emer_emer
06.07.07, 09:51
Mam pewien problem z dziewczyną, z którą dziele stanowisko. (musimy pracować
na nim we dwie, a ona jest od niedawna). Nie mogę znieść jej fałszywego
zachowania i najgorsze jest to, że wyczuwam, że się jej "boję", no może mam
dystans i że nie potrafię obrać taktyki, jaką mogę się bronic. Czasami jest
miła do bólu, taka sama też jest dla klientów, czego słuchać już nie mogę, bo
odkłada słuchawkę i za chwile klnie jak szewc. Rzuca fochy i potrafi pokazać
pazury, a za chwilę jest potulna jak baranek i pieści się przez conajmniej
godzinę. Ja mam się oczywiście dostosowywać do tej huśtawki nastrojowej...
Nienawidzę tego. Poza tym jej stosunek do mnie. Czasami potrafi być miła, ale
na krótką metę, bo za chwilę jest opryskliwa. Jak jej o czymś mówię (a wynika
to z konieczności komunikacji) odpowiada z zaciśniętymi zębami, że doskonale
o tym wie, albo już słyszała i głucha nie jest. I ten ton...jakby nie mogła
powiedzieć normalnie. Nic nie mówię, bo jak tu reagować? Na pytanie czy sobie
poradzi (taka już jestem, że pytam zawsze jak wychodzę) odpowiada
złośliwie "nie". Znowu nic nie mówię, bo dla mnie nawet nie jest to śmieszne.
Potrafi z fochem o coś zapytać, a jak odpowiedz przebiega po jej myśli,
odpowiada już z wielką i sztuczną radością. Co ja mam robić? NIe potrafię
ciąglę się dostosowywać do jej humorów. Jest młodsza ode mnie i sama się
sobie dziwię, że sobie nie radzę, bo na ogół nie mam takich problemów. Kiedyś
z nią rozmawiałam, a właściwie było spięcie i powiedziałam, ze nie będę
znosić jej nastrojów. Niestety to nic nie zmieniło.