obatala
11.12.11, 16:39
Jak w temacie. Mam 34 lata. Nie mam żadnych znajomych, żadnych perspektyw. Prowadziłam aktywne życie, choroba to wszystko zabrała. Byłam żywą, atrakcyjną i aktywną osobą. Przez ostatnich pięć lat jakby mnie nie było. Czuję się jak staruszka, wydaje mi się, że wiem dobrze, co to samotność i starość. Nic nie powinno mnie w przyszłości zaskoczyć. Tylko, że ja do niej nie dociągnę. Chodzę do pracy a w weekendy zabijam czas. Praca nie jest tak rozwijająca, jak kiedyś bywało, a życia towarzyskiego nie ma wcale. Zapisałam się na jakiś kurs, jego początek się opóźnia i dalej nic się nie dzieje. Jedyną osobą, której zrobiłoby różnicę moje ewentualne nieistnienie jest moja Mama, a więź i tak chyba nie jest zbyt bliska. Nie wiem, co robić. Zbliżają się Święta, a ja się ich wręcz boję. Nie wytrzymam tego. Tak nie było wcześniej. Długo nie mogłam uwierzyć, że życie mam za sobą, ale to prawda. Jeżeli można było spędzić tak samotnie ostatnie pięć lat, to już reszta naprawdę nie rokuje. Jesli tej zimy nic sobię nie zrobię, to się zdziwię. Już naprawdę nic mnie nie trzyma. Tylko kot.