anka.ww
11.03.07, 17:14
jak myślicie, gdzie są granice asertywności?
czasem zastanawiam się czy nie jestem przewrażliwiona pod tym względem.
przykład:
jestem na imprezie i co chwila czuje sie przez kogoś zraniona. Kiedyś nie
byłam taka wyczulona i wiem, ze ludzie generalnie (a szczegolnie w warunkach
imprezowych) nie są zbyt uważni na drugiego człowieka.
A to jeden delikatną szpilke wbije, a to za chwile drugi zwróci sie tonem
protekcjonalnym, a to jeszcze inny zignoruje moją obecność, albo nie słucha
tego, co do niego mówie mimo ze zadał mi przed chwilą pytanie. Takie sytuacje
dzieją się w przeciągu ułamków sekund, ale skutecznie pozbawiają mnie rezonu i
gaszą, i za jakiś czas wogóle mam ochote wyjść z imprezy.
Gdybym miała co chwila asertywnie zwracać każdemu uwage, by inaczej się
odnosił czy zachowywał względem mnie, to po jakimś czasie wszyscy zaczeliby
sie pukać w czoło na moj widok.
Czy ja naprawde jestem przewrażliwiona? co jest nie tak? jak reagować zeby nie
wyjść na nienormalną? jaka jest granica odpuszczania innym takich grzeszków?
Dodam, ze z towarzystwa nie moge zrezygnować, bo to przyjaciele i znajomi
mojego chłopaka.