Dodaj do ulubionych

co zaważyło na moim życiu?

15.06.07, 23:07
Jestem dzieckiem rozwodników. Ojciec nie odwiedzał mnie prawie wcale-
przez 20 lat może 4-5 razy. Nie założył nowej rodziny, był "porządnym"
człowiekiem (żadne tam rzeczy typu: alkohol, kobiety) więc tym bardziej dziwne
takie odrzucenie. Wychowywali mnie dziadkowie , bo matka była zapracowana i
chłodna. W szkole podstawowej i liceum kompletnie nie odczuwałam tego, że
jestem z rozbitej rodziny. Miałam pasje, przyjaciół, zakochałam się. Byłam
radosną , normalną nastolatką. Kiedy byłam dorosła odwiedziłam ojca 2 razy.
Był zaskoczony, ale szczęśliwy choc nasze rozmowy były sztywne , bo kontakt
był jaki był po tych jego 4-5 krotnych odwiedzinach w ciagu 20 lat. Po
pierwszym roku studiów wysłał do mojej matki oficjalny list(pisany na
maszynie) z pytaniem czy studiuję, bo w przeciwnym razie zaniecha płacenia
alimentów.Strasznie mnie to zabolało i odesłałam tylko zaświadczenie z
uczelni. Kilka dni pózniej dostałam informację o jego samobójstwie.
Od tego czasu stałam sie inna. Boję sie wchodzić w bliższe relacje z innymi
ludzmi.Mam skłonność do obwiniania siebie . Doskonale radzę sobie w codziennym
życiu, w pracy jestem szanowana i ceniona. Ludzie lgną do mnie i lubią mnie ,
bo jestem miła, pomocna, życzliwa i ciepła. Jestem otwarta, kontaktowa. Mam
wielu znajomych. Jedynym problemem jest nieumiejętnosć nawiązania bliższych
relacji: przyjazń, miłość.
Obserwuj wątek
    • yagiennka Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:10
      No i cóż? Mamy cie tu uleczyć czy jak? Z takim problemem nalezy udac się do
      psychologa i być może potrzebna jest terapia.
      • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:13
        U psychologa byłam i mnie nie uleczył.
        • yagiennka Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:22
          No to forum tym bardziej. Może musisz sama się przełamac, chyba jeśli samemu
          sobie nie chce sie pomóc to nikt nam nie pomoże. Tak mi się wydaje.
    • nina9999999 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:17
      Doskonale radzę sobie w codziennym
      > życiu, w pracy jestem szanowana i ceniona. Ludzie lgną do mnie i lubią mnie ,
      > bo jestem miła, pomocna, życzliwa i ciepła. Jestem otwarta, kontaktowa. Mam
      > wielu znajomych.
      to cudowne.
      poza tym zauważyłaś problem, to najważniejsze i świadczy o Tobie. teraz musisz
      go rozłożyć na części pierwsze, z pewnymi rzeczami się pogodzić, zrozumieć,
      wobec innych stanąć okoniem. trochę czasu minie ...... i będziesz lepsza i
      szczęśliwsza niż byłaś. i wszystko się ułoży lepiej niż przypuszczasz.
      • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:33
        Problem zauważyłam juz dawno. Psycholog nie pomógł. Umiem nawiazywać kontakty .
        Ludzie mnie lubią , podobam się mężczyznom,jestem adorowana, flirtuję . Jestem
        bardzo kontaktowa, otwarta, a jednak nie tworzę prawdziwych więzi choć brakuje
        mi tego.
        • ollaboga77 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:36
          to jest kwestia raczej tego byś wpadła na odpowiednią osobę, choc jedną... ona
          by Ci wtedy pomogła sie otwozyć bardziej ... tak sadze
        • nina9999999 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:38
          przechodzisz przemianę a do tego trzeba czasu. cierpliwości . jesteś na
          najlepszej drodze. mało tego- jesteś wartościowsza o to, że będziesz widziała
          różnicę między prawdziwą więzią a jedynie miłym kontaktem.
          • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 15.06.07, 23:44
            Tylko ja tej prawdziwej więzi nie umiem stworzyć. Dobrze jest do momentu miłych,
            powierzchownych kontaktów. I nie wiem czy przyciągam ludzi, przed którymi nie
            warto się otworzyć czy nie otwieram się ze względu na dosć przykre doświadczenia.
            • miaureen22 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 18:38
              piszesz: ja tej prawdziwej więzi nie umiem stworzyc
              czy nie jest tak, że dążysz do czegos, o czym nawet nie masz pojęcia, jak wygląda?
              • maureen2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 19:27
                widzę klona maureen2
    • neumax A co na moim? 16.06.07, 00:03
      Troche cie rozumiem, chociaz fakt jest taki,ze kazdy odczowa w podobnych nieraz
      sytuacjach inaczej.Ja podobnie do ciebie jestem bardzo
      kontaktowa,atrakcyjna,sama nawiazuje rozmowy,otacza mnie mnustwo dobrych
      ludzi,ale nie potrafie sie przed nikim tak do konca otworzyc.Moj ojciec zginal w
      wypadku gdy bylam mala dziewczynka.Moj psycholog doszedl do wniosku,ze musialam
      miec z nim wyjatkowo silna wiez skoro tak to przezylam.To mnie calkiem
      odmienilo.Pamietam ojca bardzo dobrze, bo byl wesoly,bardzo lubiany i uczyl mnie
      grac na pianinie,zabieral do lasu i pokazywal jak sie strzela z dubeltowki.Byl
      wysokim,silnym mezczyzna.I ja czulam sie przy nim silna.Kiedy umarl ogarnela
      mnie tak przerazajaca pustka i slabosc.Przez cale lata mojego dorastania czulam
      sie odludkiem,pomimo kolezanek jakichs tam,ale czulam sie gorsza od innych
      dzieci i slabsza od nich.Jestem teraz sama mama wspanialych dzieci.Czasami pytam
      je czy sa ze mie zadowowlenie ,czy jestem dobra mama.Mam wspanialego meza,ktory
      jednak czuje sie zmeczony moimi uczuciami.Psycholog mi nie pomogl.Uwazam to za
      strate czasu.Pomogli mi ludzie podobni do mnie,ktorych spotkalam na terapiach
      grupowych.NIe potrafilam sie przed nimi calkiem otworzyc,ale czulam,ze gdybym to
      zrobila to przyjeliby mnie taka jaka jestem.Twierdze,ze psycholodzy pomoc moga
      osobom naprawde chorym psychicznie ale nie wzystkim osobom po traumatycznych
      przezyciach,bo to co sie stalo z twoim tata i mnie z moim to byl szok!Ja sie
      podnioslam.Czuje sie teraz silna.Ale gleboko w srodku czuje sie slaba.Moze
      postaraj sie popracowac nad soba w ten sposob,zeby cieszyc sie swoim zyciem, nie
      obwiniac,widocznie twoj ojciec mial ogromne wyrzuty sumienia.bardzo cie
      kochal,ale ten brak kontaktow z toba sprawil,ze byliscie sobie bardzo dalecy,a
      on czul sie byc moze bardzo samotny i nie widzial sensu dla siebie w
      zyciu.Mysle,ze wiele tematow zadne z was nie poruszylo,tematow waznych.Wybacz
      moj sposob wyrazania mysli,ale zyje od ponad 17 lat w Niemczech i na codzien nie
      posluguje sie polskim.jest mi troche trudno wyzarac uczucia w moim badz co badz
      rodzimym jezyku.
      Mysle, ze jest w tobie cos co cie blokuje.Sprobuj odnalezc co to jest i zastanow
      sie czy mozesz to zniweczyc w sobie.A co z mama? jakie uczucia maszu w stosunku
      do niej?Pzdr.
      • bene_gesserit Re: A co na moim? 16.06.07, 06:40
        neumax napisała:
        > jednak czuje sie zmeczony moimi uczuciami.Psycholog mi nie pomogl.Uwazam to za
        > strate czasu.Pomogli mi ludzie podobni do mnie,ktorych spotkalam na terapiach
        > grupowych.NIe potrafilam sie przed nimi calkiem otworzyc,ale czulam,ze gdybym
        t
        > o
        > zrobila to przyjeliby mnie taka jaka jestem.Twierdze,ze psycholodzy pomoc moga
        > osobom naprawde chorym psychicznie ale nie wzystkim osobom po traumatycznych
        > przezyciach,

        Terapeuci, neu, nie lecza chorych psychicznie. Psychologowie lecza ludzi
        nieszczesliwych albo pomagaja takim, ktorzy chca sie rozwijac. Chorych
        psychicznie lecza psychiatrzy.

        Nawiasem mowiac, dobry terapeuta prowadzi warsztaty tak, zeby byc
        niezauwazalnym. To znaczy tak, aby uczestnicy mieli wrazenie, ze wszystko sie
        samo dzieje, a ten gosciu, co niby mial kierowac, to siedzi w kacie i cos od
        czasu do czasu mowi. Wiara we wlasna moc sprawcza to czesc istotna czesc
        terapii. Opowiadal mi znajomy psychoterapeuta, ze najwiekszy komplement spotkal
        go wtedy, gdy na ulicy zobaczyl sie przypadkowo z jednym z uczestnikow ktoregos
        ze swoich warsztatow sprzed trzech lat. Pacjent go poznal, ale byl swięcie
        przekonany, ze terapeuta byl uczestnikiem. Dopiero po chwili sobie uswiadomil,
        ze jednak rozmawia ze swoim terapeuta. Podczas warsztatow terapeuta, jego ego,
        metody itd maja dzialac, ale maja byc 'przezroczyste'.
        • incogn Dlaczego idealizujesz... 16.06.07, 12:48
          • maureen2 Re: Dlaczego idealizujesz... 16.06.07, 13:21
            to nie jest idalizacja,tylko rzeczywistość,znam takich,ale do tego trzeba mieć
            talent :). Pozdrawiam.
      • splendor2 Re: A co na moim? 16.06.07, 13:08
        Próbuje dociec dlaczego we mnie tyle sprzecznosci: chęć bliskości i paniczne
        uciekanie przed nią. Poczucie krzywdy i poczucie winy. Bo z jednej strony czułam
        się przez ojca porzucona(to co pisałam- prawie brak kontaktów), ale z drugiej ta
        jego śmierć po wysłaniu zaświadczenia sprawia, że czuję się winna.
        Twoja historia też smutna choć jednak zupełnie inna.
    • maureen2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 13:01
      z jakiej książki to przepisane,czy to ćwiczenie wakacyjne zadane przez nauczy-
      cielkę ?
      • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 13:09
        To jest moje życie niestety
        • maureen2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 13:10
          niemożliwe,czysta literatura dla naiwnych na forum
          • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 13:11
            Nie wiem jak przekonać Cię, że to prawda. Nie musisz wierzyć. A zresztą w co nie
            wierzysz?
            • maureen2 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 13:14
              nie udzielam takich informacji
              • miaureen22 Re: co zaważyło na moim życiu? 16.06.07, 18:42
                bo mam taki sam problem, co inni tutaj
      • incogn dot. idealizowania 16.06.07, 13:16
        A propos idealizowania ... to wcielo mi tresc wpisu. Wiec wyjasniam, ze chodzi mi o idealizowanie
        zwiazkow innych ludzi. Moze wogole ludzie maja problem z tworzeniem zwiazkow idealnych. Zawsze
        pod skora czai sie zlosc, agresja, nieufnosc. Oczywiscie najczescie sie nie objawiaja, ale w wraunkach
        konfliktu, kryzysu z najwiekszego przyajciela, kochanka
        • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 13:23
          dlaczego tak dużo mówisz ?
          • incogn Re: dot. idealizowania 16.06.07, 13:27
            ... a co , zly humorek... przepraszam ... juz nie wychodze
            • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 13:29
              dlaczego tak duzo mówisz,do czego ci jest to potrzebne ?
              • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 16:55
                Morin, misiu - dlaczego tak duzo piszesz, do czego jest ci to potrzebne?
                • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:05
                  dużo ???
        • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 13:29
          incogn napisała:


          >
          > Dlatego ... podsumowujac.. masz prawo czuc sie zle, przezylas dramat... musisz
          > odczekac, az twoje
          > problemy przestana mocno bolec, ale nie wydaje mi sie zebys miala jakis specja
          > lny probleem ze
          > zwiazkami .. daj sobie czas... wszystko bedzie dobrze...

          Ale to zdarzyło się wiele lat temu, a chyba jednak we mnie tkwi i nie potrafię
          sobie z tym poradzić. Pisałam o tym chyba ze 2 lata temu na tym forum. Potem
          byłam u psychologa i nic. Na co dzień funkcjonuję świetnie. Nie mam kłopotów z
          nawiązywaniem kontaktów, ale staram je utrzymywać na stopie powierzchownej.
          Oczywiście można powiedzieć,że nie trafiłam na odpowiedniego mężczyznę, ale nie
          dotyczy to tylko miłości(choć akurat pojawiają sie w moim życiu mężczyzni
          których cenię,lubię, pociągają mnie, ale...uciekam).
          Wiele koleżanek lubi mnie, chciałyby nawiązać głębsze relacje, ale ja w pewnym
          momencie zawsze stwarzam dystans. Zdaję sobie sprawę z tego,że zamiast tworzyć
          więzi ja wypełniam pustkę spotkaniami z wieloma ludzmi zamiast wybrać sobie
          kilku i stworzyć więzi: miłości, przyjazni.
          • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 16:59
            Przedziwna jest wiara w moc forum.
            Nudzacy sie gimnazjalista, wariatka uzalezniona od internetu, sklepowa z
            ambicjami, ksiegowa, ktora tu siedzi bo nie chce jej sie zabrac za prace
            domowa, nadety buc, ktory wierzy uparcie, ze jest najmadrzejszy na swiecie i
            cala masa innych maja ci pomoc w rozwiazaniu ultrapowaznych problemow
            zyciowych, ktore narastaly przez lata?

            Troche jakbys pytala ludzi na ulicy, co robic z otwartym zlamaniem nogi.

            Nei pomogl jeden terapeuta, to pomoze inny. Jesli ci _naprawde_ zalezy, to sie
            nie poddasz. Jesli sie poddasz, to oznacza, ze tak naprawde ci nie zalezy.
            • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:07
              przecież jest to forum psychohumorum
              • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:14
                Duzo i bez sensu. Ot, zeby zabic czas. Udalo sie - twoj czas umiera w mękach.
                • e_w_a_g_5 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:20
                  on sam też
                • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:21
                  przypuszczam,jest to wyszukana forma nawiązania kontaktu w celu...?
            • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:14
              bene_gesserit napisała:

              > Troche jakbys pytala ludzi na ulicy, co robic z otwartym zlamaniem nogi.

              Wiem, że idiotyczne moje pytanie. Przez lata myślałam, że coś nie tak jest z
              ludzmi ,którzy mnie otaczają. Potem przyszło olśnienie,że to jednak ze mną jest
              coś nie tak. Każdy wpis jest cenny dla mnie. Napisałam tu o sprawach bolesnych
              dla mnie i zdaję sobie sprawę,że trudno komuś unieść ciężar doradzenia mi.

              >
              > Nei pomogl jeden terapeuta, to pomoze inny. Jesli ci _naprawde_ zalezy, to sie
              > nie poddasz. Jesli sie poddasz, to oznacza, ze tak naprawde ci nie zalezy.

              Zależy mi. Pokonałam wiele innych przeciwności, o których nie pisałam. Spełniło
              się wiele z moich marzeń. Chcę mieć dobre życie.
              • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:19
                Szukaj dobrego terapeuty. Sprawdzonego przez kogos, komu mozesz zaufac albo
                poleconego przez kogos, kto sie zna. Jest duzo niefajnych specjalistow, ale
                mozna trafic na kogos, kto _wie_, jak ci pomoc. W przeciwienstwie do bandy
                glupkow z forum, ktorzy twoje problemy maja tak naprawde w nosie. Albo ktorzy
                chca jak najlepiej, ale tak naprawde pisza wylacznie o sobie, w przekonaniu, ze
                dotyczy to calego swiata.
                • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:31
                  bene_gesserit napisała:

                  > Szukaj dobrego terapeuty. Sprawdzonego przez kogos, komu mozesz zaufac

                  Ale ja działam właśnie na zasadzie ograniczonego zaufania. Nie ma realnie takiej
                  osoby, która znałaby moją historię. Bo to jeszcze nie wszystko ...
                  Wyboru terapeutów w moim mieście właściwie nie ma. Ale jestem skłonna jechać
                  nawet do Warszawy czy na drugi koniec Polski. Dziekuję za wpisy i rady.




                  • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:56
                    To nie musi byc terapia typu jeden na jeden raz w tygodniu.
                    Sa organizowane wyjazdowe warsztaty - grupa ludzi spotyka sie w jakims miejscu
                    Polski na piec dni albo tydzien. Tego typu warsztaty to np. trening
                    interpersonalny - bardzo intensywna forma terapii. Mysle, ze skoro w twojej
                    okolicy nie ma nikogo fajnego, moze zglosilabys sie do renomowanego osrodka
                    tego typu (popytaj na prawdziwszych psychologicznych forach - np na usenecie
                    albo cos) i zapisz tam na trening wyjazdowy.
                  • incogn Re: dot. idealizowania 16.06.07, 17:59
                    Znalezienie dobrego terapeuty - o ile to bedzie mezczyzna
                    • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 18:14
                      incogn napisała:

                      > Znalezienie dobrego terapeuty - o ile to bedzie mezczyzna
                    • bene_gesserit Re: dot. idealizowania 16.06.07, 18:31
                      Bzdury.
                      Chodzilam do terapeuty - faceta i jakos sie nie zakochalam. Przeciwnie - trudno
                      byloby mi wyobrazic sobie bardziej aseksualna i mniej pociagajaca istote.
                      • lsilanow Re: dot. idealizowania 16.06.07, 18:44
                        to zależy od osoby
                        od nasze osoby
                        osoby naszego terapeuty
                        i problemu, z którym do niego przychodzimy
            • lsilanow Re: dot. idealizowania 16.06.07, 18:51
              do autorki wątku:
              idź z tym do jednej osoby, jak ta jedna nie będzie w stanie sobie poradzic, to poprosi o radę kogoś innego
              pisanie tutaj przypomina ulewanie łzy po łzie
              taka czkawka uczuciowa
              a i odpowiedzi są rzadkie
              ta osoba to może byc ksiądz, przyjaciel, bardzo mądra życiowo pani sklepowa
              gdybym Cię mógł, to bym jakoś cię opatulił, tak byś wreście poczuła się bezpiecznie, ale tego zrobic nie moge
              sam mam swoje ograniczenia, nie mogę dzwigac całego swiata na swoich barkach
              forum to nie jest najlepszy sposób na otwieranie się
              piszę to bólem serca
              i nie chce, bys poczuła się odrzucona
              pozdrawiam serdecznie i trzymaj się zawsze tam, gdzie jestes :)
              • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 19:13
                lsilanow napisał:

                > do autorki wątku:
                > idź z tym do jednej osoby, jak ta jedna nie będzie w stanie sobie poradzic, to
                > poprosi o radę kogoś innego
                > pisanie tutaj przypomina ulewanie łzy po łzie
                > taka czkawka uczuciowa
                > a i odpowiedzi są rzadkie
                > ta osoba to może byc ksiądz, przyjaciel,

                Ale ja nie mam przyjaciół. Mam znajomych, adoratorów, którzy chcą się do mnie
                zbliżyć, ale ja nie mogę się otworzyć, zaufać. O tym właśnie piszę w tym wątku.
                Brakuje mi prawdziwej bliskości, ale chyba(?) lęk przed odrzuceniem, a może(?)
                zawiedzeniem, skrzywdzeniem kogoś jest większy. Paradoksalnie jestem otwarta,
                jest dużo ludzi wokół, którzy lubią mnie, ufaja mi, wręcz lgną do mnie.
                • lsilanow Re: dot. idealizowania 16.06.07, 19:20
                  no bo jak do Ciebie nie lgnąc :)
                  masz poczucie winy
                  i chyba domyślasz się, kiedy ono narosło

                  jest takie cwiczenie
                  maureen22 vel pies znów zauważą (zauważy), że się na film powołuje
                  ale nie tylko na film
                  polega ono na tym, by przeżyc jeszcze raz sutuację, kiedy poczucie winy narosło, kiedy my sami uznaliśmy, że jesteśmy winni za to, na co nie mieliśmy żadnego wpływu
                  ale to bardzo niebezpieczne cwiczenie

                  tu leży pies pogrzebany (ale nie baskerville, oto to nie, niech sobie żyje długo i zdrowo!)

                • lsilanow Re: dot. idealizowania 16.06.07, 19:20
                  no bo jak do Ciebie nie lgnąc :)
                  masz poczucie winy
                  i chyba domyślasz się, kiedy ono narosło

                  jest takie cwiczenie
                  maureen22 vel pies znów zauważą (zauważy), że się na film powołuje
                  ale nie tylko na film
                  polega ono na tym, by przeżyc jeszcze raz sutuację, kiedy poczucie winy narosło, kiedy my sami uznaliśmy, że jesteśmy winni za to, na co nie mieliśmy żadnego wpływu
                  ale to bardzo niebezpieczne cwiczenie

                  tu leży pies pogrzebany (ale nie baskerville, oto to nie, niech sobie żyje długo i zdrowo!)

                  • maureen2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 19:30
                    pusta gra słów
                  • splendor2 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 19:38
                    lsilanow napisał:


                    > masz poczucie winy
                    > i chyba domyślasz się, kiedy ono narosło


                    Tak, z jednej strony poczucie krzywdy ,brak kontaktu z ojcem, jego oficjalne
                    pytanie napisane na maszynie czy studiuję, bo w przeciwnym razie zaprzestanie
                    wysyłania alimentów, a z drugiej kiedy odesłałam tylko to zaświadczenie szok, bo
                    kilka dni pózniej info o jego samobójstwie.
                    Poczucie winy i żal potęguje fakt,że zostawił mi spadek. To co mam w dużej
                    mierze zawdzięczam sobie, uporowi, pracy, nie miałam żadnych pleców , byłam i
                    jestem poza układami, ale jednak ten spadek sprawił,że miałam lepszy start
                    finansowy.
                    • incogn Re: dot. idealizowania 16.06.07, 23:41
                      A propos terapii
                      • ollaboga77 Re: dot. idealizowania 16.06.07, 23:50
                        zapewne chodzi o Wojciecha Eichelbergera buddyste!
                        • incogn Re: dot. idealizowania 17.06.07, 00:00
                          Chyba nie, nie chodzi o zadna medialna gwiazde. Ale czlowiek jest sprawdzony, jezdza do niego tez
                          studenci psychologii i sa zafascynowani... Podobno niezwykla osobowosc... i profesjonalista... i madry,
                          gleboki czlowiek. Jest prawdziwym autetycznym autorytetem.

                          A o tym zakochaniu w terapucie slyszalam od psychologow, to podobno czeste, naturalne,... studentow
                          psychologii o tym uprzedzaja...
                          • ollaboga77 Re: dot. idealizowania 17.06.07, 00:16
                            myślę, ze jednak chodzi o niego !

                            a moze Samson co? ;-)
                            • incogn Re: dot. idealizowania 17.06.07, 10:10
                              Slyszalam tez o innej formie terapii tzw, ustawianiu rodzinnym wedlug metody Hallingera. Jezeli
                              chcesz, tez moge dowiedziec sie o konkrety. Trwalo to 3 dni. Tez znam osobe, ktora w tym
                              uczestniczyla.

                              Faktycznie musisz cos z soba zrobic, bo zycie ucieka... bardzo szybko.... Nie boj sie, to co Ci proponuje
                              to rzeczy na prawde robione przez profesjonalistow. Moj kolega psycholog powiedzial mi, ze poleca
                              tylko rzeczy, ktore osobiscie sprawdzil, bo zbyt wielu jest partaczy
                              • splendor2 Re: dot. idealizowania 17.06.07, 11:12
                                Będę wdzięczna za namiary.
        • lsilanow Re: dot. idealizowania 18.06.07, 21:54
          zasadniczo wszyscy chcemy byc dobrzy
    • toja_maja Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 10:54
      Jezeli profesjonalista ci nie pomogl to kto moze ci pomoc?
      Sama widac musisz popracowac nad tym.
      fakt, ze nie wchodzisz w zwiazki, swiadczy o jakims strachu, ktorego nie jestes
      w stanie sie pozbyc.

      Czlowiek to istota, ktora rozwija sie przez cale swoje zycie, tego czego nie
      zrobisz dzisiaj jutro mozesz przerobic i sie nauczyc.

      Najwieksza sztuka, jest zycie ze soba samym, ale w tej sztuce jest klucz do
      umiejetnosci zycia z kims drugim.
      Moze od zycia z soba sama zacznij, jest to podroz w glab siebie, na ogol bywa
      szczesliwa.
      • piesbaskervill Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 10:59
        genialne
      • splendor2 Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 11:25
        toja_maja napisała:

        > Jezeli profesjonalista ci nie pomogl to kto moze ci pomoc?
        > Sama widac musisz popracowac nad tym.

        Pracuję na tym już dobrych parę lat. Wiele w życiu przezwyciężyłam, zmieniłam w
        sobie. Ze swojego życia jestem zadowolona, ale brak więzi, bliskości nie
        pozwala uznać je za szczęśliwe. Jak na ironię jest wielu wspaniałych ludzi,
        którzy chcą takiej bliskości ze mną. Nie wiem, może to nie dzieciństwo i ojciec?
        Było jeszcze wiele innych zdarzeń i to może one zaważyły?

        >
        > Najwieksza sztuka, jest zycie ze soba samym, ale w tej sztuce jest klucz do
        > umiejetnosci zycia z kims drugim.
        > Moze od zycia z soba sama zacznij, jest to podroz w glab siebie, na ogol bywa
        > szczesliwa.

        Ale ja umiem cieszyć się życiem, ze swojego jestem zadowolona. Mam wiele pasji,
        łatwo nawiazuję znajomości, ludzie mnie lubią. Kiedy tylko za bardzo się
        angażują ja uciekam.
        • toja_maja Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 12:43
          Kiedy tylko za bardzo się
          angażują ja uciekam.
          ....

          To taka osoba jest bardzo dla innych atrakcyjna.
          Uciekasz.Ale przed intensywnoscia uczuc?
          Boisz sie swoich uczuc,ze sie w kims gleboko sama zakochasz?
          Wszystko to normalne.
          • incogn terapia 17.06.07, 14:43
            Ten osrodek w Krakowie prowadzi Andrzej Szulc, namiry w google. Sprawdzony, polecony...
            • memento2 Re: terapia 17.06.07, 14:49
              incogn napisała:

              > Ten osrodek w Krakowie prowadzi Andrzej Szulc, namiry w google. Sprawdzony, pol
              > econy...


              a narkomanka vel lemoniada mu asystuje? hehe
              no to biegiem wszyscy zakompleksieni! Jak zobaczycie to babsko to sie
              dowartościujecie! Pewne!
              A jak się odezwie wulgarna góra tłuszczu to podziękujecie swoim rodzicom , że
              was dobrze wychowali.
          • splendor2 Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 14:56
            toja_maja napisała:

            > Kiedy tylko za bardzo się
            > angażują ja uciekam.
            > ....
            >
            > To taka osoba jest bardzo dla innych atrakcyjna.
            > Uciekasz.Ale przed intensywnoscia uczuc?
            > Boisz sie swoich uczuc,ze sie w kims gleboko sama zakochasz?


            Tak myślę, że ciężkim przypadkiem jestem dlatego,że z jednej strony boję się
            odrzucenia, ale z drugiej nie chcę nikogo zranić. Wydaje mi się, że ludzie mnie
            przeceniają, że ich zawiodę,że mężczyzn przyciąga tylko mój wygląd.
            • incogn Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 23:31
              Czy czytalas moj wczesniejszy wpis o nazwie terapia?????
              • splendor2 Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 23:39
                Oczywiście i wpisałam w google Andrzej Szulc, ale niestety nie mogę wejść na tę
                stronę psychoedukacja.pl.
                Być może jestem sceptyczna, ale zdaje mi się, że 3 dni lub tydzień terapii nie
                otworzy mnie. Bo ja umiem stwarzać pozory otwartości. Za taka osobę jestem
                uważana. Sama pomagam innym i wspieram ich:)
                To co głęboko tkwi we mnie wymaga chyba dłuższej pracy i wydobycia.
                • incogn Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 23:44
                  Znam dwie osoby ktore tam byly, obie sa pod silnym wrazeniem. Jezeli to trwa lata i wszystkiego
                  probowalas, co Ci szkodzi sprawdzic i to, moze pomoze...
                  • splendor2 Re: Dla mnie jestes ciezki przypadek. 17.06.07, 23:47
                    Wiem, dziękuję za namiary:) Mam nadzieję, że otworzy mi się w końcu ta strona.
    • koniec_z_tym1 Solaris_38 18.06.07, 02:01
      Nie potrafie odpowiedziec jednoznacznie, za "krotka" jestem. Czuje tylko, ze
      problem polega na tym, ze przestalas wierzyc w bezpieczenstwo, stabilnosc
      bliskich relacji. Nie wierzysz innym w to, ze bedzie dobrze. Nie wierzysz
      zyciu. Unikanie, wycofywanie sie to dzialanie obronne. Wiec boisz sie. Nie
      potrafie tego jasniej sprecyzowac. Punktem kluczowym byl twoj ojciec, trauma
      spowodowana jego smiercia. Sa ksiazki poswiecone traumie, np. Psychologia
      Traumy Scigały jesli dobrze pamietam. Choc mozliwe, ze byla jedynie
      wspolautorka. Moze ta lektura da ci dystans i wiedze do samej siebie? Jestem
      bardzo ciekawa opinii Solaris_38 na Twoj post. Chyba ona jedna z tego forum
      moze odpowiedziec ci cos wartosciowego i naprawde diagnostycznego - przy calym
      szacunku dla szacownych forumowiczow :)Pozdrawiam i trzymam kciuki za ciebie -
      to juz bardzo duzo- wiedziec, ze ma sie problem i na czym on polega.
    • hubkulik Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 02:16
      Nic dziwnego, ze boisz sie blizszych zwiazkow. Porzucenie jest zwykle czyms
      bolesnym, a bolesnych doswiadczen nie zamierzamy powtarzac. W takiej sytuacji
      radze zaopiekowac sie soba i przezyc w pelni, do konca zalobe po tacie. Nie
      watpie, ze jestes lubiana osoba i ze zaslugujesz na prawdziwa bliskosc z drugim
      czlowiekiem.
      Ludzie czasem odchodza, tak juz jest. Takze ci, ktorych bardzo kochamy.
      • incogn Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 08:08
        Stona faktycznie chyba nie wchodzi, ale sa namiary. Moze mozna zadzwonic, wszystkiego dowiedziec
        sie

        Andrzej Szulc 30-149 Kraków ul. Balicka 136. pod numerami telefonów: tel. (12) 626-01-58

        dla osoby zdeterminowanej to nie przeszkoda
        • hubkulik Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 13:14
          Andrzej Szulc - wspanialy czlowiek i swietny terapeuta. Bylem u niego na rocznym
          szkoleniu i na treningu interpersonalnym.
        • lsilanow Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 21:53
          www.psychoedukacja.pl/
          strona wchodzi
          Chicałem zapytac doinformowanych, czy Andrzej Szulc nauczał kiedyś w Instytucie Terapii Gestalt w Krakowie?
          to nazwisko jest mi bardzo dobrze znane,i intuicja mówi mi, że to może byc dobry wybór
          (natomiast ograniczone zaufanie kazało wstawic słowo "może" ;)
          • hubkulik Re: co zaważyło na moim życiu? 19.06.07, 18:53
            > Chicałem zapytac doinformowanych, czy Andrzej Szulc nauczał kiedyś w Instytucie
            > Terapii Gestalt w Krakowie?

            wydaje mi sie ze tak, ale glowy nie dam.

            > to nazwisko jest mi bardzo dobrze znane,i intuicja mówi mi, że to może byc dobr
            > y wybór
            > (natomiast ograniczone zaufanie kazało wstawic słowo "może" ;)

            Wiesz, ja bylem bardzo zadowolony, moze nawet momentami zafascynowany. Wiele
            waznych rzeczy doswiadczylem, przezylem, rozwinalem sie, nie zawsze bylo latwo,
            ale ogolnie wyszedlem z jego zajec z wieksza wiedza, dojrzaloscia i zrozumieniem
            siebie oraz tego, na czym polega zdrowa komunikacja, zdrowy zwiazek miedzy
            ludzmi oraz na czym w ogole polega terapia. Dzis nadal po dwu latach odczuwam
            wielka wdziecznosc dla Andrzeja i innych osob prowadzacych zajecia Rocznego
            Programu, bo o nim mowie. Czasami nadal tesknie za tamta atmosfera, za grupa, za
            tymi prawdziwymi relacjami. Mialem poczucie, ze trafilem na wlasciwe miejsce i
            dostalem to, co chcialem, a moze nawet znacznie wiecej. Ale zdaje sobie sprawe,
            ze wiele zalezy od tego, jakie kto ma indywidualne cele i nastawienie. Nie
            kazdemu moze podejsc, zawsze moga byc rozczarowani lub zawiedzeni. Kazdy dorosly
            czlowiek podejmuje wlasne wybory i przyjmuje za nie odpowiedzialnosc.

            Pozdrawiam Hubert
      • lsilanow Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 21:46
        "tak juz jest"
        niech ktoś mi to mądrze wytłumaczy ;)
        • hubkulik Re: co zaważyło na moim życiu? 18.06.07, 21:57

          > "tak juz jest"
          > niech ktoś mi to mądrze wytłumaczy ;)

          Wszystko przemija na tym swiecie nietrwalych form. Taka jest natura tego swiata.
          Co tu wiecej tlumaczyc? Wazne by sie nie przywiazywac do tego, co bylo a juz nie
          bedzie, bo wtedy tylko trwasz w bolu, tylko zaakceptowac ze odeszlo. To bylo
          moze piekne, ale juz tego nie ma. Gdy sie zaakceptuje to, co odeszlo (w koncu to
          fakt), to wtedy robi sie miejsce na cos nowego. I tak to sie kreci.
    • croyance Re: co zaważyło na moim życiu? 19.06.07, 16:07
      Nie chce sie madrzyc, ale ja to widze tak (czytalam tylko pierwszy post, wiec
      nie wiem, czy nie podalas dodatkowych informacje w postach kolejnych – nie mam
      czasu niestety czytac calego watku).

      Zostalas odrzucona, jak sama piszesz, bez wyraznego powodu. Jesli nie widzisz
      go po stronie ojca (“porzadny, zaden alkohol, kobiety”) – prawdopodobnie
      podswiadomie uznalas, ze musi byc on po Twojej stronie. Taki tok myslenia o
      krok jest od uznania czyjejs winy – a skoro ojca winic nie sposób (porzadny
      czlowiek), moze winna jestes Ty (sama piszesz “mam sklonnosc do obwiniania
      sie”)?

      Ludzie maja tendencje do szukania wyjasnien, i predzej obarcza
      odpowiedzialnoscia i wina siebie, nizzaakceptuja niewiadome. Pewnie znasz
      koncepcje sprawiedliwego swiata; jesli dzieje sie cos niewytlumaczalnego,
      groznego, bezpieczniej jest przyjac, ze samemu jest sie winnym, niz ze straszne
      rzeczy sa przypadkowe i nie ma sie nad nimi kontroli. Lepiej uznac, ze “ofiara
      sama sie prosila”, niz ze cos takiego przytrafic sie moze kazdemu i nie mamy na
      to wplywu.
      Ty mialas do wyboru albo obwinic siebie, albo uznac, ze dzieje sie cos, czego
      nie sposób ogarnac. W tym sensie, uznajac swoja wine, uporzadkowalas otaczajacy
      Cie chaos, “zrozumialas”, co sie dzieje. Z przedmiotu stalas sie podmiotem,
      wrecz kreatorem wydarzen.

      Teraz stalo sie to byc moze twoj wyuczonym nawykiem na szukanie wytlumaczenia.
      Kiedy jest jakas niejasnosc, szukasz winy w sobie.

      Piszesz, ze zachowanie ojca bylo “dziwne”, ale “nie odczuwalas, ze jestes z
      rozbitej rodziny”. Jakies pytania musialy jednak w Tobie byc, skoro ojca
      odwiedzilas. Mysle, ze mimo wszystko troche spodziewalas sie pojednania,
      docenienia, a dostalas list, ktory zinterpretowalas negatywnie (“oficjalny,
      pisany na maszynie”). Ciebie on zabolal i po raz pierwszy poczulas jakies
      negatywne emocje zwiazane z ojcem. Pech chcial, ze popelnil samobojstwo kilka
      dni pozniej. Pech, bo powstalo w Tobie silne skojarzenie Twojej negatywnej
      emocji (moze oskarzenia) z jego smiercia. Dziecko wierzy, ze emocje maja sile
      sprawcza –ale takiego zwiazku nie ma i nie Ty zabilas ojca. Ja wiem, ze
      intelektualnie sama to widzisz i moze taka mysl nawet nie powstala w Twojej
      glowie, ale podwiadomosc mogla zadzialac w taki sposób. Nawet sposób, w jaki
      relacjonujesz sprawe stwarza zludzenie ciagu przyczynowo-skutkowego, a takiego
      nie bylo.

      Osobiscie, nie dziwie sie, ze nie umiesz nawiazywac blizszych kontaktow.
      Uwazam, ze poniewaz stworzyly sie w Tobie takie mechanizmy reagowania, o jakich
      pisze, kontakt z druga osoba pociagalby za soba wiecej strat niz zyskow i Twoj
      instynkt samozachowawczy oraz instynkt zachowania energii do tego nie dopuszcza.

      Kazdy gleboki kontakt z druga osoba niesie ze soba nieuchronne dwuznacznosci,
      niejasnosci, niepewnosc. Ty bierzesz je na siebie. W przypadku konfliktu moze
      byc tak, ze zamiast go rozwiazac, znowu wezmiesz caly ciezar na swoje sumienie.
      Co wiecej, sytuacja jest patowa, bo nie mozesz byc asertywna – lokujac problem
      po drugiej stronie albo nie w sobie – ryzykujesz czyjes zycie. Jasne, ze w
      takim przypadku nawiazywanie bliskich relacji zbyt jest dla Ciebie
      energetycznie wyczerpujace i po prostu ekonomicznie sie dla psychiki nie oplaca.

      Radzilabym przede wszystkim w jakis sposób (moze terapia bahawioralna?) nauczyc
      sie innego reagowania, umiejetnosci wyrazania negatywnych emocji bez strachu o
      zrobienie komus krzywdy i nauczeniu sie akceptowania spraw przypadkowych, losu,
      tego, ze nie nad wszystkim mamy kontrole. Jesli faktycznie to jest Twoim
      problemem, nie ma co analizowac tego do konca zycia, tylko nauczyc sie innego
      zachowania (sukces wzmocni nowe wzorce) – wtedy nie bedziesz sie bala
      zainwestowac w bliska relacje, bo i tez Twojego organizmu nie bedzie to az tyle
      kosztowalo.

      • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 19.06.07, 17:15
        croyance napisał:

        > Pech chcial, ze popelnil samobojstwo kilka
        > dni pozniej. Pech, bo powstalo w Tobie silne skojarzenie Twojej negatywnej
        > emocji (moze oskarzenia) z jego smiercia.

        Racjonalnie myśląc nie obwiniam siebie , ale jest to podświadome . Też użyłabym
        słowa pech,że stało się to akurat kilka dni po tym liście. Ale głęboko ,
        podświadomie tkwi we mnie poczucie winy. Gdyby była prosta sytuacja odrzucenia
        to myślę, że byłoby mi jakoś łatwiej. W moim przypadku to odrzucenie jest
        niewytłumaczalne (ojciec miał w pokoju moje zdjęcia w ramkach, wybudował mi dom).
        Piszesz o braku umiejętności wyrażania negatywnych emocji- dokładnie tak jest u
        mnie. Nie potrafię się pokłócić, nie wygarniam, ale odsuwam się od ludzi, którzy
        mnie zawiedli . Myśląc racjonalnie takie zawody zdarzają się wielu czy to w
        przyjazni czy miłości. Były takie i u mnie, ale nie pisałam o nich, gdyż
        uznałam,że jednak to nie one wpłynęły na mnie. Wszyscy ludzie, z którymi
        zerwałam kontakt mogą się tylko domyślać dlaczego, ale nikomu nie wygarnęłam w
        czym mnie zawiedli, co do nich mam.
        Dziękuję za to, co napisałaś/eś.

        • croyance Re: co zaważyło na moim życiu? 20.06.07, 12:28
          Czlowiek ma tendencje do postrzegania swiata w kategoriach przyczynowo -
          skutkowych, i jesli jedno zdarzenie nastepuje po drugim, to my interpretujemy
          je jako wynikajace z tego pierwszego. Co, oczywiscie, wcale nie jest regula.

          Ciesze sie, ze moge chociaz troche pomoglam.

          (wiesz, mysle sobie, ze Twoj ojciec mogl miec podobny problem do Twojego - moze
          tez obwinial siebie i nie umial nawiazywac bliskich relacji?)
          • splendor2 Re: co zaważyło na moim życiu? 20.06.07, 20:27
            Więc logika w moim rozumowaniu jest, bo pech sprawił, że to samobójstwo było
            kilka dni po odesłaniu zaświadczenia. Taki dramat kogoś( w tym przypadku mojego
            ojca) sprawia, że na drugi plan odchodzi moje poczucie krzywdy, odrzucenia. Co
            do ojca chyba mam podobny do niego charakter. On też przyciągał ludzi do
            siebie,ale po rozwodzie nie związał się z inna kobietą, nie stworzył
            emocjonalnego związku.
            Naprawdę wiele rozumiem z mojej przeszłości, niby znam przyczyny dlaczego taka
            jestem. Nie boję się zmagań z życiem, mogę pojechać sama na drugi koniec świata
            i będe czuła się dobrze i nie będe się bała. Lubię przebywać wśród ludzi,
            przyjemność sprawia mi adorowanie ze strony mezczyzn. Ale czy to dotyczy
            mężczyzn czy kobiet kiedy czuję,że ktoś chce zacieśnić więzi- uciekam i
            ograniczam kontakty.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka