Dodaj do ulubionych

przemoc fizyczna w domu

29.06.02, 17:24
tak sobei czytam to forum i zastanawia mnie jedna rzecz: tyle sie tutaj psize o
tysiacach problemu, a spotkalam zaledwie jeden czy dwa watki o przemocy w
rodzinie. A przeciez to dotyka wiele kobiet w Polsce. Mlodych, starych,
wyksztalconych i niewyksztalconych, bogatych i biednych.
Czy wstydzimy sie o tym mowic.
Moj maz rok po slubie zaczal mnie bic, najpierw uderzal w twarz, potem
przepraszal i mowil, ze to sie nigdy nie powtorzy. oczywiscie zrobił to znowu i
robil to coraz czesciej i z fatalnymi skutkami.
zawsze potem bylo przepraszanie, miesiac spokoju, a potem bicie za to,ze
powiedzialam mu cos co go zdenerwowalo.

a jestem osoba wyksztalcona, pewna siebie,atrakcyjna i jestemw szoku jak to
mozliwe, ze zachowuje sie tak jak kobiety, ktorym mowilam, ze sa glupie, ze
natychmiast nie odchodza od mezow, ktorzy je bija.

zastanawiam sie ilu kobietom to sie przytrafia i jak sobie z tym radza?
Obserwuj wątek
    • iwa.ja Re: przemoc fizyczna w domu 29.06.02, 18:17
      Przytrafia się, oj przytrafia w bardzo wielu pozornie spokojnych rodzinach.
      Moim zdaniem, kobieta nie ma tu już nic do roboty poza wyjściem radykalnym i
      ostatecznym (żeby była jasność, nie myślę o morderstwie!). Ktoś, kto podniósł
      rękę na osobę najbliższą i ktos, komu zostało to wybaczone, będzie eskalował.
      NIE!
      • emka10 Re: przemoc fizyczna w domu 29.06.02, 20:16
        przytrafa sie przytrafia, jak chcesz, napisz, powiem ci jakie kroki trzeba
        przedsiewziac, zeby sie z tego wyrwac. pzdr.
    • danusiaka Re: przemoc fizyczna w domu 29.06.02, 20:43
      jestem w tej samej sytuacji co ty. dzieki przyjaciolce oraz interwencji na
      forum zaczelam "cos z tym robic". wiem juz jak to wszystko dziala i wiem ze
      nie musze w tym tkwic. ale pomoc specjalistow jest nieoceniona. nie mozesz
      miec nadziei ze maz sie zmieni. to ty musisz szukac pomocy aby znalezc sile na
      to aby skonczyc z tym koszmarem. ja tez sobie zadawalam pytanie jak to mozliwe
      ze ja wyksztalcona przebojowa kobieta pozwalam na takie traktowanie. przeciez
      na zdrowy rozum juz dawno powinnam uciec. ale sama wiesz ze tak nie jest. nie
      chce sie czuc poganiana w podjeciu decyzji. sama zdecyduje kiedy jestem
      gotowa. chce miec swiadomosc ze zrobilam wszystko zeby uswiadomic mojemu
      mezowi ze "to"jest chore i ze powinien udac sie do specjalisty. a jesli nie
      skorzysta z szansy to jego problem. na razie maz sie stara. ale wszyscy
      zgodnie twierdza ze mezczyzna z takim problemem nigdy sam sobie nie jest w
      stanie pomoc.
      jesli masz ochote mozesz do mnie napisac.
      glowa do gory. jest wyjscie z tej sytuacji:)
      jest tylko jeden warunek. ty musisz tego chciec i kinsekwentnie nie nie
      wierzyc w kolejne obietnice. "miodowy miesiac" ktory ci maz serwuje po pobiciu
      to tylko fatamorgana szczescia. a my zaslugujemy na cos prawdziwego
      • treya przemoc psychiczna 29.06.02, 20:58
        Ja u siebie w domu mam przemoc psychiczna i tez jest mi zle i traktuje to jak
        koszmar.
        danusiaka napisał(a):

        > jestem w tej samej sytuacji co ty. dzieki przyjaciolce oraz interwencji na
        > forum zaczelam "cos z tym robic". wiem juz jak to wszystko dziala i wiem ze
        > nie musze w tym tkwic. ale pomoc specjalistow jest nieoceniona. nie mozesz
        > miec nadziei ze maz sie zmieni. to ty musisz szukac pomocy aby znalezc sile na
        > to aby skonczyc z tym koszmarem. ja tez sobie zadawalam pytanie jak to mozliwe
        > ze ja wyksztalcona przebojowa kobieta pozwalam na takie traktowanie. przeciez
        > na zdrowy rozum juz dawno powinnam uciec. ale sama wiesz ze tak nie jest. nie
        > chce sie czuc poganiana w podjeciu decyzji. sama zdecyduje kiedy jestem
        > gotowa. chce miec swiadomosc ze zrobilam wszystko zeby uswiadomic mojemu
        > mezowi ze "to"jest chore i ze powinien udac sie do specjalisty. a jesli nie
        > skorzysta z szansy to jego problem. na razie maz sie stara. ale wszyscy
        > zgodnie twierdza ze mezczyzna z takim problemem nigdy sam sobie nie jest w
        > stanie pomoc.
        > jesli masz ochote mozesz do mnie napisac.
        > glowa do gory. jest wyjscie z tej sytuacji:)
        > jest tylko jeden warunek. ty musisz tego chciec i kinsekwentnie nie nie
        > wierzyc w kolejne obietnice. "miodowy miesiac" ktory ci maz serwuje po pobiciu
        > to tylko fatamorgana szczescia. a my zaslugujemy na cos prawdziwego

    • re_ne Re: przemoc fizyczna w domu 29.06.02, 21:39
      Jesli jestes bita przez meza - najrozsadniej zrobilabys gdybys od niego odeszla.
      Ale czasami z roznych wzgledow nie jest to proste. I jesli nie pomagaja rozmowy
      z nim, upominania sie o Twoje prawa, to nie pozostaje Ci nic innego, jak
      tylko "poprosic kogos", dzieki komu Twoj maz przekona sie co to znaczy byc
      bitym. To jest bardzo skuteczne!!!
    • Gość: masiaka Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.as3.adl.dublin.eircom.net 30.06.02, 16:22
      danusiaka, a ja myslalam,ze ty jestes pepitka, moglabys do mnie napisac, bo
      czekam na twoj list. tfa masiaka!
      • Gość: samaka Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.214.70.112.Dial1.Boston1.Level3.net 04.07.02, 03:06
        czesc Dziewczyny!!
        Przerabialam to 12 lat!!!,
        Wlasciwie 9 - po tych 9 latach dojrzalam (nie, jeszcze nie do odejscia) - do
        donosu do prokuratora. Poskutkowalo - na 3 lata.
        Mezczyzna, ktory bije kobiete, to nie mezczyzna, to bydle i ...1000 innych
        brzydkich slow. I jesli to robi, to nigdy nie przestanie. NIGDY!!!!
        Taki dupek, to wielki TCHORZ, dlatego moze przestraszyc sie prokuratora.
        Ale po co zyc z dupkiem, tchorzem, zerem???!!!!
        Odejcie z takiego zwiazku jest bardzo trudne, ALE MOZLIWE!!!!!
        Zmiany w psychice kobiety sa duze, ale mozna sobie ze wszystkim
        poradzic (polecam pomoc fachowa) i zaczac zyc.
        Pisuje czasem na forum o swoim starym podlym zyciu, ale pisalam tu tez
        o moim obecnym, szczesliwym, wspanialym malzenstwie.
        To, ze odeszlam od ...brak slow, to moj najwiekszy sukces.
        Wszystkim Wam zycze, zeby sie Wam udalo.
        TERAZ wiem, co to szczescie, radosc milosc, oparcie w mezczyznie, ktory
        jest wlasnym mezem.
        Im szybciej wyrwiecie sie z tego piekla, tym szybciej macie szanse zaczac
        zyc, naprawde kochac.
        No i jesli macie dzieci, to nie myslcie, ze one nic nie wiedza.
        Naprawde bardzo bym chciala, zebyscie zdobyly sie na odwage i zostawily
        te....ludzkie gowna
        pozdrawiam
        • Gość: Hanysek Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.hannover.is 04.07.02, 09:21
          Do Twojego postu samaka nie mozna niczego dodac - chyba tylko pare mocniejszych
          slow, ktore okreslaja takich "mezczyzn"...
          A tak nawiasem mowiac - jak ktos taki moze pozniej stanac przed lustrem bez
          obrzydzenia???!!!
    • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 11:36
      Szanowne Panie,

      Czytam wasze posty. Rozumiem wasz ból i wściekłość. I dodam swoje trzy grosze: mało co prawda się orientuję w poglądach, panujących w środowisku specjalistów na ten temat, ale doszły mnie słuchy, że chyba zaczyna dochodzić do głosu pogląd, że pełne rozwiązanie problemu przemocy obejmuje OBIE strony. Bowiem jeśli jest kat, to aby coś zdziałał, musi trafić na OFIARĘ. I tu jest pies pogrzebany. Dostajesz po buzi, bo tego nieświadomie oczekujesz.
      Taki pogląd może bulwersować, ale naprawdę radzę się zastanowić nad tym. Osobiście już wiem, że wszystko, co mnie dotyczy, to realizacja moich oczekiwań, i to we wszystkich sferach życia. Przekonałem się o tym i w najlepiej pojętym interesie każdego człowieka również to leży. Ja już wiem: chcę zmiany wokół siebie - to potrzebuję zmienić SIEBIE.
      I gorąco polecam przyjąć to do wiadomości.

      Pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 04.07.02, 12:46
        Nie masz racji. Przemoc jest przestępstwem a nie karą za "grzechy", w dodatku
        urojone. Niektórym mężczyznom nie chce się po prostu pracować nad sobą i nad
        związkiem. Kiedy pojawiają się problemy w małżeństwie wolą pić, bić lub odejść
        do innej kobiety.
        Polski film fabularny z użalającym się nad sobą mężczyzną w roli głównej juz
        dawno przestali kręcić. Nikt go nie chce kupić.
        • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 13:07
          Gość portalu: ela napisał(a):

          > Nie masz racji. Przemoc jest przestępstwem a nie karą za "grzechy", w dodatku
          > urojone. Niektórym mężczyznom nie chce się po prostu pracować nad sobą i nad
          > związkiem. Kiedy pojawiają się problemy w małżeństwie wolą pić, bić lub odejść
          > do innej kobiety.
          > Polski film fabularny z użalającym się nad sobą mężczyzną w roli głównej juz
          > dawno przestali kręcić. Nikt go nie chce kupić.

          Ja nie mówiłem o karze, tylko o faktach. Faktem jest, że niektórzy ludzie łatwiej zostają ofiarami przestępstw, niż inni (vide: wiktymologia). Również w terapiach alkoholowych pracuje się nad CAŁĄ rodziną, a nie tylko nad uzależnionym. Powód - "syndrom rodziny alkoholika", potrzeba uwolnienia od mechanizmów oczekiwania na kolejną pijacką burdę (i prowokowania do takowej!!!).
          I nie chcę nikogo obwiniać - nie o to chodzi. Chodzi o ŚWIADOMOŚĆ osoby zainteresowanej, o jej wolę i chęć wyzwolenia się z układu, w którym jest ofiarą.
          Pewnie, że nie widać tego wprost, bo działają tu mechanizmu, które na ogół są nieuświadomiane (to działa w podświadomości).
          Kto chce, niech spróbuje. Kto nie chce, niech gra główną rolę użalającej się kobiety i wiesza psy na "złych facetach" (a co z bitymi mężami? hi hi hi). Na zdrowie, wolna wola.

          Pozdrawiam serdecznie.
          • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 04.07.02, 13:24
            Trzeźwiejący alkoholik - odmiana przemocy oświeconej.

            Tyrania trzeźwiejącego alkoholika - takiego, który pił, pracował nad sobą przy
            pomocy różnych służb i w rezultacie na jakiś czas przestać pić
            - jest bardzo dotkliwa. Traktuje on zarówno swój alkoholizm, jak i
            wytrzeźwienie jako krynicę wszelkiej mądrości. Z rodziny czyni coś na kształt
            terapeutycznej grupy Anonimowych Alkoholików. Domaga się, by żona uznała siebie
            za nie mniej chorą niż on i leczyła się z tzw. "współuzależnienia" (etykietka
            umożliwiająca poszerzenie na innych odpowiedzialności za własne pijaństwo).
            Dzieci zostają zredukowane do przyszłych tzw. DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików).

            Jak nawrócony neofita otrzeźwiony mąż ustawicznie dostrzega u innych przejawy
            uzależnienia - od zakupów (bo żona kupiła sobie drugą parę butów w sezonie) lub
            telewizji (bo codziennie ogląda "Wiadomości") i dowodzi, że w istocie niczym
            się to nie różni od alkoholizmu. Nudzi i peroruje, uwznioślając swoją pijacką
            drogę jako rozwijającą przygodę duchową. Życie rodziny uprzednio kręciło się
            wokół jego alkoholizmu, teraz trzeźwy już mąż nadal ma być w centrum, bo się
            odrodził, zrozumiał i jest głosicielem nowych wartości. Ma też prawo do pewnych
            względów, nie jest mu przecież łatwo.

            Znękana partnerka znosi tę tyranię w imię wspierania trzeźwości (chociaż może
            się zdarzyć, że westchnie do czasów, gdy spity małżonek będzie walił się bez
            słowa do łóżka) i też dlatego, że trudno jej - jako kobiecie oświeconej -
            odeprzeć argumenty wyedukowanego męża. Poucza on, iż to, co dzieje się w
            związku, jest zawsze sprawą obojga, zatem jeśli pił, to jest to ich wspólna
            odpowiedzialność, a jeśli pić przestał, to dzięki skutecznej pracy nad sobą,
            którą trzeba zastosować wobec wszystkich członków współuzależnionej rodziny.

            Nie mój tekst. Ale podpisuję się pod nim obiema rękami.
            • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 13:42
              Nie rozumiem. Ja pisałem o braniu odpowiedzialności za SIEBIE w swoje ręce, a nie o obwinianiu otoczenia za dopusty, które na mnie spadają. Zacytowałaś ładny opis tego, z czym należy się jak najszybciej rozprawić (vide: moje wcześniejsze posty), więc czy się zgadzasz ze mną, czy nie? Wyjaśnij to, proszę.

              Pozdrawiam
              • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 04.07.02, 14:01
                Zrozumiałam Ciebie tak:

                Twój tekst 1 - Kobieta powinna myśleć, że jest współodpowiedzialna za przemoc
                swojego partnera. Jako ofiara prowokująca przestepstwo powinna zgadzać się na
                karanie siebie. Albo inaczej uznać, że ma takie "skrzywienie" psychiczne nad
                którym powinna popracować (czytaj dopuścić bicie).

                Tekst 2. Potwierdzenie tekstu 1 i jako dowód podanie przykładu alkoholika,
                który ma się leczyć "rodzinnie".

                Żadna z moich wypowiedzi nie zgadza się z Twoją teorią.

                Ostatni mój tekst (a właściwie tekst psychologa) jest obaleniem Twojej teorii,
                że alkoholik ma się leczyć wraz z rodziną ze swojejego, podkreślam swojego i
                tylko swojego problemu. To ON PIJE a nie JEGO ŻONA i DZIECI.

                Tak samo jest z biciem. To ON BIJE DZIECI i ŻONĘ a nie odwrotnie.

                • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 14:20
                  To teraz ja:
                  - w pierwszym poście pisałem, że należy zechcieć przestać być ofiarą, znaleźć i uwolnić się od wzorców prowokowania do złego traktowania, mechanizmów znajdowania partnera, który będzie źle traktował,
                  - w drugim codziło mi o zmianę nastawienia, relacji w rodzinie np. alkoholika, polegającej na wyzwoleniu się z tyranii, lęku przed tym, co może się stać (np. oczekiwania na awanturę), a to wszystko przeważnie w zakresie nieświadomości, bo przecież werbalnie każdy deklaruje, że chce spokoju.
                  Moja teoria zakłada leczenie alkoholoka wraz z rodziną: jego z uzależnienia od alkoholu, rodzinę z uzależnienia od alkoholika. To tyle.
                  A teraz popadam w zadumę na tym, dlaczego to co napisałem, odczytane zostało odwrotnie...
                  Podrawiam
                  • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 04.07.02, 15:02
                    Problem w tym, że nie ma żadnych dowodów na to że jest jakieś
                    podświadome "chcenie" bycia ofiarą.

                    A za to jest na pewno (i są na to dowody) nie podświadome ale jak najbardziej
                    realne stosowanie przemocy przez przestępcę-mężą czy przestępcę-ojca... etc.

                    Pozdr.
                    • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 17:11
                      Są metody, aby to podświadome "chcenie" zidentyfikować, a co ważniejsze wyeliminować. A dowody - jeśli ich potrzebujesz, to poszukaj...
                      Pozdrawiam
                      • ta_mar_ta Re: przemoc fizyczna w domu 04.07.02, 18:35
                        Nie ma nic bardziej dołującego ofiary przemocy fizycznej i psychicznej jak
                        mówienie im, że "same tego chciały" świadomie, czy podświadomie.

                        Owszem, może nie znajdują siły i odwagi na to, aby się radykalnie i ostro
                        przeciwstawić, ale czy "chceniem " można nazwać lęk kobiety przed przeważającą
                        siłą i brutalnością meżczyzny, lęk przed działaniem, by nie oberwać jeszcze
                        dotkliwiej ?

                        Wmawianie ofiarom,że są niejako "współwinne" swoim cierpieniom to dokładanie im
                        obuchem. Pewnie wygodne dla sprawców, bo przerzuca część winy na ofiarę.

                        Widziałam wiele ofiar przemocy i sama byłam ofiarą. I od swojego ciemiężyciela
                        także słyszałam : "sama chciałaś". To bolało bardziej niż razy.

                        Ta_

                        • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 05.07.02, 07:29
                          ta_mar_ta napisał(a):

                          > Nie ma nic bardziej dołującego ofiary przemocy fizycznej i psychicznej jak
                          > mówienie im, że "same tego chciały" świadomie, czy podświadomie.

                          Generalizujesz. Niektórych to mobilizuje.
                          Poza tym nie jest moim celem komukolwiek "dokładać". Mierzę swoją miarą - dla mnie świadomość pełnej władzy nad swoim życiem jest niesamowicie budująca.

                          > Owszem, może nie znajdują siły i odwagi na to, aby się radykalnie i ostro
                          > przeciwstawić, ale czy "chceniem " można nazwać lęk kobiety przed przeważającą
                          > siłą i brutalnością meżczyzny, lęk przed działaniem, by nie oberwać jeszcze
                          > dotkliwiej ?

                          Dokładnie tak! Pomyśl, co prowokuje bardziej: lęk i niepewność czy pewność siebie i siła?

                          > Wmawianie ofiarom,że są niejako "współwinne" swoim cierpieniom to dokładanie im
                          > obuchem. Pewnie wygodne dla sprawców, bo przerzuca część winy na ofiarę.

                          Nikomu nic nie wmawiam. Podaję tylko drogę wyjścia - najlepszą, jaką znam.
                          Nikomu również nie przyklejam winy. Mówię tylko o odpowiedzialności za siebie. A jeśli to boli - cóż, skutki braku odpowiedzialności bolą znacznie bardziej.
                          I coś jeszcze - co jest ważniejsze: udowodnienie "winy" czy rozwiązanie problemu. Bo jeśli to pierwsze, to oznacza to wojnę. A na wojnie są ofiary...
                          To wszystko ma szerszy kontekst, chyba przekraczający ten wątek.

                          > Widziałam wiele ofiar przemocy i sama byłam ofiarą. I od swojego ciemiężyciela
                          > także słyszałam : "sama chciałaś". To bolało bardziej niż razy.

                          W dalszym ciągu jesteś ofiarą. W dalszym ciągu jest to wszystko w tobie i odbiera Ci radość i spokój. Uwolnij się od tego, wybacz wszystko. Wybacz nie dla swojego kata, ale dla siebie.

                          Pozdrawiam serdecznie
                          • ta_mar_ta Re: przemoc fizyczna w domu 05.07.02, 17:42
                            olek13 napisał(a):

                            >... Pomyśl, co prowokuje bardziej: lęk i niepewność czy pewność siebie i siła?

                            Byłeś bity ? Zbity? Sponiewierany przez kogoś znacznie od Ciebie silniejszego ?
                            W JAKI SPOSÓB bita kobieta ma okazać swoją pewność i SIŁĘ ? Ma zahipnotyzować,
                            pokazać parabellum ?

                            > Podaję tylko drogę wyjścia - najlepszą, jaką znam.

                            Nie podałeś żadnej drogi, to teorie nieprzystające do tu i teraz bitej kobiety

                            > Nikomu również nie przyklejam winy. Mówię tylko o odpowiedzialności za siebie.
                            > A jeśli to boli - cóż, skutki braku odpowiedzialności bolą znacznie bardziej.

                            Ślicznie...

                            >Uwolnij się od tego, wybacz wszystko. Wybacz nie dla swo
                            > jego kata, ale dla siebie.

                            Wybaczyć można, gdy ktoś wyrazi skruchę.
                            Ile można wybaczać? 5lat, 10, 15, 20, 25 ???

                            Teorie, teorie . Jak na dłoni widać , że problem wyłącznie z teorii znasz.
                            I życzę Ci, aby tak było zawsze

                            Ta_
                            • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 06.07.02, 00:50
                              Mówiono, i nadal się mówi, że Bóg umarł.
                              To nieprawda. On tylko czeka, aż każdy z nas stanie się miłością, jak On. I się nie myli.

                              Życzę Ci dużo miłości
                      • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 05.07.02, 08:49
                        Nie muszę szukać żadnych dowodów "chcenia" ponieważ dla mnie jest oczywiste, że
                        żadna ofiara nie chce być bita.

                        Dowód - Czy np. 2-letnie dziecko chce być bite?
                        Zgodnie z Twoją teorią skoro się boi, nie potrafi się bronić = chce być bite.

                        Albo osoba chora, upośledzona. Zgodnie z Twoją teorią sama sobie jest winna
                        (przecież zachorowała!) i powinno byc dla niej oczywiste, że to się oprawcy nie
                        podoba.

                        Pozdr.

                        • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 05.07.02, 09:19
                          Droga Elu,

                          Czy 2-letnie dziecko chce być bite? Czy ktokolwiek chce być bity? Pewnie że nie.
                          Głównym celem podświadomego działania jest unikanie bólu. W tym celu podświadomość używa pewnych strategii, bardziej lub mniej korzystnych. Podświadomość nie jest w stanie zweryfikować tych strategii; nie działa racjonalnie w sensie rozumowym. Jeśli np. komuś (nieświadomie) wydaje się, że aby przeżyć (mieć środki do życia) to musi się podporządkować komuś silnemu, kto te środki posiada (jest to powszechnie występująca strategia), to często nieświadomie uznaje, że musi udowodnić swoje podporządkowanie poprzez uległość i uległość wydaje się podświadomości korzystna! I jak tu być samodzielnym i asertywnym, jeśli takie próby wywołują lęk?
                          To jest jeden z przykładów, tak to działa.
                          Co do chorób: choroby wywołują sobie sami chorzy; znowu z jakichś powodów nieświadomie chory uważa, że w ten sposób np. ucieknie od nadmiaru obowiązków, lub że to jest stosowna kara za to, co złego (w podświadomym wyobrażeniu) zrobił. Poza tym choroba to świetna okoliczność dla manipulowania otoczeniem, najbliższymi, aby coś na nich wymusić (np. zainteresowanie, miłość). A zdumiony chory sobie myśli: "za co choruję i cierpię?"
                          Elu, forum - to miejsce, gdzie każdy może się wypowiedzieć. Postawiona została pewna kwestia, uznałem że mogę napisać coś od siebie. Opisałem wszystko co wiem, najlepiej jak potrafię. To, co pisałem, ma kapitalne znaczenia dla mnie; diametralnie odmieniło moje życie. Pewnie, że są to tylko wyjątki, na całość brak miejsca i czasu (no chyba że kogoś to bardziej zainteresuje, wtedy służę pomocą).
                          Przychodzimy na świat bez instrukcji obsługi. Zamiast tego mamy świadomość i intelekt (i jak się okazuje mnóstwo innych wspaniałych cech umysłu). I mamy wybór - wolną wolę: czy działać świadomie, w najlepiej pojętym własnym interesie, za cenę rezygnacji z kuszących urojeń, przywiązań i zaślepień, czy też kręcić się w kółko, jak pies za własnym ogonem, narzekając na okropny świat i złych ludzi. Ja wybieram to pierwsze. A ty?

                          Pozdrawiam serdecznie
                          • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 05.07.02, 11:29

                            Drogi Olku13

                            Cieszę się, że udało Ci się znaleźć taką wiedzę i takie metody, które pomogły Ci
                            w Twoich problemach do tego stopnia, że diametralnie zmieniło się Twoje zycie.

                            Wydaje mi się jednak, że czasami metody które pomagają jednym zupełnie nie
                            przydają się innym, a nawet mogą zaszkodzić. Tak jest np. z lekarstwami. O ile
                            wiem nie ma jednego uniwersalnego lekarstwa na wszystkie choroby.

                            No właśnie te choroby czy sytuacje życiowe, które sami "programujemy". Jest to
                            jakiś pomysł. Ale co powiesz np. na noworotków złączonych ze sobą, powiedzmy
                            główkami. Czy sami sobie zaprogramowali taki los. A nawet jeśli by tak było. To
                            zakładając, że dorośliby jako osoby połączone. To czy uważasz, że siłą
                            podświadomości pogliby się odłączyć.

                            Podświadomość - są różne teorie na ten temat. Spotkałam się z tą która Tobie
                            odpowiada. Ale jest np. taka, że podświadomość to wyparta świadomość. Czyli to
                            jacy jesteśmy zależy od tego jak nas ukształtowały ważne dla nas osoby dorosłe w
                            okresie kiedy kształtował się nasz mózg.

                            Do podświadomości może być wyparta np. świadomość, że jak płakaliśmy (jako
                            nimowlęta) to nikt do nas nie podchodził i nie przytulał (tzw. zimny chów -
                            stosowany podobno dla naszego dobra).
                            O ile wiem to nie ma jakiś 100% sposobów na to aby umieć sobie w życiu dorosłym
                            taką sytuację uświadomić, po to aby móc tak naprawdę "pogodzić" się z taką metodą
                            wychowawczą. Większość z nas, tak myślę, w okresie niemowlęctwa oczekuje miłości
                            i ciepła a nie wychowywania.

                            Pozdrawiam i życzę Ci tylko dobrych doświadczeń.


                            • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 05.07.02, 12:32
                              Przede wszystkim dzięki za dobre życzenia.

                              Myślę, że ludzie, jako systemy funkcjonalne, są bardzo podobni. To, co ich różni, to bagaż doświadczeń, przekonań i wynikających z nich poglądów, reakcji i nawyków. Masz rację, że do różnych ludzi należy podchodzić w różny sposób. Ale sądzę, że prawdą również jest, że sukcesy lub porażki zasadniczo zależą od tego, jak człowiek sam podchodzi do siebie; na ile się ceni, uważa się za kompetentnego życiowo, na ile we własnym mniemaniu zasługuje na dobre rzeczy. I uniwersalnym środkiem dla każdego człowieka jest zmiana właśnie tych aspektów nastawienia do siebie. Cała sztuka w tym, żeby pozwolić sobie na wszystko co najlepsze.
                              Co do syjamskich noworodków - raczej siłą umysłu się nie rozłączą, ale powód i mechanizm, dla którego zaszło połączenie można odnaleźć i wyjaśnić, chociaż wymaga to już "wdepnięcia" w ezoterykę i mistycyzm.
                              Co do funkcji podświadomości: poza innymi są dwie, b. ważne: zarządzanie ciałem oraz pamięć. Obie te dziedziny w sposób oczywisty nie należą do świadomej części umysłu, jakkolwiek poprzez odpowiednie oddziaływanie można na nie mieć wpływ (nie wprost). A teorie, a właściwie wiedza o funkcjonowaniu poszczególnych części umysłu jest znana, ba, od tysięcy lat. Teraz jest po raz kolejny ?odkrywana? (jakby ogóle była ukryta). Wystarczy skorzystać z niej (choć grozi to narażeniem się rodzinie, oficjalnej wiedzy, księdzu i komu tam jeszcze... a nade wszystko tyranii obowiązujących przekonań).
                              Masz rację również w tym, że wypierane są do nieświadomości bolesne i traumatyczne wspomnienia. Pamięć człowieka zawiera znacznie więcej, niż człowiek jest w stanie sobie uświadomić - to już udowodniono nawet naukowo (co ciekawe udowodniono naukowo już także, że funkcje umysłu są niezależne od funkcji mózgu). Wyparte wspomnienia tkwią w pamięci, nie uświadamiane, a mające wpływ na reakcje i zachowania (przykład: fobie). Ale są sposoby, żeby do takich wspomnień dotrzeć i je zintegrować (wiem, bo to często robię), choć oczywiście jest to niekiedy trudne i wymaga wysiłku i czasu.
                              Uff, chyba już dosyć się rozpisałem. Temat jest fascynujący i nieograniczony, ale chyba przekracza już ten wątek.

                              Pozdrawiam serdecznie
                              • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 05.07.02, 13:27
                                To kończąc naszą miłą polemikę i wracając na ziemię (czyli do wątku) życzę Ci
                                żeby Cię nigdy nikt i niczym nie bił.

                                Gdyby jednak koniecznie musiał to żeby bił się.... ale tylko o Ciebie.

                                Pozdrawiam
                                Ela
                • Gość: forty Re: przemoc fizyczna w domu IP: 213.134.136.* 04.07.02, 14:48
                  Niestety, muszę przyznać Olkowi po części rację. Jeśli ktoś raz dopuści się
                  rękoczynów - jest b.duże prawdopodobieństwo, że zrobi to po raz kolejny; i
                  jeśli partner nie zareaguje w sposób radykalny na przemoc (a często ten
                  pierwszy raz może byc zaskoczeniem)to niejako "zgadza się na takie
                  traktowanie". Piszę "niejako" ponieważ nikt, oczywiście poza maso nie lubi być
                  bity.Piszę niejako ponieważ to dzieje się w podświadomości bijącego i bitego, a
                  oni mogą nie zdawać sobie z tego sprawy. Ja mam również pewne problemy, nie
                  tego rodzaju, ale teraz wiem, że czasem lepiej jest szybko zostawić wszystko,
                  bo nasze nadzieje na zmiany zostają nadziejami.Wiem to teoretycznie bo dalej
                  jestem w tym związku bez widokow na lepsze. Bardzo współczuję wszystkim
                  kobietom, które są bite przez partnerów i wiem, że jest im podwójnie ciężko i
                  wiem, że trudno odejść, nawet jak ma się gdzie. A co wtedy gdy nie ma gdzie!.
                  Przez 18 lat byłam świadkiem bicia mojej Mamy przez Ojca, więc znam trochę
                  koloryt lokalny. Mój mąż dla odmiany jest alkoholikiem, szczęście nade mną
                  czuwa. A teraz ciekawostka: jeśli negatywnie wyrażałam się o jego piciu
                  słyszałam....ciesz się, że cię nie biję albo przecież cię nie biję, czego
                  chcesz?
    • Gość: 007wc Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 07.07.02, 15:37
      Prosze wytłumaczcie mi jak to jest i skąd właściwie bierze się przemoc
      fizyczna. Z postów które czytam wynika jednoznacznie że faceci tylko biją,piją,
      i nie daja pieniędzy. Czy w tym wszystkim kobiety są całkowiecie bez
      jakiejkolwiek winy.Rozumiem degenerata który tak robi,ale przemoc zdarza się
      prawie w każdym domu. Znam ludzi pracujących fizycznie bez wykształcenia,znam
      techników,magistrów,inżynierów,lekarzy i wiem doskonale że zawsze tam coś się
      dzieje takiego aby można to było ująć pod pojęciem przemocy fizycznej.
      Tak więc zastanawiam się czy wina leży tylko po stronie faceta przecież to jest
      niemożliwe.
      Mam kolegę który poniewierany jest przez swoją żonę w najprzeróżniejszy sposób
      moim zdaniem ta kobieta maltretuje go psychicznie, wykańcza nerwowo uważam że
      wręcz znęca się nad nim dlatego też pytam czy to także jest przemoc i jak ją
      udowodnić,przecież obdukcja tego nie pokaże.

      • Gość: danusia Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.07.02, 13:52
        nie mozna dzielic spoleczenstwa na zlych mezczyzn i dobre kobiety. rzadne
        generalizowanie nie jest dobre i kazda sprawe nalezy rozpatrywac
        indywidualnie. ale niestety to kobiety czesciej staja sie ofiarami przemocy. i
        ja rowniez niestety tkwie w tej chorej machinie. ale sledzac wasza dyskusje,
        musze przyznac troche racji olkowi. dziewczyny sie bardzo obruszaly ale mnie
        olek nie obrazil. maz mnie bije. to jest fakt. i sam nigdy nie przestanie
        robic. to kolejny fakt. moglabym wiec przez kolejne lata tkwic w tym zwiazku i
        wierzyc w kolejne obietnice. ale mialam na tyle sily i resztek godnosci ze po
        4 latach ponizania zglosilam sie na terapie. poczatkowo zeby szukac pomocy dla
        mojego ukochanego. ale okazalo sie ze nie moge patrzec ciagle na niego i
        czekac za moje lzy roztopia jego lodowate serce. terapia nie jest po to zebym
        czula sie wspolwinna ale wrecz przeciwnie, abym pozbyla sie poczucia winy. bo
        kobiety bite w pewnym momencie zaczynaja zastanawiac sie czy to rzeczywiscie
        nie ich wina. taka mysl sie pojawia. na terapi ucze sie siebie od poczatku.
        mowiac banalnie, biore zycie w swoje rece. ostatnio uswiadomilam sobie co mnie
        trzymalo przy mezu. oni daja nam cos czego bardzo potrzebujemy. a ta potrzeba
        jest tak silna ze nawet bicie nam nie przeszkadza. ale jesli sobie to
        uswiadomimy to mozna racjonalnie wszystko przeanalizowac. moim zdaniem kobiety
        bite potrzebuja specjalistycznej opieki jesli same nie sa wystarczajaco silne
        zeby zamknac za soba drzwi z napisem"katownia". pytalam sie z nadzieja w
        glosie specjalistow czy tacy mezczyzni sami z siebie przestaja bic. a oni
        kiwali ze smutkiem glowami. wiec ja jestem z mezem i chodze na terapie. maz
        sie stara a ja zastanawiam sie kiedy nie wytrzyma i znowu uderzy. ale terapia
        duzo mnie nauczyla i jestem silniejsza. i maz to widzi. i boi sie uderzyc.
        czuje ze jestem silniejsza. ze nie prosze ale wymagam. bo niestety wczesniej
        pozwalam sie bic. oczywiscie nieswiadomie. cierpialam ale nawet do glowy mi
        nie przyszlo zeby odejsc. przeciez przeprosil i obiecal. bylam za slaba. a on
        to wykorzystywal. dzieki terapi wiem ze nie daje czasu jemu ale sobie.
        obserwuje go. i ucze sie caly czas. jest to czas dla mnie. bo nie jestem
        gotowa odejsc. choc dla osob z zewnatrz brzmi to niewiarygodnie to ja po 4
        latach bicia nie jestem gotowa odejsc. potrzebuje czasu. krok po kroku
        wygrywam troche przestrzeni ale przemocy od jakiegos czasu nie ma. nie mam
        slepej nadziei ze to koniec koszmaru i wiem ze nastepny "raz" bedzie bolesny,
        ale dla niego.oczywiscie nie fizycznie. bo nie bede sie znizala do jego
        poziomu.
        pozdrawiam i zycze kobietom takim jak ja duzo wiary w siebie.
    • Gość: atyde Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 24.07.02, 14:05
      Mój mąż dzisiejszej nocy godz 1.00 obudził mnie śpiącą w dziecięcym pokoju (
      nie położyłam się obok niego bo brzydko pachniał, niemyty )chciał mnie wywlwlec
      za drzwi wejsciowe i w ten sposó nauczyć pokory. Nie wiem co robić. Nie mam do
      kogo zwrócić się o pomoc
      • Gość: Malwina Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.abo.wanadoo.fr 24.07.02, 14:32
        nikt ci nie powie co robic wiec zostaniesz tak nie wiedzac az do nastepnego i nastepnego i nastepnego razu.
        Natomiast moge ci powiedziec co JA bym zrobila : walizka na schodach 5 min po pierwszym usilowaniu
        podniesienia reki . Kropka. Nic wiecej nie mam do powiedzenia.
        Przeciez doskonale wiesz ze jest pelno osob wokol ciebie do ktrych mozesz zwrocic sie o pomoc.
        Jestes doskonalym argumentem dla teorii olka (co mnie wcale nie cieszy :-(
        tak doskonalym argumentem ze budzi to moja podejrzliwosc ....
        • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 24.07.02, 14:52
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > Jestes doskonalym argumentem dla teorii olka (co mnie wcale nie cieszy :-(
          > tak doskonalym argumentem ze budzi to moja podejrzliwosc ....

          Nie mam z tym nic wspólnego. Także nie mam z tego żadnej satysfakcji.

          Do atyde: życzę otrzeźwienia i odwagi.

          Pozdrawiam gorąco
          • Gość: atyde Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 24.07.02, 16:21
            Dzięki za wsparcie !!!!!

            Wiem że tak jest nie powinno być. Boję się przyznać przed najbliższymi co się u
            nas dzieje bo to w końcu nie ich sprawa, jest mi wstyd przed samą sobą, że nic
            z tym nie umiem zrobić choć wielokrotnie poprzysięgałam sobie zakończenie mojej
            udręki. Ale co przy 1200 zł można zdziałać, z 5 letnim dzieckiem, 100 km
            oddaloną od rodziny. Koło się zamyka.
            • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 24.07.02, 21:54
              Jeśli masz ochotę, to napisz na priv. Może coś Ci podpowiem jeszcze.
              • Gość: mena Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 25.07.02, 16:32
                A co jej możesz odpowiedzieć? Że jest głupia bo uczepiła się jak rzep psiego
                ogona zamiast napluć mu w twarz i uciec tam gdzie pieprz rośnie. Znam to
                uczucie ona się boi ale nie odejdzie bo:
                - dziecko nie bedzie miało troskliwego taty,( nie jest egoistką )
                - nie ma dość pieniędzy aby wieść normalne życie ( jest wygodna ? )
                - ma kąt i nadzieje,że może kiedyś będzie normalnie bo przecież kiedyś było
                - nie ma wsparcia osób trzecich,
                - a bez wiary w swoje możliwości i świadomości, że obok jest ktoś ( nie myślę o
                facecie) kto pomoże chociażby wesprze duchowo , jest ciężko podjąć tak
                odpowiedzialną decyzję i być konsekwentną. Właśnie bo konsekwencja w tym
                wszystkim jest najważniejsza przecież!!!!!!!!!
                Pozdrawiam
                • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 25.07.02, 23:35
                  Co nieco można podpowiedzieć. Można wspólnie spokojnie przeanalizować fakty i stwierdzić, że są pewne możliwości. Można wytłumaczyć mechanizmy, którym podlega i które utrudniają jej podjęcie decyzji. Można ją wesprzeć, pokazując możliwe drogi i rozwiązania. Można wreszcie dociec przyczyn obecnego stanu rzeczy i usunąć je. Wszystko w rękach zainteresowanej. Zrobić można wiele - przede wszystkim pokazać, że ma prawo do dobrego i szczęśliwego życia.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: atyde Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 26.07.02, 11:29
                    Wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego jest mi tak trudno podjąć decyzję o
                    odejściu. Ucieczka jest wyjściem ostatecznym, a ja chciałabym mnieć świadomość,
                    że zrobiłam wszystko aby zarzegnać wszystkie konflikty i wrócić do normalności.
                    Im więcej robię w tym kierunku tzn. staram się nie doprowadzać do sytuacji
                    konfliktowej, ale mojego męża bardzo łatwo jest zirytować. On jest osobą
                    skupioną na pracy. Jego praca jest nudna. Nie ma znajomych z którymi spotyka
                    się od czasu do czasu. Nie ma żadnych zainteresowań. Uważam, że jest znudzony.
                    Jedynym poważnym zajęciem wykonywanym przez niego są opłaty i zakupy.
                    Codziennie sporządza listę spraw do załatwienia, na której są min."wynieść
                    śmieci", rzecz oczewista. A druga rzecz to jest powtarzanie kilkakrotne
                    informacji wcześniej mi przekazanej,jakby nie pamiętał,że o tym już mówił.On ma
                    kompleksy, że jesteśmy gorzej sytuowani od jego brata i rodziców. Dla mnie
                    pieniądze nigdy nie były i nie są rzeczą najważniejszą. Nie potrafi
                    rozmawiać.Nie pamięta o czym mówiliśmy, albo nie potrafi odczytać żartów itp.
                    Nie cierpi mojej przyjaciółki z którą mogę pogadać na różne tematy i wysmiać
                    się do woli. Itd. Pozdrawiam.
                    • Gość: inka Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.07.02, 11:40
                      Czemu za niego wyszłaś?
                      Zawsze taki był - z nudny człowiek z nudna parca, bez przyjaciół, bez
                      zainteresowań?
                      Czy takim się stał dopiero później?
                    • Gość: Malwina Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.abo.wanadoo.fr 26.07.02, 11:41
                      lista z pozycja "wyniesc smieci" ?????
                      jakis psychopata potencjalny !
                      a ty wyobrazasz sobie ze cokolwiek zalezy od twojego zachowania !!!!????
                      ze jestes omnipotentna ?!
                      troche skromnosci, prosze ....
                      nie jestes na dobrej drodze z tym rozumowaniem :-(
                      zycze ci powodzenia, musisz zmienic kat widzenia problemu...
                      • Gość: atyde Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 26.07.02, 12:31
                        On taki kiedyś nie był. Sama z przerażeniem obserwuję to co się z nim dzieje.
                        Zmienił pracę ze względu na nieporozumienia. Koledzy byli nie tacy jak
                        potrzeba, przełożony również. Do wszystkich ma pretensje. Do kierowców na
                        drodze, do pań w administracji, do chłopaków stojących na środku chodnika. W
                        domu o to, że zasłony są nie zasłonięte na noc, ziemiaki niedosolone, itp.
                        • Gość: ... Re: przemoc fizyczna w domu IP: 195.193.202.* 26.07.02, 14:53
                          Zastanow sie, czy chcesz z nim byc. To czlowiek, ktory na prawde cierpi na
                          jakies zaburzenia osobowosci - byc moze juz potrzebuje leczenia. Jezeli nic sie
                          nie zmieni, a z tego co piszesz raczej na to nie wyglada, za pare lat i Ty i
                          Twoje dziecko bedziecie w piekle.
                          Nie licz na to, ze uda Ci sie z nim porozmawiac - tacy ludzie nie widza tego,
                          ze problem nie tkwi w swiecie i ludziach wokol nich, ale ze to oni sami sa
                          zrodlem zaklocen. Obawiam sie, ze jakakolwiek proba nawiazania rozmowy na ten
                          temat (chociazby przemocy, jaka stosuje wobec Ciebie) bedzie prowokacja do
                          kolejnych zachowan patologicznych.
                          Przeciez to socjalny psychopata.

                          Sorry za brak polskich znakow.

                          Pozdrawiam
                          • Gość: atyde Re: przemoc fizyczna w domu IP: 217.98.116.* 26.07.02, 15:37
                            Mnie również wydaje się że jego zachowanie i podejście do życia zmienia się.
                            Nie wiem tylko co może być tego przyczyną.Nie wiem co mu chodzi po głowie. Nie
                            jest wylewny i raczej nie skłonny do opowiadania o swoich uczuciach i
                            odczuciach. Poza tym ma bardzo wysokie mniemanie o sobie i niewielkie o innych.
                            W towarzystwie wydaje się być zagubionym. Być może powinien wybrać się do
                            specjalisty,ale jak go do tego nakłonić, a przy okazji nie urazić.
                            • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 26.07.02, 16:35
                              Droga atyde,

                              Zdecyduj, co jest dla Ciebie ważniejsze: dobre samopoczucie Twoje, czy męża?
                              Znajdujesz się w sytuacji, w której potrzebny jest wybór między poczuciem winy, że pozwalasz sobie wyrwać się z układu w którym jesteś uwikłana, a wolą bycia szczęśliwą. I zasadniczo wszystko się do tego sprowadza. Jeśli zdecydujesz się nic nie zmieniać - skutek jest do przewidzenia. Zaś jeśli pozwolisz sobie na zmianę, to czeka Cię batalia z własnymi lękami i wyobrażanymi ograniczeniami, jednak nagroda będzie niewspółmiernie wielka. I zawsze znajdziesz kogoś, kto Ci w tym pomoże, zobaczysz!
                              Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie. I Ty, i Twój mąż. Nie Ty jesteś odpowiedzialna za jego problemy, ale i odwrotnie. To jak on Cię traktuje jest tylko odbiciem Twoich, zapewne głęboko skrywanych przekonań i oczekiwań. Przydatna będzie pomoc kogoś, kto pomoże Ci je ujawnić i wyeliminować. Przemyśl to. I do dzieła!

                              Pozdrawiam serdecznie i życzę odwagi
                              • ekika Re: przemoc fizyczna w domu 31.07.02, 22:53
                                Olu drogi....
                                Milczalam długo..ale wybacz krew jasna mnie zalała jak slucham tych bredni...
                                które wciskasz dziewczynom...
                                W ich imieniu pokusze sie streścić coś tymi słowami : "że nie oczekuja one
                                lania od swoich mężów bardziej - niż gwałtu - kobieta która po godz 23
                                idzie parkową alejka do domu bo ma blizej.....i oczywiście zrobi to.... z
                                wygody ale jest nadużyciem twierdzić ze gwałt na ciemnej alejce jest
                                odpowiedzią na jej ukryte przyzwolenie...... i podobnież głupotą jest
                                twierdzic.... ze lanie jest odpowiedzią na podswiadome oczekiwanie żony.
                                I w jednym i drugim przypadku popelnione zostaje przestepstwo i prosze nie
                                pleść bzdur o jakims oczekiwaniu lania albo gwałtu (to ulubiony zabobon
                                mężczyzn..że kobiety lubia być gwałcone) ...bo niedobrze sie mi robi..

                                I na litośc boską - Oleczku nie myl skutku z przyczyną i dokladnie studiuj
                                wiktymologiczne książki...(a jak tam pisza głupoty to włącz mózg..albo
                                pożycz inne)..bo godzenie sie na bicie nie jest spełnieniem oczekiwan kobiety
                                tylko jej bezsilności - na skutek szoku.... zawiedzionego zaufania ....i
                                bezradności...Zaś to...- że sytuacja przemocy moze zaistniec .... to raczej
                                skutek łagodnego na ogól nieskorego do walki usposobienia....( i dlaczego
                                to nagle ma byc wada!! bo trafia sie na drania???)
                                I jeszcze jedno!!

                                Przemoc zdarza sie w różnych domach .... tak przeróżnych klasowo....
                                statusowo ...wiekowo...ze trudno wyciagnąć wspólny mianownik..

                                a jednak on jest ....
                                są nim zawsze niespełnione ambicje zawodowe lub inne samca.. lub górujaca
                                zawodowo zona... (stąd te zdziwione ..wykształcone kobiety)!!!!
                                A tak babki .... im lepsze bedziecie od Waszych bokserów - tym wiecej
                                bedziecie brac w dziób ..Bo to chora ... powtarzam chora!! ambicja ich do
                                tego pcha ..i tego sie nie tłumaczy .....to sie l e c z y..
                                I nie piernicz Olku o leczeniu całej rodziny..
                                Bo to tylko ktoś tak szumnie nazwał..i inni podchwycili...

                                Ta rodzina po prostu d z i e k i tatuniowi wymaga pomocy (a nie przed
                                jego ekscesami)...a to że zajmuja sie tym Ci sami ludzie.... w tych samych
                                gabinetach ... to po prostu tylko mus.... i nie nazywałabym jak papuga
                                bezmyslnie za ksiazkami tego "leczeniem całej rodziny"..
                                Bo oni lecza sie z całkiem innych problemów ...a te problemy żony i dzieci sa
                                nawet wtórne, sprowokowane przez stres.

                                Nie wiem jak dla kogo.... ale dla mnie jest akurat wazne co bylo pierwsze
                                kura czy jajo .. i zdecydowanie obstaje za tym..... że najpierw jest nie
                                radzący sobie z emocjami tatus -bokserek ..a potem jego wymagajaca terapii
                                rodzina.
                                A to juz dla mnie wyjasnia wszystko.!!!!


                                Z bokserskim Olku pozdrowieniem : Ekika.
                                • olek13 Re: przemoc fizyczna w domu 01.08.02, 09:07
                                  Witaj droga Ekiko,

                                  Spróbuję precyzyjniej się wyrazić.
                                  To nie chodzi o to, że kobieta o 23.00 w parku wyraża ukryte pozwolenie na gwałt. Tu chodzi o to, że ona może żyje w lęku, w przekonaniu, że w takich okolicznościach gwałt ją może spotkać. Może mieć silnie zakodowane (np. przez rodziców), że takie okoliczności grożą gwałtem. I podświadome wyobrażenia działają. Jeśli przy tym nosi w sobie poczucie winy (mniej istotne z jakiego powodu), to jej podświadomość może uznać gwałt za odpowiednią karę za jej "przewiny" i materializacja zdarzeń przebiega wiadomo jak...
                                  A przemoc w rodzinie - moim zdaniem ma miejsce wówczas, gdy po stronie osoby bitej występuje:
                                  - lęk i poczucie winy z powodu np. nie spełniania oczekiwań,
                                  - poczucie niegodności, niska samoocena (typowe wzorce ofiary)
                                  - uczucie bezradności, bezsilność, bunt na przemian z uległością.
                                  To tylko kilka przykładów; wachlarz wzorców i ich możliwe konfiguracje zależą od konkretnego człowieka i oczywiście może być ich wiele (a często przyczyna nie leży w obecnym życiu). Do tego w konkretnym przypadku dopiero trzeba dotrzeć. Istotne jest jedno: cokolwiek ze mną się dzieje, wynika to tylko ze mnie, moich wyobrażeń, oczekiwań i moich wcześniejszych wyborów (świadomych lub nie). Przyczyna zawsze jest we mnie - oczywiście przeważnie w pierwszej chwili jest niewidoczna, ale solennie zapewniam Cię, można ją zawsze odnaleźć.
                                  Bardzo się w swoim poście buntujesz przeciwko takiemu podejściu. Rozumiem to. Znakomita większość ludzi woli oskarżycielskim tonem powiedzieć: to on jest winien. I jeszcze w miarę możliwości odpłacić pięknym za nadobne. Właśnie tak prawie wszyscy postrzegają świat i ludzi, bo pozornie to tak wygląda. I mają to czego chcą...
                                  Mnie już przeszło i widzę tego pozytywne efekty dla siebie. Przez pewien czas chciałem ujawnić to wszystkim cierpiącym (stąd też moje posty na forum), ale to już też mi szczęśliwie przechodzi. Bowiem nie da się niczego powiedzieć komuś kto nie chce tego słuchać. A kto chce, ten usłyszy, niekoniecznie ode mnie. I ufam, że właśnie tak jest. A Ty pozostań przy swoim zdaniu, jeśli tak Ci wygodniej lub sprawdź, czy piszę prawdę - jeśli Cię to nurtuje.

                                  Pozdrawiam Cię ciepło

                                  Olek


                                  • pastwa Re: Olku 01.08.02, 09:28
                                    Tylko idiota wchodząc na pole minowe, nie odczuwa strachu, a jeszcze większą
                                    jest głupotą myślenie, że przejdzie po minie bez uszczerbku, jeśli tylko
                                    pomyśli, ze to tylko sympatyczna skórka od banana. Podobnie jest ze spacerem
                                    przez park.
                                    Odnośnie cech psychicznych ofiary, to zauważ, ze jakie by one nie były,
                                    potrzebny jest jeszcze oprawca, ja osobiście( no chyba że Ty masz inaczej) nie
                                    katuję osób w swym otoczeniu, jeśli tylko dostrzegę u nich "lęk i poczucie
                                    winy" itp.
                                    Swoją drogą, żebyś nawet Olku tryskał radością i optymizmem, miał zawyżoną
                                    samoocenę i same superlatywy na własny temat przychodziły Ci do głowy, to aby
                                    spuścić Ci wpierdol oprawca potrzebuje być jeno silniejszym fizycznie od Ciebie.
                                    Po takim też zdarzeniu, zwłaszcza gdy często się będzie powtarzać( oprawca się
                                    nagle nie stanie świętym), to trudno przypuszczać byś na jego widok tryskał
                                    radością i z entuzjazmem go witał.

                                    Gdyby Twoja teoria była prawdziwa, to rzeczywiście jak postulował Andrzej,
                                    ludzie umierają z własnej tylko winy, bo sobie wmówili, że nie da rady żyć
                                    wiecznie, ciekawe też, czy za 200 lat Twoje podejście w tej materii się zmieni
                                    ;-)

                                    Pozdrawiam
                                    • olek13 Re: Olku 01.08.02, 11:53
                                      pastwa napisał:

                                      > Tylko idiota wchodząc na pole minowe, nie odczuwa strachu, a jeszcze większą
                                      > jest głupotą myślenie, że przejdzie po minie bez uszczerbku, jeśli tylko
                                      > pomyśli, ze to tylko sympatyczna skórka od banana.

                                      Jeszcze jest możliwość przejścia przez to pole, nie wdeptując na żadną minę...

                                      > Odnośnie cech psychicznych ofiary, to zauważ, ze jakie by one nie były,
                                      > potrzebny jest jeszcze oprawca

                                      Oczywiście, ale taki zawsze się znajdzie. Dowód: znajduje się!

                                      > ja osobiście( no chyba że Ty masz inaczej) nie
                                      > katuję osób w swym otoczeniu, jeśli tylko dostrzegę u nich "lęk i poczucie
                                      > winy" itp.

                                      I nie musisz. Nie nadajesz sie na kata. Ofiara przyciągnie sobie lepszego kandydata.

                                      > Swoją drogą, żebyś nawet Olku tryskał radością i optymizmem, miał zawyżoną
                                      > samoocenę i same superlatywy na własny temat przychodziły Ci do głowy, to aby
                                      > spuścić Ci wpierdol oprawca potrzebuje być jeno silniejszym fizycznie od Ciebie
                                      > .

                                      Ale czy taki osiłek bije każdego, kogo zobaczy? A może tylko wybranych?
                                      Na marginesie - mnie nikt już nie ma ochoty bić.

                                      > Gdyby Twoja teoria była prawdziwa, to rzeczywiście jak postulował Andrzej,
                                      > ludzie umierają z własnej tylko winy, bo sobie wmówili, że nie da rady żyć
                                      > wiecznie, ciekawe też, czy za 200 lat Twoje podejście w tej materii się zmieni
                                      > ;-)

                                      Nie lubię słowa "wina". Nie "wina", tylko wybór. Wybór i odpowiedzialność za wybór.
                                      Co do śmierci: jeszcze tego nie wiem, ale też mam informację, że śmierć jest mechanizmem, który można odreagować.
                                      A moje podejście za 200 lat... Moje "podejścia" ostatnio zmieniają się znacznie częściej, a co ciekawe ja potrafię to już zaakceptować (co mnie cieszy!).
                                      Nie potrafię obecnie tego wszystkiego lepiej przekazać. Może z czasem poczuję lepszą "wenę".

                                      Pozdrawiam serdecznie
                                      • pastwa Re: Olku 01.08.02, 14:10
                                        Mylisz sie Olku, byłbym jednym z najlepszych katów na ziemi, gdyby nie to, że
                                        potrafię się temu oprzeć, gdyż idealnie umiałbym wybrać sobie ofiarę( nie ona
                                        mnie), uważam nawet ze większość znanych mi z telewizji sadystów jest marna w
                                        tym co robi i byłbym wstanie rozwinąć ich arsenał tortur w o wiele bardziej
                                        perwersyjny i sadystyczny.
                                        I to nie ofiara szuka kata, ale oprawca szuka ofiary, bo według Twojej logiki
                                        kobiety ścigają i tropią gwałciciela, by ich zgwałcił, zamordowani zlecają
                                        wcześniej płatnym zabójcą swą śmierć itd.

                                        Osiłek naturalnie, że wybiera osoby słabsze, bo nie lubi zbędnego wysiłku, a
                                        słabość fizyczna ludzi nie jest przecież z ich strony prowokacją, podobnie jak
                                        Twój kolor włosów czy skóry nie uprawnia, by Cię zabić, bo się komuś nie
                                        podobasz od tej strony.

                                        Ps. A w fantazjach można nawet chodzić po Słońcu gołymi stopami i odpalić od
                                        niego sporą działkę marihuany nabitej w trąbę powietrzną zmrożoną wcześniej
                                        przy temperaturze zera bezwzględnego.

                                        Pozdrawiam realistycznie i nie łaź więcej po "polach minowych" Olku, bo
                                        rzeczywiście nikt już nie będzie mógł, nawet gdyby chciał, zrobić Ci
                                        czegokolwiek, o krzywdzie nie wspominając.

                                        Pastwa
                                        • olek13 Re: Olku 01.08.02, 14:19
                                          Piszesz "byłbyś najlepszym z katów", ale nie jesteś. Liczą się fakty, a nie Twoje wyobrażenia.
                                          Piszesz o mojej logice, a ja piszę o podprogowych bodźcach, o nieświadomych kreacjach.
                                          Żyjemy w różnych światach. Który z nich jest realny? W którym żyje się lepiej i szczęśliwiej?
                                          Cóż, niech każdy z nas pozostanie w swoim świecie.

                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          • pastwa Re: Olku 01.08.02, 14:38
                                            olek13 napisał:

                                            > Piszesz "byłbyś najlepszym z katów", ale nie jesteś. Liczą się fakty, a nie
                                            >Two je wyobrażenia.

                                            A czy faktem jest Twoje przejście bez szwanku przez pole minowe, czy też raczej
                                            wyobrażeniem ?

                                            Odnosnie mnie jako kata, wielu oprawców stawało się nimi w pełni dopiero w
                                            sprzyjających warunkach, przykładowo Hitler i Stalin, nim osiągneli
                                            wystarczające wpływy byli dość przeciętni i niegroźni, pamiętaj o tym.

                                            Trzymaj się Olku
                                            ;-)
                                  • Gość: ........ Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.in-addr.btopenworld.com 02.08.02, 20:38
                                    olek13 napisał:

                                    > Witaj droga Ekiko,
                                    >
                                    > Spróbuję precyzyjniej się wyrazić.
                                    > To nie chodzi o to, że kobieta o 23.00 w parku wyraża ukryte pozwolenie na
                                    gwał
                                    > t. Tu chodzi o to, że ona może żyje w lęku, w przekonaniu, że w takich
                                    okoliczn
                                    > ościach gwałt ją może spotkać. Może mieć silnie zakodowane (np. przez
                                    rodziców)
                                    > , że takie okoliczności grożą gwałtem. I podświadome wyobrażenia działają.
                                    Jeśl
                                    > i przy tym nosi w sobie poczucie winy (mniej istotne z jakiego powodu), to
                                    jej
                                    > podświadomość może uznać gwałt za odpowiednią karę za jej "przewiny" i
                                    material
                                    > izacja zdarzeń przebiega wiadomo jak...
                                    > A przemoc w rodzinie - moim zdaniem ma miejsce wówczas, gdy po stronie osoby
                                    bi
                                    > tej występuje:
                                    > - lęk i poczucie winy z powodu np. nie spełniania oczekiwań,
                                    > - poczucie niegodności, niska samoocena (typowe wzorce ofiary)
                                    > - uczucie bezradności, bezsilność, bunt na przemian z uległością.
                                    > To tylko kilka przykładów; wachlarz wzorców i ich możliwe konfiguracje zależą
                                    o
                                    > d konkretnego człowieka i oczywiście może być ich wiele (a często przyczyna
                                    nie
                                    > leży w obecnym życiu). Do tego w konkretnym przypadku dopiero trzeba
                                    dotrzeć.
                                    > Istotne jest jedno: cokolwiek ze mną się dzieje, wynika to tylko ze mnie,
                                    moich
                                    > wyobrażeń, oczekiwań i moich wcześniejszych wyborów (świadomych lub nie).
                                    Przy
                                    > czyna zawsze jest we mnie - oczywiście przeważnie w pierwszej chwili jest
                                    niewi
                                    > doczna, ale solennie zapewniam Cię, można ją zawsze odnaleźć.
                                    > Bardzo się w swoim poście buntujesz przeciwko takiemu podejściu. Rozumiem to.
                                    Z
                                    > nakomita większość ludzi woli oskarżycielskim tonem powiedzieć: to on jest
                                    wini
                                    > en. I jeszcze w miarę możliwości odpłacić pięknym za nadobne. Właśnie tak
                                    prawi
                                    > e wszyscy postrzegają świat i ludzi, bo pozornie to tak wygląda. I mają to
                                    czeg
                                    > o chcą...
                                    > Mnie już przeszło i widzę tego pozytywne efekty dla siebie. Przez pewien czas
                                    c
                                    > hciałem ujawnić to wszystkim cierpiącym (stąd też moje posty na forum), ale
                                    to
                                    > już też mi szczęśliwie przechodzi. Bowiem nie da się niczego powiedzieć komuś
                                    k
                                    > to nie chce tego słuchać. A kto chce, ten usłyszy, niekoniecznie ode mnie. I
                                    uf
                                    > am, że właśnie tak jest. A Ty pozostań przy swoim zdaniu, jeśli tak Ci
                                    wygodnie
                                    > j lub sprawdź, czy piszę prawdę - jeśli Cię to nurtuje.
                                    >
                                    > Pozdrawiam Cię ciepło
                                    >
                                    > Olek
                                    >
                                    > Przeczytaj jeszcze jedna ksiazke.
    • karol_ Re: przemoc fizyczna w domu 01.08.02, 10:09
      Czytam ten watek z niejakim zdziwieniem dotyczacym
      poczucia bezradnosci kobiet w takich sytuacjach. Moze
      dlatego, ze wiele lat zyje w innym kraju? Wiem
      oczywiscie, ze jest to powszechne zjawisko w Polsce i nie
      moge sie przekonac do tego, ze nie da sie z tym poradzic.
      W kraju w ktorym zyje, niemozliwa jest "normalna, polska"
      klotnia w domu, bo po prostu zaraz sasiedzi dzwonia po
      policje. Kilka takich interwencji i delikwent ma juz
      swoj tzw. rekord. Potem niewiele trzeba, zeby poniosl za
      to odpowiedzialnosc karna. Czy w polskich domach nie ma
      telefonow? Czy kobieta, ktorej "maz" grozi, ze ja
      uderzy, albo wyrzuci na klatke schodowa nie moze mu
      powiedziec, ze jezeli to zrobi to ona zadzwoni na
      policje? Przeciez jest totalnie przegrany. Czego ona
      sie boi? Ze nie bedzie mogla sie utrzymac? Przeciez to
      jemu sad nakaze wyniesc sie z domu i placic jej tyle na
      dziecko i na nia, ze to on pojdzie z torbami a nie ona,
      albo bedzie musial pracowac na dwa etaty zeby wszystko
      splacic. Czy nie ma jakichs stowarzyszen kobiecych (w
      rodzju wlasnie: bitych kobiet), ktore maja prawnikow i
      moga poradzic kobietom jak to rozwiazac? Bo nie wierze,
      ze bita kobieta kocha takiego mezczyzne i chce z nim
      dalej zyc. Czy tak proste rozwiazania sa w Polsce
      niemozliwe??? Nie chce mi sie wierzyc.
      • Gość: ela Re: przemoc fizyczna w domu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 01.08.02, 14:55
        Kobieta w Polsce musi niestety przekonywać sporą grupę osób, którą najlepiej
        na forum reprezentuje olek13, że nie ma podświadomej ochoty być bitą przez
        swojego oprawcę. Jak sobie przeczytasz argumentację niektórych osób to
        zrozumiesz, że odechciewa się szukać u nich pomocy. Podobne zdanie
        mają "filozoficznie" nastawieni do sprawy policjanci. Podobno trzeba im robić
        szkolenia, żeby ich przekonać do właściwej/pożądanej reakcji. Sami z siebie by
        na to nie wpadli.
      • pastwa Re: Karolu 01.08.02, 15:10
        U nas obecnie jest tak, że jeśli pobita kobieta nie zginęła, i udało się jej
        zgłosić całe zajście obciążając męża, to zaledwie początek. Takiego delikwenta
        przesłuchają wpierw i pouczą najwyżej, że jeszcze jedna taka wpadka, to się za
        niego zabiorą i wraca sobie on szczęśliwy do domu. Szczęśliwy jest dlatego,
        gdyż jego "ukochana" jest nadal w tym domu, bo gdzie ma się podziać, a tym
        samym istnieje możliwość wybicia jej z głowy kolejnych donosów w sposób
        bardziej brutalny, by to do niej dotarło. Z tego powodu ofiara, raczej nie
        widzi sensu sprawiać sobie zażaleniem jeszcze większego wpierdolu, niż ten
        inicjujący telefon na policję, po którym może nie być już w stanie wykręcić
        nawet numeru telefonu przez kolejne kilka tygodni.
        • karol_ Re: Karolu 01.08.02, 23:31
          pastwa napisał:

          pastwa napisał:

          > U nas obecnie jest tak, że jeśli pobita kobieta nie zginęła, i udało się jej
          > zgłosić całe zajście obciążając męża, to zaledwie początek. Takiego
          delikwenta
          > przesłuchają wpierw i pouczą najwyżej, że jeszcze jedna taka wpadka, to się
          za
          > niego zabiorą i wraca sobie on szczęśliwy do domu. Szczęśliwy jest dlatego,
          > gdyż jego "ukochana" jest nadal w tym domu, bo gdzie ma się podziać, a tym
          > samym istnieje możliwość wybicia jej z głowy kolejnych donosów w sposób
          > bardziej brutalny, by to do niej dotarło. Z tego powodu ofiara, raczej nie
          > widzi sensu sprawiać sobie zażaleniem jeszcze większego wpierdolu, niż ten
          > inicjujący telefon na policję, po którym może nie być już w stanie wykręcić
          > nawet numeru telefonu przez kolejne kilka tygodni.

          Pastwa, ja nie wiem jakie jest dokladnie polskie prawo w tym wzgledzie i
          podejrzewam, ze nie wie wiele osob lacznie z kobietami, ktore sa bite w
          domach. Ale nie przypuszczam, zeby jakiekolwiek prawo dozwalalo kogokolwiek
          bic, tzn. mam na mysli prawo cywilizowanych krajow. Kwestia jest
          prawdopodobnie w zlej interpretacji prawa i w jego nieegzekwowaniu. Nie moze
          byc tak, ze ktos, kto kogos pobil pozostaje tylko upomniany, czyli faktycznie
          bezkarny - to niemozliwe z logicznego punktu widzenia. Jesli tak jest, to jest
          to zaniedbanie albo zlekcewazenie sprawy.
          Piszesz, ze policja przeslucha goscia. Wydaje mi sie, ze powinna przesluchac
          rowniez kobiete, sasiadow, czlonkow rodziny, znajomych. Moze chocby tylko to
          przestraszyloby takiego damskiego boksera na tyle, ze dobrze by sie zastanowil,
          zanim zrobilby to jeszcze raz. (Oprocz tego, ze powinien dostac wyrok za
          pierwszym razem, chocby w zawieszeniu). Rzecz chyba polega na tym, ze ci
          goscie czuja sie bezkarni i nie sa swiadomi prawnych skutkow swojego
          postepowania. Trzeba im to uswiadomic. Trzeba wyegzekwowac prawo. Policjanci
          musza wiedziec dokladnie co maja robic w takich przypadkach i powinni to
          robic. Jezeli nie, nalezy skarzyc policje. Sami ludzie tez powinni sie
          wspierac. Ja, gdybym uslyszal jakies kobiece krzyki i placz w domu naprzeciwko
          ulicy, dzwonilbym natychmiast po policje i przyjechaliby w 5 minut
          wyprowadzajac goscia w kajdankach. Trzeba reagowac, dzialac, przestac sie
          bac. Nie moze byc tak, ze ludzie lamiacy normy czuja sie bezkarni.
          Nie mam niestety czasu pisac dzisiaj o tym wiecej, ale zjawie sie po niedzieli
          z pewnym pomyslem. Poruszylo mnie to, gdyz nie jestem w stanie wyobrazic
          sobie, ze jakis cham moglby bic moja corke.
          Pozdrawiam

      • melanie Re: przemoc fizyczna w domu 03.08.02, 16:02
        Chyba jednak zadlugo zyjesz w tym innym kraju, i nie wiesz, ze nie jest tak
        rozowo. Ani sad nie nakaze mu sie wyniesc, ani tez policja nie jest chetna
        przyjezdzac do klotni domowych. Nie jest tak rozowo, jak ci sie wydaje
    • _szwedka Re: przemoc fizyczna w domu 01.08.02, 19:51
      Bo ojciec bil matke, ojciec bil jego, dziadek bil babke, dziadek bil jego ojca
      itp. itd. Ten bije kto byl bity. I bardzo trudno przeciac ten lancuch chorego
      postepowania. Nie wszyscy daja sobie z tym rade tym bardziej ze srodowisko
      patrzy na to z przymruzeniem oka bo "Jak sie baby nie bije to jej watroba
      gnije" albo "raz w tygodniu kazda baba powinna dostac bukiet kwiatow i
      porzadne baty".
      Jak moi poprzednicy powiedzieli: spoleczenstwo musi uznac bicie kobiet i
      dzieci jako zjawisko patologiczne.
      W jednym sie zgadzam z Olkiem. A to ze oboje musza szukac pomocy. Kobieta aby
      podbudowac swoja wiare w siebie, to nie jej wina ze on ja bije. A mezczyzna
      aby skonczyc z tym destruktywnym zachowaniem. Ale to on sam musi tego chciec.
      Tak samo jak z alkoholizmem proces zdrowienia jest bardzo dlugi i bolesny. W
      Szwecji na ogol konczy sie to rozwodem lecz jest szansa ze nastepny zwiazek
      mezvczyzny nie konczy sie w taki sam sposob. W Polsce kobiety sa bardziej
      uzaleznione (mieszkanie, slaba pensja) dlatego tez pewnie o wiele trudniej
      powziac decyzje do rozstania.
      Pamietajcie o jednym, kobiety. On nie przestanie sam z siebie. Przyjscie na
      swiat dzieci tez nic nie pomoze. Przeciwnie. Z czasem bedzie bil corac
      czesciej i mocniej.
      Pozdrawiam
      • iwa.ja Re: przemoc fizyczna w domu 01.08.02, 22:30
        A dlaczego skupiacie się tylko na biciu kobiety przez męża? Czy w Polsce nie
        występuje problem "Januszka"? I w tym przypadku, zgadzam się z Pastwą, nasze
        prawo to gówno.
    • proo Do Olka 13 02.08.02, 00:20
      Olku , doskonale Cię rozumiem i całkowicie się z Tobą zgadzam.
      Otrzymujemy , w naszym życiu , to czego oczekujemy. TAK!
      To co nas spotyka jest konsekwencją naszych podświadomych projekcji!
      Podobnie jak Ty dotarłam do wiedzy którą posiadasz i spawdziłam i wiem!
      To działa! :-)
      Nie dziw się jednak że większość rozmówców nie zgadza się z Twoimi poglądami,
      gdybym nie wiedziała tego co wiem - nie rozumiałabym Cię.
      Powiedz mi czy od początku wierzyłeś w tę teorię? Zakładam się że nie!
      Ja także myślałam / jak większość tu dyskutantów/ że jest to bzdura absolutna.
      Trzeba kilku lat pracy , nad i ze sobą , aby przekonać się że naprawdę
      otrzymujemy to czego oczekujemy.

      proo

      PS.
      Podziwiam Twoją determinację w dążeniu do przekonania innych
      o słuszności "naszej" teorii. Ja już zrezygnowałam ..choć chciałam
      /tak jak Ty/ powiedzieć innym że to takie proste że tak łatwo można
      odwrócić lub zmienić tor po którym biegnie nasz los. :-)
      I powiem tak jak Ty : wiem że trudno w to uwierzyć i prawdopodobnie
      nikt nie uwierzy a jednak , mimo twardego stąpania po ziemi , powtórzę
      teorię brzmiącą jak przesłanie z kosmosu :
      absolutnie i wyłącznie w nas samych jest siła która decyduje o naszym życiu.
      Pozdrawiam.
      proo
      • olek13 Re: Do Olka 13 02.08.02, 07:38
        Droga proo,

        Dzięki za ciepłe słowa.
        Jestem świadomy, że takie przekonania, to rzadkość, przy czym, co zabawne, ci, których nauki stanowią podwaliny największych systemów religijnych mówili to samo - i co z tego ich wyznawcy rozumieją dzisiaj?
        Oczywiście, jak wszyscy postrzegałem ten świat od dziecka w "standardowy" sposób. Z pewnych, dotychczas nieznanych mi powodów przed kilku laty zacząłem poszukiwania, medytacje, które do prowadziły mnie półtora roku temu do punktu, w którym wszystko zaczęło się na serio.
        Teraz więcej widzę, więcej rozumiem, również i to, że moje próby przekonywania innych nie są (wybacz) godne podziwu. Już raczej jest to chora misja, nikomu niepotrzebna. A najmniej innym ludziom. Bowiem każdy człowiek kreuje swoje życie zgodnie ze swoimi przekonaniami. A ja chcę te przekonania ludziom zabrać i dać im za to coś lepszego. I oczywiście nikt tego nie chce! A dlaczego? Bo każda istota sama musi dojść do punktu, w którym zechce zmiany, gdy już doświadczy dosyć bólu, żeby zrezygnować z urojeń. I nie da się inaczej. Naprawdę!
        A ja teraz jestem na dobrej drodze, żeby to sobie w pełni uświadomić, żeby pozwolić każdemu żyć jak chce i zaakceptować to w pełni. A piszę tutaj też po to, żeby zobaczyć, na ile zmieniają się moje odczucia, jak postrzegają mnie ludzie (bo otoczenie i świat to zwierciadło moich problemów).
        Mam nadzieję, że nie rozczarowałem Cię zbytnio. Nie myśl, że nie pomagam ludziom. Owszem, robię to chętnie i skutecznie (od niedawna jestem terapeutą), ale tylko wtedy, gdy ktoś tego jednoznacznie chce. I tak jest dobrze. Ufam Bogu, że dla każdej istoty znajdzie się pomoc, gdy ona tego chce i potrzebuje. Może pomogę ja, może Ty, zawsze ktoś się znajdzie.

        Pozdrawiam Cię serdecznie
        • Gość: .......... Re: Do Olka 13 IP: *.in-addr.btopenworld.com 02.08.02, 20:42
          olek13 napisał:

          > Droga proo,
          >
          > Dzięki za ciepłe słowa.
          > Jestem świadomy, że takie przekonania, to rzadkość, przy czym, co zabawne,
          ci,
          > których nauki stanowią podwaliny największych systemów religijnych mówili to
          sa
          > mo - i co z tego ich wyznawcy rozumieją dzisiaj?
          > Oczywiście, jak wszyscy postrzegałem ten świat od dziecka w "standardowy"
          sposó
          > b. Z pewnych, dotychczas nieznanych mi powodów przed kilku laty zacząłem
          poszuk
          > iwania, medytacje, które do prowadziły mnie półtora roku temu do punktu, w
          któr
          > ym wszystko zaczęło się na serio.
          > Teraz więcej widzę, więcej rozumiem, również i to, że moje próby
          przekonywania
          > innych nie są (wybacz) godne podziwu. Już raczej jest to chora misja, nikomu
          ni
          > epotrzebna. A najmniej innym ludziom. Bowiem każdy człowiek kreuje swoje
          życie
          > zgodnie ze swoimi przekonaniami. A ja chcę te przekonania ludziom zabrać i
          dać
          > im za to coś lepszego. I oczywiście nikt tego nie chce! A dlaczego? Bo każda
          is
          > tota sama musi dojść do punktu, w którym zechce zmiany, gdy już doświadczy
          dosy
          > ć bólu, żeby zrezygnować z urojeń. I nie da się inaczej. Naprawdę!
          > A ja teraz jestem na dobrej drodze, żeby to sobie w pełni uświadomić, żeby
          pozw
          > olić każdemu żyć jak chce i zaakceptować to w pełni. A piszę tutaj też po to,
          ż
          > eby zobaczyć, na ile zmieniają się moje odczucia, jak postrzegają mnie ludzie
          (
          > bo otoczenie i świat to zwierciadło moich problemów).
          > Mam nadzieję, że nie rozczarowałem Cię zbytnio. Nie myśl, że nie pomagam
          ludzio
          > m. Owszem, robię to chętnie i skutecznie (od niedawna jestem terapeutą), ale
          ty
          > lko wtedy, gdy ktoś tego jednoznacznie chce. I tak jest dobrze. Ufam Bogu, że
          d
          > la każdej istoty znajdzie się pomoc, gdy ona tego chce i potrzebuje. Może
          pomog
          > ę ja, może Ty, zawsze ktoś się znajdzie.
          >
          > Pozdrawiam Cię serdecznie

          Chociaz wlasciwie masz racje. Dzieki takiej teorii pozbylam sie jednego
          psychopaty.
      • ekika Re: Do Olka 13..iproo 02.08.02, 12:20
        Proo!
        Zgadzam sie z twoim ostatnim zdaniem...
        "tylko i wyłącznie w nas samych jset sila aby zmienic nasze życie"
        Dodam tylko jeszcze:..... "albo jej nie ma"

        Po prostu...... na skutek wielu przyczyn...... nie ma jej na tyle..

        i wtedy sa takie sytuacje jak te opisane powyżej....

        Pozdrawiam w imieniu słabych...tych którzy nie odkryli i nie maja ochoty
        pozwolic sobie tej prawde odkryć przez innych.

        PS.Ciekawam...... co zrobiłby umierajacy z głodu Etiopczyk lub skrajnie
        biedny Hindus któremu juz tę siłę byście uświadomili.....albo zacznę
        nieskromnie od siebie.
        Zdradzę...... ze moim oczekiwaniwm od zycia jest szczesliwe małżeństwo z
        Mickiem Jaggerem oraz sterczący biust nr 5 lub jeszcze lepiej 6
        (naturalny ..coczywiście).....I zgodnie z Waszymi sugestiami .....od dzis
        dokładam wszelkich staran i oczekuje na realizacje marzen....
        Bądźcie spokojni...jakby co ...dam znać!!!

        • ekika Re: i jeszcze cos... 02.08.02, 14:33
          co prawda nie mam doczynienia z przemoca w rodzinie...

          ale z racji innych problemow wiele na ten temat czytalam....


          Wiele madrosci tu zaprezentowanych jest mi znanych co
          najmniej z opowiadan.... lub tejże literatury....

          mam wrażenie ze wielu psychologów...(a propo Olku....jesteś chyba młodym
          psychoterapeutą myle się??)

          zapomina ....że tajemnica sukcesu zawiera sie nie w wytlumaczenu co jest
          przyczyną problemu......
          (to część pracy .... o ogromnym znaczeniu ale mniej zmieniajacym rzeczywistoś
          niz sie powszechnie sądzi)

          ale w znalezieniu sposobu jak tę świadomość przekuc na sukces.

          Przypomina to sytuacje ...kiedy innowierca chcąc nas przekonac do swojej

          wiary przychodzi imówi:"tylko moja religia gwarantuje zbawienie..wg. swojej
          nie bedziesz zbawiony....."

          i wiadomo że już na starcie zamyka droge do porozumienia..

          Ideałem natomiast jest życie wg swojej religii w taki sposób...zeby inni
          zechcieli ja poznać i z czasem moze nawet i zmienić wyznanie.


          Odkrywajac wszystkim że"w nich tkwi problem"..nasuwa sie pytanie ...
          a w jakim przypadku nie w nas tkwi problem.....
          Otóz tak nie ma..,
          przeciez wszystko co nas dotyczy z nami sie wiąze ,z tym jacy jesteśmy ijak nas
          wychowano ...
          znów nasuwa mi sie słynne tłumaczenie że "zesłanie manny z nieba to nie żaden

          cud...tylko zbrylone pylki roślin przeniesione wiele kilometrow przez wiatr.

          ......A daj mi Panie Boze cale życie takich Nie-Cudów doświadczać!!!
          to co mi potrzeba - w czasie kiedy potrzebuje - i w miejscu w którym
          przebywam.....toz to własnie jest cud!!!!


          tak wiec....nie twierdżmy....żesmy Ameryke odkryli ....Ze Predzej dostanie
          lanie od męża eteryczna ,cicha i chuda niz silna duchowo wysoka
          wysportowana...(choc nic oczywiscie i takich nie chroni)

          A moze nawet potwierdza ze czynnikiem decydujacym jest jednak psychol na

          wejsciu.
          Jak mi sie coś jeszcze przypomnie to podziele sie niechybnie ...

          .....pozdrawiamm pojednawczo... Ekika

          • olek13 Re: i jeszcze cos... 02.08.02, 17:09
            Aj, prowokujesz...
            Miałem już dać spokój temu wątkowi, ale skutecznie mnie sprowokowałaś.
            W sprawie głodnych ludzi: jest taki portal niejedzenie.pl na którym ścierają się poglądy ludzi, którzy żyją nie jedząc, z całą resztą świata. Tamtejsza lista dyskusyjna jest bardzo zabawna - szczególnie wypowiedzi osób, którym się to nie mieści w głowie. Tam też padają argumenty o głodnych Etiopczykach. Otóż jest trudno osiągalne, żeby człowiek z takimi wzorcami, które skutkują skrajną nędzą nagle się duchowo oczyścił do tego stopnia, żeby sobie wykreować dobre warunki życia. Za urodzeniem się w takim miejscu i w takich warunkach stały silnie zakorzenione intencje, których nie sposób nagle się pozbyć. Aczkolwiek i takie rzeczy mogą się zdarzyć.
            Co do Twoich marzeń: dlaczego się ograniczasz? Otwórz się na najlepszego, najdoskonalszego partnera dla siebie, a nie na pana Jaggera (skądinąd już mocno pomarszczonego). Przy tym kol. Jagger może nie mieć ochoty na Ciebie - a to raczej wyklucza dobry związek.
            A Twoje Ciało - to ono właśnie pokazuje Twoje oczekiwania w tym względzie. Zmień oczekiwania, zaakceptuj swój wybór, a będziesz zadowolona (i to jak!).
            Nieco wyżej przyznałem się do tego, że jestem od niedawna terapeutą, ale to nie jest klasyczna psychoterapia. W tej metodzie zakłada się, że, tak jak Ty piszesz, wyjaśnienie przyczyny problemu nie załatwia sprawy, ale dopiero pełne uświadomienie jej sobie daje uwolnienie - a to jest zasadnicza różnica. Rzecz nie w tym, żeby przy pomocy intelektu poznać przyczynę, lecz żeby podświadomości pacjenta pokazać nieadekwatność przyczyn i skutków wzorca postępowania. I to dopiero pozwala "puścić" całe przywiązanie i przekonanie do zasadności wzorca. Całe dotychczasowe doświadczenie i wiedza jednoznacznie wskazują, że mój problem zawsze bierze się ze mnie. A że mnie tak wychowano: cóż, sam wybrałem sobie rodziców, z jakiegoś powodu tych, a nie innych (a ja już wiem nawet, jakie to były powody). I mając tego świadomość nawet nie da się winić taty i mamy za to, co mi robili, a czego nie lubiłem.
            Chcesz cudów - otóż świat jest cudem. Trzeba tylko otworzyć szerzej oczy i pozwolić sobie widzieć (a z tym bywają duuuże problemy). I jedyną weryfikacją mojego nastawienia do świata, tego jak go widzę jest właśnie to, co od świata dostaję! Ludzie są szczęśliwi i bogaci nie dlatego, że im los sprzyja, ale dlatego, że oni sprzyjają losowi!
            A co do tematu głównego, oj, już nie chce mi się powtarzać argumentów. Podam temat do przemyśleń: nie każda "eteryczna, cicha i chuda" jest bita przez męża - pytanie: dlaczego? Oczywiście - bo nie każda ma takiego bijącego męża. No to kolejne pytanie: to dlaczego jedne mają bijących mężów, inne nie? .... dalej już Ty.

            Pozdrawiam serdecznie i chłodno (dla ochłody w ten upał)
            • _szwedka Re: i jeszcze cos... 02.08.02, 18:00
              olek13 napisał:

              > Aj, prowokujesz...

              > A co do tematu głównego, oj, już nie chce mi się powtarzać argumentów. Podam
              te
              > mat do przemyśleń: nie każda "eteryczna, cicha i chuda" jest bita przez męża -

              > pytanie: dlaczego? Oczywiście - bo nie każda ma takiego bijącego męża. No to
              ko
              > lejne pytanie: to dlaczego jedne mają bijących mężów, inne nie? .... dalej
              już
              > Ty.

              Bo akurat trafily na takiego ktory maskowal sie przed slubem...napewno nie
              mialyby takiego meza gdyby zaczal bic przed slubem.
              Co do Twoich wywodow to nasuwa sie jedyne stwierdzenie: w kazdym mezczyznie spi
              potencjalny damski bokser. A czy sie obudzi to juz zalezy tylko od kobiety.
              Ciekawe co panowie na to? Prawda li to?
              W jednym masz racje. Kazdy jest panem swego losu. Gdy juz kobieta tak zle
              wybrala tylko ona jedna moze zmienic to. Nikt jej nie wyrwie z tego piekla o
              ile sama tego nie zrobi.
              Jaka ma alternatywe? Proste. Rybki albo akwarium.


              • olek13 Re: i jeszcze cos... 02.08.02, 19:27
                _szwedka napisała:


                > Bo akurat trafily na takiego ktory maskowal sie przed slubem...napewno nie
                > mialyby takiego meza gdyby zaczal bic przed slubem.

                Dobrze. Ale nie wszyscy maskują się przed ślubem. Co więc skłania do wyboru "maskującego się" kandydata?

                > Co do Twoich wywodow to nasuwa sie jedyne stwierdzenie: w kazdym mezczyznie spi
                >
                > potencjalny damski bokser. A czy sie obudzi to juz zalezy tylko od kobiety.

                Kłopot w tym, że widzisz tylko szanse, statystykę. A ja widzę precyzyjne dopełnienie się, kreację, która ma spełnić ukryte oczekiwania. Często (ba, prawie zawsze) osoba dopełniająca ma stare karmiczne intencje "dołożenia" za coś, co nawet można ustalić!

                > Ciekawe co panowie na to? Prawda li to?

                Mojej odpowiedzi zapawne się domyślasz?

                Pozdrawiam
                • ekika Re: i jeszcze cos...i jeszcze 02.08.02, 21:58
                  Olku ...
                  Jestem chuda..eteryczna niewysoka....i o słabym charakterze..
                  Mąz mnie nie bija...
                  Jak myślisz ....nie trafilam na Boksera??

                  czy po prostu jeszcze go nie sprowokowalam...

                  ...ku przemyśleniu..-ekika
                  • olek13 Re: i jeszcze cos...i jeszcze 02.08.02, 22:52
                    Przypal mu zupę, nie posól ziemniaków... i zobaczymy jaką masz karmę (hihi).

                    Podrowionka
                    • _szwedka Re: i jeszcze cos...i jeszcze 02.08.02, 23:31
                      olek13 napisał:

                      > Przypal mu zupę, nie posól ziemniaków... i zobaczymy jaką masz karmę (hihi).

                      Znaczy to ze uderzylbys swoja zone, partnerke za cos takiego gdyby sobie
                      pozwolila?

                      Pozdrowionka
                      • ekika Re: do szwedki i Olka P.S. 03.08.02, 06:24
                        nie...Szwedko...

                        musze przyjść w sukurs Olkowi....

                        To był przytyk do reklamy którą w Polsce jakiś rok temu bylismy wszyscy
                        bombardowani....

                        Otóż na dużym billboardzie było zdjecie kobiety "chudej- eterycznej -
                        niewysokiej i najwyrażniej posiniaczonej na twarzy (przez męża w domyśle)"

                        i pod spodem był podpis "bo zupa była za słona"

                        PS.Podobno jestesmy karmicznym małżeństwem...tak powiedzial ktos kto sie na
                        tym zna....(to a propo karmy)
                        • olek13 Re: do szwedki i Olka P.S. 03.08.02, 09:13
                          ekika napisała:

                          > PS.Podobno jestesmy karmicznym małżeństwem...tak powiedzial ktos kto sie na
                          >
                          > tym zna....(to a propo karmy)

                          Nie martw się, to można odreagować...

                          Pozdrawiam serdecznie
    • ta_ OLEK !!! 03.08.02, 16:53
      Zajrzyj na wątek "przemoc inaczej" i...pomagaj
      Ta_
      • olek13 Re: OLEK !!! 03.08.02, 21:19
        Ba, ale ja nie jestem prawnikiem. Jest zapotrzebowanie na załatwienie sprawy przy pomocy prawa, a nie przez odreagowanie. Zresztą nie będę czarował: trudno o szybki efekt, jeśli zmienia się wzorce, gromadzone przez .... (tu dowolna liczba) lat.

        Pozdrawiam i życzę wszystkim sukcesów
        • ekika Re: Do OLEK.... 04.08.02, 19:10
          To ..to jest źle???
          Myślałam ze karmiczny zwiazek ...to dobrze??!!:(:(
          • olek13 Re: Do OLEK.... 05.08.02, 07:12
            ekika napisała:

            > To ..to jest źle???
            > Myślałam ze karmiczny zwiazek ...to dobrze??!!:(:(

            No, raczej niezbyt dobrze. Bo po co się aż tak wiązać?
            Jak jest w związku fajnie, to w porządku; partnerom jest dobrze, są zadowoleni i spełnieni. Ale ludzie się zmieniają i mogą przestać sobie odpowiadać. A w takim karmicznym związku nieświadomy przymus działa. I spotyka się para, coś oboje do siebie ciągnie, ale sobie nie pasują i jest problem. A problem jest jeszcze większy, gdy tylko jedno czuje się zobowiązane odnowić związek, a drugie nie... I co - "nieszczęśliwa" miłość. A jeszcze zabawniej jest, gdy ktoś jest w związku np. małżeńskim i spotyka karmicznego partnera - o wtedy jest ciekawie; romas niewykluczony!
            To ja wolę wybierać, świadomie i na trzeźwo, bez nieprzytomnych zadurzeń. Tak jest o wiele milej.
            A tak w ogóle, to bardzo wiele związków jest "z przeszłością", i to nie tylko partnerskich, ale i rodzinnych (np. rodzice - dzieci), ale to już inna bajka.

            Pozdrawiam serdecznie w poniedziałkowy ranek.
            • Gość: Grace Re: Do OLEK.... IP: *.sympatico.ca 05.08.02, 15:53
              Olku jak moge sie z Toba skontaktowac?
              pozdrawiam G
              • nuworysz Re: Do OLEK.... 05.08.02, 18:02
                Też proszę o kontakt...
                • olek13 Re: Do OLEK.... 05.08.02, 20:27
                  Wystarczy kliknąć na mój nick.

                  Pozdrawiam
                  • gabi21 Re: Do OLEK.... 05.08.02, 23:28
                    olek13 napisał:

                    > Wystarczy kliknąć na mój nick.
                    >
                    > Pozdrawiam
                    Witam......wyslalam -prosze potwiedz
                    pozdrawiam
                    G
                    • olek13 Re: Do OLEK.... 06.08.02, 07:30
                      Sprawdzałem, skrzynka jest pusta.
                      Podam adres:
                      olek13@poczta.gazeta.pl
                      Gdyby dalej były kłopoty, to proszę o informację w tym wątku.

                      Pozdrawiam
            • kwieto Re: Do OLEK.... 05.08.02, 23:40
              Tylko czemu mi ta teoria pachnie zwalaniem odpowiedzialnosci za swoje czyny na
              "karme" i "los"?
              To takie fajne, nie musiec myslec "ale pasztetu narobilem", tylko "coz, taka
              byla karma".
              Jesli jest inaczej - prosze o obszerne wyjasnienie
              • olek13 Re: Do OLEK.... 06.08.02, 07:07
                kwieto napisał:

                > Tylko czemu mi ta teoria pachnie zwalaniem odpowiedzialnosci za swoje czyny na
                > "karme" i "los"?
                > To takie fajne, nie musiec myslec "ale pasztetu narobilem", tylko "coz, taka
                > byla karma".
                > Jesli jest inaczej - prosze o obszerne wyjasnienie

                Karma, to suma intencji przeszłych i obecnych. Zła karma - to silne obciążenia poczuciem niegodności, braku, pożądaniem, negatywnymi wyobrażeniami, zaślepieniami itd. Tak, że to nie "wina" karmy, tylko skutki wyborów, bo intencje są wyborem.
                Gdy zmieniam (oczyszczam) intencje, to rozwiązuję swoją karmę i skutki nie dotykają mnie.
                A jedyna czysta intencja to... miłość.
                Dla mnie karma jest pojęciem czysto abstrakcyjnym, wymyślonym ot tak, żeby było na co "zwalać". A może się mylę?

                Jeśli czegoś brakuje, to proszę, pytaj

                Pozdrawiam
                • kwieto Re: Do OLEK.... 06.08.02, 07:23
                  Znaczy, ze wystarczy miec dobre (czyste) intencje, by wiesc szczesliwe zycie?
                  Nie sprawdza sie. Koncepcje ratowalaby reinkarnacja (ze mimo czystych intencji
                  rzutuja na mnie te zle, przeszle) ale reinkarnacja tez nie jest zbyt
                  przekonywujaca (zbyt duzo w niej nielogicznych luk).
                  Poza tym, wlasnie owo umiejscowienie przyczyny swych niepowodzen w przeszlych
                  (w innym zyciu popelnionych) czynach (jak wolisz - intencjach) jest dla mnie
                  przerzucaniem odpowiedzialnosci. O owych zlych uczynkach mozemy mowic w obrebie
                  jednego zycia, intencje... hmmm... intencje mozna naprawde swietnie zamaskowac,
                  nawet przed stworca.
                  • kwieto Do pisek 06.08.02, 07:31
                    Koncepcja karmy wg mnie za duzy nacisk kladzie na celowosci wszystkiego co sie
                    wokol dzieje, nie doceniajac zupelnie roli przypadku.

                    Acha, bawi mnie koncepcja (moze zle zrozumialem) ze jakoby zona majaca bijacego
                    meza sama sie prosila. Jest to tylko polprawda. Bo jakiekolwiek zachowanie zony
                    czy jakiejkolwiek osoby, nie upowaznia nikogo do bicia jej. Owszem, miala
                    udzial w wyborze partnera, odpowiada tez za to, ze nie zauwazyla pierwszych
                    oznak, nastepnych (i nie uciekla wtedy). Ale na pewno nie moze odpowiadac za
                    to, ze ten czlowiek ja bije.

                    Tak samo moglbys powiedziec (juz to pisalem na innym watku, zdaje sie wczoraj),
                    ze zgwalcona kobieta sama sie prosila o gwalt. Czy aby na pewno?
                    • olek13 Re: Do pisek 06.08.02, 09:53
                      Przegapiłem dopisek:

                      kwieto napisaý:

                      > Koncepcja karmy wg mnie za duzy nacisk kladzie na celowosci wszystkiego co
                      sie
                      > wokol dzieje, nie doceniajac zupelnie roli przypadku.

                      Przypadek to furtka w logicznym świecie. Świat rządzi się prawami fizyki. Ale
                      Bóg ma większe możliwości. Nie musi łamać ustanowionych przez siebie praw,
                      tylko wykorzystuje prawa nadrzędne (coś tak jak mechanika klasyczna Newtona i
                      teoria względności Einsteina). To czego nie rozumiemy, nazywamy przypadkiem, bo
                      nie widzimy przyczyn.

                      > Acha, bawi mnie koncepcja (moze zle zrozumialem) ze jakoby zona majaca
                      bijacego
                      >
                      > meza sama sie prosila. Jest to tylko polprawda. Bo jakiekolwiek zachowanie
                      zony
                      >
                      > czy jakiejkolwiek osoby, nie upowaznia nikogo do bicia jej. Owszem, miala
                      > udzial w wyborze partnera, odpowiada tez za to, ze nie zauwazyla pierwszych
                      > oznak, nastepnych (i nie uciekla wtedy). Ale na pewno nie moze odpowiadac za
                      > to, ze ten czlowiek ja bije.
                      >
                      > Tak samo moglbys powiedziec (juz to pisalem na innym watku, zdaje sie
                      wczoraj),
                      >
                      > ze zgwalcona kobieta sama sie prosila o gwalt. Czy aby na pewno?

                      Ughhh, to już robi się nudne! No pewnie, że nikt nie jest upoważniony do bicia
                      nikogo. Chodzi o coś innego! O to, że niektórzy miewają nieświadome wzorce
                      ofiary. A świat jest tak wspaniałą maszynerią, że jak potrzeba kata, to ten się
                      znajdzie. Pewnie, że ów kat "dokłada" też tym sobie, bo z kolei on działa
                      zgodnie ze swoim mechanizmem. Cudowne jest to, że na siebie bez problemu
                      trafią, odnajdą się.
                      Acha, i jest druga strona medalu: konsekwencją jest też to, że wystarczy
                      oczyścić swoje intencje wobec ludzi, świata i siebie i w tym momencie świat
                      staje się rajem (dla zainteresowanego).
                      I na tym koniec. Naprawdę piszę to już kolejny raz. Chyba trzeba zrobić jakieś
                      seminarium na ten temat...

                      Pozdrawiam
                      • proo Re: Do pisek do dopiska ;-) 06.08.02, 09:59
                        Jesteście obaj doskonali!
                        Kwieto , bo chce polemizować a Olek bo chce przekonywać! :-)
                        Życzę cierpliwości ..

                        pozdrawiam cieplutko i późnoporannie :-))
                        proo
                  • olek13 Re: Do OLEK.... 06.08.02, 07:46
                    kwieto napisaý:

                    > Znaczy, ze wystarczy miec dobre (czyste) intencje, by wiesc szczesliwe zycie?
                    > Nie sprawdza sie.

                    Bo nie znasz swoich nieświadomych intencji. I tu dopiero trzeba pogrzebać, żeby odnaleźć te "skarby". Ja mógłbym już chyba książkę napisać o swoich, tyle razy już mnie wprawiły w zadumę...

                    > Koncepcje ratowalaby reinkarnacja (ze mimo czystych intencji
                    > rzutuja na mnie te zle, przeszle) ale reinkarnacja tez nie jest zbyt
                    > przekonywujaca (zbyt duzo w niej nielogicznych luk).
                    > Poza tym, wlasnie owo umiejscowienie przyczyny swych niepowodzen w przeszlych
                    > (w innym zyciu popelnionych) czynach (jak wolisz - intencjach) jest dla mnie
                    > przerzucaniem odpowiedzialnosci. O owych zlych uczynkach mozemy mowic w obrebie
                    >
                    > jednego zycia,

                    Jasne, reinkarnacja jest oczywistym elementem tego systemu. Nie wiem, co w niej widzisz nielogicznego, napisz.
                    I dlaczego piszesz o przerzucaniu odpowiedzialności? Przecież to wszystko dotyczy zawsze tej samej istoty.
                    Jeśli kiedyś np. poprzysięgłem zemstę i odradzam się z tą intencją, żeby komuś dokopać, to przecież ja jestem odpowiedzialny za swoje nastawienia i uczucia, chociaż aktualnie nie widzę ich źródeł.

                    > intencje... hmmm... intencje mozna naprawde swietnie zamaskowac,
                    >
                    > nawet przed stworca.

                    Niektórzy nawet próbowali poprzez "czarną" medytację oszukać mitycznych "władców karmy", np. przez wmówienie sobie w hipnozie innej sekwencji czasowej zdarzeń. Skutek obecny: dokładne poplątanie umysłowe i duuużo roboty, żeby to odkręcić i odreagować.

                    Pozdrawiam
                    • kwieto Re: Do OLEK.... 06.08.02, 07:58
                      olek13 napisaý:

                      > kwieto napisaý:
                      >
                      > > Znaczy, ze wystarczy miec dobre (czyste) intencje, by wiesc szczesliwe zyc
                      > ie?
                      > > Nie sprawdza sie.
                      >
                      > Bo nie znasz swoich nieświadomych intencji. I tu dopiero trzeba pogrzebać,
                      żeby
                      > odnaleźć te "skarby". Ja mógłbym już chyba książkę napisać o swoich, tyle
                      razy
                      > już mnie wprawiły w zadumę...
                      >

                      E, rozumujac w ten sposob mozemy obronic KAZDA teorie. Rozmawialem niedawno z
                      pewnymi jegomosciami na temat pewnych badan - ktore wykazuja jakoby slusznosc
                      ich koncepcji. Ale wynikow badan do wgladu udostepnic nie chcieli, mowiac, ze
                      sa tajne. Tutaj jest tak samo - jak cos odstaje od koncepcji, zawsze mozna
                      powiedziec "bo nie znasz swoich nieswiadomych intencji". Nie przekonuje mnie
                      to.


                      >
                      > Jasne, reinkarnacja jest oczywistym elementem tego systemu. Nie wiem, co w
                      niej
                      > widzisz nielogicznego, napisz.

                      Chociazby to, ze odradzajac sie, nie mam zadnej pamieci poprzedniego zycia.
                      Wali sie przez to koncepcja wznoszenia sie na coraz wyzsze poziomy, bo zawsze
                      musze zaczynac od poczatku. Wiecej - musze wpierw poznac i swiadomie
                      zdecydowac, czy koncepcja reinkarnacji jest sluszna. Przypomina to raczej
                      Syzyfa ciagle sie staczajacego z gory, a nie droge rozwoju


                      > I dlaczego piszesz o przerzucaniu odpowiedzialności? Przecież to wszystko
                      dotyc
                      > zy zawsze tej samej istoty.
                      > Jeśli kiedyś np. poprzysięgłem zemstę i odradzam się z tą intencją, żeby
                      komuś
                      > dokopać, to przecież ja jestem odpowiedzialny za swoje nastawienia i uczucia,
                      c
                      > hociaż aktualnie nie widzę ich źródeł.
                      >

                      Tak, ale zwalnia mnie to z odpowiedzialnosci za swoje terazniejsze postepowanie
                      (w obrebie obecnego zycia) zalozmy, ze to co mowisz jest prawda. wtedy mozesz
                      dokopac staruszce w autobusie, tlumaczac, ze to byla intencja z przeszlego
                      zycia... A to ze nie dogadujesz sie z zona/mezem nie jest spowodowane Twoimi
                      ulomnosciami ale tym, ze kiedys zostales skazany na bycie z osoba ktora do
                      Ciebie nie pasuje i teraz musisz odbebnic "kare"


                      > > intencje... hmmm... intencje mozna naprawde swietnie zamaskowac,
                      > >
                      > > nawet przed stworca.
                      >
                      > Niektórzy nawet próbowali poprzez "czarną" medytację oszukać mitycznych
                      "władcó
                      > w karmy", np. przez wmówienie sobie w hipnozie innej sekwencji czasowej
                      zdarzeń
                      > . Skutek obecny: dokładne poplątanie umysłowe i duuużo roboty, żeby to
                      odkręcić
                      > i odreagować.
                      >

                      Ja mysle, ze maskowanie intencji nie jest az tak skomplikowane...
                      • olek13 Re: Do OLEK.... 06.08.02, 08:19
                        kwieto napisaý:

                        > E, rozumujac w ten sposob mozemy obronic KAZDA teorie. Rozmawialem niedawno z
                        > pewnymi jegomosciami na temat pewnych badan - ktore wykazuja jakoby slusznosc
                        > ich koncepcji. Ale wynikow badan do wgladu udostepnic nie chcieli, mowiac, ze
                        > sa tajne. Tutaj jest tak samo - jak cos odstaje od koncepcji, zawsze mozna
                        > powiedziec "bo nie znasz swoich nieswiadomych intencji". Nie przekonuje mnie
                        > to.

                        To sam sprawdź! Troszkę woli i wysiłku i sam możesz się przekonać, chcesz?

                        > Chociazby to, ze odradzajac sie, nie mam zadnej pamieci poprzedniego zycia.
                        > Wali sie przez to koncepcja wznoszenia sie na coraz wyzsze poziomy, bo zawsze
                        > musze zaczynac od poczatku. Wiecej - musze wpierw poznac i swiadomie
                        > zdecydowac, czy koncepcja reinkarnacji jest sluszna. Przypomina to raczej
                        > Syzyfa ciagle sie staczajacego z gory, a nie droge rozwoju
                        >

                        Błąd w rozumowaniu. Zaczynasz od innego stanu początkowego. Startujesz w lepszych warunkach bytowych, z lepszym dostępem do potrzebnych informacji. Mając lepsze intencje bez pudła trafiasz w miejsca i do ludzi, którzy Tobą początkowo właściwie pokierują. Tak się materializują właściwe kreacje. Poza tym, od odpowiedniego poziomu rozwoju duchowego człowiek ma pamięć poprzednich wcieleń, na miarę potrzeb.
                        Niepamięć dla większości jest błogosławieństwem. Wyobrażasz cobie, co by czuł człowiek, pamiętający choćby tylko najdramatyczniejsze zdarzenia ze swego istnienia?
                        Najistotniejsza jest intencja dobra, miłości. Jeśli to się w sobie rozwija, to rozwój postępuje.

                        > Ja mysle, ze maskowanie intencji nie jest az tak skomplikowane...

                        Pewnie, przed sobą samym. Najlepszy dowód, że mało kto je dostrzega. Ot, chociażby altruizm - niby taki piękny, czysta (prawie) bezinteresowność. A ile za tym się przeważnie kryje oczekiwań na nagrodę (w niebie, u ludzi, u siebie samego).

                        Pozdrawiam serdecznie
                        • kwieto Re: Do OLEK.... 06.08.02, 08:31
                          olek13 napisaý:


                          > To sam sprawdź! Troszkę woli i wysiłku i sam możesz się przekonać, chcesz?
                          >

                          Sek w tym, ze... sprawdzalem! Owszem, moge sie zgodzic, ze pewnych mechanizmow
                          sobie nie uswiadamiamy, maja one jednak wplyw li tylko wylacznie na zycie
                          terazniejsze, nic wiecej. A i nie sa takie nieuswiadomione, bardziej by
                          pasowalo "nie chcemy ich zauwazac".


                          >
                          > Błąd w rozumowaniu. Zaczynasz od innego stanu początkowego. Startujesz w
                          lepszy
                          > ch warunkach bytowych, z lepszym dostępem do potrzebnych informacji. Mając
                          leps
                          > ze intencje bez pudła trafiasz w miejsca i do ludzi, którzy Tobą początkowo
                          wła
                          > ściwie pokierują. Tak się materializują właściwe kreacje. Poza tym, od
                          odpowied
                          > niego poziomu rozwoju duchowego człowiek ma pamięć poprzednich wcieleń, na
                          miar
                          > ę potrzeb.

                          Dobrze dobrze, ale i tak musze poczatki zaczynac od zera - zaczynac uczyc sie
                          co to jest karma, szukac tych ludzi, wszystko abarot jeszcze raz, tylko
                          ewentualnie troche latwiej.


                          > Niepamięć dla większości jest błogosławieństwem. Wyobrażasz cobie, co by czuł
                          c
                          > złowiek, pamiętający choćby tylko najdramatyczniejsze zdarzenia ze swego
                          istnie
                          > nia?

                          Jesli mialoby mi to pomoc - ulge

                          > Najistotniejsza jest intencja dobra, miłości. Jeśli to się w sobie rozwija,
                          to
                          > rozwój postępuje.

                          Bede polemizowal jak wroce z pracy, na razie prosze o definicje milosci :")))



                          Nadal mnie to nie przekonuje. Zbyt lubie prostote i proste koncepcje.


                          >
                          > > Ja mysle, ze maskowanie intencji nie jest az tak skomplikowane...
                          >
                          > Pewnie, przed sobą samym. Najlepszy dowód, że mało kto je dostrzega. Ot,
                          chocia
                          > żby altruizm - niby taki piękny, czysta (prawie) bezinteresowność. A ile za
                          tym
                          > się przeważnie kryje oczekiwań na nagrodę (w niebie, u ludzi, u siebie
                          samego)
                          > .
                          >
                          > Pozdrawiam serdecznie

                          A ile ludzi te nagrody dostaje? przypatrz sie wokol.
                          • olek13 Re: Do OLEK.... 06.08.02, 09:05
                            kwieto napisaý:

                            > Sek w tym, ze... sprawdzalem!

                            Nie wiem co i jak sprawdzałeś. I jakie miałeś intencje przy tym sprawdzaniu - od nich zależała metoda.

                            > Owszem, moge sie zgodzic, ze pewnych mechanizmow
                            > sobie nie uswiadamiamy, maja one jednak wplyw li tylko wylacznie na zycie
                            > terazniejsze, nic wiecej.

                            Nie rozumiem. A na jakie życie miałyby mieć wpływ - na przeszłe? Oczywiście że dotyka to teraźniejszości i tego, co w niej ma początek. No i, rzecz jasna, w przeszłości też tak było.

                            > A i nie sa takie nieuswiadomione, bardziej by
                            > pasowalo "nie chcemy ich zauwazac".

                            Sęk w tym, że jeśli sobie czegoś nie uświadamiasz, to nic o tym nie wiesz. Dopiero PO uświadomieniu sobie będziesz wiedział.

                            > Dobrze dobrze, ale i tak musze poczatki zaczynac od zera - zaczynac uczyc sie
                            > co to jest karma, szukac tych ludzi, wszystko abarot jeszcze raz, tylko
                            > ewentualnie troche latwiej.

                            No właśnie. Łatwie, szybciej i w naturalny sposób. A tak w ogóle oświeć się za tego życia, wtedy nie będziesz się odradzał. Tak też można, tylko te stare przyzwyczajenia są zbyt piękne i atrakcyjne.


                            > > Niepamięć dla większości jest błogosławieństwem. Wyobrażasz cobie, co by c
                            > zuł
                            > c
                            > > złowiek, pamiętający choćby tylko najdramatyczniejsze zdarzenia ze swego
                            > istnie
                            > > nia?
                            >
                            > Jesli mialoby mi to pomoc - ulge

                            Sama pamięć ulgi nie daje. Masz zapewne bolesne wspomnienia z tego życia i ulgi z tego żadnej.
                            Przyznaję, nie potrafię wyjaśnić wszystkich szczegółów mechanizmu. Na ile go rozumiem, na tyle mi teraz wystarczy. W miarę rozwoju pojawiają się nowe informacje, poczekam sobie.

                            > Bede polemizowal jak wroce z pracy, na razie prosze o definicje milosci :")))

                            Miłość: ba, trudna sprawa. To akceptacja, przywolenie, przekonanie o tym, że coś jest właściwe, takie jakie jest. Miłość daje poczucie spełnienia, uwolnienie. Miłość to brak oczekiwań, przywiązania, to poczucie wolności, lekkość, prostota. Coś, co zawsze skutkuje dobrem.
                            Miłość jest też jakąś energią, można poczuć jej przepływ, daje ciepło, jakie czuje się na sercu. Miłość tak naprawdę wypełnia wszystko, świat wokół i nas samych. My sami jesteśmy jej źródłem. Czasami to dostrzegam i chcę to stale widzieć.
                            Do definicji temu opisowi daleko, ale mnie to wystarczy. Może ktoś zna lepszą?

                            > Nadal mnie to nie przekonuje. Zbyt lubie prostote i proste koncepcje.

                            A ja jestem w zachwycie, że to takie proste...
                            Rzecz gustu.

                            > A ile ludzi te nagrody dostaje? przypatrz sie wokol.

                            To nie jest ważne, ważne ilu ich oczekuje. To skutek wychowania, religii, kultury i czego tam jeszcze.

                            Pozdrawiam
                            • kwieto Re: Do OLEK.... 07.08.02, 01:55
                              olek13 napisał:

                              > kwieto napisaý:
                              >
                              > > Sek w tym, ze... sprawdzalem!
                              >
                              > Nie wiem co i jak sprawdzałeś. I jakie miałeś intencje przy tym sprawdzaniu -
                              o
                              > d nich zależała metoda.
                              >

                              Jak najczystsze :") Chodzilo wszak o wykaraskanie sie z dosc duzego bagna w
                              ktorym siedzialem.


                              > > Owszem, moge sie zgodzic, ze pewnych mechanizmow
                              > > sobie nie uswiadamiamy, maja one jednak wplyw li tylko wylacznie na zycie
                              > > terazniejsze, nic wiecej.
                              >
                              > Nie rozumiem. A na jakie życie miałyby mieć wpływ - na przeszłe? Oczywiście
                              że
                              > dotyka to teraźniejszości i tego, co w niej ma początek. No i, rzecz jasna, w
                              p
                              > rzeszłości też tak było.
                              >

                              Ale z tego co mowisz, to do wszystkiego dochodzi jeszcze owa karma, ktora tez
                              ma jakis wplyw? I tu sie nie zgadzam.


                              > > A i nie sa takie nieuswiadomione, bardziej by
                              > > pasowalo "nie chcemy ich zauwazac".
                              >
                              > Sęk w tym, że jeśli sobie czegoś nie uświadamiasz, to nic o tym nie wiesz.
                              Dopi
                              > ero PO uświadomieniu sobie będziesz wiedział.
                              >

                              Tak, ale w ten sposob kazdy argument mozna obalic stwierdzeniem, ze czegos
                              sobie nie uswiadamiam - bardzo wygodna argumentacja


                              > > Dobrze dobrze, ale i tak musze poczatki zaczynac od zera - zaczynac uczyc
                              > sie
                              > > co to jest karma, szukac tych ludzi, wszystko abarot jeszcze raz, tylko
                              > > ewentualnie troche latwiej.
                              >
                              > No właśnie. Łatwie, szybciej i w naturalny sposób. A tak w ogóle oświeć się
                              za
                              > tego życia, wtedy nie będziesz się odradzał. Tak też można, tylko te stare
                              przy
                              > zwyczajenia są zbyt piękne i atrakcyjne.
                              >

                              Wiesz, akurat jak juz sie oswiecilem, zrozumialem, ze oswiecenie to nic innego
                              tylko sprytna sztuczka zmuszajaca do wysilku, ale ktora jest tak naprawde
                              fikcja. Ale to na marginesie. A wracajac do karmy - nie rozumiem, czemu jakas
                              sila ktrora tym wszystkim "kreci" mialaby najpierw ustawiac swiat na zasadzie
                              kolejnych inkarnacji, karmy itd - a nastepnie robic wszystko by to zagmatwac i
                              ten proces jak najbardziej utrudnic. Takie to jakies nielogiczne


                              > > > złowiek, pamiętający choćby tylko najdramatyczniejsze zdarzenia ze sw
                              > ego
                              > > istnie
                              > > > nia?
                              > >
                              > > Jesli mialoby mi to pomoc - ulge
                              >
                              > Sama pamięć ulgi nie daje. Masz zapewne bolesne wspomnienia z tego życia i
                              ulgi
                              > z tego żadnej.

                              Alez czuje, bo majac owe wspomnienia moge cos z nimi zrobic, wyciagnac jakies
                              wnioski, czego sie nauczyc na przyszlosc. A to duzy plus. Natomiast w koncepcji
                              karmy, musze od poczatku szukac po omacku (co z tego ze latwiej), ale wnioskow
                              ktore juz kiedys wyciagnalem musze poszukiwac od nowa, trace mnostwo czasu na
                              bezsensowne odrabianie tego, co juz kiedys osiagnalem.

                              > Przyznaję, nie potrafię wyjaśnić wszystkich szczegółów mechanizmu. Na ile go
                              ro
                              > zumiem, na tyle mi teraz wystarczy. W miarę rozwoju pojawiają się nowe
                              informac
                              > je, poczekam sobie.
                              >
                              > > Bede polemizowal jak wroce z pracy, na razie prosze o definicje milosci :
                              > ")))
                              >
                              > Miłość: ba, trudna sprawa. To akceptacja, przywolenie, przekonanie o tym, że
                              co
                              > ś jest właściwe, takie jakie jest. Miłość daje poczucie spełnienia,
                              uwolnienie.
                              > Miłość to brak oczekiwań, przywiązania, to poczucie wolności, lekkość,
                              prostot
                              > a. Coś, co zawsze skutkuje dobrem.
                              > Miłość jest też jakąś energią, można poczuć jej przepływ, daje ciepło, jakie
                              cz
                              > uje się na sercu. Miłość tak naprawdę wypełnia wszystko, świat wokół i nas
                              samy
                              > ch. My sami jesteśmy jej źródłem. Czasami to dostrzegam i chcę to stale
                              widzieć
                              > .
                              > Do definicji temu opisowi daleko, ale mnie to wystarczy. Może ktoś zna
                              lepszą?
                              >

                              A jak pogodzisz ta intencje milosci z intencja wlozenia czegos do garnka na
                              przyklad?






                              > > Nadal mnie to nie przekonuje. Zbyt lubie prostote i proste koncepcje.
                              >
                              > A ja jestem w zachwycie, że to takie proste...
                              > Rzecz gustu.
                              >
                              Coz, ja znam jeszcze prostsze :"))


                              > > A ile ludzi te nagrody dostaje? przypatrz sie wokol.
                              >
                              > To nie jest ważne, ważne ilu ich oczekuje. To skutek wychowania, religii,
                              kultu
                              > ry i czego tam jeszcze.
                              >

                              Duzo dostaje tych, co sie najbardziej ich domagaja i dojda do nich za wszelka
                              cene.
                              • olek13 Re: Do OLEK.... 07.08.02, 09:17
                                Drogi Kwieto,

                                Zaczynamy się rozmieniać na drobne w wymianie poglądów, a ucieka nam to, co najważniejsze.
                                Szukasz argumentów, odpowiedzi pozytywnej lub nie na pytania i wątpliwości. Chcesz się bezsprzecznie przekonać, wtedy się zaangażujesz. Tak to postrzegam, popraw mnie jeśli się mylę.
                                Niestety, tak się nie da. Prawa kreacji działają zawsze, również i w tym względzie. Jeśli masz wątpliwości, ustawiasz się na pozycji sceptyka, który musi mieć niezbite dowody, to osiągniesz jedno: utwierdzisz się w swoim sceptycyźmie. I ani kroku naprzód. Prawa kreacji mówią: co w umyśle, jakie przekonania - tak i w życiu.
                                Klasyczny pat. Nic nie poradzę na to. Nie podejmuję się Ciebie przekonywać, bo wiem, że to bez sensu, po prostu nie jestem w stanie. Dopóki sam nie zechcesz sprawdzić, jeśli nie pozwolisz sobie na otwartość w przyjmowaniu nowych idei, to nic z tego nie wyjdzie. Oczywiście nie zalecam bezkrytycznego przyjmowania nowych treści. Wszystko poddaje się weryfikacji, niezbędne jest zachowanie przytomności i uważności w tym, jakie skutki powstają, ale najpierw trzeba spróbować!
                                Spróbuję odpowiedzieć na Twoje ostatnie wątpliwości:
                                Już wcześniej pisałem, że zbadanie czystości intencji jest trudną sprawą, szczególnie gdy nie zna się skutecznych technik, temu służących. Samo świadome przekonanie to mało, przeważnie ono zawodzi.
                                Karmę zasadniczo uważam za strukturę abstrakcyjną; jest to suma aktualnych, ukrytych w podświadomości intencji. I na tym polega jej wpływ na życie. Oczyść wszelkie intencje, zastąp je miłością - zlikwidujesz karmę i urzeczywistnisz swoją boskość.
                                Nie wiem, co masz na myśli, pisząc że się oświeciłeś. Czyżby ostateczne, pełne oświecenie? Cóż, może i tak, a teraz bawisz się tu ze mną w takie tam dywagacje, mając przy tym pełną świadomość wszechrzeczy.
                                Nie widzę żadnego pogmatwania w tej filozofii. Mechanizm jest prosty; pogmatwane jest ludzkie ego, rozbudowujące się o kolejne wyobrażenia o sobie. Uwolnij się od wyobrażeń, od ego, uwolnij się od strachu przez utratą tożsamości, staniesz się w pełni boską istotą, jaką od początku byłeś. I wtedy poznasz przyczynę wszystkiego.
                                Przez poprawne praktykowanie można doświadczać początkowo przebłysków, z czasem pełniejszych odczuć tego stanu.
                                Ludzie komplikują sobie życie, bowiem są zachłanni na doświadczenia, na mnożenie doświadczeń. Boją się przy tym utracić cokolwiek. Ciekawość jest silna, lęk przed stratą i brakiem dodatkowo wzmacnia ego. Oczywiście nie ma w tym nic złego; istniejemy tutaj, aby w pełni doświadczyć świata, aby się go nauczyć, w pełni kontrolować fizyczność. I dopiero gdy nam się znudzi, gdy doświadczenia stają się zbyt bolesne, zaczynamy poszukiwać czegoś więcej. Wtedy otwierają się nowe, nieznane możliwości doświadczania, na wyższym poziomie. Zaczynamy postrzegać ogólniejsze prawa, które rządzą światem. Ta droga też niekoniecznie bywa prosta. Często oddajemy się błędnym praktykom, które w konsekwencji dają cierpienie i zniechęcenie rozwojem. Ale z tym też można sobie poradzić. Jeśli to odczuwasz, to zapraszam na odreagowanie.
                                Nie podoba Ci się koncepcja karmy i reinkarnacji, bo twierdzisz, że za każdym razem zaczynasz od zera poszukiwanie wiedzy. Pomijasz w tym istotny element - intuicję. Intuicja, to informacja najwyższej jakości. Wzrastając otwierasz się na intuicję, na przekaz ze sfery boskości, uczysz się zaufania do niej i nie błądzisz po omacku - już wiesz.
                                Ucząc się działać z miłością zaczynasz dostrzegać, że świadomość ograniczeń jest urojeniem umysłu. Świat obfituje we wszystko, co potrzebne, i to w nadmiarze. Dostrzegając to, wyzbywasz się lęku przed brakiem, zauważasz, że tak naprawdę masz wszystko, co Ci jest potrzebne. Twoje kreacje idą w kierunku zaspokojenie wszelkich Twoich potrzeb, świadomość dostatku daje dostatek. I zawsze masz co włożyć do garnka, czując miłość i wdzięczność do świata za to, że taki jest.
                                Żądania i domagania się świadczą o świadomości braku. Piszesz, że dostają ci, którzy żądają. Tak, na krótką metę. Ale czy zaspokajanie kolejnych żądań daje ludziom pełnię i dostatek?
                                Możemy tak długo; raz Ty, raz ja. Pomyśl, czy ma to sens? Kilka lat temu myślałem podobnie, jak Ty. Teraz to się zmieniło i jestem spokojny, szczęśliwy. Ty zrobisz, jak zechcesz. To tylko Twój wybór.

                                Pozdrawiam serdecznie
                • hookean Oleczku ;-) 06.08.02, 11:46
                  Twoje wytyczne odnośnie szczęścia wynikającego ze szlachetnych intencji
                  odartych z gniewu, uniżoności i wszystkiego co marne, miałaby może szansę
                  zrealizowania się pod jednym warunkiem.
                  Musielibyśmy być jedynymi na świecie osobami, które maja wpływ na nasze życie,
                  tzn. wszyscy pozostali ludzie byliby niczym powietrze wobec naszych czynów. Cóż
                  z tego, że mam takie i takie szlachetne myśli, kiedy osoba obok ma własny
                  interes i daleko w dupie moją osobę i szlachetność, a nawet gdybym sam żył na
                  ziemi, to wcale nie będę z tego powodu automatycznie szczęśliwy, wszystko
                  zależy od tego, czym jest dla nas szczęście i czy jesteśmy władni je zdobyć.
                  Czasami to, czego najbardziej chcemy przerasta nasze możliwości.

                  Wracając do dobrych intencji i roli ofiary, otóż wynikałoby ( z tego, co
                  piszesz)ze Jezus oraz Papież nie mieli czystych i dobrych intencji wobec
                  świata, żyli więc poczuciem niegodności, pożądania, negatywnymi wyobrażeniami,
                  zaślepieniem itd.
                  Jezusa pamiętamy, że ukrzyżowano a wcześniej torturowano, w ogóle całym jego
                  życiu kłody pod nogi mu rzucali przeciwnicy( mimo jego dobrych intencji ?).

                  Papieża natomiast postrzelono, widać kat wyczuł w nim ofiarę wołającą
                  podświadomie "zastrzel mnie " i wszelakie negatywne intencje, no chyba, że tak
                  sobie Paweł wyobraża raj na ziemi ?

                  Natomiast odnośnie przypadkowości, zgadzam sie, nie ma czegoś takiego jak
                  przypadek, to oczywiste, gdyż albo wszechświat działa według pewnych
                  obejmujących wszystko zasad, albo nie, a uważam, że jednak tak.

                  Aby się tak okropnie nie rozpisywać, spytam jeszcze tylko jaki jest, zatem sens
                  reinkarnacji i czy wszyscy sie reinakarnują i gdzie jest( fizycznie) zapisywana
                  ta informacja z poprzedniego zycia tak istotnie wpływająca na nasze obecne ?
                  • olek13 Re: Oleczku ;-) 06.08.02, 12:27
                    hookean napisaý:

                    > Twoje wytyczne odnośnie szczęścia wynikającego ze szlachetnych intencji
                    > odartych z gniewu, uniżoności i wszystkiego co marne, miałaby może szansę
                    > zrealizowania się pod jednym warunkiem.
                    > Musielibyśmy być jedynymi na świecie osobami, które maja wpływ na nasze
                    życie,
                    > tzn. wszyscy pozostali ludzie byliby niczym powietrze wobec naszych czynów.
                    Cóż
                    >
                    > z tego, że mam takie i takie szlachetne myśli, kiedy osoba obok ma własny
                    > interes i daleko w dupie moją osobę i szlachetność, a nawet gdybym sam żył na
                    > ziemi, to wcale nie będę z tego powodu automatycznie szczęśliwy, wszystko
                    > zależy od tego, czym jest dla nas szczęście i czy jesteśmy władni je zdobyć.
                    > Czasami to, czego najbardziej chcemy przerasta nasze możliwości.

                    Odsyłam do moich wcześniejszych postów. Pisałem już wielokrotnie, że wszelkie
                    ograniczenia tkwią wyłącznie w umyśle.

                    > Wracając do dobrych intencji i roli ofiary, otóż wynikałoby ( z tego, co
                    > piszesz)ze Jezus oraz Papież nie mieli czystych i dobrych intencji wobec
                    > świata, żyli więc poczuciem niegodności, pożądania, negatywnymi
                    wyobrażeniami,
                    > zaślepieniem itd.
                    > Jezusa pamiętamy, że ukrzyżowano a wcześniej torturowano, w ogóle całym jego
                    > życiu kłody pod nogi mu rzucali przeciwnicy( mimo jego dobrych intencji ?).

                    Nie chcę się narażać chrześcijanom, ale wnioski z grubsza poprawne...
                    Jezus jest istotą oświeconą, choć nie od momentu ukrzyżowania. A to co piszę,
                    wynika też z Jego nauk.

                    > Papieża natomiast postrzelono, widać kat wyczuł w nim ofiarę wołającą
                    > podświadomie "zastrzel mnie " i wszelakie negatywne intencje, no chyba, że
                    tak
                    > sobie Paweł wyobraża raj na ziemi ?

                    Po co ten przekąs.
                    Wyobraż sobie, że wystarczy misja ewangelizacji i przekonanie, że niesie ona
                    cierpienie (no przecież za wiarę należy umrzeć, w razie potrzeby).
                    Papież ma karmę awatara, niesie ciężar odpowiedzialności za świat - popatrz na
                    niego, widać? To ciężkie obciążenia...

                    > Aby się tak okropnie nie rozpisywać, spytam jeszcze tylko jaki jest, zatem
                    sens
                    >
                    > reinkarnacji i czy wszyscy sie reinakarnują

                    Wszystkie istoty, jakie tutaj na Ziemi znamy. Są to sprawy dość ulotne, dużo
                    informacji zawierają dzieła teozofów. Czy są prawdziwe - to trzeba zweryfikować
                    samemu.

                    > gdzie jest( fizycznie) zapisywana
                    >
                    > ta informacja z poprzedniego zycia tak istotnie wpływająca na nasze obecne ?

                    Jak wyżej. Poza tym wiadomo, że istnieje wiele planów, poza fizycznym
                    (materialnym), a informacje zapisane są w planach bardziej subtelnych - tutaj
                    też się nie chcę zagłębiać, mam zbyt małą wiedzę.
                    Można w sobie rozwinąć jasnowidzenie, wtedy te informacje można odczytać
                    (najlepiej z planu przyczynowego). Inna sprawa, to interpretacja tego, co się
                    widzi - to już zależy od stanu świadomości.

                    Pozdrawiam
                    • hookean Re: Oleczku ;-) 06.08.02, 13:58
                      Olek:

                      >Jezus jest istotą oświeconą, choć nie od momentu ukrzyżowania. A to, co piszę,
                      >wynika też z Jego nauk.

                      To, od którego momentu jest tą istota oświeconą, jesli w momencie ukrzyżowania
                      nią jeszcze nie był, więc dopiero po swej śmierci mam rozumieć ?
                      Wynika, że tak, zatem cóż to za nauki marne, jeśli nawet ci, którzy je
                      wymyślili, potrafili sie do nich w pełni zastosować dopiero po swojej smierci
                      (!), lekka przesada jak dla mnie, bo po moim zgonie będzie mi zupełnie obojętne
                      czym oświecony, czy ociemniony.


                      >Wyobraż sobie, że wystarczy misja ewangelizacji i przekonanie, że niesie ona
                      >cierpienie (no przecież za wiarę należy umrzeć, w razie potrzeby).
                      >Papież ma karmę awatara, niesie ciężar odpowiedzialności za świat - popatrz na
                      >niego, widać? To ciężkie obciążenia...

                      Wyobrazić sobie można, ale jest to mało doskonałe myślenie i kłóci sie nieco z
                      tym dążeniem do doskonałości. Mądrzej i z pewnością lepiej dla Papieża byłoby
                      brać udział w misji ewangelizacyjnej z przekonaniem, że nie niesie ona
                      cierpienia, bo po co umierać za wiarę, wystarczy przecież przełamać
                      ograniczenia swego umysłu. Bez wątpienia mając do wyboru bolesną śmierć lub
                      brak takowej, przy dokonaniu takiej samej ilości dobrych uczynków, Papież
                      wybrałby wariant ostatni.
                      Wychodzi na to, że Papież nastawiając się na śmierć za wiare, obnaża tylko
                      niewydolność swego ludzkiego intelektu ( i to chyba nie jakiegoś
                      przeciętnego ), który go ogranicza przed unikaniem cierpienia, i pokazuje, że
                      nie ma w pełni wpływu na swoje poczynania i bezpieczeństwo, a to właśnie
                      proponowałeś jako efekt czystych intencji itp.

                      Podsumowując, te nauki są tak wyśrubowane i przesadnie doskonałe, że aż
                      nieosiągalne dla „normalnie” funkcjonujących ludzi na ziemi, nawet dla owych
                      już za życia wielkich oświeconych duchowo i jakkolwiek inaczej

                      >Można w sobie rozwinąć jasnowidzenie, wtedy te informacje można odczytać
                      >(najlepiej z planu przyczynowego). Inna sprawa, to interpretacja tego, co się
                      >widzi - to już zależy od stanu świadomości.

                      A czy Ty Olku rozwinąłeś w sobie to jasnowidzenie ?



                      • olek13 Re: Oleczku ;-) 06.08.02, 14:22
                        hookean napisaý:

                        > To, od którego momentu jest tą istota oświeconą, jesli w momencie
                        ukrzyżowania
                        > nią jeszcze nie był, więc dopiero po swej śmierci mam rozumieć ?

                        Nie wiem dokładnie, być może jeszcze potem inkarnował. Badania wizerunku na
                        całunie turyńskim wykazują, że ta istota miała 35 ERD (etap rozwoju duchowego),
                        a oświecenie - to 36 ERD.
                        Co do oświecenia po śmierci: niektórzy twierdzą, że taki przypadek jest
                        nieczęsty.

                        > Wynika, że tak, zatem cóż to za nauki marne, jeśli nawet ci, którzy je
                        > wymyślili, potrafili sie do nich w pełni zastosować dopiero po swojej smierci

                        Nauki to jedno, a zawartość podświadomości, to drugie. A zresztą: czy lekarze
                        nie chorują?

                        > (!), lekka przesada jak dla mnie, bo po moim zgonie będzie mi zupełnie
                        obojętne
                        >
                        > czym oświecony, czy ociemniony.

                        To po co się angażujesz w to całe pisanie?

                        > Wyobrazić sobie można, ale jest to mało doskonałe myślenie i kłóci sie nieco
                        z
                        > tym dążeniem do doskonałości. Mądrzej i z pewnością lepiej dla Papieża byłoby
                        > brać udział w misji ewangelizacyjnej z przekonaniem, że nie niesie ona
                        > cierpienia, bo po co umierać za wiarę, wystarczy przecież przełamać
                        > ograniczenia swego umysłu. Bez wątpienia mając do wyboru bolesną śmierć lub
                        > brak takowej, przy dokonaniu takiej samej ilości dobrych uczynków, Papież
                        > wybrałby wariant ostatni.
                        > Wychodzi na to, że Papież nastawiając się na śmierć za wiare, obnaża tylko
                        > niewydolność swego ludzkiego intelektu ( i to chyba nie jakiegoś
                        > przeciętnego ), który go ogranicza przed unikaniem cierpienia, i pokazuje, że
                        > nie ma w pełni wpływu na swoje poczynania i bezpieczeństwo, a to właśnie
                        > proponowałeś jako efekt czystych intencji itp.

                        Te kwestie możesz wyjaśnic z Papieżem. Ty wywołałeś ten temat, ja nie czuję
                        potrzeby analizowania tutaj osób niezainteresowanych.

                        > Podsumowując, te nauki są tak wyśrubowane i przesadnie doskonałe, że aż
                        > nieosiągalne dla „normalnie” funkcjonujących ludzi na ziemi, nawet
                        > dla owych
                        > już za życia wielkich oświeconych duchowo i jakkolwiek inaczej

                        Nie wiem, skąd ten wniosek. Różne istoty są na różnych szczeblach rozwoju;
                        niektóre bardzo wysoko. I to, że niektóre z nich, które są blisko jej kresu, a
                        jeszcze go nie osiągnęły ma oznaczać, że ten kres nie istnieje?

                        > A czy Ty Olku rozwinąłeś w sobie to jasnowidzenie ?

                        W niewielkim stopniu. Aktualnie koncentruję się na czym innym. Jasnowidzenie
                        samo przyjdzie, z czasem.

                        Mam propozycję: cała dyskusja odeszła daleko od tematu. Jeśli istnieje potrzeba
                        kontynuowania jej, to może ktoś założy kolejny wątek, bardziej na temat?

                        Pozdrawiam
                        • hookean Propozycja 06.08.02, 15:00
                          Moze więc, zamiast zanudzac tutaj tych co woleliby porozmawiac sobie na tym
                          watku wyłacznie na temat pierwotny, mozemy przejść na rozmowe korespondencyjna,
                          bo inaczej przy kazdym zejściu z tematu bedzie musiał powstawac nowy watek.

                          Co do całunu, nie jest dowiedzione ze to Jezus był nim owiniety, wrecz jest to
                          bardzo mało prawdopodobnie, ciekaw tez jestem, kto z obecnie zyjacych ma 36 ERD
                          i wiecej oraz w kogo Twoim zdaniem Jesus reinkarnował.

                          Pytasz dlaczego sie angazuję w to pisanie, poniewaz chciałem sie przekonac, czy
                          te nauki dadzą mi pełne korzyści juz w tym istnieniu, a nie w nastepnych
                          wcieleniach w które nie wierze. Myślałem, ze doradzałeś innym w czasie
                          teraźniejszym jak nie byc ofiarą, a nie jak nią nie byc dopiero za dwa
                          wcielenia.

                          Zatem, co sie z nami dzieje pomiędzy reinkarnacjami Twoim zdaniem i kto
                          decyduje o kolejnej reinkarnacji, tzn. według jakiego kryterium
                          jestesmy "osądzani" ze się nadajemy do kolejnych narodzin, czy to jakieś prawo
                          fizyki, albo inne nieznane mi prawo wszechswiata ?
                        • hookean dopisek o lekarzach 06.08.02, 15:07
                          Spytałeś, czy lekarze nie chorują, zatem.

                          Naturalnie ze tak, ale w przeciwieństwie do "oświeconych duchowo" nie nauczaja,
                          że według im bliskich nauk mozna się pozbyć raz na zawsze chorób i uodpornic na
                          nie, bo dziwnie brzmi to wówczas, kiedy mistrz lezy cięzko chory i naucza o
                          zdrowiu doskonałym.
                          • olek13 Re: dopisek o lekarzach 06.08.02, 18:45
                            Odpisałem na skrzynkę...
                            • hookean Dzieki wielkie 06.08.02, 20:07
                              ja również...
                              • Gość: goya Re: Dzieki wielkie IP: *.elblag.dialog.net.pl 07.08.02, 12:27
                                bardzo ciekawe sa wasze dewagacje na tematy wysoce abstrakcyjne. a szczegolnie
                                abstrakcyjne dla osob o ktorych probujecie pisac, czyli ofiar przemocy.
                                niestety kobieta zaplatana w schemat i machine przemocy nie odnajdzie sie w
                                waszych intelektualnych sporach. takie termimny jak wolnosc i odpowiedzialnosc
                                za swoje zycie sa jej niestety obce. sprawca przemocy zaplatal ja w pajeczyne
                                strachu i zaleznosci. a ona z nim zyje bo zawsze slyszala ze "malzenstwo jest
                                swiete", " dzieci musza miec ojca". typowa cecha takich kobiet to chroniczna
                                bezradnosc. "jak ja sobie dam sobie rade sama?". odejscie od sprawcy wydaje
                                sie czesto wrecz niemozliwe. niestety dla osob ktore nie spotkaly sie nigdy z
                                takim problemem trudno jest zrozumiec upor ofiary do pozostania w chorym
                                ukladzie. dlatego czesto bite kobiety budza w ludziach irytacje i
                                niechec."uciekaj!!!" to najczestsza rada jaka slysza od innych ludzi. niestety
                                zeby uciec musza dokonac sie pewne zmiany w mentalnosci ofiary, jej podejsciu
                                do samej siebie. musi ona uwierzyc w siebie i zrozumiec ze mozna zyc inaczej.
                                ale niestety to dlugi proces. lata ponizenia i strachu zrobily swoje. nawet
                                nie wiecie jak bite kobiety bronia swoich oprawcow. jak lwice!!! kobieta ktora
                                maz probowal wyrzucic z balkonu na oczach dziecka zrezygnowala z terapii bo
                                maz przeprosil, kupil kwiaty i przygotowal kolacje we dwoje. one ciagle wierza
                                ze partner sie zmieni. a przemocowiec ciagle obiecuje i potrafi byc przemily.
                                a sprawca przemocy moze byc zarowno sfrustrowany bezrobotny jak i policjant i
                                sędzia.(takich znam). a taki wyksztalcony czlowiek znajacy prawo wie jak
                                dzialac. nie jest katem robiacym awanture po pijaku lecz czlowiekiem
                                powszechnie szanowanym. i tylko zona wie ze czasami ten szanowany czlowiek
                                kopie i ciagnie za wlosy. dlatego uwazam ze rady na forum sa bardzo cenne
                                intelektualnie ale niestety nie przydadza sie samym zainteresowanym. kobiety
                                doswiadczajace przemocy powinny zglosic sie do Osrodka Interwencji Kryzysowej
                                lub Centrum Interwencji Kryzysowej ktore powinny byc w kazdym wiekszym
                                miescie. na stronach internetowych nienieskiej lini jest mapka Polski na
                                ktorej mozna znalezc takie osrodki w calym kraju. aby takie kobiety mogly
                                wlaczyc sie do waszej dyskusji musi minac wiele czasu. one jak dzieci beda
                                stawialy pierwsze kroki w nowej rzeczywistosci. juz sam fakt ze kobieta
                                zglasza sie do osrodka jest wielkim przezyciem i wielkim sukcesem. nawet nie
                                wiecie jaki smietnik jest w glowach takich osob. cos co dla was jest oczywiste
                                dla nich stanowi wielka bariere i dlatego specjalisci powoli probuja
                                przywracac je normalnosci.
                                wiem cos o tym. zadne rady przyjaciolek nie pomogly mi tyle ile specjalisci.
                                pomoc jest potrzebna by moc przezwyciezyc bezradnosc i zaczac zmieniac swoje
                                zycie. by uodpornic sie na manipulacje sprawcow przemocy, by zauwazac
                                mechanizmy ktore nami steruja. by nie czuc sie samemu. dopiero pod opieka
                                terapeuty zdecydowalam sie opowiedziec o wszystkim rodzinie i przyjaciolom.gdy
                                magiczny krag milczenia znika kobieta czuje sie silniejsza. w osrodkach mozna
                                skorzystac rowniez z pomocy prawnej oraz nauczyc sie jak skutecznie wezwac
                                policje(bo niestety czasami nie przyjezdzaja).
                                ludziom wolnym od tego problemu zycze wytrwalosci w intelektualnych potyczkach
                                a ofiarom przemocy jak najwiecej malych kroczkow w dazeniu do swoich celow.

                                pozdrawiam
                                goya
                                • ta_mar_ta Re: Dzieki wielkie 07.08.02, 23:38
                                  Goya, dzieki wielkie za Twój mądry i rzeczowy post.

                                  Powinien ukrócić intelektualne dywagacje tych, którzy może i mają dobre
                                  intencje, ale dalecy są od prawdy na temat przemocy w rodzinach.

                                  Akademickie dyskusje na nic, gdy ktos jest maltretowany fizycznie lub/i
                                  psychicznie. Tu trzeba rzeczowej i konkretnej pomocy z jaką zawsze spieszy
                                  Melba ( nie wyjeżdżaj, kochana, jesteś potrzebna tutaj :) ), jakiej udzielił
                                  Masaker ( konkretnie i słusznie dosadnie)

                                  Dopiero później, gdy kobieta jest już bezpieczna można i trzeba rozpocząć
                                  terapię.

                                  Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie
                                  Ta_
                                  • hookean Dzieki wielkie 08.08.02, 00:09
                                    Nasze dywagacje absolutnie nie sa pomocne kobietom w tak ciężkich sytuacjach o
                                    jakich wspominacie i dość spontanicznie sie tutaj rozwinęły, dlatego
                                    przeszlismy na kanał prywatny.
                                    Tak na marginesie, obawiam się, że same rady nigdy nie wystarczą nawet te
                                    najlepsze, jesli nie ma kogoś kto poprowadzi własciwie osobę pokrzywdzona przez
                                    całą droge uwalniania się od oprawcy.
                                    Jedyne wskazówki jakie mozna tutaj dać, to wskazac adres takowych osób
                                    zajmujących sie problemem zawodowo.
                                    W rzeczy samej, nic nie pomagaja uwagi typu uciekaj jak najszybciej, bo po
                                    pierwsze dokąd, jesli poszkodowana nie ma drugiego domu, a co więcej, jest tak
                                    spragniona spokoju i czułości, których w życiu niezmiernie rzadko zaznawała,
                                    że automatycznie ulega swym oprawcom pozornie tylko juz odmienionym.
                              • olek13 Do hookean 08.08.02, 08:13
                                Czy dostałeś mój drugi list? Chyba są jakieś kłopoty z pocztą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka