iwan_w
30.09.04, 14:10
Z kamienicy o wytartej skórze wynieśli stare, niemieckie pianino; jeden z
nich spojrzał chmurom w ciemne oczy i zapalił papierosa.
Tramwaj wyhamował szorstko, a miękkie linie deszczu wplątały się w szare
parasole i mokre dzienniki.
A nie mówiłem, że telewizja łże? Ten starszy pan, popatrzcie na niego – on
nie kryje wzruszenia...
***
Tak wilgotno i pusto, tylko jedna para wpięta w ogródek piwny.
Pustka i wilgoć, wszędzie.
Nawet w ich oczach.
***
Nie ma błękitu, sczezł kobalt, a będzie jeszcze ciemniej. Czarny pająk spija
anemiczną żółć słońca.
Systematycznie.
Do dna.
***
Muszę kupić nowy, żółty szalik – pomyślała, kiedy mówił jej o swoich
uczuciach starannie dobierając puste słowa. Nienagannie ubrani, przekraczali
kolejny rubikon utopiony w kałuży pod czerwonym liściem klonu.
Wiatr się zaśmiał i rozczesał gałęzie.
***
Sezon w mieście z metalu, szkła i betonu.
Szare ognie.
Odległe niebo, kałuże i twarze ludzkie.
Wszystko płonie.
Z drzew zostaną zgliszcza i nic więcej.
Popioły zetrze śnieg.
Ale jeszcze nie teraz.