naturalwonder
03.10.06, 16:18
Piszę bo pragne aby ktoś pomógł mi uwierzyć, ze to co mi się przydarza to nie
tylko jałowa egzystencja bedąca wynikiem mojej naiwności.
Jestem w związku ponad 7 lat, musze jednak dodać iż jest to zwiazek na
odległość. Sam ten fakt sprawia że czuję do siebie niesmak, no bo jak młoda
dziewczyna, zdrowa itd. może cos takiego znieść. Co dopiero jej chłopak...
Kwestii analizy tych siedmu lat własciwie się wstydzę. Ilokroć komus wspomnę o
tyluletnim pseudozwiazku, patrzą na mnie jak na wariatkę i oczywiscie
usmiechają się z politowaniem. Nie bede się rozpisywać, iż ja mu wierzę,
wierzyłam i ogolnie potrafiłam zrozumieć esencje związku na odległość.
Zdawałam sobie sprawe, że musze skończyć studia, poszukac pracy i wtedy uda
nam się wreszcie zamieszkać. Pomijam już kwestię tesknoty, udreki itd.
Dzisiaj kończę drugi kierunek studiów, nie mam niestety stałej pracy. Przeraża
mnie tylko myśl, iż mój luby wcale nie dąży do bycia ze mną, równoczesnie nie
mówiac mi, że mnie nie kocha. Dzieli nas 200 km, spotykamy się czesto, co
weekend, czasem w tyg. bo ja nie pracuję. On jednak nie kwapi się nawet do
skonczenia studiów!! nie szuka nowej pracy, choć ustaliliśmy, że bedziemy
mieszkac w moim miescie. Nie robi nic,a nawet obwinia mnie za to, że z mojej
winy nie mieszkamy razem, bo nie pracuję.
Ostatnio pojawiła się pewna opcja. znajomi zaproponowali nam abysmy wyjechali
do Angli.I tam wreszcie zamieszkali razem. Powiedziałam ok i zaryzykowałam, iż
jesli mamy mieszkac razem to chcę zareczyny, skoro wcześniej mówił, że
pierścionek i deklaracja to nie problem. Poza tym no ileż mogę czekać ??????
Na jakiekolwiek deklaracje, ileż można jeździć, mieszkac z rodziną ??? I
wiecie co ???? Wkurzył się, że wymyslam, on nie ma kasy na pierścionek, nie
bedzie się żenił a ja jestem nienormalna, że żądam konkretów skoro i bez tego
wiem ze on mnie kocha.
Nigdy nie sądziłam, iż bedę musiała się prosić o oświadczyny. Jest to dla mnie
ważna sprawa, uważam ze nadałaby pędu naszemu, długiemu i meczącemu związkowi.
Zresztą co to za problem oświadczyć się dziewczynie którą podobnież się kocha...
Ja go kocham, prawdziwie, bardzo tęsknie, chociaz zrezygnowałam z marzeń,
trudno mi przełknąć fakt, że tyle lat poswięceń kazdej ze stron no i wiary
oczywiście według niego nie wymaga zadnych oficjalnych deklaracji.
Osobiście czue się jak smieć, bez perspektyw.
Wyjazd do UK nadal aktualny, ale zaczęłam się wahać...pojade i co?? Na miejscu
powie mi, że żadnego wspólnego życia nie będzie ????
Nie rozumiem tego i nie bedę ukrywać, że chcę tych zaręczyn.
ps. Wczesniej wcale o nich nie mówiłam, żeby nie było że gderałam o nich przez
całość trwania naszego zwiazku.