Dodaj do ulubionych

Palma mi odbiła.

30.12.03, 10:04
... bo zamiast siedzieć swątecznie za stołem, karpia w galarecie
cmoktać i barszczem z uszkami popijać na Karaiby mnie zaniosło.
Bo jak już zasmakowałem piany morskiej na ustach, rumów różnych,
kaw wybornych i konwersacyi z przecudnej urody Mulatkami do Europy
wróciłem.
Pozdrawiam więc serdecznie Forumowstwo Szacowne, zdrowia i szczęścia
w Nowym Roku życząc.
Obserwuj wątek
    • ormond Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:20
      ...a pieknego Fidela widzial?
      • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 31.12.03, 03:43
        ormond napisał:

        > ...a pieknego Fidela widzial?
        >

        Widzieć żywego nie było mi dane ale te plakaty, hasła i transparenty!
        To żyje na każdym kroku no i kto za tym stoi? - bo nie taki zwykły Kubańczyk.
        Prawdziwy skansen socrealizmu i już to przerabialiśmy. Tfu.
    • ralston Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:22
      Dobra, dobra. I myslisz, że wystarczy ot tak, zdrowia i szcześcia pożyczyć? Coś
      tam o pianie i mulatkach wspomnieć??? Proszę mi tu zaraz obszerną relacyję
      spisać, żebyśmy też mogli smak piany morskiej poczuć, szum wiatru w uszach, że
      o mulatkach nie wspomnę...
      I tylko, żeby nie było tak jak z opowieściami krymskimi Luego...
      • ormond Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:26
        A ja mam ambiwalentne odczucia. Bo na Kubie to jak u nas za komuny. Pierwszy
        lepszy obszczywegiel z tzw Zachodu z paroma setkami dolarow w portfelu mogl sie
        bawic i brylowac jak krol w siermieznym kraju realnego socjalizmu. Mialem
        wtedy poczycie glebokiego ponizenia taka sytuacja. Mysle, ze na Kubie jest
        teraz tak samo, tylko gorzej.
        • ralston Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:29
          To prawda, ale czy w czymkolwiek to może umniejszyć piękno kubańskiego
          wybrzeża, gór, kobiet?
          • ormond Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:31
            ralston napisał:

            > To prawda, ale czy w czymkolwiek to może umniejszyć piękno kubańskiego
            > wybrzeża, gór, kobiet?

            Jeszcze pamietam jak polskie "piekne" dziewczyny puszczaly sie za pare rajstop
            z peweksu. Na Kubie jest tak samo tylko gorzej (majtki sa u nich na kartki).
            • ralston Re: Palma mi odbiła. 30.12.03, 10:41
              Byłem na Białorusi. W wielu aspektach jest tam pewnie jak na Kubie. Miałem
              kilkaset dolarów i mogłem tam uchodzić za bogacza. Ale nie szukałem rajstop w
              peweksie... I wiem, że mają tam wiele pięknych miejsc. Piękne kobiety też
              widywałem - choć zauważyłem pewną prawidłowość. Są tam młode, ładne dziewczyny
              i zniszczone wiekiem kobiety. Brak jest zadbanych, ładnych kobiet w średnim
              wieku. Albo nie miałem szczęścia takich widzieć...
            • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 31.12.03, 04:15
              ormond napisał:

              > ralston napisał:
              >
              > > To prawda, ale czy w czymkolwiek to może umniejszyć piękno kubańskiego
              > > wybrzeża, gór, kobiet?
              >
              > Jeszcze pamietam jak polskie "piekne" dziewczyny puszczaly sie za pare
              rajstop
              > z peweksu. Na Kubie jest tak samo tylko gorzej (majtki sa u nich na kartki).
              >
              Dziewczyny kubańskie, fakt, lubią się "puszczać".
              Tylko to ich puszczanie nie wynika z braku rajstop tylko z powodu temperamentu.
              Inna obyczajowość,inna kultura.
              Muzyka, rum i rytm to inspiruje ich(i dziewczyny i facetów) do aktywności
              seksualnej a jak się przypląta jakiś zachodni turysta i chce płacić?
              Komu to szkodzi. Można inaczej, można o księżycu i sercu gorońcym pogadać
              a i uczucia żarliwe na plaży wyznać. I po co zaraz płacić?;)
        • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 31.12.03, 04:04
          ormond napisał:

          > A ja mam ambiwalentne odczucia. Bo na Kubie to jak u nas za komuny. Pierwszy
          > lepszy obszczywegiel z tzw Zachodu z paroma setkami dolarow w portfelu mogl
          sie
          >
          > bawic i brylowac jak krol w siermieznym kraju realnego socjalizmu. Mialem
          > wtedy poczycie glebokiego ponizenia taka sytuacja. Mysle, ze na Kubie jest
          > teraz tak samo, tylko gorzej.

          Tak i nie. Kubańczycy nie mają kompleksów. Są serdeczni i przyjacielscy.
          Szpan robią miejscowi rzeczami i zachowaniem które nam nie przyszłyby do
          głowy. A zachodni turysta? - to u nich nadziany osieł z ktorego można mieć
          czasami pożytek.
          >
      • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 31.12.03, 03:47
        Już powoli te ralacje nadchodzą chociaż za żywe to i za gorące by tak szybko
        myśli zebrać. Jeszcze was zanudzę;)
        A po za tym to już czasowo zhamerykanizowany nocą piszę a w dzień śpię.
        • ralston Re: Palma mi odbiła. 31.12.03, 10:45
          ogabignac napisał:

          > Już powoli te ralacje nadchodzą chociaż za żywe to i za gorące by tak szybko
          > myśli zebrać. Jeszcze was zanudzę;)

          Nie bój nic - dawaj dalej!


      • all2 Krym, at last ;) 05.01.04, 01:03
        ralston napisał:

        > I tylko, żeby nie było tak jak z opowieściami krymskimi Luego...

        Rals, to dla Ciebie zastępcza ballada o Krymie.

        Bajka o złotym baranie

        Dawno temu, wieki chyba,
        Gruzja zwała się Kolchidą.
        Wtedy z nieba tu przyfrunął
        Baran co miał złote runo.
        Po to runo Morzem Czarnym
        Płynął szybko statek Argo.

        Pięćdziesięciu w nim wioślarzy.
        Omijają skalne plaże,
        Groźne harpie, morskie bramy
        Co się zatrzaskują same,
        Byki w ogniu, zęby smoka -
        Czeka na nich runo złote.

        W różnych krajach, w różnych bajkach
        Kury znoszą złote jajka,
        Złota rybka wpada w sieci
        I gorączka złota świeci.
        Złotych przygód ciągle pełno,
        A gdzie ta o złotej wełnie ?

        Dzisiaj na pocztówkach z Gruzji
        Morze Czarne i arbuzy,
        Wielkie góry skryte śniegiem,
        Tylko na bezchmurnym niebie
        Mały obłok jak baranek
        Świeci słońcem pozłacany...

        • ralston Re: Krym, at last ;) 05.01.04, 08:51
          Dzięki. Już mi lepiej :)
    • ogabignac Malecon. 31.12.03, 04:27
      Malecon to bulwar nabrzeżny Hawany.
      Miejsce spotkań, porannego biegania,wędkowań i romantycznych spotkań.
      Ciągnie się przez wszystkie części miasta - od zachodu patrząc rozpoczyna
      się w starej Hawanie dalej biegnie wzdłuż centralnej i na końcu odcina
      Vedado od morza. Na Maleconie wszystko zaczyna się i kończy.
      • all2 Re: Malecon. 01.01.04, 16:19
        A nie kusiło Cię żeby zostać na Sylwestra pod palmami?
        • ogabignac Re: Malecon. 01.01.04, 19:45
          all2 napisała:

          > A nie kusiło Cię żeby zostać na Sylwestra pod palmami?

          A na to juz w tytule odpowiedziałem - o tym podwójnym odbiciu;)
          Pewnie, że bym został ale normalnie wiza turystyczna trwa do 30 dni
          - trzeba by było przedłużać. Po drugie powód całkiem prozaiczny - stan
          kasy. Teraz to tylko żal d. ściska bo tam dalej lato a tu... ueeh:/
    • ogabignac Pies ;) 02.01.04, 10:06
      Pies to zwierzę najczęściej występujące na Kubie.
      Wszędzie; w Hawanie jak i w najmniejszych wioskach wałęsają
      się hordy bezpańskich psów. Jedną cechę mają wspólną; wszystkie
      są niewielkie. Najwięcej ich pod różnego rodzaju knajpami i barami.
      Od wieków żyją bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka. Nieobowiązują
      je żadne obostrzenia ze strony Systemu. Potrafią odważnie obsikiwać
      najmądrzejsze hasła wodza a nawet portrety Che Gevary.
      Nie warto próbować je pogłaskać, wolno rzucić kość ale uwaga!
      i tak będzie tym kąskiem dysponować przywódca grupy - sam zeżre albo
      odda swojej wybrance.
      Jak już za bardzo się rozpanoszą pod stolikiem przy którym akurat
      siedzimy, a potrafią o nasze względy stoczyć ostrą jatkę, wystarczy
      stary chwyt znany w Polsce - schylamy się jakby po kamień. Działa.
      To ostatnie nie działa niestety w dysydencko-zniewieściałych krajach
      Europy Zachodniej - tam pieski podbiegają by je pogłaskać.
    • ogabignac Rad kilka. 03.01.04, 22:42
      Na Kubie spędziłem 23 dni.
      Poleciałem tam z niemieckim biurem Oeger z Frankfurtu.
      Człowiek uczy się na błędach i tak było w tym przypadku.
      Najpierw nie było taniej jak 1500 Euro za 2-tygodniowy pobyt
      z hotelem i śniadaniem potem stopniowo zbiłem to do niecałych 1000.
      Na mniejsze koszty wpłynęły - kategoria hotelu - trzy gwiazdki i jego
      usytuowanie.
      Byłem w Hawanie w hotelu Copacabana ok. 10 km od centrum miasta.
      Dziś wiem że można wykupić tylko sam lot i tu koszty radykalnie spadają
      nawet do (!!!) 300-400 Euro za tam i z powrotem.
      Ale wtedy biuro podróży szykanuje niewydaniem karty turystycznej na Kubę
      - odpowiednika wizy.
      Rozwiązaniem jest osobiste udanie się do kubańskiej ambasady lub konsulatu
      z wykupionym biletem i listą prywatnych domów noclegowych tzw. casa
      particulares - które zgodnie z prawem kubańskim mogą prowadzić taką
      działalność.
      Cena jednego pokoju wynosi w Hawanie od 20 do 35 dolarów a na prowincji
      jeszcze taniej. W takich pokojach są przeważnie dwa duże łóżka tak
      więc dwie pary, dwa małżeństwa lub małżeństwo z 1-2 dzieci może całkiem
      niedrogo przenocować.
      Gdyby to kogoś interesowało mogę natychmiast podać listę kilku "casa
      partikulares" w Hawanie.
      W niektórych casa partikulares ma się dostęp do kuchni i można samemu
      przyrządzać posiłki. Gospodarze oczywiście starają się "wtrynić" swoje
      posiłki - ale uwaga może to być drogo.
      Ceny w marketach(markados) podobne jak w Polsce, w półprywatnych "paladarach"
      ok. 10 dolców za posiłek. Zywiliśmy się w cafeteriach, sieci barów B-B(Bim-Bom),
      Rapido czy Di-Tu. Tu za najpopularniesze na Kubie danie - duże udko plus ryż
      płaciliśmy od 1 do 3 dolarów.
      I uwaga!;) Nie warto brać żadnego odtruwacza antybakteryjnego z Polski.
      Butelka rumu kubańskiego(0.7) - palce lizać - kosztuje już 3 dolary.
      Warto pić małymi łykami od samego rana - nam schodziła jedna "flaszka"
      na dzień - i zero zatruć i innych "sensacji". Nie pić wody z kranu!!!
      Najlepiej nosić ze sobą butelkę wody mineralnej - wszędzie do kupienia.
      Cdn.
      • chatka_ Re: Rad kilka. 03.01.04, 23:02
        > Gdyby to kogoś interesowało mogę natychmiast podać listę kilku "casa
        > partikulares" w Hawanie.

        Bardzo prosze! Przyda sie, raczej nie w tym roku, ale moze w przyszlym? Trzeba
        sie na pewno spieszyc...
        • ogabignac Re: Rad kilka. 04.01.04, 16:31
          chatka_ napisała:

          > > Gdyby to kogoś interesowało mogę natychmiast podać listę kilku "casa
          > > partikulares" w Hawanie.
          >
          > Bardzo prosze! Przyda sie, raczej nie w tym roku, ale moze w przyszlym?
          Trzeba
          > sie na pewno spieszyc...

          Proszę bardzo:
          Hawana.
          1. Mireya Chivas
          San F-co#54 Apto A
          C. Habana tel. 873-1739
          2. Hugo Garcia Aragon - Rent House
          Calle 60 # 1108 e/ 11 y 13. Playa
          tel. 209-5974
          3. Mary y Mario
          Calle J No. 355 e/17 y 19, Vedado
          Habana Tel.831-3637
          4. Loila y Agustin
          Calle 28 # 202 e/ 19 y 21, Vedado
          Habana Tel. 832-2596
          5. Magalys y Thondike
          San Lazaro No. 871, Apto, Bajos,
          e/ Oquendo y Soledad
          Centro Habana Tel. 879-3739
          Vinales:
          To mała miejscowość ok. 140 km od Hawany na zachód.
          Warto odwiedzić ze wzglądu dziwy natury jakimi są wysadziska skalne
          (proszę mnie w razie konieczności poprawić) na 100-300 metrów na
          zupełnie płaskiej równinie.
          1. Rent a Room.
          Villa Ernesto
          Ernesto Arencibia Pino
          Salvador Cisnero No. 20 (niedaleko stacji benzynowej)
          Vinales Tel. 793261
          Kierunkowy na Kubę 0053, Hawana - 7
          No i ceny połączeń; z Kuby do Europy (potworne!) ok. 6USD/min
          a z Niemiec ok. 1,50E/min.
    • ralston Re: Palma mi odbiła. 04.01.04, 18:33
      Stanisławie markizie de Ogabigniac - a rzeknijże jako to kwestyja aprowizacyji
      na onej Kubie się przedstawia? Mają ci one Kubańczyki hypermarkety? Dóbr
      wszelakich w gospodach uświadczysz, czy bida raczej z kątów wygląda?
      • ormond Re: Palma mi odbiła. 05.01.04, 08:22
        ralston napisał:

        > Stanisławie markizie de Ogabigniac - a rzeknijże jako to kwestyja
        aprowizacyji
        > na onej Kubie się przedstawia? Mają ci one Kubańczyki hypermarkety? Dóbr
        > wszelakich w gospodach uświadczysz, czy bida raczej z kątów wygląda?

        Znalazlem gdzies:
        GDP per capita: purchasing power parity:
        - Polska: $9500
        - Kuba: $2300
        - Sierra Leone (nabiedniejszy kraj swiata): $580
      • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 05.01.04, 13:45
        Z aprowizacją nie mieliśmy problemu.
        W Hawanie są normalne supermarkety, duże sklepy samoobsługowe jak
        i setki małych dziupli z artykułami spożywczymi.
        Pierwsze i drugie to całkiem normalne sklepy; no może tylko mają trochę
        mniejszy wybór jak u nas ale w zasadzie niczego nie brakuje.
        Te trzecie(małe) to już z wyglądu - głęboka komuna - ponure nory
        przed którymi siedzą cierpliwie ludzie czasami i cały dzień aż coś
        "rzucą". Nie ma w tych dziuplach żadnych szaf chłodniczych i mleko w
        plastikowych butelkach stoi ot tak sobie na półkach, masło w słoikach
        a cygara na sztuki.
        Czasami "pojawia" się rąbanka lub inne "ścierwo";)
        Ale przed tymi sklepami siedzą przeważnie starzy lub schorowani ludzie;
        tzn. tacy którzy nie dają sobie rady w nowej rzeczywistości.
        Ludziom tym socjalistyczny rząd Kuby zapewnia wystarczającą ilość żywności
        na kartki i tu tylko w zasadzie funkcjonuje jeszcze Peso - narodowa waluta.
        Mając takie kartki można kupić jedzenie 4x taniej jak w tych pozostałych
        - marketach.
        Ale trzeba czekać(emeryci i tak nic innego nie mają do roboty) no i jakość
        towarów jest nieco gorsza.
        Kto dostaje kartki?
        To bardzo ciekawy temat. Chodziłem po Hawanie i co parę kamienic widzałem
        kolorowe tabliczki z logo ich komunistycznej partii i nazwiskiem.
        Znaczy to, że w tym domu mieszka członek partii znający swe najbliższe
        otoczenie. Wie komu wydać zeszycik z kartkami a kto nie jest w takiej
        potrzebie bo sobie "dorabia". Ot i cała filozofia.
        "Ludzie z kartkami" nie płacą czynszu i mają mniejsze stawki za prąd czy wodę.
        Czyli państwo sprawiedliwości społecznej;)
        Mała dygresja; proponuję porównać naszych odbiorców zasiłków dla bezrobotnych
        zwłaszcza tych co po pieniądze bez żenady przyjeżdżają samochodami.
        Łażąc po Hawanie widziałem dziesiątki małych ulicznych stoisk z kanapkami
        i gorącą kawą. Taka bułka z ich mielonym kosztuje już 5-6 Pesos a szklanka
        kawy 2. Oryginalne są te szklanki, z początku myślałem że to słoiki po musztar-
        dzie ale myliłem się - z grubego, mało przezroczystego szkła i jakieś takie
        krzywe.
        Aha no i przelicznik - 1 USD to 26 Pesos.
        Emeryt ma ok. 10-15 dolarów na miesiąc,
        Sprzątaczka w szkole - 7,
        Lekarz czy nauczyciel - 35,
        Zołnierz czy policjant - 80-100.
        • ormond Re: Palma mi odbiła. 05.01.04, 13:58

          > Aha no i przelicznik - 1 USD to 26 Pesos.
          > Emeryt ma ok. 10-15 dolarów na miesiąc,
          > Sprzątaczka w szkole - 7,
          > Lekarz czy nauczyciel - 35,

          A to maje dobrze ci Kubanczycy pod Fidelem. Ja moje pierwsze nauczycielskie
          pobory w PRL, moglem wymienic tylko na 10 dolarow.
    • all2 Re: Palma mi odbiła. 05.01.04, 00:42
      Pisz Markizie o tej Kubie, pisz. Castro nie Castro, od razu się jaśniej robi.
    • ogabignac Jesus Maria. 14.01.04, 13:19
      albo jak po hiszpańsku Kubańczycy "hesos marija" mówili to ulica
      w starej Hawanie.
      Jako że przed wyjazdem ściągałem wiedzę z różnych zródeł to również
      wszedłem na strony MSZ o Kubie i właśnie tam ostrzegali przed łażeniem
      po zmroku po tej jak i po kilku innych miejscach.
      Nazwa bije na głowę najbardziej wymyślne nazwy tych rydzykowych no bo jak
      tak za jednym zamachem Jezusa i Matkę Boską umieścić?
      Ale to już nawet nie kubańska a hiszpańska specyfika.
      Łaziliśmy tam co prawda za dnia, niebezpieczeństw żadnych nie spotkaliśmy.
      Habana Vieja(stara) jako całość jest uznana przez UNESCO jako dziedzictwo
      kultury. Nie znałem wcześniej architektury hiszpańskiej ale to co tam
      zobaczyłem przeszło najśmielsze oczekiwania.
      Są na szczęście już właśnie z UNESCO jakieś pieniądze na renowację
      tych zabytków i coś się dzieje chociaż potrzeby są o wiele większe.
      Przepyszne w urodzie, kolorach, kolumnach i podcieniach kamienice kolonialne
      z obszernymi podwórzami gdzie często strzelają w niebo palmy wyższe od
      budynku najlepiej można podziwiać na przykładzie Palacio de los Capitanes
      Generales. Przed pałacem plac z kamiennymi ławami i obfitość palm przeróżnych.
      Kolorowi przebierańcy na szczudłach, muzycy uliczni co sambę grają i bosonogie
      tancerki. Radość i fiesta na okrągło chociaż biednie.
      Srednio 2-tygodniowy pobyt turystyczny to dla Kuby owiele za mało.
      Duszę Hawany i jego mieszkańców zaczynałem rozumieć dopiero pod koniec.
      Przyjaznie i znajomości pozostaną na zawsze.
      • ralston Re: Jesus Maria. 14.01.04, 13:42
        Dawaj nam tu dalej kubańskie relacje. Na zimę nie masz nic lepszego nad ciepłe
        kubańskie klimaty, a najlepiej wzbogacone jeszcze odrobiną rumu...
        • awee Re: Jesus Maria. 14.01.04, 13:49
          ralston napisał:

          > Dawaj nam tu dalej kubańskie relacje. Na zimę nie masz nic lepszego nad
          > ciepłe kubańskie klimaty, a najlepiej wzbogacone jeszcze odrobiną rumu...

          ....i cygarem :)))))
          • ralston Re: Jesus Maria. 14.01.04, 13:56
            A z cygarami to niekoniecznie... Wolę opowieści, w których żadne dymy obrazów
            nie przesłaniają :)
      • ogabignac Re: Jesus Maria. 14.01.04, 13:56
        Dom na Kubie spełnia trochę inne funkcje jak u nas.
        Ma przede wszystkim chronić od gorąca a nie od zimna.
        Nie istnieją koloryfery za to wszędzie są małe i duże wentylatory.
        Okna takie z szybami tylko w zacniejszych domach ale i tak są
        przeważnie całkowicie otwarte. Z zewnątrz mają drewniane żaluzje
        regulowane na pełne zaciemnienie.
        Prawie wszyscy mają klimatyzacje - powystawiane agregatory chłodnicze
        wiszą pod prawie każdym oknem.
        Jeśli jest to zabytkowa stara kamienica to pokoje są niewyobrażalnie
        wysokie - tak średnio licząc można na tej wysokości dołożyć 2-3 nasze
        blokowe standardy. I ten sam cel. Podczas upałów gorące powietrze zbiera
        sie na górze gdy na dole jest przyjemnie bo chłodniej.
        Tarasy ma większość domów. Siedzi się więc na dachu do póznej nocy grając
        w domino i ciągnąc mrożone mohito.
        Mohito to narodowy drink na Kubie. Do szklanki trzeba wrzucić parę listków
        mięty i rozgnieść je z góry jakimś tłuczkiem, wcisnąć sok z połowy limetki,
        potem dużo kostek lodu, kieliszek rumu i resztę uzupełnić niegazowaną
        wodą mineralną. Proszę tylko nie eksperymentować z rumem czeskim czy
        rumuńskim - jedynie Habana Club - i chlup. Smacznego;)
    • ogabignac Cohiba. 14.01.04, 14:43
      Cohiba to przodujący tabak kubański.
      Właśnie tabak a nie jakieś cygaro bo tak to tam nazywają.
      Podstawowa różnica między cygarem a papierosem dobrej marki
      jest taka, że cygaro nieciągane nie ma prawa samo się palić
      a papieros nie ma prawa sam zgasnąć.
      Nasze Klubowe spełniają, jak wiemy, cygarowe kryteria;)
      Zwiedzając najpiękniejsze rejony Hawany ciągle słyszeliśmy przygodnych
      handlarzy i ich: - Cohiba! Cohiba! U mnie najprawdziwsze!!!
      Cygara palą przeważnie starzy ludzie. Piękne stareńkie twarze mulatów,
      cygaro i bezzębny uśmiech.
      Na szczęście temat cygar przynajmniej mnie nie ruszał. Ot kilka na pamiątkę
      kupiłem i to u kierownika zmiany w fabryce cygar w Pinar de Rio.
      Pojechaliśmy tam na dwa dni pod koniec pobytu by zobaczyć ten najbardziej
      tabaczany rejon.
      Fabryka dalej w tym samym kolonialnym budynku co go Hiszpanie przed wiekami
      zbudowali.
      Przed budynkiem dwaj uzbrojeni w wielkie giwery strażnicy. Wejście 5 dolarów.
      I znowu wielkie kwadratowe podwórko a wewnątrz (hale to za duże słowo) ot takie
      duże kantory jak na starych rycinach - manufaktura.
      W największej ze dwadzieścia długich stołów a przy każdym po czterech ludzi
      ręcznie skręcających tabak. Od nas dzieli ich barierka a na obu końcach znowu
      strażnicy. Niektórzy wzięli z sobą dzieci bo za małe by zostawić w domu.
      Z chrypiących głośników leci ich ta rytmiczna muzyka ale tylko od czasu do
      czasu bo najczęściej to fabryczna spikerka czyta gazety albo komunikaty rządowe.
      I w tej niby atmosferze strachu i terroru kierownik zmiany całkiem na głos
      proponuje mi kupno cygar na lewo!?
      Mam iść za nim do jego domu.
      Wychodzę więc w pełnej konspiracji jakieś 20 metrów z tyłu, koło wejścia ze
      strażnikami z obojętną miną niby studiuję plan miasta, kluczę między
      samochodami a ten skurczybyk woła mnie na głos co bym się nie bał.
      No i w domu, gdzieś w zaciemnionym pokoju pokazuje pełen kufer do wyboru.
      Kupiłem 10 sztuk i nie wiadomo nawet czy były z tej fabryki. Może tylko
      opaski Cohiba były autentyczne. Wracając pod zakład gdzie Radek czekał
      widziałem wyprowadzanego, skutego kajdankami pracownika - a może to
      też był folklor na potrzeby propagandy i turystów. Czort wie.
      Kuba rumem (Ron) i tabakiem stoi ale o dziwo prawie nie widziałem
      palaczy. Na ulicach, zresztą bardzo czystych, zero petów.
      Więc i ze mnie chyba też chyba trochę Kubańczyk - tabak nie ale
      rum to i owszem:)
      • ralston Re: Cohiba. 14.01.04, 16:02
        Mówisz, że cygara skręcali na stołach. Czyli opowieści o młodych Kubankach
        skręcających je na własnych udach należy włożyć między bajki?
    • ogabignac El Mojito. 19.01.04, 09:33
      Koryguję poprzednią wypowiedz dot. najpopularniejszego na Kubie drinka
      bo z torby podróżnej wygrzebałem malowany na desce taki oto "skład":
      -
      • ogabignac Trochę o cygarach. 29.01.04, 22:51
        www.habanosdecuba.cu/home.asp?l=en
        • ralston Re: Trochę o cygarach. 29.01.04, 23:02
          A może by tak swoimi słowami? :)
          • ogabignac Re: Trochę o cygarach. 30.01.04, 05:46
            Dla mnie mogłyby nie istnieć chociaż lubię zapach cygar w powietrzu.
            Najbardziej upierdliwe nagabywanie na Kubie:
            "- Tyyylko o u mnie prawdziwe!!!"
            • ralston Re: Trochę o cygarach. 30.01.04, 09:07
              Też lubię zapach cygar w powietrzu, ale pod jednym warunkiem: że dobiega z
              daleka. Nie znoszę siedzieć przy osobie, która pali cygaro, a już nie daj Boże
              przy kilku...
    • ogabignac Ulice Hawany. 24.02.04, 13:50
      Z ulicami przyszło nam się zapoznać przede wszystkim w dzielnicy Miramar.
      Tam był nasz hotel Copacabana i tam zaraz w pierwszym dniu wieczorem
      wyszliśmy na spacerek.
      Zaraz po 100 metrach wybiegł na chodnik kelner i gorąco zapraszał do środka.
      W środku właściwie nie było ludzi więc siedliśmy w obszernym ogrodzie.
      Okrągłe stoliki z żeliwa pamiętające jeszcze czasy Batisty były już tyle
      razy malowane na biało, że powoli zlewały się te wszelkie ornamenty kwiatowe.
      Takie same krzesła, ciężkie jak diabli jeśli chciało się je przesunąć.
      Na ścianie budy-bufetu przybity mały głośnik ryczał tyle ile mu pokrętło
      pozwoliło; zresztą to zawsze było normą. Szedł człowiek ulicą i już z daleka
      dodawano decybeli, a jak już zaszczyciłeś ich swoją osobą to leciało na maksa.

      Chodniki-pułapki to w biedniejszych dzielnicach norma.
      Na wielu studzienkach brakuje klap, albo połamały się i powpadały do środka.
      Co prawda wpadnięcie do dziury nie musiałoby się od razu skończyć śmiercią,
      co najwyżej potłuczeniem bo zwyczajowo studzienki takie są prawie pod wierzch
      nawalone śmieci.
      Zresztą chodzenie po ulicach zwłaszcza jak turysta chciałby coś oprócz
      chodnika zobaczyć wymaga ostrożności bo jak nic można skręcić kostkę.
      Paniom odradzam tam chodzenie na wysokich obcasach.

      Czystość na ulicach natomiast nie wymaga jakichś dużych środków i jest
      naprawdę czysto.
      Tysiące zamiataczy już od rana macha tymi swoimi palmowymi miotłami; ktoś to
      chyba sprawdza i rozlicza bo zapał widziałem duży.
      Zadnych papierów, petów czy puszek po piwie. Co kilkadziesiąt metrów stoją
      duże kontenery na kółkach a dymiące ciężarówki je opróżniają regularnie.
      Zresztą jak i zabraknie kontenera można śmieci wrzucić do najbliższej studzienki
      Nabrzeżny bulwar Malecon ma system odprowadzania wody morskiej która tam
      często wlewa się górą przez falochron.
      Przy dużych sztormach( raz taki przeżyliśmy) fale walą w falochon tak że
      piana strzela na kilka pięter w górę i z wiatrem opada na ulicę i domy.
      Wtedy ten całe te ich odprowadzania wody działa odwrotnie a siła fal
      wyrzuca klapy od studzienek w górę i fajnie latają nad samochodami.
      Zresztą podczas sztormu mało kto tam jeździ bo zbyt niebezpiecznie.
      Na drugi dzień, kiedy już ucichnie, cała ulica zasłana jest wodorostami i
      innym morskim świństwem i jest diabelnie ślisko; trzeba zmywać całą ulicę.
      Aha no i pełno tam wtedy małych krabików.

      Jako tylko dodatek na temat bo dotyczący wioski Vinales fajnym spostrzeżeniem
      było tamtejsze wysypisko śmieci.
      Na środku wioski ludzie od tak po prostu wywalają odpadki na kupę.
      Kupa rośnie, nad nią wiecznie krąży stado sępów a dołem posilają się dzikie
      świnie. Nie piszę dziki bo dzikie świnie na Kubie to wtórne zdziczenie
      udomowionych świń przywożonych przez wieki z Europy.
      Zresztą i domowe nie są trzymane w zagrodzie bo po co chłop ma karmić kilka
      razy dziennie jak wystarczy raz wieczorem;)
      Wiejskie wysypiska są jednak co parę mesięcy wywożone i tak to tam leci...


    • ogabignac Fotografie. 01.03.04, 17:21
      Chcąc trochę przybliżyć zaglądającym na to forum atmosferę Kuby dzisiaj
      zapraszam do Onetu. "Dzieł" tam nie będzie;)

      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=17432&q=ogabignac&k=2
      • ralston Re: Fotografie. 01.03.04, 18:05
        Mnóstwo piękny kraj...
        Ale El commandante Che G. widać jakoś wielką estymą nie jest tam darzon, skoro
        się portrecisko bidoka tak sfatygowało...
        • ogabignac Re: Fotografie. 01.03.04, 20:17
          ralston napisał:

          > Mnóstwo piękny kraj...
          > Ale El commandante Che G. widać jakoś wielką estymą nie jest tam darzon,
          skoro
          > się portrecisko bidoka tak sfatygowało...

          Inne, na ulicach, pięknie ale bez przekonania są odnawiane.
          To zdjęcie zostało zrobione przed koszarami;)
    • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 19.04.04, 15:46
      Diego Maradonna leży w stanie agonalnym w szpitalu w Buenos Aires.
      Przez ostatnie 3 czy 4 lata przebywał w klinice odwykowej w Hawanie
      gdzie odzwyczajał się od narkotyków i miał się już całkiem dobrze.
      Na tyle, że zrobił sobie krótki urlop, spotkał koleżków, alkohol, narkotyki
      i zawał.
      Piszę też m.im. bo już wspominałem o wysokim poziomie lecznictwa na Kubie.
      A tak w ogóle to powrotu do zdrowia facetowi jednak życzę.
    • ogabignac Korespondencja z Hawany. 12.05.04, 18:25

      Chciałbym podzielić się z Szanownymi Koleżankami i Kolegami wieściami z Kuby.
      Pisze do mnie człowiek już niemłody, dziennikarz, tłumacz i literat.
      Człowiek który nigdy nie należał do partii komunistycznej i co parę lat
      przyjeżdża do Europy a więc może nieskrępowanie obserwować inną niż kubańska
      rzeczywistość i spotykać się z kim chce:
      -------------------------------------------------------------------------------
      Czesc, Lechu!

      Dostalem przed chwila Twoj e-mail.

      Teraz wzgledem tego co pisesz na temat naszej ogolnej sytuacji, staram sie
      Ci wytlumaczyc jak, co i dlaczego.
      Po pierwsze, mozesz pisac co chcesz, bo mnie to w ogole nie zaszkodzi, nie zyje
      w kraju faszystowski zeby przesladowali co piszemi przez Internet, lub e-mail.
      Po drugie, te wiadomosci ktore dostales o sklepach itd, sa scisle z wyjatkiem
      tego co pisales, ze:
      (Aha no i ostatnie - rzad wasz zmniejszyl liczbe dozwolonych prywatnych
      dzialalnosci obywateli kubanskich.)
      To juz nieprawda, bo mowiono przez radio i TV, ze mozna dalej prowadzic
      czynnosci handlowe jak dotychczas.
      Po trzecie, nie zgadzam sie o tym jak myslisz, ze Panstwo musialby pozwolic
      wieksza swobode w dzialalnosci prywatnych firm. Dlaczego? Bo mowimy o kraju
      socjalistycznym, ktory dzxieki blokady, bah, wojny gospodarczej preprowadonej
      przez USA wzdluz 45 lat, musial zeby sie bronic znalezc drogi, ktore czasami
      nie zgadzaja sie z wytycznymi systemu socjalistycznego. Moze ty nie wiesz, ze
      wyzywienie, lekarstwa, koszty na oswiate dla calego narodu sa zupelnie
      smieszne, bo gdyby Panstwo by, na przyklad pobieral na same wyzywienie tyle ile
      musi wydawac, to napewno wiekszosc ludzi nie mialby do jedzenia, bo mleko, ryz,
      mieso, kurczak, tzn, te wszystkie pozycje ktore trzeba kupic w zagranice, sa
      dotowane,bo trzeba bardzo drogo zaplacic.
      A wiec, rzad kubanski od roku 1994 musial pozwolic pewne otwarcia na
      kapital zagraniczny, na turystyke, na prace prywatne, ale to wszystko pod
      kontrola Panstwa. Dlaczego USA podpisali ostatnio ten dokument 450 str. na
      rzecz przejscia Kuby na kapitalizm? Bo, wlasciwie, nie znasz dno tej calej
      sprawy. Widze, ze tam tylko prasa informuje, to co im pasuje. Istota tej calej
      sprawy jest, ze Amerykanie chca wszystko u nas PRYWATYZOWAC i oddac Panstwo tej
      maffi kubanczykow zamieszkajacych na Florydzie, tym samym co zrobili ze swoimi
      trykami zeby dzis Pan Cesarz Bush prowadzil wojny wszedzie.
      Na temat tego czy nasz szef mysli ze wszyscy sa nasi wrogowie. Tez nie.
      Okazuje sie, ze juz smutno widac od wojny w Jugoslawii jak panstwa europejskie
      poddaja sie wszystkim kaprysom casarskich. Dzis widac tez smutno jak kraj jak
      Polska, ktora byla podeptana przez hitlerowska bute, ktora musiala oddac zycie
      milionow swoich synow, dzis nie tylko popiera polityke wtykania USA sie w
      innych krajach, ale jest wspolnikiem wszystkich morderstw, ktore popelniaja sie
      w Iraku. Pytam sie czy wasza prasa pokazywala to co sie ostatnio dzialo w
      wiezieniach irackich lub na Bazie Okretowej USA w Guantanamo, na Kubie? Bo u
      nas pokazywano. A my nie chcemy takiej pomocy ani z USA ani z Unii
      Europejskiej.
      Dlaczego jest tym rzadom mocnym tak trudno rozumiec, ze kazdy kraj ma PRAWO
      do zycia jak sam woli? Ze kazde Panstwo ma PRAWO wybierac wlasna droge bez
      obcego wtykania sie? Dlaczego chca tu przyjsc zeby nam Wykladac lekcje
      demokracji? Dlaczego nie daja nam pokoj?
      Mowie Ci, Lechu, ta cala polytyka amerykanska i nawet europejska robi sie
      na podstawie wielkiej hipokrezji. Ostatnio, na przyklad, wszystkie kraje Unii
      nalezacych do Komisji Praw Czlowieka glosili przeciwko nam, ze niby u nas
      naruszaja sie Prawa Czlowieka, i glosili na rzecz Ameryki w sprawie Praw
      Ludzkich na Kubie. I dlaczego Amerykanom tak interesuje to glosowanie. Bo na
      podstawie tego glosowania moga dalej sciskac narodowi kubanskiemu,moga dalej
      prowadzic tzw. przez nich "embargo", co zreszta jest cicha wojna, w kazdym
      razie kto cierpi konsekwecje tej polityki, to my, narod kubanski. W tej samej
      komisji, Kuba przedstawila sprawa Praw Ludzkich w tej Bazie w Guantanamo, gdzie
      siedza jencow z wojny w Afganistanie (jeszcze nie wybucla sprawa jencow
      irackich). Czy ktos glosil przeciwko Amerykanom w tej sprawie? Jasne, ze nikt.
      Dopiero sie bali, trzescili sie, ale w koncu Kuba wycofala propozycje, bo
      zreszta z gory wiedziano, ze Unia by nie glosowala przeciwko Cesarow. Bron
      Boze! Ale cala opinia publiczna waszych krajow mogla sie dowiedziec co sie
      dzieje w wiezieniach amerykanskich z jencami z Afganistanu czy teraz z Iraku.
      Dlatego my, kubanczycy, uwazamy siebie jako najbardziej niezalezny kraj na
      swiecie, nie mamy duzo majatkow, ale mamy niepodleglosc, nasz szef, jak Ty
      mowisz, ma ponad 90% poparcia wsrod kubanczykow, a mowi do Ciebie osoba, ktora,
      w ogole nie nalezy do Partii Komunistycznej, tylko jestem wolnym obywatelem
      kubanskim.
      A wiec, trzeba niestety podwyzszyc ceny tych artykulow niezywnosciowych, bo
      na pewno z tymi ograniczeniami amerykanskimi, wejdzie mniej dolarow w kraju, a
      skoro jestesmy krajem socjalistycznym, musimy sie podzielic jak najlepiej. Ale
      to jest tymczasowo, jak rzad bedzie uregulowal nowe ceny, na pewno mozna bedzie
      dalej kupic.
      Na ostatnio, jezeli sie chcesz przekonac o tym co pisze, patrz w telewizji w
      piatek, bo bedzie wielka demonstracja przeciwko calej tej polityki USA w
      Malecon, przy Biurze Interesow USA w Hawanie (byla ambasada amerykanska), na
      pewno bedzie ponad 2 milionow z nas i pokazujemy im jeszcze raz, ze sie nie
      boimy im, ze wolimy pokoj, zyc po swojemu, ale jak ktos tylko bedzie zamierzal
      nam podeptac, to na pewno tu nie bedzie ani Irak ani Afganistan, ani nawet
      Jugoslawia. To na pewno.

      Angel
      • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 12.05.04, 21:59
        Może najpierw sam zdiagnozuję przypadek.
        Może za krótko tam byłem, może nie spotkałem właściwych ludzi ale tych których
        poznałem tak właśnie myślą. Nie wyobrażają sobie innego życia jak w socjalizmie
        tylko socjalizm, jak uważają, zapewnia im jako taką egzystencję.
        Może po prostu boją się nowego?
        Do ogólnonarodowego zrywu jak w Polsce jeszcze tam bardzo daleko, tylko czy
        tego na prawdę chcą?
        • ralston Re: Korespondencja z Hawany. 12.05.04, 22:00
          A jest tam jakaś opozycja na miejscu? Nie mówię o tych, co uciekli na Florydę,
          tylko tych co mieszkają na wyspie.
          • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 13.05.04, 22:36
            ralston napisał:

            > A jest tam jakaś opozycja na miejscu? Nie mówię o tych, co uciekli na
            Florydę,
            > tylko tych co mieszkają na wyspie.

            Na ten temat ciągle jeszcze zbieram informacje.
            To co piszą w gazetach ogólnie wiadomo więc zaczekam co napisze mi z Kuby
            Angel.
            • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 14.05.04, 07:37
              List, który może coś wyjaśnia a może prezentuje tylko prywatne i subiektywne
              odczucia. Ale warto poczytać by poznać też inny punkt widzenia niż "gazetowy":
              -------------------------------------------------------------------------------

              Witaj, Lechu!

              Dzieki za e-mail. Przede wszystkim uwazam Was jako przyjaciele, a nie
              jako nieprzyjaciele, inaczej nie bylaby mowa o jakikolwiek kontakt.
              Przeczytalem z cierpliwoscia ten artykul Gazety Wyborczej. Wlasnie tam mozna
              zobaczyc to, co sie nazywa manipulacja informacji. Dlaczego? Dlatego ze, Oni
              podaja pewne prawdziwe informacje, ale w tym zawsze jest kropla cykuty. Ja
              nawet zapisywalem pewne uwagi na temat tego artykulu. Mianowicie, pisza
              doslownie:
              "I rzeczywiscie. Rezim Castro od razu obwiescil, ze Kubanczyków czeka jeszcze
              wieksza nedza i ciezszy bat policji niz dotychczas"

              Czy widziales kiedys na Kubie bat policji? Bo, ja mieszkam w moim kraju i
              od czasow kiedy Rewolucja objela wladze nigdy tego nie widzialem. A byloby
              glupio zeby obwiescil, ze nam czeka wieksza nedze. To tylko sie miesci w
              goraczkowatym umysle Pana Adama Michnika i swoich wspolpracownikow.
              O ile chodzi o nastepnym paragrafie, Owszem, ludzi poszli do sklepow,
              ale mi sie wydaje, ze to jest normalne, przeciez bylem w Polsce podczas Kryzyzu
              Rakiet w 1962r. i pozniej w 1989 zdarzylo sie to samo w Polsce, bo ludzie nie
              wiedza co dalej, a u nas pomimo, ze CENY PRODUKTOW ZYWNOSCIOWYCH i ARTYKULOW
              HIGIENY OSOBISTEJ nie podnieszono, jak tam Oni pisza. Wlasnie zamkneli sklepy
              zeby uregulowac nowe ceny, stosowne do nowej sytuacji. Reszta jest prawda z
              wyjatkiem, ze dostaniemy 15 zapalek, to nieprawda, choc nigdy nie liczylem ile
              zapalek jest w puszce, a poza tym tu kazdy ma zapalniczke i do kuchni gazowych.

              "Wezwania do pracy, chwaly i zwyciestw Kubanczycy odlozyli na pózniej, a w
              poniedzialek wieczorem, zaraz po gloszeniu planu narodowej samoobrony, zajeli
              sie tym, na czym od niemal pól wieku znaja sie najlepiej, tzn. wyrzeczeniami.
              Pobiegli tlumnie do otwartych przez ostatnie godziny sklepów dolarowych, aby
              kupic wszystko to, czego nazajutrz mieli byc pozbawieni, jak papier toaletowy,
              makaron, olej jadalny, wedliny w puszkach. Kartki, które dostaja raz na
              miesiac, pozwalaja im kupic m.in. 250 ml oleju, 8 jajek, kostke mydla, pól kilo
              kurczaka, 2 kg ryzu, 250 gr fasoli, 2 kg cukru, 120 g kawy, 360 g soli i 15
              zapalek. Kupuja je jednak tylko wtedy, gdy te produkty sa w sklepie. Czyli
              rzadko."

              O nastepnym paragrafie mysle, ze nie trzeba komentowac. Pytam sie, co to by
              bylo czy w Niemczech lub w Polsce samoloty, powiedzmy, ruskie by lataly nad
              tymi panstwami z tym samym celem? Wlasnie to jest najbardziej niebezpieczne, bo
              jak przekraczaja lotnicza przestrzen kubanska, wszystko sie moze zdarzyc. Nie
              musimy tego pozwolic. Zapamietaj co sie stalo 8 lat temu kiedy Ci z maffii
              kubanskiej na Florydzie latali nad Kuba zeby rzucac ulotki. Bardzo jasno widac,
              ze te wszystkie uchwaly sa przeciwko narodu kubanskiemu, nie tylko przeciwko
              rzadowi. Ja nie wiem o jakiej codziennej nedzy mowia. Nie widziales na Kubie
              jednego samega dziecka bez butow, tu kazdy ktory to potrzebuje dostanie pomoc
              spoleczna, czasami widzisz zebrakow po ulicach, ale trzeba sie ich spytac ile
              flaszek wodki wypili za te pomoc, sa inni ktorzy maja swoja religie, ktora im
              kaze prosic dla danego swietego. No, trudno, takie sa nasze realie.

              "Wielka strategia walki z komunizmem na Kubie przewiduje takze wzmocnienie
              nadawania (m.in. z przekazników na samolotach wojskowych) radia i telewizji
              emigracyjnej z Miami na Florydzie zagluszanych zawziecie na wyspie przez dawne
              sowieckie jeszcze zagluszarki, a takze zwiekszenie pomocy finansowej dla
              opozycji demokratycznej na wyspie. Tych jednak korzysci zwykli Kubanczycy nie
              odczuja tak bardzo jak codziennej nedzy i uganiania sie za podstawowymi
              srodkami do zycia."

              Na temat disydentow nie ma duzo do gadania. Kazdy kubanczyk wie, ze sa
              oportunisci, bo zyja z tych okruszyn ktore dostana od Biura Interesow USA w
              Hawanie. W przeszlym roku zrobiono u nas wielka operacje inteligencji i okazalo
              sie, ze kilkunastu z tych liderow disydenckich, byli agentami rzadu
              kubanskiego, nawet jeden z nich pracowal jako "dziennikarz demokratyczny" od 42
              lata, wchodzil i wychodzil z tego biura jak tylko On chcial. Narod kubanski
              wtedy dowiedzial sie o wiele szczegoly. Rozumiesz? Oni, w ogole nie maja
              zadnego poparcia wsrod kubanczykow. Jak obserwujesz dokladnie, na drugim
              paragrafie pisze:

              "Oswaldo Paya, lider chrzescijanskich demokratów, który kilka lat temu wslawil
              sie zebraniem kilkunastu tysiecy podpisów pod zadaniem referendum na temat
              przywrócenia swobód demokratycznych na wyspie".

              To znaczy kilkunastu tysiecy podpisow, a ile milionow ludzi mieszka na Kubie:
              ponad 11 milionow. Wg matematyki, jezeli kilkunastu, byloby powiedzmy, 19 999,
              to byloby podzielony przez 11 milionow: 0,1818%. Jak widzisz, nie maja zadnego
              poparcia.

              "- Te wszystkie kroki USA wywolaja skutek przeciwny do zamierzonego, a w
              dodatku ograniczaja podstawowe prawo czlowieka, czyli wolnosc podrózowania -
              oglosil szef kubanskiego komitetu obrony praw czlowieka Elizardo Sanchez."

              Mowi sie tu o wolnosci podrozowania. Tu, kazdy ktory dostanie zaproszenie do
              jakiegokolwiek kraju, ma prawo do latania. Nawet, Sasiedzi podpisali z rzadem
              kubanskim umowe zeby pozwolic emigracje y wizyty do krewnych w USA, ale nigdy
              nie wypelniali ten obowiazek. Sluchaj, jak zwyciestwo Rewolucji ja mialem 17
              lat, wiec zylem tyle lat w kapitalizmie na Kubie, pytam sie, wiesz ile
              kosztowalo jechac do Miami tam i z powrotem? Tylko 36 dolarow. A Kto tam
              jechal? Tylko ludzie z pieniedzmi, bo zaraz jak nie przedstawiles zeszytu
              bankowego z kilkoma tysiecami dolarow, ani sie nie snilo. Znalem duzo takich
              wypadkow ludzi, ktorzy chcieli jechac. Ze moze, wlasnie tym disydentom nie
              wolno opuscic kraj? To rozumiem, w kazdym razie tylko beda jechali na swoje
              starania obalenia rzadu i juz powiedzialem, ze kazdy ma prawo do samoobrony.
              Ja, w zadnym wypadku nie slyszalem zeby rzad sie wypowiedzial w nastepujacy
              sposob:

              "Rzad zreszta od razu oglosil, ze "dzialania polityczne zyskaja teraz najwyzsza
              wage" - kazdy Kubanczyk rozumie te zapowiedz jako wzmozenie przesladowan
              wszelkich objawów sprzeciwu."

              Ale, ja osobiscie Ci cos powiem, kazdy kraj, kazdy rzad, ba, kazdy czlowiek
              ma prawo do samoobrony. U nas mozesz ryczec ze nie lubisz to, tamto lub owo.
              Nigdy nie widzialem zeby Kogos wyslano do wiezienia za wypowiedzenie sie. A,
              jesli organizujesz akcje przeciwko rewolucji, to juz co innego. Mamy swoje
              prawa, pomimo ze Tamci Panowie z polnocy mysla, ze jedynie sa sluszne ich
              prawa, w imieniu ktorych moga zamordowac gdzie tylko chca. Oni robia jak u nas
              dowcipnie sie mowi: "Nie wyglaszaj kazania w majtkach"

              A juz ostatni komentarz na temat tego artykuku na temat ograniczenia
              prywatnej przedsiebiorczosci, na razie na ten temat nic nie wiem, ale moge Ci
              powiedziec, ze publicznie nic nie mowiono na ten temat.

              "A kilka dni wczesniej rezim Castro ograniczyl prawo prywatnej
              przedsiebiorczosci w 40 dotychczas legalnych dziedzinach, m.in. kowalstwie,
              sprzedazy wienców i gazet czy prowadzeniu prywatnych jadlodajni."



              Mam nadzieje, ze chyba rozumiesz ten, moj poglad na ten temat. Moze zdasz
              sobie sprawe, ze po prostu jest manipulacja informacyjna pomimo ze tak czesto
              mowi sie o "demokracji w prasie". Oni to nazywaja "informacja z pewnym
              bilansem", ale to jest tylko manipulacja, w ten sposob tworza swoj stan opinii
              publicznej.







              Pozdrowienia serdeczne



              Angel


        • anahella Re: Korespondencja z Hawany. 13.05.04, 00:20
          To inny komunizm niz my znamy. Polski komunizm pochodzil z zewnatrz: wrogiem
          byl system narzucony rodem z ZSRR. Tam jest system oparty na kulcie jednostki
          swojego. Pamietam "nocne Polakow rozmowy" z roku 1981. Stan wojenny, goscie jak
          sie zasiedzieli to musieli u nas nocowac. Mnie - jako jeszcze nieletnia -
          gonili do lozka, ale ja nie moglam spac i podsluchiwalam o czym dorosli
          rozmawiali. Padaly czasem zdania w stylu: "Lepiej ze Jaruzelski to nam zrobil
          niz Brezniew. W koncu Polak Polakowi krzywdy nie zrobi."


          Oczywiscie powyzsze zdanie jest mocno dyskusyjne i nie chce dowodzic ze jest
          prawdziwe lub nie. Przedstawiam tylko jakis konkretny punkt widzenia.
          • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 13.05.04, 07:15
            Socjalizm w świadomości Kubańczyków stoi wysoko.
            Większość chciałaby by zostało po staremu tylko żeby przydziały żywnościowe
            były wyższe. Koniec, kropka. Lenistwo? Zgnuśnienie?
            Jest to trochę mieszanina karaibskiego stylu życia a po części lata
            odzwyczajania od przedsiębiorczości. W byłym ZSRR jest trochę inaczej, tam
            odległości większe a na zimę trzeba zabezpieczyć ciepłe mieszkanie i zapas
            żywności - na Kubie nie. W byłym ZSRR "kto ma słoninę ten ma władzę" jak
            pisał Herling-Grudziński w Archipelag Gułag - tam dziś wielu nowobogackich
            zdobyło fortuny i tworzy księstwa na swoim obszarze. Na Kubie nie ma na to
            i społecznego i państwowego przyzwolenia. Dzielą biedę po równo - sprawiedliwie.
            Zresztą, nawiązując jeszcze do karaibskiego stylu życia.
            Nawet w naszej Europie południowcy z gorących rejonów Włoch, Sycylii czy
            z południowej Hiszpanii nie należą do najpracowitszych. Taki styl życia w
            znacznej mierze ukształtowany klimatem. Nie mówiąc już o państwach arabskich
            północnej Afryki.
            Ci z Kubańczyków którym udało się z Kuby uciec dopiero się w USA zdziwili, że
            tam trzeba pracować. Oni już zrozumieli, że aby do czegoś dojść trzeba
            zapieprzać i chcieliby tego nauczyć swoich rodaków na Kubie. Tylko tamci nie
            chcą bo zresztą nie muszą. Fidel Castro tłumaczy im, że gdyby nie dotacje
            państwa nigdy nie byłoby ich stać na kupno ryżu, mleka czy drobiu i oni w to
            wierzą - to pisze właśnie Angel trzy posty wyżej, człowiek wykształcony.
            Może i jest w tym jakaś prawda gdy zobaczy się te tysiące zamiataczy ulic czy
            policjantów w Hawanie - zawody to mało produktywne. A przemysł jako taki prawie
            nie istnieje. Jedno jest pewne; przejście Kuby dziś na gospodarkę rynkową nie
            spowodowałoby szybkiej i radykalnej poprawy życia mieszkańców. Byłoby jeszcze
            trudniej jak w Polsce. Nieliczna garstka bogaciłaby się a reszta jeszcze
            bardziej by cierpiała. Oni to wiedzą, przeczuwają, że przy takim nadmiarze
            wolnych rąk do pracy płace w nowych, prywatnych firmach dostaliby grosze a
            utracili by swoje przydziały. To już nie zapóźnienie, to filozofia życia.
            Filozofia zaraźliwa i niebezpieczna - dla sąsiednich Stanów.
            Tam społeczeństwo przedsiębiorcze, dążące do robienia "kasy" i kupujące,
            poprawiacące swój status, tu natomiast hołdujące muzyce, tańcom i miłości.
            Lewactwo europejskie, pacyfiści i antyglobaliści popierają Kubę chcąc takich
            rozwiązań w swoich krajach. Mniej pracować, poświęcić się wspólnym śpiewom
            i pląsom przy ognisku, kontaktowi z naturą, mniej zużywać benzyny bo odstawić
            samochody, zlikwidować globalne koncerny i hipermarkety. Zacząć szanować
            matkę Ziemię i Naturę. Ja też tak chcę bo rozumiem ekologów.
            Dlatego za kilka lat wyjadę na stałe na Kubę.
            • anahella Re: Korespondencja z Hawany. 14.05.04, 01:22
              ogabignac napisał:

              > Socjalizm w świadomości Kubańczyków stoi wysoko.
              > Większość chciałaby by zostało po staremu tylko żeby przydziały żywnościowe
              > były wyższe. Koniec, kropka. Lenistwo? Zgnuśnienie?

              Tak wlasnie uwazam. Do tego historia: wiekszosc dzisiejszych obywateli Kuby to
              byli niewolnicy.

              Niedawno w Polityce byl ciekawy artyklul o nierobstwie w Polsce i powolywali
              sie na dziedzictwo feudalizmu, ktore dobrze sie czulo w Peerelu. (niestety nie
              mam linka do niego).

              > Mniej pracować, poświęcić się wspólnym śpiewom
              > i pląsom przy ognisku, kontaktowi z naturą, mniej zużywać benzyny bo odstawić
              > samochody, zlikwidować globalne koncerny i hipermarkety. Zacząć szanować
              > matkę Ziemię i Naturę. Ja też tak chcę bo rozumiem ekologów.
              > Dlatego za kilka lat wyjadę na stałe na Kubę.

              A czytales Wasc "Wehikul czasu"?
              • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 14.05.04, 07:12
                anahella napisała:


                > A czytales Wasc "Wehikul czasu"?
                >

                Tylko film o takim tytule oglądałem.
                • anahella Re: Korespondencja z Hawany. 14.05.04, 18:54
                  ogabignac napisał:

                  > Tylko film o takim tytule oglądałem.

                  Bohater wyladowal w przyszlosci, gdzie wszyscy byli piekni i zajmowali sie
                  tylko pieknymi rzeczami. Praca byla pojeciem nieznanym, przez co upadla ich
                  cywilizacja. Bohaterowi udalo sie uratowac tylko ukochana. Cywilizacji nie
                  mozna bylo uroatowac. Ona juz wtedy nie istniala.
                  • ogabignac Re: Korespondencja z Hawany. 14.05.04, 22:43
                    To nie czytałem ale filmów o tej tematyce to obejrzałem co najmniej dwa.
                    Jeden(dawno) banalny - wyprawa do jaskiniowców i nawet do dinozaurów,
                    drugi ostatnio jak wynalazca na chwilę przed pierwszą podróżą wehikułem podczas
                    spaceru po mieście z narzeczoną - traci ją w trakcie napadu rabunkowego.
                    Potem cofa się w czasie i usilnie odradza jej spacer do parku. Podczas tej
                    drobnej sprzeczki narzeczona wyrywa mu się i wpada wprost pod nadjeżdżający
                    samochód. Ueee:(
                    • anahella Re: Korespondencja z Hawany. 15.05.04, 09:29
                      W ksiegarni internetowej jest calkiem trafna wedlug mnie recenzja czytelniczki.
                      ***
                      "Wehikuł czasu" to jedna z lepszych powieści Herberta George'a Wellsa -
                      angielskiego pisarza powieści fantastycznonaukowych. Opowiada o naukowcu
                      marzącym o wspaniałych podróżach w czasie. W wybudowaną przez siebie machinie
                      czasu przemieszcza się po różnych epokach, aż trafia do magicznej krainy
                      Elojów, ludzi przepełnionych szczęściem w ciągu dnia i wystraszonych, gdy
                      zapada ciemna i ponura noc. Najsłyniejsza powieść Wellsa została już
                      uwieczniona na taśmie filmowej. Niestety ani ekranizacja z roku 1960, ani z
                      2002 nie oddaje nastroju tej książki, dodatkowo zostały do nich wprowadzone
                      wątki nie mające wiele wspólnego z oryginałem. Dlatego też serdecznie zapraszam
                      do zasmakowania w tym dziele i życzę wspaniałych wrażeń, jakich niestety nie
                      mozna sie było doczekać, oglądając nieudane ekranizacje powieści Wellsa.
                      ***
    • ogabignac Re: Palma mi odbiła. 03.12.04, 01:45
      Tylko taki cytat z forum turystycznego (podforum swiat) o Meksyku:
      -----------------------------------------------------------------------

      "Playa del carmen bylo kiedys jednym z najfajniejszych miejsc na karaibskim
      wybrzezu Meksyku.
      Pierwszy raz trafilam tam w 2000 roku i to bylo miejsce moich marzen, nawet
      mialam ochote zostac tam na zawsze. gdyby nie dziecko w wieku szkolnym, ktore
      czekalo wowczas w Polsce, pewnie tak by sie stalo. Juz rok pozniej nie bylo tak
      fajnie, ale wciaz milo a teraz ponoc totalna amerykanizacja i katastrofa.
      A szkoda, bo ja z lezka w oku wspominam szalone noce w Babalu Bar z najlepszymi
      barmanami i najwspanialszym kelnerem, kanadyjczykiem Phelippe:)
      Tance na plazy przy imprezowni Capitan Tutix, gdzie piekna argentynka tanczyla
      na barze i polewala napalonym facetom rum w paszcze prosto z butelki.
      Nikt tam nie mowil po angielsku, nikt nie sluchal amerykanskiej muzyki. Bylo
      cieplo, milo, tanio i meksykansko.
      Szkoda .... Tesknie za takim Playa...
      ------------------------------------------------------------

      No i co robic Droga Redakcjo!?!?
      • alex.4 Re: Palma mi odbiła. 03.12.04, 12:32
        można się rozmarzyć czytajac pierwszą wypowiedź... ach zamiast śniegu i zimna,
        upał i ciepłe morze:)
        • ogabignac No to polecam lekture:) 03.12.04, 23:38
          alex.4 napisał:

          > można się rozmarzyć czytajac pierwszą wypowiedź... ach zamiast śniegu i zimna,
          > upał i ciepłe morze:)

          Wlasnie znalazlem w sieci recenzje R. Kapuscinskiego do ksiazki o Am.
          Poludniowej - "Goraczka latynoamerykanska" Artura Domoslawskiego.
          Sobie zreszta tez bo nie czytalem.
          serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,19970,2026230.html
          • chatka_ Palma mi odbila 23.07.05, 10:01
            Teraz mi :) Dziekuje Ogabinackowi za prowadzenie za raczke po wszystkich
            kubanskich tajemnicach, teraz jade radzic sobie sama, no nie calkiem sama, bede
            miala 4 pomocnikow ;)! Do napisania :)
            • anahella Re: Palma mi odbila 23.07.05, 14:39
              Trzymaj sie:) Zycze niezapomnianych wrazen i wielu megabajtow wspanialych
              zdjec:)
            • ogabignac Re: Palma mi odbila 24.07.05, 09:23
              chatka_ napisała:

              > Teraz mi :) Dziekuje Ogabinackowi za prowadzenie za raczke po wszystkich
              > kubanskich tajemnicach, teraz jade radzic sobie sama, no nie calkiem sama,
              bede
              >
              > miala 4 pomocnikow ;)! Do napisania :)

              Pisz szybko Chatko bo sam bym się tam znowu chętnie wybrał.
              Ciekawe czy mój obraz Kuby pokryje się z chatkowymi obserwacjami.
              Ale do 20 sierpnia musimy uzbroić się w cierpliwość.
              • ralston Re: Palma mi odbila 27.07.05, 09:19
                No to się uzbrajam. Ale czemu aż do 20 sierpnia? To nie majom tam interneta te
                Kubańce, czy jak?
                • ogabignac Angel nadaje. 28.07.05, 07:12
                  Kubance maja przede wszystkim intrenet ale Fidel dal im taka wolnosc, ze moga miec i internet, po 7 dolcow za godzine, przy sredniej krajowej 12 na miesiac.
                  Wiec maja juz raczej tani intrenet czyli taki internet ale wewnatrz Kuby; na szczescie jest w tym mozliwosc wysylania i odbierania emaili z reszta swiata.
                  Ale otwierania linkow juz nie. Oto realacja o pobycie Chatki&Grupa na Kubie.
                  Oryginalnie od Angela z wczoraj wieczorem:
                  ------------------------------------------
                  "No, juz po Joli i swoich przyjaciól. Byli dwa dni w Hawanie, tak ze u mnie zostala para w moim
                  pokoju i wyslalem reszte do tego domu, gdzie chcialem Was wtedy ulokowac. Mysle, ze pojechali bardzo
                  zadowoleni do Pinar del Rio. Wynajeli samochód VW na tydzien. Potem chca wyjechac az do Trinidad i
                  na koncu wracaja do Hawany. Byli bardzo przyjemni ludzie, pochodzilem z nimi po Starówke, bylismy na
                  Bodeguita del Medio, gdzie popilismy mojito i Oni wpisali swoje nazwy w scianach. Wczoraj bylismy w
                  El Morro i na Placy Rewolucji. Tez pokazywalem miejsca gdzie mozna jesc z kubanskimi pieniedzmi, tez
                  bylismy w lodziarni tez z kubanskimi."
                  • aand Re: Angel nadaje. 28.07.05, 07:31
                    Aaa, Janek znowu nadaje! J-23! :))
                  • habitus Re: Angel nadaje. 28.07.05, 12:12
                    ogabignac napisał:

                    > Kubance maja przede wszystkim intrenet ale Fidel dal im taka wolnosc, ze moga m
                    > iec i internet, po 7 dolcow za godzine, przy sredniej krajowej 12 na miesiac.
                    > Wiec maja juz raczej tani intrenet czyli taki internet ale wewnatrz Kuby; na sz
                    > czescie jest w tym mozliwosc wysylania i odbierania emaili z reszta swiata.
                    > Ale otwierania linkow juz nie. Oto realacja o pobycie Chatki&Grupa na Kubie.
                    > Oryginalnie od Angela z wczoraj wieczorem:
                    > ------------------------------------------
                    > "No, juz po Joli i swoich przyjaciól. Byli dwa dni w Hawanie, tak ze u mnie zos
                    > tala para w moim
                    > pokoju i wyslalem reszte do tego domu, gdzie chcialem Was wtedy ulokowac. Mysle
                    > , ze pojechali bardzo
                    > zadowoleni do Pinar del Rio. Wynajeli samochód VW na tydzien. Potem chca wyjech
                    > ac az do Trinidad i
                    > na koncu wracaja do Hawany. Byli bardzo przyjemni ludzie, pochodzilem z nimi po
                    > Starówke, bylismy na
                    > Bodeguita del Medio, gdzie popilismy mojito i Oni wpisali swoje nazwy w scianac
                    > h. Wczoraj bylismy w
                    > El Morro i na Placy Rewolucji. Tez pokazywalem miejsca gdzie mozna jesc z kuban
                    > skimi pieniedzmi, tez
                    > bylismy w lodziarni tez z kubanskimi."

                    Świat się taki mały zrobił....
                    • ralston Re: Angel nadaje. 28.07.05, 20:17
                      Ha - wychodzi na to, że łatwiej wysłać relację z Kuby, niż z Pogórza
                      Przemyskiego. Tam, to jak sobie internetu z leszczyny nie wystrugasz, to i nie
                      masz...
                  • all2 Re: Angel nadaje. 29.07.05, 00:02
                    Mnie intrygują te ściany, w których sobie można swoje nazwy wpisać. Może Chatka coś więcej o tym opowie, jak wróci? Jakie nazwy sobie wpisała? A może to będzie tajemnica...
                    • aand Re: Angel nadaje. 29.07.05, 07:23
                      all2 napisała:

                      > Mnie intrygują te ściany, w których sobie można swoje nazwy wpisać. Może
                      >Chatka coś więcej o tym opowie, jak wróci? Jakie nazwy sobie wpisała?


                      SOCJALIZM TAK - WYPACZENIA NIE ???
                    • ogabignac Re: Angel nadaje. 29.07.05, 09:49
                      Aha - juz wyjasniam.

                      W Bodeguita del Medio - kultowej knajpce, w sercu starej Hawany bywal,
                      przesiadywal z przyjaciolmi, obmyslal swe nowe powiesci a najczesciej po prostu
                      chlal - Ernest Hemingway. Tam wymyslil ten slynny drink "mojito" a dzis to
                      dobra kuchnia, muzyka kubanska na zywo i mozliwosc wpisania wlasnego nazwiska,
                      pseudonimu lub ksywki jak kto woli - pisakiem na scianie.
                      Angel troche przekrecil; chodzilo mu o nazwisko a nie nazwe.
                      .
    • anahella Palma w muzyce flamenco 29.07.05, 00:25
      to wyklaskiwanie rytmu.
      Flamenco lubi taki rodzaj klaskania. Jeden wyklaskuje rytm, drugi robi to z
      malym opoznieniem.


      Swoje nazwy maja takze inne sekcje perkusyjne w postaci wystukiwania rytmu
      obcasami albo pstrykanie palcami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka