baby.being.blue
01.11.09, 12:24
Facet, z którym byłam kilka miesięcy. Szło nam tak sobie, ale zdecydowaliśmy
się spróbować, on zapewniał mnie, że mnie kocha, ja miałam wątpliwości, ale w
końcu się ich pozbyłam i zdecydowaliśmy po szczerej rozmowie, że chcemy
spróbować.
Potem on wyjechał i po 2-3 dniach okazało się, że nie jest fajnie. On
flirtował z innymi i nie chciał nic tłumaczyć, po prostu "Ufasz mi albo nie i
nie ma sensu tego kontynuować", ograniczał się do skąpego kontaktu, miałam
dość. Przeżyłam to bardzo, bo nie rozumiałam, dlaczego nie mogliśmy tego
kulturalnie zakonczyć, kiedy był tu, bez żalu, wyjaśniając sobie wszystko.
W końcu to zakończyłam, jako przyjaciółka, napisałam, że było fajnie, bez
żadnych wyrzutów. Wymieniliśmy jeszcze kilka maili, on częśniej do mnie pisał.
Oczywiście cały czas jako przyjaciele, ostatnio napisał, że zastanawia się,
jak mogłam rozumeieć jego maile (maile w styly "jak się masz, co u ciebie", na
które raczej nie odpisywałam).
A ja dopiero teraz, prawie dwa miesiące po zakonczeniu tego czuję się jak
wykorzystana kretynka. Zastanawiam się, jak mógł przez kilka miesięcy
zapewniać mnie o swojej miłości i z iloma dziewczynami mógł w tym czasie
flirtowac. Oboje jesteśmy poważnymi - jak mi się wydawało - ludźmi, a tu cos
takiego.
Nigdy o niego nie walczyłam, nie jestem tego typu osobą, jedyne czego
oczekiwałam to szczerość. I on nagle w kilka dni on wyjazdu okazał się
sku...synem, dla którego byłam nie wiem kim, dziewczyną na wakacje.
Czuję, że chcę krzyczeć, chcę mu znawymyślać, że zmarnował mi te kilka
miesięcy, że mnie okłamał. Z drugiej strony czuję się jak kretynka, że po
dwóch miesiącach nadal mnie to męczy. Co mam zrobić?