Dodaj do ulubionych

Rzucił/wrócił....

26.10.04, 12:15
No własnie, jakie macie podejście do tego tematu, do tzw; odgrzewania uczuć;
ludzie rozstają się - jedna strona zostawia...bo: ma romans, bo wydaje jej
sie że to nie to...A potem wraca lub chce wrócic bo jednak....Czy macie takie
doświadczenia, co o tym sadzicie i czy zgadzać sie na powroty?
Obserwuj wątek
    • Gość: megi Re: Rzucił/wrócił.... IP: 62.233.195.* 26.10.04, 12:36
      Już 2x to przechodziłam... Najpierw z moją pierwszą miłością 3 lata temu -
      byłam z nim 2,5 roku, z czego przez ostatnie pół rozstawaliśmy się 2x, ale za 3-
      cim definitywnie. Ktos mi wtedy powiedział że nie wchodzi się 2 x do tej samej
      rzeki... Niczego mnie to nie nauczyło bo póżniej znów próbowałam wrócić do
      kolejnego faceta... Porażka... bo to co się działo później trudno nazwać
      związkiem, raczej próba zabicia samotności oparta wyłącznie na seksie...
      Najśmieszniejsze jest to że kilka dni temu znów rozstałam się z kimś kogo
      bardzo kocham i jestem gotowa dac mu szansę... Przy czym zdaję sobie sprawę że
      oboje musimy się mocno zmienić jeśli chcemy wytrwać ze sobą. Zaczęłam od
      siebie - jest strasznie ciężko ale zależy mi na nim tak mocno, że chcę mieć
      pewność że nie zmarnuję ewentualnej możliwości powrotu... Jestem głupia,
      naiwna? Zakochana? MOże...
      A Ty, droga Mirko, zastanów się czego oczekujesz od tej osoby... Może też warto
      coś zmienić?
      Pozdrawiam i życzę powodzenia:)
      • mirka46 Re: Rzucił/wrócił.... 26.10.04, 12:45
        Czego chce....pewnie żeby otrzeźwiał.Spotykalismy sie dość długo ponad 2
        lata...okres burz i naporów, ale tez dobrych chwil, bliskości, prawdziwej
        przyjaźni, czegos co daleko wychodziło poza zwykły flirt...Miesiąc temu
        przygruchał sobie inną pannę, wyczułam że coś jest grane-mniej czasu dla
        mnie.Przyparłam do muru, przyznal: jest seks, jakas fascynacja, nie wie co do
        niej czuje, nie wie....Mnie nie chce stracić, choc ma świadomośc , że to co
        powiedział niejako mocno przymyka bramę, zostawił mi wybór...Cały czas mam
        wrażenie, że to jest to cholerne wyjście awryjne , jezeli z nia nie wypali, no
        ale tez jednocześnie czuje , że my jestesmy dla siebie , a tamto minie...nie
        wiem...:(
        • Gość: megi Re: Rzucił/wrócił.... IP: 62.233.195.* 26.10.04, 12:49
          dajcie sobie troszkę czasu na to "otrzeźwienie"... wiem że to trudne... ale
          jeżeli 2 ludzi się naprawdę kocha to nie ma takiej siły która by im
          przeszkodziła w byciu razem... i pamiętaj że jeśli się to powtórzy to będzie
          Cię bolało jeszcze bardziej...
          • Gość: alicia Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 13:30
            pierwszy raz z nim jest okresem goracego budzacego sie uczucia.Albo beda do
            siebie pasowali albo nie.Potem rozstanie.Jesli to ta druga osoba prosi o
            kolejna szanse i nie jest to jednorazowy bełkot w trakcie imprezki na której
            nie moze znalezc panny nawet na jedna noc to moze warto dac szanse.Ale tylko
            wtedy jesli sie naprawde tego chce czyli jeszcze troszke kocha.Drugi zwiazek
            tych samych ludzi jest napewno inny-doroslejszy o ile oboje choc troche sie
            zmienili.Oparty raczej na przyjazni i partnerstwie.Tylko co wtedy gdy nagle
            jedno zapragnie jednak goracej miłosci np takiej jaka była gdy sie spotkali
            kiedys?...rozstanie
            Dałam szanse nie raz i nie jednemu.Pomimo przestróg chciałam ratowac cos co
            jednak nie było miłoscia i niestety nie z mojej strony.Nie załuje bo jestem
            madrzejsza ale nie potrafie sama sobie odpowiedziec czy pozwoliłabym na powrót
            kolejny zreszta raz któremus z byłych,nie wiem.Decyzje zostawiam mojemu
            sercu,bo tylko ono wyczuje czy jeszcze mocniej bje do tego faceta...
          • Gość: Terry Re: Rzucił/wrócił.... IP: 5.5R* / 217.153.50.* 27.10.04, 13:09
            Jest taka siła siła ! Chęć bycia z następnym !
        • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 26.10.04, 13:36
          no glupie te baby czasem jak but
          • kropka_kreska Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 00:44
            _ar napisał:

            > no glupie te baby czasem jak but
            >
            >
            Racja, racja....
            • Gość: alicia Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 09:31
              potrafisz to uzasadnic?Bo dla mnie głupim jestes Ty skoro stac cie tylko na
              obrazanie.Drazni cie te watek?Wykaz sie i napisz co ty o tym myslisz,jesli
              oczywiscie potrafisz.Bo sorry ale tematem jest'rzucił-wrócił'a nie 'głupie sa
              te baby'
              • j_ar ok 27.10.04, 09:51
                skoro nie chce ci sie wczytywac w tekst to:

                >Czego chce....pewnie żeby otrzeźwiał.

                - czy sadzisz, ze on jest glupi? czy to ona jest naiwna?

                >Miesiąc temu przygruchał sobie inną pannę, wyczułam że coś jest grane-mniej
                czasu dla mnie.Przyparłam do muru, przyznal: jest seks, jakas fascynacja, nie
                wie co do niej czuje, nie wie....

                czy jest tutaj cos niejasnego? czy jasno sie wyraza, ze woli byc z kims do kogo
                nie wie co czuje poza seksem i fascynajcja niz z autorka tego akurat zdania?

                >Mnie nie chce stracić, choc ma świadomośc , że to co
                powiedział niejako mocno przymyka bramę,

                kogo on nie chce stracic? kogos kjogo sobie jak szmate przywiazal, kogos kto go
                nie fascynuje na tyle na ile inna, do ktorej nie wie co czuje?

                >zostawił mi wybór...

                alez nie, on po propstu wie, ze taka naiwna dziewczynka tak bedzie myslec, ze
                nie widzi faktow i wierzy w slowka proste

                >Cały czas mam wrażenie, że to jest to cholerne wyjście awryjne , jezeli z nia
                nie wypali,

                to wypali z inna za chwile, do ktorej bedzie czul cos wiecej niz do bohaterki,
                czyli "nie wie co czuje"

                > no ale tez jednocześnie czuje , że my jestesmy dla siebie , a tamto
                minie...nie wiem...:(


                - no wlasnie,.. powiedz mi, co tu jest nijasnego w stwierdzeniu glupoty?
                • Gość: ilona Re: ok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 10:32
                  j_ar a ile Ty miałeś w życiu zwiazków?
                  chyba co najwyzej jeden i to idealny albo nigdy nie kochałeś!
                  Uczucia, emocje to nie ciąg logicznych zdarzeń, tutaj wszystko może sie
                  wydarzyć.
                  Za chwile może sie okazać ze jednak to właśnie onaa jest była i będzie tą
                  jedyna ukochaną osobą a tamta to tylko mroczny obiekt porządania!
                  Tak w zyciu bywa , tak było w moim życiu choc dokladnie z odwrotnej strony.
                  On wytrzymał, przeczekał a teraz jesteśmy najlepszym małżeństwem na świecie od
                  wielu lat , a mnie do głowy nie przyjdzie inny facet!
                  Życie pełne jest niespodzianek rownież uczuciowych i warto czekać jeśli jest
                  się pewnym danej osoby.
                  pozdrawiam
                  • mirka46 Re: ok 27.10.04, 10:38
                    Dzieki Ilona za te słowa.Sama wiem, że w życiu bywa róznie...moja pierwsza
                    myslą było rzucenie sie w wir flirtowania i zbicie klina klinem, ale doszłam do
                    wniosku, że to bez sensu.Tym samym ukazałbym swój stosunek do tego uczucia.Czas
                    jest chyba najlepszym rozwiazaniem, nic pochopnie.
                  • j_ar Re: ok 27.10.04, 10:38
                    a czy ty ilono zrozumialas co napisalem, czy tak sobie po prostu piszesz?..
                    rozumiem, ze uwazasz, iz bohaterka nie jest naiwna glupia istotka, tylko ma
                    racje czekajac,...
                    • Gość: ilona Re: ok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 18:57
                      Z reguły staram sie zrozumieć co ktos pisze, choć może nie zawsze mi sie to
                      udaje.
                      wracając jednak do sprawy:
                      A Ty uważasz że jest głupia bo nie rozumie co on jej mówi?

      • Gość: Terry Bywać z kimś IP: 5.5R* / 217.153.50.* 27.10.04, 12:42
        Piszą w onecie, że jakaś studentka AE zaliczyła 16 partnerów. Nie wiem cholera
        była z nimi czy tylko łóżko testowała. Chociaz jakby była z każdnym z nich poi
        trochu to pewnie nie byłaby studentką a babcią. Z tym była rok, z tamtym dwa,...
        Taki mocno przechodzony samochód. Czy każdemu następnemu opowiadasz jak było
        gdy byłaś z poprzednim, czy robisz jakieś porównania, prowadzisz statystykę
        (długość, liczba orgazmów dziennie, miesięcznie, itp). Nie przeszkadza ci np.:
        że ten z którym aktualnie jesteś może ciebie porównywać z paroma panienkami, z
        którymi był ? Byłam z nim, jestem z nim, a homosie marzą o związkach
        małżeńskich. Świat zwariował. Być z kimś ... w jakim charakterze ?
    • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 09:50
      A może to jest tak, że niektórzy faceci juz tak mają niestety. Jak im za cieplo
      i za miło w jednym gniazdku, to szukają drugiego, chocby w pierwszym ptasie
      mleko im pod nos podtykali. A niektóre kobiety mają skłonność wybierać własnie
      takich panów.
      Chociaż z drugiej strony... Zawsze uważałam, że od jednorazowego skoku w bok
      normalny zdrowy związek nie powinien sie rozpaść. Czym innym jest fascynacja
      czlowiekiem, a czym innym fascynacja czyimś ciałem.

      carduus
      • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 09:54
        carduus napisała:
        > Chociaż z drugiej strony... Zawsze uważałam, że od jednorazowego skoku w bok
        > normalny zdrowy związek nie powinien sie rozpaść.

        hehehe.. ale to przeciez jakas komleptna bzdura, jezeli jest skok w bok to nie
        jest to normalny zdrowy zwiazek, no..chyba, ze dwie strony sie zgadzaja i
        akceptuja skok w bok (tylko, czemu akurat jeden skok tylko mieliby akceptowac?)
        • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:04
          On ją kocha od lat. Mają dzieci. Są szczęsliwi. Ale czasami sie kłócą i ranią.
          Czy może Twoim zdaniem w "zdrowym zwiążku" nie ma miejsca na kłótnie??? I jesli
          w takim momencie (on się czuje niedoceniony, zraniony, źle traktowany) trafi
          sie delgacja. A w delegację pojedzie ta piekna blondynka z tajemniczym
          usmiechem, nadzwyczaj dobrze wyposażona przez naturę. A w delegacji uroczysta
          kolacja w ekskluzywnej retauracji, z alkoholem i muzyką. Jesli jeszcze owa
          blondynka, nie ma wielkich oporów, przed spędzeniem miłego wieczoru, a potem
          nocy w towarzystwie tego przemiłego pana, to pokaż mi faceta, który się oprze.
          I co, rozumiem, że takiego wyrzucić za drzwi i koniec z nami. Chwila, w której
          przestał uzywac mózgu zdecydowała o całej przyszłości jego, jego żony i dzieci?
          Daj spokój. Idealizm jest dobry, ale tak się składa, że niestety nie w tym
          świecie.
          Zresztą, co mi tam... Wolno Ci miec inne zdanie. A mnie pozostaje tylko życzyć
          Ci, żeby Twój związek okazał się idealnym...

          carduus
          wyrozumiała
          dla naiwnych
          • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:09
            przeceniasz myslenie narzadem u mezczyzn, jesli glowa chce bzyknac w delegacji
            to powod sobie znajdzie i wytlumaczy, nie ma to nic wspolnego z 'pomrocznoscia
            jasna' i nieswiadomym zaciagnieciem do lozka, a zwykla kalkulacja chwilowa,
            wiele kobiet jednak (nie wszyskie, moze i niestety) wierzy w takie rzeczy, ze
            to sie zdarzylo przypadkiem i niezamierzenie

            j-ar, wyrozumialy dla naiwnych
            • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:16
              Mężczyznom za to bardzo rzadko zdarza się zrozumieć punky widzenia kobiet,
              zwlaszcza jeśli skoczkiem jest kobieta. Zbyt rozwinięty instynkt posiadacza. Ot
              i wszystko:)

              carduus
              bez instynktu:)
            • mirka46 Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:25
              Twoja reakcja j_ar jest bardzo emocjonalna i to od samego poczatku, juz ty
              pewnie wiesz czemu...I napewno powodem nie jest moja głupota.......Zapewne
              masz nieobiektywny stosunek z powodu wlasnych doświadczeń.Jeżeli ja zachowuje
              sie "głupio" to jest wynik mojego uczucia, które może de facto generowac
              zachowania głupie.Choc z drugiej strony czym byłaby miłość jeżeli zniknełaby i
              umarła momentalnie wraz z kłopotami?
              • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:35
                oj nie mirka, jestem jak najbardziej spokojny w tym temacie;), po prostu martwi
                mnie czasami naiwnosc kobiet w pewnych sprawach (nie wszystkich kobiet
                oczywiscie)
            • Gość: ba Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 27.10.04, 10:35
              jar, bardzo ladnie ominales kawalek o konflikcie miedzy malzonkami, i tym ze to
              ta glupia klotnia moze byc powodem... bo ja wiem frustracji, zlosci...
              bywa cos takiego jak chec zemsty, za to ze ona to, a on tamto...
              czesto ta zemsta jest zdrada "za kare"...

              mowimy tu o wieloletnich malzenstwach - jak wiadomo maja za soba niejedna"droge
              przez meke". Nie zawsze latwo ja sie przechodzi, i mimo iz sa dla siebie
              wsparciem, czasami po prostu pekaja...

              no ale pogadamy jak bedziez w przynajmniej 10-cio letnim zwiazku na stale, z
              calym inwentarzem: klopotow w pracy, utraty pracy, klopotow finansowych,
              choroby w rodzinie, pasty do zebow, niezamknietej klapy.... lub chocby (no toz
              to nie do pomyslenia!) psychicznych brakow, niedoskonalej osobowosci... no
              wiesz takiej, co to zazdrosci, wscieka sie, jest niedojrzala, podejmuje glupie
              decyzje itd...

              moze spojrzysz na to inaczej,

              ale wlasciwie to zycze Ci bys nigdy tego nie doswiadczyl... Ustrzezesz sie
              wtedy od wielu konsekwencji lacznie z owa mozliwa zdrada "za kare"
              • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:43
                hehehe, spoko spoko, nie ladnie tak dopowiadac sobie historie o innych, wiesz?

                a tlumaczenie zachoc swinskich, jest jedynie tlumaczeniem zachowan swinskich,
                niektorzy robia z tego norme, niektorzy nie, jak spotkasz kogos kto nie mysli w
                kategoriach swinskich zachowan, to za 10 lat pogadamy, ok?.. powodzenie;)
                • Gość: ba Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 27.10.04, 10:53
                  znam takich i takich ( myslacych w kategoriach "swinskich" zachowan i takich
                  100% correct...
                  ujmujac innymi slowami znam teoretykow i praktykow...

                  Nie znaczy ,ze ci praktycy zdradzaja sie na prawo i lewo.
                  ale maja troszke pokory wobec ...okolicznosci... i patrza na drugiego czlowieka
                  jako na czlowieka, a nie ich przedmalzenski list do Sw. Mikolaja...

                  bo problem jak zwykle w okolicznosciach i w probie widzenia drugiego czlowieka
                  z jego wlasnej perspektywy .. ale tu juz wchodzimy w rewiry nie tak
                  ostentacyjnie czarno- biale...

                  wiec odpuscmy to sobie

                  • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 10:59
                    jakos w uproszczony sposob klasyfikujesz cos co i tak jest dosc proste, mozna
                    zyc w syfie i mowic, ze ludzie sa tacy, mozna zyc w syfie i sie z tym nie
                    zgadzac, a mozna nie zyc w syfie - ty pewnie powiesz, ze zawsze bedzie syf,
                    wystarczy 10 lat aby sie zrobil, bo znasz zycie i znasz ludzi, a ja ci mowie,
                    ze widocznie nie znasz
                    • Gość: ba Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 27.10.04, 11:25
                      > jakos w uproszczony sposob klasyfikujesz cos co i tak jest dosc proste, mozna
                      > zyc w syfie i mowic, ze ludzie sa tacy, mozna zyc w syfie i sie z tym nie
                      > zgadzac,

                      o czym ty mowisz, czy czytales moj post?
                      pewnie tak ale koncept wejscia w czyjas skore jest Ci obcy, jak sadze...
                      zrozumienie motywow innych rowniez (nie zawsze nieetyczne w naszych oczch
                      zachowania wynikaja ze zlej woli)
                      nie zawsze jest to syf.
                      Ludzie rania sie, owszem. Jakze czesto z bardzo przyzwoitych pobudek
                      (jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmi, bede sie przy tym upierac.
                      Nie znaczy, ze pochwalam syf,
                      Nie pochwalam, ale ja, ja_r, potrafie syf odroznic, od tego co nim nie jest...
                      nie wypowiadam sie o sytuacji powyzej, bo przedstawiona jest skrotowo, nikt
                      nie zna wszystkich okolicznosci, i podsumowywanie jednym slowem jest zapewne
                      blyskotliwe i medialne...
                      nie jest jednak uczciwe....



                      > a mozna nie zyc w syfie - ty pewnie powiesz, ze zawsze bedzie syf,
                      > wystarczy 10 lat aby sie zrobil, bo znasz zycie i znasz ludzi, a ja ci mowie,
                      > ze widocznie nie znasz


                      znam, i wiesz co Ci powiem, to co o nich wiem, czesto poznawalam przez
                      pryzmat "syfu" ale jak sie pod ten "syf zajrzy... to tyle tam ludzkiej
                      wspanialosci... choc z wierzchu - syf zaiste.

                      szkoda tylko ze kazda taka klasyfikacja:"syf" nie pomaga odslonic tego co w
                      innych dobre, jest po prostu glupim "rzucaniem kamieniem"

                      ja staram sie w to nie bawic.

                      Pochopnosc w osadach jest tylko pochopnoscia w osadach...
                      • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 11:35
                        zrozumienie motywow, ktos cie zdradza a ty chcesz sie zastanawiac, dlaczego on
                        nie chce byc z toba i go tlumaczysz, no i wlasnie o to chodzi, ze ty nie
                        rozumiesz, z ktorej strony powinno byc zastanowienie
                        • Gość: ba Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 27.10.04, 11:47
                          zrozumienie motywow....czy ja to gzies napislam?
                          choc moze troche tak...w sensie widzenia sytuacji z roznych perspektyw...

                          zastanowienie drugiej strony jest tu jakby "a priori" - nik nie mowi ze
                          przytulic kotusia bo on taki biedny , musial zdradzic... tego nie napisalam...
                          napisalam o tym, ze sa w zyciu sytuacje...

                          w ktorych bardzo kochajacy maz stanie na progu frustracji... z powodu bardzo
                          kochajacej zony (i vice versa)...

                          ale to mozna ocenic dopiero ...po ... znam pare takich przypadkow. Nikt dla
                          nikogo nie byl podnozkiem. Ot okolicznosci, wplynely na samopoczucie, na
                          zachowania, na sposob reagowania partnera... czasami bywal to tak piekny i
                          szczytny powod jak maly krok w rozwoju osobowosci.

                          nie jest Ci chyba obca teoria dezintegracji pozytywnej?

                          zanim jednak stanie sie ona "pozytywna" jest tylko "dezintegracja" ...

                          jest jeszce wiele innych niezasyfionych sytuacji
                          • Gość: do jednego worka?. Re: Rzucił/wrócił.... IP: 62.121.129.* 27.10.04, 12:08
                            znam osobe ktora po dlugim kryzysie w malzenstwie pocieszyla sie na boku, teraz
                            wstydzi sie tego, zaluje i twierdzi ze nigdy wiecej tego nie zrobi, z
                            perspektywy czasu osadza sama ze to bylo wstretne.
                            (małzonek nie wie o niczym -na pewno by nie wybaczyl)

                            znam inna osobe ktora po dluzszym kryzysie w malzenstwie pocieszyla sie na boku,
                            (malzonek wie, wybaczyl) po roku kolejny kryzys i ona znowu pocieszyla sie na
                            boku,(malzonek wie -wybaczyl)... to jak myslicie co ta osoba zrobi po kolejnych
                            kilku miesiacach i kolejnym malzenskim nieporozumieniu?
              • Gość: Terry Re: Rzucił/wrócił.... IP: 5.5R* / 217.153.50.* 27.10.04, 13:11
                Co to jest 10 letni związek na stałe ? Jest jakaś nowa forma prawna ? Wpisali
                do odpowiedniej ustawy "bycie z kimś " ?
    • kvinna literacko 27.10.04, 10:40
      Murakami.
      Na południe od granicy na zachód od słońca.

      Rozczarowało mnie zakończenie - dlaczego tak naprawdę się wraca.
      • kvinna aha, brutalny j_ar 27.10.04, 10:43

        ma rację.
        • Gość: glajda Re: aha, brutalny j_ar IP: *.wmc.net.pl 27.10.04, 11:44
          I swoją laurkę dla j-ara umieszczę - wyjątkowo madra wypowiedź.
          Od siebie dodam, ze żyję w długoletnim związku, takim z niezakręconymi tubami,
          niezamknietą klapą, rachunkami i codziennoscią, tudzież z brakami psychicznymi
          nas obojga, bo któż ich nie ma, ale oboje mamy podobny pogląd na syf. Nie
          akceptujemy i tyle.
          Jeszcze ktos tam pisał o ranieniu partnera. Nie chciałabym miec do czynienia z
          człowiekiem, ktory uważa, ze długoletnie pożycie usprawiedliwia zadawanie ran.
          Pozdrawiam, A.
    • Gość: gosia Re: Rzucił/wrócił.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 11:11
      Jar ma rację, mozna oszukiwać siebie jeśli się tego chce i tyle
    • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 13:18
      No coż, moim zdaniem oszukiwaniem samego siebie może byc zarówno utrzymywanie,
      że wszystko jest OK, kiedy tak naprawdę związek od dawna praktycznie nie
      istnieje, jak i granitowa pewność co własnego zachowania w każdej sytuacji. Ja
      nie jestem pewna, czy za 10-15 nie zdarzy sie coś co każe mi zmienić sąd o
      samej sobie. A skoro nie jestem pewna siebie, to jak byc pewna drugiej strony?
      Coż, może rzeczywiście sa tacy ludzie, którzy nigdy, w żadnych okolicznościach
      nie zaskoczyli sami siebie. Ja do nich z pewnością nie należę i może dlatego
      tak trudno mi uwierzyć w to, że tacy w ogóle istnieją. Nauczyłam się jednak, że
      nigdy nie nalezy mówić nigdy.
      Wiem jedno. A mianowiecie, że owa granitowa pewność jaką prezentuje np. ja_r
      czasami ma wiele do ukrycia.

      carduus
      • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 13:27
        masz racje, zawsze cos ukrywam, ostatnio brudne skarpetki prosto do pralki
        wrzucam do bialych rzeczy, to wstretne i podle w zwiazku, ale juz taka natura
        mezczyzny ;(
        • Gość: etta Re: Rzucił/wrócił.... IP: 195.94.207.* 27.10.04, 13:36
          j_ar jak się nabywa granitową pewność?
          • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 13:38
            o jaka konkretnie pewnosc chodzi?
            • Gość: etta Re: Rzucił/wrócił.... IP: 195.94.207.* 27.10.04, 14:11
              przecie piszę: granitową
              • j_ar Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 14:48
                to bylo tak, kiedys dawno temu byla sobie ala zabka, no..moze nie tak znowu
                mala...
                nie, to chyba nie to
                • kropka_kreska Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:04
                  "Miesiąc temu przygruchał sobie inną pannę, wyczułam że coś jest grane-mniej
                  czasu dla mnie.Przyparłam do muru, przyznal: jest seks, jakas fascynacja, nie
                  wie co do niej czuje, nie wie...."

                  Czyli zdrada i do tego, trwanie w tej zdradzie - nasza akceptacja takiego
                  stanu,przeczekanie???

                  Pamiętam cytat z "Przystanku Alaska"
                  "Miłośc nie zna godności" - zgadzacie się z tym? Miłośc nie zna godności???

                  k_k
                  • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:09
                    No nie zna, niestety. A może raczej "na szczęście"???
                    Choc w tym wypadku chyba raczej niestety. Niestety.
                    carduus
    • joanni Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:19
      Kurcze, taki ciekawy temat, a j_ar go rozwalił...
      Może jednak podzielicie się doświadczeniem?
      Sama jestem, proszę pana, za zakręcie, czekam i nie wiem, czy jest sens czekać.
      Czy komuś z Was się udało stworzyć coś stałego po powrocie? Skleić i naprawić
      to, co sie zepsuło?
      • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:27
        Wprawdzie nie z własnego doświadczenia, ale zawsze...Znałam dwie takie pary.
        Znałam, bo teraz ich znam z osobna. Rzucali sie i wracali do siebie kilka razy.
        Teraz są już osobno. W jednym przypadku od lat kilku. W drugim od pół roku, ale
        mam nadzieję, że tak już zostanie. Tak będzie lepiej. I dla nich i dla
        otoczenia:-)

        carduus
        • joanni Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:42
          to mnie, kurczę, pocieszyłeś :(
          • carduus Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 22:57
            No ja nie wiem, jak to u Ciebie wygląda, ale pomyśl: jesli ciagle cos sie
            psuje, to po co tkwić w takim związku?
            I w kwestii formalnej: pocieszyłam, jesli już:)
            carduus
    • cossa Re: Rzucił/wrócił.... 27.10.04, 23:07
      moze dla niego jestes dobrym materialem na zone..?
      i.. to wszystko?

      pozdr.cossa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka