Gość: sven IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.01, 02:50 Zastanawiam się czy zazrość- u nas mężczyzn jest wrodzona? co o tym myślicie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Rene Re: zazdrość samca? IP: *.proxy.aol.com 02.12.01, 10:15 To niewazne, czy jest ona wrodzona czy nabyta, ale dla mnie czlowiek zazdrosny o druga osobe jest po prostu chory! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała mi Re: zazdrość samca? IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.12.01, 10:28 To nie choroba lecz atawizm z zamierzchłej przeszłości,kiedy to samiec musiał jak lew(ten to robi do tej pory)bronić swej kobiety przed zakusami innych.Inaczej nie przekazałby swoich genów następnym pokoleniom.Kobitka by odeszła a na nową musiałby trochę poczekać,popracować,a czas uciekał.Troszkę zazdrości dodaje do dziś pieprzyku każdemu związkowi.Ale naprawdę troszkę!!!!!!!!!!!Za dużo doprowadza do niestrawności nawet ze skutkiem śmiertelnym,brrrrrrrr;) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: zazdrość samca? 02.12.01, 10:55 Pono to atawizm, ale mi sie wierzyc nie chce. No bo skoro pono mezczyzna ma sklonnosc do poligamii, to jego zadaniem jest zaplodnic jak najwiecej samic (pardon: kobiet) - im wiecej tym lepiej. A po "spelnieniu obowiazku" z jedna ucieka do nastepnej. No i takie zachowanie wyklucza jakakolwiek zazdrosc!!! O ile zazdrosc u kobiety bylaby zrozumiala (bo chodzi o utrzymanie samca, zeby dzieci wychowywal), to zazdrosc mezczyzny przy jego poligamicznych sklonnosciach jest wrecz idiotyczna! Tylko przeszkadza... Dla mnie zazdrosc laczy sie z checia posiadania mnie, ograniczania w jakis sposob - a poniewaz nie jestem niczyja wlasnoscia, unikam osob, ktore mi pokazuja, ze sa o mnie zazdrosne. I sam nie bywam zazdrosny - to tylko przeszkadza... Odpowiedz Link Zgłoś
onnanohito Re: zazdrość samca? 02.12.01, 11:29 Moim zdaniem to nie jest takie proste, jak napisła Kwieto. Przyczyną zazdrości może być chęć posiadania (tego typu zazdrość zdarzało mi się obserwować głównie ze strony mężczyzn - u wszystkich, którzy na swoją Ukochaną mówią per Moja Kobieta), w ten sposób zazdrosny jest określony typ ludzi. Ale jest też zazdrość wynikająca z niepewności, braku pewności siebie, braku zaufania. Człowiek nie jest pewien siebie więc nie jest pewien drugiej osoby więc boi się, że ta go opuści, zdradzi więc jest zazdrosny. Mój ostatni związek, zanim poznałam mojego męża, skończył się zdradą. On mieszkał na drugim końcu Polski, widywaliśmy się co tydzień, dwa. Z mojej strony wszystko było OK. Pewnego dnia zadzwonił i powiedział, że to koniec. Też OK - przecież takie rzeczy się zdarzają, wiecie na pewno wszyscy jak to jest: do przyjemności to nie należy, ale gdy wszystko kończy się fair, eh, to na inny wątek. Tylko że dowiedziałam się jakiś tydzień później, że przez ostatnie 2 miesiące spotykał się (i - żeby było jasne - sypiał) z jeszcze jedną naiwną. Poczułam się strasznie, ale to też nie ten wątek. Gdy poznałam mojego męża było we mnie bardzo dużo niepewności co do przyszłości związku no i byłam strasznie zazdrosna. On o tym nie wiedział, przeżywałam to w środku. Po prostu we wszystkim doszukiwałm się tego, co stało się wcześniej. Bałam sie, że znowu może mnie spotkać coś podobnego. Zresztą, choć bardzo szybko się zakochałam, bardzo długo byliśmy przyjaciólmi, znajomymi. Nie spieszyło mi się do "skonsumowania" związku - bałam się i tyle. Oj, cos wydaje mi się, że Fnoll by się tu przydał. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała mi Re: zazdrość samca? IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.12.01, 11:36 Zgadza się,im więcej tym lepiej,więc o każdą jest zazdrosny,bo jest i ma być jego.A skąd wiesz że ucieka do następnej?Ja pisząc o atawiżmie z przed wieków miałam na myśli związki w których samiec jako głowa rodziny broni swego stada przed innymi samcami.Umieralnośc w tamtych czasach była tak wielka,że każda zmiana,zmniejszała szansę na wychowanie potomka który kontynuowałby dzieło ojca.Stąd to porównanie do atawizmu,a przecież tak naprawdę nie wiemy ile jeszcze w nas tkwi z zamierzchłej przeszłości.Kwieto,nic ci w serduszku nie pika gdy twa wybranka uśmiecha się do czarującego bruneta wieczorową porą;)?Nie wierzę.;) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: zazdrość samca? 02.12.01, 12:41 Do onnanohito - no ale to co piszesz potwierdza, ze zazdrosc nie jest "naturalna" tylko wynika z kopleksow (chec posiadania drugiej osoby traktuje jako kompleks, a niskie poczucie wl. wartosci jest kompleksem na pewno) Mala Mi - nie wiem, czy mi nie pika, bo sie takie cos nie zdarzylo. Ja w kazdym razie nie widze powodow, aby sie nie usmiechac do czarujacych blondynek, nawet jesli ide pod reke z wybranka serca - usmiech do ponetnej kobiety nie oznacza od razu pojscia do lozka, braku milosci do wybranki i tak dalej. A z drugiej strony - jesli kocha, to zakusy bruneta i tak sama odeprze, bez mojej pomocy, jesli nie kocha, to i tak pojdzie precz. A ja mam przez to dostawac zawalu serca?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała mi Re: a testosteron? IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.12.01, 12:48 ten męski hormon walki,zanikł był już u ciebie;)?No dobrze poddaję się ,dziś nie mam głowy do tłuczenia takich wątków.Zazdrośnik to głupiec i już.(może być??)A ja lubię odrobinkę zazdrości w moich układach damsko-męskich.Choć przyznam się że się jej też trochę boję.Stosuję w życiu zasadę mojej mamy - bez przesady. ps.. czy u was też tak zimno?Byłam z piesem i strasznie zmarzłam.Może to tylko subiektywne odczucie,ze zmęczenia,czy mamy już zimę? Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a testosteron? 02.12.01, 13:01 Testosteron zuzywa sie w przyjemniejszy sposob... Zazdrosnik to nie glupiec - zazdrosc sie nijak nie ma do intelektu. Ilu jest zazdrosnych profesorow... Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia Re: zazdrość samca? 02.12.01, 12:55 Atawizm atawizmem, ale to wszystko nie takie proste. Atawistyczne podłoże zazdrości jest bowiem tylko bronieniem własnego partnera przed kopulacją z innymi partnerami, i nic więcej. Z tym też różnie bywa, w naszej kulturze jednak większość chyba ludzi (niezależnie od płci) na wieść o tym, że ich stały partner kopuluje z kim innym, czuje się co najmniej nieswojo, a najczęściej paskudnie. Tymczasem to, co nazywamy zazdrością, jest dużo szerszym zjawiskiem niż tylko płaszczyzna atawistyczna. Jest warunkowane przede wszystkim kulturowo. I mnóstwo jest jej typów. Jest zazdrość "na zapas", taka, o jakiej pisała Onnanohito - obawa przed utratą bliskiej osoby, przed niewiernością. Przesłanki tej obawy są czysto osobiste, nie mają w gruncie rzeczy nic wspólnego z zachowaniami partnera. Taka zazdrość nie ma poparcia w faktach, a tylko w głowie osoby odczuwającej ją. I ja bym jej nawet nie nazwała zazdrością, a po prostu obawą, niepewnością. Jest zazdrość "reaktywna" - czyli jesteśmy zazdrośni, gdy np. widzimy, że nasz partner darzy kogoś wyjątkową sympatią, spędza z kimś dużo czasu, zbyt szeroko się do kogoś uśmiecha... i tak dalej, bodźców do takiej zazdrości jest multum. Jest zazdrość "z założenia" - czyli wmówienie sobie, że druga osoba do nas należy, ma prawo do takich to a takich gestów, a nie ma prawa do innych, i z powodu takiej zazdrości "zabraniamy" partnerowi różnych rzeczy. Jest uświadomiona i nieuświadomiona. Czasem wiemy, że nas gryzie z określonego powodu (np. partner spędza niemal całe życie w pracy), a czasem nie zdajemy sobie sprawy z podłoża "zazdrosnego" smutku. Jest okazywana i skrywana. Na ten sam bodziec różni "zazdrośnicy" zareagują inaczej. Na przykład w sytuacji, gdy na przyjęciu nasza druga połówka wyraźnie flirtuje z kimś innym, zazdrośnik typu (a) wpadnie w furię i za kołnierz wyciągnie partnera z imprezy; zazdrośnik typu (b) w ramach rewanżu ostentacyjnie również zacznie z kimś flirtować; zazdrośnik typu (c) będzie patrzeć boleściwie, zastanawiać się "czy on/a/ już mnie nie kocha" i zadręczać się w ukryciu; zazdrośnik typu (d) po powrocie do domu powie "wiesz co, było mi przykro, gdy się tak bardzo interesowałeś/aś tamtą osobą"; zazdrośnik typu (e) wytłumaczy sobie po cichu, że to na pewno nic takiego i nie ma sobie czym głowy zawracać; zazdrośnik typu (f) zrobi karczemną awanturę nie wiadomo o co... i tak dalej. Więc bardzo różna jest i zazdrość, i sposoby jej okazywania. Jeśli zazdrość "zdrowa" - przywiązanie do partnera, chęć bycia dlań kimś wyjątkowym - zaczyna być problemem, to ten problem jest raczej w manifestowaniu zazdrości niż w uczuciu jako takim. A mężczyźni rzeczywiście chyba są bardziej bezpośredni w okazywaniu i wyrażaniu rozmaitych odczuć, więc mogą się wydawać "bardziej zazdrośni" niż kobiety. Kobiety częściej chyba w samotności zadręczają się różnymi sprawami. Ale jakąś tam zazdrość, szkodliwą lub nieszkodliwą, odczuwa chyba każdy... nawet Kwieto :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rene do fantazji IP: *.proxy.aol.com 02.12.01, 15:28 Uwazam, ze wszystkie wymienione przez Ciebie typy reakcji sa niczym innym jak przejawem braku tolerancji. Bo nikt z nas nie jest niczyja wlasnoscia i powinien miec prawo do swobodnego zachowania sie wzgledem innych osob powiedzmy w jakichs granicach. I dopiero wowczas gdy granica ta zostanie przekroczona, zachowujac zimna krew powinnismy zadac sobie najpierw pytanie - dlaczego? Czy zachowanie sie naszego partnera nie jest aby rachunkiem jaki przychodzi nam teraz zaplacic za nasze "grzeszki", a moze jest skutkiem zaniedbywania go ? Jesli nie znajdziemy zadnej odpowiedzi, to mysle ze dopiero wtedy nalezaloby z nim o tym porozmawiac. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: do fantazji 02.12.01, 15:40 Dlaczego zachowanie partnera ma byc kara za moje grzeszki? To znaczy, ze jesli zona mnie zdradza, to dlatego, ze w mlodosci kradlem dlugopisy koledze z lawki?? No i te granice mi sie nie podobaja - rozumiem, ze zazdrosc do pewnej granicy jest brakiem tolerancji, a od pewnej granicy (ta sama zazdrosc) jestu juz usprawiedliwiona i nie jest zazdroscia? Jakos mi to nie pasuje... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rene Re: do fantazji IP: *.proxy.aol.com 02.12.01, 16:04 kwieto napisał(a): > Dlaczego zachowanie partnera ma byc kara za moje grzeszki? > To znaczy, ze jesli zona mnie zdradza, to dlatego, ze w mlodosci kradlem dlugop > isy koledze > z lawki?? > > No i te granice mi sie nie podobaja - rozumiem, ze zazdrosc do pewnej granicy j > est brakiem > tolerancji, a od pewnej granicy (ta sama zazdrosc) jestu juz usprawiedliwiona i > nie jest > zazdroscia? > > Jakos mi to nie pasuje Ja przeciez nie powiedzialem, ze od pewnej granicy zazdrosc jest usprawiedliwiona i nie jest juz zazdroscia, tylko jesli znajdziesz uzasadnienie postepowania swojego partnera, to powinienes to umiec zaakceptowac. A jesli tego nie potrafisz, to mozesz tylko odwiedzic swojego adwokata, ktory za Ciebie zalatwi reszte, ale absolutnie nie masz prawa w takiej sytuacji byc zazdrosny. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: do fantazji 02.12.01, 16:23 A tak to wychodzilo. A jak z ta kara za grzeszki? Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia do Rene 02.12.01, 16:26 "...mozesz tylko odwiedzic swojego adwokata, ktory za Ciebie zalatwi reszte, ale absolutnie nie masz prawa w takiej sytuacji byc zazdrosny." ??? Zazdrość jest uczuciem. Którego się doznaje albo nie, niezależnie od tego, czy ma się doń "prawo", czy nie. Kwestią do dyskusji jest natomiast to, czy mamy prawo do reagowania w określony sposób. Wydaje mi się, że w każdym jako tako zdrowym związku ludzie mają prawo powiedzieć sobie nawzajem o uczuciach, jakie ich nurtują, tych dobrych i tych złych. Czy natomiast mają prawo, jak to sugerujesz, wartościować postępki drugiej strony, decydować o losach związku, wydawać werdykty? Z tym, zdaje mi się, bywa już różnie... Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia Re: Co to znaczy... 02.12.01, 16:48 Destrukcyjne, jeśli wolisz. Intensywnością swą bądź "kierunkiem działania" krzywdzące - dla podmiotu bądź przedmiotu. Agresja, zawiść, paraliżujący lęk, poczucie niższości... takie tam, dużo ich :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Co to znaczy... 02.12.01, 16:51 wole - bo one same w sobie nie sa zle, to Ty im nadajesz takie znaczenie... Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia Re: Co to znaczy... 02.12.01, 17:06 O rany, nic nie jest samo w sobie złe, wiem! bez takich uproszczeń jednak baaardzo by było trudno się komunikować... Zanim jeden by sprecyzował, o jaki konkretnie przymiotnik mu chodzi, drugi by dawno usnął... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia do Rene 02.12.01, 16:17 Gość portalu: Rene napisał(a): > Uwazam, ze wszystkie wymienione przez Ciebie typy reakcji sa niczym innym jak > przejawem braku tolerancji. Przejawem braku tolerancji to mogłoby być najwyżej danie komuś w mordę. Brak tolerancji to aktywne tępienie czegoś, co nam się nie podoba, a co nas nie bardzo dotyczy. Tolerować lub nie można swoich sąsiadów albo przeciwników politycznych, ale nie najbliższą osobę. Tutaj w ogóle pojęcie "tolerancji" nie ma zastosowania. Rzeczy, które ta osoba robi, dotyczą nas bezpośrednio. "Tolerować" oznaczałoby "obojętnie się godzić" z tym, co nasz partner robi. "Nie tolerować" oznaczałoby "zwalczać". A tu nie o to chodzi. > Czy zachowanie sie naszego partnera nie jest aby rachunkiem jaki przychodzi nam > teraz zaplacic za nasze "grzeszki", a moze jest skutkiem zaniedbywania go ? ??????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rene do fantazji IP: *.proxy.aol.com 02.12.01, 16:38 fantasia napisał(a): > Gość portalu: Rene napisał(a): > > > Uwazam, ze wszystkie wymienione przez Ciebie typy reakcji sa niczym innym > jak > > przejawem braku tolerancji. > > Przejawem braku tolerancji to mogłoby być najwyżej danie komuś w mordę. Brak > tolerancji to aktywne tępienie czegoś, co nam się nie podoba, a co nas nie bard > zo > dotyczy. Tolerować lub nie można swoich sąsiadów albo przeciwników politycznych > , > ale nie najbliższą osobę. Tutaj w ogóle pojęcie "tolerancji" nie ma zastosowani > a. > Rzeczy, które ta osoba robi, dotyczą nas bezpośrednio. "Tolerować" > oznaczałoby "obojętnie się godzić" z tym, co nasz partner robi. "Nie tolerować" > > oznaczałoby "zwalczać". A tu nie o to chodzi. Wyraznie powiedzialem, ze sa granice zachowania, ktore powinnismy tolerowac. Np nie moge dac komus miedzy oczy tylko dlatego, ze na jakims przyjeciu wesolo rozmawia z moja zona! > > Czy zachowanie sie naszego partnera nie jest aby rachunkiem jaki przychodz > i nam > > teraz zaplacic za nasze "grzeszki", a moze jest skutkiem zaniedbywania go > ? ale jesli widze, ze np dlugo rozmawia przez telefon z kolega z pracy, to zanim zrobie jej awanture, to powinienem przypomniec sobie czy kiedys moze JA z jakas kolezanka tak wesolo i dlugo nie rozmawialem.To chyba jest jasne! > ??????? > > Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: do fantazji 02.12.01, 16:48 No ale to co piszesz, to nie jest kara za grzeszki, a raczej traktowanie ludzi wlasna miara (skoro ja rozmawiam, to i ona moze), wiec powiazania z kara za grzeszki nie widze... A to, ze nie dasz miedzy oczy konkurentowi nie wynika z braku zazdrosci, czy twej "tolerancji" (jaki ja jestem tolerancyjny - nikogo nie bije na ulicy!), tylko przystania do pewnych norm spolecznych, ktore akceptujesz Odpowiedz Link Zgłoś
fantasia Re: do fantazji 02.12.01, 16:59 > Wyraznie powiedzialem, ze sa granice zachowania, ktore powinnismy tolerowac. > Np nie moge dac komus miedzy oczy tylko dlatego, ze na jakims przyjeciu wesolo > rozmawia z moja zona! Zaraz, zaraz, to już jest inny temat. Zazdrość dotyczy najbliższej osoby, a tolerancja - przypadkowego, obcego człowieka, który rozmawia z najbliższą osobą. Wypowiedziałeś się na temat tolerancji, a jak się to ma do zazdrości? Co z żoną? :-) > ale jesli widze, ze np dlugo rozmawia przez telefon z kolega z pracy, to zanim > zrobie jej awanture, to powinienem przypomniec sobie czy kiedys moze JA z jakas > kolezanka tak wesolo i dlugo nie rozmawialem.To chyba jest jasne! Nie jest. No bo jeśli dojdziesz do wniosku, że nie, nie masz podobnego "grzeszku" na sumieniu, to automatycznie upoważnia Cię do oceniania jej zachowania jako nieodpowiedniego? Dlaczego? Ludzie są różni. Jedni robią jedno, inni co innego. Jeśli mój ukochany zacznie przepuszczać pieniądze w kasynie, to ja się zastanowię, czy mi się to podoba, czy nie. Nie będę jednak myśleć w kategoriach "zaraz, a czy ja przepuszczam pieniądze w kasynie? Nie! Czyli on robi źle!" - bo to co najmniej nielogiczne. Zastanowię się, czy mi to przeszkadza, czy jest to okay wobec mnie, czy przypadkiem nie jest to szkodliwe dla niego, czy stać nas na to... Więc jeśli mój ukochany pójdzie na kolację z inną kobietą, to nie ma tu nic do rzeczy, czy mnie się kiedyś zdarzyło iść na kolację z innym facetem. Istotne jest, czy mi przeszkadza ta kolacja, czy jest okay wobec mnie, czy jakieś z tego wnioski płyną,... i tak dalej. Miło jest oceniać ludzi z perspektywy własnej nieomylności. Ale cokolwiek niebezpiecznie :-) Odpowiedz Link Zgłoś