Dodaj do ulubionych

Historia Anny

12.04.11, 20:09
Moja niewidoma znajoma, ktora niedawno stracila ukochanego ojca chce umrzec. Powtarza to stale, sprawa wyglada zle. Ona jest juz bardzo dorosla ma kolo 50 lat. Zyje jeszcze jej matka, ale gdy odejdzie, to - nazwijmy ja - Anna bedzie calkowicie sama. Nie ma zadnej rodzny, ktora chcialaby sie nia zajac, a matka wyreczala ja we wszystkim, Anna nie potrafi nawet zrobic sobie sniadania.

W dodatku, obiektywnie rzecz oceniajac, Anna ma trudny charakter (wladcza, wrecz dyktatorska, wymagajaca obslugi, czesto zlosliwa, slabo wyksztalcona i calkowicie niesamodzielna). Zmienic sie chyba nie zmieni.

Nie mam pojecia jak jej pomoc, ani co zrobic. Zero jej przyjaciol, zero zainteresowan, zero rodziny. Z tego co mowi, obawiam sie najgorszego, gdy nie bedzie jej mamy. Na terapie nie ma szans, ani przyzwolenia... Umieszczenie w jakims domu opieki – tez odpada. W dodatku sprawa jest trudna, bo matka, kochajaca ja nad życie, jest całkowicie podlegla corce, a ja znajduje się w delikatnej sytuacji... Co zrobic?
Obserwuj wątek
    • ecco_mi Re: Historia Anny 12.04.11, 20:39
      Dlaczego umieszczenie w domu opieki odpada? Jeśli jest osobą niesamodzielną, czy nie będzie to jedyne wyjście?
      Czy jest na tyle samodzielna, aby targnąć się na własne życie?
      Jeśli chodzi o dom opieki... Może ty lub inna osoba możecie z nią o tym porozmawiać. Może jest władcza i słabo wykształcona, ale jeśli jest w pełni umysłowo rozwinięta, powinna zrozumieć własną sytuację. Jeśli nie zechce, chyba nie ma dla niej innej pomocy. Jeśli nie przyjmie tego, co możecie jej zaoferować, należy pozostawić jej wolną rękę.
      • koala_tralalala Re: Historia Anny 13.04.11, 01:06
        Organizacyjnie (w znaczeniu znalezienia domu opieki) daloby sie wszystko zalatwic, mysle ze nawet bez problemu. Tylko jak jej pomoc w znalezienu sensu istnienia, tego co dawaloby chec do wstania z lozka, do myslenia o zyciu a nie....?
    • a.waniliowa Re: Historia Anny 12.04.11, 20:43
      Może warto skontaktować się z fundacją na rzecz osób niewidomych i słabowidzących . Takie fundacje służą szeroką pomocą- psychologiczną, organizacyjną, informacyjną. Pracują też w nich wolontariusze.
      Nie wiem, jaka jest sytuacja finansowa Anny, bo świetnym rozwiązaniem jest pies przewodnik. Ale koszt zakupu takiego psa to dosyć spora kwota.
      • koala_tralalala Re: Historia Anny 13.04.11, 01:05
        Pies przewodnik jest doskonalym pomyslem, poszukam informacji jaki to wydatek. Widze jeszcze jeden plus: procz towarzystwa zwiekszalby bezpieczenstwo. Myslalam o malym piesku do towarzystwa, ale przewodnik bylby znacznie lepszy.
    • leda16 Re: Historia Anny 12.04.11, 21:33
      Polski Związek Niewidomych jest organizacją, w której Anna może uzyskać wszechstronną pomoc, również psychologiczną. Są też Domy Pomocy Społecznej dla Niewidomych. Więcej informacji tutaj: pzn.org.pl/
      • koala_tralalala Re: Historia Anny 13.04.11, 01:24
        Z tego co wiem, to PZN wszyscy niewidomi swietnie znaja. Organizuja spotkania, wyjazdy, swieta, biblioteke brajlowska i sluchowisk, wparcie dla osob ktore stracily wzrok i przezywaja dramat, pomoc w uzyskaniu renty - to wszystko jest bardzo potrzebne. Nie wiem czy moga tez pomoc przy psychologicznym problemie, w bardzo szczegolnej sytuacji zaloby i leku o utrate matki oraz braku sensu zycia... Tak czy inaczej popytam, zwlaszcza w stowarzyszeniach.
    • seth.destructor Re: Historia Anny 13.04.11, 00:52
      A dopiero co publikowano historię nauczyciela, który stopniowo tracił wzrok, ale nadal pracował w szkole i tak sobie radził, że oszukał wszystkich dokoła. Twoja Anna niestety nie ma takich jaj. Na złość mamie, że umrze, ona sobie też umrze, a co.
      • renkaforever Re: Historia Anny 13.04.11, 05:05
        Ja mysle, ze ona tak mowi, bo boi sie tego momentu utraty matki. To naprawde wzruszajaca i smutna historia , bo jako kaleka jest uzalezniona tylko od rodziny, a potem jak rodziny nie ma, to juz nie ma koncepcji na zycie. Trzeba o tym pomyslec, ze oprocz rodziny, na swiecie sa tez inni ludzie, z ktorymi warto sie przyjaznic. W razie co.. zawsze jakas ciepla dusza przytuli, moze nakarmi albo zwyczajnie pogada o d..maryni. W koncu zawsze jest wyjscie z tym domem opieki, ale to smetna rzeczywistosc. Bo tam sie "opiekuja" za pieniadze, a nie z potrzeby serca. A jej serca bedzie brakowalo, jak matka umrze. Bo jest to najwiekszy bol, kiedy umiera ktos, kto kochal nas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka