02.03.04, 12:51
Gdyby nie to , że sama jestem matką, zabiłabym sie tak jak ojciec i
skończyłby sie mój problem. Jestem w pułapce bez wyjścia. Jedyne co mogę
robić to starać się łagodzić skutki uderzeń. Czy ten ból kiedykolwiek
złagodnieje. Muszę być silna dla mojej córeczki. Boję się.
Obserwuj wątek
    • Gość: ane Re: moja mama IP: *.aster.pl / *.acn.pl 02.03.04, 14:26
      co się dzieje?
    • kimjestem Re: moja mama 02.03.04, 17:19
      mam 34 lata. Po rozwodzie zamieszkałam z mamą. Ona ma 80 lat i jest coraz mniej
      sprawna. Muszę się nia opiekować. Ojca nie pamietam. Powiesił się jak miałam 3
      lata. Chyba zaczynam rozumieć dlaczego. Mama powtarza mi , ze jestem nikim , do
      niczego się nie nadaję, nic nie znaczę , jestem zła matka , złą córką, i w
      ogóle ma o mnie jak najgorsze zdanie. Od zadnej innej osoby na swiecie nie
      słyszałam tyle obelg. Kontroluje mnie na każdym krokui ma pretensje nawet o to
      że chodzę do pracy. "kto to słyszał zeby tyle pracowac"!. Trzyma mnie przy niej
      miłość wymieszana z nianawiścią. Modle sie o jej śmierć i zaraz wyrzucam sobie
      jakim jestem potworem.
      • Gość: Anka Re: moja mama IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.03.04, 19:50
        To samo słyszałam od mojego ojca. Efekt - mieszkam oddzielnie, ojcem opiekuje
        się opiekunka społeczna. Uwierz mi, to lepsze rozwiązanie niż modlenie się o
        smierć. Ojciec czuje się świetnie. Ja też odzyskałam równowagę psychiczną. I
        nareszcie odzyskałam poczucie wlasnej wartości, ktorej zawsze brakowało mi przy
        ojcu.
      • Gość: gosia Re: moja mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 00:15
        weź pod uwagę ze ta kobieta ma 80 lat a to sie wiąże również z pewnego rodzaju
        zachowaniami, - złośliwością, przytykami, pieprzeniem głupot itd.
        nabierz dystansu, olej sprawę całkowicie i zajmij sie swoim zyciem!!!!!!!
        jezeli nie mozesz sie wyprowadzić - nie reaguj i odetnij sie od tego w ogóle
        pomagaj w ramach swoich możliwosci ale nie kosztem siebie i swojego zdrowia
        twoja matka dozyla 80 wiec dobrze byloby zebys ty tez miala szanse osiągnąć ten
        wiek a nie sama mowila o samobójstwie
        jezeli mama potrzebuje pomocy moze zainteresuj sie jakimis domami opieki? w tym
        wieku to raczej normalne ze wiele osob nawet same chcą iść do jakiegos domu tak
        jak moja ciocia, ktora bardzo sobie to chwali
        jezeli nie - pomysl moze o wyprowadzeniu sie - moze nawet jakis pokój jezeli
        nie stac cie na mieszkanie i doraźnie pomagaj mamie
        nie poddawaj sie i nabierz dystansu!!!!!!!
      • witch-witch Re: moja mama 13.03.04, 12:45
        Moja rada na nic pewnie ale takie bywaja skutki zamieszkania z konfliktowymi
        rodzicami. Musizs sobie wypracowac sposob na komunikowanie sie z matka,
        tak aby i ona zrozumiala twoja racje i miala szacunek do ciebie. Trudne to
        zwlaszcza gdy osoba jes zzeda i pesimista. Nie pozwol jej na to aby jej wlasne
        problemy przelaly sie na ciebie. A swoja taka gderliwa 80 latka dlugo zapewne
        nie pozyje, co powinno cie uspokoic,ze to jej paskudne gderanie dlugo juz nie
        potrwa. A nie ma szans na jakis przytulny dom dla starcow? Skoda ze nic przez
        te 80 lat zycia w sumie sie nie nauczyla.
        pozdrowienia
        w
    • Gość: ### Re: moja mama IP: 212.191.80.* 02.03.04, 23:00
      wiesz co? tak sie własnie zastanawiam..jak Ty tak długo z nią wytrzymujesz? i
      jakim prawem ona tak sie do Ciebie zwraca? podziwiam za wielką wytrzymałosc i
      odpornosc psychiczną i ..strzeż swojej córci..bo ona jest z Waszego towarzystwa
      najbardziej psychicznie zagrozona ..trzymajcie się !
    • kimjestem Re: moja mama 03.03.04, 08:15
      radzę sobie w myśl zasady "co nas nie zabija to nas wzmacnia". Mieszkamy w
      małej miejscowości. Dom w którym mieszkamy nalezał kiedys do mamy ale jak się
      wprowadzałam mama sprzedała mi ten dom z zastrzezeniem ze ma prawo w nim
      mieszkać do końca zycia. Włozyłam w ten dom wszystkie oszczedności. Kiedyś była
      to taka chatka bez kanalizacji z kuchnią na węgiel i piecami w pokojach i
      drewnianą ubikacja na podwórku. Teraz jest to normalny dom. Ciepła bieżaca
      woda, łazienka , kominek w pokoju itd. Pierwszy post napisałam po awanturze, że
      późno wróciłam do domu i jej nie pomagam. Jestem główna księgową i mam
      nienormowany czas pracy, co w efekcie daje to że zwykle pracuję dłuzej niż
      normalnie.Wracam najczęsciej miedzy około 18,00. Do pracy dojeżdzam. Moja
      córka chodzi do szkoły podstawowej. Lubi swoja klasę ma przyjaciółkę a dość
      opornie adaptuje się w nowym srodowisku. Biorąc pod uwagę to że jestem sama
      trudno byłoby mi znaleźć gdzieś pracę mieszkanie i jeszcze sie utrzymać. Tutaj
      jest o tyle bezpiecznie ze jak musze później wrócić to córka spędza popołudnie
      w czytelni, gdzie mam zaprzyjaźnioną bibliotekarkę. Obiady je w szkole.
      To jest na tyle mała miescowośc, że rozwódka stanowi w niej wdzięczny temat do
      plotek. Najbardziej nielojalną osobą która dostarcza tematu jest moja mama
      własnie. Opowiada ludziom ze nie mozna ze mna wytrzymać bo mąz ze mna nie
      wytrzymał, że gdyby nie ona to bym w wiezieniu siedziała, że całe zycie mnie
      utrzymuje, że "gonię się jak jak suka zamiast w domu siedzieć". Zresztą nie
      wiem , moze ludziom tak nie mówi tylko mnie to wiecznie powtarza. Potem płacze
      mówi że mnie kocha , chce dla mnie dobrze tylko mam się zmienić. Kiedyś
      próbowałam z nią rozmawiać , ale pomagało doraźnie a na dłuższą metę odwracało
      się przeciw mnie. Teraz staram się mieć z nią jak najmniej kontaktu. I o to
      mama ma do mnie chyba największy żal. Od ludzi się dowiaduje co się w moim
      życiu dzieje. W zeszłym roku zaczęłam się spotykać z mężczyzną kilka lat
      młodszym ode mnie. Zaprzyjaźniliśmy się ale jeszcze nie chciałam sie wiązać.
      Jak się dowiedziała o tym moja mama to płakała dzień w dzień że "mnie będzie
      bił i od kurew wyzywał" . Nie wytrzymałam napięcia i zerwałam znajomość.
      Normalnie na co dzień jest w miarę spokojnie, ale od czasu do czasu nieźle mi
      daję gadaniem do wiwatu. Już przestałam jej odpowidać na "zarzuty: bo
      musiałabym tłumaczyć ze nie jestem żyrafą. Zarabiac na siebie zaczęłam jak
      miałam 14 lat. Najpierw korepetycjami a potem gdzie się dało. Na jej utrzymaniu
      byłam kilka lat temu przez pół roku jak szukałam pracy. I to niezupełnie , bo
      zapożyczyłam się u przyjaciół i na potrzeby moje i córki miałam , tylko mama
      utrzymywała dom płacąc rachunki. Nastawiona jestem na ochronę córki i jakoś to
      się kręci. Boję się tylko , że któregoś dnia nie wytrzymam psychicznie.
      • pia.ed Do kim jestem 03.03.04, 10:34
        Troche zdziwila mnie rozpietosc wieku miedzy Wami. Czyzby Twoja mama miala 46
        lat kiedy Ciebie urodzila? Jako pierwsze i jedyne dziecko?
        • Gość: De_passage Trzy kobiety IP: 80.83.58.* 03.03.04, 11:50
          Jak sobie radzisz na codzien? Co czujesz, jak otwierasz drzwi i wchodzisz do
          domu po 18tej? Czy "polykasz" wszystko co mama powie, czy masz jakis system
          ochronny, umiejetnosc przetransformowania tego w parodie, satyre, cokolwiek?
          Czy potrafisz odlaczyc sie od tego, gdy jestes w pracy? Czy masz jakiekolwiek
          mile wspomnienia z mama? Czy potrafilabys odebrac jej wladze, ktora ma nad toba
          i nie przegladac sie w jej oczach, traktowac ja jak zupelnie neutralna
          staruszke i nie odpowiadac na jej postulaty? Czy stawiasz sobie za cel
          pokazanie corce, ze rodzicow, jakichkolwiek, kocha sie i szauje? Jakie sa
          uklady miedzy babcia i wnuczka?
          Kiedys mi poradzono: wyobraz sobie, ze X juz nie zyje. I wyobraz sobie, ze to
          Cie wyzwolilo, i jak wtedy zyjesz. I zacznij tak zyc juz teraz.
          Zawsze mozna sprobowac.
          Serdecznie pozdrawiam i gratuluje mocnego charakteru.
          • kimjestem Re: Trzy kobiety 05.03.04, 08:30
            Kiedyś byłam fanką ksiązek Małgorzaty Musierowicz. Czerpiąc z litereatury
            opowiadałam jaką mam cudowną mamę i jak świetnie się rozumiemy. Czasem w to
            wierzyłam. Mama przy osobach obcych zachowuje się bardzo miło, przyjacielsko i
            ogólnie bez zarzutu. Nigdy się nikumu na nią nie skarżyłam. Do dziś tylko jedna
            moja najbliższa przyjaciółka wie co mam w domu, bo mama się kiedyś przy niej
            odkryła. Na co dzień staram się uzbrajać w cierliwość. Wchodzę do domu i staram
            się zachowywac normalnie. "cześć mamuś" i jesli mi odpowiada to oddycham z
            ulgą , jesli mi nie odpowiada to staram się ją "rozbroić" zartem , opowiadaniem
            o czymkolwiek. Czasem mi sie udaje. Wieczorem siadam przed ekranem i piszę.
            Mam w szufladzie kilka opowiadańi kilka zaczętych powieści, ale boję się
            poddać je ocenie. Układy z wnuczką? Nie wiem jak je określić. Corce nie
            dokłada , ze jest nic nie warta. Dokłada jej że ma ojca sk...syna i matkę ,
            która jej nie kocha. "biedne dziecko , tylko babcia ci została". Wpadałam w
            furię przy takich tekstach , co kończyło się przeprosinami i i płaczem
            wszystkich trzech. Teraz systematycznie tłumaczę Oli , ze babcia kłamie, nie
            rozumie, mówi tak bo jest stara i nie zdaje sobie sprawy ze to ja boli. itd.
            Córka od pewnego czasu rozumie to i odsunęła sie od babci. Nie wierzy jej nawet
            w podstawowych kwestiach. Z babcia rozmawia normalnie. Staram sie jej wpoić
            szacunek do wieku ale nie za wszelka cene. Przede wszystkim wpajam jej szacunek
            do siebie. Bardzo walczyłam o to zeby z ojcem miała normalny kontakt i jak
            najmniej odczuła skutki rozwodu. Chyba nam się udało zniwelować je do minimum.
            Regularnie widuje się z tata i spędza z nim sporo czasu i ma z nim dobry
            kontakt. Ode mnie nigdy nie usłyszała złego zdania o ojcu.
            A tak z zupełnie innej beczki to bardzo wam dziekuje za odpowiedzi na mój post.
            Jestem zaskoczona taka ciepła reakcją. Wyzaliłam sie anonimowo i nie podziwałam
            sie słow otuchy. de-passage dałaś (eś?)mi do myślenia. Ale rzeczywiscie córce
            powtarzam żeby udawał że to jej nie dotyczy ze oglada babcię w telewizji. Sama
            na to nie wpadłam. Od dziś patrze na mamę jak w telewizor:-)))). Ciekawe czy to
            będzie Oskar czy Malina. Pozdrawiam wszystkich.
            • Gość: De_passage Re: Trzy kobiety IP: 80.83.58.* 07.03.04, 10:04
              Droga Kimkestem, mamy cale wagony wspolnych smutkow i poszukiwan...
              jeszcze jedno pytanie, jesli moge: Twoje marzenia w tym szalowym konteksciku?
              Serdecznosci. DP
    • kimjestem Re: moja mama 04.03.04, 08:36
      Urodziła mnie jak miała 46 lat. Taki "wypadek na starość". Moje rodzeństwo było
      już dorosłe i odeszło z domu. Praktycznie jestem więc jedynaczką. O sobie
      zaczęłam myśleć dopiero po urodzeniu córki. Chba wtedy zrozumiałam co to znaczy
      kochać i być kochaną. Do tej pory zawsze "zasługiwałam "na czyjeś uczucia.
      Najpierw mamy a potem męża. Wybrałam go chyab własnie dlatego że mnie
      krytykował. Ja wiem że to nielogiczne , ale tam gdzie w grę wchodzą emocje
      logika nie ma nic do gadania. Przecież skoro mama mi mówiła że mnie kocha i
      jednocześnie mówiła mo same złe rzeczy "z miłości" to jak ja miałam pojmować
      miłość?. Wydawało mi się tez że kocham męża , ale to była tylko ta gotowość do
      zmiany siebie tak jak tego chciał. Nie dawałm rady , byłam coraz bardziej zła
      na siebie , ze nie moge sprostac oczekiwaniom. wniosek: nie zasługuje na ich
      miłośc. Zaczęłam kłamać. Mąż nie zabraniał mi spotykać się z ludźmi ale nie
      był zadowolony kiedy szłam do kogoś albo ktoś przychodził do mnie. Żeby był
      zadowolony okłamywałam go. Prowadziłam podwójne zycie i czułam sie coraz
      bardziej winna. Postanawiałam poprawę przez jakis czas robiłam wszystko jak
      chciał zdawałam sobie sprawę , że cokolwiek zrobię nigdy nie będzie zadowolony
      i znów uciekałam w mój swiat. Ten moj swiat to były ksiązki , pisanie, internet
      i dwie przyjaciólki z którymi spotykałam sie w tajemnicy. Myślałam że jestem
      juz stara brzydka i w dodatku nie doceniam szczęscia , które mam. (czytaj
      porządny maż i dziecko) Jak miałam 27 lat poznałam przez przypadek D. (nie chcę
      operowac imionami). Z nim tez sie spotykałam w tajemnicy i to było moje
      odrodzenie. Nie mieliśmy romansu. D. powoli tłumaczył mi że jestem wartościowym
      człowiekiem był dla mnie psychoterapeutą a ja wylewałam nagromadzony latami
      żal. D. Mowił mi normalne zwykłe rzeczy, że nie musze się zmieniać , że lubi
      mnie taką jaka jestem. Kochał mnie, ale dla mnie to było za wcześnie. Nie
      wierzyłam w jego słowa. Myslałam ze mnie nie zna i dlatego tak tak mówi.
      Uciekałam od niego bo bałam sie że jak mnie pozna to zmieni zdanie i
      jednoczesnie ciagnęło mnie do niego , bo czułam się przy nim piękna, mądra,
      dobra. D. zniknął z mojego zycia ale dał mi siłę . Nawet nie wiem ile mu
      zawdzięczam. Zbuntowałam się i zaczęłam walczyć. Przestałam kłamac i zaczęłam
      egzekwować szacunek do siebie. Moj mąz był najpierw zdziwiony a potem przestał
      mnie kochać. Nie byłam juz potulnym cielątkiem. Po dwóch latach odeszłam od
      męża. Do mamy. Z deszczu pod rynnę chyba, bo z mamą nie mogę się zwyczajnie
      rozwieźć. Nadal uciekam w ksiązki i moje pisanie. Teraz mam jeszcze córkę i
      naprawdę fantastyczny kontakt z nią. Mam jeszcze marzenia. Jestem "wariatka ,
      która uciekła uciekła od męża chociaż jej nie bił". Własciwie mogłabym się nie
      kłocić z mamą tylko zyć tak jak ona tego ode mnie wymaga iść na kompromis , ale
      nie chcę dać się znów zapędzić w udawanie. nie chcę znów nie wiedzieć kim
      jestem. Zwłaszcza , że w trudnych chwilach jeszcze siebie szukam. Ale jestem
      dzielna
      • Gość: olina2 Re: moja mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 23:40
        Też żyję z matką pod jednym dachem i jedna z wielu rzeczy, nauczyłam się moją
        matkę traktować jak sąsiadkę. pozdr
    • Gość: Kasia Re: moja mama IP: *.zetosa.com.pl 07.03.04, 01:13
      niesamowite jak czyta się Twoje posty. twoja swiadomośc etapów jakie przeszłaś,
      swiadomośc w jakim jesteś teraz punkcie...swiadomośc zycia jest dla mnie
      niesamowita. Chyba powinnaś otworzyć szyflade i dać sobie szanse na inny zawód.
      Mnie Twoje posty wiele dały do myslenia. Nie tego pewnie oczekiwałaś.
      swoimi pytaniami mnie pomogłas, dzieki:)
      • Gość: baba Re: moja mama IP: *.acn.waw.pl 07.03.04, 11:41

        Wiesz, to okrutne, co napisze, ale Twoja matka juz dawno osiagnela przecietna
        wieku, wytrzymasz jeszcze tych kilka lat.
        Twoj problem chyba polega na tym, ze czujesz sie winna, bo nie mozesz nic
        poradzic, ze czekasz na ten moment.Dobrze sobie radzisz z jej gadaniem, na
        corke babcia nie ma zlego wplywu, jestes kobieta samodzielna, madra, pelna
        marzen. Matka probuje zatruc Ci zycie, utrudnia ulozenie sobie zycia, ale
        najbardziej Cie gryzie to, ze jej nie kochasz i czekasz na wyzwolenia od jej
        obecnosci.
        Nie samobiczuj sie, Twoje odczucia sa zrozumiale, nie jestes potworem moralnym.
        Pozdrawiam
    • randybvain Babcia jędza, matka cięrpietnica, a córka... 07.03.04, 14:20
      Droga Kimjestem, przeczytałem twoją historię i nie wiem, czy mam ci współczuć,
      czy porządnie ochrzanić. Twój problem polega na tym, że jesteś DDS - dziecko
      Dorosłego Sadysty. Dla ciebie miłość=obelgi i cierpienie. Tak ci wpoiła matka.
      Dlatego akceptujesz status quo, nie bronisz się przed matką, dopóki ona
      naprawdę cię nie złamie. Akceptujesz obecną sytuację i nie akceptujesz jej
      jednocześnie i to rodzi w tobie konflikt. Kochasz swoją matkę i jednocześnie
      jej nienawidzisz. Masz żal do niej i do siebie jednocześnie. Książki mówią ci,
      że wszystko jest proste, że jak ktoś kocha, to kocha i zachowuje się, jakby cię
      kochał. Tymczasem rzeczywistość przeczy faktom książkowym, ktoś z miłości cię
      rani i sprawia ból.
      Jednak potrafiłaś walczyć z mężem, a nie potrafisz z matką i robisz z siebie
      kozła ofiarnego dla dobra "świętego spokoju" i ogólnej zgody. Tłumaczysz sobie,
      ze to dla córki wolisz ustąpić, aby dziecko widziało zgodną rodzinę, żeby nie
      miało traumatycznych doświadczeń. Ale sama je w ten sposób okłamujesz, bo
      uczysz jej takiego jak twój stosunku do babci. Twoja córka ma pewnie ciężki
      orzech do zgryzienia. I prawdopodobnie powtórzy schemat i porzuci męża, jak
      sobie kogoś ewentualnie znajdzie. Wielokrotnie powtarzane przez babcię obelgi
      na mężczyzn zrobią swoje i nawet jeśli świadomie chłopak będzie dla niej miły,
      ona postąpi tak samo jak ty z D. - wmówi sobie, że nie jest gotowa, że jest
      niegodna, cokolwiek, aby sama przed sobą wytłumaczyć swoje niezrozumiałe i
      nielogiczne postępowanie.
      Co powinnaś zrobić? Moim zdaniem powinnaś wypowiedzieć otwartą wojnę,
      uzewnętrznić swoje emocje. Nie próbować rozmawiać z matką, ale dowalić jej ile
      się da. Sarkazm jest największą bronią. Machnij ręką na to, co ona będzie o
      tobie rozpowiadać, bo i tak będzie się mścić. Nie tłumacz jej, nie próbuj
      usprawiedliwiać, że stara, ze tak naprawdę ona nie chce... Broń się. Lepiej,
      abyś prowadziła otwartą wojnę, niż gdyby to miały byc stosunki typu Izrael i
      Palestyna. A najlepiej wyprowadź się i zostaw tę jędzę samą, by zgniła w
      odosobnieniu i izolacji.
      • Gość: baba Re: Babcia jędza, matka cięrpietnica, a córka... IP: *.acn.waw.pl 07.03.04, 15:49

        Nie zgadzam sie z Toba.
        Kimjestem nie jest cierpietnica- ona po prostu dokonala wyboru.
        Jej matka nie zmieni sie poprzez awantury, Kimjestem tez nie, poniewaz z nia
        jest po prostu wszystko w porzadku.Znalazla sie po prostu w sytuacji, ktora
        trzeba przetrzymac. Zrobila blad kupujac dom od matki i tym samym wiazac sie z
        nia. Gdyby nie to, na pewno nie mieszkalyby razem.
        Jesli chodzi o corke, Kimjestem nauczyla ja dystansu do babci, nie sadze, zeby
        te doswiadczenia zawazyly na jej zyciu. Zawazylyby, gdyby uwazala sytuacje za
        normalna (tzn. babcia jej matke poniza, a matka sie tym przejmuje, lyka to,
        uznaje jej prawo do ponizania).
        Tak nie jest. Kimjestem miala wybor i dokonala go, bo w tym przypadku awantury
        zabralyby jej mnostwo energii, a niczego by nie zmienily.
        Czy majac w domu osobe , powiedzmy, ze starcza skleroza z domieszka paranoi
        (wcale nierzadkie), ktora oskarza domownikow o okradanie jej, czy klocilbys
        sie z nia ?
        Jesli tak, to w kjakim celu ?
        Pzdr
        • Gość: De_passage Re: Babcia jędza, a karawana jedzie dalej IP: *.abo.net2000.ch 07.03.04, 21:10
          Popieram Babe. Ciezkie opieprzanie 80cioletniej kobiety niczego nie poprawi.
          Ani szanownej staruszki, ani samopoczucia Kimjestem, ani atmosfery w domu. Pani
          Babcia swoje przezyla i swoje wie, nie ocknie sie po uslyszeniu kilku trudnych
          prawd. Raczej pomaszeruje sobie zwawo do sasiadow/dek z malego ponoc miasteczka
          i poinformuje wszystkich, ze sie nie mylila co do corki: corka udowodnila, ze
          jest zla i sie nad stara matka zneca. A wszyscy wiemy, jak to jest w malych
          miasteczkach. Osobiscie staralabym sie znalezc sposob na zdyskredytowanie
          Babuni, czyli oslabienie jej wplywu/obecnosci przez obecnosc rozmaitych innych
          osob. Przeciez jest to dom Kimjestem i ma ona prawo zapraszac tam kogo chce. Ma
          tez prawo do zabrania sie czasem z corka do rozmaitych przyjaciol na noc lub
          dwie. Osobiscie, ale to naturalnie tylko moja milosc absurdu, nie zadna rada,
          powiesilabym w korytarzu obok babcinego pokoiku sliczny obrazek przedstawiajacy
          chatke z piernika na kurzej stopce.
          Inny aspekt (but not least): Przypuszczam, ze DS Babcia potrzebuje czuc, ze ma
          wladze i ze ktos sie pod nia ugina. Inaczej mialaby wrazenie, ze nie istnieje.
          Awantura bylaby dla niej woda na mlyn, dowodem, ze jest, prowokuje czyjes
          emocje, super, moze dalej wkrecac swoja spirale nienawisci i zemsty...pewnie
          sama Kimjestem nie wie dobrze za co ta zemsta.
          Oprocz obelg i umiejetnosci ranienia, DS Babcia nie dysponuje zadna inna
          bronia. Fizycznie bym sie jej chyba nie obawiala, na spadek Kimjestem
          prawdopodobnie nie czeka, kumpli Ukraincow z kastanietami pewnie nie posiada,
          no i nie przypuszczam, zeby Kimjestem drzala na mysl, ze zostanie pozbawiona
          matczynej milosci, bo juz chyba do jej braku przywykla. Babcia jest
          laboratoryjnym przykladem osoby bez znaczenia. Miarka jej istnienia jest
          cierpienie zadane wlasnemu dziecku. Jesli Kimjestem odbierze jej owa miarke,
          jesli Babcia sie zorientuje, ze jej cala zlosc trafie w proznie, nikogo nie
          raniac, bedzie musiala sobie znalezc inny dowod wlasnej obecnosci na tym
          swiecie. Ewentualnie zmienic swiat... jest to oczywiscie wybor, ktory nalezy do
          babci. jedyne, co ma do zrobienia Kimjestem, to uswiadomic sobie, ze nic, co
          babcia zrobi lub powie, nie jest w stanie jej ponizyc ani zasmucic. Jest to w
          sumie nawet znosniejsze niz np rwanie w zebie lub hemoroidy, od ktorych nie
          mozna uciec w zaden sposob.
          Kimjestem, precyzuje ze absolutnie nie porownuje Twojej Mamy do hemoroidow.

          I serdecznie pozdrawiam.
    • kimjestem Re: moja mama 09.03.04, 08:43
      Witajcie , piszę do was jak do kandydatów na przyjaciół:-). Padło pytanie o
      moje marzenia. Chcę się uczyć. Wymyśliłam sobie że objedziemy kiedyś z córą
      świat dookoła. Nie z wycieczkę tylko na własna rękę. Marzenie na razie czeka a
      my uczymy się języków. Razem uczymy sie angielskiego a ja sobie odświżam
      niemiecki i rosyjski. Jeden film po rosyjsku dziennie i dwa dialogi z
      niemieckiego. Angielski na poziomie trzeciej klasy szkoły podstawowej :-)).
      Córcia chce się uczyć jeszcze francuskiego i włoskiego a ja mam w planach
      hiszpański jak opanuję w miare te trzy które teraz katuję. Kasy na podróżowanie
      jeszcze nie mamy więc mamy troche czasu. Marzę o tym zeby napisać książkę.
      Zaczęłam parę histori i wszystkie leza w szufladzie i czekają na wenę twórczą.
      Na razie ta moja ksiązka jest we mnie. Najpierw się martwiłam ze nie potrafię
      jej z siebie "wylać " na papier, ale pocieszył mnie Pilch. Mówił w jakimś
      wywiadzie że z niektórymi historiami w głowie chodził 10 lat zanim je napisał.
      Widocznie moja historia jeszcze nie dojrzała i dlatego siedzi w mojej głowie.
      Ale wierze w to że kiedyś dojrzeje.
      Kasiu nie wiem jak ci pomogłam ale jesli tak to bardzo sie cieszę. Widocznie w
      szystko w zyciu dzieje sie "po coś" widocznie ta czara goryczy , która mi sie
      przelała któregoś dnia i skłoniła do wyzalenia się na forum na cos się komuś
      przydała. Pozdrawiam cieplutko, jeśli bedziesz miała ochote do mnie napisać to
      smiało. Pozdrawiam babę. Mądra z ciebie baba. Ujęłaś jednym zdaniem sedno
      rzeczy. De passage nadal nie wiem w jakim rodzaju mam się do ciebie zwracać ale
      wyczuwam drugą mądrą babę. Dziękuję wam. Do osoby która zechciała mnie
      ochrzanić za bierność. Pozdrawiam serdecznie. Moze zmylił cię mój pierwszy
      post . Jak go teraz czytam , to rzeczywiście wydaje mi się szalenia
      rozpaczliwy. Rozumiem twoja radę , bo na fali buntu też przechodziłam etap
      buntu i odpowiadania oko za oko. Ale po pierwsze skutek był taki ze nakręcała
      się wzajemna spirala nienawiści a nienawiść to jednak ogromne emocje. Nigdy z
      nią nie "wygrałam" Wszyscy byliśmy przegrani. Zawsze potrafiła mi powiedzieć
      coś takiego co zwalało mnie z nóg i nie byłam w stanie walczyć dalej. Teraz nie
      jestem bierna ale staram się nie angażować emocji. Odpowiadam spokojem na
      agresję i ignoruje płacz. Tylko ja wiem ze ten spokój jest pozorny i wiele mnie
      kosztuje , ale sie sprawdza. Opanowałam kilka zdań "kluczy" i jakos sobie
      radzę. Na przykład. "mam na ten temat inne zdanie mamo" "to nieprawda, mamo""
      nie bede na ten tamat dyskutowac , mamo". Wiecie , co sobie uświadomiłam? że
      ona jets bardziej przegrana ode mnie, bo ona nie umie kochac. Czy wyobrazacie
      sobie zycie bez umiejętności kochania? Ja jestem mimo wszystko wygrana.
      Pozdrawiam cieplo.
      • randybvain Re: moja mama 09.03.04, 11:28
        Droga Kimjestem!
        Proponowałem ci otwartą wojnę z jednej prostej przyczyny: w moim przypadku
        okazało się to skuteczne. Nawet w srodowisku obroniłem się w ten sposób, że
        wykazałem, że moja matka bezpodstawnie mnie oskarża i sama jest szalona. Jednak
        masz rację z tą nakrecającą się spiralą nienawiści. Trudno coś doradzać, gdy
        nie ma się pełnego obrazu sytuacji. Tak czy owak uwazam, że bierność nie
        doprowadzi do niczego, bo pozostawia cię w sytuacji, gdy czekasz na jej śmierć,
        bo tylko ona może przynieść wyjście z tej sytuacji.
        Pozdrawiam serdecznie
    • kimjestem Marzenie 09.03.04, 08:48
      ... i jeszcze mam takie marzenie , ze ktoś mi kiedyś wpadnie do mojego
      zyciorysu. Chyba mogłabym już nauczyć sie dawać i brać.
      • Gość: ika Re: Marzenie IP: *.energis.pl 09.03.04, 16:49
        własnie po to weszłam dzis na to forum..niesamowite. Nie masz pojecia, jak
        bardzo Cie podziwiam. Ja nie mieszkam ze swoja mama teraz, czasem z pewnych
        przyczyn mieszkamy razem miesiac lub dwa. mam 27 lat, syna. Moja mama tez jest
        mlodsza niz Twoja. I mowi mi mniej tego typu rzeczy, poniewaz rzadziej jestesmy
        razem i poniewaz ma wieksza kontrole nad soba i gdzies tam wie, ze tego nie
        chce. Ale jak bylam mala, duzo mnie bila, wtedy tez nie panowala nad tym, co
        wykrzykuje, zupelnie.
        NO i ja mam problem. Wszyscy wokol sa zachwyceni tym, jak dojrzale wychowuje
        swoje dziecko. Nad swoim problemem pracuje co najmniej 11 lat. I czuje sie jak
        looser, bo moje dziecinstwo wciaz odbija sie na moich reakcjach na synka. Tyle
        lat, i bynajmniej nie nakreca mnie czucie sie ofiara mojej mamy, doskonale
        wiem, czemu ona nie radzi sobie z emocjami, kocham ja i wspolczuje,
        jednoczesnie nauczylam sie nie przyjmowac do siebie tego, co mowi. Wiem, ze to
        jej problem. Ale wciaz mam ten sam! MOja pierwsza reakcja na synka w wielu
        sytuacjach jest gniew, irytacja, najczesciej od razu zobaczona i odpuszcza, ale
        czasem powiem cos lub krzykne. potem wyjasniam, przepraszam, lub udaje mi sie
        od razu kontrolowac. Nie bije go. I zwykle komunikuje sie z nim swiadomie. Ale
        czasem, tak jak dzis, mam ochote, naprawde, sie zabic. Albo jego. Oczywiscie,
        to tylko ochota, ale boje sie, ze ktoregos dnia mi sie przeleje i go skatuje.
        Czuje sie strasznie, bo tak bardzo tego nie chce. Tak bardzo chce zamknac ten
        rozdzial. a tak bardzo mam wdrukowane te reakcje.
        I co ja mu pokazuje? ignoruje mnie, gdy cos mowie, a ja wychodze z pokoju z
        taka aura "nie zniose juz tego". wtedy on mnie przeprasza. co to za chory
        wzorzec mu daje? bedzie sie czul winny stanow mamusi przez lata, jak ja?
        nie bardzo umiem teraz skladnie to opisac. Ale chcialam Cie zapytac- czy nie
        odbija sie twoje napiecie na waszych relacjach z corka? Jak Ci sie to udaje?
        gdzie odreagowujesz albo jak udalo Ci sie od tego uwolnic?
        Pracuje nad tym caly czas. to jakis absurd.
        moim marzeniem jest byc normalna matka.

        • kimjestem Re: Marzenie 09.03.04, 21:02
          ika nie jestem idealną matką i nie chce tutaj występować w roli ekspertki, ale
          bardzo sie staram. Urodzenie córki to wielki przełom w moim zyciu. Postanowiłam
          sobie , ze będę inna matką dla nij niż moja matka dla mnie. Kosztowało mnie to
          i nadal kosztuje wiele pracy. Tak samo jak ciebie. Najważniejsza jest chyba
          swiadomość. Wiele razy powstrzymywałam krzyk. Nigdy jej nie uderzyłam , ale też
          wiele mnie to kosztowało. Jeśli wzbiera we mnie złość taka nieproporcjonalna do
          przewinienie dziecka , albo taka która siedzi stłumiona i czeka na "okazję" do
          ujścia, szukam sposobu na zmęczenie. Takie zmęczenie fizyczne. Zabieram się za
          porzadki, pranie gotowanie, cokolwiek. Córce mówię : Kochanie, w srodku jestem
          zdenerwowana, nie chcę teraz rozmawiać, bo cała moja złość wyleje się na
          ciebie. Umówmy się na rozmowę o Twoim zachowaniu (bałaganie w twoim pokoju, o
          kłamstwie, o krzyku, o tym że muszę kilka razy powtarzac polecenia ,
          niepotrzebne skreslić)) za godzinę. Przygotowuje się do takich rozmów. Teraz
          przychodzi mi to łatwiej i z wypracowałyśmy sobie obie jakiś system ale kiedyś
          przygotowywałam się do takiej rozmowy biorąc kartke i długopis i pisałam co
          chcę osiągnąc. Unikam sformułaowań , bo ty zawsze , albo bo ty nigdy i daję jej
          możliwość obrony. Sama wielu rzeczy się nauczyłam. Jeśli dojdziemy do wniosku
          RAZEM że zachowała się nieodpowiednio to dostaje karę, którą sama sobie wymyśla
          i ustalamy zasady na przyszłość. Mamy tych zasad mnóstwo , ale po pierwsze
          konsekwenscja z jednej i z drugiej strony po drugie unikam ze wszystkich sił
          reakcji "na gorąco". Nigdy nawet w największej złości nie powiedziałam jej że
          jej nie kocham, nigdy nie powiedziałam jej , ze jest głupia, nic nie warta i
          niczego nie osiągnie. Jesli podnosze głos , córka mi przerywa i mówi "nie
          krzycz" Jeśli mnie ponosi i krzyczę to mówię że nie podoba mi się jej
          ZACHOWANIE , nigdy ona. Nauczyłam się mówić przepraszam , nie powinnam była
          krzyczeć, byłam zdenerwowana i przesadziłam z reakcją. Rozmaicie bywa. Daję
          sobie prawo do niebyycia ideałem, ale nie daję sobie prawa do krzywdzenia
          córki. Ani nikogo innego.
          • Gość: ika dziekuje IP: *.energis.pl 10.03.04, 01:21
            jestes kochana. dziekuje Ci bardzo za odpowiedz. Nieslychanie mnie umacnia. Mam
            podobne podejscie, tylko ze czasem czuje sie wciaz taka przegrana, ze jeszcze
            sie z tym do konca nie uporalam. Akceptacja emanujaca z Ciebie przypomina mi,
            ze popedzanie siebie nie ma sensu. Ze nie bede nigdy doskonala. Cudowny pomysl
            z tym odkladaniem rozmowy na pozniej. Moj synek jest na tyle maly, ze gdy chce
            sie zaangazowac w cos na dluzej, np pranie czy sprzatanie, gdy on jest domu (
            chodzi do przedszkola), odbiera to jako odrzucenie. oczywiscie, nie gdy to trwa
            jakas chwile, ani nie, gdy sam ma zajecie. ale gdy wybieram to wlasnie po to,
            by moc sie uspokoic, boi sie ze go odrzucam i wtedy koniecznie chce ze mna
            pobyc, wymysla rozne preteksty, ktore wywoluja we mnie poczucie winy, ze chce
            sie odseparowac. Ale ogromnie pocieszam nie, ze za jakis czas bede mogla to
            zastosowac z powodzeniem. na razie to jest glowny problem- przy malym dziecku
            gdy musze na moment pobyc sama w sytuacji gdy on wyczuwa we mnie napiecie.

            Ojej, ojej. Alez Ci dziekuje. Ogromnie mi bylo dzis potrzebne porozmawiac z
            kims na ten temat. I bardzo mi pomoglas. Jestem caly czas pod wielkim
            wrazeniem. Nie masz pojecia, ile wsparcia dalas tutaj i ile przykladu jak
            swiadomie mozna radzic sobie z tak ciezkimi sytuacjami.

            ktos tu kiedys uzywal takiego zwrotu : standing ovation!
            NO wiec wlasnie. Chyle czola.
            pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
            • kimjestem Re: dziekuje 10.03.04, 08:20
              ika , twój synek zna cię lepiej niż sobie wyobrażasz. Przeciez dla niego jestes
              jeszcze całym światem. Ja sama zauważyłaś wyczuwa w Tobie napięcie i się boi.
              Mów mu o tym. Nie jest jeszcze za mały wierz mi. Powiedz "jestem zdenerwowana,
              ale nie na ciebie, potrzebuję chwili ciszy , spokoju, musze posiedzieć w
              łazience, wziąć kąpiel , niepotrzebne i skreślić i zaraz cię przytulę. Znajdź
              mu zajęcie na ten czas. Poproś by narysował dom , przedszkole , wymarzone
              zwierzatko, cokolwiek. Jest za mały by dał ci godzine czy dwie , ale myslę , ze
              jest wystarczajaco duży by juz miał swoje obowiązki. On nie zrozumie , ze ty
              musisz coś zrobić w domu dopóki sam nie bedzie musiał czegoś robić. Spróbuj go
              angazowac w to co ty robisz. Pogódź się z tym ze wtedy sprzatanie czy pranie
              czy gotowanie bedzie trwało dłuzej nastaw się na to i wtedy nie będzie cię to
              irytować. Niech posortuje ubranie do pranie na białe i kolory. niech wyciagnie
              z pralki uprane i podaje ci wieszania, niech układa swoje zabawki. Na pewno
              znajdziesz jakieś sposoby zeby go zangazować. Jak moja córeczka była mała to
              zaczynałam tak: Słoneczko moje, bawimy się. Ja będę Mamą a ty bedziesz Grzeczną
              Córeczką. Mama i grzeczna córka gotują dzisiaj obiad. Mama obiera ziemniaki a
              córka je myje i wkłada do garnka. I tak dalej. Wtedy się jeszcze nabierała:-).
              Teraz mi mówi : Wiesz co mamao ta zabawa jest nudna, pobawmy się w mamę i
              niegrzeczną córeczkę. Mama bedzie sprzątać a niegrzeczna córka czytać:-). Wiesz
              co zastałam z nia sama jak była w przedszkolu. Pracuję , więc nie miałam
              możliwości spędzania z nią czasu. Ale ustaliłyśmy sobie taki NASZ czas. Godzina
              po kolacji. Do dziś tak mamy. Czesto jest to jedyna godzina w ciagu dnia kiedy
              siadamy , czy kładziemy się i rozmawiamy. Kiedyś ja jej czytałam, teraz czesto
              ona mi czyta, albo opowiada o szkole. Jeśli jest to stały czas, umówiony to
              córka nie ma do mnie pretensji kiedy po pracy zajmuję się czymś innym. Ona juz
              wie że po kolacji będzie NASZ czas.
              Iko nic nie piszesz o ojcu twojego synka. Jakie są relacje między nimi? Zadbaj
              o to żeby mieli kontakt. To ważne. Aha i jeszcze jedno doskonałość jest
              nieludzka. Pozdrawiam cieplutko. Pisz.
            • kimjestem Re: dziekuje 10.03.04, 10:20
              ika teraz bedzie krótko. Przypomniało mi sie jeszcze cos waznego. Jak cos
              robisz to śpiewaj, albo chociaż nuć. Syn będzie czuł twoja obecność nawet jesli
              on bedzie w pokoju a ty w kuchni. Trzymaj sie
              • Gość: Ania Re: dziekuje - polecam ksiązke nt temat IP: *.zetosa.com.pl 10.03.04, 23:14
                Twoje sposoby sa opisane w swietnej ksiazce Jak sluchac by dzieci mowily, jak
                mowic by dzieci sluchaly. jest tam wiele praktycznych rad, nie tylko dla
                starszych dzieci. Mamy 2-4 latkow znajda wiele pomyslow i dla siebie!
                POlecam!
      • Gość: gosia Re: Marzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 00:26
        nie jestem pewna czy mogłabys sie nauczyc bo nie masz jaj zeby zachowac to co
        dla ciebie wazne
        zycie jest krotkie i owszem uczymy sie cale zycie ale tez nie mozemy ciagle
        tracic czasu na uczenie sie tego jak zyc, nalezy po prostu zyc
        !
        mialas juz kogos z kims sie przyjaźniłaś i mimo to zerwałas z nim bo mama ci
        gadała
        no sorry masz 34 lata a ona 80 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • kimjestem Re: Marzenie 11.03.04, 07:49
          Gosia jak się patrzy z boku to pewnie wszystko jest proste. W srodku jest
          inaczej. W srodku sa emocje a one niewiele mają wspólnego z logiką. Wiesz co
          napisałam o tym ze chcciałabym zeby mi ktoś wpadł do zyciorysu ale nie jest to
          dla mnie najważniejsze. Ja właśnie staram się "po prostu" zyć , tak jak
          napisałaś. Zerwałam , bo mama mi gadała , ale weź tez pod uwagę okoliczności.
          Ten związek i takby nie przetrwał. Był za bardzo obciążony. Po pierwsze róznica
          wieku między nami, po drugie ja - rozwódka z dzieckim on kawaler. Małe
          miasteczko i do tego codzienna porcja informacji odpowiednio przetworzonych o
          tym co ludzie o nas gadają. Być moze trochę szukam usprawiedliwienia i
          rzeczywiście "nie mam jaj" :-). Ale nie żałuję tej decyzji. To widocznie
          jeszcze nie był TEN. Pozdrawiam.
    • marusia_ogoniok [...] 11.03.04, 10:06
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: ja Re: Jaki wół taka i skóra, jaka mać taka i córa IP: *.acn.pl 11.03.04, 12:59
        co za cham
      • kimjestem Re: Jaki wół taka i skóra, jaka mać taka i córa 11.03.04, 14:35
        eh maruśka , maruśka z wróżbiarstwa to ty się raczej nie wyżyłabyś chociaż
        twoja wnikliwa analiza tematu poparta głęboką wiedzą z przysłow ludowych
        zrobiła na mnie duże wrazenie. Jak skończę pisać wdzieje worek pokutny i udam
        się na pielgrzymkę do Częstochowy w intencji odmiany mojego przesądzonego losu.
        Częściowo masz rację, mam po matce kilka cech charakteru, podobny typ urody i
        być moze nawet zadatki na jędzę. Mam tego świadomość i walcze z tym z całych
        sił i z niezłym skutkiem jak na razie. Zdecydowanie nie mam jednak "bachora" i
        nigdy nie chciało mi się "dymać". Aha i sprawdź w słowniku słowo "genetyka"
        • procesor kimjestem 11.03.04, 22:08
          Nie przejmuj sie Maruśką, zreszta to facet. Jego cała twórczość jest mniej
          więcej taka.
          Mam pytanie - czy twoje starsze rodzeństwo nei mogłoby choc ze dwa tygodnie
          pogościc u siebie mamusi?? Żebys odpoczęłą i we własnym domu złapała trochę
          oddechu..
          :)
          • kimjestem Re: kimjestem 12.03.04, 07:19
            Na dłużej nie mogą. Mój brat nie odzywa sie do matki od 15 lat i mieszka na
            drugim końcu Polski. Drugi brat mieszka w dwóch pokojach z zoną i dziećmi i nie
            ma miejsca. Najstarsza siostra czasem mi pomaga i zabiera mamę na niedzielę.
            Ale też unika takich niedziel i ja jej się nie dziwię. Mężą mojej siostry mama
            nienawidzi i daje temu wyraz na każdym kroku. Rozpieprzyłaby im małżeństwo
            gdyby z nimi mieszkała. Zresztą całego rodzeństwa mimo wszystko ja sobie
            najlepiej z mamą radzę. Wpadłam na pomysł żeby ja do jakiegoś sanatorium wysłać
            na kilka tygodni to odpocznę. Tylko nie bardzo wiem jak to załatwić. Może ktoś
            wie?
            • Gość: kawa Re: kimjestem IP: *.chello.pl 12.03.04, 08:50
              zacznij od lekarza rodzinnego i opowiedz mu o zmianach związanych ze starczą
              demencją, jake mozna zaobserwować u Twojej mamy.
              Wiele chorób otępiennych zaczyna sie agresją wobec otoczenia - starszy człowiek
              coraz mniej rozumie z otaczającego świata a więc coraz bardziej się go boi, a
              jego reakcje stają sie infantylne - na frustracje reaguje agresją, i staje się
              bezkrytyczny wobec siebie.
              Jesli mama bierze leki, lekarz powinien przepisac lekki środek uspokajający,
              który łykałaby z innymi tabletkami.
              Tak samo z sanatorium - spróbuj załatwić skierowanie w przychodni.
              Jesli się nie uda - wyslij mamę prywatnie, to nie jest bardzo drogie, zwłaszcza
              poza sezonem wakacyjnym. Zacznij jednak od lekarza rodzinnego, on Ci może pomóc
              przekonac mamę o sensowności takiego wyjazdu.
            • Gość: nadajaca Re: kimjestem IP: *.ip-pluggen.com 12.03.04, 10:23
              Do sanatoriow wysyla sie wylacznie ludzi po ciezkich operacjach jako
              konwalescentow.
              Jest tez cos posredniego, gdzie trzeba miec skierowanie od lekarza na
              leczenie, gdzie sa codziennie wizyty lekarskie.
              Wiem ze warunkiem wyslania kogos na leczenie jest to, ze musi sie poruszac sam
              i nie moze np miec pieluch.
              No o i trzeci rodzaj to domy zdrowotno wypoczynkowe, gdzie nie ma rygoru i
              dostaje sie zabiegi. Prywatnie nie trzeba skierowania, ale jak ktos chce miec
              znizke to trzeba.
            • Gość: Mik Re: kimjestem IP: *.elsat.net.pl / *.elsat.net.pl 12.03.04, 12:11
              Witam
              Jestem ojcem--staram się być jak najlepszym(ok pochwale się)żona mówi że jestem
              lepszym ojcem niż ona matką---eee tam---dużo mi brakuje
              • kimjestem Re: kimjestem 12.03.04, 14:49
                ja mam pisać? powiedz trochę jakim jesteś ojcem. Moja córeczka spotyka się z
                tatą dość regularnie. Conajmniej raz , albo dwa razy w miesiącu. Dzieli ich 100
                km , więc to nie jest tak mało. Kocha go bardzo. Właściwie nie wiem jakim on
                jest ojcem. Nie potrafie tego ocenić.
    • Gość: o2 Re: moja mama IP: *.waw.pl 12.03.04, 16:40
      Z duzym zaciekawieniem przeczytałem ten wątek.
      kimjestem stosuje rózne metody już wynalezione do polepszenia komunikacji
      właśnie z dziećmi.
      Ciekawy jestem czy to wymyśliłaś sama czy stosujesz techniki już gdzieś
      przeczytane.
      Swoją drogą z jednym się nie zgadzam: z tą konspiracją.
      Gdy mamy do czynienia z przemocą najlepiej ją ujawnić.
      Przed najbliższą rodziną na początek. Działa bardzo oczyszczajaco.
      Pozdrawiam ciepło
      O2
      • kimjestem Re: moja mama 13.03.04, 14:00
        Jeśli chodzi o córkę to trzymam się kilku zasad. Słucham jej i staram się
        traktować poważnie i staram się być konsekwentna. Dużo czytam więc pomysły na
        to jak sobie radzić przychodza często z literatury i z filmów tzw. familijnych.
        Lubię serial "siódme niebo" i wcale się tego nie wstydzę. :-). Generalnie
        uwazam że nie ma uniwersalnej recepty na udane układy międzyludzkie. Podstawą
        jest chyba porozumienie. Dlatego moja córka wie że może mi wszystko powiedzieć
        ale wie tez że nie musi jesli nie chce. Boję sie czasem , bo łatwego
        dzieciństwa jej nie zafundowałam. Rozwód rodziców, tułanie się po stancjach i
        szkołach i nie stac mnie na wszystko to co maja niektóre kolezanki. Na razie
        widzę jej miłość widzę , ze ciuchy czy gry nie sa dla niej najwazniejsze, widzę
        że jest madra i rezolutna. Czasem się irytuję, że wchodzę do domu po pracy i
        czeka mnie sprzatanie i sto problemów. Babcia płacze, kot zrobił kupę a na
        kurtce córki "sama się zrobiła" plama, w tornistrze "sam sie zepsuł zamek"
        kurtkę trzeba uprac i wysuszyc na jutro, bo drugiej nie ma, do tornistra trzeba
        wszyć zamek którego oczywiście w domu nie ma ) i jeszcze w szkole organizują
        wyjazd do teatru na sztuke na której byłyśmy pół roku temu , składka 20 zł. I
        co? I mam wtedy narasta we mnie złość. Ale przeciez muszę wziąć się w garść. Na
        taka złość mam opracowany patent. Wyobrażam sobie natychmiast , ze zostało mi
        tylko pół godziny zycia. Sposób drastyczny moze troche ale szalenie skuteczny.
        Bo co sie robi najwazniejsze w ostatnich chwilach zycia? no przeciez nie kocia
        kupa ani plama na kurtce. Sposób polecam, przywraca do pionu hierarchie
        wartości. Babcię ignoruję , bo pytanie "dlaczego placzesz?" jest tylko wstępem
        do monologu , który znam na pamięć. Zaczyna się od tego ze w szóstej klasie
        przez poł roku nie odrabiałam pracy domowej z matematyki a kończy się na tym ,
        jakie ona ma wszystkie dzieci nieszczęsliwe i sama przez to cierpi. Idę na
        kompromis i po kocie sprzatam ja :-), chociaz to córki obowiązek jesli go nie
        dopilnuje. Ale w zamian ona sprzata całą resztę bałaganu. Ja robię szybką
        kolację, kurtka do prania , tornister niestety przy blizszych ogledzinach do
        wywalenia trzeba nowy, na wycieczkę pisze usprawiedliwienie , ze dziecko nie
        pojedzie. (oj, mamo to nie szkodzi, że byłam" "córcia 20zł wydamy na kolejną
        część Harego potera") i po godzinie wszystkie problemy , znikają. Nawet babcia
        ogladając we wiadomościach zamach terrorystyczny w Madrycie dochodzi do wniosku
        ze inni ludzie sa bardziej nieszczesliwi. A ta konspiracja o której piszesz to
        rzeczywiście niezbyt dobra rzecz. Chyba czas najwyższy przyznać się czasem
        przed przyjaciółmi do słabości. Powinnam chyba jeszcze zaakceptowac to ,, ze
        nie jestem supermenka tylko człowiekiem , który nie zawsze i nie ze wszystkim
        sobie doskonale radzi.
        • Gość: agawka Re: moja mama IP: *.wh12.tu / *.wh12.tu-dresden.de 15.03.04, 19:32
          Podziwiam Cie bardzo. Jestes silna i madra kobieta. Badz do konca soba i nigdy
          sie nie zmieniaj. Bron swoich racji, bo to Twoje zycie. Masz bardzo silny
          charakter (bynajmniej tak mi sie wydaje). Czuje, ze kierujesz sie w zyciu
          dobrem, a to przeciez najwazniejsze. Twoja corka na pewno jest z Ciebie dumna i
          kiedys jak dorosnie na pewno Ci o tym powie. Masz wiele zrozumienia dla swojej
          mamy, ale z tego co piszesz, wcale nie uwazam, ze nalezy sie jej
          usprawiedliwienie. Kochac to ranic? Czy przez caly czas? Czesto tak bywa, ze
          relacja matka- corka to burzliwa relacja. Trzeba wtedy pojsc na kompromis. W
          zadnym wypadku nie nalezy ulegac, ale bronic wlasnych racji, pogladow i
          spostrzezen. Przytocze tu pewna metafore: "Nie jestesmy dziecmi rodzicow.
          Jestesmy dziecmi Boga". I moze to sprzeczne, ale? No wlasnie! Jesli nie
          bedziemy sie wzajemnie szanowac, nigdy nie bedzie milosci i zrozumienia. Tak
          jest nie tylko w relacjach matka- corka, ale takze w malzenstwie. Ale? Do tanga
          trzeba dwojga i taka jest prawda. Zycze Ci wszystkiego dobrego i aby droga,
          ktora wybralas byla sluszna. Trzymaj sie cieplo!
          • kimjestem Re: moja mama 16.03.04, 08:53
            rozumieć to nie znaczy, usprawiedliwiać. ROzumiem , przynajmniej sie staram,
            ale nie usprawiedliwiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka