pampeluna2
12.05.06, 09:27
Znowu proszę Was o komentarze i ocenę sytuacji.
Tyle mi,ze tak powiem zostało. Pisałam o problemie teściowej w wątku "Za co
nienawidzę teściowej".
Dziś chce Wam napisać co o tym sądzi mój mąż. Postaram się to zrobić na
podstawie mojej rozmowy z nim.
Uważa,że problemu nie ma,ze on ocenia sytuację obiektywnie i że wina jest po
mojej stronie. Wg niego to on chciał jeść obiady u mamy, a nie mama na to
nalegała, to ze wyciągała z szafy jego niewyprasowane koszule i brała do
prasowania, to dlatego ,ze chciała mi pomóc i powinnam być za tą pomoc
wdzięczna, to,ze nie mówił mi o ich wspólnych wyjazdach, to moja wina, bo bał
się,że wyburzę, albo uważał,ze nie musi mi o tym mówić, bo np mieliśmy ciche
dni. Jezeli chodzi o ich wzajemne kontaktowanie (codzienne lub kilkakrotnie
dziennie na rózne sposoby), uważa ,ze wcale nie jest to zadną przesadą i to
jedynie ja stworzyłam ten problem. Uwaza też ,ze ja mam problem psychiczny
wynikający z tąd,ze poprzedni mój chłopak był maminsynkiem i ze przenoszę to
na niego. To tyle co on uważa i co udało mi się wychwycić. Co do pozostałych
punktów, które opisałam w poprzednim poście, rozmowa była bezsensowna i
jałowa, bo on tych problemów wogóle nie zauwaza, uwaza to za swoje lub mamy
pełne prawo, lub uważa,ze to moja chora wyobraźnia. Nie wiem czy w takim
układzie można z tego jakoś wybrnąć. Oczywiście opisałam to tak jak umiałam,
a właściwie to jestem pewna,ze gdyby on to przeczytał, to czy tak zanegowałby
połowę rzeczy, chociaż kurna staram się go zrozumieć.