kwieto
23.09.02, 23:19
Wiele tutaj pada slow o braniu pelnej odpowiedzialnosci za swoje zycie.
Za to co sie robi, mysli, czuje. za reakcje na zachowanie innych, za
wlasne emocje, za relacje z innymi ludzmi.
Ale - czy mozna przesadzic z odpowiedzialnoscia? Czy mozna byc nazbyt
odpowiedzialnym?
Szczegolnie relacji z innymi ludzmi dotyczy mnostwo problemow.
Zalozmy, ze powiedzialem cos, gdzies... Powiedzmy wyzlosliwiam sie
nad czyjas wada. W efekcie ten ktos skacze z mostu i popelnia
samobojstwo. Czy jestem winny jego smierci? Dlaczego tak(lub nie)?
Inny przyklad: relacja w zwiazku takim jaki opisal Krisis (ktorego
dziewczyna bardzo irracjonalnie reaguje na sytuacje konfliktowe).
Sytuacje konfliktowe prowokowane sa przez dwojke, czyli rowniez przez
niego. Czy wobec tego jest wspolodpowiedzialny takiego a nie innego
zachowania swojej dziewczyny? Czy jesli ktoregos dnia ona wyjdzie i nigdy
nie wroci - on bedzie za to odpowiedzialny? Czy powinien powiedziec
swojej dziewczynie, ze ona jest odpowiedzialna za takie swoje
zachowanie - i nie przejmowac sie, czy tez powinien starac sie do
minimum ograniczac konflikty (nawet kosztem tlumienia wlasnych
emocji), aby w mysl odpowiedzialnosci za relacje z nia, starac sie ta
relacje pielegnowac?
Innymi slowy - jesli wiem, ze jakies moje zachowanie spowoduje
cierpienie drugiej osoby, czym sie powinienem kierowac? Czy mam
zgodnie z zasada odpowiedzialnosci czuc sie jakos winien tej przykrosci i
starac sie ja jakos zalagodzic (nawet kosztem siebie), czy mam po prostu
stwierdzic "to jej/jego przykrosc, jego/jej problem, niech sobie radzi
sam(a)" ?
W jakim stopniu i czy w ogole mozemy brac odpowiedzialnosc za reakcje
drugiej osoby?
Z jednej strony - jako odpowiedzialni za to co robimy, powinnismy byc
odpowiedzialni rowniez za relacje z innymi. Z drugiej strony, co jesli
czyjes reakcje sa "niestandardowe" i nieprzewidziane?
Czy w ramach odpowiedzialnosci za siebie (w tym relacje z innymi)
mamy byc rowniez odpowiedzialni za ich reakcje na nasze czyny? Jesli
tak, to w jakim stopniu?