Dodaj do ulubionych

samotność a choroba

11.12.16, 14:48
Nie chce by ten wątek był traktowany jako użalanie się a raczej coś w rodzaju przemyśleń.
Nigdy nie skarżyłam się na samotność czy osamotnienie bo czegoś takiego było mało w moim dorosłym życiu. Mam wokół siebie znajomych przyjaciół i ciepłych dobrych ludzi ale no właśnie teraz uświadomiłam sobie, że pojawiła się choroba.
I w chorowaniu czuję się sama w tym wszystkim. Nie mam nikogo, kto mógłby czuwać nade mną wtedy kiedy pragnę polecieć z szóstego piętra.O mojej wie tylko jedna osoba, jest zbyt daleko by być obok.Część wie szczątkowo depresja i tyle.Przyjaciółka nie rozumie dlaczego nie jestem w stanie przyjść na spotkanie. Zrobi awanturę, że nie słucham , że nie może się ze mną dogadać.Bo jej uczucia i chęć wygadanie jest ważna. I zgadza się każdy dba o siebie tylko mnie wiele omija bo jestem za szybą i nie jestem w stanie się skupić. Wie tylko o depresji i niestety nie mam odwagi powiedzieć więcej.
Rodzice nie ogarną tego, spotkam się ze stygmatyzacją i przemocą słowną. Nie uchronią mnie przed mną samą w razie czego, boją się chorób psychicznych jak ognia.Przy nich spinam się by najmniej pokazać swoje szaleństwo. Uciekam do swoich czterech ścian. Bezpieczeństwo daje mi koc, herbata, podłoga przy kominku, ale już wiem by nie ufać sobie.
Po ostatnich moich "szaleństwach" gdzie momentami traciłam poczucie rzeczywistości, nie ufam sobie. W znanym sobie rytmie depresja /hipomania nie traciłam poczucia rzeczywistości, wiedziałam wszystko tylko nie miałam sił na ruch, albo miałam zbyt mało czasu by ogarnąć siebie.
Czytam o Waszych mężach i zastanawiam się jak to jest z zaostrzeniem choroby i wychwyceniem go?
Obserwuj wątek
    • mardaani.74 Re: samotność a choroba 11.12.16, 15:14
      Mam fajnego męża, to naprawdę bardzo dobry, miły, uczynny człowiek. Ale jego świadomość czym jest depresja jest w zasadzie nikła. Sam jest niezwykle zdrowej konstrukcji psychofizycznej i tego typu stany są dla niego czystą abstrakcją. On codziennie realizuje założony plan i nigdy nie ma problemu typu "nie dam rady zwlec się z łóżka". Po prostu zdrowy organizm, działa i funkcjonuje, nie popada w żadne psychologiczne rozkminki. Próby przekazania co mi jest kończą się tym że po prostu zasypia na siedząco, To dla niego jakaś zupełnie obca bajka. Dla niego każdy dzień to nowa szansa na przeżycie czegoś miłego, nie ma lęków, żadnych fobii. Jesteśmy swoimi przeciwieństwami. On akceptuje mnie taką jaka jestem ale bez specjalnego wnikania, rozkminiania. Efektem jest że w zaostrzeniu choroby czuję się bardzo samotna. Nie widzi że mi się pogarsza. Jak leże do południa to widocznie mam ochotę leżeć do południa, jak płaczę to widocznie mam ochotę płakać. Jak nic nie robię i siedzę wgapiona w punkt to też daje mi do tego prawo. Pełna swoboda. Mogę się zapłakać i zagłodzić, albo zajeść na śmierć jeśli taka moja wola. Jeżeli nie poproszę zawieź mi dupę do lekarza, pomóż mi w tym czy w tamtym to sam tego nigdy nie zaproponuje. Po prostu tego nie dostrzega. Najgorsze jest to że ja w depresji jestem agorafobiczna, nie umiem poradzić sobie z codziennością, siedzę jak ciele i nie wiem w którą stronę ruszyć. Nie za bardzo umiem nawet umówić się na wizytę do lekarza, po prostu psychiczna niemota.

      Obserwuję też że moje gorsze tygodnie "wyganiają" go z domui ode mnie, nie zagaduje mnie, zostawia samej sobie bo "wtedy jestem spokojniejsza". Ewentualnie jest też ucieczka w sen, pracę itd.

      Ja bym to określiła tak, to jest wspaniały człowiek na dobre czasy, na złe o tyle że nie robi żadnych wyrzutów, akceptuje bezwarunkowo, że nie dopina łatki, ale w sumie nie umie realnie pomóc.
      Kiedy jest lepiej to nie ma kochańszego milszego człowieka, 100 pomysłów na fantastyczne spędzenie czasu we dwoje itd.
      Z jednej więc strony jest między nami silna więź i chemia, ale z drugiej w depresji niespecjalnie mnie rozpieszcza i muszę się zbierać w sobie, inaczej siedzę sama w pustej chacie, no jest samotność, mimo bycia w związku.
      • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 15:33
        Mardaani smutne to co piszesz.
        Jak tak patrze na to wszystko to o ile depresja jest do przełknięcia przez społeczeństwa i LPD również o tyle już inne leki niekoniecznie. Ja pracuje w dziale medycznym i widzę jak niektórzy z białego personelu wręcz boją się chorób psychicznych, z pacjentami odchodzą się jak ze zgniłym jajkiem. Przeraża mnie coś takiego, bo gdybym powiedziała głośno na co choruje to zmiana zachowanie co do mojej osoby murowana, więc zostaję sama w tym.
        Tak ze mnie wywlekło z wątku Karli rodzicielka w wieku 15 lat mi powiedziała, ze nie ratowała by mnie ( zabieg ratujący życie w wieku noworodkowym)gdyby wiedziała co ze mnie wyrośnie :) . Tak, że pozamiatała sobie naszą relację na zawsze, po próbie samobójczej, gdzie to oni podjęli reanimację, zanim przyjechało PR, to jedyne co usłyszałam ze to na złość im zrobiła.
        Ostatnio nawet doszłam do wniosku, że muszę napisać list, jakbym kiedyś jednak pofrunęła z okna by sobie nie wciskali, że to ich wina, chciałabym zdjąć z nich jakiekolwiek poczucie winy.
        Zastanawiam się na ile otoczenie interesuje się co sie dzieje a na ile to zwykła ludzka ciekawość? wiem surowa jestem ale mimo wszystko, gdzieś mi się tłucze taki rytm.
        • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 15:51
          Ja mam z moim mezem dobrze, na poczatku tez zupelnie tego nie ogarnial, nie rozumial, ale sie zabral za swoja edukacje w tym zakresie i u nas jest ta, ze on od razu wychwytuje zmiany i zaczyna dzialac. Przejmuje z automatu wszystkie zadania, od zrobienia sniadania, telefonu do pracy, telefonu do lekarza, zawiezienia do lekarza itd. Ja tez tak mam, ze nie jestem w stanie nic zrobic, zadzwonic, o wyjsciu z domu nie ma mowy, nie wiem co ubrac itd. Ogladalismy kiedys film Melancholia i wtedy mu powiedzialam, ze to tak wyglada, ze wejscie do wanny jest czynem heroicznym. Nie moge narzekac. Ja przyznalam sie do choroby swojej szefowej, jezeli jest mi gorzej / ja sie wowczas boje ludzi / moge wowczas pracowac z domu dluzej niz oficjalne 2 dni w tygodniu. Nie biore zwolnienia gdy jeszcze moge pracowac i ten uklad sie sprawdza. Jedynie w sytuacji gdy jest strasznie - biore zwolnienie, ale wowczas rodzinny przepisuje mi na swoim blankiecie, zeby plotek nie bylo.
        • mardaani.74 Re: samotność a choroba 11.12.16, 15:55
          wiesz, ja tego nie odczuwam jako smutne, chciałam napisać w miare obiektywnie jak to wygląda u mnie, myślę też że bardziej refleksyjna osoba już dawno by po prostu zwinęła manele i tyle. Więc może to najoptymalniejsza wersja tego co moge w życiu zbudować z drugim człowiekiem?
          Ciebie może ten wpis bardziej ruszył niż mnie bo Ty w ogóle masz ostatnio oczy na mokrym miejscu :)

          W pracy też nikt nie wie co mi dokładnie jest, mam obawy że nie pomogłoby mi to w niczym a zostało wykorzystane. Gdyby wiedzieli z jakim trudem przychodzi mi znalezienie pracy jeździliby po mnie jak po łysej kobyle, a tak coś tam niby mi jest, ale żadnych szczegółów, są raczej utrzymywani w przekonaniu że to choroba somatyczna.

          Rodziców nie obchodzę, oni mnie też już nie. Matka czasem zadzwoni wygadać swoje problemy i naskarżyć na pozostałe rodzeństwo, ale gadam z nią jakby to była ja wiem, sąsiadka? jest mi osobą emocjonalnie obcą.
          Nie wiem czy chciałabym z nich zdejmować poczucie winy, raczej mam chętkę żeby choć raz to poczucie winy poczuli, bo zasłużyli. Na co dzień nie myślę o rodzicach, są jak odległy sen, z każdym rokiem coraz bardziej mglisty i mniej realny. Nie mam ich zdjęć, numerów telefonu, nie wskrzeszam w sobie celowo żadnych wspominek. Czasem jak w przypadku wątku Karli jednak to wraca, już nie ma takiej siły rażenia, ale zaboli, odezwie się jak kolka.

          W otoczeniu jest wszystko i realna chęć pomocy i zwykła ciekawość. Ludzie nie radzą sobie ze sobą i swoim życiem, a co dopiero z problemami innych. Jednak nie popadałabym w takie czarnowidztwo że wszyscy są obojetni, źle nastawieni. Są różni, wszędzie znajdzie się człowiek z sercem na dłoni i wszędzie znajdzie się jakaś kanalia. Ja np jestem nieobojętna, ale pewne w autobusie czy sklepie nie przyszłoby Ci do głowy że obok stoję taka ja :) Może nawet moja poważna mina (takie rysy twarzy) zwiodłaby Cię że jestem np niemiła :)
          Nie pisz żadnych listów, zatroszcz się o siebie z pełną troską, skieruj wobec siebie całą dobroć jaką masz. Człowiek sam sobie może dać bardzo wiele, i jak się sam ze sobą jakoś dogada to i reszta świata przestaje tak uwierać, i zaczyna być całkiem znośnie. Momentami- uwaga- przyjemnie! :D
        • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:04
          Wiesz, chyba wszyscy chorzy na depresję czy inne schorzenia natury nie fizycznej są samotni w jakimś stopniu. Mnie kiedyś otaczało wielu ludzi, a nikt nie rozumiał co się ze mną dzieje, ja sama też nie dopuszczałam tej myśli, że mogę być chora. Każdy miał swoje problemy, nie rozumiał moich, starał się za wszelką cenę je racjonalizować zadając pytania w których nie mogło być odcieni szarości, miało być wszystko albo białe, albo czarne.
          Dopiero kiedy wyszłam za mąż, a ludzie mnie otaczający z dawnych lat się zredukowali do tych prawdziwych przyjaciół, zaczęłam rozumieć, że ja choruję, że nie ogarnę tego sama. Nie tym razem.
          Mąż mnie wspierał. Dość miałam tych wzlotów i upadków. Zaczęłam się leczyć. Znalazłam to forum. Czasem tylko tu pisałam o tym co mnie boli, nie mówiąc nikomu w realu. Raz, że nie chciałam martwić męża, choć wiedziałam, że on wie, że widzi, że mam słabszy czas, dwa tu są ludzie z podobnymi problemami.
          Myślę, że depresja i tym podobne to choroby które same przez siebie czynią nas samotnymi bo, zamykają nas w naszym świecie, świecie choroby, złego samopoczucia, czasem nie mamy siły żyć, a co dopiero udzielać się społecznie.
          Dodam jeszcze, że w przeszłości, przed spotkaniem mojego męża, miałam poczucie, że to ja jestem od rozumienia innych, a mnie to już nikt nie zrozumie, nie wysłucha. Pomagałam ludziom w ich problemach, a w zamian czasem słyszałam "przesadzasz", "czego Ty właściwie chcesz" itp. albo po prostu brak zrozumienia, z czasem sprawiło to, że przestałam mówić szczerą prawdę co we mnie siedzi, a samotność w tłumie się pogłębiała, a wraz z nią depresja, która u mnie przed rozpoczęciem leczenia ukazała się mocniej i dłużej może z raz (kilka miesięcy samotnej walki, miałam około 20 lat), a tak to były wzloty i upadki, dziwne nastroje, zagubienie, czasem leżąc w wannie miałam uczucie, że coś siedzi na mojej klatce piersiowej i pcha mnie pod wodę. Czasem budziłam się niespokojna w nocy. Nie rozumiałam tego, nie wiedziałam, że lęk, panika, że to co tak skrzętnie spycham w siebie chce wyjść.
          Jak się dowiedziałam potem, że to też są stany depresyjne to byłam w szoku bo, zawsze depresja kojarzyła mi się z osobą okropnie smutną.
          Moja pani psycholog kiedy mnie wysłuchała powiedziała mi, że byłam zbyt często w problemach samotna. Powiedziałam jej, że wiem, że ja to zawsze nazywałam, że jestem samotna w tłumie.
          Poza moim mężem kiedy się leczyć zaczęłam pomogły mi dwie osoby, koleżanka która nie chorowała i to ona też w jakiś sposób uświadomiła mi, że samotna walka maskuje problem, oraz koleżanka która chorowała, ona wiedziała co to ten ból.
          Kiedy choroba jest w szczytowej fazie to wydaje mnie się, że takie poczucie wewnętrznej samotności i pustki jest jej elementem. Widzisz, tak jak syty głodnego nie zrozumie, tak nie zawsze zdrowe otoczenie zrozumie chorego.
          Myślę, że nie da się liczyć na zrozumienie wszystkich, najważniejsze by rozumieli choć trochę i wspierali Ci na których nam najbardziej zależy.
          Pamiętaj, że Ty też mocniej odbierasz niektóre bodźce i czasem ktoś powie coś, co jemu wyda się właściwe aby pomóc Ci się ogarnąć, a Ty odbierzesz to jak atak.
          Kiedyś koleżanka (ta zdrowa) podniesionym głosem powiedziała mi coś, wtedy prawie się rozpłakałam, ale potem byłam jej wdzięczna bo, dała mi kopa do działania.
          • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:20
            Zeby nie bylo za rozowo, szefowa sama zapytala mnie, czy choruje na depresje, okazalo sie, ze jej tesc choruje i stad wiocznie wyczula o co chodzi. Teraz owszem mam" komfort chorowania" jednoczesnie wiem, ze kariery juz dalej w firmie nie zrobie, oficjalnie, powinnam myslec o swoim zdrowiu, a stres jest dla mnie wyjatkowo szkodliwy. Moze ma i racje, ale ja czuje sie przez to zle, bo nigdy wyniki mojej pracy nie ucierpialy ze wzgledu na chorobe. Poza moim mezem, coz rodzice wiedza,ze choruje i nie robi to na nich duzego wrazenia, nie wiedza raczej jak to ugryzc. Mama zadzwoni zapyta jak sie czuje, zmartwi, ze gorzej, powie, ze bedzie lepiej i tyle. Zreszta to byl u nich motyw przewodni . Trzeba umiec sobie radzic. Trzeba umiec brac odpowiedzialnosc za swoje wybory itd. do wszystkiego trzeba dojsc samemu.... Ja bedac w depresji czuje sie bardzo samotna, nie ma znaczenia, ze jest ze mna maz, czy pies, oni sa wowczas z innego swiata do ktorego nie mam dostepu. Mysle, ze tak narawde tylko osoba chorujaca potrafi zrozumiec druga
            • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:27
              to strasznie niesprawiedliwe, że choroba może wpływać na Twoją karierę skoro nie odbija się na Twojej pracy, jakby wszystkich tak potraktować to do dziś pewne koła ludzkość nie wynalazła bo, powiedzmy sobie szczerze, wiele wybitnych osobowości miało różne zaburzenia
              • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:41
                No niestety jest niesprawiedliwe, ale widzisz, jakas nieufnosc sie wkradla i nic juz nie zrobie. Tlumacze sobie, ze to takie "miejsce pracy chronionej" i jest dobrze, bo pensja to nie renta.
          • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:30
            Nie oceniam ludzi po minach, rysach twarzy więc Mardaani( wykończy mnie ten Twój nick :) ciągle muszę wracać jak się to pisze, przyznaj sie zrobiłaś to specjalnie by poruszyć moje szare komórki ;) ). I szczerze jakbyś mi nie zaszła za skórę myślę, że nie wiedziałabym ze Ty to Ty.
            Nie zamierzam pisać listu pożegnalnego czy coś w ten deseń, nie to nie tak, bardziej to taka recepta na oddech dla nich by nie brali na siebie odpowiedzialności za moje decyzje. To co się działo ostatnio mocno mnie przestraszyło i nie potrafię tego rozgryźć tak na rozum.Jak patrzę na to wszystko to do kolejnej wizyty u pX nie doczekałabym.

            Martini ja lata byłam taką gąbka do wsiąkania problemami innych, której nie był w stanie nikt wykręcić bo ja jestem zamknięta w sobie.
            Ja rozumiem że w każdej chorobie jest sie samotnie. Tylko o ile choroba somatyczna gdy dopada mnie zaostrzenie i przestaję chodzić, trzymac cokolwiek w rękach, ląduje w szpitalu, na plastrach z morfiną to całkowicie zdaje sobie sprawę co się dzieje, drugiego człowieka moge poprosić o wezwanie PR, o zrobienie zastrzyku, itp. Ta samotność jest bólowa ale z kontaktem. Gorzej gdyby powtórzyło się to co działo teraz, moje poczucie rzeczywistości było mocno zaburzone, wtedy nie wyłapie nikt co się dzieje na tyle wczesnie by dało się coś zrobić.
            • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:44
              My wylapiemy, nie martw sie na zapas. Ja tez bylam dla wszystkich na zawolanie, bo mi sie zawsze wydawalo, ze gdy ja bede pomagala to i mnie pomoga jak bedzie taka potrzeba. Niestety tak sie nie stalo.
              • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 16:48
                Nebelowa niestety nie wyłapiecie, ja po prostu wstaję i to robię nie zawsze się dziele zamiarami.
                • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 17:00
                  To, ze sie nie zawsze dzielisz zamiarami zdazylam juz zauwazyc- powiem, wiec bedziemy reagowac na tyle na ile nam pozwolisz.
                  • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 17:23
                    no to dziel się zamiarami, Martyna, nie znamy się osobiście, a to w jakiś sposób ułatwia zwierzenia, choć czasem czuję się jakbym znała was od lat i osobiście :)
                    kiedy blokujesz się przed "wyznaniem" pomyśl, że to forma terapii przez wypisanie się, nie myśl o nas które to przeczytają, a przede wszystkim nie myśl o nas jako o osobach które Cię ocenią. My nie oceniamy.
                    Każda z nas kiedyś pomogła i kiedyś potrzebowała pomocy, w jakiś sposób bez względu na stopień choroby czy "ozdrowienia" Cię rozumie, każda postara się pomóc. Widzisz jak tak patrzę na nas to choć trochę nas łączy to też wiele różni i dzięki temu każda z nas może pomóc w inny sposób, na innej płaszczyźnie. Ja dawno mam za sobą "mega" chorobę, jakieś epizody przychodzą odchodzą, radzę sobie lub nie. Ogólnie patrząc wstecz dziś mogę powiedzieć, że jest ok, po prostu słabsze dni przychodzą, a ja z tych takich uczuciowych jestem chyba.
                    Do dziś czasem taką gąbką problemów ludzkich jestem, ale nauczyłam się wyznaczać niektórym ludziom granice.
                    Dziś np. dzwoniła siostrzenica owej sąsiadki o której pisałam, starsza pani znowu sieć zastawia, pomaganie jej odbiło się na moim zdrowiu, nerwy, stres ból brzucha... powiedziałam wprost, że nie ma we mnie już sił i nie chcę wracać do tego, siostrzenica jej mnie zrozumiała bo, wie, że tamta jest czasem straszna, poza tym ma rodzinę, ale odstawia szopkę. Nauczyłam się odrobiny zdrowego egoizmu. Łatwo nie było.
                    Jednak są sytuacje w których nie jestem w stanie się odwrócić bo, są one dla mnie prawdziwe, są dla mnie ważne. Nie chcę Ci się narzucać, nie chcę byś myślała, że chcę Cię zmusić do wyznań, ja po prostu staram się powiedzieć, że jak coś to tu jestem i jeśli pozwolisz pomogę.
                    • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 17:47
                      Martini dziękuję Ci ale ja tak nie potrafię. Mogę tutaj pisać to co jest bezpieczne, oszczędzające w pewien sposób Was. Dla mnie punktem krytycznym było pisanie o m.s na forum. Nie mogę nikogo obarczać swoimi myślami czy zamiarami, a Was za bardzo lubię by Wam serwować coś takiego.
                      Wiem co piszę parę lat temu dałam się wmanewrować w coś takiego, żę chciałam ratować świat za wszelką cenę, niby się udało tą osobę " uratować"( można to tak nazwać bo jak wkroczyła policja do jej mieszkania to ona czytając książkę była wielce zaskoczona że taka akcja się z tego zrobi, jej rodzice byli w szoku, ona miała jak się okazało 16 lat)ale jakim kosztem.
                      • mardaani.74 Re: samotność a choroba 11.12.16, 19:42
                        Ja nie obiecuję że wyłapię, ale mogę obiecać że zawsze będę się starała podać Ci pomocną dłoń i pocieszyć na ile umiem. Po prostu będę i będę gotowa wysłuchać. Bardzo Cię polubiłam i bardzo bym chciała żeby udało się jak najszybciej okiełznać ten Chad i odetchnąć normalnością.

                        btw Chad to ostatni krzyk mody, sama depresja od dawna już jest passe :)
                        • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 20:13
                          Martyna, nic na siłę, ile możesz, na ile chcesz i na ile sił masz pisz, my Cię tu bardzo lubimy. Ja wiem też z tych świat ratujących, ale dziś wiem, że nic na siłę bo, tak można tylko zaszkodzić, jeśli coś się robi na siłę łatwo popełnić błąd.
                          Dla mnie ludzie z CHAD to prawdziwi wojownicy.
                          • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 20:15
                            Aha, no i niczym nie czuję się obarczona, przeciwnie, spokojniej się czuję wiedząc co się u Ciebie dzieje, nawet jeśli to jest nieprzenikniony mrok, niż domyślanie się co jest grane. Wiedzieć, że ktoś jest w mroku daje możliwość podania mu ręki, może akurat ją chwyci, a domyślanie się co u niego to takie błądzenie w zupełnie innym mrocznym lesie.
                            Uszy do góry, po każdej nocy przychodzi dzień :)
                            • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 20:33
                              Dziekuje
                              www.pozytywniej.pl/upload/c7fb46459460054f9e05d4854e52d8386540.jpg
                              • martini-7 Re: samotność a choroba 11.12.16, 20:42
                                smutne i piękne, a zarazem prawdziwe to co w tym linku napisane....

                                aha, zapomniałam wcześniej, nie musisz się też obawiać, że Ci jakieś służby naślę, za daleko jestem, a poza tym nie uważam aby to Ci do szczęścia potrzebne było, może i zatracasz się czasem, ale jest w Tobie jeszcze na tyle rozsądku by odnaleźć samą siebie, wierzę w Ciebie.
                            • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 21:21
                              Ja tez tak mysle, nawet jak pytasz czy to pretensjonalne. Chcialam powiedziec tylko...
                              • martyna2525 Re: samotność a choroba 11.12.16, 21:42
                                Tutaj nie chodzi mi o sluzby a raczej o Wasz komfort zycia , o to by nie obarczac Was odpowiedzialnoscia za moje zycie. Chyba ( bo nie moge byc juz niczego pewna)nie napisze Wam ze ide/robie sobie cos. To zwyczajnie jest nie fair i okropna manipulacja.Jesli bede przy scianie to prostu to zrobie nie mowiac nic nikomu tak jak wczesniej.
                                Nebelowa dokoncz prosze zdanie...
                                • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 21:49
                                  tylko.... ze jak tak samo jak Martini mysle "spokojniej się czuję wiedząc co się u Ciebie dzieje, nawet jeśli to jest nieprzenikniony mrok, niż domyślanie się co jest grane. " tego domyslania niestety zniesc nie moge, wtedy swiruje.
                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 11.12.16, 21:54
                                    mnie sie wtedy wlacza "czarnowidzacy jasnowidz"
                                    • mardaani.74 Re: samotność a choroba 11.12.16, 23:43
                                      Ja mam tak samo, i chcę tu nadmienić że wcale nie należę do osób bardzo wrażliwych i przejmujących się, sory :)
                                      • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 08:33
                                        Martyna, mówisz, że nie powiesz nam jak będziesz miała zamiar iść i coś sobie zrobić. Widzisz, mechanizm jest taki, że nikt nigdy nie mówi jeśli zamiar ma szczery, ale to, że nie mówi wprost wcale nie znaczy, że nie mówi wcale. Każdy wydaje tzw. niemy krzyk. To coś zawartego między słowami, w gestach (no nam z nich czytać nie dane), w mimice....
                                        Nie chcesz nas obarczać, ale nawet nie wiesz, że tym niechceniem bardziej nas niepokoisz niż jakbyś nam napisała "sorki dziewczyny, ale idę pierdzielnąć głową w ścianę bo, mam kiepski dzień".
                                        Martyna, jak będziesz chciała coś zrobić to zrobisz, nie zatrzymamy Cię choć całym sercem byśmy chciały, ale my jesteśmy tu, a Ty tam. Możemy Cię wspierać i mieć nadzieję, że tym dodajemy Ci jakiejś siły do walki o siebie, że dzięki temu czujesz się mniej samotna.
                                        Wiesz, ja może i jestem w jakiś sposób wrażliwa, ale uwierz mi w sytuacjach takich jak ta, kiedy sytuacja jest jak ta, kiedy chcę stanąć na wysokości zadania potrafię na chłodno podejść do sytuacji bo, wiem, że nadmiar emocji może zaszkodzić i to nie mnie, a Tobie.
                                        Twoje milczenie szkodzi bardziej Tobie. Jest jak nóż wbity w brzuch, za każdym razem kiedy coś się dzieje, coś dusisz w sobie, a nie chcesz powiedzieć bo, masz mylne poczucie, że kogoś obarczysz wbijasz ten nóż coraz głębiej i do tego go jeszcze przekręcasz. Krzywdzisz siebie.
                                        CHAD to nie moja bajka, ale milczenie o problemach to już bardziej. Wiem jak czasem duszenie w sobie czegoś robi z igły widły. Czasem kiedy pogadasz z kimś problem staje się mniejszy,a kiedy milczysz urasta do tragedii bez rozwiązania.
                                        • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 08:42
                                          Naturalnie wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj wbrew wszystkiemu my twarde babki jesteśmy ;)
                                          Damy radę.
                                          Może umówmy się tak. Jeśli poczujesz, że nie dajesz rady, że masz ochotę zadziałać szkodliwie dla siebie, siadaj i pisz, nie martw się, nie obarczysz mnie. Samo wypisanie już spuści z Ciebie trochę emocji, samo to, że odłożysz działanie w czasie, opóźni afekt, a tym samym zniweluje go. Jeśli uznasz, że nie chcesz tego co napisałaś publikować bo,jednak jest zbyt osobiste bo, jednak boisz się, że zadziała na nas jakoś nie tak (choć nie sądzę, jesteśmy trzy, jeśli ja nie wpadnę na to co Ci napisać jest Mardaani i Nebelowa, jeśli one nie, to może ja, co trzy głowy to nie jedna) to nie publikuj tego, ale zobaczysz sam fakt, że wyrzuciłaś to z głowy, że opóźniłaś pokusę zrobienia czegoś może sprawić, że to nie będzie już takie dręczące, czasem w czasie pisania włącza się jakiś racjonalizm i nasze zamiary (złe względem siebie) wydają się mniej logiczne. Ty tu jesteś Panią i Władczynią, nie choroba, tak o tym myśl i nie poddawaj się.
                                          I w całych tych naszych wypocinach do Ciebie nie chodzi o martwienie się, a o chęć pomocy Ci, tak o tym myśl.
                                          • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 09:16
                                            Ja sie pod tym podpisuje, mam forum zawsze w otwarte i podpatruje oraz staram sie pisac.
                                            • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 10:14
                                              No ja zaglądam kiedy mogę, ale jak tylko coś to jestem do usług :)
                                              • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 14:32
                                                Powiem Wam tak dzis martynka zrobila z siebie idiotke prawo ja. Normalnie mi juz rece opadly do kolan. Nawet bym byla w stanie powiedziec ze podwojna idiotka.
                                                • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 14:42
                                                  Martyna, każdemu się zdarza ;)
                                                  Wiesz ile mnie się w życiu takich sytuacji zdarzyło? Masa, z czego połowę z nich zauważyłam tylko ja bo, w opinii innych albo nie było źle, albo wcale się nie pokapowali
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:13
                                                    eeeee
                                                    Mnie ostatnio ciągle się zdarza, byłam na testach psych, i znów ciężko bo nie mogłam się skupić i zrozumieć co jest napisane, ale jak doszliśmy do jakiś numerków, pasujących , niepasujących, ciągu liczb i na tym się wyłożyłam totalnie bo robiłam wyliczanki. Masakra co ja mam w głowie, pustkę i czekoladę. Wyniki będą nie wiem czy adekwatne do tego co jest, bo wyliczanka to chyba nie najmądrzejsze wyjście.
                                                    Druga sprawa, mam rzut RZS, boli jak fiks, mam nawet plastry z morfiną by przyklejać, ale leki p/bólowe nie wyleczą. Na reumatologi wymyślili sobie że kortykosteroidy są najlepsze dla mnie, owszem one działają , wyciszają, działają cacy cacy ale nie dla mnie. Ja mam takie zjazdy po kortykosteroidach że szok, półtora roku na nich jechałam i mam nawet zaświadczenie dla reumatologa od psychiatry że leczenie kortykosteroidami nasilają stan depresyjny i powodują zachowania samobójcze. Nic nie podziałało, oni mają swój plan, mojej zgody nie uzyskali, ale już emocje wzieły górę. Popłakałam się i powiedziałam im że w sumie mają rację, schematowo to zadziała tylko po co martwemu pacjentowi remisja RZS.
                                                    Zazwyczaj nie używam takich słów, ale mnie już wkurzyli.
                                                    Stanęło na wlewach kroplowych jakiegoś specyfiku .
                                                    No i obowiązkowo poryczałam się bo w radio rozdawali prezenty na swięta i jeden Pan zadzwonił ze chce dać prezent swojemu koledze z sali bo to człowiek który mimo swojego stanu podnosi go na duchu.
                                                    No i popłynęłam.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:23
                                                    Ja mialam kiedys robiony Test Rorschacha / to ten z plamami atramentowymi / i mialam wowczas li i jedynie perwersyjne, erotyczne skojarzenia. Jak teraz na te karty w necie patrze, za cholere mi sie to z seksem nie kojarzy :-) Co do ryczenia, to pare miesiecy temu jak bylam w dole, ale jakos chodzilam do pracy, koledzy zrobili mi niespodzianke i dostalam od nich kwiaty z podziekowaniem - zamiast sie ucieszyc i podziekowac zaczelam ryczec jak bobr, schlochalam jak na wlasnym pogrzebie.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:27
                                                    Aaaaa i bylam tak ciezkomyslaca, ze poszlam do lekarza o dzien za wczesnie i siedzialam jak ciele w poczekalni, inni pacjenci wchodzili, wychodzili, a ja tak siedzialam sobie. Dopiero jak doktor wyszedl bo szedl do domu to mnie zauwazyl i powiedzial, ze mymy wizyte dnia nastepnego.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:55
                                                    No to tak jest, to z tego depresyjnego mega zmęczenia materiału,
                                                    ale to minie, będziesz jeszcze miała ładny funkcjonujący mózg zamiast tej ciasno upchanej brudnej par excellence- szmaty.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:04
                                                    a zdarzyło Ci się nie moc pochamować histerycznego śmiechu NA pogrzebie? Przypomniał mi się kompletnie absurdalny dowcip i za cholerę nie mogłam się opanować. Taka paradoksalna reakcja nerwowa, zwłaszcza że ja dość kiepsko znoszę tego typu uroczystości.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:05
                                                    hamować
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:31
                                                    Martyna, stres zadziałał i stąd pustka w głowie.
                                                    Opowiem Ci coś głupszego ;)
                                                    Kiedy jeszcze mieszkałam w PL moja córeczka w nocy mocno zgorączkowała. Nie wiedziałam co robić, byłam pechowo sama z nią w domu bo, mąż wyjechał za granicę, co śmieszne parę dni wcześniej. Zadzwoniłam na pogotowie pytać co robić bo,do tego wysypka, a wcześniej szczepiona. Wyjąkałam się i pani kazała mi dziecko w auto wrzucić i na pogotowie jechać. Pomijając odsyłanie mnie od drzwi do drzwi (akurat izba ogólna była w stanie wojny z pediatrią za odsyłanie im pacjentów) no ale kiedy trafiłam i wypełniali jakieś tam dokumenty pani zapytała mnie ile mam lat. Ona mnie pyta ile mam lat a ja pustka. NIE WIEM. aby z tego wybrnąć zapytałam jej "a ile minęło od tego roku (tu podałam mój rok ur), pani policzyła i wpisała, a potem zapytała o wiek męża, a u mnie nadal pustka, wystarczyło do mojego dodać to ile starszy jest, a ja jej odpowiedziałam, że tyle a tyle więcej.
                                                    Jak widzisz stres odmóżdża czasem ;)
                                                    Co do popłakania się, ja wczoraj oglądałam z dziećmi "Piękną i Bestię" i popłakałam się gdy Bestia został ranny, a Bella go tuliła.
                                                    ja na fikcji, a TY popłakałaś się bo, coś w realu było wzruszające, piękne i coraz rzadsze w dzisiejszym świecie.
                                                    Każdy czasem się wzrusza, czasem częściej czasem rzadziej. Masz teraz wrażliwszy okres w życiu więc wzruszasz się łatwiej, to na swój sposób piękne, że umiesz czuć.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:45
                                                    Tylko ja sie nie stresowałam, ogólnie to chodzę odmóżdzona na co dzień. Ja nadaję zza szyby i mocno muszę się skupiać bym mogła mówić, myśleć tak jak kiedyś. Otoczenie, co sie dzieje, blada jesteś, kiedy robiłaś badania krwi, dobrze się czujesz etc
                                                    mózgu wracaj, bo jestem mi niezbędny.
                                                    src.lol24.com/fotki/thumbs/7/7454.jpg
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:46
                                                    src.lol24.com/fotki/large/7/7454_napisy-reklamy-w-sprzedazy-mozg-390-kg.jpg
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:57
                                                    Wylalam rosol do zlewu, bo cos mi jarzylo, ze trzeba odcedzic, a przeciez osobiscie stawialam zupe na gaz, nie makaron. Wlozylam brudne naczynia do pralki zamiast do zmywarki, swiadmosc czynu wrocila przy trzecim talerzu. Dzisiaj nie moge sie za nic w pracy skupic i siedze i wyczekuje 17, forumuje. Zapomnialam rano wziac lekow i nie wiem, czy to od tego, czy z urojenia, zasypiam siedzac.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:02
                                                    Moim hitem życiowym było staranne i ostrożne odłożenie poduszki do łóżeczka zamiast syna jak był niemowlęciem po nocnym karmieniu.
                                                    Jak był mały to cały czas się bałam że go zostawię w tramwaju :)

                                                    z czynności obecnych, rozładowanie niemal do połowy ale "brudnej" zmywarki
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:54
                                                    Was nie pobije na dziwne zachowania, ale telefon w lodówce juz był, banany w pralce itp ale dziekuję za te przykłady uśmiechnełam się .
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:15
                                                    banany w pralce, ciekawe jakim kodem szłaś :)
                                                    nie dalej jak wczoraj podarłam sobie aktualną i jeszcze niezapłaconą umowę na 860 zł, tak w ramach porządków.
                                                    Wywalilam też aktualny plik z pracą którą robiłam dwa tygodnie, zamiast niego pieczołowicie nagrywając w trzech różnych miejscach, dla bezpieczeństwa! jego mocno nieaktualną wersję (do tyło o 3 korekty).
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:52
                                                    Przybij piątkę, dzisiaj w przychodni "proszę podać datę urodzenia", a ja nic, klops, dobrze że miałam dowód to sobie sprawdziłam.
                                                    Na końcu jeszcze się głupio zwierzyłam że wolę panią doktor x a nie pana doktora y, po czym dowiedziałam się że jest to od teraz jedyny dostępny lekarz bo pani doktor już nie pracuje i że panie w rejestracji to bardzo lubią pana doktora (tu spojrzenie karcące i karcący ton głosu oraz gwóźdź programu "jak sobie niektórzy przychodzą pogadać to potem są niezadowoleni a lekarz to nie psycholog".

                                                    Ostatni raz u lekarza rodzinnego byłam rok wcześniej po receptę na amertil. Dzisiaj byłam z nieprawidłową morfologią na którą lekarz powiedział "e" "następny proszę".

                                                    Czuję się w świecie czasem jak kosmitka.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 15:59
                                                    te całe kortykosteroidy to są sławne ze swojej depresyjnej mocy.

                                                    Ja Cię kręcę, dużo masz do wytrzymania, podziwiam Cię naprawdę
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:52
                                                    nie ma co podziwiać czasami puszczają mi już nerwy i klnę do siebie, już umiem wybuchać gdy jestem sama nie tłumię tego latami " bo tak trzeba". Mnie sił brakuje nie przy bólu, ale przy byciu niewidzialną w gabinecie. Dziś siedziałam a nade mną trzech lekarzy i każdy mądrzejszy, i wszyscy dochodzą do jednego schematowego wniosku sterydy. Jak już w kartę zostały zalecenia wpisane pieczątka przybita, odezwałam się ja.Nikt mnie nie pytał o zgodę, o to jak toleruje to czy tamto, jak jestem w dużym dołku to nie mam siły się nawet się oddzywać. Dziś zapytałam czy mogę coś powiedzieć, wiem byłam wredna i bezsilna ale po prostu przedstawiłam się z imienia i nazwiska i z wykonywanego zawodu ( nie lubie tego robić dla mnie pacjent to pacjent nie zależnie od wykształcenia czy statusu społecznego), usłyszałam ooo to nie musimy tłumaczyć. Tłumaczyć nie musieli ale wysłuchać już tak bo skończyło się moim płaczem i NIE. Musiałam podpisać się w karcie ze nie zgadzam sie z proponowanym leczeniem, zwykły dupochron sądowy.I co i jestem na początku i jeszcze pewnie histeryczką.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:07
                                                    Szacun za asertywność!!!
                                                    Jestem pod wrażeniem, bardzo dobrze zrobiłaś!

                                                    Z podobnych acz o wiele lżejszego kalibru spotkań z NFZ.
                                                    Ja się tylko raz jeden postawilam u lekarza jak zemdlałam i chcieli mi dać jakieś tabletki. Obwąchalam wszystkie nieufnie wypytałam co to jest i odmówilam relanium :) Powiedziałam że mam lepsze cukiereczki w razie czego, ale że kompletnie nie czuję się nerwowa tylko mi słabo i że nie chcę.
                                                    Szok był, pani doktor powiedziała, zresztą ze śmiechem, że o! takich cukiereczków jak ja mam to u nas nie ma, a przydałyby się czasem!
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:56
                                                    kiedy byłam właśnie na opisywanym przeze mnie pogotowiu z córeczką, pani na pediatrii powiedziała mi, że mam podpisać oświadczenie, że odesłali mnie do nich z izby głównej bez przebadania dziecka, kiedy zapytałam czy mój udział w tym jest konieczny, powiedziała, że tak, że inaczej mi dziecka nie przyjmie do szpitala.... teraz wiem, że to bezprawie, ale wówczas stres i strach o dziecko robił swoje.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:10
                                                    Tak sobie myślę że to pani przeprowadzająca raczej powinna wiedzieć że w takim stanie raczej testy nie będą maiły sensu, bo to chyba jakieś testy osobowościowe były tak?
                                                    Ja się na testach nie znam, mnie nigdy nie chcą żadnego zrobić, a ja bym zrobiła chętnie, uwielbiam testy :)
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 16:17
                                                    Mialam na studiach taki przedmiot psychofizjologia widzenia prowadzony przez psychiatre, do tej pory pamietam, ze bedac poproszonym o narysowanie drzewa, nie wolno narysowac drzewa z dziupla, bo to wskazuje na schizofrenie, zreszta choinka tez byla podejrzana :-))))
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:00
                                                    Dobrze wiedzieć :) Cholerka jak w dzieciństwie rysowałam domek to zawsze obok były choinki, czaaasem drzewo owocowe gruszka, lub czereśnia.
                                                    Mój syn ostatnio odkrył swoje przedszkolne i przedprzedszkolne rysunki i trochę nim szarpnęło :) Pierwsze co rysował w wieku 2 lat namiętnie to były czarne koła rysowane takim zamaszystym okrężnym ruchem, na pytanie co to jest odpowiadał zawsze "tunel".Pewien postęp nastąpił kiedy obok czarnego pojawił się tunel granatowy. Potem mu to przeszło i rysował różne fajne autka i inne pociągi.
                                                    W przedszkolu natomiast w pewnym momencie zaczął rysować bitwy, dość realistycznie, to znaczy ludziki to były takie kółeczka i patyczki zamiast rączek i nóżek, ale jak się bliżej przyjrzeć to było widać że co któryś ludzik nie miał to nóżki, to rączki, ale za to bardzo realistycznie namalowaną krew oraz wszelaką broń.
                                                    Podejrzewałam babcię że nie upilnowała i jakiś film w tv obejrzał, ale okazało się że w tych zamierzchłych czasach jakiś dobry tatuś przyniósł do przedszkola komputer i dzieci sobie grały w gry (wtedy nikt nie widział w tym nic złego, nawet wręcz uważano że to rozwijające) i jedna z tych gier to było już teraz nie pamiętam nazwy ale konkretnie o II wojnie światowej, taka realistyczna zabijanka od 18 lat.
                                                    Moje dorosłe dziecko mówi, że już może mi opowiedzieć prawdziwe historie z przedszkola, ale "wierz mi matko na gimbazę jeszcze nie jesteś gotowa, podobnie jak prawdziwą twarz internetu"
                                                    :)
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:05
                                                    poważnie z dziuplą to schizofrenia? biedne dzieci w przedszkolach, co jedno to chore ;)
                                                    co do dziwnych zachowań i zwierzeń, że woli się tego czy tamtego, to miałam kiedyś wypadek samochodowy, wyleciałam z auta na asfalt i świadomość poszybowała gdzie indziej.
                                                    W trakcie jej odzyskiwania jakiś lekarz oparł się o moje rozwalone ciało by coś podać komuś, wyzwałam go od kretynów i znowu odpłynęłam, kiedy już byłam całkiem tomna, parę dni minęło (oczywiście lekarza przeprosiłam co poprawiło mi samopoczucie choć nie wiem czemu) kiedy byłam jeszcze w szpitalu ktoś przyszedł na obchód, miałam źle złożony palec i ogólnie coś tam jeszcze nie pamiętam. Sedno w tym, że on coś powiedział, a ja mu na to, że jakiś głupek mi to robił, na co on "to ja byłem" nie pozostało mi nic innego jak się do niego uśmiechnąć i powiedzieć "miło mi pana poznać i spotkać w stanie świadomości" co dla mnie było dziwne bo, ja raczej taka wówczas chyba nie byłam, a może byłam, kto to tam wie, tak czy owak sytuacja krępująco głupia była ;)
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:08
                                                    czekajcie bo, znowu na jednym wdechu napisałam i wyszło, że nie tomna parę dni, nie tomna parę godzin byłam z powaracającą i uciekającą świadomością i przytomnością
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:09
                                                    a jakie bajdy się gada po głupim jasiu
                                                    ja coś plotłam bo wszyscy rechotali, ale ni cholery nie wiem co to było :)
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 17:51
                                                    no ja raz miałam i pod jego wpływem rozwiązałam krzyżówkę, co dziwne wyszło mi, a dziwne śmieszki wzięły mnie pod sam koniec, ale inna sprawa, że ja miałam operację z zachowaniem świadomości, a lekarz i cały zespół poczucie humoru
                                                    Tylko jak mnie zwieźli, zasnęłam, a potem się obudziłam to ponoć pod karą śmierci kazałam koleżance wraz z kroplówką zaprowadzić się siusiu, a wcześniej podobno na śmierć i życie walczyłam o obiad z salową na słowa (acz kulturalnie) do końca pobytu ze mnie lała ;)
                                                  • klaudia1508 Re: samotność a choroba 12.12.16, 18:14
                                                    Odpowiadając na twój post. Ja też czuję się niesamowicie samotna. Mąż pomimo tego, że stara się bardzo nie rozumie. Czasem po prostu ode mnie ucieka bo nie wytrzymuje. Najgorsze jest jak potrzebuje żeby ze mną porozmawiał, a on ma już tak dość, że ucieka. W głowie mu się nie mieści, że można mieć myśli s... O rodzinie to w ogóle nie wspomnę, jak zaczynałam chorować i nie rozumiałam co się ze mną dzieje usłyszałam od matki, że jak nie przestanę wymyślać za karę pójdę do psychiatryka i zobaczę tam jak mnie nafaszerują. Nawet teraz w ciąży unika tematu "ja" ważne jest tylko moje maleństwo. Zresztą chyba i dobrze bo pewnie umiała by mi tylko powiedzieć że jestem nie odpowiedzialna zachodząc w ciąże w takim stanie. Przyjaciół zawsze miałam dużo, ale odkąd zaczęłam chorować odizolowałam się od nich. Ostatnio przyjaciółka powiedziała mi że jestem nieodpowiedzialna bo odwołałam spotkanie w ostatniej chwili a ona cały dzień dla mnie obiad gotowała. Przykro mi było podwójnie że tak wyszło i że totalnie nie rozumie jak u mnie wygląda ta choroba. Mając myśli s i silną depresję zaszywam się w domu, płaczę i czekam aż minie. U mnie od jakiegoś czasu schemat choroby jest podobny, wszystko zmienia się z dnia na dzień, czasem z godziny na godzinę. Mam niesamowite lęki czy dam radę jako matka i choć wiem, że po porodzie pokornie pójdę do lekarza po leki, to i tak przychodzą myśli typu że leki mi nie pomogą i swoją chorobą skrzywdzę córeczkę. Myślę, że niestety samotność wpisana jest w życie z chorobą psychiczną, bo choćby ktoś miał najcudowniejsze dzieci, męża, rodziców, czy przyjaciół to ciągle on sam jest chory i to on sam musi stawić czoła myślą s i walce o każdy następny dzień.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 18:05
                                                    Mysle ze to co innego rysowac drzewo w akcie tworczym, a co innego na raz dwa trzy w tescie, bez strachu. Moze doktor wowczas zartowal z ta dzupla? W kazdym razie najpierw nas katal wlasnie te drzwo narysowac, a potem przeszedl po sali, spojrzal i powiedzial, abysmy czym predzej zniszczyli te rysunki, bo on w nich widzi wiele i nie chcialby wchodzic w szczegoly :-)
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 12.12.16, 18:07
                                                    przez czystą ciekawość zapytam, jeśli to nie tajemnica naturalnie i jeśli masz ochotę odp, co studiowałaś?
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 18:26
                                                    Studiowalam grafike ze specjalnosci plakat i ilustracja, ale teraz pracuje zupelnie innym zawodzie :-)
                                                    Tu znalazlam ciekawe o roli psychorysunku w psychiatrii jak kogos temat interesuje bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Psychologica/Studia_Psychologica-r2004-t-n5/Studia_Psychologica-r2004-t-n5-s163-175/Studia_Psychologica-r2004-t-n5-s163-175.pdf jak kogos interesuje
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:03
                                                    Chyba jednak nie mam już sił by to ogarnąć. Godzinny monolog telefoniczny rodzicielki na temat kogoś kto popełnił samobójstwo w sobotę. Cała historia bardzo kontrowersyjna. Jak już zgubiłam kilkakrotnie sens jej wypowiedzi, padły słowa" widzisz co by się działo gdyby Ci się udało" zdążyłam odp "no tak, muszę kończyć".
                                                    Jakby tylko wiedzieli, ile łez wylałam, że mi się nie udało myślę, że byli by w szoku, nigdy się o tym na szczęście nie dowiedzą .
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:17
                                                    A czemu ty tego sluchasz przez godzine jak doskonale wiesz, ze rozmowa z rodzicielka raczej pociagnie w dol? Czemu podnosisz telefon? Jak juz podnosisz i slyszysz o czym mowa to mowisz, bardzo przeprasza, ale ktos dzwoni do drzwi i odkladasz. Mozna tez odlozyc sluchawke na blat i zajac sie podczas monologu czym innym i raz na czas powiedziec "Aha" mozliwosci jest wiele, wybralas najgorsza dla siebie
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:24
                                                    Jak bym nie odebrała to dzwoniła by dotąd dopóki bym nie odebrała, a jutro murowane odwiedziny. Ona " musi się wygadać" a ja ją rzekomo uspokajam. hmmm nie widzę tego ale ok.
                                                    Fakt strzeliłam sobie w kolano kolejny raz.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:38
                                                    Wtyczke wyciagasz i sygnal wolny. Jak sie musi wygadac to nie musi akurat tobie. Musisz sie nauczyc unikac sytuacji, ktore ci szkodza, nawet jezeli na przyklad twoja rodzcielke to uspokaja. Ja uspokaja, a ciebie pograza, tak sie nie robi, trzeba sie nauczyc dbac o swoje, to egoistyczne troche sie wydaje, ale jest bardzo wazne jak sie choruje, aby umiec dbac o ten swoj bezpieczny kawalek podlogi zamiast sobie jeszcze dokladac.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:51
                                                    Z czasem nauczysz się i tego, żeby w takiej sytuacji zadbać o swój komfort, na razie jesteś ślimaczek pozbawiony skorupki, i tak dobrze sobie radzisz jak na to wszystko.
                                                    Wszystkie możemy niestety podać sobie ręce jeśli chodzi o pewne zachowania które nas dotykają ze strony rodziny, czy znajomych.
                                                    Moja matka np lubi do mnie dzwonić raz na pół roku i opowiadać mi o wszystkich przypadkach złego traktowania dzieci i błędów wychowawczych wszystkich dookoła. Choć ja tego tematu nigdy z nią nie poruszam, bo musiałyby paść gorzkie słowa a ja już nie chcę tego rozkminiać.
                                                    Nasuwa się też pewna zbieżność, cz to czasem nie nasze makti wdrukowały nam to z czym teraz się zmagamy? Czemu one najbardziej krążą wokół tematów które są dla nas najtrudniejsze?

                                                    Wyżej pisała Klaudia o niezrozumieniu problemu i przez matkę i męża, jakbym o sobie czytała.

                                                    To też nie jest tak że inni nie mają podobnych tekstów nawijanych na uszy tyle że ich to tak nie trafia celnie, umieją puścić mimo uszu, nie chorują po takiej rozmowie. Jakoś inaczej sobie z tym radzą, nie przejmują się tak, nie pamiętają.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 20:12
                                                    Najlepsze w tym jest to, ze monologujacy czesto sami nie wiedza co mowia, wala na oslep slowna sraczka, po czym o niczym nie pamietaja. Jaaaaaa cos takiego powiedzialam? NIGDY Ja sie nauczylam mowic, ze naprawde temat x mnie nie interesuje, i nie chce na ten temat rozmawiac i koniec kropka i czy naprawde nie mamy wspolnych tematow dla obu stron, ze musze wysluchiwac o klopotach nieznanej mi pani y. podobnie powiedzialam, ze nie zyje zyciem malzenskim mojej siostry i nie mam ochoty tego sluchac. Ja taka mundra i wyszczekana po terapii jestem. Na poczatku pisalam sobie te moje wszesniej ulozone odpowiedzi na kartkach i przyklejalam przy telefonie.
                                                    Slyszalyscie nowy singiel Hey? "Historie" Tam jest taki fragment:
                                                    Czemu na podeszwach butów wnosisz mi do domu brud?
                                                    Mam na myśli wiadomości, plotki - nie uliczny kurz.
                                                    Czemu w klapach płaszcza, na nogawkach i we wszystkich szwach
                                                    Znosisz mi do domu strachy, cudzy lament, zamiast róż?
                                                    www.youtube.com/watch?v=neG61TsfweQ

                                                    Ja tez nie chce sluchac tych historii :-)
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:55
                                                    ja tak robię, podłączam słuchawki, mam jedną w uchu i cicho tam coś szemrze, ja mówię co jakiś czas słowa typu "ojej" "acha" "kurcze" "no to nie wiem" "nono" "hmm" a w tym czasie podlewam pomidory na balkonie czy robię obiad, albo ścieram kurze. I nie skupiam się na tym co słyszę tylko na czynności i tak mogę spoko z godzinkę bez szkody dla psychiki a z pożytkiem dla domu.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 13.12.16, 08:51
                                                    Martyna, jeśli nie masz siły na takie monologi rodzicielki to dobrym rozwiązaniem byłoby w jakiś sposób jej o tym powiedzieć, TY znasz ją najlepiej więc wiesz jaka taktyka rozmowy z nią najlepsza.
                                                    Ona chyba jest osobą mocno gadatliwą, wylewającą z siebie słowa skoro dość niedelikatnie się z Tobą jednak obchodzi kiedy Ty jesteś najwyraźniej nie w formie.
                                                    Zabaw w typie nieodbierania, odłączania telefonu bym nie polecała. Sama mówisz, że jak nie będziesz reagować na telefon to zjawi się osobiście, a jak już osobiście się zjawi to nie ma tej opcji bezproblemowo "muszę kończyć" i odłożyć słuchawkę bo, ona tam będzie cieleśnie, że tak powiem. Owszem możesz ją za drzwi wystawić, ale wydaje mnie się, że jesteś jednak bardzo wrażliwa i to mogłoby Cię męczyć, że potraktowałaś ją tak, może się mylę, ale tak coś mnie się wydaje.
                                                    Zbierz siły i zagraj w otwarte karty, powiedz, że niektóre tematy są dla Ciebie trudne, że nie chcesz takich rozmów, można tak to załatwić, że nie będzie się to za Tobą ciągnęło jak flaki z olejem, a i kawasów w waszych relacjach nie zostawi.
                                                    Pamiętaj, że jesteś dorosłą, niezależną osobą z prawem do własnego zdania, do wyboru o czym chcesz, a o czym nie chcesz rozmawiać.
                                                    Wierzę, że Ci się uda.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 19:57
                                                    przydałabyś mi się w mojej pracy, ja to jestem "kupa sprzyntu nic talyntu" jak w kabarecie Tey :)
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 12.12.16, 20:57
                                                    Macie racje, nie potrafie asertywnie powiedziec nie. Dzis siedzialam na podlodze w kuchni i sluchalam jej gadania i przyszlo mi do glowy po co to wszystko? Na kolejna swiateczna szopke ?byle wytrwac , ten kolejny raz ,byle do wieczora , do rana do jutra.
                                                    Jak czuje sie lepiej to potrafie sie obronic , powiedziec swoje zdanie, zastopowac potok slow, powiedziec nie krzycz na mnie .Nie ulegam manipulacja trzaskanie drzwiami i fochy jak nie jest tak jak ona chce.To zawdzieczam terapii bo jest o niebo lepiej niz bylo. Jak sie gorzej czuje wracaja stare schematy bo zwyczjnie nie starcza sil na stawianie granic. Ale poprawie sie.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 21:46
                                                    No kiedyś trzeba stanąć tym tzw okoniem, ale do tego faktycznie trzeba mieć trochę więcej sił.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 21:13
                                                    Aaaaaaa " Serdecznie witamy sympatykow witamin "
                                                    www.youtube.com/watch?v=UyQQLJJyHSE to ja juz wiem skad ten jarski watek dietetyczny: Bo my musimy byc silni i zdrowi, chocby na skrobii, chocby na skrobii, bo my musimy byc mniej pazerni - roslinozerni! "
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 21:46
                                                    tak jest
                                                    czy dasz wiarę że kiedyś kiedyś kiedy byłam młoda i naiwna byłam na pielgrzymce pieszej (był to rodzaj ucieczki z domu z darmowym spaniem i jedzeniem, bo ja to chronicznie nie miałam kasy) i szedł również pan Laskowik? Na co dzień będący zresztą listonoszem w Poznaniu. Grupa miała postoje wesołe, bo jemu się po prostu gęba nie zamykała:) Tyle że on chyba wtedy się świeżo nawrócił czy może z nałogu podnosił i dość mocno mu tam się moralizowanie czasem włączało, ale generalnie gaduła naprawdę niesamowity.
                                                    Innego roku z kolei szedł Litza z Acid Drinkers z żoną :)
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 12.12.16, 22:17
                                                    A pan Smolen mial sklep zoologiczny :-) to jak juz po poznansku to prosze mi powiedziec cale zdanie na litere L z kreseczka - (nie mam polskich znakow) - czyi na litere co w polskim alfabecie po L nastepuje:
                                                    "Lodejdz lobuzie lod lokna, lo lobalisz loleander!"
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 22:34
                                                    Miał, zgadza się :)
                                                    cudowne, ale chyba nie ma w gwarze poznańskiej słowa ło? ale nawet z bo jest świetne.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 22:41
                                                    po poznańsku według mojej babci to zdanie brzmiało by
                                                    łodyńdź rojbrze łod łokna, bo mi łobalisz kwiot.
                                                    albo namknij się łogarze chorobny łod tygo parapetu, bo mi łobalisz kwiot
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 22:43
                                                    Pierwszy wierszyk jakiego nauczono mojego męża w dziecięctwie
                                                    specjalnie dla Ciebie od niego
                                                    "w wymborku na ryczce
                                                    stały pyry w tytce
                                                    przyszła niuda, spucła pyry
                                                    a w wymborku myła giry"
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 13.12.16, 08:14
                                                    W wymborku, a nie w antrejce?
                                                    Ja znam jeszcze : ancug, badejki, bejmy, ćmiki, kejter, leberka, nyga, pory, sznupa, galart, żybura i szneka z glancem, tez mialam babcie w Poznaniu
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 13.12.16, 10:49
                                                    a tak, racja, ten wymborek mi wszedł do pierwszej zwrotki.
                                                    koncentracja
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 12.12.16, 21:48
                                                    mój cytat jest z tego, 4 minuta
                                                    www.youtube.com/watch?v=0O6ZTLDhsFU
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 13.12.16, 13:04
                                                    help.
                                                    Nie ogarniam tego co się dzieje.
                                                    Mam takiego wk....a że nie ogarniam, coraz większego codziennie.
                                                    Wszystko mnie denerwuje, drżące się dziecko w sklepie, za głośna muzyka, korki na mieście...
                                                    Moja szczerość samą mnie przeraża, słysze " nigdy taka nie byłaś" a ja mówie otwarcie" M. już nie przełknie więcej chłamu jakim mnie karmisz" . Ludzie sie obrażają bo jestem dla nich ostra. Martyna nie chcę już być potulna, ale to co się dzieje jest zbyt agresywne jak dla mnie. Drażnią mnie tel " bo chciałam się wygadać/wypisać" , " co mam podać żonie/matce/kochance jak jej się dzieje to czy tamto" . Ogólnie to przyjmowałam to i odp grzecznie nie warcząć a teraz jest odwrotnie.Mam po kokardę tego wszystkiego.
                                                    To wszystko kieruje mnie w stronę autoagresji, nigdy nie robiłam tego tak bezpośrednio, by coś sobie robić ale to napięcie jest zbyt duże.
                                                  • nova_33 Re: samotność a choroba 13.12.16, 13:30
                                                    Martyna strasznie jest mi przykro, że się tak miotasz.
                                                    Nie.wiem jak Ci pomóc.
                                                    Możesz kontaktować się ze swoim lekarzem?
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 13.12.16, 13:40
                                                    Rodzi się asertywność, a że w stanie jesteś jakim jesteś wspiera ją agresja, złość, frustracja by się bronić przed tym co Cię rani.
                                                    Też tak miałam, usłyszałam kiedyś od siostry, że po terapii stałam się zbyt nastawiona na własne "ja" taka czasem nie miła, oziębiła, drwiąca i bodaj sarkastyczna. Na to ja jej odpowiedziałam, że zawsze taka byłam.
                                                    To prawda, zawsze taka byłam, ale spychałam to w siebie dla dobra innych. Nie oznacza to jednocześnie, że nie byłam i nie jestem miła, kulturalna i pomocna. Jestem, ale rzadziej niż dawniej pokulam ogon. Jeśli nie wezmę udziału w jakiejś dyskusji, lub wypowiem się w niej ale nie dam się wciągnąć w wymianę jakiś ostrych poglądów to nie dlatego, że nie mam własnego zdania, a dlatego, że po prostu dla mnie to bez sensu, nie chce mi się, nie jest to czymś czym warto się babarać.
                                                    Musiałam nauczyć się wypośrodkować siebie. Widzisz, kiedy dotarły do mnie moje żale i emocje na terapii, czasem wręcz miałam ochotę ranić i karać ludzi prawdą o nich, o tym co mi zrobili. Jednak nauczyłam się, że to do niczego mnie nie zaprowadzi, co najwyżej do nowych problemów.
                                                    Musisz dać sobie czas na to by wypośrodkować siebie. Spokojnie to minie. Ciężkie to bo czasem patrzysz na człowieka i nagle zaczyna Cię irytować.
                                                    Nie miałam żalu za to do ludzi, że im pomagałam, nie żałowałam tego, żal mi tylko było, że czasem oni zawiedli mnie.
                                                    Póki co możesz próbować unikać takich sytuacji, ale to też do niczego nie doprowadzi bo, się kumulować w Tobie będzie.
                                                    Jedynie to myślę, że musisz przetrawić to, przepracować. Nie martw się tym co oni pomyślą, komu zależy ten zrozumie.
                                                    No i nie przeżywaj tak mocno tego, dokładasz sobie tylko zmartwień.
                                                    Przypominam Ci, to Ty władasz sytuacją,a nie choroba, nie otoczenie, wszystko w Twoich rękach.
                                                    Pewnie zaraz mi się zbierze od forum za brak wiary w specjalistów, ale niestety uważam, że nawet najlepszy specjalista zdziała tyle co wioskowy szaman jeśli nie będzie w Tobie woli współpracy, woli walki, fakt, że ona się budzi w czasie leczenia, ale podtrzymać i rozwinąć możesz ją tylko Ty. Im bardziej stawiasz na swoją wygraną, tym bardziej leczenie skuteczne. Brzmi może tendencyjnie, ale tak jest.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 13.12.16, 14:46
                                                    Martini to nie tak, moja asertywność już jest, tylko mnie dziwi moja agresja, opryskliwość, zniecierpliwienie. Potrafię powiedzieć w sposób bardziej ludzki niż ten co obecnie, że nie jestem zainteresowana, żeby ktoś znalazł inną osobę do zwierzeń bo ja tego nie udźwignę. Nauczyłam się by ludzi nie wyręczać a dać im tylko tzw wędkę. Daję adres, namiar, cokolwiek a nie wyręczam i dzwonie i załatwiam.
                                                    Dziwi mnie to wszystko.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 13.12.16, 14:57
                                                    a mnie dziwi średnio, każdy ma jakieś granice i Ty do nich dotarłaś.
                                                    Martyna zobacz sama, męczy Cię to choróbsko, jesteś do tego w permanentnym stresie i niepewności z chorobą związaną (stres to nie zawsze uczucie zdenerwowania czymś, stres potrafi być ukryty), masz też jakieś życie co dzienne do ogarnięcia. Jest jeszcze cała masa spraw o których by tu można pisać, a i o których Ty sama też nie napisałaś. Struna się naciągnęła i drga, a Ty by nie pękła w taki a nie inny sposób się rozładowujesz, a do tego niby się rozładujesz, a zaraz znowu dokładasz bo, martwi Cię sposób w jaki to zrobiłaś. Trochę błędne koło.
                                                    Jesteś człowiekiem, reagujesz całkiem po ludzku, ile jeszcze udźwigniesz w milczeniu?
                                                    Pomału kiedy będzie się wszystko stabilizować, diagnoza będzie jednoznaczna, testy się zakończą, trochę stagnacji w życiu się pojawi to i Ty będziesz inna.
                                                    Ja wiem, że dla Ciebie i otoczenia to nie fajne, ale co masz zrobić? co najwyżej iść do parku/lasu i wykrzyczeć się, tam co najwyżej przestraszony ptaszek nakupka CI na głowę.
                                                    Pisałyśmy wczoraj o dziwnych przypadkach, wczoraj taki mi się wydarzył.
                                                    Wsiadłam do auta, przekręcam kluczyk o pół obrotu, kontrolki są, wciskam sprzęgło, bieg, gaz, a auto nie jedzie, ok, próbuję jeszcze raz i nadal nic, myślę, cholera skrzynia poszła, ale ok, jeszcze raz, bliska już paniki miałam wysiadać i biec po męża, ale nagle odkryłam, że nie słyszę silnika, nic nie mruczy, okazało się, że nie odpaliłam auta, tak zajęta byłam myślami co mam do zrobienia ;)
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 13.12.16, 15:06
                                                    Może masz rację?
                                                    Diagnoza jest już postawiona, testy robię tylko dlatego, by skończyć to co zaczęłam, tak mam ze muszę skończyć to co zaczęłam za wszelką cenę.Nie lubie krzywdzić innych, zawsze można powiedzieć wszystko tak by nie warczeć, na innych a ze stoickim spokojem i pewnością. Obecnie mi brakuje tej pewnosci a za dużo jest nerwów w tym wszystkim.
                                                    Przestraszyło mnie to, że włącza mi sie myślenie autoagresywne, wiem że pokaleczenie siebie nie jest wyjściem, nigdy wcześniej mi to do głowy nie przychodziło. I nie było tak nachalne.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 13.12.16, 15:44
                                                    wiesz kiedyś mi poczucie winy też włożyło żyletkę do ręki, chciałam być szczęśliwa, robić coś dla siebie, a jednocześnie wiedziałam, że to co robię jest sprzeczne z moimi wyimaginowanymi ideałami, jest nie koniecznie dobre dla innych, więc takie najmniejsze przecięcie było karą, usprawiedliwieniem, pokutą, a jednocześnie spuszczeniem z siebie złego powietrza. Jednak co to zmieniało? Nic. Ja chodziłam ze skaleczeniami w dziwnych miejscach (nikt nie mógł się dowiedzieć),a sytuacja się nie zmieniała. Chciałam być sobą, a jednocześnie spełniać swoje ideały, ale czy tylko moje? No i motało się i motało, ludzie czasem mówili mi, że mnie nie poznają bo, dziwnie reaguję czasem, złością, czasem skryciem, a depresja narastała. Długo po tym trafiłam na terapię. Kumulowałam, więc w czasie terapii uciekło, choć jak już się wyzwoliłam (jeszcze przed leczeniem i terapią) z tego co mi ciążyło najbardziej, co było jedną z przyczyn moich depresji ostro walczyłam o to by nie stracić. Martyna ja byłam wtedy jak tornado. Mój mąż kiedy nie byliśmy jeszcze razem zapytał mnie wprost, dlaczego skrywam swoją siłę i dlaczego nie chcę być szczęśliwa. Odpowiedziałam mu, że nie mam siły i że to nie ja mam być szczęśliwa, a otaczający mnie ludzie, a ja będę czerpać z ich szczęścia. Oj jakże się myliłam. Siła się pojawiła by bronić się przed powrotem do sytuacji w której wpadałam w depresję, nie przebierałam w słowach, środkach, ja walczyłam jak dzikie zwierze o życie. Wyszła ze mnie siła. Czasem destruktywna, ale walczyłam przecież o siebie. Okazało się też, że czerpanie z cudzego szczęścia też nie sprawdza się jako metoda na życie. Z czasem zaczęło mnie to zjadać. Proporcja dawania i brania musi być zachowana.
                                                    Skończyłam też z kaleczeniem siebie. Choć czasem miałam tak, że patrzyłam na coś ostrego i kusiło, to było jak narkotyk, nawet nic sobie nie robiąc przypominałam sobie to uczucie po, ten szum spadającego ciśnienia w uszach tą fazę... jednak panować nad tym trzeba, nie mogę tego robić sobie. Jesteś wierząca, więc wg wiary powinnaś szanować swoje ciało jako dzieło Boże. Choć ja do tego tak nie podeszłam. Ja po prostu stwierdziłam, że dlaczego mam sobie sama dowalać skoro życie jak zechce to i tak mi dowali.
                                                    Moje życie to sinusoida, pokazanie siły i chowanie jej.
                                                    Postanowiłam być panią sytuacji. Ciężko zapanować nad psychiką ale walczyłam z całych sił o siebie bo, jeśli ja nie zawalczę to nikt, a do tego zniszczę życie innym.
                                                    Musisz pamiętać, że choćbyś się nie wiem jak starała, choćbyś się na rzęsach stepować nauczyła to nadal jesteś człowiekiem (choć z ciekawą zdolnością ;) ) z wszystkimi tego atrybutami. Życie każdego, nawet najzdrowszego człowieka to sinusoida, wzloty, upadki, dni pełne miłości do świata i dni pełne do niego niechęci.
                                                    Twoje odczucia potęguje choroba, ale nadal jesteś człowiekiem i jak człowiek reagujesz, a najważniejsze, że mimo wszystko starasz się zachować ok i jest w Tobie kultura i przyzwoitość. Zobaczysz za jakiś niedługi czas znowu będziesz tą samą dziewczyną, tylko bardziej asertywną, wyważoną, nadal będziesz umiała kochać, złościć się, pomagać, ale nie dawać się wykorzystywać, wszystko wróci do jakiegoś pionu, ale na wszystko potrzeba czasu który musisz sobie dać.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 13.12.16, 15:57
                                                    no i się poryczałam , standard.
                                                    Tylko ja się nigdy nie kaleczyłam w żaden sposób, ja siebie niszczyłam poprzez głodówki, ćwiczenia fizyczne itp ale nigdy nie bezpośrednio.
                                                    W moim wieku już wręcz nie wypada sięgać po takie metody odreagowania.Bo jeśli sięgnę po to dzisiaj , to zniszczy mnie poczucie winy.
                                                    Najlepiej gdy sie wycofam na jakiś czas z relacji by nie pozabijać wszystkich, bo nie bede miała do czego wracać.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 13.12.16, 18:27
                                                    Matko bosa, a dlaczego Ty się popłakałaś?
                                                    Martyna nie ważne jak się niszczyłaś, ale niszczyłaś, jeden czort.
                                                    Nie pisałam Ci tego by Ci sugerować, że powinnaś sięgać po ostre narzędzia, a po to byś tego nie robiła.
                                                    Wycofanie też nie jest dobrym wyjściem, możesz ograniczyć kontakty ale nie rezygnuj z nich. Zamkniesz się w domu to zwariujesz, zaczniesz po ścianach chodzić.
                                                    Ciężko się udaje życie towarzyskie kiedy się tego nie chce.
                                                    Kiedy leczyłam depresję, mąż wyciągał mnie z domu. Czasem na obiad szliśmy, czasem na spacer, byle z domu. Nie zawsze chciałam. Jednak dzięki temu łamałam wiele oporów we mnie narastających. Ciężko było, ale dało radę. Człowiek wiele potrafi przeskoczyć, ale samego siebie jest najtrudniej.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 14.12.16, 12:40
                                                    Martyna jak się dziś masz?
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 14.12.16, 13:33
                                                    Autoagresja choć w rożnych formach to w sumie zawsze ten sam problem,
                                                    żeby tak można było jakoś magicznie przenieść Ci to myślenie z wew do zew.
                                                    Poczucie winy to coś czego trzeba się pozbyć, to bardzo, bardzo niszczące uczucie, ale niestety w depresji typowe.

                                                    Kolce już lepiej wystawiać na zewnątrz niż robić za poduszeczkę do igieł.
                                                    <przytulak>
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 14.12.16, 22:35
                                                    Martini odp brzmi zyje.

                                                    Mardaani wiem, to nie jest wyjscie, ale zapewnie pozwala poczuc swoj swiat. Zapanowac nad czymkolwiek.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 14.12.16, 22:39
                                                    Autoagresja jeszcze nikomu nad niczym nie pozwoliła zapanować. Ona potrafi być jak narkotyk, uzależniać, dawać poczucie panowania nad czymś np. poskramiania emocji, ale niesie za sobą tylko zło i destrukcję.
                                                    Jednak Twoja zdawkowa odpowiedź daje mi poczucie, że coś nie gra u Ciebie bardziej niż poprzednio. Albo jesteś zmęczona po ciężkim dniu...
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 14.12.16, 22:50
                                                    Z całego serca życzę Ci poprawy i wewnętrznego spokoju i wierzę, że dasz sobie z tym wszystkim radę. Nie obwiniaj się o nic proszę, walczysz o siebie, masz naprawdę trudny czas. Proszę, bądź dla siebie wyrozumiała, zasługujesz na dobre rzeczy.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 14.12.16, 23:24
                                                    Schowałam dziś swoje kolce, ale jak ktoś przesadzi potrafoe ugryzc. Wzystkie sily skierowowane sa do wew , by siebie xhrobić otulac i bronic
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 15.12.16, 00:58
                                                    To całkiem zrozumiałe, człowiek jak cierpi czy to fizycznie czy psychicznie to czasem robi się agresywny, bo musi walczyć z chorobą, i jest tym tak okropnie zmęczony że na inne rzeczy już nie wystarcza siły i cierpliwości, to w sumie całkiem normalne.
                                                    Depresyjni chcąc się zmobilizować uruchamiają często najpierw złość, a dopiero potem jest rozruch.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 15.12.16, 10:11
                                                    dobrze, że w ogóle jakoś reagujesz, gorzej jakby Ci wszystko było obojętne
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 15.12.16, 13:56
                                                    Dzisiaj jestem wielce zdziwiona, oprocz tego ze wstanie z łóżka jest koszmarem, to pozniej sie rozkrecam. Dzis mialam takiego delikatnego i mojego powera.Sprzatalam 6 godz nie mialam czasu na posilek, ale zdziwilo mnie to ze sprzatalam tam gdzie nie moglam sie zmobilizować przez miesiace jak nie lata.Po prostu mi sie chce, mam jeszcse kilka rzeczy do zrobienia ale to pozniej bo musze wyjsc. Mam wrazenie ze ruchowo wraca dawna ja i nie mam tutaj na mysli choroby a raczej charakter. Dziwne to wszystko ale niebhce by ktos/cos odebral tego chcenia.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 15.12.16, 14:00
                                                    też tak miałam, po okresie "niechcenia" dostałam powera, w domu, w pracy, w życiu, wówczas działałam ciągiem bo, bałam się, że mi minie, to pojawiło się na jakiś nie długi czas przed wyjściem na prostą, oby i u Ciebie to tak było czego Ci życzę :)
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 08:46
                                                    Smutne to jak w swoim ostatnim czasie zyl Bogdan Smolen . On zalozyl fundacje dla innych, a sam byl w pewnym momencie sam.
                                                    Bylam u lekarza, zwiekszamy leki, w koncu zrozumalam, a moze tylko to do mnie w koncu dotarlo o co chodzi w tym wszystkim.Pozbawiłam sie złudzen co do dg i choroby. Cóż pozostaje mi sie z tym pogodzic nie wiem czy zaakceptuje ten fakt, ale przwstaje sie juz zadreczac.
                                                    Terapeutka prosi o pozwolenie by mogla skontaktowac siebz lekarzem, zreszta ma teraz 3 tyg przerwe swiateczną, mimo tego chce sie ze mna spotkac w tej przerwie, i wiecie co , znow sie czuje jako przypadek pilny/ciezki.
                                                    Wracam w pon do pracy i boje sie, nie wiem czego bo ten lęk jest irracjonalny ale jest. Jakbym szla pierwszy dzien do pracy, choc też nie zupełnie bo ja sie bardzo rzadko stresuje taki rzeczami. Ogólnie to jest przyjete w firmie i nie tylko ze gdzie diabel nie moze tam martyne posle ;-) i cos w tym jest.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:03
                                                    wiecie co , znow sie czuje jako przypadek pilny/ciezki --
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:07
                                                    nie czuj się jak przypadek ciężki tylko doceń, że trafia Ci się terapeutka zaangażowana, z ludzkim podejściem, z powołaniem, jeśli prosi o tę zgodę to może warto by się zgodzić, może wspólnie postawią Cię na nogi
                                                    Pracą się nie stresuj, czasem to normalne, że po zwolnieniu się tak wraca, człowiek musi na nowo zatrybić
                                                    no i sama widzisz, bez Ciebie ta firma nie działa bo, z życia wiem, że problemów pt."gdzie diabeł nie może..." to zawsze się trochę znajdzie ;)
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:36
                                                    5 mies walczylam sama ze soba czy to chad czy nie , niewierzylam lekarzowi, terapeutce etc. Teraz juz nie mam złudzeń. Z tyłu glowy pojawia sie mysl, skoro leki (neuroleptyki , stabilizator )działają to chyba to jednak chad?a co sie dzieje na zdrowa osoba bierze takie leki?
                                                    Stres powrotowy jest zwiazany z tym ze pierwszy raz do firmy trafilo moje zwolnienie od psychiatrii. To jest wielka korporacja medyczna, tam nie ma tajemnic, tam wszystko sie roznosi z czestotliwoscia swiatla. Tam sa "śledztwa " bo swiat jest malutki i wiekszosc sie znamy.
                                                    Po prostu nie chce pytań , nachalnosci .
                                                    Doceniam troske terapeutki ale moje myslenie jest jakie jest, Ona zna mnie 3 lata.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:39
                                                    Skoro korporacja to zawsze mozesz zwalic na stres zwiazany z przepracowaniem, poczatki burn out. Spokojnie.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:46
                                                    Po pierwsze, jest coś takiego jak tajemnica obowiązująca w kadrach gdzie trafia Twoje zwolnienie, oni nie mają prawa opowiadać o przyczynach z jakich pracownik był na zwolnieniu. Pracodawca tez musi milczeć. To ich zakichany obowiązek i basta.
                                                    Ja wiem, że jeszcze pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że jak ktoś poszedł do psychiatry/psychologa to na bank wariat, ale powoli to zamiera.
                                                    Martyna spokojnie. Jeśli się pojawią pytania powiedz, że nie jest to temat do plotek, rozmów, jeśli ktoś będzie nachalny potraktuj go zlewającym milczeniem.
                                                    Dasz radę.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 09:49
                                                    ps. jeśli takie dane zostaną udostępnione/rozpowszechnione pracodawca możesz dochodzić odszkodowania
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 11:21
                                                    Niestety obowiązuje mnie ścieżka służbowa, czyli zwolnienie lekarskie trafia do mojego bezpośredniego przełożonego a następnie do kadr. W tym zwolnieniu nie ma rozpoznania ICD 10 , tylko na blankiecie dla ZUSu. Już wiem, że firma wie, dostaję smsy o tym jak się czuje , kiedy wracam, że im brakuje mnie- takie ble ble ble, czysta ciekawość. Jedna z koleżanek napisała" ja też się leczę na X w PZP" ja z nią nie pracuje bezpośrednio, ponieważ Ona jest na innym piętrze. Kiedyś była taka sytuacja, że jedna z lekarek miała zwolnienie z PZP, i P. Dyr. wstrzęła śledztwo by dowiedzieć się z jakim rozpoznaniem jest zwolnienie. Uruchomiła medycynę pracy . Z jednej strony nie rozumiem tego a z innych próbuje ogarnąć do czego im ta wiedza? pewna jest tylko to że to nie troska, a jeśli już to o swoją d. bom mam do czynienia z lekami, również z z uzależniającymi, może o to chodzi? sama nie wiem.
                                                    A co do " gdzie diabeł ..." to że jak idę do " paszczy lwa" to na spokojnie załatwiam sprawę, zazwyczaj pozytywnie, jeśli odmownie to z koncepcją jak można coś zmienić. Trzymam emocje na wodzy, bo niektórzy idą z krzykiem, pretensjami, ze strachem, który paraliżuje.
                                                    Rozumiem
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 11:30
                                                    U nas juz jak sie dzwoni powiedziec, ze jest sie chorym, to krowa sekretarka wypytuje mimo, ze nie ma prawa. Jaj jest naprawde zle wymieniam zwolnienia u rodzinnego, natomiast jak sie czje w miare dobrze i moge pracowac, ale jeszcze nie na tyle, ze moge isc do biura ( ja mam straszne trudnosc wyjsc z domu i byc miedzy ludzmi ) , to wysylam szefowej oryginal od psychiatry i ona to zalatwia, dajac mi dyspense na prace zdalna na 2 tygodnie. Ja jak bylam u medycyny pracy powiedzialam doktorowi na co choruje, nie widzial przeciwskazan, wiec w razie czego moga mi skoczyc.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 16.12.16, 12:56
                                                    Praca sekretarki polega na tym żeby wiedzieć wszystko o wszystkich, bez tego nuda panie :)
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 16.12.16, 12:55
                                                    Personel nie może stanowić zagrożenia dla pacjentów, a z kiepską koncentracją można się pomylić, w przypadku lekarza czy pielęgniarki taka pomyłka może kogoś kosztować zdrowie i życie, wystarczy że pomylisz leki albo dawki albo... jest jeszcze milion takich albo.

                                                    Chyba o to chodziło dyrekcji i dlatego trudno wymagać w takim środowisku pełnej dyskrecji. Jeśli jesteś lekarzem/pielęgniarką to Twoja choroba nie jest tam tylko Twoją prywatną sprawą. Tak ja rozumuję.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 16.12.16, 12:49
                                                    Zanim się dobierze leki to wiele przypadkow jest ciężkich. Ja chciałabym kiedyś trafić na takiego zaangażowanego terapeutę.
                                                    Chyba niepotrzebnie włączasz takie nieufne podejrzliwe klimaty.
                                                    Teraz tylu ludzi choruje na depresję w każdym jednym miejscu tylko o tym nie wiesz, a CHad nie jest niczym niezwykłym, zonk byłby gdybyś dostała typowej manii i np nie miała zahamowań seksualnych w pracy, albo przyszła pijana czy naćpana.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 13:03
                                                    Martyna, sama kiedyś na początku byłam sekretarką/asystentem zarządu, zresztą tyle co ja obskoczyłam stanowisk w jednej firmie oficjalnie i nie to historia, zresztą jak jesteś asystentem to jesteś każdym prawie czasem.
                                                    Ale nie o tym. Mnie wówczas również obowiązywała tajemnica. Ja nie mogłam iść np, do logistyki i sobie palnąć "a wiecie, że X był u psychiatry i ma zwolnienie?" raz dlatego, że mam własne zasady, dwa, że to nie profesjonalne, a trzy bo, to tajemnica. Nie wolno i basta.
                                                    Jeśli takie sytuacje są w Twojej firmie to znaczy, że komuś trzeba język uciąć, najlepiej z głową.
                                                    Nasza kadrowa choć miła babka to trochę czasem choleryczka była, więc czasem załatwianie rzeczy z pracownikami spadało na mnie bo, ja starałam się miło, czasem z żartem, ogólnie lepsza ręka do ludzi, druga kadrowa, również z tych spokojniejszych, ale jej działka to bardziej papierowa była, niż kontakt z ludźmi.
                                                    Nie oznacza to jednak, że nie umiałam wystawić czasem pazurów i pokazać kłów ;)
                                                    W życiu trzeba czasem dostosowywać emocje i zachowania do rozmówcy.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 16:33
                                                    Nie zgodze sie z ta opinia . Lekarz wystawia mi zadwiadczenie ze moge pracoeac. Med pracy daje mi zdolnosc do pracy. Nie tylko lekatze/pilegniarki /rat medyczni odpowiadaja za lydzkie zycie i zdrowie. A kierowcy autobusa, a farmaceuta?jest mnosywo takich osob.Jak ktos sie leczy to chwała im za to gorzej jak sie nie leczy , widzialam Juz lekarxa z nieleczona schizofrenia, alkoholikow ktorzy pracowali itp Kazdy z nas moze sie pomylic bez wzgledu navstan zdrowia.
                                                    W mojej firmie wiadomosc o moim leczeniu w PZP to atrakcja turystyczna,nie pytaja i nie robia furory ze stanu somatycznego abtez jak m zaostreniebchoroby nie pracuje wydajmnie.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 16.12.16, 16:45
                                                    Żeby nie było ja nie zakazuję pracy osobom które się leczą a już tym bardziej w stanie stabilnym, ale nie zdziwiłabym się gdyby był wymóg że dyrekcja szpitala dajmy na to musi być powiadomiona że ma się taką a taką chorobę, w tym somatyczną która może mieć wpływ na pracę. A nie potem tak jak piszesz pijany chirurg słania się na sali operacyjnej albo mu ręce latają bo ukrył że ma Parkinsona. Tak być nie powinno.
                                                    Zresztą, wiedzą nie wiedzą, ludzie i tak mają w dupie, plotkują bo taka jest natura homo sapiens sapiens że interesuje się stadem i nieustannie je kontroluje, ale tak naprawdę każdy myśli głównie o swoich sprawach i problemach. Cześć zresztą pewnie chce Ci dodać ducha że oni też się leczą, czy korzystali z terapii i jest ok. Nie można się dopatrywać wszędzie podstępu i złośliwości. Najczęściej jednak spotykamy się z obojetnością, często z życzliwością, a z typową złośliwością i chęcią zaszkodzenia jednak sporadycznie. No chyba że już ma się wybitnie patologiczne środowisko. O lekarskim wiem tyle co moge wiedzieć pacjent, czyli nic. Jak dla mnie to ja mam problem z lekarzami a nie oni ze mną :)
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 17.12.16, 17:22
                                                    dyskrecja ma być zachowana i basta, jeśli jestem pielęgniarką/ lekarzem czy inną osobą na ważącym nad dobrem innych osób stanowisku to właśnie kiedy jest źle idę na zwolnienie, leczę się ale nie muszą o tym wiedzieć wszyscy w firmie/szpitalu/instytucji etc. ta wiedza wszystkich jest presją dla mnie, czuję, że patrzą na mnie, mi na ręce, a to nie pomaga, nawet stabilną wyprowadzi z równowagi
                                                    Przyczyna mojego zwolnienia to sprawa między mną, kadrami, szefem i lekarzem.
                                                    Może są jakieś przypadki uzasadnione prawnie gdzie się ogłasza na całą firmę "Kowalski ma CHAD/depresję/schizofrenię/fobię etc. ale nie słyszałam o nich, ale ja tak tylko zorientowana jestem z jednego w sumie sektora.
                                                    Z czystej ciekawości jak będę mieć więcej czasu przeszukam net.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 17:44
                                                    Atrakcja turystyczna, cos w tym jest. U nas raz kolezanka zapytala na wewnetrznym komunikatorze, czy ktos nie ma w domu leku X bo jej sie skonczyly, a lekarz na urlopie. To dopiero sie dzialo. Post skasowala po 5 Minutach, ale co gadania bylo. Z drugiej strony niezle bylo zobaczyc, kto jak zareagowal.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:07
                                                    Nie doszukuję się podstępu i złośliwości, Oni nie chcą źle mówię tutaj o współpracownikach, tylko skądś ta informacja do nich dotarła, ode mnie zapewne nie, więc kto?
                                                    Znam tą firmę od podszewki 9 lat bycia korposzczurem mi wiele pokazało.Ludzi ogólnie są ok i trzymamy się razem, tylko mnie denerwuje ta " sensacja" , bo przecież jestem duszą towarzystwa, lubię żarty i jestem główną podejrzaną jak ktoś coś szalonego zrobi, jestem tą co dobiera kolor skarpet do koloru kolczyków, tą która kupuje kolorowe rajstopy w 5-10-15 itp. I nagle taka info, są w szoku jak to określili.
                                                    Nigdy nie wejdą przepis,y by jakakolwiek dyrekcja, szefostwo itp sprawdzało pracowników, czy była powiadamiana o ich stanie zdrowia. Jak pracownik dostaje zdolność to może pracować, i dyrekcji nic do tego. Jest jeszcze jedna kwestia jeśli, przełożony zauważy pogorszenie stanu zdrowia pracownika, zanim mu się skończy zdolność do pracy to wystawia skierowanie tzw celowane do medycyny pracy. Ja miałam skierowanie celowane do okulisty, mimo, że zdolność miałam ważną jeszcze rok.
                                                    Ile ludzi tyle zagrożeń, gdyby mój szef miał mieć wpływ na moje zatrudnienie, patrząc ma moja somatykę , już dawno bym była na rencie i za 620 zł przyszłoby mi żyć w tym kraju.
                                                    Zresztą ludzie by się nie przyznawali na co chorują w medycynie pracy, gdyby dyrekcja miała dostęp do kartotek medycznych. Choć u nas ma .

                                                    Wybaczcie, ale dziś jestem jednym wielkim nerwem, jak kogoś nie zamorduję będzie dobrze.Jak już widzę dzwoniący tel to warczę, spędziłam dziś w korkach 4 godz. Miałam jakieś kosmiczne testy psychologiczne gdzie po 3 stronach, już było po koncentracji, nie byłam wstanie zapamiętać 10 słów itp.
                                                    Już dziś wiem, że nie będę zadowolona z wyników i cała ta sytuacja zeżre mnie od środka i wpędzi w poczucie winy.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:20
                                                    Pardon, nie wiedzialam jak to w Polsce wyglada. Tu jest inaczej. Ja na przyklad uwazam, bardzo, zeby rowno co 5,5 miesiaca pojsc chocby na 3 dni zwolnienia, bo wowczas nie mam 2 miesiecy wypowiedzenia , a pol roku - gdyby chcieli mnie zwolnic. Zwolnienie tez nie jest takie straszne, bo przez rok dostaje sie dalej wysokosc pensji, wiec mozna na spokojnie otrzasnac sie i szukac nowej pracy.
                                                    Co do korkow - wyobraz sobie, ze ja mam do biura 16 km od drzwi do drzwi, ktore pokonuje sie w 20 minut, nie mieszkamy w miescie, bo tam sa horrendalne czynsze, mieszkamy w miasteczku . Otoz zeby byc w biurze na 9 musimy wyjechac rano 7:30. Tutaj codziennie 200tysiecy osob wjezdza i wyjezdza z krajow osciennych - Francji, Belgii i Niemiec. Znajdz sobie cos, audiobook do sluchania w aucie czy cos takiego. Ja dostawalam szalu w pierwszy rok tutaj.
                                                    Co do testow to nie matura, nie ty masz byc zadowolona. One nie sa po to zeby CIEBIE MARTYNE oceniac, tylko zeby ocenic twoj stan psychiczny itd. nam laikom nic to nie mowi, a inni potrafia tym sposobem znalezc odpowiedz na wiele trudnych pytan
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:30
                                                    Martyna Ty to chyba perfekcjonistka jesteś, jak coś robisz to efekt musi być minimum zadowalający. Sama na siebie bat kręcisz. Wyluzuj, Nebelowa ma rację to nie matura. Myślisz, że ile osób miało na tych testach podobnie jak Ty albo jeszcze gorzej? MULTUM. Podejrzewam, że nawet jest to wliczone w test.
                                                    Kiedyś miałam jakiś tam jeden dziwny test, przyznam się, troszkę oszukiwałam. I wiecie co? Efekt był taki, że wynik i tak wykazał moje problemy.
                                                    Jest weekend, spróbuj się odprężyć, włącz jakąś muzykę co Cię wyciszy, kąpiel, książka czy co lubisz robić jak chcesz sobie dogodzić.
                                                    Potrzebujesz zwolnić na obrotach troszkę.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:33
                                                    Jaki jest mój stan psychiczny jak odliczam sobie " Ene due like fake,
                                                    korba borba esme smate, deus deus kosmotaeus i morele baks umówmy się że to nie jest adekwatne. Nie skupię się ni ch....a, ani na czytaniu czegokolwiek ani na krzyżówkach, wykreślankach a tym bardziej testach.
                                                    Co do korków ja ogólnie dobrze reagowałam na ie są i tyle, na szczęście nie muszę w nich stać codziennie bo do pracy jeżdżę na tak wczesną porę że ludzie śpią.Myślę, że tu nie chodzi o korki a o byle pretekst by sobie pokląć.
                                                    Z oazy spokoju stałam się wulkanem bez granic.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:46
                                                    no to klnij sobie jak to Ci daje ulgę, czym się martwisz?
                                                    no fakt, z tym czytaniem to poleciałam po bandzie.
                                                    Martyna nie jestem żaden specjalista, ale wydaje mnie się, że ten wulkan to przejściowy jest, kiedyś musiało się z Ciebie wylać.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:46
                                                    A w programie III 180? wydanie Listy i na czwartym KULT z "Madryt" i moj maz wlasnie probuje spiewac z Kazikiem www.youtube.com/watch?v=xVFYD96iLq0
                                                    na razie wychodzi mu "romantyczne tlo" w refrenie bardzo dobrze
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 16.12.16, 21:46
                                                    zly watek!
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 17.12.16, 14:18
                                                    luzik mnie się też czasem plącze w którym co przeczytałam ;)
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 18.12.16, 11:18
                                                    Właśnie dostałam życzenia od rodzicielki pt popie...niec. Sprawdziłam w słowniku co to znaczy " niespełna rozumu" , w sumie nawet trafiła.Dodam tylko, że mnie się dostało bo nie chcę postępować wbrew sobie, zawsze musi być tak jak ona chce, a że nie udaje jej się panować nade mną więc jest rozpacz, obraza, wyzwiska trzaskanie drzwiami, i wielki dramat z fajerwerkami. Zapewne teraz będzie dramat w trzech aktach bo cała rodzina będzie wiedzieć jaka jestem <wstaw właściwy epitet>.
                                                    W zasadzie to muszę ją zapytać czy chce spędzić wigilię z popie...ńcem? bo życzenia mamy już za sobą. W zasadzie ja już chyba nie chcę nic. W Wigilię pospaceruję sobie po mieście popatrzę co robią inny.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 18.12.16, 11:31
                                                    Jejku jak ja strasznie żałuję, że jestem daleko od Ciebie (a przynajmniej tak mnie się wydaje) wpadłabyś do nas, u nas klimat swobodny i nie musiałabyś być sama.
                                                    Nie chcę obrażać nikogo, ale myślę, że Twoja mama nic nie rozumie, nie wie co się w Tobie dzieje i nie wiem czy tego nie dopuszcza do siebie, czy po prostu to poza jej możliwościami poznawczymi.
                                                    Miałam przygody z rodziną podobne, aż parę razy powiedziałam, że ich fochy to jakby nie mój problem i robiłam nadal swoje. Czasem trzeba zaznaczyć swoją odrębność.
                                                    Nawet dziecko ma prawo mieć odmienne zdanie, więc dorosła niezależna kobieta tym bardziej.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 18.12.16, 12:08
                                                    Wsiadaj w samolot. LOT lata. Zapraszam. Miejsca unas pod dostatkiem.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 18.12.16, 14:53
                                                    Dziękuje.
                                                    W związku z tym, że wg nich mogą mnie wyzywać i zmuszać do tego by postępować jak oni chcą, nie zamierzam spędzać z nimi wigilii, choć już usłyszałam że zostawiam starych ludzi( taaa nie mają 60 - słysze że są starzy od 20 lat). W zasadzie to z nikim nie będę spędzać, tylko dlatego że nie chcę. Wyrzygali mi wszystko od zalania dziejów, wszystko to co zrobiłam im źle, kiedy wyrządziłam im przykrość, co odmówiłam przez całe lata świetlne, czego to oni dla mnie nie zrobili,a ja wyrodna córka jestem <piii>. Upuścili jadu, bez możliwości mojej obrony bo na moje słowa " trochę nad interpretujesz, to hipokryzja"usłyszałam tak ty tylko tymi swoimi zdaniami nas ustawiasz. Cały czas krzyk, jedynie co byłam w stanie powiedzieć to by się nie zbliżała do mnie.
                                                    Oni nie wiedzą, że choruję. Wiedzą że mam problemy zdrowotne bo bywam w szpitalu i zdarzyło im się wzywać karetkę. Ja nie wymagam specjalnego traktowania, ja chce tylko spokoju, a nie wypominek że nie przyjechałam skosić im trawnik, pomóc przy x czy y.Nie skarżę się że mnie coś boli, że mam duszność, że potrzebuję pomocy przy otwarciu słoika, nie ja tylko milczę. Tym bardziej zamykam się w sobie jak słyszę słowa o niezdarności upuszczając kubek z kawą, gdzie przeliczyłam swój chwyt i rozćwiczenie stawów.
                                                    Po mojej próbie samobójczej rodzicielka zwaliła winę na ojca, gdzie to nie była prawda, ale udało jej się wpędzić go w poczucie winy i spowodowała dystans jego do mnie. Moje tłumaczenie, ze nie było winy w tym nikogo, nie pomogło. Przecież to było na im złość , by pokazać jaka jestem uparta i nieszczęśliwa.
                                                    " moi drodzy niestety mylicie się w tym wszyscy, jeśli nie pomogły modlitwy by się rano nie obudzić. Uciekałam na grób babci i błagałam by mnie do siebie wzięła." Jeśli to wszystko nie pomogło to zrobiłam to samodzielnie, gdyby nie to, że nie przewidziałam że mając drgawki spadnę z łóżka i ich to obudzi, że będą w stanie mnie reanimować... tak niewiele brakowało.
                                                    Chciałabym by się udało, ale niestety nie poszło, może kiedyś będzie trafniej.
                                                    Przepraszam Was za to że tym razem to ja wyrzygałam Wam to wszystko.
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 18.12.16, 15:45
                                                    Martyna, jak pare lat temu po terapii odwazylam sie zawalczyc o swoje i ustawiac granice bylo to samo. W Wigilie bylismy sami, w jeszcze niewykonczyonym w srodku domku w lesie. Nie zadzwonili, nie zaprosili, nic. Wtedy niespodziewanie przyszedl do nas sasiad , ktory pomagal nam , a to przy wycince drzew itd. i powiedzial, ze mamy przyjsc do nich. Wiesz to sa bardzo prosci ludzie, ja nie wiedzalam, ze tak ludzie zyja, w takich warunkach, ale powiem ci ta Wigilia u nich tak duzo mi dala. Szlismy po ciemku przez las do nich, po sniegu i to bylo dla mnie tak niezwykle uczucie, ze nie jestem sama, ze ktos o mnie jednak pomyslal. Ja nie mialam ze swoimi rodzicami zadnego kontaktu prawie 3 lata, w w tym czasie wykonali oni wielka prace nad soba i po 3 latach wyciagneli reke i zaczelismy budowac relacje na nowo. Teraz jest jak w moich wczesniejszych wyobrazeniach o tym jakbym chciala, zeby bylo.
                                                    U mojego meza niestety nie bylo happy endu, on przerobil kilka ksiazek na temat uwalniania sie od rodzicow i punkt po punkcie realizowal kroki. Tam nie bylo happy endu, po 2 latach ciszy istnieja tylko kwartalne rozmowy o pogodzie, oni nie poruszyli sie o krok. Wazne jest tylko to, ze moj maz uwolnil sie od poczucia ciaglej winy, zaczal wierzyc, ze jest wartosciowy, cos potrafi , zaczal zyc i robic to co zawsze chcial i odwazyl sie latem zdjac tshirt i zalozyc krotkie spodnie. On cale zycie sluchal od matki, ze powinien sie zaslaniac, bo ma po operacji zdeformowana klatke piersiowa i krzywe nogi. /wcale nie ma krzywych :-) / i tym podobne koszmarne slowa.
                                                    Moi rodzice wiedza, ze sie lecze, ale lata cale udawali, ze to nie ma zadnego znaczenia i wrecz nie wolno mi pomagac i sie nade mna rozczulac, bo to mi szkodzi, bo wtedy jeszcze bardziej taplam sie w sobie. Jakby depresje mozna bylo pokonac hartem ducha, czy praca.
                                                    Jezli nie masz do kogo pojsc, to zrob sobie mily wieczor dla siebie, nie chodz sama po ulicach, bo to cie bedzie nakrecac w dol. Jak chcesz to mozemy zrobic wigile online. Zalozymy watek wigilijny i bedziemy sobie pisac. Nie robmy wielkiego halo z kolacji 24 grudnia, wiadomo sa tradycje, sa zwyczaje powinno byc tak i tak, ale machnij reka na to. Ja jestem za Wigilia online.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 18.12.16, 16:19
                                                    Mam do kogo pójść, tylko ja mam już dość wyjdę z domu pospaceruję będzie ok.
                                                    Gdyby nie terapia, pewnie bym dziś nie wyraziła własnego zdania i nie oberwała, a jak już to bym to kumulowała w sobie a nie wyrażała na zew. Wpędzona w poczucie winy, przyjęłabym jako jedną prawdę i uwierzyłabym w te wszystkie słowa jakie padły.
                                                    Mnie jest po prostu cholernie przykro.
                                                    Nebelowa, w całym tym wszystkim Ty nie byłaś sama, byliście we dwójkę. Łatwiej nieść ciężar w dwie osoby niż w pojedynkę.
                                                    Tylko czekam na kolejny argument, że jestem sama bo jestem zła, nikt ze mną nie wytrzymał i inne tego typu epitety :) by dowalić, dokopać już nawet leżącemu, co za różnica.
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 18.12.16, 19:11
                                                    jak Ci dowalą, że sama jesteś bo, to Ty jesteś ta zła, to powiedz, że nie jesteś sama bo, nikt z Tobą nie daje rady, a dlatego, że jeszcze nie spotkałaś nikogo wartego dłuższej uwagi, a nie jesteś z tych co rzucają się na byle co tylko by mieć status "w związku"
                                                    Wigilia online fajny pomysł, choć ja pewnie dołączę po niej, albo w pierwszy dzień świąt.
                                                    Nebelowa ma rację, budowanie relacji jest trudne. Moja rodzina do dziś nie wszystko ogarnęła. Mama jakoś przestała robić niektóre rzeczy, ale starego drzewa nie przesadzisz, siostra, o to ciekawostka, jak wiatr zawieje, czasem potrafi tak słodko mi dowalić, że jak ja wybuchnę to jest, że przyjechałam i się awanturuję. Jednak próbuje ona jakoś ze mną się dogadywać, czasem gra, czasem czegoś unika, czasem dla własnej korzyści udaje, że się ze mną zgadza, a czasem naprawdę to robi, ale jest dystans którego ja nie przeskoczę bo, nigdy, ale to przenigdy nie będę nic naprawiać na jego warunkach, a ona tak czasem chce. Ja uderzyłam się w pierś, matka chyba widzi jakie błędy popełniła, jak wychowała mnie na kogoś kto chciał utopii w życiu, poddawałam się by zyskiwać akceptację, bałam się zmian choć o nich marzyłam... jak Hobbit za własną wieś przed wielką podróżą nie wyruszył tak ona wychowywała mnie na takiego Hobbita właśnie, ja byłam młodsza. Oj wiele by pisać, poniżenia też były. Dziś widzi w jakiś sposób we mnie dorosłą osobę o innej wartości. To dzięki mężowi odważyłam się obnażyć swoją wewnętrzną siłę, choć nadal jestem słaba. A najlepsze, że nawet liceum mi wybrać nie dała, powiedziała, że mam dwa do wyboru, niedaleko domu bo, na inne jestem za głupia, a jak jej powiesz, że sterować mną próbowała i robiła to, to powie Ci, że ja przecież zawsze robiłam co chciałam. Nie, nie robiłam. Ja po prostu wszędzie szukałam tego co dla mnie najlepsze w danej sytuacji. Choć dziś mniej już żałuję niż kiedyś bo, teraz jestem kim jestem, a jestem prawie z siebie zadowolona, jeszcze tylko muszę schudnąć, nauczyć się języka, znaleźć lepszą pracę i spełnić marzenia, ale życie przede mną, nie ma już presji bo, jak była to mi nie szło, a jak mi nie szło to była lipa.
                                                    Może Twoja mama jest z typu ludzi którzy wolą udawać, że problemu nie ma niż się z nim mierzyć, a może potrzeba jej czasu aby przywyknąć do nowej Ciebie.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 18.12.16, 20:27
                                                    Jestem po trzeciej wojnie swiatowe . Ta wojne oni wygrali , mei argumenty wyssane z czasow kamienia lupanego. Dwoje na jednego przegralam. Nie uwierzyli mi ze był gwałt,ze to nie mozliwe ze po latach od zdarzenia nagle probuje odebra sobie zycie. Za chwile uslysze ze to nie mialo miejsca bo nie chcebp tym mowic. Wpedzili mnie w poczucie winy ze nie zglosilam tego i pewnie inne dzieci sa ofiarami. Mowie game over
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 18.12.16, 20:39
                                                    Martyna, ale dlaczego przegralas, a oni wygrali i dlaczego sie konfrontowalas? "Wpedzili mnie w poczucie winy ze nie zglosilam tego i pewnie inne dzieci sa ofiarami." Bardzo to chwytajace za serce ta troska o innych, nie o wlasne dziecko. Coz za empatyczni ludzie. Przeciez to sa hipotetyczne brednie, ulozone po to, aby ci dowalic, bo on sie nie przynaja wciaz przed soba, ze popelnili bledy. Aby to sie zmienilo, musieli by sie przed soba do tego przyznac, a nie chca. To typowa taktyka przerzucania winy na druga strone. Wez ty sobie kup "Toksyczni Rodzice" Susan Forward, na jej podstawie moj maz sobie pomogl. On byl z kolei winny na przyklad cierpieniom swojej matki przy porodzie. To jest taktyka, nie bierz je do serce, poczytaj o tym
                                                  • martini-7 Re: samotność a choroba 18.12.16, 21:06
                                                    Martyna mnie jako dziecko obłapywł syn sąsiadów, ja dziecko w pierwszej klasie podstawówki, on pełnoletni, albo jakoś tak, bałam się jak cholera potem, wyparłam to, powiedziałam potem tylko terapeutce, mój były wiedział i mąż wie, zapomniałam o tym na lata bo, bo? bo, tak to działa, czasem strach bierze górę poczucie wstydu.
                                                    Martyna oni nie wygrali. Pokazali jakimi tchórzami w obliczu prawdy są i jak zawiedli Cię, to ich wielka porażka więc atakują Ciebie by zrzucić to z siebie
                                                  • nebelowa Re: samotność a choroba 18.12.16, 21:15
                                                    Juz pisalam, tak dlugo jak oni sami przed soba nie przynaja sie do popelnionych bledow i nie poszukaja w sobie, beda kreowac historie i rzeczywistosc jak im pasuje. Twojej tam winy nie ma. Koniec. Kropka.
                                                  • mardaani.74 Re: samotność a choroba 19.12.16, 13:28
                                                    Martyno, jeśli jeszcze tam jesteś, przepraszam za nadszczerość i wiedz że nie chcę Cię w żaden sposób zranić, ale muszę to napisać.

                                                    Największym dla Ciebie wrogiem i zagrożeniem jesteś Ty sama.

                                                    Każde odzyskane siły fizyczne przekierowujesz natychmiast na działania o których wiesz lub z pewnością wyczuwasz że mogą Ci zaszkodzić.

                                                    Jesteś dorosła, wiesz jacy są rodzice, idąc tam i poruszając ten temat w momencie tak kruchego zdrowia psychicznego i fizycznego postąpiłaś lekkomyślnie i autodestrukcyjnie. Przecież wiesz że w 99 przypadkach na 100 pierwszą reakcją na takie "wieści" "wyrodnych" rodziców jest całkowite wyparcie i przeniesienie winy na dziecko, więc skrajną naiwnością byłoby oczekiwać czegoś innego. Podłożyłaś się jakbyś chciała się przekonać jak wielki ból możesz unieść.

                                                    Nie rozumiesz Karli dlaczego ona sama siebie niszczy, dlaczego pozwala na to że jest krzywdzona ja tak samo widzę Twoje działania. Jedna wielka autodestrukcja, a jak ktoś chce się zbliżyć, pomóc, trafi czasem blisko sedna to zaraz wystawiasz kolce już nie jak jeż a jak jeżozwierz i człowiek zostaje bezradny z tą wyciągniętą ręką.

                                                    Stworzyłaś wokół siebie mur i wydaje Ci się że wokół jest wroga próżnia. Sęk w tym że to tylko uczucie, emocja, nieprawda, ale z jakiegoś powodu nie można Cię wyciągnąć zza tego muru i robisz wszystko żeby go dobudować jeszcze wyżej za każdym razem jak się ktoś zbliży. Za każdym razem jest taki lęk, oj uważaj bo ją wystraszysz, bo ona znou zrobi sobie krzywdę. Trzymasz mnie tym i pewnie nei tylko mnie w szachu, bardzo skuteczne muszę przyznać, ale komu to ma wyjść na dobre? i czemu w sumie służy? Nie wiem.

                                                    Nie wiem jak Ci pomóc, choć bardzo bym chciała mieć taką wiedzę i możliwości bo widzę jak wartościowy i fajny człowiek jest pod tymi kolcami i za tym murem, i chciałabym żebyś mogła po prostu żyć i cieszyć się tym życiem. W tej chwili jestem bezsilna i mogę Cię tylko prosić. Bądź dla siebie dobra, wyrozumiała i łagodna, lub siebie tak jak lubimy Cię my tutaj i zapewne Twoi przyjaciele w realu. Przestań wierzyć w to co widzisz w wykrzywionym lustrze depresji, to wszystko złudzenie, złe, pokrzywione, nieprawdziwe.

                                                    Być może nie zechcesz tutaj więcej pisać, szkoda, ale może w realu znajdziesz taką myśl, jakiś pomysł na siebie który przerwie tę obłędną spiralę depresji i autodestrukcji, znajdziesz ten złoty środek w którym odnajdziesz samą siebie, tą prawdziwą, spokojną. Z całego serca Ci tego życzę.
                                                  • martyna2525 Re: samotność a choroba 19.12.16, 19:59
                                                    Mardaani dziekuje za szczerosc, ważne jest dla mnie Twoje zdanie.
                                                    Sa kwestie w tym co napisałas niezrozymiale dla mnie,ale zostawmy to bo to ze nie moge sie skoncentrowac lezy po mojej stronie.
                                                    W cely wyjasnienia, ja do nich nie poszlam to oni przyszli do mnie. Trudno wybudowac mur gdy ich mam w odleglosc 100m.
                                                    Przepraszam Was za to, co tutaj napisalam, nie powinnam tego wywalac i w jakis sposob Was obciazac.
                                                    Co do autoagresji to nie dokonca jest tak jak piszesz,vprzez trzy lata terapi nauczylam sie funkcjonowac w tym ich swiecie, z ich oskarzeniami i mieszaniem z blotem.Kiedys te slowa jaka jestem zla, wyrodna itp wzielabym do siebie i cala zlosc skierowalabym na siebie, uwierzylabym im ze taka jestem. A to nieprawda, nie jestem taka i nigdy nie bylam. Odbudowuje powoli swoje poczucie wlasnej wartosci, takie delikatne ale jrdnak.
                                                    Co do mojej delikatnosci, to nie musicie sie o mnie bać nie jestem tak krucha jak pewnie myslicie .Cala ta wczorajsza sytuacja spowodowala ze mi cholernie przykro, ze to beda ciezkie swieta, a