Gość: carduus
IP: 10.30.1.*
11.09.02, 08:33
Dzisiaj rano w pociągu usłyszałam komentarz do ubiegłorocznych wydarzeń w
Nowym Jorku: "Amerykanie to teraz bardziej uciśniony naród niż Żydzi w czasie
wojny. Wielkie mecyje: 2800 zabitych. Wtedy dziennie tyle szło do gazu". I
choć potem widziałam płonące znicze i kwiaty przed ambasadą amerykańską, złe
wrażenie nie minęło.
Potem widziałam z daleka mojego znajomego z pracy, jak parkuje samochód, w
którym obok niego siedzi jego kochanka (siedzą oboje obok mnie i choć nie
afiszują się ze swoim związkiem nie trzeba być jasnowidzem, żeby to
widzieć). Ma kochającą żonę, dwuletnią córeczkę i twierdzi, że nie odejdzie
od żony bo nie potrafiłby żyć bez dziecka. Więc żyje w fałszu i obłudzie. W
jego samochodzie znacznie częściej czuć zapach perfum kochanki niż jego żony.
Jest zadowolony z życia i szczęśliwy. Uważa się za przyzwoitego człowieka.
Wczoraj w drodze powrotnej do domu stałam się ofiarą molestowania
seksualnego. Nie jestem żaden cud. Niska, dość krępa, ubrana byłam w zwykły
spodnium, "zero prowokacji". Usłyszałam tak wulgarny i odrażający komentarz
dotyczący mojego tyłka i tego co autor komentarza miałby ochotę z nim zrobić,
że pomino, że udało mi się wyhodować skórę nosorożca, zrobiło mi się słabo.
Beczałam przez cały wieczór.
Wiem, że tak się po prostu złożyło, że tyle nieprzyjemnych przeżyć w jednym
czasie. Że przecież świat jest piękny i ludzie potrafią być dobrzy. Ale
dzisiaj nienawidzę ludzi jako gatunku i wstyd mi , że też jestem człowiekiem.