Dodaj do ulubionych

Daliscie wczoraj na tace?

01.12.03, 10:46
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031129/kraj/kraj_a_5.html
Obserwuj wątek
    • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 01.12.03, 11:22
      Wrzuciłem. Ula też. Chodzimy, to wrzucamy...
      • ormond Re: Daliscie wczoraj na tace? 01.12.03, 12:16
        To nie jest osobista wycieczka, ale nie moge sie powstrzymac aby nie
        przypomniec arcytrafne powiedzenie Milosza:

        Polska to jest kraj ludzi niewierzacych, ale praktukujacych.
    • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 01.12.03, 18:38
      Nie mam zamiaru utrzymywać czarnuchów z mojej kieszeni.
      Niech wreszcie zabiorą się za uczciwą pracę.
      Wierzący - tak, praktykujący - nie.
      Kościół to nie Bóg, tak jak i Bóg to nie kościół.
      Te dwie drogi już dawno się rozeszły.
      • vxy Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 12:35
        Jest to jak najbardziej uczciwa praca. Rola moralności w demokracji jest
        nieprzeceniona. I żadne lekcje w szkole tego nie załatwią. Tylko wiara. Taka
        czy inna. A infrastruktura kosztuje. Niestety.
        • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 14:30
          vxy napisał:

          > Jest to jak najbardziej uczciwa praca. Rola moralności w demokracji jest
          > nieprzeceniona. I żadne lekcje w szkole tego nie załatwią. Tylko wiara. Taka
          > czy inna. A infrastruktura kosztuje. Niestety.

          Od nauki moralności są przede wszystkim rodzice. Wpływ czarnych obecnie jest
          raczej marginalny. Zresztą, nic dziwnego, skoro najczęściej ograniczają
          kontakt z "wiernymi" do odprawiania mszy i corocznej kolendy.
          Przeciw pracy umoralniającej czarnych przemawia jeden zasadniczy argument:
          Co oni tak na prawdę wiedzą o życiu? Nie mają żony, dziewczyny, nie byli nigdy
          (oficjalnie) w stałym związku, niewielu z nich bywa w pub-ach, na imprezach,
          więc na jakiej podstawie mogą oni mówić, co w życiu jest dobre, a co złe?
          • aand Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 15:54
            freewolf napisał:

            > Od nauki moralności są przede wszystkim rodzice. Wpływ czarnych obecnie jest
            > raczej marginalny. Zresztą, nic dziwnego, skoro najczęściej ograniczają
            > kontakt z "wiernymi" do odprawiania mszy i corocznej kolendy.
            > Przeciw pracy umoralniającej czarnych przemawia jeden zasadniczy argument:
            > Co oni tak na prawdę wiedzą o życiu? Nie mają żony, dziewczyny, nie byli
            nigdy
            > (oficjalnie) w stałym związku, niewielu z nich bywa w pub-ach, na imprezach,
            > więc na jakiej podstawie mogą oni mówić, co w życiu jest dobre, a co złe?


            A jeżeli nie ma rodziców to co? Wygląda na to że duchowni są odbiciem
            społeczeństwa - tacy księza jacy wierni... Ksiądz Tischner mawiał, że nieważne
            jak nazywasz przekazania, ani kto ci o nich mówi - ważne żebyś przestrzegał. A
            każdy niech odpowie sobie sam jak z tym jest...

            I jeszcze jedno - od studenta renomowanej uczelni można chyba wymagać aby
            publicznie nie używał dość obraźliwych określeń. Myślę ze mało który ksiądz
            wiedząc że jeździsz konno mówiłby na Ciebie - koniosraju...
            • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 17:14
              aand napisał:

              > A jeżeli nie ma rodziców to co?

              Zawsze są inne instytucje, jak szkoła, etc.

              > A każdy niech odpowie sobie sam jak z tym jest...

              Tu nawet nie chodzi o przykazania - tylko o sumienie. Jeśli starasz się nie
              krzywdzić innych - żyjesz dobrze.

              > I jeszcze jedno - od studenta renomowanej uczelni można chyba wymagać aby
              > publicznie nie używał dość obraźliwych określeń. Myślę ze mało który ksiądz
              > wiedząc że jeździsz konno mówiłby na Ciebie - koniosraju...

              Niech mówi, pisze o mnie jak chce. Dopóki nie ma odwagi powtórzyć mi tego w
              oczy - po mnie to spływa. Poza tym - mam prawo nazywania księży czarnuchami.
              To oni pierwsi nazwali mnie poplecznikiem diabła i heretykiem.
              • aand Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 17:31
                freewolf napisał:

                > Zawsze są inne instytucje, jak szkoła, etc.

                Etc. czyli np. kluby parafialne, tak mi się wydaje...

                > Tu nawet nie chodzi o przykazania - tylko o sumienie. Jeśli starasz się nie
                > krzywdzić innych - żyjesz dobrze.

                Na tym polega przestrzeganie przykazan - nikt nikomu nie siedzi w głowie, tylko
                sumienie.

                > Niech mówi, pisze o mnie jak chce. Dopóki nie ma odwagi powtórzyć mi tego w
                > oczy - po mnie to spływa. Poza tym - mam prawo nazywania księży czarnuchami.
                > To oni pierwsi nazwali mnie poplecznikiem diabła i heretykiem.

                Oczywiście, jesteś już dorosły - może powinienem mówić do Ciebie proszę Pana,
                tak więc to Ty będziesz się wstydził lub nie tego co mówisz...
                • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 18:24
                  aand napisał:

                  > Na tym polega przestrzeganie przykazan - nikt nikomu nie siedzi w głowie,
                  > tylko sumienie.

                  O nie. Sumienie jest dużo szerszym pojęciem i nijak się ma do dekalogu.
                  Większość ludzi na tym świecie nie ma większego pojęcia o chrześcijańskich
                  przykazaniach, a mimo to posiada dobrego karmana.

                  > Oczywiście, jesteś już dorosły - może powinienem mówić do Ciebie proszę
                  > Pana,

                  Po moim trupie. Nienawidzę formalizmów. :))

                  > tak więc to Ty będziesz się wstydził lub nie tego co mówisz...

                  Zdecydowanie nie. Jedna z moich podstawowych zasad: nigdy nie żałować niczego.

                  A propos religii chrześcijańskiej:
                  Dlaczego w prawie kościelnym figuruje zapis, że osoba raz ochrzczona jest już
                  chrześcijaninem na zawsze? Czyż nie jest to ubezwłasnowolnienie, zwłaszcza, że
                  noworodek nie jest w stanie podjąć świadomej decyzji co do własnej
                  przynależności religijnej. A może ja nie chcę już być chrześcijaninem?
                  Dlaczego mam się męczyć z powodu nie swojej decyzji?
                  • aand Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 21:55
                    freewolf napisał:

                    > O nie. Sumienie jest dużo szerszym pojęciem i nijak się ma do dekalogu.
                    > Większość ludzi na tym świecie nie ma większego pojęcia o chrześcijańskich
                    > przykazaniach, a mimo to posiada dobrego karmana.

                    Jasne bo dekalog jest starszy od chrześcijaństwa o bodaj 2000 lat (Aleksio
                    będzie wiedział dokładnie :) I w większości religii chodzi by te przykazania
                    przestrzegać.

                    > Po moim trupie. Nienawidzę formalizmów. :))

                    No to mówić Panie Wilku czy nie? ;)

                    > Zdecydowanie nie. Jedna z moich podstawowych zasad: nigdy nie żałować niczego.

                    A to się jeszcze okaże. Jak sobie przypominam, to mając 20 lat nie bardzo
                    miałem czego żałować. Nieprawdaż? :)

                    > A propos religii chrześcijańskiej:
                    > Dlaczego w prawie kościelnym figuruje zapis, że osoba raz ochrzczona jest już
                    > chrześcijaninem na zawsze? Czyż nie jest to ubezwłasnowolnienie, zwłaszcza,
                    że
                    > noworodek nie jest w stanie podjąć świadomej decyzji co do własnej
                    > przynależności religijnej. A może ja nie chcę już być chrześcijaninem?
                    > Dlaczego mam się męczyć z powodu nie swojej decyzji?

                    Tu chyba nie o niemowlę chodzi o a rodziców - przez chrzest zdejmują grzech
                    pierworodny z potomka. W swoim sumieniu czynią właściwe, a przecież właśnie o
                    to Ci chodzi, prawda? :) Co Ty postanowisz w swoim dorosłym życiu to już
                    zupełnie inna sprawa - przecież kiedyś też będziesz miał dzieci - mogą przyjśc
                    do Ciebie i zarzucić Ci że źle się czują bez chrztu, podjąłeś dedyzję za nie...
                    • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:13
                      aand napisał:

                      > Jasne bo dekalog jest starszy od chrześcijaństwa o bodaj 2000 lat (Aleksio
                      > będzie wiedział dokładnie :) I w większości religii chodzi by te przykazania
                      > przestrzegać.

                      Actually - trochę ponad 1000. W większości religii (jeśli bierzemy pod uwagę
                      ilość istniejących na świecie) faktycznie chodzi o przestrzeganie dekalogu
                      (tak, czy inaczej interpretowanego). Ale jeśli weźmiemy pod uwagę wyznawców,
                      to na świecie przeważają hinduiści i buddyści (choć buddyzm jest w zasadzie
                      upgrade'em hinduizmu). A hinduizm jest o co najmniej 1000 lat starszy od 10
                      przykazań.

                      > No to mówić Panie Wilku czy nie? ;)

                      Tylko pod warunkiem, że będę mógł mówić do Ciebie: wielebny. :)))
                      Wybacz mi tę drobną złośliwość, ale na prawdę nienawidzę, jak się ktoś do mnie
                      zwraca per pan. wciąż jestem zbyt nieopierzony na taką tytulaturę.

                      > A to się jeszcze okaże. Jak sobie przypominam, to mając 20 lat nie bardzo
                      > miałem czego żałować. Nieprawdaż? :)

                      No to się trochę różnimy, gdyż ja miałbym do żałowania już sporo. Ale - jak
                      już pisałem - nie mam zamiaru tego robić.

                      > Tu chyba nie o niemowlę chodzi o a rodziców - przez chrzest zdejmują grzech
                      > pierworodny z potomka. W swoim sumieniu czynią właściwe, a przecież właśnie
                      > o to Ci chodzi, prawda? :)

                      Nie do końca mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o to, że chciałbym sam podjąć tą
                      decyzję, gdy już będę wystarczająco świadomy. Prawo kościelne zakłada, że
                      jeśli raz zostałeś ochrzczony - to już do końca życia należysz do Kościoła,
                      więc - skoro to wiąże na całe życie, dlaczego decydują o tym osoby trzecie?
                      Chrzest - w porządku - ale w wieku dorosłym (świadoma decyzja) - lub
                      stworzenie nowego obrzędu - możliwości uwolnienia się od chrztu. Tego chcę.
                      A Twój argument z dziećmi Trochę mnie zaskoczył. Przecież, jeśli ktoś nie
                      ochrzci swojego dziecka, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby, gdy już ono
                      będzie pełnoletnie, samo podjęło decyzję o swoim chrzcie. Przecież ochrzczonym
                      można zostać w dowolnym wieku.
                  • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:15
                    freewolf napisał:

                    > Zdecydowanie nie. Jedna z moich podstawowych zasad: nigdy nie żałować
                    niczego.
                    >

                    A to się tak da? Da się nie popełniać w życiu błędów?
                    • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:28
                      ralston napisał:

                      > A to się tak da? Da się nie popełniać w życiu błędów?

                      Błędów się nie uniknie, co nie znaczy, że musimy przez nie mieć wyrzuty
                      sumienia. Skoro coś już się stało, to można, jeśli się da, próbować to
                      naprawić, ale, po co się tym martwić?
                      • aand Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:36
                        freewolf napisał:

                        > Błędów się nie uniknie, co nie znaczy, że musimy przez nie mieć wyrzuty
                        > sumienia. Skoro coś już się stało, to można, jeśli się da, próbować to
                        > naprawić, ale, po co się tym martwić?

                        To mi przypomina scenę z Monty Pythona gdy tygrys odgryzł nogę Ericowi Idle. A
                        co tam, nie ma się czym martwić ;) I to jest to - niech żyje rocknadroll! :)
                        • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:52
                          aand napisał:

                          > To mi przypomina scenę z Monty Pythona gdy tygrys odgryzł nogę Ericowi Idle.
                          > A co tam, nie ma się czym martwić ;) I to jest to - niech żyje
                          > rocknadroll! :)

                          Dokładnie.
                          Mam coś dla Ciebie do przemyślenia i ewentualnego skomentowania:
                          "Warchoł - Jacek Kaczmarski
                          - Warchoł! - krzyczą. Nie zaprzeczam,
                          Tylko własnym prawom ufam:
                          Wolna wola jest człowiecza,
                          Pergaminów nie posłucha.

                          Boska ręka w tym, czy diabla,
                          Szpetnie to, czy właśnie pięknie -
                          Wola moja jest, jak szabla:
                          Nagniesz ją za mocno - pęknie.

                          A niewprawną puścisz dłonią -
                          W pysk odbije stali siła;
                          Tak się naucz robić bronią,
                          By naturą swą służyła.

                          Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
                          I jak zwykle on - byle jaka:
                          Nie zrobili ze mnie janczara -
                          Nie uczynią też i dworaka.
                          Wychwalali zasługi, cnoty
                          Podsycali pochlebstwem wady,
                          A ja służyć - nie mam ochoty,
                          Warchołowi - nikt nie da rady!

                          Lubię tany, pełne dzbany,
                          Sute stoły i tapczany,
                          Płeć nadobną - niesurową
                          I od święta - Boże Słowo.

                          Lecz ni ksiądz, ni okowita
                          Piekłem straszy, niebem nęci,
                          Ani żadna mnie kobita
                          Wokół palca nie okręci.

                          Mój ból głowy, moja skrucha,
                          Moje kiszki, moja franca,
                          Moja wreszcie groza ducha,
                          Gdy Kostucha rwie do tańca!

                          Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
                          I jak zwykle on - byle jaka:
                          Nie zrobili ze mnie janczara -
                          Nie uczynią też i dworaka.
                          Wychwalali zasługi, cnoty
                          Podsycali pochlebstwem wady,
                          A ja służyć - nie mam ochoty,
                          Warchołowi - nikt nie da rady!

                          Jakbym ja był człowiek z wosku
                          W rękach wodzów, niewiast, klechów -
                          Mógłbym ich zostawić troskom
                          Cały ciężar moich grzechów.

                          Ale znam tych stróżów mienia,
                          Sędziów sumień, prawdy zakon,
                          Spekulantów odkupienia -
                          Bo znam siebie - jako tako.

                          Ulepiony i pokłuty
                          Niepotrzebny będę więcej;
                          Rzucą w ogień dla pokuty
                          I umyją po mnie ręce.

                          Sprawa ze mną - jak kraj ten stara
                          I jak zwykle on - byle jaka:
                          Nie zrobili ze mnie janczara,
                          Nie uczynią też i dworaka.

                          Zły? - być może. Dobry? - a czemu?
                          Nie tak wiele znów pychy we mnie.
                          Dajcie żyć po swojemu - grzesznemu,
                          A i świętym żyć będzie przyjemniej!"

                          Ja się pod tym podpisuję.
                        • all2 Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 22:57
                          aand napisał:

                          > To mi przypomina scenę z Monty Pythona gdy tygrys odgryzł nogę Ericowi Idle.
                          A
                          > co tam, nie ma się czym martwić ;) I to jest to - niech żyje rocknadroll! :)

                          Ale można potem spędzić całe życie wpatrując się smętnie w ten kikut, a można
                          się też zająć czym innym. W pewnym programie telewizyjnym o Stephenie Hawkingu
                          jego matka powiedziała, że gdy jeszcze był sprawny, miał mnóstwo zainteresowań,
                          wszędzie go było pełno i na niczym nie potrafił się zatrzymać na dłużej. Gdyby
                          nie choroba i przykucie do wózka, prawdopodobnie nigdy nie zostałby
                          najwybitniejszym żyjącym fizykiem. Błędy też można przeżuwać latami bez żadnego
                          pożytku, a można przeznaczyć tę energię na coś innego.
                      • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 11:07
                        freewolf napisał:

                        > ralston napisał:
                        >
                        > > A to się tak da? Da się nie popełniać w życiu błędów?
                        >
                        > Błędów się nie uniknie, co nie znaczy, że musimy przez nie mieć wyrzuty
                        > sumienia. Skoro coś już się stało, to można, jeśli się da, próbować to
                        > naprawić, ale, po co się tym martwić?


                        Nie potrafię tak bezrefleksyjnie... Nie o to chodzi, żeby się zamartwiać, ale
                        sumienia wyłączyć nie potrafię...
                        • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 13:40
                          ralston napisał:

                          > Nie potrafię tak bezrefleksyjnie... Nie o to chodzi, żeby się zamartwiać,
                          > ale sumienia wyłączyć nie potrafię...

                          Cóż – nie o to chodzi. Jeśli znasz siebie bardzo dobrze, wiesz, czego możesz
                          się po sobie spodziewać i wiesz, nad czym musisz w sobie pracować, to nawet
                          jeśli zdarzy Ci się (jakby to fajnie ująć ;) ) (nie)kontrolowany wybuch
                          emocji, to zazwyczaj, tak czy tak, się go spodziewasz i wiesz, że jest on nie
                          do uniknięcia (w końcu jesteśmy tylko/aż ludźmi). Gdy znasz już swoje
                          słabości, potrafisz z nimi żyć, w pewnym stopniu je kontrolować, eliminować.
                          Wtedy sumienie – oczywiście – podpowiada, czego nie należy robić, gdyż może
                          być to szkodliwe dla innych, ale, gdy już coś takiego zrobimy, to się tym nie
                          zamartwiamy (może nie do końca w tym sensie, ale chyba zrozumiesz, o co
                          chodzi), tylko staramy się w jakiś sposób to naprawić (można to od biedy
                          podciągać pod wyrzuty sumienia, ale jest to raczej odpowiedzialność za własne
                          czyny).
                          • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 13:49
                            Hmmm... niektórych rzeczy naprawić się już nie da. I co wtedy?
                            • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 14:14
                              ralston napisał:

                              > Hmmm... niektórych rzeczy naprawić się już nie da. I co wtedy?

                              Wtedy tym bardziej nie należy się tym przejmować. Skoro już czegoś nie
                              zmienimy, to po co o tym myśleć? To oznacza tylko, że czas zabrać się za coś
                              innego.
                              • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 14:16
                                Żałować tego co się zrobiło nie znaczy zatrzymać się w miejscu i nie robić już
                                dalej nic...
                                • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 14:18
                                  ralston napisał:

                                  > Żałować tego co się zrobiło nie znaczy zatrzymać się w miejscu i nie robić
                                  > już dalej nic...

                                  Ale rozpamiętywanie jeszcze nigdy nie było motorem napędowym człowieka. Wręcz
                                  przeciwnie.
                                  • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 14:19
                                    Nie mówię o rozpamiętywaniu. Mówię o żalu. To przecież nie jest to samo...
                                    • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 14:40
                                      ralston napisał:

                                      > Nie mówię o rozpamiętywaniu. Mówię o żalu. To przecież nie jest to samo...

                                      Jak dla mnie – jedne buty. I to, i to jest stricte negatywne. Raz dostało się
                                      po nosie – prędzej, czy później będzie okazja, żeby się odbić. Więc czym się
                                      martwić?
                                      Jest taka fajna piosenka:
                                      „Na Miły Bóg,
                                      Życie nie po to tylko jest, by brać,
                                      Życie nie po to, by bezczynnie stać,
                                      Aby żyć, siebie samego trzeba dać.”
                                      Życie zostało nam dane także po to, żeby się nim cieszyć. Jak to ujął mój
                                      bliski przyjaciel, gdy powiedziałem mu, że należy się cieszyć ze wszystkiego,
                                      co nas otacza: „tak robią dzieci, cieszą się ze wszystkiego dopiero dorośli
                                      już nie, dorosłym trzeba "ekstra" wrażeń, żeby byli szczęśliwi”.
                                      A Ty?
                                      Co czujesz, gdy widzisz liście tańczące na wietrze?
                                      Czy w deszczu uśmiechasz się do nieba w podzięce za życiodajne łzy?
                                      Gdzie błądzą Twoje myśli wraz z niesfornym wiatrem?
                                      • ralston Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 15:13
                                        freewolf napisał:


                                        > Jak dla mnie – jedne buty. I to, i to jest stricte negatywne. Raz dostało
                                        > się
                                        > po nosie – prędzej, czy później będzie okazja, żeby się odbić. Więc czym
                                        > się
                                        > martwić?

                                        A jeśli to ktoś inny dostał przeze mnie po nosie a nie ja sam. Sobą mogę się
                                        bardzo nie przejmować. Ale ktoś może mieć taką konstrukcję psychiczną, że
                                        niełatwo się podnosi...

                                        > Jest taka fajna piosenka:
                                        > „Na Miły Bóg,
                                        > Życie nie po to tylko jest, by brać,
                                        > Życie nie po to, by bezczynnie stać,
                                        > Aby żyć, siebie samego trzeba dać.”
                                        > Życie zostało nam dane także po to, żeby się nim cieszyć. Jak to ujął mój
                                        > bliski przyjaciel, gdy powiedziałem mu, że należy się cieszyć ze wszystkiego,
                                        > co nas otacza: „tak robią dzieci, cieszą się ze wszystkiego dopiero doroś
                                        > li
                                        > już nie, dorosłym trzeba "ekstra" wrażeń, żeby byli szczęśliwi”.
                                        > A Ty?
                                        > Co czujesz, gdy widzisz liście tańczące na wietrze?
                                        > Czy w deszczu uśmiechasz się do nieba w podzięce za życiodajne łzy?
                                        > Gdzie błądzą Twoje myśli wraz z niesfornym wiatrem?

                                        Też bardzo lubię tę piosenkę. Umiem i cieszę się deszczem i wiatrem, słońcem i
                                        ciszą. Nie od dziś. Coś z dziecka musiało we mnie zostać :)))
                                        • freewolf Re: Daliscie wczoraj na tace? 03.12.03, 18:50
                                          ralston napisał:

                                          > A jeśli to ktoś inny dostał przeze mnie po nosie a nie ja sam. Sobą mogę się
                                          > bardzo nie przejmować. Ale ktoś może mieć taką konstrukcję psychiczną, że
                                          > niełatwo się podnosi...

                                          Jest tylko jedna rada: pomagać, pomagać.

                                          > Też bardzo lubię tę piosenkę. Umiem i cieszę się deszczem i wiatrem, słońcem
                                          > i ciszą. Nie od dziś. Coś z dziecka musiało we mnie zostać :)))

                                          Na tym forum jest takich ludzi niemało. Niestety - poza nim jest ich coraz
                                          mniej.
    • vxy Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 12:33
      Tak, chociaż to było już przedwczoraj :)
      • swach Re: Daliscie wczoraj na tace? 02.12.03, 16:12
        Jestem osobą wierzącą systematycznie chodzącą do kościoła. Na tacę nie daję,
        ponieważ nie wiem co ztymi pieniedzmi się dzieje. Zamiast na tacę wolę dać
        biednym dzieciom, co robię
        • saunne Re: Freewolf 04.12.03, 18:27
          Freewolf masz 20 lat a mówisz jak sfrustrowany 50-latek po dwóch rozwodach i z
          obowiązkiem alimentacyjnym na karku... Starasz sie pokazac, ze tyle juz wiesz o
          zyciu a tak naprawde wiesz o nim niewiele, co sila rzeczy jest normalne i
          zrozumiale. Nie zabijaj w sobie mlodosci, nadzieji, bo na to masz jeszcze duzo
          czasu. Bez urazy Wolfie, ale Twoja postawa wydaje mi sie sztuczna. Tak jakbys
          pod maska cynika staral sie cos ukryc.

          pozdrawiam.
          • freewolf Re: Freewolf 04.12.03, 20:45
            saunne napisała:

            > Freewolf masz 20 lat a mówisz jak sfrustrowany 50-latek po dwóch rozwodach i
            > z obowiązkiem alimentacyjnym na karku... Starasz sie pokazac, ze tyle juz
            > wiesz o zyciu a tak naprawde wiesz o nim niewiele, co sila rzeczy jest
            > normalne i zrozumiale. Nie zabijaj w sobie mlodosci, nadzieji, bo na to masz
            > jeszcze duzo czasu. Bez urazy Wolfie, ale Twoja postawa wydaje mi sie
            > sztuczna. Tak jakbys pod maska cynika staral sie cos ukryc.

            Może tak, może nie. Doświadczenia życiowego nie mierzy się latami tylko
            zdarzeniami.
            • ralston Re: Freewolf 04.12.03, 21:59
              freewolf napisał:

              >
              > Może tak, może nie. Doświadczenia życiowego nie mierzy się latami tylko
              > zdarzeniami.

              To prawda. Ale najczęściej w dłuższym życiu zdarza się więcej: kochania,
              śmierci, tęsknoty, bólu, radości, żalu, sukcesów, błędów...
              • freewolf Re: Freewolf 04.12.03, 22:08
                ralston napisał:

                > To prawda. Ale najczęściej w dłuższym życiu zdarza się więcej: kochania,
                > śmierci, tęsknoty, bólu, radości, żalu, sukcesów, błędów...

                Tak, czy tak - każdy, kogo o nie spytasz, odpowie, że ma ich za dużo.
                • saunne Re: Freewolf 05.12.03, 14:47
                  Człowiek, który ma problem ma dwa wyjścia - może nic z nim nie robić poza
                  mówieniem, że życie jest do bani, albo, jeśli jest względem siebie uczciwy,
                  może przyznać się, że coś jest nie tak i poszukać pomocy. Dam sobie rękę uciąć,
                  że w tej drugiej sytuacji nabiera się o wiele więcej doświadczenia. W dodatku
                  konstruktywnego.

                  pozdrawiam.
                  • awee Saunne 05.12.03, 15:28

                    Jest tylko jedno "ale". Prośbę o pomoc nie raz i nie dwa traktuje się jako
                    porażkę podwójną. Nie dość, że przyznajesz się do błędu przed sobą to musisz
                    powiedzieć to innym. Że nie wyszło, że jesteś do niczego, że nie umiesz, że
                    sobie nie radzisz..... A nie wszyscy to zrozumieją jednakowo i zamiast pomocy
                    można otrzymać zupełnie coś przeciwnego.... I nie jest to fajne.
                    • saunne Awee 05.12.03, 15:54
                      awee napisała:

                      > Jest tylko jedno "ale". Prośbę o pomoc nie raz i nie dwa traktuje się jako
                      > porażkę podwójną.

                      Kto tak traktuje? Mam wrażenie, że to Twoje własne myśli.

                      Nie dość, że przyznajesz się do błędu przed sobą to musisz
                      > powiedzieć to innym.

                      Przyznanie się do błędu jest czymś wstydliwym? Jakże więc, Awee jesteś
                      nieomylna? Zawsze robisz wszystko dobrze? Czy to w ogóle możliwe, żeby człowiek
                      się nie mylił?

                      >Że nie wyszło, że jesteś do niczego, że nie umiesz, że
                      > sobie nie radzisz.....

                      No właśnie - jeśli sobie nie radzisz, możesz albo zamknąć się w sobie, co w
                      konsekwencji, wcześniej czy później zemści się na Tobie, albo powiedzieć sobie -
                      OK nie radzę sobie, więc spróbuję to zmienić. I zaczynasz szukać rozwiązania.

                      Jesteś do niczego? - A kto tak powiedział? Czyżby nie Ty sama?

                      >A nie wszyscy to zrozumieją jednakowo i zamiast pomocy
                      > można otrzymać zupełnie coś przeciwnego.... I nie jest to fajne.

                      To co lepiej nic nie robić, bo zjada Cię strach? OK - jeśli chcesz tak żyć -
                      Twój wybór. Żeby coś zmienić trzeba zaryzykować. Nie uda się raz. Trudno,
                      problemy (a już na pewno problemy natury emocjonalnej) nie odpuszczają tak
                      łatwo. Trzeba próbować do skutku.
                      Nie wiem, co Cię dręczy. Mogę Ci tylko napisać o swoich doświadczeniach, jeśli
                      chcesz. Na priv.

                      pozdrawiam.

                      • ralston Awee, Saunne :) 05.12.03, 16:19
                        I Ty masz rację i Ty :) Nierzadko zdarza się, że prośba o pomoc może zostać tak
                        potraktowana - tzn. jako przyznanie się do porażki. I to wcale nie jest rzadkie
                        zjawisko. Prawdziwe zaufanie można chyba poznać po tym, że ktoś nie boi się o
                        tę pomoc poprosić. Tak więc rozumiem Twoje obawy Awee, bo masz do nich prawo.
                        Ja nie każdego o pomoc poproszę.
                        I masz również rację Saunne, że nie można poprzestać na własnych lękach i
                        obawach. To na dłuższą metę też się nie sprawdza. Pozostaje tylko życzyć Wam
                        obu i saobie samemu zresztą też, takiej osoby w pobliżu, która umie słuchać ze
                        zrozumieniem i ze zrozumieniem wyciągać rękę z pomocą.

                        Pozdrawiam :)
                        • saunne Re: Awee, Saunne :) 05.12.03, 16:43
                          ralston napisał:

                          > I Ty masz rację i Ty :) Nierzadko zdarza się, że prośba o pomoc może zostać
                          tak
                          >
                          > potraktowana - tzn. jako przyznanie się do porażki. I to wcale nie jest
                          rzadkie
                          >
                          > zjawisko. Prawdziwe zaufanie można chyba poznać po tym, że ktoś nie boi się o
                          > tę pomoc poprosić. Tak więc rozumiem Twoje obawy Awee, bo masz do nich prawo.
                          > Ja nie każdego o pomoc poproszę.
                          > I masz również rację Saunne, że nie można poprzestać na własnych lękach i
                          > obawach. To na dłuższą metę też się nie sprawdza. Pozostaje tylko życzyć Wam
                          > obu i saobie samemu zresztą też, takiej osoby w pobliżu, która umie słuchać
                          ze
                          > zrozumieniem i ze zrozumieniem wyciągać rękę z pomocą.
                          >
                          > Pozdrawiam :)

                          OK Mediatorze, masz rację :-)))
                          Ja tylko próbuję powiedzieć, że nie warto tkwić w miejscu. Można się ze mną
                          zgadzać lub nie. Z uzyskaniem pomocy nie jest aż tak źle, jeśli się tylko
                          zacznie jej szukać. Ale żeby zacząć to robić trzeba się przemóc. Powalczyć z
                          marazmem, niechęcią własną i innych. Pomocne mogą być nie tylko bliskie osoby.

                          Inaczej cóż nam pozostaje? Śmierć w smutku.
                  • freewolf Re: Freewolf 05.12.03, 20:20
                    saunne napisała:

                    > Człowiek, który ma problem ma dwa wyjścia - może nic z nim nie robić poza
                    > mówieniem, że życie jest do bani, albo, jeśli jest względem siebie uczciwy,
                    > może przyznać się, że coś jest nie tak i poszukać pomocy. Dam sobie rękę
                    > uciąć, że w tej drugiej sytuacji nabiera się o wiele więcej doświadczenia. W
                    > dodatku konstruktywnego.

                    Jest jeszcze trzecie wyjście - poradzić sobie samemu. Poza tym - życie JEST do
                    bani. Co nie zmienia faktu, że nie jest to powodem, aby zaprzestać walki. To
                    właśnie jest powód, żeby walczyć jeszcze intensywniej, aby ten stan rzeczy
                    odmienić.
                    PS: Mam wrażenie, że to Ciebie coś na prawdę dręczy, gdyż ostatnio coraz mniej
                    w Tobie zauważam optymizmu. Może mogę jakoś pomóc?
                    • saunne Re: Freewolf 05.12.03, 21:27
                      Poza tym - życie JEST do
                      > bani.

                      NIE JEST.


                      > PS: Mam wrażenie, że to Ciebie coś na prawdę dręczy, gdyż ostatnio coraz
                      mniej
                      > w Tobie zauważam optymizmu. Może mogę jakoś pomóc?

                      Jak? Ofiarowując mi rady typu "życie jest do bani?". Lekarzu, lecz się sam. :-(
                      • aand Re: Freewolf tak ma :) 05.12.03, 21:34
                        Saunne, powtórzę za Habi: odpuść mu bo się tylko tak bawi. Taki wiek przekory :)
                        • freewolf Re: Freewolf tak ma :) 05.12.03, 21:59
                          aand napisał:

                          > Saunne, powtórzę za Habi: odpuść mu bo się tylko tak bawi. Taki wiek
                          > przekory :)

                          :D
                        • saunne Re: Freewolf tak ma :) 05.12.03, 22:06
                          aand napisał:

                          > Saunne, powtórzę za Habi: odpuść mu bo się tylko tak bawi. Taki wiek
                          przekory :

                          Dzięki. Jeśli masz kontakt z Ulą, to ją pozdrów :-)
                      • freewolf Re: Freewolf 05.12.03, 21:51
                        saunne napisała:

                        > Jak? Ofiarowując mi rady typu "życie jest do bani?". Lekarzu, lecz się
                        > sam. :-(

                        To nie jest rada, to stwierdzenie faktu. Życie JEST do bani. Co wcale nie
                        przeszkadza się nim cieszyć. Poza tym - z czego miałbym się leczyć? Jak na
                        dziś dzień czuję się świetnie, a czym byłoby życie bez codziennych problemów?
                        Było by po prostu nudne. Więc - tak jak jest mi bardzo odpowiada.
                        • saunne Re: Freewolf 05.12.03, 22:03
                          > To nie jest rada, to stwierdzenie faktu. Życie JEST do bani. Co wcale nie
                          > przeszkadza się nim cieszyć. Poza tym - z czego miałbym się leczyć? Jak na
                          > dziś dzień czuję się świetnie, a czym byłoby życie bez codziennych problemów?
                          > Było by po prostu nudne. Więc - tak jak jest mi bardzo odpowiada.

                          Gdyby to powiedział człowiek czterdziestokilkuletni to może bym uwierzyła. Ale
                          Ty masz 20 lat... Dlatego powyższa wypowiedź wydaje mi się mało wiarygodna.
                          Wręcz sztuczna, pozerska. :-(
                          • freewolf Re: Freewolf 06.12.03, 11:54
                            saunne napisała:

                            > Gdyby to powiedział człowiek czterdziestokilkuletni to może bym uwierzyła.
                            > Ale Ty masz 20 lat... Dlatego powyższa wypowiedź wydaje mi się mało
                            > wiarygodna. Wręcz sztuczna, pozerska. :-(

                            Robisz duży błąd zestawiając filozofię życiową z wiekiem. W takim razie proszę
                            Cię, byś wytłumaczyła mi, skąd się biorą depresje i próby samobójcze nawet
                            dwunastolatków. Też ze szpanu i pozerstwa?
                            • saunne Re: Freewolf 06.12.03, 12:31
                              > Robisz duży błąd zestawiając filozofię życiową z wiekiem. W takim razie
                              proszę
                              > Cię, byś wytłumaczyła mi, skąd się biorą depresje i próby samobójcze nawet
                              > dwunastolatków. Też ze szpanu i pozerstwa?

                              Robisz duży błąd zestawiając doświadczenie (vel "filozofię życiową") z
                              problemami emocjonalnymi. Poza tym zmieniasz temat, bo poprzednia moja
                              wypowiedź dotyczyła konkretnie Ciebie, a nie bliżej nie zidentyfikowanej grupy
                              nastolatków z depresjami.
                              • freewolf Re: Freewolf 06.12.03, 16:29
                                > Robisz duży błąd zestawiając doświadczenie (vel "filozofię życiową") z
                                > problemami emocjonalnymi.

                                W takim razie, na czym opiera się doświadczenie życiowe, jeśli nie między
                                innymi na problemach osobistych i emocjonalnych i próbach przezwyciężania ich.
                                Poza tym - bardzo mnie zastanawia, na jakich podstawach rościsz sobie prawo do
                                opiniowania mojego zachowania, postawy i jej autentyczności. Nie znasz mnie, w
                                realu widziałaś mnie tylko raz, nie wiesz, jaki jestem na codzień.
                                Na temat tego, jaki jestem, zamykam moją polemikę z Tobą. Najpierw mnie
                                poznaj - a potem się o mnie wypowiadaj.
                                • saunne Re: Freewolf 06.12.03, 18:05
                                  > W takim razie, na czym opiera się doświadczenie życiowe, jeśli nie między
                                  > innymi na problemach osobistych i emocjonalnych i próbach przezwyciężania
                                  ich.

                                  Czy ludzie nie mający problemów emocjonalnych mają mniejsze doświadczenia niż
                                  ich rówieśnicy z takimi problemami? A co z tymi, którzy są silniejsi i potrafią
                                  sobie radzić z kłopotami? Doświadczeń nie liczy się depresjami tylko
                                  konkretnymi zdażeniami.

                                  > Poza tym - bardzo mnie zastanawia, na jakich podstawach rościsz sobie prawo
                                  do
                                  > opiniowania mojego zachowania, postawy i jej autentyczności.

                                  Na podstawie tego co tu piszesz. Wszystko wiedzące sądy typu "życie jest do
                                  bani", odrzucanie przeciwnych opinii, prowokowanie itd. wpływają na mój odbiór
                                  Twojej osoby.

                                  Nie znasz mnie, w
                                  > realu widziałaś mnie tylko raz, nie wiesz, jaki jestem na codzień.

                                  Wbrew temu co tu sugerujesz nie oceniam tego jaki jesteś na codzień, ale jaki
                                  kreujesz się tutaj.

                                  > Na temat tego, jaki jestem, zamykam moją polemikę z Tobą. Najpierw mnie
                                  > poznaj - a potem się o mnie wypowiadaj.

                                  Dobrze - ruszyło Cię. Mam nadzieję, że przemyślisz sprawę i zastanowisz się czy
                                  przypadkiem nie mogę mieć racji.

                                  pozdrawiam.
                                  • freewolf Re: Freewolf 06.12.03, 23:44
                                    saunne napisała:

                                    > Czy ludzie nie mający problemów emocjonalnych mają mniejsze doświadczenia
                                    > niż ich rówieśnicy z takimi problemami? A co z tymi, którzy są silniejsi i
                                    > potrafią sobie radzić z kłopotami? Doświadczeń nie liczy się depresjami
                                    > tylko konkretnymi zdażeniami.

                                    Nie tylko zdarzeniami. Tworzenie doświadczenia życiowego jest bardziej
                                    złożone. Wiele na nie wpływa w mniejszym lub większym stopniu (i lata, które
                                    ktoś przeżył wcale nie są tu najważniejszym czynnikiem).

                                    > Dobrze - ruszyło Cię. Mam nadzieję, że przemyślisz sprawę i zastanowisz się
                                    > czy przypadkiem nie mogę mieć racji.

                                    Wierz mi, nie ruszyło mnie. Już dawno przestało mnie obchodzić, co o mnie
                                    sądzą inni.
                                    PS: Zastanawia mnie, czy postawisz teraz pytanie, o którym myślę.
                                    • saunne Re: Freewolf 10.12.03, 09:36
                                      Skoro jest tak dobrze, to czemu w Twoich postach jest tak źle? Zgrywasz się z
                                      ludzi na TT, czy jesteś tak zakłamany?

                                      Tym razem to ja kończę tę dyskusję, bo widzę, że boisz się nawet pomyśleć, że
                                      może jest coś na rzeczy (patrz zdanie: "PS: Zastanawia mnie, czy postawisz
                                      teraz pytanie, o którym myślę."). Pogadamy jak dorośniesz.

                                      pozdrawiam.
                                      • chatka_ Re: Saunne 10.12.03, 11:59
                                        Jakkolwiek drazni Cie zdanie/postepowanie/ton Wolfa i Awee to nie powod by im
                                        wyTYkac i na nich krzyczec...
                                        • awee ależ Chatko.. 10.12.03, 12:16
                                          chatka_ napisała:

                                          > Jakkolwiek drazni Cie zdanie/postepowanie/ton Wolfa i Awee to nie powod by im
                                          > wyTYkac i na nich krzyczec...


                                          ....nie krzycz proszę na Saunne :)

                                          / poza tym wolę "Ty" niż "Ej" ;) /
                                        • saunne Re: Saunne 10.12.03, 17:16
                                          > Jakkolwiek drazni Cie zdanie/postepowanie/ton Wolfa i Awee to nie powod by im
                                          > wyTYkac i na nich krzyczec...

                                          Dlaczego?
                                          I dlaczego to właśnie TY masz o tym decydować?
                                          • freewolf Re: Saunne 10.12.03, 18:55
                                            saunne napisała:

                                            > Dlaczego?
                                            > I dlaczego to właśnie TY masz o tym decydować?

                                            Chciałem skomentować Twoją ostatnią odpowiedź, ale po przeczytaniu tego postu,
                                            po prostu szkoda mi słów na dalszą dyskusję z Tobą, skoro masz takie podejście.
                                            Poza tym - nie będę robić żadnych aluzji, ale pomyśleć, że to mnie tu wytykają
                                            dziecinność...
                                            • saunne Re: Saunne 10.12.03, 19:13
                                              Prawda, zapomniałam. To jest forum idealne. Nie ma tu miejsce na słowa "nie
                                              podoba mi się". Może to i dobrze. Każdy przecież powinien stworzyć sobie
                                              bezpieczny azyl, do którego można wracać. Żyj Wilku jak chcesz. Niepotrzebnie
                                              zaczęłam tę dyskusję.
                                              Cześć Wszystkim.

                                              • freewolf Re: Saunne 10.12.03, 19:36
                                                saunne napisała:

                                                > Prawda, zapomniałam. To jest forum idealne. Nie ma tu miejsce na słowa "nie
                                                > podoba mi się". Może to i dobrze. Każdy przecież powinien stworzyć sobie
                                                > bezpieczny azyl, do którego można wracać. Żyj Wilku jak chcesz.
                                                > Niepotrzebnie zaczęłam tę dyskusję.
                                                > Cześć Wszystkim.

                                                I tak pewnie, jak zwykle, zaraz na mnie naskoczysz ale pragnę zauważyć, że
                                                dyskusja skończyła się w momencie, gdy skończyły się Tobie argumenty i
                                                zaczęłaś wycieczki osobiste ("Jesteś do niczego? - A kto tak
                                                powiedział?", "Czyżby nie Ty sama? Jakże więc, Awee jesteś nieomylna? Zawsze
                                                robisz wszystko dobrze?", itd.).
                                                To nie jest forum nieomylne i nigdy nie będzie (nikt nie jest nieomylny).
                                                Każdy ma tu prawo do własnego zdania, każdy ma prawo powiedzieć, że mu się coś
                                                nie podoba, ale są pewne granice. Ot choćby - wytykasz mi błędy, oczekujesz,
                                                że przyznam Ci rację, jednocześnie, gdy ja robię to samo (moje pytanie, czy
                                                nie masz problemu) od razu zacietrzewiasz się. Z góry zakładasz, że nie mam
                                                racji. Zacytuję tu Ciebie: "Jakże więc, (...) jesteś nieomylna?".
                                                Skąd wiesz, co kieruje moim postępowaniem?
                                                Skąd wiesz, na jakich podstawach ukształtowała się moja filozofia życiowa?
                                                Skąd możesz wiedzieć, ile jest w stanie wycierpieć człowiek przez 20 lat (mogę
                                                Cię zapewnić, że dużo więcej niż Ci się wydaje)?
                                                Odpowiedz choć na jedno z tych pytań, albo zamilknij. Mam Ciebie dość.
                                          • chatka_ Re: Saunne 10.12.03, 22:56
                                            saunne napisała:

                                            > > Jakkolwiek drazni Cie zdanie/postepowanie/ton Wolfa i Awee to nie powod by
                                            > im
                                            > > wyTYkac i na nich krzyczec...
                                            >
                                            > Dlaczego?
                                            > I dlaczego to właśnie TY masz o tym decydować?


                                            Sprawa jest powazna. Przytulam...
                                            • all2 Re: Dobra kłótnia... 11.12.03, 16:30
                                              nie jest zła :)))
                                              • aand Re: Dobra kłótnia... 12.12.03, 18:58
                                                all2 napisała:

                                                > nie jest zła :)))
                                                >

                                                Potwierdzam :)))

                                                PS. Ja to na forum sprzeczam się z jednym niedojszłym Noblistą... ;)
                                                • awee Pytanie nieretoryczne 18.12.03, 08:19

                                                  > all2 napisała:
                                                  > nie jest zła :)))

                                                  > aand napisał:
                                                  > Potwierdzam :)))

                                                  Dobra kłótni to jaka? Mają lecieć wióry i takie tam inne...? :)
                                                  Erystyki Schopenhauer'a proszę nie cytować - czytałam nie raz i nie dwa.
                                                  Teoria teorią, a praktyka co innego. A ja ciągle kłócę się źle :(



                                                  • freewolf Re: Pytanie nieretoryczne 18.12.03, 11:20
                                                    awee napisała:

                                                    > Dobra kłótni to jaka?

                                                    To taka, w której siekiery odpowiednio nisko latają. :))
                                                  • saunne Freewolf 20.12.03, 21:06
                                                    Nabroiłam. Wypada przeprosić, co niniejszym czynię.
                                                  • ralston Re: Pytanie nieretoryczne 22.12.03, 11:50
                                                    freewolf napisał:


                                                    >
                                                    > To taka, w której siekiery odpowiednio nisko latają. :))


                                                    To parasol potrzebny. Na deszcz idzie, jak nisko latają...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka