Dodaj do ulubionych

tragiczna milosc..

19.04.04, 11:17
Witam wszystkich , zapewne tu takich problemów jak moj bylo juz 1000 ale ja
musze chociaz to opisac .Bylam w związku 6 lat, było nam cudownie razem,
kochalismy sie , budowalismy naszą przyszłosc , teraz zaczeła sie budowa
naszego przyszłego domu , ja tak bardzo go kocham , ja tak bardzo nie moge
uwierzyc w to co sie wczoraj stało!!!mianowicie dostalam telefon z zapytaniem
gdzie mój Mariusz jest , odpowiedzialm ze ma byc ok 17 , usłyszałam jak jest
ubrany i uslyszlam , ze własnie idzie spacerkiem za reke z jakąs inną
dziewczyną... zdradził mnie w przeszłosci ale mu wybaczyłam , przeciez on
mnie tak bardzo kochał , przysięgał ze to sie nigdy nie powtórzy...mineło
tyle czasu wiedział, dobrze wiedział , ze bardzo jestem zaslepiona miłoscią
do niego!Dlaczeogo mi to zrobil , przeciez ten związek był powazny ,cała jego
rodzina juz mnie znała i wiedziała ze sie pobierzemy!!!Dalczego zycie jest
tak brutalne , nie mam juz celu w zyciu , bo moim celem był on !!moja
pierwsza milosc poznałam go mając 16 lat , jak on mógl!!! Teraz potrafi sie
tego wypierac choc wie, ze mu juz nie uwierze , nie uslyszlam nawet slowa
przepraszam tylko :idz sie lecz,o co ci znowu chodzi!!to straszne nie moge
uwierzyc ze jest zupełnie mi obcym czlowiekiem , ze tak mnie oszukał!
Potrafił 2 dni temu przyjsc i sie ze mna kochac , potrafił mi spojrzec w
twarz , nie moge tego pojąc!!!Dzis sie obudzilam i doznałam szoku! myslałam
ze to tylko sen... teraz cały czas mysle , ze nie moge juz nic zrobic ,
zabijam sie sama nie moge tego pojąc?! wczoraj przyszło troche znajomych do
mnie mnie pocieszyc , nawet pojechalam na impreze , zeby załagodzic ból,
nawet nie pamietam jak tam dojechałam bo cały czas tylko myslalam..... dobije
sie sama tym wszystkim , jak mam zyc, jak mam teraz zaufac komus!Boje sie
samotnosci , tłumacze sobie na wszystkie sposoby , ze wielu ludzi mialo takie
sytuacje z zyciu jak ja ! ale dlaczego to musze byc wlasnie ja!!!wolałabym
umrzec!!!Czuje ze jestem juz na dnie i mi nic nie pomoze , nie moge sie
zmusic do egzystowania , ja juz tylko wegetuje ....ile ten stan bedzie
trwał ... znając realia to przynajmniej rok!-a to dla mnie za dlugo ja
poprostu nie dam rady...Potem w zyciu wspominac go , bo tak długą miłosc sie
nie zapomina , nie nie moge , to dla nie za wiele....
Obserwuj wątek
    • signal Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 12:50
      Lauro, to jest trudny moment w twoim krótkim życiu. Cóż takie sytuacje się
      zdarzają, nie Ty jesteś pierwsza i ostatnia. Życie jest niestety w wielu
      elementach brutalne, ale nie można "wszystkich wrzucać do jednego worka".
      Jakimś pocieszeniem może być dla Ciebie to, że stało się to teraz a nie po
      zrealizowaniu waszych planów. Czas leczy rany, to prawda, potrzeba cierpliwości
      i wytrwałości. Ten człowiek nie jest wart tego aby go szanować, nie pierwszy już
      raz Cię zranił. Myślę, że odbijesz się od dna i za jakiś czas spojrzysz z innej,
      dalszej prespektywy, a złe wspomnienia odejdą w zapomnienie, czego Ci
      serdecznie życzę.

      ps."Kobieta wybaczy ci wszystko oprócz jednego: tego, że jej nie kochasz".

      • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 12:59
        dziekuje za te słowa, czuje sie bardzo zle , najgorsze jest to ze nie potrafie
        zrozumiec bo on nie wyjasnił mi tego dlaczego tak bylo , choc wiem ze mnie
        kocha a to bardziej boli! Zaczynam sie obwianiac , zaczynam myslec tylko o tym
        jak dobrze by bylo gdybym nie istniała ...czuje ze nie wytrzymam , spróbuje
        jeszcze pomocy psychiatrycznej , jezeli to juz nie pomoze to dla mnie tylko
        kaplica
    • paradiso29 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 13:01
      Jest tak, ja mowi signal. To pewnie teraz niewyobrazalne dla Ciebie, ale to sie
      zmieni. Nic nie trwa wieczznie.. Wroci Twoj spokoj. Hustawka sie zatrzyma..
      Ocean sie wyciszy.. Tylko zal bedzie tamtych dni.. Ale to tez minie..
      wybladnie.. Nie bedzie takie gorace.. i bedziesz mogla sluchac muzyki przy
      ktorej sie poznaliscie, ze spokojem, bez emocji.. I wszystko co sie z nim wiaze
      stanie sie zimne.. Tylko przeczekaj, prosze! Bo warto!! Nie warto natomiast
      cofac sie wstecz.. Bo to co bylo, nie jest do naprawienia. Pozdrawiam Cie
      cieplo. Mam tak samo jak Ty..
    • julio_gonzales Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 15:40
      Wiem co teraz czujesz, co przeżywasz. Było tak pięknie a naraz świat zawalił ci
      sie na głowę. Wydaje ci sie w tej chwili, ze tak będzie już zawsze. Ale po
      jakimś czasie to minie przynajmniej to najgorsze. W takich wypadkach najlepszym
      lekarstwem jest czas. Przeżyłem podobna historie 10 lat temu. Najgorsze były
      pierwsze 2 lata, potem było juz lepiej a teraz jest już nieźle choć na pewno
      nie tak wspaniale jak było kiedyś. Mimo wszystko jakaś blizna pozostaje.
      Poza tym gdybyś rzeczywiście popadła w prawdziwą depresję a widzę, że masz na
      to duże szanse to gorąco namawiam do wizyty u lekarza. Odpowiednie lekarstwa i
      psychoterapia potrafią naprawdę wiele zdziałać.
      • zorro1234 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 16:24
        witaj w klubie (czy te k&*)*&)(& swięta tak działają?)
        ja radze sobie zajmując czas jak najbardziej sie da, żeby nie myśleć,nie
        wspominać, nie żalować, nie strzelic sobie w łeb.
        proponuje basen, saune zeby to draństwo wypocić
        albo od razu wez sobie karnet na jakies fitness zeby miec możliwość i czas
        wolny zajęty.
        Leki zostaw na potem, to ostateczność.
        z dołami jest jak z inflacją, gdy są to same sie nakrecają, a zeby je
        zmniejszyć potrzebna jest ostra terapia, b. restrykcyjna, wobec siebie i tego
        co sie robi...
        dasz sobie rade
        • matea27 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 19:32
          droga lauro!Ja przeszlam..przechodze to samo napsalam juz o tym na forum,ja mam
          27 lat i bylam 10 lat z nim..wspolne mieszkanie dzieci a slub mal byc w
          czerwcu....odszedl nagle ..poprostu sie spakowal o nie ma go i juz nie
          bedzie...czulam dokladnie to samo minelo dopiero 2 miesice od tego strasznego
          dnia .Ja rowniez myslalam o samobojstwie ,nic nie jadlam ,swiat totalne mi sie
          zawalil...nie mialam sensy zycia..to jest jeszcze malo czasu wiem .Trafilam do
          lekarza z diagnoza depresja....ja wogole nie funkcjonowlam,,,biore leki jest
          bardzo ciezko.Ale mam teraz nadzeje ze z tego wyjde,ze czas leczy rany...ze
          znajde swoja polowke...musze w to wierzyc bo inaczej bym zwaroiwala.Ja takze mu
          ufalam bezgranicznie,byl moja pierwsza miloscia...Musimy w to wierzyc ze
          wyjdziemy z tego.Moze to sie stalo pos w naszym zyciu ,trzeba wierzyc ,ze po to
          aby teraz tylko bylo lepiej czego ci z calych sil zycze i sobie.Pametaj ,ze
          moglas miec z nim dzieci i co potem jakby to sie stalo jak byscie byli
          malzenstwem...widocznie musimy takie rzeczy przezywac aby byc potem
          silniejsi.Garoco pozrawiam i pamietaj nie jestes sama ...w tym bolu.
          • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 19:50
            Dziękuje Ci mateo i tez goraco współczuje ,ja tez juz zaczynam brac tabletki ,
            moze one pomogą mi złagodzić ten ból, kiedys z nim sie tez rozstalam na pół
            roku ale nie przestałam cierpiec , caly czas go w innych szukalam , pieklo sie
            powórzylo , ale wiem ze my juz nie wrócimy do siebie! Tez jak narazie nic nie
            zjadłam , ale cos chyba w koncu zjem -zmuszając sie , bo moja mama sie
            denerwuje , najgorsze jest to ze mam uczucie totalnej pustki , ze jestem sama ,
            ze oprócz niego nic juz nie ma , ze ja tego nie przezyje , wiem musze sie
            uzbroic w cierpliwosc ale to takie trudne , kazdy reaguje inaczej po
            rozstaniu , jedni dłuzej cierpią , inni krócej bo są silniesi , ja nalezy do
            gupy slabych osób i nie potrafie wyobrazic sobie konca moich cierpien jak
            narazie.....:( jezeli chcesz to pisz do mnie maila , chetnie Cie wesprę
            duchowo , moze Ty mnie też.... pozdrawiam gorąco
            • matea27 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 20:20
              Naprawde bardzo bardzo cie rozumiem..wlasnie to tez zalezy jak ludzie
              reaguja..ja jestem osoba przewrazliwiona,tez mi sie wydaje ze dosyc
              slaba .Ciekaw jestem jaki lek dostalas ja biore cypramil,ktory troche dziala
              daje ma troche dystansu,ale zaCZAL DZAILAC PO MIESICU ..RZEZ PERWSZY MIESIAC
              BYLAM NA ZWOLNIENU.I nie funkcjonowalam,wiec jak sama widzisz to trwa ..chetnie
              odezwe sie na twojego maila....ja rowniez sluze pomoca...:)
    • bambolina1 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 21:58
      droga Lauro,
      ja mam 23 lata i wydaje mi sie jakbym czytala opis swojej sytuacji!tez poznalam
      swego chlopaka w wieku 16 lat,tez po 5 latach nagle ni stad ni zowad przestal
      do mnie dzwonic itd!a jeszcze 3 dni wczesniej ,przed moim wyjazdem do cioci
      mowil ze kocha,a jak wrocilam wsyztsko sie zminilo!! po kilku dniach
      powiedzial,ze spotyka sie z inna dizewczyna!! zalamalam sie,to bylo jak noz w
      serce!! choc jestem bardzo dumna osoba,zaczelam walczyc,ponizac sie!!!wrocil!!
      nie iwem po co,chyba tylko po to by przez 9 m-cy wyniszczyc mnie psychicznie!!
      tez umieralam,powoli,bolesnie,kazdy dizen,kazda chwila to byla dla mnie
      tortura!!probowalam sie zabic,gdyby mama nie pojawila sie wodopowiednim czasie
      juz by mnie nei bylo!! nie wiem jak tak dlugo wytrzymalam,az sama sie dzis
      dziwie po 2 latach,ktore minely od tego czasu!! tez nazywal mnie
      wariatka,olewal,ale najgorsze bylo to ze dalej mowil,ze kocha(paradoks)!!to mi
      dawalo nadzieje,mydlilo mi oczy,ze moze rzeczywiscie jest cos ze mna nie
      tak,dzis wiem,ze ja bylam jak najbardziej wporzadku!! dzis,jak czasem przeleci
      po glowie wspomnienie tamtych chwil,to sie usmiecham!! moze to zabrzmi
      dziwnie,ale jestem zadowolona,ze to przeszlam!! dlatego ,ze teraz wiem, ze
      jestem bardzo silna kobieta, ze nie dam sie nikomu skrzywdzic,a jak ktos bedize
      probowal to mu sie nie uda,bo juz to nie bedzie bolalo!! kazdy z nas musi to
      przejsc i to strasznie boli!! mi sile dala modlitwa,wierz mi na prawde pomaga!!
      a pociesza mnie tez fakt,ze pewnego dnia za to co on mi zrobil (a twoj
      chlopak Tobie)zostanie skrzywdzony z naiwazka i jeszcze zaplacze nad super
      dziewczyna jaka mial!!
      Laurko,jestesmy prawie w takim samym wieku,wiem co przezywasz,nie bede Ci
      mowic,zebys wziela sie w garsc,poplacz sobie,ale z czasem zaczniesz zauwazac ze
      on nie jest wart tego wszystkiego!!
      pozdrawiam serdecznie
      Paula
      • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 19.04.04, 22:15
        Dziekuje za słowa otuchy bo dzieki nim jeszcze egzystuje , a to dopiero 1 dzien
        po rozstaniu , chcialabym jeszcze tez powalczyc , ale straciłabym honor i
        godnosc , ten paradox co opisałas nie daje mi spokoju!Wolałabym zeby pokazal
        jak mnie nienawidzi -to moze bym sobie to jakos wytulumaczyla !!!Nie moge tego
        pojąc -zawsze myslałam, ze mnie to nie bedzie dotyczyc , ze bede miała swojego
        miska całe zycie , wlasnie rozpoczela sie budowa domu-a to miał byc nasz
        wspólny!Teraz zostalam sama bez perspektyw ,tez jesetm wierząca i tez sie
        modliłam, nawet ostatnio bardziej bo moja intuicja mi podpowidala ze mnie
        zdradza , myslałam ze to juz jakies natręctwo , ze jestem
        przewrazliwiona ....No nic Paulo , zazdrosze Ci ,ze juz to masz za soba....
    • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 10:13
      Witam dzis minął drugi dzień, ale dalej czuje to samo , próbuje zrozumiec i
      myslec pozytywnie , ale wygrywają te gorsze mysli ,nie wiem czy tabletki prozac
      mi cos pomogą... teraz mysle caly czas o nim , boje sie ze zrobie cos glupiego
      i zacznę go prosić o powrót i zadaje soebie pytania:przeciez on zawinil,
      przecież on powinien byc juz u mnie i prosic o przebaczenie, dlaczego napisał
      mi ostatnio na gg , ze mnie kocha dalej , zaczynam go tłumaczyc , ze moze
      chciał troche urozmaicic czas...-ale to glupie , kieds tez sie rozstaliśmy ,
      stwierdzil wtedy, ze cos wygaslo, a on poprostu chcial spróbowac z inną
      dziewczyną...ale mu nie wyszlo nie mógł jej pokochac i wrócił do mnie
      przysiegając , ze ja juz jestem na całe zycie , nikt inny ....te słowa były dla
      mnie swięte , ja przysiegi traktowałam zawsze powaznie....teraz dlaczego szukał
      innej???przeciez sie rozumielismy , kochaliśmy , -nie potrafie
      zrozumiec.Wczoraj wysłałam mu smsa , zeby przywiózł mi moje rzeczy , ktore u
      niego byly ...nie słysze odezwu , nie ma go na gg-zmienil numer....dlaczego nie
      ma honoru , choc tyle sie mi należy , ze mi to wytłumaczy , choc winien mi jest
      to ostatnie spotkanie!!! Co robić?? ja juz nie mam sily...
    • paradiso29 Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 11:13
      Witaj. Wiesz, jak Cie czytam.. ech.. pewnie wiele osob, ktore to czytaja tak
      samo reaguje - czyli myslą "kurcze, ona ma tak samo jak ja, te same mysli!!! te
      same pytania!!!" Strasznie mi zal, ze ta lawina leci nadal, i Ty i ja i cala
      reszta forumowiczow, ktorzy Ci odpisuja przeszla przez to samo.. Widzisz, ja
      tez nie wiem, dlaczego!! moj zwizek sie skoczyl tak bez slowa. Tylko haslo "to
      koniec.." i cisza... Boli mnie cholernie, jak czytam Twoje przezycia. Bo mialem
      to samo, i nadal to wraca, slabiej ale wraca.. Bo jak mozna zapomniec i
      zostawic bez odpowiedzi pewne sprawy.. Jesli to ma byc doswiadczenie, to
      przeciez trzeba wyniesc z tego jakies wnioski. Ale tutaj milczenie.. Sam nie
      wiem, jak budowac dalej swoje relacje z potencjalnym nowym "partnerem".. Badz
      twarda! Wiesz, mnie pomogli przyjaciele. Rozmawiaj duzo z dobrymi ludzmi.
      Mysle, ze tutaj jest ich wielu. Rozmowa duzo daje. Przynajmniej wylejesz swoja
      gorycz. To przykre ale i jest w tym odrobina optymizmu, ze obcy ludzie
      pomagaja, kiedy nie mozna liczyc na bliskich czy na sprawce.. Mnie pomogly
      rozmowy i na czacie z zupelnie obcymi ludzmi i z przyjaciolmi. Oni stoja z
      boku, sa bardziej obiektywni w ocenach, a taki obiektywizm jest Ci teraz
      potrzebny. Pozdrawiam, napisz tez do mnie maila. Chetnie odpowiem.

    • polissa Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 11:40
      jeśli kochasz i Ci zalezy
      1. odrzuć go mocno, nie kontaktuj się nie odbieraj tel, nie otwieraj drzwi
      2. zadbaj o siebie, umów się z innym najlepiej by tamten się o tym dowiedział
      (punkt pierwszy nadal obowiązuje)
      3. po 2-3 tygodniach milczenia gdy zadzwoni odbierz telefon
      może go to skruszy , nie wierzę, że był tyle z Tobą i nie kochał, cos mu się w
      głowie poprzestawiało i zapomniał co jest najważniejsze.
      WALCZ!
        • polissa Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 10:33
          po co to "puknij się w głowę"? każdy ma swój punkt widzenia i może go
          przedstawić a jak sam Laura zauważyła taki sposób działa.
          Zresztą ja byłam właśnie taką niewierna i niezdecydowaną, niby kochałam ale nie
          byłam tego pewna i ten sposób na mnie zadziałał. chcę teraz tylko jego.
    • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 17:45
      Witaj Lauro! Bardzo dobrze wiem co czujesz teraz bo niestety tez przez to przechodzę. Moja ukochana osoba zostawiła mnie w ostatnią sobotę to mój trzeci dzień.Też chciałem się podzielić z kimś tym co czuje może mi trochę ulży,poza tym to dziwne ale mam identyczne odczucia jak ty i nawet te same myśli...
      Mój przypadek jest trochę inny mnie zostawiła ukochana kobieta z którą byłem przez ponad 4 lata nie dla innej osoby ale przez pracę i dla pracy. To może brzmi śmiesznie ale taka jest mam wrażenie prawda.
      Poznaliśmy się na studiach ja byłem na 4 ona na 3 roku byliśmy nierozłączni, potem po studiach mieszkaliśmy troche razem. Ja robiłem staż ona szukała pracy, była w tym bardzo zdeterminowana (niestety w jej zawodzie jest bardzo ciężko).
      Była nawet w stanie wyjechać gdzieś na drugi koniec Polski ja oczywiście za nią,wyszło niestety tak że to ja musiałem zostawić ją w wynajetym mieszkaniu w większym mieście a sam wróciłem do rodzinnej miejscowości gdzie zaoferowano mi naprawdę godziwe warunki pracy. Było mi strasznie żal ale nie było innego wyjścia ona nie miala pieniędzy na utrzymanie wynajetego mieszkania a pracę mogła znależć tylko w większym mieście, pomagalem jej więc finansowo, co nie było łatwe bo jest niesamowicie dumną osobą. Dzieliło nas tylko 50 km. Na początku było to dla nas bardzo trudne zwłaszcza dla niej, ja pracowałem po całych dniach i czekałem by tylko w weekend do niej jechać. Sytuacja poprawila się gdy znalazła pracę, wyszła z dołka w którym była. Praca ta dawała jej dużo satyfakcji, dostała samochód, miała wyniki, podwyżki. Tylko coś sie w niej zaczęło zmieniać stała się bardziej pewna siebie, miałem wrażenie że coraz mniej jej na mnie zależy,z osoby bardzo skromnej,cichej i pełnej ciepła stawała sie bizneswoman dla której liczy sie tylko kariera. Ale tłumaczyłem sobie że tak musi być musi się wykazać a potem wszystko będzie normalnie... Planowałem nawet kupno jakiegoś mieszkanka w miejscowości gdzie mieszkam bo to m.in. też był jej teren pracy i też tutaj musiała bywać początkowo nie chciala o tym słyszeć ale potem chyba ją przekonałem.
      Coraz częściej się kłóciliśmy głownie z jej powodu o czym ona sama mówiła ,lub gdy ja coś wspominalem o jej pracy. Ostatnimi czasy to były okresy dobre a po nich złe czułem że muszę cos zrobić. Postanowiłem że rozstaniemy sie na jakis czas(myślałem - zobaczy że tej jej ciągłe fochy tez mnie męczą to sie zmieni), to przyniosło skutek na samym początku. Jednak po paru tygodniach zorientowałem sie że tak naprawdę to sytuacja sie odwraca. W ostatnią sobotę zobaczyłem sie z nią,kazała mi przyjechac po swoje rzeczy, a ja pojechałem prosic ją by mnie nie zostawiała, dobrze wiedziała że to,że ja chciałem niby odpocząć to było tylko na jakiś czas i tak naprawdę to nie miałem zamiaru sie z nią rozstawać.
      To było straszne, z kamiennym wyrazem twarzy oświadzyła mi że męczy ją to i w rzeczywistości to już trwa dłużej, prosto w oczy powiedziała mi że nic już do mnie nie czuje, a ja łykałem łzy nie poznając moje kochanej, przeprosiła mnie bo wie że to jej wina i co z tego...
      Świat mi sie zawalił nie wiem jak ona tak mogła sie zachować, okazało się że chyba jej nie znam, jak mogłem być tak naiwny.Była dla mnie wszystkim,kontakty ze znajomymi się urwały, miałem tylko ją.Wszystko podporządkowałem do niej.A teraz to koniec? Nie jestem w stanie uwierzyć że ją to nie boli za dużo razem przeszliśmy ale wyraz jej twarzy i oczu kiedy mówiła że to definitywny koniec zapamietam na całe życie...
      Cały czas myślę o niej nie ma nawet minuty, jeszcze trochę i zwariuje ,całe szczęscie że trafiłem na to forum. Przypominają mi sie nasze wspólne wyjazdy, spacery, to jak sie kochaliśmy, wszystko mi sie z nią kojarzy.
      Czasami chce mi sie śmiać z tego co ona zrobiła mam nadzieje że jeszcze się opamięta.Wiem na pewno że nie ma nikogo to tylko jest w jej głowie po prostu zafascynowała ją praca i zmieniła jej system wartości.
      Nie wiem podobnie jak Ty Lauro co teraz robić jestem chyba zbyt wrażliwym człowiekiem i pogodzenie się z tym potrwa... Znajomi w pracy a nawet jej siostra mówią mi że ona nie wie co robi i nigdy już nie spotka takiego dobrego faceta jak ja, a ja napewno szybko kogoś poznam, tylko mam wrażenie że nie chcę już nikogo innego.
      Wczoraj zadzwoniłem do niej nie wiem po co ale coś mi mówiło by to zrobić powiedziałem jej jak strasznie się czuję jakbym stracił kogoś bliskiego...że chyba zacznę cos brac bo nie dam sobie rady.I usłyszałem moją ukochaną jak mówi do mnie: kochany, kotku... Znowu się rozkleiłem, ale zapytałem sie czy pali za sobą wszystkie mosty odpowiedziała że nie... Nie wiem tylko czy nie powiedziała tego bo ja tak chciałem usłyszeć. W każdym razie uczepiłem się tej myśli i już mogłem lepiej usnąć i dziś jest trochę lepiej. Nie wiem tylko czy dobrze robię, niektórzy mówia by nie oglądac się wstecz ale mnie bardzo spodobały sie rady pollisa i chyba będę walczył.
      Droga Lauro jeżeli nie jest Ci to obojętne to wiedz że również myślę o Tobie bo przechodzę to samo, może ten mój list w jakiś sposób pomoże Tobie tak jak Twój pomógł trochę mnie. Trzymajmy się razem mocno.
      P.S nie zdawałem sobie sprawy że zupełnie obcy ludzie potrafią sobie pomóc tylko pisząc coś i dzieląc sie swoimi przemyśleniami. Dzięki wam!!!
      • matea27 Re: do marcusa 20.04.04, 18:41
        Drogi Marcusie,ja slyszalam od osoby z kyora bylam 10 lat i ja kochalam w
        momencie odejscia ze tez nie pali mostow i ze nie wie czy bedziemy ze soba czy
        nie ze potrzebuje czasu,ale niedawno uslyszalam od niego ze mowil tak domnie
        tylko zewgledu na moj ciezki stan min. w depresje.Tak wiec jest 2 miesice po a
        ja nadal sie ludzilam ze on tego nie przekresla ze moze nam wyjdzie,ale byl
        tak "dobry" ze mi uswidomil ze ta nadzieja byla tylko iluzja.A ja trwalam tak w
        zawieszeniu i nie wiedzalam co zrobic...Bardzo mnie zranil .Pozbylam sie
        zludzen..to takie przykre...on dla mnie rownież byl calym swiatem..Goraco
        pozdrawiam...I zgadzam sie z tym ,że trzeba to wszystko z siebie wyrzucac i
        mowic o tym bolu.Marta
      • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 18:50
        Witam Marcusie , trzymam mocno za Ciebie kciuki... wierzę , ze wszystko bedzie
        ok , wiem jak jest nam bardzo trudno , czytając ten list to tak jak bym czytała
        sytuacje sprzed dwóch lat , też mój facet oznajmił ze cos sie wypaliło , w
        dodatku przez telefon, bardzo cierpiałam, jednak ten okres wcale nie musi byc
        tak długi, wystarczy zrobić to co napisał pollis , to skutkuje! Dzis
        rozmawiałam z bliskimi mi osobami , stwierdziły , ze jezeli nie bede potrafiła
        bez niego zyc, to musze walczyc-ale inteligentnie , taktycznie, zapewne
        czytałes mój problem tym razem to cos innego niz przezywalam z nim 2 lata
        temu , teraz on twierdzi, ze mnie kocha , jednego oczywiscie zrozumiec nie moge-
        sam wiesz... dlatego dzis spróbowałam napisc do niego na gg oto ta
        rozmowa:Biorąc chłodny dystans do tej sprawy , chce zrozumiec twój czyn , nie
        potrafie tego pojąć , co było zle we mnie? , czego nie miałam , co źle robiłam -
        mysle i nie wiem , dlaczego potrzebowales innej kobiety , dlaczego?, dla
        sexu? , dla emocji ?Uwierz to zauroczenie , przejdzie ci szybko i wtedy
        otrzezwiejesz i zrozumiesz kogo straciles...Kiedys przysięgales ze to ja jestem
        na całe zycie , ze nigdy sie to nie powtórzy ...dla mnie te slowa byly
        fundamentem związku , a teraz nie moge sie pogodzic z myslą ze zostalam tak
        oszukana , nie moge tego ogarnąc ,a próbuje ...dlatego chce wytłumaczenia ,
        chce sie z tym pogodzic, a nie walczyc caly czas z myslami ......miej honor i
        godność!
        on odpisał , ze nadal mnie kocha, reszta rozmowy , przebiegała dziwnie ,
        stwierdził , ze mam sie nie słuchac debilnej kolezanki(ta która widziała go z
        inną), kiedy zapytałam sie czy skłamala odpowiedział :ja nie mam już siły
        rozmawiac na ten temat, a ja dobrze wiem ,ze nie skłamała mam niezbite dowody
        (dalej nie rozumie)w koncu napisałam mu ze bardzo cierpie ,ze od 2 dni nic nie
        jadlam , powiedział ze tez cierpi , na koneic umówił sie jutro na rozmowe -nie
        wiem co mnie czeka.. :( dalej cierpie... wiem , ze musze byc jutro twarda...nie
        okazac emocji , stosuje taktyke pollisa :) Marcus odezwij sie jeszcze bo
        chiałabym znac reszte tej Twojej historii.... juz mi troszke lepiej , ale tylko
        troszke ...lecz to zawsze coś!

        • tanika Re: tragiczna milosc.. 22.04.04, 14:37
          witaj Lauro,
          czytam i nie wierze własnym oczom,
          moja rozmowa z moim m wygladała identycznie
          te same pytania z mojej strony: dlaczego? co było nie tak między nami, ze
          musiał spotkać się z inną kobietą? czego mu brakuje? i o co w tym wszystkim
          chodzi?
          i jego odpowiedzi: że to wszystko nieprawda, ze z nikim nie był, ze nadal mnie
          kocha i ma już dosć tych pytań
          To wszystko jest takie cholernie banalne my chcemy znać prawde i w jakiś sposób
          się z nią uporać a ich nie stać nawet na szczerość
          dla mnie w tej chwili najważniejsza jest prawda jaka by ona nie była, chce się
          wreszcie dowiedzieć co naprawdę się stało i dlaczego
          nie mam juz siły dalej tego ciągnąć, trwa to juz trzy tygodnie ciągłych
          kłamstw, zapewnień o niewinności pomimo niezbitych dowodów - wynają pokój w
          hotelu dla dwóch osób
          jego tłumaczenie są tak nieprawdopodobne i pękają jedno po drugiej jak bańki
          mydlane
          najbardziej mnie boli, ze nie ma dla mnie na tyle szacunku zeby powiedzieć mi
          prosto i otwarcie co się stało
          Tak jak w Twoim przypadku mieliśmy wspólne plany, dom (w budowie), dzieci,
          rodzina i wszystko to skończyło się jednego pięknego dnia.
          Nie wiem juz jak z tym walczyc, co zrobic, łykam tabletki zeby móc spać, nie
          jem nic całymi dniami i marze o tym dniu kiedy nie będe się budzic ze strachem
          jak przezyje następny dzień
          Troche to wszystko haotyczne ale nie moge pozbierac mysli,
          trafiłam tu dopiero dzisiaj szukając jakiś informacji o dobrym psychologu w
          Poznaniu i troche mi ulżyło po przeczytaniu Waszych wypowiedzi
          Zycze nam wszystkim duzo siły
    • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 20.04.04, 22:09
      Droga Lauro! Cieszę się że znowu mogę Ci coś odpisać odkąd znalazlem ten wątek pilnie śledzę wszystko co tu sie pisze.
      Trochę mnie zdołowała, jeśli mozna jeszcze bardziej, wypowiedź Marty ale muszę w tej chwili w coś wierzyć bo inaczej nie byłbym do niczego zdolny.Pocieszam sie że jeśli nawet jest jak mowisz to w tej chwili chcę o nią walczyć,tym bardziej że nie wierzę że nic do mnie nie czuje. Mam nadzieje że jeśli to wszystko trochę okrzepnie to zrozumie że straciła coś waznego. Zrozumie że praca nie da jej wszyskiego. Myślę że to tylko musi trochę czasu upłynąć żeby zdała sobie z tego sprawę .
      Podobno zanim mnie poznała była b. skryta osobą nawet jak ze sobą byliśmy czasami musiałem długo coś od niej wyciągać, ale myślę że to jest spowodowane tym że życie dało jej w kość, straciła ojca. To przezycie chyba dało jej tą siłę kórej mnie brakuje.
      Wiem że tak podobno jest w związkach że po jakims okresie mija pierwsze zauroczenie i wtedy może przyjść kryzys, różnie długo to może trwać może u mnie kryzys to właśnie teraz.
      Pzypominam sobie różne sytuacje z naszej przeszłości to jak się zachowywała i nie wierzę że uczucie mogło sie tak nagle skończyć.Chyba że się tak świetnie maskowała.
      Jeszcze 3 tyg. temu (kiedy byliśmy w tej "mojej separacji") kiedy się zobaczyliśmy powiedziała że jeżeli mamy byc razem to musimy razem zamieszkać i ja miałem szukać mieszkania w mojej miejscowości.
      A teraz nagle... Nie wiem coś jej się chyba poprzestawiało w głowie?
      Mam u niej kilka rzeczy muszę je odebrać chyba poczekam z tym troche, nie dzwoniąc( choc czasami bardzo chcę - i to znowu swiadczy o mojej słabości) a po tem zobaczymy.
      Najgorsze jest to że robi sie naprawdę ciepło, zrobiłem sobie maly spacer dziś i wszystko pachnie a mnie tak bardzo chce się pójść z nia do parku.Nie wiem jak wytrzymam ten czas chyba tylko praca i komputer...
      Lauro jakbyś mogła napisać coś o tym jak to było kiedy rozstaliście się poprzednio, jak było z powrotem do siebie,jak wytrzymałaś to pół roku,
      boje sie że może to już nie będzie tak samo.
      Zresztą chyba już nigdy nie będzie tak samo...
      Ale tak łatwo nie moge i nie chcę z niej zrezygnować.
      Trzymam kciuki za Ciebie Lauro jutro musisz mieć dużo siły, łatwo się mówi wiem...
      Nie wiem jakbym się zachował na twoim miejscu bo nie potrafie wyobrazić sobie jak ona mnie zdradza wiem jedno ból byłby straszny ale chyba... no nie wiem...
      Nie rozumiem takich facetów. Ale wysłuchaj co ma do powiedzenia.
      Czekam na dalsze listy. Pozdrawiam gorąco.
      • kohanek dramatyzujesz lauro 20.04.04, 23:58
        Marcus dopiero ma problem bo dziewczyna z nim skonczyla. Ty natomiast
        odrzucilas faceta bo mial z kims moze seksualny uklad. NIe slyszalas o tym ze
        faceci sa poligamiczni? Ze potrafia kochac zone majac na boku rozne numerki??
        Wiesz ilu facetow to robil, a zona zyje w blogiej niewiedzy???

        Nie tragizuje - albo pokochaj go wiedzac ze ma takie zapedy, albo szukaj kogos
        kto ich nie ma.
      • czarnywujek Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 15:49
        hej Laura & Marcus
        mam podobną jazdę do waszej. tzn. moja ukochana, z która byłem 6,5 roku od
        jakiegos czasu zaczela sie zamykac w sobie. mniej wiecej od 5 miechów jest juz
        kompletne dno. ona ma wlasne mieszkanie i w poprzednim roku mialem sie do niej
        wprowadzic, czego w koncu nie zrobilem - w sumie spieprzylem sprawe bo ciagle
        mi cos nie pasowalo wiec na zmiane przywozilem/ zabieralem swoje rzeczy.
        głownie chodzilo mi o sex, co go za malo bylo
        wiec z tego punktu widzenia troche mojej winy jest. ale od ładnych paru
        miesiecy przyjąłem inne podejscie - zrozumialem ze ona jest dla mnie zbyt wazna
        i wszystkie problemy mozna wspolnie rozwiazac, rozumiecie - taki konstruktywny
        approach.
        no i co? i dupa. bo wyobrazcie sobie kurna ona wtedy stwierdzila ze jej juz
        teraz jest super dobrze samej, ze czekala na mnie za dlugo... oczywiscie nie
        chciala sie ze mna rozstac. ale powoli zaczela sie odsuwac. co gorsza, i tu
        mamy sytuacje podobna do Twojej, Marcus, zaczela dazyc do zmiany sytuacji
        zawodowej. bo jej sie obecna praca nie podoba, bo jak to wyksztalcona laska + 3
        jezyki i 5 olimpiad moze szefowi kawe robic i pomarancze obierac itd. wiec
        rzucila sie w wir nauki, siedzi caly czas i dziobie , mysli tez o zdawaniu na
        aplikacje dyplomatyczna, a to oznacza ze bedzie cale zycie jezdzic po calym
        swiecie. krotko mowiac nie ma miejsca na mnie w tym planie pieknym.
        ostatnio widzielismy sie w poprzedni poniedzialek, powiedziala ze chce sobie na
        kajaki w majowy łikend smyrgnąć a 1 maja ma urodziny. ja na to - to co nie
        spedzimy razem twoich urodzin? ona - wyglada ze nie. powiedziala tez ze chce
        spedzic troche czasu z ludzmi bo ja nie jestem zbyt rozrywkowy. co byc moze
        zreszta jest prawda,hehe, jak czlowiek z depresja, nerwica i calym tym syfem
        moze byc szczegolnie rozrywkowy.
        od 9 dni nie odzywa sie, ja juz nawet nie czekam, przez te 5 miesiecy dna
        przyzwyczailem sie do tego stanu niestety.
        mysle ze to juz koniec ale jednak strasznie mnie mecza te wspomnienia, w kazdej
        prawie kobiecie ją widze, no rozpacz.
        mysle ze jak to sie oficjalnie skonczy to zwariuje chyba.
        w kazdym razem łacze sie w bólu i, jak to ktos mądry juz na tym forum
        powiedzal, współodczuwam.
        buziaczki dla wszystkich
        • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 21:04
          Hhahaha jak porazka, zadzwonił , ze dzis nie moze przyjsc bo cos tam mu
          wypadło ....to mnie dobiło na początku , ale teraz jakos smiac mi sie
          chce ...wziełam kolejna porcje prozaka i luzik i tak ma byc!!!czuje sie ok , i
          jestem górą niech sobie on teraz lata za mna , choc nie wiem czy bede miec dla
          niego czas...tyle randek juz mnie czeka:)Mam nadzieje ze mi to nie przejdzie i
          głowa do góry wszyscy zdesperowani! Nie warto wspominac dobrych chwil , bo sami
          sie ranimy , no i oczywiscie warto wybrac sie do specjalisty jak ja i rozmawiac
          i pisac o tym caly czas!!!
          • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 23:32
            Dla wszystkich zdesperowanych ogromne buziaki i posłuchajcie sobie
            piosenki :Eamon " I Don't wont you back" jest super troche na duchu sie lzej
            robi ! a dla tych co nie pomaga sama moja perswazja radze zszybko wybrac sie do
            specjalisty i wspomóc cierpienie ,i na 100% bedzie ok obiecuje...
          • desperacja Re: tragiczna milosc.. 22.04.04, 08:28
            ja tez nie rozumiem czemu uparlas sie na faceta, ktory z natury zdradza.
            wyjdziesz za niego to gwarantuje ze to samo bedzie robil, tylko wtedy bedziesz
            w duzo gorszej sytuacji.

            Zwiewaj poki czas, bo potem sama siebie bedziesz mogla winic.
    • zdesp2 Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 00:14
      faktycznie to taki rodzaj faceta. Wyjdziesz za niego i jaka masz gwarancje ze
      sie zmieni? Moze poprostu nabedzie lepszej taktyki by sie z tym ukrywac. PO co
      tobie taki facet?
    • rawita Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 12:48
      a może to po prostu jakieś nieporozumienie? jesteś naprawdę na 100% pewna, że
      Cię zdradził? może wyciągasz pochopne wnioski? ale tak swoją drogą, jak słyszę,
      że poligamiczną naturę faceta trzeba zaakceptować to nóż mi się w kieszeni
      otwiera.
      • robertoniro Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 13:48
        rawita napisała:

        >> że poligamiczną naturę faceta trzeba zaakceptować to nóż mi się w kieszeni
        > otwiera.

        nosisz noz - dresiarka? brrrr
        co do zaakceptowania, to nikt jej nie kaze akceptowac, wrecz przeciwnie. Nie
        odpowiada jej, wiec niech szuka innego typu faceta.
    • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 14:15
      Witam , czekam własnie na to spotkanie chce wypasc dobrze i chce zeby nie
      wiedział jak cierpie , to takie trudne... ma byc za godzine a dla mnie to
      wiecznosć! Wszytsko zalezy od dzisiejszego spotkania -wszystko!Wczoraj caly
      dzień spędzilam w domu , rozmawialam z mamą , siostrą , bylam podbudowana ale
      czuje ze znowu ogarnia mnie tęksnota i to taka wielka....Marcusie jakies 2 lata
      temu przezylam z nim rostanie, nagle nie przychodzil, dostawalam dziwne smsy ,
      ze ma duzo nauki bo ma egzaminy na studiach , ze mam sie nie martwic itp ,
      trwało to tydzien , w koncu postanowilam isc do niego wyjasnic sprawe , odwiózł
      mnie do domu mówiąc, ze jutro przyjedzie...i nie przyjechał , zadzwoniłam do
      niego i uslyszalam, ze cos wygaslo .Wtedy swiat mi sie zawalił , zaczelam robić
      głupie rzeczy , chodziłam po dyskotekach , zmienialam facetow co tydzien , bo w
      zadnym sie nie moglam go doszukac , chodzilam do niego i prosilam o powrót(ale
      bylam glupia) ale oczywiscie go to odpychalo nie przyciągalo .Nie wiem chyba
      los tak chcial mi pomóc ale dostalam prace , którą od dawna chcialam dostac i
      tez mi bardzo pomogla , mialam codziennie kontakt z nowymi ludzmi , czas zajęty
      i przestalam juz tak o nim myslec ....przestałam dzwonić i chodzic za nim -no i
      nagle pewnego dnia zajawił sie jako przyjaciel, chcial tylko sie ze mna
      spotykac i tak bylo -ale dobrze wiedzialam ze chce byc przy mnie...w koncu mu
      wybaczylam i zostalismy z nowu razem , ale wtedy mówiłam mu , ze jak zrobi to
      jeszcze raz kiedys to ..... No nic czekam na niego , opisze wszystko jak bedzie
      po...buźka
    • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 23:28
      Witam Cię Lauro i witam wszystkich!
      Dziś cały dzień byłem w pracy i nie miałem możliwości śledzić co się tu dzieje,
      dopiero wrociłem i strasznie byłem ciekawy jak tam Twoja rozmowa Lauro.
      I co widzę nie przyszedł!!! Po prostu nie miał odwagi spojrzeć Ci w oczy.
      Wiesz to przykra prawda ale jednak chyba nie warto zawracać sobie nim głowy.
      To dobrze że lepiej się czujesz, tak trzymać.
      Powiem Ci ,że ja też dziwnie dobrze się dziś czułem najpierw z rana było żle, potem pogadałem w pracy z jedną osobą, z drugą i było coraz lepiej. Najpierw piękna dziś pogoda i kwitnące drzewa przypominały mi o spacerach z nią , a potem jakoś o tym zapomniałem.Może mnie już odbiło, w każdym razie byloby genialnie nagrać sobie ten nastrój jaki mam teraz i odtworzyć jutro czy jak mnie znowu dopadnie...
      Podstawa to starać się nie przypominać sobie sytuacji z przeszłości to cholernie trudne kiedy wszystko kojarzy się z tą osobą, ale dziś mnie się udawało. Zaznaczam że nic nie biorę no poza tym że odkąd sie rozstaliśmy to
      muszę sie napić drinka lub dwa wieczorem.
      Poza tym słuchałem dziś muzyki w kółko tą samą starą kasetę z pozytywnymi kawałkami Brand New Heavies którą nagrałem sobie parę ładnych lat temu
      i od tej pory nie słuchałem.
      Masz Lauro teraz dobre podejście pewnie niech on lata teraz za Tobą , a jak
      nie to myślę że nie było warto, poza tym tak jak napisał(a) zdesp -
      to taki typ faceta co by było gdyby tak miała wyglądać wasza sytuacja po ślubie??
      I szlag mnie trafia jak Zoltanek pisze że faceci są poligamiczni i można zaakceptować taki układ!!!
      W 100 % zgadzam się z Paradiso.
      Mnie wszyscy podtzymują na duchu, dużo mi daje pisanie tutaj i rozmowa o tym z ludżmi nie wiem bo troche mam opór jednak przed takim całkowitym
      wywewnętrznianiem się np. koleżance z pracy ale jak to zrobiłem to jest mi lepiej i tylko to się liczy.
      Poza tym wszyscy mi mówią że mam dobry plan niech ona trochę odpocznie,
      zobaczy co straciła, bez telefonów ona musi pierwsza zadzwonić.
      Zobaczymy ile to potrwa... a potem zobaczymy, nie jest już przecież nastolatką
      wielu naszych znajomych się pobrało, mają już dzieci jej będzie trudniej
      znależć kogoś niż mnie... eeh tak sobie to tłumaczę.
      Wspólczuję Ci Czarnywujek skądś to znam kurcze ale z tego co piszesz była w tym też trochę twoja wina. U mnie ona sama powiedziała że nie ma w tym mojej winy
      i ja tez o tym wiem. Ktoś mi powiedział dziś że nigdy nie wolno pokazać drugiej osobie calego siebie i tu chyba był mój błąd ona wiedziała że jestem w niej
      zaślepiony. Może była zbyt pewna mnie.
      Trzymajmy kciuki za siebie, kładę sie spać w miarę dobrym nastroju i chciałbym
      żeby jutro było tak samo.
      Pozrawiam Was.
      • pollka Re: tragiczna milosc.. 21.04.04, 23:38
        marcus115 napisał:

        > dopiero wrociłem i strasznie byłem ciekawy jak tam Twoja rozmowa Lauro.
        > I co widzę nie przyszedł!!!

        Oj czemu przesadzasz sprawe? Gdzie ona napisala ze nie przyszedl?
      • czarnywujek Re: tragiczna milosc.. 22.04.04, 15:13
        chłopie masz racje z tym "nigdy nie wolno pokazać drugiej
        > osobie calego siebie i tu chyba był mój błąd ona wiedziała że jestem w niej
        > zaślepiony. Może była zbyt pewna mnie.
        to jest absolutnie wkurwiająca prawidłowość, wiele osob to potwierdza. u mnie
        bylo to samo, jak ja widzialem ze jej strasznie zalezy to mi sie odechciewalo.
        a teraz mam za swoje.
        przy okazji, moze mi ktos pomoze bo jest dylemat:
        jak pisalem wczesniej ona do mnie nie dzwoni od 9 dni. dzisiaj strasznie mi sie
        zachcialo ją usłyszec, czuje ze do niej zadzwonie. wydaje mi sie ze nie
        powinienem, niech posiedzi, pomysli, moze cos mądrego wymysli i sie odezwie.
        z drugiej strony mysle ze warto zadzwonic i to skonczyc po prostu.
        ale wtedy to juz alkoholizm pewny.
        co myslicie

        • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 22.04.04, 19:21
          Witam czarnywujek. Pewnie że mam racje,
          tylko że mnie o tym tez musiał ktoś powiedzieć
          konkretnie koleżanka z kilkunastoletnim stazem
          małzenskim.
          Nie wiem co Ci doradzić, ja tez tak miałem
          i pewnie będę tak miał, nadal jak dzwoni tel. to dostaje dziwnego
          skurczu serca w nadziei że to ona. Na razie czuję sie
          jak na jakiś prochach jestem strasznie naładowany
          w miarę pozytywnie (kurde chyba mi do końca odbiło).
          Wiem tylko że ja po dwóch dniach nie wytrzymałem i zadzwoniłem do niej
          - masz to opisane wyżej - tylko po to by się wyżalić i może usłyszeć
          coś od niej, trochę mi to pomogło.
          W twoim przypadku Wy formalnie jeszcze jesteście ze sobą,
          ale z tego co piszesz ja znajduję wiele analogii u siebie i wiesz
          jak sie to skończyło...
          Chyba powinieneś zadzwonić i wyjaśnijcie sobie jak to jest,
          ja wiem że Ty to odwlekasz by nie usłyszeć "magicznego"słowa - koniec
          ale podobno "czekanie na śmierć jest gorsze od niej samej"
          Sorry tym na pewno nie podniosłem Cię na duchu...
          Napisz jak zadzwonisz.
    • laura_21 Po rozmowie... 22.04.04, 14:24
      Wlaśnie pojechał i jeszcze nie umie zrozumiec....nie potrafił sie przyznac! -
      Czy naprawde są tacy ludzie?! , którzy nie chcą sie przyznac a wiedzą , ze
      kłamią!? Nie moge zrozumieć , ani pojąc tego , czy on musi mnie ranic jeszcze
      teraz.....powiedział, ze bedzie do mnie przyjezdzał nawet jakbym miała go nie
      wpuscic , bo jest niewinny! ja wiem , ze nie i chyba teraz wszsytko mi
      przeszło -ta cala miłosc (tak w tej chwili czuje) , bo to co teraz
      zaprezentował było załosne, to poprostu teatr, a ja bardziej wole życie
      realne....
      • tanika Re: Po rozmowie... 22.04.04, 16:20
        lAURO,
        ja próbuje dowiedziec się prawdy od trzech tygodni
        i chociaz mam niezbite dowody to chce usłyszeć to od niego
        uważam ze powinien miec na tyle odwagi i szacunku dla mnie,
        zeby sie przyznac i odpowiedzieć DLACZEGO?
        Te kłamstwa są chyba najbardziej okrutne i wykańczające psychicznie
        niby mam pewność ale jescze się łudze
        i słysząc te jego ciągłe zapewnienia o miłości i wierności
        nie jestem w stanie powiedzieć - wyprowadz się
        dzisiaj kolejna rozmowa, kolejna ostateczna
        mam podjąć decyzje czego chce on twierdzi ze przyjmnie
        kazda kare (chociaż tego nie zrobi) i nie zrezygnuje tego związku
        to takie cholernie podłe i załosne
        nie mam juz siły i motywacji
        chce wreszcie wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi!!!
      • marcus115 Re: Po rozmowie... 22.04.04, 20:05
        Witaj Lauro!
        Kompletnie nie rozumiem tego faceta
        i albo jest z niego cholerny tchórz i hipokryta
        albo... nie wiem czy naprawdę masz niezbite dowody?
        Czy możesz wierzyc tej osobie która do ciebie zadzwoniła?
        Moze go skimś pomyliła i co on własciwie robił?
        Wiesz to niesamowite ale nasze nastroje zmieniaja sie tak samo
        nie wiem czy to po tych rozmowach tutaj(na pewno),pracy w której mam
        dużo zajęć, ale mam podobny nastrój jak ty jakoś mi jest w tej
        chwili obojętne wszystko obojętne...
        Wiem tylko że gdybym ją zobaczył lub pojechał do niej pod dom to
        wszysko by wrociło.
        Kurcze staram sie nie myslec o niej i wkręcam sie w wir pracy,
        chyba wiem co ona czuła nie mając mnie obok siebie,tylko na telefonie,
        i mając dużo spraw na głowie...
        W tej chwili mi jej nie brakuje! Ale jak tylko sie zatrzymam
        i przyjdzie wolna niedziela to będzie więcej czasu na myślenie.
        Ha, ha tylko jeśli ona też tak ma to w tej chwili tez nie myśli o mnie
        Nawet jestem tego pewien.
        Nic na razie tak sobie myśle zeby zając czymś głowę że jak nic z tego
        nie wyjdzie to zamiast wspólnego mieszkania kupie sobie samochód...
        Przynajmniej gdzieś sie ruszę, ale to na razie takie plany.
        Pozdrawiam trzymaj się!
        • laura_21 Re: Po rozmowie... 22.04.04, 20:46
          Mam niezbite, kolezanka go widziała i zadzwoniła do mnie ze go widzi jak idzie
          z inną dziewczyna pod ręke , a konkretnie byli nad wodą w innej
          miescowosci ..oczywiscie ja zaczełam dzwonić na komórke do niego(słyszłam szum
          wody) i powiedziałam zeby przywiózł mi moje rzeczy i jeszcze pare wyzwisk
          rzuciałam w jego kierunku , na to on odpowiedzial tylko dobrze tak , tak
          rozumie- udawał , ze ze mna nie rozmwia!bo był z tamtą dziewczyna i nie chciał
          wpadki...Dzis poprostu wypierał sie jak mógl , nie moge tego zrozumiec i juz az
          mi sie to znudziło , bo ile mozna myslec o jednym i tym samym ...chodze jak
          oszołomiona, nie wiem czy płakac czy smiać sie , to chyba jest jeszcze gorsze
          niż wczesniej.....moze jestem spokojniejsza ale za to nieobecna dla
          nikogo...nie chce sie za daleko oddalic bo moze byc za późno ...
      • marcus115 Re: Co tak tu tak cicho! 23.04.04, 00:31
        marcus115 napisał:

        > Właśnie skończyłem małego drineczka i jest nieźle
        > Odezwijcie sie! Ktokolwiek...


        a jak nie to spotkamy się jutro
        tzn. dziś... o cholera zasiedziałem sie przy tym kompie
        • czarnywujek Re: Co tak tu tak cicho! 23.04.04, 16:46
          hej Marcus i reszta - ponure bractwo,
          drineczki sobie walisz powiadasz, i co, pomaga?
          hehe ja ostatnio nie bardzo pamietam dnia, ktory by sie skonczyl bez alkoholu.
          kiepawo to wyglada.
          co do mojej "pani" to nie zadzwonilem. mowie wam, jak slysze jej zimny,
          obojetny glos robota, to mi sie chce walic głową w sciane albo normalnie kogos
          zachlastac.
          cos mi sie zdaje ze to chyba niezdrowe objawy są...
          oki, nie przedłuzajmy tych smutków, milego weekendu wszystkim, ja jade na wies
          i zaszywam sie w lasach.
          • marcus115 Re: Co tak tu tak cicho! 23.04.04, 20:37
            czarnywujek napisał:

            > co do mojej "pani" to nie zadzwonilem. mowie wam, jak slysze jej zimny,
            > obojetny glos robota, to mi sie chce walic głową w sciane albo normalnie kogos
            > zachlastac.
            > cos mi sie zdaje ze to chyba niezdrowe objawy są...
            > oki, nie przedłuzajmy tych smutków, milego weekendu wszystkim, ja jade na wies
            > i zaszywam sie w lasach.


            He, he no to chyba rzeczywiście nie są dobre objawy
            ale ja też jak sobie przypomnę minę "mojej pani" i jej
            oczy kiedy mi to mowiła to...
            Zyczę pogody i chwili zapomnienia,
            kurcze też bym gdzieś wyjechał!
    • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 23.04.04, 18:07
      Mam tego dosc! dzis pół dnia sie męczyłam i szukalam pretekstu , zeby zadzwonić
      do niego... była pewna , ze moze on zadzwoni , napisze cos na gg ....mój
      entuzjazjm juz wygasł i znów załamka..
      • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 23.04.04, 20:11
        Trzymaj się Lauro! Będzie u nas jeszcze nie raz
        ochota żeby po prostu zadzwonić ale myślę
        że to nie jest dobry pomysł (przynajmniej na razie).
        Pamętaj, pisałaś że to on miał do Ciebie
        przychodzić nawet gdy ty go nie wpuścisz...
        A on się nawet nie przyznał, niech on teraz
        dzwoni albo pisze.
        Posłuchaj sobie czegos fajnego,
        spróbuj przypomnieć sobie swój nastrój z
        wczoraj pa...
        • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 23.04.04, 20:52
          Marcusie racja wiem powinnam myśleć pozytywnie...i wiem , ze mamy ta siłe ,
          choc jak widac czesto zmieniam zdanie , ale to chyba lepiej , ze nie jest cały
          czas tak samo-tak bardzo źle! Mój dobry nastrój potrafi teraz zniszczyć byle
          co! a to bzdura , dlaczego ja tak cierpie a on potrafi żyć!
    • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 23.04.04, 20:42
      Niestety mój stan jest fatalny , jest gorzej niz myslam, ze bedzie, teraz
      własnie teraz naprawde nie chce życ ! tabletki , które biorę działają chyba na
      odwrót (Bioxetin) , na początku to sobie wmówiłam , ze jest ok , teraz juz tego
      nie potrafie...jak to mozliwe , jednak nadal wierze i nadal bede sie modlic!
      • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 23.04.04, 22:02
        Nie poddawaj się Lauro!
        Tak jak napisałem wcześniej będzie niestety
        jeszcze dużo takich upadków i wzlotów w nastroju
        musimy to wytrzymać. Pomyśl że cały czas tyle osób
        myśli o Tobie... I jeśli daje Ci to siłę to módl
        się i pisz tutaj.
        Mnie natomiast nie daje w tej chwili spokoju
        to, że ona pewnie teraz wcale o mnie nie myśli
        i mam nadzieję że tak nie jest
        Wytrzymaj!

        • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 06:37
          Dziekuje Marcusie, ale mi jest cieżko z tego względu , ze on cos do mnie
          czuje?! , w czwartek jak byl mówił, ze chce sie spotykac itp, dzis juz jak
          pisałam późno w nocy twierdził ,za ma dzis ciezki dzien, budowa (hahah tylko
          przeciez w takie ulewy nic nie buduja), w ogóle jak mnie zobaczył na gg to od
          razu sie schował....I zobaczylam to co powinnam , to nie zadna milosc ,to
          jakies przywiązanie , a on nie wie jak bardzo mnie rani jak twierdzi, ze mnie
          kocha ...Jak zawsze spowodowalo to u mnie lawine placzu, ale po paru godzinach
          snu i po przemyśleniu stwierdzam ,ze nie bede juz pokazywac , ze mi zalezy ,
          musze pokazywac swoją sile , a nie , ze jestem malą dziewczynką pozostawiona na
          pastwę losu i sobie nie poradze........Jak myslicie on mnie kocha???(tylko na
          to pytanie nie znam prawdziwej odpowiedzi)i to mnie meczy strasznie....trzeba
          tez brac pod uwagę zdrade.... odpiszcie jakie sa Wasze zdania na ten temat i
          czy warto mi wlaczyc, czy po prostu odpuscic ....
    • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 06:53
      Ach dobije juz do 65 odpowiedzi hahaha, jeszcze chciałam dodać, ze taka piekna
      sloneczna pogoda mnie dobija...odbiera mi checi do zycia....ja pod wieczór sie
      najlepeij teraz czuje...denerwują mnie spacerujące pary, denerwuje mnie nawet
      cwierkanie ptakow hahah i dzis jest deszcz i juz mi 100x lepiej!
      • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 21:19
        Ja również czuję się lepiej wieczorami,
        podobnie jak Ciebie piekna pogoda dołuje mnie
        przypomina mi nasze wspólne wyjazdy, chcę iść
        wtedy z nią na spacer...ehh...
        Trudno odpowiedzieć na pytanie które zadałaś,
        ja obecnie sam mam z tym problem czy ona mnie
        kochała czy to już było od pewnego momentu
        tylko przywiązanie i z mojej strony też?
        Bo im więcej czasu upływa (dziś minął tydzień)
        tym większe mam wątpliwości.
        Ale i tak strasznie bym chciał żeby się do mnie
        odezwała bo ja nie zrobię chyba tego pierwszy.
        Pozdrawiam!
    • carlabruni Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 10:48
      Droga Lauro.
      Powinnaś uwierzyć, że koniec czegoś jest początkiem czegoś nowegi(nie mam tu na
      mysli początku Twojego cierpienia).Nie znam tak dokładnie przyczyn waszego
      zerwania.Znam je tylko z opisu i stwierdzic muszę, że ten facet zupelnie nie
      jest Ciebie wart. Już raz mu przecież wybaczylaś zdrade. D5rugi raz nie
      powinnaś tego robić.Samo jego stwierdzenie, że powinnaś sie leczyć świadczy o
      braku szacunku do Ciebie. Być może ten związek był poważny, ale tylko dla
      Ciebie.Wiem, że to brutalne co teraz pisze, ale właśnie tak myślę.Stare
      pożykadło mówi, że czas leczy rany i uwierz mi coś w tym jest.Uwierz mi, że
      caeka Cie ciekawa przyszłość u boku....... kogoś innego. Kogoś kto bedzie Cię
      szanował. Wiem, że brzmi to jak przepowiednia, ale nie pozostaje nam nic innego
      jak tylko wierzyć, że kiedyś będzie lepiej. Życzę Ci tego z całego serduszka.
      Jak coś to służe pomocą. Pozdrawiam Cię gorąco.
      • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 14:39
        Dziekuje Carlabruni ,wiem on nie jest mnie wart ale boli mnie to , ze on
        np:moze sobie to tak tłumaczyć ,ze kocha mnie , chciał takiej małej odskoczni a
        teraz woli do mnie nie wracac , zeby mnie wiecej nie ranic! Ale chyba to
        zalosne co wymysliłam , bronie go przed samą sobą , nadal cierpie , jeszcze
        napisze napewno.... caluski
        • katja Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 23:11
          laro-21, czytam twoje posty i tak mi smutno, bo niedawno ja przezywalam cos
          podobnego, ale juz jestem na lepszej drodze , 8 miesiecy minelo a dzis
          spojrzalam na koncercie w czyjes blekitne oczy i poczulam jak mi sie zrobilo
          goraco na sercu. I ciesze sie , ze zaczynam dostrzegac innych facetow, jestem
          na dobrej drodze.
          Nie wybaczaj zdrady , one beda sie powtarzaly, jeden pierwszy raz zawsze trzeba
          dac szanse , ale jeszcze raz? I potem znow ?
          Nie udawaj dzielnej,nic na sile...przeciwnie placz, wrywaj sobie wlosy z
          tesknoty, pisz listy do niego z wyzwiskami i drzyj je potem , ja nawet podarlam
          wszystkie prezenty -albumy od niego , pocielam bluzki i inne rzeczy, ktore
          dostalam, potem ogarnal mnie smiech i to przynioslo mi ulge
          Jestem z toba , trzymaj sie dzielnie, a ten chlopak to ulomniak emocjonalny,
          olej go!
        • carlabruni Re: tragiczna milosc.. 24.04.04, 23:53
          Droga Lauro wierz mi, że jeśli ktoś kocha to chce być z tą ukochaną osobą bez
          względu na wszystko. Nie wytłumaczy się tego że ktoś potrzebował odskoczni i
          nagle chce wrócić na stare śmiecie. Pozdrawiam Cię słonko.
    • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 25.04.04, 12:12
      Witam!
      No dziś to mam maksymalnego doła!
      Odkryłem że po prostu nie mogę miec nawet
      chwili wolnej bo dopadają mnie myśli i
      nie wiem co z sobą począć.W tygodniu było
      lepiej.
      Leżałem dziś rano w łóżku i nie chciało mi
      się wstać, myślałem o niej i zdałem sobie sprawę
      że tak byłem zaślepiony uczuciem do niej że nie
      zauważyłem kiedy u niej to się skończyło.
      Ale zacząlem sobie przypominać pewne szczególy z
      przeszłości i wszystko mi już pasuje...
      Ona powiedziała mi że juz nic do mnie nie czuje
      i teraz wiem ze powiedziała prawdę.
      W tej sytuacji nie wyobrażam sobie jak miałbym
      jeszcze o nia walczyć...
      Niech to wszystko szlag trafi...
      • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 25.04.04, 12:55
        Macie racje!Juz wiem ,ze on bedzie całe zycie zdradzał , ze spędzanie z nim
        zycia to skazanie sie na cierpienia! Wczoraj jeszcze myslałam o nas inaczej ,
        wiedziałam , ze nie moge zadzwonić ,jednak intuicja mi tak silnie
        podpowiadala , ze jest z nią ....zadzwoniłam i komorka była wyłączona-
        wiedziałam! jest z nią ,wpadłam w szał , poczułam taką nienawisc obrzydł mi
        totalnie , pózniej tez chciałam sprawdzic czy odbiera -wyłączał mnie ....robił
        juz to specjalnie! po jakiejs godzinie prób odebral-powiedziałam mu ,ze to jest
        dla mnie dowód kim on jest i wlasnie stracil ostatnie swe kolo ratunkowe,
        powiedzialam zeby oddał mi moje rzeczy , bez zadnych emocji od niego
        uslyszalam ,ze dostane w sowim czasie i gdzie ja teraz jestem. Nogi mi sie
        ugiely bo naprawde myslałam , ze mnie jeszcze kocha , a on mówiąc i pisząc to
        dalej do niej jezdzil........Ja zrozumiałam , w koncu otworzylam oczy......jest
        jescze ogromny zal i smutek ale to minie ja to wiem!
        • carlabruni Re: tragiczna milosc.. 25.04.04, 14:10
          Droga Lauro.
          Widzisz jakim jest bezczelnym typem. Nie dość, że nie odbierał telefonów,
          wyłączał się to jeszcze stawiał warunki gdzie i kiedy odda Ci Twoje rzeczy.
          OOOOOOO nie na takie traktowanie nie możesz Sobie pozwolić. Teraz to Ty stawiaj
          warunki gdzie i kiedy!!!!! Przepraszam, że tak piszę, ale w tym momencie nie
          przychodzi mi nic innego. Facet jest po prostu ostatnim chamem i tyle, a Ciebie
          serdecznie pozdrawiam. Myslami jestem z Tobą i bardzo Cię wspieram.
        • marcus115 Re: tragiczna milosc.. 25.04.04, 14:46
          Bardzo Ci współczuję Lauro teraz własnie zobaczyłaś
          na co go stać
          Smutne jest to że
          w ten sposób kończy się coś co z założenia
          miało być takie piękne i miało dawać tyle
          szczęscia i siły na resztę życia.
          To bardzo smutne... ale jak piszesz to minie!
          • laura_21 Re: tragiczna milosc.. 25.04.04, 15:33
            Dziekuje za te magiczne slowa....bardzo dużo dla mnie znaczą! Wpadłam wlasnie
            na pomysł , ze jezeli ktos chce porozmawiac a nie pisac moze do mnie zadzwonic
            na skype szukając inez20 ! chetnie porozmawiam , to naprawde duzo daje !
      • zrozpaczona5 Re: laura i marcus 25.04.04, 19:01
        Witajcie. Rozumiem co przeżywacie. Ja równiez nie mogę sobie znaleźć miejsca.
        Mam doły jak nigdy. Niedawno zakończył mi się ponad sześcioletni związek.
        Najlepsze jest to że ja go kocham bezgranicznie.....a on stwierdził, że mnie
        juz po prostu nie kocha. Chyba nadal jestem w szoku. Nie chce mi się opisywać
        tej historii na forum publicznym, ale jak by ktoś chciał pogadac proszę o maile
        albo możemy wymienic numery gg. Serdecznie pozdrawiam:(

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka