madziarek2985
15.11.11, 18:51
Pisze tu choc nie wiem czy to cos da...czuje sie strasznie...nie wiem od czego zaczac???Moze zaczne ze mam starsza siostre..jtira za dzieciaka zawsze byla cicha,zawsze zawstydzona itp...a jajako ta mlodsza zawsze sobie radzilam....i mysle ze tu zaczal sie poczatek moich problemow...Siostra jest starsza o 7lat...wiec juz ma dwie corki itp...rodzice opiekowali sie wnuczkami jezdzili do nich najpierw na mieszkanie wozili ich wszedzie...jak szwagier robil w Polsce na nocki to moja siostra nie mogla byc sama bo sie bala...i tak lata mijaly...ja doroslam szkoczylam szkoly wyjechalam za granice...w tym czasie siostra sie wyprowadzila za miasto do domku...szwagier pracuje za granica i ciagle ktos musial nianczyc moja siostre na noce...bo duza kobieta bala sie ze wejda w nocy i ja zamorduja...choc moim zdaniem to wymowka aby tylko ktos byl...no i tak zwerbowala mojego tatusia..tata jej pali w kominku robi wszystko przy domu-sadzi pieli kosi pali itp...odkurzy w domu zmyje naczynia itp w tym czasie ja poznalam meza...wyszlam za maz(oczywiscie moja siostra swiadkowa bo jak to siostry nie wezmiesz\)i siedzielismy jeszcze za granica...potem zjechalismy ja poszlam tu do pracy a moj maz musial jechac do mojego szwagra do pracy bo tam potrzebuja a i bedzie sie dokladal do chaty to szwagrowi latwiej...potem zaszlam w ciaze...moj pod koniec znow wyjechal za granice tam gdzie byl wczesniej bo u szwagra sie nie powiodlo...i owszem pod koniec czulam ze mam byla ze mna poswiecala mi czas..i na poczatku jak urodzilam synka...no ale coz znow prawie dzien w dzien musileimsy do siotry jechac bo to na wsi tam fajnie tam ojciec jest i wnuczki itp...i tak sie zgadzalam ...czas mijal...kiedy synek mial 7 miechow wyjechalam do meza,mama zeszla na emerutyre pojechala mnie odwiesc na 5 dni i wrocila i byla u siotry 4 dni wracala do domu na dzien i znow...bo tam na rower moze jechac na kijki itp...i czas mijal w kocu rozmawialam z mezem ze sie nei czuje za granica zeby cos robic bo ciagle mnie ciagnelo do Polski ze chciala bym byc tu...i mowie moze jakis biznes by otworzyc ze moze mama by przyjechala jak maly skonczy 2 lata teraz po nowym roku czy na jakis wklad w kredyt...maz mowi jesli sie zgodzi to ok....no ale byl kwiecein mezowi zmienili zmiany ze pracowal 4 na 4 po 12 godz i wielkanoc wypadalo ze ma byc w robocie...a ze to kraj nie katolicki,wiec tam problemu nie ma normalnie pracuja...i prosilam mame czy by nie przyjechala do mnie bo taka sytuacja...matka zaczela krecic ze najpierw tak potem ze nie bo ojca nie zostawi..to ja mowie wez go...i tak mnie krecila aby czas lecial...az w koncu sie zdenerwowalam i pytam jej na skypie jaka deyzja bo bilet musze kupowac...matka nie umiala mi odp widzialam ze odwraca sie do tylu i ja mowie a co ty tak zerkasz na tyl adwokatow musisz pytac...a wiedzialam ze siostra tam byla...i Nagle moja siostra z morda na mnie a co ty k... matke bedziesz naciskac i sznatazowac ona nigdzie nie jedzie i tak sie moja wojna zaczela wyrzucila mi brudy jakies ja jej tez...matka nic nie stanela w obronie berdziej po jej stronie stala....skoczylysmy ta rozmowe...potem byly chrzciny w rodzinie wiec przylecielismy i tez awantury byly ze mi odpier..w glowie ze maz mnie przekreca ze to jego wina...potem ze moja,ze mam szanowac siostre ze jak ja moglam ja tak potraktowac ze na lotnisku wyrwalam jej dziecko po tej awanturze przez skypa co byla....bo przyjechali po nas na lotnisko a ja swojego syna wyrwalam jej z rak...bo jak ona mi powiedziala ze ja jestem nienormalna i mi odbierze dziecko ...to co mialam ja usciskac????potem w lato tez bylam przyjechalam jak moj maz mowil ze mam ciagle nadzieje ze bedzie dobrze...ale ciagle awantury....bo matka do mnie nie pojedzie mi pomoc a ja mialam o to pretensje bo siostrze pomagaja wspierali ich w kredycie jak sie budowali...,pomagali przy dzieciach,ogolnie jezdza tam sa z nia spedzaja z nia czas,ona poszla na studia siedza z jej dziecmi poszla do roboty do przedszkola,podniecaja sie zesiostra to Och i Ach,ze wszyscy to normalnie jej zazdroszcza ze tak ma i tak jej sie ulozylo....mnie ciagali do mniej w dzien w dzien...w koncu znow wybuchlam powiedzialam ze mam dosyc ze ja z dzieckiem przyjezdzam do nich do domu rodzinnego i tu chce spedzac czas z rodzicami...ojciec chyba raz byl na noc a potem sie zawinal do siostry...a matka mowi ze na osiedlu nudno ciasno gdzie tu chodzic ...na wsi to by maly polatal...ciotki jej tlumaczyly z ciagle ma siostre na uwadze a mnie maja w 4 literach ze ja steskniona nimi jestem..ze wnusio przyjechal do nich...do ciotek niby mowi tak wiem a robila swoje...w koncu przyjechal maz i matka wtedy mi oznajmila"meza masz siedzcie razem zajmuj sie nia i matka sie zawinela"jak przyjechala potem na chwile i zapytalam czy auto nam pozycza bo chcemy do rodziny meza jechach 400km...to zaczeli krecic mecic i ze nie...wiec pojechalismy pociagiem...siostra miala urodziny ja nie pojechalam bo mi tez nie zlozyla zyczen,potem mieli rocznice slubu tez jechala potem znajomi ich wpadli to tez jechala...a w moja rocznice slubu nawet smsa nie dostalam....teraz znow przyjechalam bo chcialam jakos sie doagdac narazie z rodzicami...bo siostra za duzo powiedziala mam zal zadre na sercu...poruszyla mojego meza dziecko wszystko....matka podobno mowila swoim siostrom ze czas to wszystko naprawic ze pojedzie pomoze nam...abysmy cos na kredyt odlozyli ...wiec przyjechalam a teraz co zakrecila mnie znow zebym siedziala moze do swiat...dzis sie wkurzyl....i zapytalam czy jedzie do mnie..byl przy tym ojciec bo wpadl na 3 godziny i uslyszalam "dopoki nie pogodze sie z siostra i nie bede z nia normalnie gadac nie ma mowy tak samo jak z autem nie dostalismy bo nie bylo zgody"Nie wiem pakuje sie i wracam do meza co mam tu robic jak widze ze nic nie pomoglo kiedy moje ciotki mowily ze mam zal ze tyle siostrze pomagaja,tyle czasu jej poswiecaja....rodzice potrafili mi powiedziec ze ja robie to wszystko bo jestem zazdrosna o dom siostry o jej studia i kolezanki jej bo ona jest poprostu super!!!!!nikt kto zna ta sprawe nie rozumie tego...dlaczego oni tak postepuja...kazdy mowi ze ty sobie rzdzilas w zyciu a ona nie i tak ich nauczyla to juz ich taki nalog!!!!Nie mam sily nie wiem co robic rycze ciagle boli mnie to co slysze od nich na siostre nie moge ani zlego slowa powiedziec ze mam zal bo ona jest jak GURU...a ja jestem ta zla i niwedzieczna....owszem ja tez moze czasem cos palnelam zlego co powiedzialam ale nie mialam juz pomyslu jak do nich dotrzec.....pamietam ze mialam mysl nawet wziasc noz i przejechac sobie po rece aby ona sie ocucila z tego zachwytu nad siostra...ale oprzytomnialam bo mam dziecko....mam nadzieje ze rozumiecie co napisalam bo troche sie napisalam...nei wiem co mam robic to ciezka sprawa i sytuacja chcialam isc do psychologa z matka to ona powiedziala ze ona jest zdrowa nie ma ze soba problemow i nie bedzie chodzic po lekarzach....wiec jak mam dotrzec skoro moje slowa jej corki nie sa wazne ciotki co gadaja tez chyba do niej nie dochodza....ona tylko widzi swoja corcie....biedna sierotke ktora ma 33 lata...pomozcie mi Prosze.....