale co mu tam, ksiądz dobrodziej nie z takich grzeszków rozgrzeszenie dawał. Tymczasem Maniek przyglądał mu się z lekkim niepokojem „A co Ty k...a Heniuś taką markotną minę masz od rana?” Heniu uśmiechnął się krzywo i odparł...
        • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 13:42
          Heniu uśmiechnął się krzywo i odparł..." a kapusty żem sie wczoraj najadł i
          mnie teraz gazy męczom. Idź no Maniek do gospody. Ja muszę jeszcze , no
          wiesz..." "hahahaha- zaśmiał się Maniek z wyrozumiałością - to czekom na ciebie
          w gospodzie, stukniem se po browarze. Trzym sie."
          Kiedy tylko szerokie bary Rączego Mańka zniknęły za zakrętem Heniek odwrócił
          się i pobiegł w stronę wciąż lekko drżących zielonych ciał. Ich skóra była
          zimna i lekko wigotna. Pieknie śniła w porannym słońcu. "Zaniese je na ich
          statek, to może ich uratujom" - pomyślał. Ale migotliwego statku juz nie
          było. "O żesz..co jo teraz zrobie?" Mniejszy zielony skonał z sykiem u jego
          stóp. Ale wiekszy wciąż jeszcze oddychał. "Schowam go w stodole. Bo jeszcze
          Maniek go dobije w drodze powrotnej, i sprowokuje kosmiczny terroryzm."
          Tak tez uczynił. Zaniósł słabego zielonego stwora do stodółki za domem, okrył
          końską derką i wyszedł zamknąwszy dobrze drzwi za sobą. Rozwejrzał się, czy
          nikt go nie widział i dziarsko udał sie do miejscowej gospody. Przez cała drogę
          towarzyszyło mu dziwne uczucie - po czyjej stronie właściwie sie opowiedział
          swym czynem? "Po swojej, psia mać!"- odrzekł sobie w myślach i zadowolony oddał
          się fantazjom na temat długich zielonych palców obcej istoty.
          W gospodzie było tłoczno, jak zwykle w porze pracy. Maniek machał Heńkowi z
          rogu sali.
          - A co żeś tak długo robił? - zapytał
          • gradufka Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 14:37
            - A miejesce sobiem w kiszkach na goloneczkę i napitek robił.- odrzekł
            oblizując, w celu zatajenia znamion występku,ubroczone zieloną krwawicą paluchy
            co manjukiru nie zaznały.

            W tym czasie.
            Zielony stwór, który tak naprawdę był żabą zrzuconą przez amerykański koncern
            tytoniowy w celu ratowania słaniajcej się gospodarki, narodu dotkniętego
            klęską urodzaju partyjnego, otóż ten zielony stwór uaktywnił mechanizm
            wewnątrznaprawczy i rzucił stekiem przekleństw,ze aż wstyd. Z ciężkim wzdechem
            wprowadził do mechanizmu autopoprawkę hodując sobie sztuczne zielone piersi
            z elastykonu w celu zadość czynienia marzeniom Henryka. (Stwor, co jest rzeczą
            oczywistą w przypadku produktów amerykanskich koncernów tytoniowych- potrafił
            czytać w chłopskich myślach) Powstały w wyniku autopoprawki deficyt zręcznie
            zalepił plasteliną.
            • pinkpanther Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 14:55
              W tym samym czasie Heniek kończył już trzecie piwo i obgryzał resztki tłustej
              golonki. Z jednej strony odczuwał typowe dla pobytu "pod Blaszana Kaczką"
              przyjemne otumanienie, z drugiej storny nawiedzil go dziwny niepokój.
              "Czy to możliwe", pomyślał, "żeby spełniły się moje najskrytsze marzenia i to
              zielone sflaczałe ciało było cudowną dziewicą z moich snów? Szkoda, że się jej
              lepiej nie przyjrzałem..."
              Z zamyślenia wyrwał go głos Mańka: "Heniek, jeszcze jednego"?
              ...
              • gradufka Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 15:10
                "Dziwicą jestem azaliż na pewno"- odrzekła amerykanska żaba, której nawet stary
                teksański kowboj zżerający robaki z tekili, patykiem nie chcial w otwor rozrodu
                ruszyc. Stwór-żaba potrafił odrzec myślom Henia, ponieważ miał na nie stały
                amerykański pogląd technologiczny produkcji mejd baj NASA. NASA zresztą
                ostatnio zeszło na żaby, czego nie trzeba nawet na obrazku załączać. Dowodzi to
                ostatecznego upadku instytucji która do niedawna była ostoją sił kosmicznych
                władajacych obrotem ciał niebieskich i Niu Ejczem.
                • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 20:51
                  Na pytanie Mańka o kolejne piwo Henryk poczuł w gardle przyjemne łaskotanie
                  włosków z golonki, które pomyślał miło byłoby przyczesać jeszcze jednym piwkiem.
                  Dobra - to samo proszę - ryknął rozmarzony Henryk w kierunku Mańka.

                  W tym samym czasie bufetowa Krycha, każąca menelom ze wsi nazywać się barmanką,
                  otarła kąciki ust ceratą cały czas łapczywie spoglądając na Henryka. Ten to
                  dopiero jest marzyciel - ech mieć by takiego chłopa jak Henryk z własną
                  gospodarką - zawsze elegancko marynarka na sweter - nawet jak zimno to spod
                  ortalionu dołem wystaje - to jest klasa - od razu wiadomo, że inetligentny i
                  uczuciowy.

                  Z rozmarzenia wyrwał Henryka Maniek zdmuchując mu pianę z piwa na beret.
                  Coś się tak zamysłił Heniek - może cię te zielone diabelstwa zanim doszedłem
                  przenicowały na statku??? O żesz ku..a Heniu - gadaj zaraz co ci te myndy
                  zrobiły?
                  Eeeee nic - nie zdążyły - ledwo żem podszedł ale na szczęście w sam raz
                  wypaliłeś z tego swojego sztucera - mówię ci w samą porę Maniek!

                  Wtem w całej izbie "blaszanej Kaczki" przygasły światła i zapadła niesamowita
                  cisza. Po chwili Henryk zobaczył wsączającą się do środka zielonkawą poświatę
                  która po chwili wypełniła całą zatęchłą budę.
                  Ku zdumieniu Henryka wszystkie osoby znajdujące się w "blaszanej Kaczce"
                  siedziały bez ruchu, jak zamrożone.
                  Przed nim nienaturalnie nachylony Maniek, z którego gęby w połowie drogi do
                  podłogi zawieszona była plwocina.
                  Spojrzał na bar - gdzie Kryśka zastygła dolewając wodę z czajnika do grzanego
                  piwa. Nawet para z kufla wisiała zastygnięta w powietrzu....
                • mateuszwierzbicki Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 20:54
                  Kiedy Heniek z Mańkiem dalej raczyli sie w gospodzie trunkami i swoimi, jakże
                  różnymi myślami, do stodoły zajrzała kobita Heńka w celu podebrania złożonych
                  wczesnym rankiem przez kury jajek. Nagle do jej uszu doszedł szelest spod
                  końskiej derki, na co w odpowiedzi Mańkowa nie namyślając się ani chwili
                  chyciła widły i ostrożnie podeszła do tłumoka z końskiej derki. W pierwszej
                  chwili pomyslała sobie, że to myszy buszuja, ale zaraz została wyprowadzona z
                  błędu. Derka odchyliła się i Henkową normalnie zamurowało. Wzniesione
                  triumfalnym gestem widły zastygły nad jej głową, jeszcze przed chwilą gotowe do
                  zadania decydującego ciosu i w skołatanej głowie Henkowej zalęgła się dziwna
                  dla niej samej myśl, że oto złe nawiedziło jej i Henka obejście. Z jej piersi
                  wydobył sie ni to jęk, ni to niedokończone ,,O żesz ty k...a!". Żabi stwór z
                  biustem jak u niejakiej Pameli z amerykanskiego serialu wbił swoje ślepia w
                  intymne miejsca Heńkowej tak, że nogi się jej miętkie zrobiły, a serce
                  przyspieszyło swój odwieczny rytm. K...a! - przez mózg Henkowej przebiegła
                  bowiem oto mysl i podejrzenie, że zielone monstrum szykuje się ja pokryc jak
                  jałówke jaką, albo i coś gorszego. Zerknęła ostroznie na uniesione widły, jakby
                  oceniając i mierząc siły na zamiary. Lewa, wolną od wideł reką sięgnęła po
                  zawieszony na szyi medalik od świetej komunii i w tym samym momencie zielona
                  bestia z ni to kwikiem, ni to skrzekotem skoczyła na Heńkową.
                  • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 23:03
                    Kotłowały się teraz - Heńkowa baba i zielone coś- na klepisku w stodole.
                    Zabulgotało coś nagle i zielony stwór, jak kisiel rozlał się po ciele Heńkowej
                    baby. Zabulgotał ponownie i przez skóre wniknął w nią, jak zagraniczny krem z
                    reklamy w telewizorze. Baba wstała, wyprostowała się, chrząknęła.."J e s t e
                    m.." - chrząknęła znowu "Jestem". Wyprostowała spódnicę, poprawiła warkocz i
                    wyszła ze stodoły. Wchdząc do chałupy zerknęła w lustro. Uśmiechnęła się do
                    siebie, a zielony blask jej oczu rozjaśnił na chwilkę całą mroczną sień.
                    • mateuszwierzbicki Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 23:16
                      W tym zielonym rozjaśnieniu ujrzała całą swoją bezpowrotnie utraconą młodość i
                      pierwsze zaloty okolicznych chłopaków, którzy nocami całymi hordami podchodzili
                      pod okna jej rodzinnego domostwa i żałośnie niczym wilcy wyli do pełnego
                      księżyca, którego blask odbijał się w kroplach potu ściekającego z twarzy
                      młodzieńców. Wszyscy oni mieli w głowie tylko ją i jej dorodne ciało, które
                      tyle razy ukradkiem podglądali podczas porannych obrządków wszelkiego bydlęcia,
                      jakie żyło w w zagrodzie rodziców dziewczyny. Jej ojciec i przerazona tym
                      wszystkim matka zabijali wtedy gwoździami drzwi i okna na wypadek, gdyby chuć
                      okolicznych młodych wybuchła z niespotykaną wcześniej siła i nie popchneła
                      oszalałych z pożadania gołowąsów do wzięcia ich córki siłą. Z pierwszym pianiem
                      wykastrowanego osobiście przez ojca dziewczyny koguta wszystko wracało do normy
                      i tylko zryte kartoflisko przypominało nocne wypadki.
                      • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 23:27
                        Wszystkie wspomnienia wróciły teraz i zostały przejęte przez łakomy mózg obcej
                        istoty, która zagnieździła sie w babie Heńkowej. Baba Heńkowa istniała już
                        tylko jako naczynie wypełnione po brzegi zielonym stworem z kosmicznego
                        programu NASA. Czekała teraz w kuchni przy nakrytym stole na Heńka.
                        • mateuszwierzbicki Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 08.11.05, 23:33
                          A ten ani myślał opuszczać gościnnych progów gospody pełnej machorkowego dymu,
                          zapachu samogonu i ludzkich myśli ukrytych pod zacietymi spojrzeniami twarzy
                          pozbawionych wraz upływem czasu jakiegokolwiek przypominajacego ludzki wyrazu.
                          Odnosiło sie dziwne wrażenie, że zwykle przecież nieubłaganie upływający czas
                          tym razem zatrzymał się i zastygł w gstniejącym powietrzu. Coś w nim wisiało i
                          i nagle taka własnie mysl zalęgła sie w Henkowej czaszce, odpornej na wiele
                          rzeczy, nie wyłaczając sztachet czy kłonicy, ale nie na takie myśli.
                          • carmen_80 Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 10.11.05, 17:23
                            Tymczasem do gospody zbliżał się Obcy, czyli Julek z sąsiedniej wsi. Od zawsze podkochiwał się w kobiecie Heńka, ale z racji tego, że miał mniejszą gospodarkę i tylko dwie krowy nie mógł liczyć na miłość pięknej Heleny. Po za tym był - bądź co bądź - Obcy.
                            Szedł szybkim krokiem ćmiąc przy tym klubowego bez filtra. Pluł na wszystkie strony jak to miał w zwyczaju, ale wolał jednak takie, bo mocniejsze.
                            W nocy zauważył świetlisty punkt przemierzający z ogromną prędkością niebo. Wydawało mu się, że ten punkt zatrzymał się i na dłuższą chwilę zawisł nad sąsiednią wsią - Lędzinami, aż w końcu spadł z hukiem. Nie mógł już zasnąć do rana, choć cały czas tłumaczył sobie, że to wszystko musiało mu się przewidzieć. Tym bardziej, że wczoraj jak zwykle po robocie siedzieli do północy pod „Piejącym Kogutem”. Wracając zaliczył tradycyjnie pod drodze kilka latarni, ale jednak nie był na tyle pijany, żeby mógł mieć przewidzenia. Tym bardziej związane z takimi bzdurami jak zielone stworki czy latające talerze. Postanowił jednak z samego rana sprawdzić, co tak naprawdę wydarzyło się w nocy i co było przyczyną jego bezsennej nocy. Szedł zatem do Lędzin przez zieloną polanę na zwiady. Trawa cicho szeleściła pod jego rozczłapanymi butami, a wiatr targał z radością kilka ostatnich włosków na jego głowie. Słońce niemrawo wychodziło zza chmur oślepiając zmęczonego i skacowanego Julka. „K...a, ale mi się pić chce!” – zaklął pod nosem i przyspieszył kroku.
                            • mateuszwierzbicki Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 10.11.05, 23:28
                              Tak myślał, że przyspieszył i był święcie o tym przekonany. Ale tak naprawde to
                              nie Julek przyspieszył, tylko jego myśli zaczęły biec szybciej niż zwykle. A
                              biegły jak opętane wokół nocnych zwidów, których czy były zwidami skołatany
                              mózg Julka nie był do końca pewny. Nagle tknięty niejasnym przeczuciem
                              zatrzymał sie, uważnie rozejrzał dokoła i zaczął prawą reka gmerać w ukrytych
                              głęboko w czeluściach pump narządach rodnych, z których był w sposób urągający
                              ludzkiej przywoitości dumny. Sława ich już we wczesnej młodości wyszła daleko
                              poza opłotki sasiednich wiosek i echa jej doszły nawet do kilku najbliższzych
                              powiatów. Ale o tym to Julek nie mógł wiedzieć.
                              • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 11.11.05, 08:35
                                Gdy tak stał z łapskiem w pumpach na skraju Lędzińskiej polany czując w ustach
                                pustynię błędowską - do uszu jego dotarł wesoły plusk lejącej się gdzieś w
                                pobliżu wody. No, pomyślał Julek nareszcie bo chyba bym sie rozleciał na
                                kawałki. Po jego proawej stronie na skraju łaki stał zielony hydrant, z którego
                                lała się woda. Julek pędem rzucił się do niego sadząc susy w rozczłapanych
                                buciskach i nie zastanawiając się kto i po co zainstalował hydrant w połowie
                                drogi między Lędzinami a Świerczyńcem w środku lasu na polanie.
                                Ostatnim susem dopadł hydrantu i zaczął łapczywie żłopać wodę przytykając usta
                                do hydrantu i trzymając oburącz kran rękoma.
                                Nagle poczuł, że cała dookoła ziemia wraz z hydrantem podnosi się a jego ust i
                                rąk za cholerę nie może oderwać od hydrantu. Co jest k...wa pomysłał Julek
                                szarpiąc się na wszystkie strony. Na szczęście ktoś zakręcił wodę bo ani chybi
                                byłby się utopił. Kątem oka zauważył, że opadała gdzieś trawa a on jak kretyn
                                uczepiony jest hydrantu na jakimś wielkim błyszczącym obiekcie w kształcie
                                talerza.
                                Równoczesnie pod wpływem działania "wody" którą tak ochoczo żłopał momentalnie
                                kac przemienił sie w coś w rodzaju lekkiego letargu. Julek przestał sie szarpać
                                i opadł delikatnie na kolana. Nie szarpał się nawet wtedy gdy cały hydrant
                                zanurzył sie we wnętrzu talerza, a dookoła niego ustawiła się w kręgu grupa
                                zielonkawych, świetlistych postaci, pomrukująca metalicznie.
                                Julek zaczął się nawet lekko podśmiewać gdy największa z postaci przełączyła
                                guzik na pudełku trzymanym w ręku i do jego uszu dobiegł teraz głos mówiący
                                wyraźnie po polsku z lekką lędzińską naleciałością:
                                - dobra chopie możesz już puścić tyn hydrant
                                Julek stwierdził, że bez problemów może teraz oderwać ręce od hydrantu a nawet
                                wstać - wstał bardzo wolno czując wielką radość i lekkie upojenie jakiego nie
                                czuł od czasu gdy z bratem zapijali stołówę kroplami walerianowymi.
                                Wtem poczuł niesamowite wręcz uczucie - tak to chyba było uwielbienie dla tych
                                zielonkawych istot. Postanowił, że do nich zagada. Było to w jego zachowaniu o
                                tyle dziwne iż był po prostu największym w Świerczyńcu bandytą, który prał po
                                ryju nawet Świerczyneickiego wójta, za to ze jego dziadkowie przybyli tam z
                                Pszczyny - czyli był nienasz! A tu wprost czuł, że zielone postacie to jego
                                dawno utracone plemię:
                                Julek rzekł do nich:....
                                • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 11.11.05, 10:56
                                  Julek rzekł do nich:....
                                  ".....".......z jego ust nie wydobył sie żaden dźwięk...spróbował jeszcze
                                  raz "y..yy.."...i nic.....światło nad jego głowa stawało sie coraz jaśniejsze a
                                  istoty zacieśniły krąg i pochylały sie nad nim....poczuł, że juz nie może się
                                  poruszyć...jego umysł oddalał się do głębi skołowanej głowy. Mógł być już tylko
                                  obserwatorem. Widział, jak istoty porozumiewaja się ze sobą, ale nie rozumiał
                                  juz ich mowy. Nagle jedna z nich szczupłymi palcami zaczęła zdejmowac z niego
                                  odzież. Gdy po chwili był już nagi poczuł - tak , wyraźnie to poczuł, jak..
                                  • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 11.11.05, 14:22
                                    ...poczuł miłe łaskotanie klatki piersiowej i pomyślał że jest to podobne do
                                    tego jakgdyby ktoś rysował mu patykiem dosyć spory kwadrat na piersiach.
                                    Gdy opuścił oczy w dół z przerażeniem ale ku swemu zdumieniu bez reakcji na to
                                    jak "zielony kuzyn" - jak go w myślach nazywał, powoli otworzył jego klatkę
                                    piersiową - tak jak sie otwiera drzwi do szopy.
                                    Teraz wyraźnie widzial jak bije jego własne serce, ja miarowo poruszają się
                                    jego własne płuca mocno zaczerwienione od ilości wypalanych codziennie
                                    klubowszczaków i mocnych.
                                    Zieloni kuzyni i kuzynki jak mu się zdawąło ochoczo komentowali jego
                                    wnętrzności pokazując długimi palcmi na poszczególne elementy jego trzewi.
                                    Nagle jeden z kuzynów zamruczał głośniej i zdumiony Julek jak przez mgłę
                                    zobaczył największego zielonego kuzyna podającego głównemu "chirurgowi" coś co
                                    wyglądało jak szklana kula wielkości pomaranczy wypelniona w środku czymś
                                    pięknym mieniącym sie i świecącym na niebiesko. Klula na górze miała widoczną
                                    srebrną, fantazyjnie poskręcaną siatkę.
                                    Julek na podbudowie pięciu klas ziemnej podstawówki i douczającym obozie OHP
                                    nie mógł wiedzieć iż jest to sztuczna osobowość zdalnie sterowana promieniami
                                    gamma.
                                    W momencie gdy kula byla wszczepiana Julkowi do klatki piersiowej , Julek
                                    stracił świadomość.
                                    Obudził się na tej samej łące pomiędzy Lędzinami a Świerczyńcem - nawet pięć
                                    minut wczesnij zanim zobaczył zielony hydrant.
                                    Podniósł się z ziemi, otrzepał z liści i pomyślał - niezłom mam kurna banię -
                                    urwał mi się film i coś śniłem - jakieś bezeceństwa. Zauważyl też ze
                                    zdziwieniem że już go nei suszy i wtem spanikował!!! Szybko podniósł do góry
                                    sfilcowany sweter i gorączkowo zaczął obmacywac własną klatkę - ale nie było na
                                    niej ani śladu. Pewnie to ten trefny samogon od Huberta takie figle płata -
                                    mówiłem mu żeby do zacieru nie dodawał saletry.
                                    Gdy tak stał obmacując się z tyłu usłyszał nagle głos leśniczego - Stefana - a
                                    Ty co Julek? Taniec goł gół odpier...sz na łące - myślisz że na ciebie sarny
                                    polecą.
                                    I w tym momecie Julek poczuł mocny ucisk w klatce piersiowej i ze zdumieniem
                                    usłyszał swój własny głos:
                                    Oj Jarku opamiętałbyś się z tym Twoim odrdynarnym dowicpiem, przestrzegam przed
                                    używaniem słów powszechnie uważanych za obelżywe przez urzęników państwowych
                                    bądź co bądź.
                                    Leśniczy Stefan zamarł w pół kroku - od Julka biła niebywała wprost
                                    inteligencja - Stefan pomyślał że może to poranne słońce go zmyliło i pomylił
                                    tego człowiek a z Julkiem. Nie widział natomiast, małego niebieskawego błysku w
                                    oczach Julka - dowodu na odbieranie fal gamma przez Zdalnie Sterowaną Jednostkę
                                    Osobowści.....
                                    • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 12.11.05, 09:51
                                      ...upłynęło kolejne 30 000 sekund :) i Julek...
                                      • robbie_williams Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 17.11.05, 18:50
                                        ...tymczasem Heńkowa baba z zielonym stworem z kosmicznego
                                        programu NASA wewnatrz wyszla tylnym wyjsciem za chalupe i wzrokiem zaczela
                                        wypalac kregi w zbozu...
                                        • olaaprilka Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 21.11.05, 13:04
                                          tymczasem Heńkowa baba z zielonym stworem z kosmicznego
                                          > programu NASA wewnatrz wyszla tylnym wyjsciem za chalupe i wzrokiem zaczela
                                          > wypalac kregi w zbozu...
                                          A wypalanie to nie było takim zwyczajnym wypalaniem jak to chłopy zazwyczaj
                                          robią z łąkami jesienią, gdzie i ognia pełno, a dymu jeszcze więcej. Heńkowa
                                          popatrzyła tylko i od razu myślą zajęła całe pole. Nagle w mig pojawiły się
                                          dziwne kręgi, linie i znaki, podobne trochę do tych, o których to nawet
                                          Łędzińscy chłopi naczytali się przy piwie w niejakich "Faktach", co prawda z
                                          niedowierzaniem.
                                          Heniek tymczasem nie mógł usiedzieć już dłużej spokojnie w knajpie. Nawet go to
                                          zastanowiło trochę, bo jeszcze niedawno uciekał tam z chałupy od własnej baby.
                                          Siedział teraz na drewnianej ławie jak na igłach, a w środku czuł dziwne jakieś
                                          pragnienie, nieznane mu zupełnie. Pragnienie posiadania zielonej istoty tylko
                                          dla siebie. Żeby tak ją gdzieś schować, ukryć przed ciekawską wsią, pomyślał.
                                          Hmm... rozmarzył się, pragnął jej teraz nawet jeszcze bardziej jak nowiutkiego
                                          amerykańskiego traktora Erwina.
                                          ...
                                          • columbia Re: opowiadanie Forumowiczów - dołącz się 28.11.05, 11:15
                                            Zerwał się w końcu na równe nogi, bo już usiedzieć nie mógł. Burknął coś
                                            chłopom na pożegnanie i pobiegł w stronę chałupy. Po drodze minął Stefana,
                                            wciąż zastanawiającego się nad nagłą przemianą Julka. Minął również Julka,
                                            także zastanawiającego się nad własna nagłą przemiana. Wpadł na podwórze
                                            własnej chałupy....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka