Dodaj do ulubionych

co z wami??

07.09.04, 16:54
czemu nikt nikt sie nie odzywa na forum??dajcie jakis znak zycia!!!co u was
nowego?jak sobie radzicie z bed?u mnie coraz lepiej przynajmniej jesli chodzi
o nie-jedzenie.od pieciu dni nie mialam napadu.jem mniej i nie odmawiam sobie
niczego.z psychika raz lepiej raz gorzej.ucze sie mowic co mysle i
czuje,robie postepy,ale czasami zdarza mi sie "zapomniec".to ze w koncu
wzielam sie w garsc zawdzieczam wam,wszystkim dziewczynom ktorych wypowiedzi
sprawily ze zrozumialam co sie ze mna dzieje a slowa otuchy ze zaczelam
wierzyc ze sie uda ze to ma sens ze nie wolno sie poddawac.bedzie coraz
lepiej wiem to.milego dnia.3majcie sie!!!!wielkie dzieki jeszcze raz
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: co z wami?? 08.09.04, 21:46
      hej
      fajnie, ze robisz postępy. tylko mała wskazówka: nie podchodz do zmian zbyt entuzjastycznie, w sensie: teraz to już wychodzę na prostą, już zawsze będzie dobrze... - wcale niekoniecznie tak będzie. musisz się przygotować na ewentualność ze wszystko się sypnie. lepiej dbać o to, żeby danego dnia się nie objeść, niż żeby nie objeść się przez cały tydzien - na zasadzie metody drobnych kroczków. wtedy jest większa szansa na sukces.
      trzymam kciuki!!!

      a nie piszemy bo...
      ja osobiście jestem bardzo zagoniona, ale niedlugo napisze coś niecoś.
      ale myślę że dużo dziewczyn tu zagląda, patrzy że nic nowego się nie pojawiło więc... nie pisze :)
      hej, kobietki! zakładajcie wątki, piszcie o czymkolwiek, chętnie rzeczy nie związane z jedzeniem, ale z waszym życiem. piszcie, co tam u was? jak się czujecie?
      na pewno wasze wątki nie pozostaną bez odpowiedzi...

      czuję, że dużo tu nas nadal jest...

      buziaki
      • kasiolda Re: co z wami?? 09.09.04, 08:07
        moze podchodze do zmian zbyt entuzjastycznie ale po prostu ciesze sie ze w
        koncu po kolo miesiacu obzarstwa udalo mi sie jesc mniej,poskromic chorobe i co
        najwazniejsze zmienic stosunek do zycia i ludzi.no tak tylko ze to bylo
        wczoraj,a dzisiaj coz przegralam.bylam wczoarj ze znajomymi na
        piwie.postanowiam w koncu wyjsc do ludzi.do tej pory spedzalam czas glownie w
        domu,wiec jedynymi osobami z ktorymi mialam kontakt byli rodzice i na
        nich "wyprobwywalam" nowa siebie.jak pislaam szlo mi nie zle.zauwazylam ze
        dopiero teraz mowilam co naprawde czuje,potrafilam odmowic lub powiedzic z cos
        mi nie pasuje,nie podoba sie itp.robilam male kroczki.zaczelam wychodzic
        doskelpu,biblioteki.na poczatku czulam sie dziwnie,mialam wrazeie ze wszyscy
        sie na mnie gapia,czulam sie gruba brzydka glupia,nieporadna.ale z czasem bylo
        lepiej i pomyslalam ze fajnie bloby spotkac sie zowu ze znajomymi ze ogloby to
        mi dodac skrzydel,ale sie pomylilam.bylo fajnie przez jakas
        godzine,dwie,pozniej zaczlo mi sie nudzic,nie moglam usiedziec,nie wiedzialam o
        czym z nimi gadac,chyba za wczesnie zdecydowalam sie na ten krok...i z tego
        wszyskiego objadlam sie.moze nie zjadlam tak duzo jak wczesniej,ale jednka.i
        teraz ie wiem co bedzie czy mimo to bede walczyc i zapomne o dzisiejsze wpadce
        czy poddam sie skoro juz raz uleglam.chce wierzyc ze to pierwsze ale jak
        potoczy sie dzisiejszy dzien nie wiem.jesli zdarzy sie jeszcze cos co mnie
        wytraci z rownowagi,obawiam sie ze nie wykaze sie silna wola.a moze sie uda?
        mysle sobie ze nie mog juz jesc,ze to nic nie zmieni,poza ty starsznie
        przytylam,jeszcze nigdy tyle nie wazylam,wszystkie ciuchy sa ciasne,ie mam w
        czym chodzic,poza tym mam duzy biust,a jak jem duzo jest jeszcze wiekszy.moze
        ta mysl powstrzyma mnie przed napadem?...a co u was?odezwijcie sie...tu nikt
        nie gryzie...dzieki horlaa za rady.jestes wielka.tez 3mam kciuki za ciebie
        • horlaa --> kasiolda 09.09.04, 14:00
          Hej
          to, że raz się objadłaś niczego nie psuje - naprawdę nie można tak myśleć.
          NORMALNE odżywianie polega na tym, że czasem człowiek się obje, czasem nawet tak, że czuje się z tym źle - ale przechodzi nad tym do porządku dziennego, tzn. następnego dnia na przykład je lżej, itp.
          Po prostu nie ma co nadmiernie przywiązywać wagi do jedzenia - to znaczy do obżerania - ono nie jest na tyle ważne!

          Jesli chodzi o wychodzenie do ludzi, to nawet jeśli po 2 godzinach czulaś się zle, to nic nie szkodzi - wazne że spróbowałaś. próbuj dalej, szukaj okazji, śmiej się, baw :) na początku może być ciężko (sama tak niedawno miałam), ale potem stanie sie wszystko bardziej wyważone,
          czego Ci życzę!

          trzymaj się, pozdrówka!
          • kasiolda Re: --> kasiolda 09.09.04, 15:19
            kiedys tak myslalam.to nic ze dzisiaj sie objadlam.od jutra znowu jem normalnie
            i zwykle tak bylo.tydzien normalnie jadlam,wlasciwie to odchudzalam sie to
            znaczy odmawialam sobie slodyczy,jadlam duzo warzyw,owocow,pilam mnostwo
            zielonej herbaty i cwiczylam.a teraz..coz.coraz czesciej jest ak ze jak juz
            jednego dnia mam napad to trwa to tydzien...dwa.nie potrafie juz powiedziec
            stop.boje sie ze dojde do takiego momentu ze juz wogole nie bede sie
            kontrolowac ze calkowicie zdziczeje jak to bylo ostatnio.caly czas w domuprzed
            kompem,nieustanne kursy na trasie pokoj-kuchnia,prawie zero kontaktu z
            otoczeniem.wszytsko mnie przerasta.mam 19 lat ale czuje ze nie jestem dorosla
            ze nie potrafilabym prowadzic samodzielnego zycia.to ze mieszkam z rodzicami
            dodaje mi sil,ale niedlugo bede musiala sie wyprowadzic,czeka mnie studenckie
            zycie i boje sie..mnostwo nowych ludzi.wiem ze nie bede w stanie nawiazac z
            nimi kontaktu,wydam sie jak zawsze niedostepna dumna zbyt pewna siebie.ale co
            ja poradze ze nie potrafie zaufac ludziom lub moze dokladniej nie potrafie im
            tego okazac.zwykle milcze,albo nie wiem o czym gadac albo gadam i widze ze
            nikogo to nie interesuje,trafiam w proznie,jakby mnie nie bylo,nic nie
            powiedziala.nie wiem moze mowie niewyraznie za cicho??tak bylo tym
            razem,chcialam cos powiedziec,albo mi przerywano,albo zmieniano temat.w koncu
            poczulam sie zle.ile mozna smiac sie i udawac ze wszytsko jest ok.i znowu
            czulam ze inni sie ze mna mecza,nudza sie.gdyby mnie tam nie bylo pewnie
            bawilyby sie swietnie..czemu tak zawsze jest?cos ze mna nie tak??wydaje mi sie
            ze jestem inteligentna mam poczucie humoru ale nie potrafie tego pokazac.nie
            wiem czy znowu zdecyduje sie na wyjscie do ludzi.chyba ze bedzie to konieczne.

            wydawalo mi sie ze wszystko bedzie ok,ze zaczelam wreszcie zyc,ze juz wiem co
            robilam zle ze teraz sie uda.tyle madrych rzeczy przecytalam na forum i twoim
            blogu i glupia myslalam ze to wystarczy.coz..tak to juz jest.za bardzo sie
            ekscytuje gdy cos mi wychodzi,a potem najdrobniejszy drobiazg potrafi to zepsuc
            i wpadam w czarna rozpacz..ni potrafie tego zmienic..
            czeka mnie 15 wrzesnia egzamin na studia.boje sie ale z drugiej strony
            przypomina mi sie ze jak ostatnio mialam egzaminy bylam
            szczesliwa,otwarta,zaczepialam ludzi i fajnie mi sie z nimi rozmawialo.moze tym
            razem tez tak bedzie??chyba nie potrafie na razie nawiazac blizszych kontaktow
            z nikim.mysle sobie ze to wina tego ze mam za wysokie wymagania wobec siebie i
            ludzi z ktorymi przebywam.na razie poprzestane na niezobowiazujacych rozmowach
            z nieznajomymi.co wy na to?ehh..znowu sie rozpisalam..dzieki za wsparcie
            i "wysluchanie" tobie horlaa i tobie negritha.ciesze sie ze wam sie
            uklada.powodzenia w trakcie sesji!!!piszcie co uwas!!!
            • negritha Re: --> kasiolda 09.09.04, 19:54
              Tak sobie czytam o Twoich kontaktach z ludźmi i przypomina mi się moja sytuacja
              z przed jakiś 2-3 lat. Miałam podobny problem. Zawsze miałam wrażenie że chyba
              przeszkadzam, że nikogo nie interesuje co mowię i dlatego mi przerywają i że
              przez to wszystko jestem postrzegana jako nieciekawa osoba. Ale to była kwestia
              wiary w siebie. Zmieniłam towarzystwo na takie, gdzie byłam słuchana, gdzie
              mogłam pokazać się od lepszej strony (byli to prawie sami faceci nawiasem mówiąc
              ;-P ) a nawet być duszą towarzystwa. Tak więc nie zawsze jest to nasza wina że
              ktoś nas lekceważy, że nie docenia naszego czasem specyficznego poczucia humoru.
              Ja wtedy myślałam o sobie że jestem beznadziejna ale wśród innego grona ludzi
              okazało się że jestem b. fajna. Teraz już więc nie zwalam winy na siebie.
              Najważniejsze to znalezc ludzi wsrod ktorych czujesz sie dobrze i nie musi to
              byc od razu wielkie grono.
              Druga sprawa to szybkie i przedwczesne emocjonowanie się "wychodzeniem z
              choroby". Ja juz kilka razy sie zawiodłam. Wydawalo mi sie ze juz koniec
              problemu, ze juz nigdy wiecej. Sparzylam sie, zawiodłam i teraz juz tak tego nie
              przezywam. Teraz jest lepiej, jutro moze byc gorzej, ale chce sie cieszyc z
              kazdego dobrze spedzonego dnia. W poniedzialek zjadlam o wiele za duzo, stres
              egzaminacyjny. Zazwyczaj po jedzeniu plakałam, albo siedzialam godzinami w
              necie. Teraz odczekalam 2 godziny, wlaczylam Mtv i poruszalam sie w rytm muzyki
              przez 30 minut. Naprawde zrobilo mi sie lepiej :-) Pomyslalam sobie: ok dzis
              znowu przesadzilas, ale nie czuje sie zle (przez taniec). Predzej czy pozniej
              sie to spali (basen) a teraz wypij miete zeby Cie brzuch nie bolal i nie mysl o
              tym juz wiecej. Taki mniej wiecej text sobie powtarzam, po czym usmiecham sie
              (troche wymuszone ale zawsze) i mowie ze jest ok. Nie wiem, moze to glupie, ale
              naprawde nie czulam sie w ten poniedzialek zle. Wiem że nie mogę oczekiwać że
              wszystko zmieni się jak za dotknięciem magicznej różdżki i choroba zniknie raz
              na zawsze. Muszę być nastawiona na to, że porażki będą, ale też na to że
              sukcesów musi być coraz więcej :-)
              • kasiolda Re: --> kasiolda 10.09.04, 10:48
                czesc negritha!!!z wiara w siebie pewnie masz racje.wiele razy slyszalam i
                czytalam ze zeby ktos cie polubil musisz najpierw sama siebie polubic i ze
                ludzie traktuja nas tak jak sami siebie traktujemy.tylko ze ja lubie siebie
                wtedy kiedy czuje ze ludzie mnie lubia,a gdy czuje ze mnie nie lubia czuje sie
                zle i nie wierze w siebie,nienawidze siebie oni to widza i tez mnie zle
                traktuja a jesli on mnie zle traktuja to jestem nieszczesliwa i znowu mysle ze
                jestem beznadziejna i tak w kolko.moze teraz sie przelamie.pewien eta w zyciu
                sie skonczyl.zaczyna sie nastepny studia.nowi ludzie nowe przyjaznie.moze uda
                mi sie przelamac.moze poznam ludzi z ktorymi bede sie dobrze czuc,gdze bede
                sluchana.ale boje sie boje sie zaufac ludziom.nie wiem komu.zwykle wybieram na
                przyjaciol osoby o silnym charakterze a wiec moje przeciwienstwo.wynika to z
                chcei bycia osoba pewna siebie,gardze osobami slabymi,niesmialymi,bo sama taka
                jestem,bo potrzebuje kogos kto by mi mowil co mam robic,co myslec,tak jest
                latwiej prawda??i zwykle te osoby widzac moja uleglosc wykorzystuja to.nie
                twierdze ze bylam caly czas wykorzystywana,zle traktowana ale czulam ze czasami
                ktos mna manipuluje nie potrafilam sie temu przeciwstawic,czasami nie zdawalam
                sobie nawet z ego sprawy dpiero pozniej jak wszytsko przeanalizowalam po
                fakcie , co bardzo czesto mi sie zdarza-zastanawianie sie co zrobilam zle co
                powinnam byla powiedziec itd. dochodze do wnoisku ze tak naprawde tak nie mysle
                tak nie czuje.i pewnie dlatego tak latwo zmieniam zdanie.nawet jesli mam w
                glowie poukladane oc o czyms myslec,wystarczy zeby ktos zasial watpilowsc co do
                slusznosci mojej opinii,zadal jedno pytanie,przedstawil jeden argument przeciw
                i ja juz przynaje mu racje.i dlatego sama nie wiem co mysle,czuje,kim
                jestem,jaka jestem.nikt tego nie wie.fakt ze ktos "zmusza mnie" do zmiany
                zdania rezygnacji z tego co wczesniej myslalam a co mnei cieszylo bo sama na to
                wpadlam,sprawia ze jestem zla na ta osobe,czuje sie gorsza,krytyka bardzo mnie
                boli i trace zaufanie do ludzi.ale potem bez wahania ide z omoc poswiecam sie
                dla tej osoby mimo ze wczesniej zle mnie potraktowala.i znowu mysle ze to bylo
                zle,nienawidze siebie nienawidze tej drugiej osoby,czuje sie wykorzystana i
                mysle sobie ze ludzie sa okrutni i nie moge im ufac.skomplikowane to wszytsko.

                ale koniec z tym.zapominam o wsyztskim co bylo do tej pory.objadlam sie
                wczoraj.to nic.dzisiaj znowu walcze.nie odmawiam sobie niczgo.jem na co mam
                ochote ale nie obzeram sie.skupiam sie tylko na jedzeniu.nie czytam
                gazety,ogladam tv w trakcie spozywania posilkow.znalazlam sobie zajecie
                ktore "dodaje mi skrzydel",sprawia ze czuje ze mam po co zyc.pisze ksiazke!!!
                zapominam o chorych kontaktach z ludzmi.i dalej staram sie mowic co mysle czuje
                i wszystko sie jakos ulozy mam nadzieje....ciesze sie ze ci sie udalo negritha
                oby tak dalej.wszystkim ktorzy walcza zycze duzo sily,nie poddawajcie sie!!!
                • horlaa Re: --> kasiolda 10.09.04, 22:52
                  kasiolda napisała:

                  powycinałam trochę posta kasioldy (wybaczysz mi?), bo bardzo się z nim identyfikuję:


                  pewien etap w zyciu
                  > sie skonczyl.zaczyna sie nastepny studia.nowi ludzie nowe przyjaznie.moze uda
                  > mi sie przelamac.moze poznam ludzi z ktorymi bede sie dobrze czuc,gdze bede
                  > sluchana.ale boje sie boje sie zaufac ludziom.nie wiem komu.

                  zaufaj sobie, na początku najlepiej być miłym dla wszystkich, uśmiechać się, potem się okaże. jestem weteranką - kilka razy zmieniałam szkoły, otoczenie. to jest ciężkie, ale dobrze podejść do tego na maksymalnym luzie, kolegować się, rozpoznawać teren, że tak powiem.

                  >zwykle wybieram na
                  > przyjaciol osoby o silnym charakterze a wiec moje przeciwienstwo.wynika to z
                  > chcei bycia osoba pewna siebie,gardze osobami slabymi,niesmialymi,bo sama taka
                  > jestem,bo potrzebuje kogos kto by mi mowil co mam robic,co myslec,tak jest
                  > latwiej prawda??i zwykle te osoby widzac moja uleglosc wykorzystuja to.

                  Tak, jest łatwiej, ale na pewno nie jest tak, żebys świadomie chciala, żeby ktoś tobą manipulował?
                  Nie wiem czy Ty tez tak masz, ale mi np. tak zalezy na znajomosci z roznymi osobami (zeby nie byc odtrącona), ze godze sie na gorsze traktowanie. wiec to nie jest kwestia sily czy jej braku, tylko strach przed samotnoscia... na szczescie troche przystopowalam, nauczylam sie mowic: dość i NIE. i jest lepiej.

                  > potem bez wahania ide z omoc poswiecam sie
                  > dla tej osoby mimo ze wczesniej zle mnie potraktowala.i znowu mysle ze to bylo
                  > zle,nienawidze siebie nienawidze tej drugiej osoby,czuje sie wykorzystana i
                  > mysle sobie ze ludzie sa okrutni i nie moge im ufac.

                  jestes wykorzystywana, bo dajesz sie wrabiac, a ludzie to widzą, to widac, jak na dloni. a byc moze robisz to dlatego, ze boisz sie bycia odepchniętym. na zasadzie "mniejszego zla".

                  aha, a co do tego, ze czesto zmieniasz zdanie pod wplywem czyjegos argumentu, to mam identycznie i zastanawiam sie co z tym zrobic. mnie samej cos tam wydaje sie super, ale ktos powie, ze to zly pomysl - i juz mam dosc, niekiedy nawet mam caly dzien zepsuty. niedobrze. boimy sie powiedziec: ja wcale tak nie mysle, albo odpowiedziec innym argumentem. dlaczego? przeciez ta osoba nas nie zabije za to :)

                  oczywiscie to tylko takie teorie na podstawie moich doswiadczen, przepraszam, jesli za bardzo uogolniam i sie wymadrzam.

                  > staram sie mowic co mysle czuje i wszystko sie jakos ulozy mam nadzieje....

                  tak, powolutku, krok po kroczku.
                  zmiany pojawia sie za jakis czas i beda piorunujace, uwierz :)


                  trzymaj sie cieplo
                  pisz tą książke :)
                  i jeszcze raz przepraszam za pocięcie posta i wcinanie tam osobistych wątków :)
                  • kasiolda Re: --> kasiolda 10.09.04, 23:17
                    nie ma sprawy.wybaczam.cieszy mni to ze ktos sie identyfikuje z tym co pisze i
                    czuje i mozemy sie wymieniac doswiadczeniami,opiniami.nie wiem czy bede w
                    stanie.czasami mam klopoty z ocenianiem ludzi,ktos wydaje mi sie mily,a pozniej
                    okazuje sie dwulicowy.lubie kogos a wszyscy wokolo mowia ze jest zly,zarzucaja
                    mu cos co mnie zupelnie nie przeszkadza.dopiero gdy jestem z kims blisko
                    stawiam u wysokie wymagania.musi byc lojalny wierny itd.sprobuje.

                    masz racje nie chce byc manipulowana.ale tak bardzo mi na kims zalezy ze
                    pozwalam na to.z jednej strony mam wymagania ale tez idealizuje druga osobe.i
                    trzymam sie jej kurczowo zwlaszcza gdy widze ze jest lubiana,radzi sobie w
                    zyciu.od slabych ludzi trzymam sie z daleka.mecze sie z nimi.nie chce byc ta
                    silna ktora rzadzi,wole byc slaba,otoczona opieka,prowadzona za raczke.kurcze
                    tyle we mnie sprzecznosci.przed chwila pisalam ze nie potrzebowalam nikogo,nie
                    pytalam o rade..dziwne to wszystko..

                    ostatnio tez staram sie mowic nie,roznie z tym jest i chyba krytyczniej patrze
                    na inych,nie przytakuje na kazdym kroku.

                    napisalas: boimy sie powiedziec: ja wcale tak nie mysle, albo odpowiedziec
                    innym argumentem. dlaczego? przeciez ta osoba nas nie zabije
                    za to :)
                    tak boimy sie,a czasami brak nam argumentow.rzynajmnie ja tak ma.dopiero o
                    pewnym czasie jak wszystko przetrwaie w mojej chorej glowie,dochodzi do mnie
                    cos rzeczowego..

                    chce wierzyc ze bedzie dobrze...coz mi pozostaje?
                    trzymaj sie rownie cieplutko..chyba dosc sie dzisiaj sie napisalam..mam
                    nadzieje ze nie masz mi za zle ze sie tak czesto udzielam na forum i odpowiadam
                    na pytania za ciebie?ide spac.dobranoc.do jutra.

      • negritha Re: co z wami?? 09.09.04, 13:33
        Dokładnie. Też mi się wydaje że forum czyta wiele osób, tylko jak widać, brakuje
        tematów do dyskusji. Mnie np powstrzymuje przed pisaniem to, że wiedzie mi się
        ostatnio nadzwyczaj dobrze i że jak będę analizować dlaczego tak się dzieje, to
        coś się może popsuć. Nie piszę już tak jak kiedyś, a to dlatego że nawet jak się
        zdarza jakaś porażka jedzeniowa, to i tak jestem dobrej myśli. Nie myślę o sobie
        żle, nie mam tak dużego poczucia winy jak sie objem. Polubilam siebie i
        uwierzyłam w swoją wartość. Jak już się zdarzy wpadka to myśle sobię, że w ciągu
        najbliższych dni trzeba bedzie się troche więcej poruszać i jeść więcej
        warzywek. Po 5-6 dniach nie ma śladu po tych nadmiernie spożytych kaloriach.
        Schudłam jakiś czas temu pare kilo, nawet nie wiem jak i kiedy to sie stalo :-)
        Staram się jeść potrawy o niskim indeksie glikemicznym przez co nie mam wiecznie
        ochoty na cos słodkiego. Slodycze zdarza mi sie jesc kiedy jestem bardzo
        zdenerwowana, ale bardziej z przyzwyczajenia niz z rzeczywistej potrzeby.
        Szybciej mam ich dość, szybciej przestaje :-) Unikam tez duzej ilosci owocow, bo
        ich slodki smak wywolywal u mnie chec na coraz wieksze ich ilosci i w dalszej
        kolejnosci na slodycze. Efekt: slodkie przestalo mi juz tak smakowac, przez co
        latwiej mi sie kontrolowac i cieszyc posilkami :-) Jestem teraz w trakcie sesji
        ale jestem jak nigdy spokojna i tak postaram sie trzymac :-) oby tak dalej...:-)
        • horlaa --> negritha 09.09.04, 13:57
          negritha:
          super, jak dobrze czytać taki post jak Twój - gratuluje i trzymam kciuki dalej. jak dobrze, że to napisałaś, chyba przeczytam jeszcze z kilka razy :)
          i napisz coś czasem - na przykład w tym tonie co powyżej, albo o tym, co ci się fajnego przydarzyło - nikt nie powiedział, że musimy pisać tylko o tym, jak nam źle i że jedzenie jest obżarstwem :)
          Jak zdasz sesje (bo zdasz) :) napisz jak się czujesz i jak to uczcisz, hm? :) Pozdrowka!!!
    • vitta Re: co z wami?? 10.09.04, 16:52
      Hej laski! Ja nie zagladałam na forum bo dużo mnie nie było a w przerwach kiedy
      byłam miałam masę spraw..Wczoraj wróciłam zza granicy/z zagranicy? i jeszcze
      się nie przystosowałam:). A w ciągu najbliższych kilku miesięcy bedę musiała
      ograniczyć internet bo musze się uczyć do b. ważnego egzaminu zawodowego a będę
      miała mało czasu bo DOSTAŁAM PRACĘ!
      Jeżeli chodzi o jedzenie to lato było dobre...jakos mimochodem schudłam parę
      kilo...miałam tyle zajęć,że nie myślałam o jedzeniu..różne sprawy zaczęły mi
      sie układać i oby nie przestały. Czego i wam życzę!!!Pamiętam o was mimo,że
      rzadziej zaglądam.Powodzenia we wszystkim!PA.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka