nisar
02.02.06, 12:49
Sytuacja jest następująca: cztery lata temu rozwiodłam się z eksem. Nie był
potworem, niemniej sporo krzywdy zdołał mi zrobić. Wyprowadziłam się,
zaczęłam nowe życie. Z eksem kontakty jakieś istnieją, ze względu na Młodą. Z
tego też względu są poprawne ("aż" jak dla mnie).
Mam przyrodnie rodzeństwo, z którym nie byłam nigdy jakoś super zżyta (są
dużo młodsi ode mnie, niemniej już pełnoletni). Znali eksa oczywiście.
I teraz sytuacja jest następująca: po moim rozwodzie ich kontakty z eksem
(uczciwie muszę napisać, że głównie brata, ale siostra też) rozkwitły i
nabrały rozpędu. Do tego stopnia, że po śmierci eksa ojca wzięli udział
wszyscy (siostra, brat i ich mama) w pogrzebie oraz stypie.
I tu nie wiem, czy mam prawo do takich uczuć, czy się czepiam. Ale jest mi
trochę przykro i trochę się czuję zdradzona. Po burzliwym małżeństwie
zakończonym niemniej burzliwym rozwodem uważam za nielojalność mojej rodziny
wobec mnie te super-przyjacielskie stosunki z eksem. Moim zdaniem jest to
sytuacja, która wymaga pewnego określenia się otoczenia. Nie oczekuję, że się
na eksa obrażą i przestaną odzywać, traktując jak śmiertelnego wroga, ale
wspólne imprezy, bywanie u siebie nawzajem itd. to dla mnie przesada.
Czy się czepiam? Tylko szczerze, błagam.