Dodaj do ulubionych

Nie potrafię cieszyć się życiem

14.01.08, 22:08
Od kilku lat mam depresje, czasem bardziej się nasila czasem niej ale
towarzyszy mi zawsze.
Od ok. roku zaczynam widzieć że działa to destrukcyjnie na mnie.
Cały czas chodzę spięty, mam bezsenność, cały czas się boje. Boje się
wszystkiego, że nie będę miał pracy, że zachoruje na coś, że odejdzie ode mnie
dziewczyna.
Jestem w stałym związku, nie współżyjemy ze sobą, ona ma straszne bóle,
obecnie studiuje ale nie imprezuje, nie biorę narkotyków, sporadycznie trafiam
na imprezy.
Jestem sztywniakiem o znaczy że mam swoje ideały, porównując z fanatycznymi
katolikami chodź jestem ateistą, nie toleruje większości zachowań społecznych
dlatego ciężko mi jest się odnaleźć w społeczeństwie.
Od ok. 5 lat cały czas jestem nieszczęśliwy, nic mi nie pomaga, zupełnie nic.
Chodziłem na terapie ponad rok, ale z perspektywy czasu widzę że nauczyłem się
lepiej kontaktować z innymi, być asertywnym itp. a poza tym udawać że wszystko
jest ok. Głęboka depresja, stany lękowe, 30 minut później spotkanie z
dziewczyną i uśmiech na twarzy, bo po co wkoło powtarzać że jest mi źle.
Spotkania ze znajomymi, żarty śmiechy a potem lęk. Nie mogę spać, lęki,
strach. Czasem jest mi tak źle że śmieje się z tego, bo o trwa już tyle lat i
nic nie jest lepiej. Zaczynam się bać że to może przerodzić się w poważny
problem w życiu, może to spowodować że za kilka lat będę agresywny dla swojej
rodziny (chociaż teraz jestem bardzo miły i niesamowicie opiekuńczy dla swojej
dziewczyny i dla innych) boje się że będę miał problemy w życiu zawodowym.
Ten stan mnie zabija.
Co mogę zrobić?
Jak pozbyć się tego?
Co zmienić w swoim życiu?
Proszę o radę
Co ty byś zrobił/zrobiła na moim miejscu?
Obserwuj wątek
    • pele999 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 14.01.08, 22:51
      Na twoim miejscu zwrocilbym sie do Boga,zaczal sie modlic,czytac Pismo Swiete.Na
      pierwszym miejscu trzeba
      postawić systematyczną spowiedź i Eucharystię.
      Jednym slowem nawrocenie,innej rady nie znam wiec innej dac nie moge.




      "Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce
      nasze, dopóki w Tobie nie spocznie." św. Augustyn "Wyznania"



      • gadagad Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 14.01.08, 22:54
        (ojej,przeciekło)
      • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 14.01.08, 23:19
        jestem sympatykiem buddyzmu więc wiara katolicka nie wchodzi w grę...jestem
        ateistą od urodzenia a nie praktykuje chrześcijaństwa od bardzo dawna...to nie
        dlamnie
        • shangri.la Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 14:24
          Od urodzenia jesteś człowiekiem, bo ateista można zostać dopiero wówczas, gdy ma
          się jako tako sprecyzowane poglady.
          Nie każdy Cię olewa, niektórzy Ci współczują.
          Głowa go góry:)
        • maria_antonieta Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 16:15

          ujjj..ujjjj....uwazej z tym "ideologiami" bo sie latwo mozesz w nie
          zaplatac, tak jak powyzej to uczyniles:)

          Z calym szacnkiem
    • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 14:22
      widzę że nawet tu mnie olewają...
      fajnie
      • gadagad Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 14:50
        Może sprecyzuj te ideały,tak nie ma z czym polemizować.Co do powagi
        tematu,zobacz ile ludzie mają do powiedzenia o" myciu zębów".-dziewczyna nie
        chce się całować.
    • szarylemur Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 15:01
      no, nie wiem, moze powinienes pracowac tyle by nie miec sil ani czasu na
      rozmyslania i leki, padac " na ryj" po skonczonym dniu?
      moze powinienes doskonalic sie w sztuce noszenia maski i dostosowania?
      powazniej: moze sprobuj innego terapeuty?
      boisz sie ze bedziesz agresywny wobec swojej przyszlej rodziny? byc moze -
      zwiazki jakie utrzymujesz z innymi ludzmi, nawet bliskimi sa przeciez nieco
      falszywe, tj prezentujesz swojemu otoczeniu cos bardzo odmiennego od tego co
      zachowujesz dla siebie. jak dlugo tak mozna i czy warto?
      wybacz, ze nie powiem co masz zrobic zeby bylo lepiej, ale ja nie wiem.
      pozdrawiam
      • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 16:40
        odnośnie ideałów...
        nie toleruje obgadywania...nie rozmawiam o rzeczach które mnie nie dotyczą i nie
        kontynuuje takich tematów z innymi...ale widze że to niestety powszechne...
        alkohol...systematyczne picie alkoholu...wychodzenie do papów i bezużyteczne
        picie i gadanie o "fajnych laskach"
        kłamstwo...dużo ludzi oszukują, kłamią...takie życie mi nie odpowiada...
        wolny sex...tz że ludzie spotykają sie na impezach idą do łóżka i cześć
        i tak daje dalej i dalej...
        nie lubię mówić co mi nie pasuje,
        wole sie koncentrować na tej połowie pełnej szklanki.
        moie ideały to życie według swoich zasad...i tu jest haczyk...bo nie żyje mi sie
        wcale dobrze...ale tamte życie patologiczne jest wykluczone...więc co mi
        zostaje...nie wiem...a może nie chodzi tu o sam styl życia tylko o mnie
        samego...ten pier** lęk który zawsze jest...
        • shangri.la Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 16:54
          Masz bardzo fajne, normalne ideały:)
          Żyj zgodnie z nimi i samym sobą.
          Czego się boi porządny człowiek?
          • ryd Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 19:19
            > Masz bardzo fajne, normalne ideały:)
            > Żyj zgodnie z nimi i samym sobą.
            > Czego się boi porządny człowiek?

            Choć wiem co o mnie myślisz to wiem że porządny człowiek może się bać że nie da
            rady utrzymać tych wysokich standardów. Tego że ma wysoki standard wdrukowany
            przez rodziców, kulturę, własne przekonania a nie potrafi tego ideału spełnić
            lub kosztuje go to bardzo wiele energii. Czy tutaj nie rodzi sie konflikt?
            • shangri.la Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 19:34
              ryd napisał;to wiem że porządny człowiek może się bać że nie da
              > rady utrzymać tych wysokich standardów

              I tu właśnie porządny człowiek potrzebuje WIARY:)
              Wiara nie tylko przenosi góry, ale dodaje odwagi porządnym ludziom(!)

              P.S. To, co myślę o facetach sprzedających swoje ciało za kasę nie ma nic
              wspólnego z tematem wątku;)
    • clarissa3 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 16:11
      Myślę że powinieneś rozmawiać o swoich lękach z innymi. Jeśli znasz
      j.angielski to polecam Ci książkę Dorothy Rowe "Beyond Fear".
      • gadagad Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 16:51
        Patrzyłeś na f prywatne Psychologia?Może tam znajdziesz swój klimat.Tu, obawiam
        się,możesz mieć dalej poczucie olania.
        • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 17:38
          zobaczę tam
          już mam naprawdę tego dość
          mówię tak od kilku lat i już mnie to śmieszy
          ale cały czas walcze
          • gadagad Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 17:47
            Powodzenia,mam wrażenie,że tam się uda.
    • ryd Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 15.01.08, 19:10
      Wiele mam wspólnego z tym co piszesz jeśli chodzi o lęki związane z życiem jak i
      z otaczającymi ludźmi.
      Lęki często pojawiają u mnie zaraz po złym myśleniu o danej sytuacji, sobie. Gdy
      mi się włącza myśl - jestem kiepski, do niczego się nie nadaję czuje jak nagle
      wchodzę w coraz większy dół. Jeśli nie przestanę o tym myśleć wiem że zacznę
      funkcjonować poniżej swoich możliwości. Musze myśleć o czymś innym. Nie wiem czy
      u Ciebie to funkcjonuje w podobny sposób czyli myśl->emocja, może jest Ci o
      wiele gorzej i jesteś w głębszych stanach depresyjnych niż ja.

      Czasami spostrzeganie innych ludzi ich zachowania po pięciu sekundach wywołuje
      myśl (ułamek sekundy) a potem emocje np. czuje sie gorszy w stosunku do tej
      osoby, lub jest to po prostu zwykły lęk. Tutaj mówię stop przyglądam się
      sytuacji dalej, bo przecież trzeba pamiętać że każdy ma swój filtr przez który
      ogląda świat i usiłuje dopasować to co się dzieje na zewnątrz do tego co siedzi
      w nim samym. Przyglądam się sytuacji dalej i po następnej minucie okazuje się że
      sobie coś znowu wkręciłem. Przyglądaj się swoim myślą Michał. Będziesz mógł
      wtedy na bieżąco rozpuszczać lęki. Pewnie nie pomoże Ci się pozbyć tego ale może
      chociaż zrozumieć co się dzieje. Opowiem historyjkę która dzisiaj mi się
      przydarzyła.

      Dostałem kupon promocyjny na lody. Zamierzałem wybrać się do lodziarni - miejsca
      dosyć eleganckiego. Wchodzę podaję kupon. Siadam przy stoliku i czekam na
      zamówienie. Czuję jak by niepokój, myślę sobie że pewnie mnie tu nie lubią,
      uważają za idiotę - "przyszedł kolejny z kuponem" nic na nim nie zarobimy itp,
      dostaje lody i jem. Słyszę szczepki rozmowy obsługi, mam już ich dziesięć -
      dopowiadam sobie że kuponów i do dopowiedzianego zdania idzie fantazja jestem
      beznadziejny czuje wstyd. STOP , to jest jakiś obłęd!! Wchodzi jakiś facet z
      torbą na notbooka, dobrze ubrany, obiektywnie przystojny, prosi o rozmowę z
      szefową. Przychodzi szefowa, widać znają się rozmawiają, opowiada o mężu którego
      nie ma bo pojechał do Niemiec. Moje myśli krążą w koło porównywania się z
      wyobrażeniem jakie mam na temat obserwowanych rozmówców i wypadam bardzo blado.

      Oczywiście możesz mieć inne filtry. Niemniej jednak długotrwałe trawienie w
      wyobrażeniach czarnych myśli doprowadza do leków i depresji. Warto starać się je
      rozpuszczać.

      Pozdrawiam Cię gorąco życzę wytrwałości.
    • brunogabuzomeu Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 16.01.08, 10:45
      Czy psychoterapeuta daje ci leki?
      Bo "dobre rady" nie wystarczają.
      Ja też mam stany lękowe, ale wtedy biorę tabletki i pół godziny
      później po prostu nie mam problemów.

      Potrzebujesz leków!
      Idź jak najprędzej do psychiatry i daj się pomóc.
      Trzymam kciuki za ciebie.
      • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 16.01.08, 15:00
        odnośnie sytuacji o których pisze ryd
        80% czasu przed terapią nie miałem myśli "co inni myślą" kolejka w sklepie była
        straszna, podróż do supermarketu czymś strasznym. najgorsze było jak szedłem do
        pizzeri, a niedaj Boże jeszcze musiałem iść sam coś zamówić, oj było to
        tragiczne...iść do lekarza...kolej ka ludzie...tragedia...
        potem poszedłęm na terapie...pomogło..już lepiej mi stać w kolejkach...dalej mam
        problemy ze załatwianie różnych rzeczy w urzędach, dziekanacie itp ale załatwiam
        to...to duży krok..a raczej jedyna droga do normalnego życia jak to
        nazywam...ale zawsze sie boje...czasem mam gorszy dzień to nic nie
        kapuje...nic...nie wiem co do mnie mówią...co mam zrobić..gdzie mam iść...blokada

        gdy ogarniają mnie stany lękowe...czuje że nic nie osiągne w życiu..szukam
        pomysłu na przyszłość...wiem że to głupie...bo jak można zaplanować cale życie
        jednego wieczoru..ale ja próbuje...myśle sobie że nie nadaje sie do pracy...że
        nie znajde pracy...że nie utrzymam rodziny...że stocze sie...i szukam...szukam
        pomysłu...zaczym myśleć szykam innego rozwiązania...chaos...i brak snu...
        widzę że jak sie nie ogarnę to naprawdę sie wpędzę ślepy zaułek...
        zaczne prowadzić statystyki...a po sesji pójde po psychiatry...po jakieś
        leki...a może jeszcze do psychologa...
        • ryd Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 17.01.08, 18:06
          > 80% czasu przed terapią nie miałem myśli "co inni myślą"

          Ja też nie. Tylko czy to efekt złej terapii? Czy większej
          świadomości na to się czuje i myśli?

          > pomysłu na przyszłość...wiem że to głupie...bo jak można
          >zaplanować cale życie
          > jednego wieczoru..ale ja próbuje...myśle sobie że nie nadaje sie
          >do pracy...

          Podpisuje sie pod tym znowu. Pomyśle o lekach.
          • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 17.01.08, 23:28
            dziś poszedłem do lekarza...
            dostałem xanax 0,5mg raz dziennie wieczorem
            czytałem że może uzależniać więc będe go brał ok 20 dni codziennie a potem
            stopniowo będe wracał do praktyki buddyjskiej którą przez pogarszający sie stan
            psychiczny przerwałem...aby złagodzić potem odstawienie leków i wiadomo...same
            leki nie pomogą, musi być jeszcze zmiana trybu życia. Czuje że razem z panem
            Xanaksem poradzimy sobie. Dziś zażyłem pierwszy raz. Czuje że nie będe miał
            problemów z zaśnięciem.
        • forresty Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 25.01.08, 10:00
          > gdy ogarniają mnie stany lękowe...czuje że nic nie osiągne w życiu..szukam
          > pomysłu na przyszłość...wiem że to głupie...bo jak można zaplanować cale życie
          > jednego wieczoru..ale ja próbuje...myśle sobie że nie nadaje sie do pracy...że
          > nie znajde pracy...że nie utrzymam rodziny...że stocze sie...

          Wiesz... Takie lęki to nie tylko ty masz. Nie martw sie... Są miliony ludzi
          którzy szukają tej jedynej drogi i dotąd nie znaleźli mimo że mają koło 60iątki.
          A to czy się stoczysz to zależy tylko od Ciebie. ludzie którzy się staczają w
          alkohol, dragi po prostu tego chcą. Są źli na swiat, na ludzi wie alkohol i
          dragi sa dla nich murem zza którego świata nie widzą albo widzą go takim jakim
          chcą widzieć. Tak się zaczyna a jak kończy przy pewnych predyspozycjach do
          alkoholu to pewnie wiesz sam.
          Załatwianie czegoś w dziekanacie to rzecazywiscie problem - tutaj sie zgadzam.
          Moze spróbuj zawrzeć z życiem jakieś komromisy. A poza tym czegoś nie rozumiem.
          Masz dziewczynę i jeszcze Ci źle? W czym problem? Moze ty masz po prostu
          wybujałe ambicje któe cieżko zrealizować? łatwo sobie powiedzieć : będę
          menedźerem i bedę zarabiał dyszkę miesiecznie na rękę. Wiesz jak zaczyna się z
          takiego poziomu to naprawdę można wpaść w niezłe schizy. Ciesz sie dziewczyną
          jeśłi ja kochasz, zacznij jakąś pracę. wiem że nie jest to proste. Setki ludzi
          tak cierpi ale jeśli jestes w związku, uczysz sie to naprawdę... mogę Ci tylko
          zazdroscić. Osobiście.
          Nie ma recept na szczęście - sa tylko cele które są filarami życia. jeśli nie ma
          filarów to i mostu nie będzie. Osobiście życzę Ci abyś wyluzował. byłem w
          podobnej sytuacji. Niewiele się zmieniło ale przestałem sie chyba przejmowac
          niektórymi rzeczami.

          Pozdro
      • michalek87 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 16.01.08, 15:02
        nie...tamta terapeutka nie dawała mi leków...
    • jackulus Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 18.01.08, 10:54
      Hej Michałku :-),

      Mam zamiar napisać Ci kilka truizmów. Problem w tym, że na truizmy,
      jak to na truizmy, nikt nie zwraca uwagi. Bo przecież wszyscy o nich
      wiemy i rozumiemy ;-). Ale ponieważ (IMHO), nie ma innej cudownej
      drogi, przypomnę po raz n-ty, o tych powszechnie znanych sposobach.
      Prawdziwe zadanie należy jednak do Ciebie. Jeśli spróbujesz spojrzeć
      na znane Ci sprawy inaczej niż zwykle, np. na innych poziomach, być
      może wyłoni się z tego jakaś wartość dodana...

      Brakuje mi w tym co o sobie piszesz, Ducha. Człowiek jest istotą
      wielowymiarową i nie zaradzi temu ateistyczny światopogląd. Aby
      uporać się z problemami, których doświadczasz, musisz osiągnąć
      wewnętrzny spokój. Można go budować różnymi technikami
      psychoterapeutycznymi, traktując proces jako czysto medyczno/naukową
      terapię (zapewne stosunkowo naturalne podejście dla Ciebie, jako
      ateisty), ale niewątpliwie pomocne jest podejście do życia/świata,
      dopuszczające możliwość innego funkcjonowania człowieka, niż tylko
      zlepka materii powołanego do aktywności na okres kilkudziesięciu
      lat. To jednakowoż trochę odrębna historia...

      Duchowy wymiar człowieczeństwa, pozwala osiągnąć spokój i harmonię
      funkcjonowania w otaczającym świecie. Harmonię, której tak wyraźnie
      Tobie brakuje. Tylko rosnąca Świadomość pozwoli Ci inaczej patrzeć
      na świat i uwolnić się od lęków. Oczywiście, mówimy tu o rozwiązaniu
      docelowym, które usunie przyczyny i zaradzi problemom raz na zawsze.
      Doraźnie, możesz stosować wiele technik, łącznie z lekami, jeśli w
      danym momencie sytuacja jest tak zła, że nie można czekać...
      Całkowite "wyleczenie" zajmuje sporo czasu i pracy, i nie jest
      osiągane na zasadzie "operacji" :-).

      Zapewne w swoim codziennym życiu opierasz się w głównej mierze na
      rozumie/racjonaliźmie, zatem rozumowe podejście może być dla Ciebie
      najbardziej przystępne. Jego niewątpliwym minusem jest ułomność,
      ponieważ wielu rzeczy samą głową rozkminić się nie daje, ale na
      początek musi to wystarczyć... ;-).

      Ale do rzeczy :-). Najkrócej rzecz ujmując, musisz zająć się...
      sobą. Tak naprawdę, wszystko co potrzebne do szczęśliwego życia masz
      w sobie i im szybciej to sobie uświadomisz, tym lepiej.

      NIE WARTO ZWRACAĆ UWAGĘ NA TO, CO DZIEJE SIĘ WOKÓŁ CIEBIE !

      To oczywiście uproszczenie, nie przestawaj zwracać uwagę na kolor
      świateł ulicznej sygnalizacji, a tym bardziej na to, co mówi Twoja
      partnerka. Nic z tych rzeczy :-). Ale nie ma potrzeby zajmować się
      całym ogromem spraw, które Cię na codzień dotykają. Nie ma
      (najmniejszej!) potrzeby przejmować się opiniami ludzi, którzy w
      jakiś sposób wypowiadają się/myślą o Tobie. Nie ma po prostu takiej
      potrzeby. Czy zgadzasz się z tym, że sam o sobie wiesz najwięcej ?
      Czy zgadzasz się z tym, że oceniasz świat, wg swoich miar, swojego
      systemu wartości, swoich przyzwyczajeń, swojego rozumienia ? Czy
      zgadzasz się z tym, że podobnie jak Ty, mają/postępują wszyscy
      ludzie ? Czy zgadzasz się z tym, że oceniając Cię wg swoich
      kryteriów, nie mogą zrobić tego obiektywnie ? Czy zgadzasz się z
      tym, że ich poglądy/oceny są czasami bardzo dalekie od
      rzeczywistości ? Czy zgadzasz się z tym, że są w związku z tym
      bezwartościowe ? Czy zgadzasz się z tym, że w takiej sytuacji, nie
      warto się nimi zajmować/przejmować ?

      Czemu zatem to robisz ??? :-)))

      Przecież postępujesz w życiu, kierując się logiką, prawda ?

      Nie warto przywiązywać się do ocen otoczenia. Naprawdę...

      Oczywiście, nie możesz tego typu rad, traktować zupełnie dosłownie.
      Dobrze jest, abyś np. brał pod uwagę merytoryczną oceną Twojej
      pracy, wydaną przez sesnownego szefa. Ale nie ma najmniejszego
      powodu, abyś przejął się pełnym dezaprobaty spojrzeniem nieznajomego
      człowieka, wywołanego Twoim postępowaniem (zakładam, że nie jesteś
      seryjnym mordercą). Nie ma ku temu najmniejszego powodu. On nic o
      Tobie nie wie, nie zna Twoich pobudek, motywów, Twojego życia. I
      ocenia wg swojego JA, które może być kompletnie pokrzywione. Jak
      zatem można na takie rzeczy zwracać uwagę ?!?

      Rozumując logicznie, musisz się ze mną zgodzić, że nie ma ludzi
      doskonałych. Jedna z podstawowych "rad", zapewniających szczęśliwe
      życie, brzmi: "nie oceniaj". Znasz tę radę ? Stosujesz ??? :-).
      Wiesz oczywiście dlaczego nie warto oceniać, prawda ?. ZAWSZE
      znajdziesz lepszych i gorszych od siebie (tak piszą np. w
      Desideracie). Jak znajdziesz gorszych, rośnie ci ego i robisz się
      dumny, zaczynasz traktować innych z góry. Jak znajdziesz lepszych,
      sam kierujesz się bezpośrednio do dołka i wpadasz w depresję. Żadna
      z powyższych sytuacji nie jest dobra. A lepszych i gorszych od
      siebie, znajdziesz ZAWSZE. Nie warto zatem oceniać, prawda ?

      Zdaj sobie sprawę, że prawie wszystcy ludzie, noszą swoje "maski",
      że wszyscy mają kłopoty, słabości, ułomności. Niektórzy jedynie
      skutecznie się maskują. Ale to tylko gorzej dla nich. Nie ma wśród
      nich lepszych od Ciebie. Mogą być tacy, którzy mają więcej
      pieniędzy, którzy więcej wiedzą, którzy są ładniejsi (cokolwiek by
      to miało znaczyć). Ale nie ma lepszych. Tak samo Ty, nie jesteś
      lepszy od innych.

      Co zatem robić, skoro powiedzieliśmy już czego nie robić ? ;-).

      Tak jak już wspomniałem, zająć się sobą. Jedna z najtrudniejszych
      sztuk w naszym życiu, to poznanie siebie. To pierwszy krok.
      Kolejnym, jest polubienie siebie. Jeśli i to się uda, jesteśmy w
      stanie sensownie współistnieć ze światem. Z jednej strony
      najprostsze pod słońcem rzeczy, a z drugiej strony, najtrudniejsze.
      Ogromny procent naszej populacji, nie potrafi tych dwóch kroków
      wykonać. Ale warto jest w tym kierunku pracować...

      Aby poznać siebie, musisz po kolei odrzucać wszystko, co nałożyło na
      Ciebie życie, wychowanie, otoczenie, etc. Jeśli rodzice zrobili z
      Ciebie informatyka/prawnika - chociaż ciągnie Cię poezja -
      najprawdopodobniej nie będziesz szczęśliwy, dopóki sobie tego nie
      uświadomisz. Jeśli w szkole przypięto Ci łatkę świetnego
      ucznia/geniusza i od tamtej pory musisz przez całe życie bać się o
      utratę tej opinii, Twoje życie będzie męką (pamiętasz: nie
      przejmować się ocenami innych ?). Jeśli nasza kultura wtłoczyła Ci,
      że jedynym scenariuszem na życie, jest poznać dziewczynę, zarobić na
      dom, ożenić się i później już tylko chodzić z kolegami na piwo,
      rozmawiając o tym co się w życiu osiągnęło, to mając klapki na
      oczach ustawione na powyższy scenariusz, szczęścia wielkiego
      prawdopodobnie nie znajdziesz. Ten ostatni przykład, to oczywiście
      żart - z tego co piszesz wynika, że prawdopodobnie realizujesz
      zupełnie inny scenariusz. Ale scenariusz, jest zawsze scenariuszem i
      czasem do samego końca nie zwracamy uwagi, że to nie jest nasz
      własny scenariusz, tylko coś, co narzucił nam świat zewnętrzny. Ale
      to wszystko możesz sobie uświadomić. To się nazywa budowanie
      świadomości. To się nazywa poznawanie siebie...

      A kiedy już rozkminisz, jak z Tobą NAPRAWDĘ jest ;-), wtedy bierz
      się do roboty. Zaczynaj robić to co lubisz/pragniesz robić i rób to
      coraz lepiej. Ucz się, rozwijaj i ciesz. Pracuj. Nic nie da Ci
      więcej radości. I cały czas pamiętaj, aby nie oglądać się na ludzkie
      opinie...

      Maski, o których piszesz, to męka. Noszenie maski jest ciężarem,
      który Cię przygniata. Kiedy poznasz siebie, maska nie będzie
      potrzebna. Wtedy będzie lekko i sam będziesz się uśmiechał... :-)).

      W tym temacie, możnaby pisać i pisać. Nie chcę nudzić na ogólnym
      forum o tym, o czym wszyscy tu prawdopodobnie wiedzą :-). Gdybyś
      chciał dodać/rozwinąć jakieś wątki - daj znać...

      Aha. Nie traktuj życia zbyt poważnie :-). Prawdopodobnie Twoje
      Zasady, o których wspominasz, nie pozwalają Ci cieszyć się życiem.
      To co mówię, nie oznacza, że masz pić alkohol, brać narkotyki i
      prowadzić rozwiązły tryb życia ;-). To tylko nawiązanie do
      równowagi. Ona również jest kluczem. Wiedzieli to tysiące lat temu,
      wszyscy mądrzy ludzie, we wszystkich kulturach. Można mieć mocny
      kręgosł
      • jackulus ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 11:01
        nie być skrajnie ortodoksyjnym wyznawcą "czegośtam".

        Życie masz po to, aby nim się pocieszyć. Tak niewiele przecież
        znaczy. Takie jest ulotne. Po co się spinać... :-)))

        Powodzenia !!! :-)))
        • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 13:39
          Odnośnie mojej praktyki buddyjskiej. Mój odłam jest bardzo mały w Polsce i
          bardzo specyficzny. i pierwsza zasada w niej obowiązująca to obiektywność. więc
          jełśli wydaje mi sie że wszyscy sie na mnie patrzą i obgadują mnie to wiem że to
          bzdura wywołana zaburzeniami, ale zaczynam sie bać, odwracać wzrok i głlowę w
          dziwny sposób i sam nasyłam na siebie takie myśli inny np wczoraj w autobusie
          cały czas pisałem smsy na chwile uniosłem wzrok i akurat inna dziewczyn
          spojrzała na mnie, przestaszony odwróciłem gwałtownie wzrok, wyglądało to jakbym
          sie gapił cały czas i gdy ona to zobaczyła wystraszyła sie i na następnym
          przystanku szybkim krokiem wyszła oglądają sie na mnie. Czuje sie jak jakiś
          zboczeniec a nic złego nie zrobiłem, nawet nie patrzyłem sie wcześnieij na nią,
          ale rozumie ją, tak to wyglądało. To przez mój lęk. czasem mi to sie zdarza,
          czuje sie fatalnie wtedy bo wiem że to nie moja wina tylko tego cho** lęku.
          .
          .
          .
          a teraz odpowiem Tobie:
          większość rzczy które opisałeś całkowicie były nie celne...i za to Ci bardzo
          dziękuje bo chyba zrozumiałem coś. Za mało poświęcam dla siebie uwagi. Nie żyje
          tak jak chce. Brakuje mi wielu rzeczy.
          1. Wstydzę sie przyznać bo to bardzo egoistyczne ale najbardziej brakuje mi sexu
          z moją dziewczyną. Bardzo ją kocham, nigdy nie czułm pełnej satysfakcji ze
          stosunku bo zawsze dbałem o nią, a ona miała bóle więc nie trwało to długo i
          namiętnie...głupio mi bo to bardzo egoistyczne bo jeśli kochasz tą drugą osobę
          to dbasz o nią ja dbam ale bardzo bardzo chciałbym sie z nią kochać a gdy proszę
          aby poszła do lekarza cały czas to przekłada bo sie boi, to drwa bardzo długo.
          2. Boli mnie też to ze gdy mam zły humor to ona sie nie chce ze mną spotkać bo
          tego nie lubi. a gdy ona ma zły dzień to ja starma sie jej pomóc, robie jej
          masaż, przytulam, jestem cierpliwy. ostatnio jak miałem zły dzień to było
          lepiej. zadzwoniła i zapytała sie co jest. ale chyba tylko dlatego że chwile
          wcześniej napisałme jej niemiłego smsa.
          3. jak wspominałem moja szkoła buddyjska nie jest duża i w okolicy 100 km nie ma
          nikogo kto ją praktykuje więc czuje sie samotny..tak tak wiem ważne jest to co
          we mnie a nie obok mnie, ale są pewne granice. czasem fajnie powspierać sie w
          praktyce zwykłą rozmową.
          4. nie mam żadnej oazy spokoju, tz to co mi sprawia przyjemność. nic tak
          naprawdę mnie nie cieszy.
          5. jestem sam jak palec...ide na uczelnie jestem sam, jade samochodem jestem
          sam, jade do szkoły jestem sam. w 90% czasu jestem sam a gdy zaczynam działać
          aby żyć bardziej z ludzmi to nie podoba mi sie i wracam do "samego" cierpienia.
          moi koledzy zauważyli to i nie reagują już na to, akceptyją mnie może troche
          lubią ale nie reagują jak znikam na kilka tygodni.
          6. nie mam zaspoojonych swoich potrzeb. wiem że to rodzi flustracje jaką mam ale
          to bardzo egoistyczne aby zaspokajać swoje potrzeby nie patrzeć na potrzeby
          innych. i co zrobić. niebawem jest koncert mojego ulubionego zespołu, moja
          dziewczyna nie lubi go, bardzo chce iść, a wiem że jak pójdę z nią to ona przez
          ten cały czas będzie nie zadowolona. ja z nią nie chce chodzić do klubów, i co tera?



          ide zrobić egoistyczą listę co chciałbym mieć.
          zrobię i stwierdzę że to zbyt egoistyczne i wyrzucę ją, znam siebie, bo to
          będzie zbyt bardo o sobie. ale czasem należy mi sie coś miłego dla mnie, ale nie
          gdy wymagasz od innych coś dla siebie...k** odwietrzny mój djalog wewnętrzny
          • jackulus Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 14:51
            Nie przeczytałem wcześniej wszystkich postów, pisząc swój wpis, nie
            znałem ani szczegółów Twoich zasad, ani nie wiedziałem o Buddyźmie.
            Mea culpa :-).

            Po lekturze Twojej odpowiedzi, mam ochotę mówić: facet, dlaczego
            sam, na własne życzenie, się dręczysz ???

            Siedząc w Buddyźmie, na pewno masz dobre rozeznanie w pochodzeniu
            cierpienia (i sposobów na jego usuwanie) - pytanie tylko, czy nie
            jest to "pusta" wiedza. Bo takich rzeczy jest całe mnóstwo,
            które "świetnie" znamy, ale nie tak naprawdę rozumiemy i w praktyce
            nie stosujemy.

            Zakładam jednak, że Twój przypadek jest inny i mimo to, że "wiesz i
            chcesz", istnieją blokady, które trzymają Cię w pułapce, czy też
            wręcz pogłębiają niepożądany stan. Nie jestem specjalistą, ale z
            życiowej praktyki wiem, że skuteczna jest metoda małych kroków.
            Dziel i wygrywaj...

            Bez dwóch zdań, powinieneś zreformować swoją relację z dziewczyną. W
            tym przypadku, będę się (dalej) upierał, że musisz pracować nad
            SOBĄ :-). Wszystko o czym piszesz, o braku małych, ale jakże
            potrzebnych radości (fajny seks, etc), to prawda. Czemu u licha,
            wstydzisz się o tym mówić ??? Tak jak drzewa i gwiazdy - masz prawo
            być tutaj (to znowu Desiderata) ! :-))). Tylko wiesz co... to pomoże
            Ci tylko na chwilę. Będziesz miał fajny seks, to będzie fajnie i...
            za chwilę zaczniesz szukać czegoś nowego, kolejnego w kolejce
            pragnienia. A przecież nie (samym) seksem człowiek żyje (choć to
            dosyć przewrotna/kontrowersyjna teza) ;-) - zakładam, że tego typu
            podejście jest Ci dosyć bliskie. Zatem poszukiwanie, odkrywanie
            siebie, o którym pisałem, wróci do Ciebie, prawdopodobnie, jeszcze
            nie raz. Innej recepty nie ma...

            Natomiast w sytuacjach, które opisujesz, nie masz rzeczywiście
            możliwości pracy nad sobą. Ponieważ żyjesz dla swojej dziewczyny.
            Czy dlatego, że jesteś sam ? A taka droga prowadzi do nikąd.
            Kolejność została zamieniona. I żeby było to zupełnie jasne, nie
            robisz w ten sposób niczego dobrego dla swojej dziewczyny. Można
            mieć takie wrażenie, że to dobre/szlachetne/wzniosłe, kiedy
            oszczędzasz jej ból, dostarczasz przyjemności, ale sam zaczynasz
            spostrzegać, do czego to prowadzi. Życie, to nie jest ciągłe
            ochranianie. Życie, to również doświadczanie bólu, inaczej jego brak
            nie ma smaku. Odbierając takie doświadczenia swojej dziewczynie, w
            pewnym sensie ja okaleczasz i uniemożliwiasz jej rozwój. A
            frustracja cały czas rośnie. Twoja, jej... Tak tworzy się błędne
            koło...

            Nie jesteś w stanie, tak naprawdę, dać czegoś innej osobie, będąc
            nieszczęśliwym i odmawiając sobie normalnego życia. To ułuda.
            To "przekłamana" ofiara... To przede wszystkim ofiara, a nie dar -
            dar radości, pozytywna energia...

            Jedyny sensowny i trwały układ dwojga ludzi, to własne, bogate życie
            i wzajemne obdarowywanie się tym, co jest w nadmiarze, co jesteśmy,
            bez żadnych zobowiązań w stanie podarować. Taka wzajemna wymiana
            jest najtrwalszym spoiwem. Kiedy zaczynają się wzajemne poświęcenia,
            robi się niebezpiecznie. Znowuż - nie popadajmy w skrajności. Nie
            mam na myśli, aby zawsze odwracać się na (konkretne i chwilowe)
            potrzeby drugiej osoby. Czasem różnie bywa i takie sytuacje, kiedy
            trzeba się dla partnerki poświęcić oczywiście są. Gdyby ich nie
            uwzględniać - wtedy byłby egoizm. Ale nie mogą być regułą !
            Pozwalając na ciągłe branie, krzywdzisz swoją dziewczynę. Szczęście
            bierze się z dawania i ona tego też musi skosztować...

            Idź sam na koncert, dziewczynę wypraw do koleżanki. Baw sę dobrze
            Ty, nie męcz jej. Po co sobie utrudniać życie ??? Zabierz ją "za to"
            do klubu - nie bądź zbyt "twardy". Zdarzają się całkiem znośne
            lokale, bez papierosów, z fajnym klimatem, bez hałasu i szczurzego
            pędu (pisze to ktoś, kto z własnej woli nigdy do klubów nie zagląda -
            są ciekawsze rzeczy). Pogadaj z nią w takim miejscu o zmianach ! :-
            ))))

            Piszesz, że nic Cię nie cieszy ? Że nic nie sprawia Ci przyjeności.
            Jak może Cię coś cieszyć, kiedy nie dajesz sobie możliwości na tejże
            przyjemności doświadczanie ? To się samo nie zrobi ! Musisz dla
            siebie poświęcić czas, pozwolić sobie na to. Inaczej nie będziesz
            potrafił naprawdę czegoś podarować...

            Istnieją ludzie, którzy żyją (tylko) dla innych - przynajmniej tak
            to z zewnątrz wygląda. Ale to naprawdę wyższa szkoła jazdy. One mają
            już w sobie spokój i świadomość, że do szczęścia, wystarcza im to co
            mają w środku. Co każdy z nas ma, tylko nie jest tego świadomy. I
            maja tego szczęścia w nadmiarze. Dla nas, zwykłych śmiertelników,
            potrzebna jest dłuższa droga... :-)))
            • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 16:25
              ""pusta" wiedza"
              masz racje, ale ja nie mam siły aby znów wrócić na ścieżkę dlatego zdecydowałem
              sie na leki.

              "Ponieważ żyjesz dla swojej dziewczyny.
              Czy dlatego, że jesteś sam ?"
              tak, jestem sam, od zawszę, tylko ja i ja. kiedyś byłem bardzo imprezowy, żyłem
              w dużej grupie znajomych, byłem bardzo rozpoznawalny w okolicy, "dusza
              towarzystwa" zawsze byłem na wszystkich imprezach itp. dlatego teraz mam
              poważanie u ludzi, nawet dzieciaki móiwą mi cześć których nie znam bo słyszeli o
              mnie. fajne to jest. ale to było bardzo dawno temu, teraz ludzie mnie akceptują
              z uwabi na przeszłość . ale ja teraz nie lubię takich kontaków z ludzmi. ze
              najomymi jest ok (rzadko z nimi wychodze) z ale pozatym jestem samotny bo czuje
              samotność cały czas.

              "Zabierz ją "za to"
              do klubu - nie bądź zbyt "twardy". Zdarzają się całkiem znośne
              lokale, bez papierosów, z fajnym klimatem, bez hałasu i szczurzego
              pędu"

              szczerze mówiąc to wole iść sam na ten koncert, bo sie tylko wkurzę, na chwile
              zapomne że jej to nie pasuje i będe sie bawił a w sobotę rano będę miał wyrzuty
              jaki to jestem egoistyczny...ale już ją zaprosiłem.

              metoda małych kroczków to dobry pomysł.
              "najpierw rzecze najważniejsze"
              ale od czego zacząć?
              co jest mi najbardziej potrzebne
              1. sen, mam bezsenność, dziś dobrze spałem po wczorajszym leku, mam nadzieje że
              dziś też tak będzie
              2. koledzy. osoby które też praktykują buddyzm, nawet z innych tradycji. albo
              inne ciekawe osoby.
              Jakiś czas temu przebywałem przez kilka dni z ludzmi z którymi rozumiałem sie
              doskonale. piliśmy wino (nie lubie innego alkoholu) i rozmawialiśmy o sztuce,
              muzyce, filmie, ciekawych rzeczach wartościowych. i były to luźne rozmowy a nie
              wymuszne wzniosłe konwersacje. te osoby były odemnie starsze o kilka lat, a
              doskonale sie wszyscy rozumieliśmy. może to głupie co piszę ale wtedy czułem "to
              coś" i to było piękne. niestety te miasto jest daleko oddalone od mojego.
              3. oaze spokoju, coś co sprawi mi przyjemnośc od czsu do czasu. taki bonusik na
              odreagowanie. wymarzone były by spotkania medytacyjne. marze o masażu, moja
              dziewczyna nie znosi tego robić, a czasem wieczorem bardzo bym chciał.
              4. być bardziej odważny ponieważ ogranicza mnie to bardzo w życiu.
              5. nigdy nie miałem przyjaciela, znaczy był jeden ale on też mnie lekceważył
              (aha, więc ja na to pozwalam jak z moją dziewczyną jest tak samo) chciałbym mieć
              kogoś że gdy mi jest źle aby ktoś sie mną zaiteresował a nie powiedział że jak
              masz zły humor to może innym razem sie spotkamy.


              Jest jeszcze jedna rzecz. gdybym znał język angielski dobrze i był właśnie
              troszeczkę bardziej odważny bez chwili namysłu pojechał bym do klasztoru
              buddyjskiego do Anglii. na 6 miesięcy (nie na stałe). to jest moje marzenie.

              zboczyłem z tematu. mały być małe kroczki a wyszło o czym marze. z tego wynika
              że muszę zmienić relacje z dziewczyną. ale jak to zrobić bo jak ją znam ponad
              dwa lata to ona nic nie zrobi żebym jak sie poczuł lepiej. bo zawszę ona mówi że
              ona tego nie lubi. ona nic nie lubi co ja lubię. chiałme abyśmy gotowali razem,
              gadałem o tym rok..raz coś tam zrobiliśmy i tak dalej i tak dalej.
              a najgorsze jest to że sie bardzo kochamy, przeciwnym wypadku już dawno zerwał
              bym tą znajomość.

              ....

              "Tylko wiesz co... to pomoże
              > Ci tylko na chwilę. Będziesz miał fajny seks, to będzie fajnie i...
              > za chwilę zaczniesz szukać czegoś nowego, kolejnego w kolejce
              > pragnienia."

              ale ja nie mam nic co sprawia mi satysfakcje, nie chodzi o seks ale zwykłe
              głupoty które są po prostu przyjemne. czasem jadąc autobusem słuchawki na uszy i
              słucham swojej ulubionej muzyki, wtedy czuje sie super, to jedyna moja
              przyjemność. może to trudno sobie wyobrazić ale tak jest. nie chodzi mi o
              ucieczkę w doznania ale o cokoliek miłego. cokolwiek, masaż, gotowanie we dwoje,
              rozmowy o Salvadorze,

              jeszcze wracając do relacji mojej i dziewczyny gdy proszę ją o coś co ma sprawić
              mi przyjemność zawsze widzę że jest to robione z przymusu, może przesadzam ale
              naprawde nie pamiętam co ona zrobiła by z sercem dla mnie, zazwyczaj np. mówie
              ok, już koniec bo widzę że lubisz/ nie chcesz tego. ona nie potwierdza że nie
              lubi sie zmuszać.
              prosiłem ją o pomoc w zdjęciach do ulotek, robiła takie miny że dopiero po
              godzinie coś wyszło dobrego i setki takich przykładów.
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              czym więcej piszę o tym zauważam że mam problem z dziewczyną
              i nie mam skąd czerpać jakąkolwiek przyjemność.
              • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 16:56
                a możesz wyjaśnić jak to się stało,że taki super kolo wszedł na dro-
                gę cnoty i związał się z kaleką i po co ? Teraz będę poważny facet
                i zrywam z przeszłością ? Zapewne ta kaleka jest przy kasie,albo ma
                inne walory ?

                • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 17:58
                  > a możesz wyjaśnić jak to się stało,że taki super kolo wszedł na dro-
                  > gę cnoty i związał się z kaleką i po co ? Teraz będę poważny facet
                  > i zrywam z przeszłością ? Zapewne ta kaleka jest przy kasie,albo ma
                  > inne walory ?

                  nie kaleka!
                  gdy żyłem imprezowo szczęście towarzyszyło mi na imprezach, na "haju" itp. i
                  popoli zaczołem rozumieć że coś tu jest nie tak. zaczołem szukać swojej drogi
                  życiowej. okazało sie że najbliższy jest mi buddyzm, potem okazało sie że to
                  jedyna droga dla mnie w której czuje sie spełniony. wyjście nie z tamtego życia
                  nie kosztowało mnie dużo wysiłku ponieważ te życie z wartościami było po prostu
                  dla mnie. całkowita zmiana trwała ok 2 lat.ludzie zazwyczaj dochodzą do takich
                  wniosków później, mi przytrafiło sie wcześniej.
                  .
                  .
                  .
                  moja dziewczyna od początku wiedziała o tym, i zaakceptowała to. a czemu
                  jesteśmy razem, bo sie kochamy, i to jest najgorsze. bo jak wcześniej pisałem
                  związek powoduje u mnie frustracje, i nerwice, nie czuje pomocy z jej strony i
                  wsparcia. ale sie kochamy. tz że wiesz że ta osoba jest dla ciebie,a ty dla
                  niej. i czuje sie zakochany ponad dwa lata. ale nie czuje wsparcia. i czuje sie
                  samotny i to jest przygnębiające. jak jest dobrze to super, jak jest źle nie ma
                  jej.
                  .
                  .
                  .
                  kasa...mamy podobną sytuacje materialną, może ja mam trochę lepszą. za kino
                  płacimy raz ja raz ona, jedzenie na mieście tak samo. nikt nikogo nie
                  sponsoruje. prezenty też tanie.
                  raz na miesiąc kwiatka kupie (nie bukiet)
                  • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 18:05
                    no to jak nie jesteś z nią dla kasy,albo dachu nad głową czy jej
                    możliwości biznesowych,to znjadż sobie inną i nie rozmawiajmy o
                    miłości,bo to jakieś nieporozumienie.
              • jackulus Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 17:46
                Hmmm... Facet, coraz wyraźniej "nie gra" mi z Twoją Kobietą...

                Czy nie widzisz sprzeczności w "...bardzo się kochamy...", a
                "...ona nic nie lubi co ja lubię..." ?????

                tudzież:

                "...naprawdę nie pamiętam co ona zrobiła by z sercem dla mnie..."

                Czy Ciebie to nie zastanawia ?

                Opowiem Ci w związku z tym historyjkę:

                Był sobie raz, albo jeszcze lepiej, jest sobie facet, który trochę
                przeholował ;-) z przestrzeganiem zasad. Postanowił być świętym za
                życia ;-), ustanowił sobie wiele, sensownych skądinąd zasad, robiąc
                z nich dla siebie klatkę. Klatkę, z której nie potrafi się wyrwać i
                w której od kilku lat traci wszelkie siły życiowe.

                Na dodatek, myli jeszcze trochę pojęcia (jest b. młody) i chcąc
                robić dobrze, robi krzywdę sobie i drugiej osobie. Wszystko wskazuje
                na to, że związał się z dziewczyną, która w żadnej mierze mu nie
                odpowiada. Nie wiadomo dlaczego tak się stało, czy jest to
                uczucie "przeciągnięte" z dzieciństwa/młodości, czy późniejsze
                zauroczenie, czy uczucie oparte na powierzchownych walorach (tejże
                dziewczyny). Nie pasują do siebie pod żadnym pozorem, uczuciowym,
                zainteresowań, seksualności. Niestety, zasady głoszone przez Młodego
                Człowieka, nie pozwalają mu myśleć o zmianie sytuacji, ponieważ
                gdzieś jeszcze przed dopuszczeniem myśli o zmianie partnerki, w jego
                świadomości tkwi założenie, że w ten sposób ją skrzywdzi, a nie
                wolno przecież krzywdzić innych ludzi. W związku z tym męczy siebie,
                męczy dziewczynę, męczą się nawzajem, nazywając to co robią
                miłością. Smutna historia i tacy są jej bohaterowie - smutni i bez
                radości życia...

                Taką historyjkę niedawno słyszałem...

                Będąc razem z nieodpowiednim człowiekiem, nie zrobisz szczęśliwym
                ani jego, ani siebie. Zmiana jest w takiej sytuacji
                błogosławieństwem. Tylko młodość i brak doświadczenia każą uważać
                Ci, że jak już pokochałeś, to do końca życia. Niewąpliwie coś było
                (jest?) między wami (piękne COŚ, czyli uczucie, choć celowo nie
                nazywam tego miłością), ale dojście do wniosku, że to jednak nie TO,
                nie jest złem. Jest błogosławieństwem. Dziękujecie sobie za miłe
                chwile i zostajecie przyjaciółmi. I to też jest piękne. Jest trudne
                tylko w pierwszej chwili. Wszystkie zmiany sa trudne, szczególnie na
                początku. Cały świat się zmienia i zmianom musisz się poddawać.
                Jeśli się zapierasz i walczysz w niesłusznej sprawie - bezsensownie
                cierpisz. Tak chyba powinien uczyć Cię Twój Guru, jeśli zna się na
                rzeczy. Sytuacja byłaby bardziej skomplikowana, gdyby były dzieci,
                ale takie przypadki też się rozwiązuje...

                Jesteś człowiekiem, o jakim marzą tysiące kobiet. Z zasadami,
                wrażliwy, lubiący ciepło, samotność we dwoje, wspólne zajęcia,
                gotowanie, masaże, sztukę, etc. To brzmi jak prawdziwa bajka (taki
                oksymoron, dla zwiększenia wrażenia ;-)), dla wielu, wielu kobiet.
                Pozostająca przez całe życie w sferze snów. Oczywiście, na pewno
                masz i wady - każdy z nas je ma. Na dzień dobry (obecnie), jesteś
                struty tak, że prawdopodobnie trudno się z Tobą współpracuje. Ale
                kiedy uwolnisz się z klatki, wszystko ma szansę się zmienić. I to
                nie tylko u Ciebie. Uratujesz też swoją dziewczynę...

                Zapewniam Cię - są na świecie kobiety, przy których poczujesz, co to
                znaczy być kochanym...

                Na swoją normalność masz dowody wszędzie - "...ludzie mnie
                akceptują, lubią...". A Ty, na własne życzenie, zdecydowałeś się
                cierpieć...

                Koncert ? Że dziewczynę (już) zaprosiłeś ? To co ? Zasady ? Czy to
                problem dojść do wniosku, że lepiej się rozdzielić, niż męczyć ?
                Przecież to normalne, że można sobie coś przemyśleć (i zmienić
                zdanie). Nie kręcić, tylko wprost wyjaśnić, że nie ma sensu się we
                dwoje katować i najlepiej od razu ustalić jakąś alternatywną
                propozycję. Coś, co później zrobicie razem (choc podobno nie ma
                takich rzeczy). Na wypadek, gdyby miał być żal, że coś przepada, ale
                z tego co pisałeś wynika, że dziewczyna nie lubi tej muzyki, a więc
                jej chęć towarzystwa, posiada zabarwienie masochistyczne. Oboje
                chyba, macie ku temu ciągoty... ;-)))

                Nie bój się tego języka (angielskiego). Nie czekaj, aż będziesz
                perfekcjonistą. Szkoda życia. Zobaczysz to, kiedy tylko rzucisz się
                w jego wir... Mam wrażenie, że w buddyjskim klasztorze czucie,
                odgrywa większą rolę, niż oksfordzka angielszczyzna...

                Ludzi fajnych (dla Ciebie), znajdziesz tam gdzie szukasz - czyli
                robiąc to co lubisz robić i to co Cię interesuje. Jak daleko -
                zmieniaj miejsce zamieszkania, działaj: cały świat swoi przed Tobą
                otworem...

                :-)))
                • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 18:24
                  kurde,sam nie wiem
                  Jeśli zakończę ten związek bez próby naprawy go to będe miał uzasadnione
                  wyrzuty, bo to ja doprowadziłem do takiej sytuacji. będę musiał iść na terapie
                  odnośnie mojego związku. i powoli obiektywnie zobaczyć co z tym dalej zrobić.
                  a odnośnie jej samej to wychowała sie w rodzinie w której ojciec pił, potem
                  wyjechał, ona przyjeła w tej relacji role "klauna" czy "błazna" nie pamiętam jak
                  to sie fachowo nazywało. i wydaje mi się że ona "podświadomie" chciała by faceta
                  który były by jak jej ojciec, czyli bardzo dominujący itp a ja jestem jaki
                  jestem, lubię przytulić, wymasować plecy, być opiekuńczy i troszczyć sie, taka
                  rola matki u niej. i baczrzo często mam jakie wrażenie że ona potrzebuje czegoś
                  zupełnie innego a ja jestem dla niej takim konwenansowym chłopakiem który jest
                  ok i taki powinien być "dobry chłopak"
                  a ja...ja chciałbym aby ktoś tawał mi tyle samo ciepła co ja potrafie dać, wiem
                  że to egoistyczne bo myśle o sobie ale tak jak mówiłeś o tej klatce czasem mnie
                  ona przerasta i jako zwykły śmiertelnik chciałbym dostać coś ludźkiego. nie
                  jestem oświecony.
                  a gdy jej mówie że ona nie olewa, i nie daje mi ciepła itp ona zaprzecza poczym
                  najczęściej płacze i mówi "nie zgadzam sie z tobą, jak możesz tak myśleć" i ja
                  znów mam wyrzuty sumienia
                  • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 18:30
                    hej,to wy bawicie się tam w psychoterapię,czy dorosłe życie,czy
                    może jesteście tak sobie nieco na luzie,z braku laku i pomysłu
                    może być i to ? Jak ci nie za bardzo,to na co czekać ? Na psycho-
                    terapię z powodu by,by z dziewczyną ? Przy okazji poproś terapeutę
                    żeby ci przyprowadził następną,bo ci się nie chce szukać.
                    • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 18:48
                      jeśli jesteś zdrowy psychicznie i możesz zdrowo ocenić sytuacje to działaj. Ja
                      dawno straciłem kontrole nad swoim życiem, teraz muszę brać prochy bo zaczynam
                      już dziwnie sie zachowywać. Ktoś wcześniej pisał filtrach przez które widzimy
                      świat, jaka jest pewność że mój filtr jest lepszy od filtru mojej dziewczyny
                      która płacze gdy mówie że jej zachowanianie jest nie odpowiednie i krzywdzące
                      dla mnie. Wszyscy łącznie z wami mówicie że mam racje, czasem nawet jej mama
                      zwraca jej uwagę ale to nie powód SĄDZIĆ że mam racje. nie kontroluje już
                      własnego życia więc muszę coś z tym zrobić. niech okaże sie że to ja popełniam
                      błędy i co za kilka lat gdzy zwiąże sie na stałe z inną bietą i okaże sie że
                      obecna byłą "tą jedyną"
                      gdybym potrafił sobie sam poradzić to nie potrzebował bym xanaxu i pego postu tu.
                      .
                      .
                      .
                      .
                      .
                      .
                      jeśli to jest podpucha to udało ci sie mnie przekonać że naprawdę potrzebuje
                      pomocy z zewnątrz
                      • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 18:52
                        widzę,że ci się nagle "pogorszyło" :),lekomania to ciężka sprawa:)
                        • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 19:16
                          nigdy nie brałem leków, nawet nasennych
                          • anna_k1221 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 20:33
                            Michałku!!!może nie masz przekonania do farmakoterapii, ale wiem z
                            doświadczenia zawodowego( jestem psychologiem) ze ona potrafi
                            dzialać cuda i niepotrzebnie obawiac sie jej.Zwłaszca ze wspólczesne
                            leki nie daja wlaściwie żadnych skutków ubocznych...nie trac zycia,
                            ciesz sie nim:))
                            • mruff Michał 29.01.08, 10:37
                              Moje propozycje:
                              1. Przestań koncentrować się tak bardzo na swoim stanie, typu "jadę
                              do szkoły sam, w samochodzie sam" itd.Zauważyłam, że depresyjne
                              stany maja ludzie mocno i często skoncentrowani na sobie, na swoim
                              umyśle, stanie ducha.
                              2.Rób rzeczy które sprawiają Ci przyjemność: idź na ten koncert
                              zamiast dzielić włoś na czworo-dziewczyna jak zostanie sama na 3h to
                              krzywda jej się nie stanie, co najwyżej spadnie księżniczce korona
                              ale nie jest to śmiercionośne.
                              Ja np jak siedze w górach, na jakimś szczycie to odczuwam
                              niesamowite szczęście, mimo, że jestem sama od roku i niespełniona w
                              miłości. I staram się bywać w górach jak najczęściej-bo one mnie
                              ładują pozytywnie.
                              Znajdź coś przyjemnego dla siebie...
                              Co do seksu a raczej braku-myślisz, że przestanie ją boleć po ślubie?
                              Będziesz 10,20... lat rezygnował z siebie dla niej?
                  • jackulus Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 20:49
                    Mam jeszcze tylko jedną uwagę, a w zasadzie dwie :-).

                    Nikt Ci nie broni próbować ratować związek. Przy czym robisz to już
                    chyba spory kawałek czasu. Pamiętaj też, że jeśli się rozstaniesz, a
                    jest Wam pisane być razem, to nigdy nie wiesz, jak zakończy się
                    Wasza historia. Może i tak będziecie. Ważne jest, żebyś spróbował
                    czegoś innego, a przede wszystkim odpoczął. Nie bój się przyszłości.
                    Nie zakładaj najgorszych scenariuszy...

                    Jeśli będziesz wierzył we wszystkie słowa Tojej dziewczyny, możesz
                    zajść donikąd. Słowa zresztą, mogą być wypowiadane w najlepszej
                    wierze, Twoja dziewczyna może "wisieć" na Tobie nie widząc i nie
                    rozumiejąc tego. Ale zwróć uwagę, o czym mówią fakty. W słowa
                    zaczynamy wierzyć, kiedy niewygodnie jest widzieć nam fakty...

                    A poza tym, wszystko już chyba obgadaliśmy... ;-)))

                    Powodzenia - będzie dobrze...

                    :-))
                    • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 21:23
                      rany,co za terapia :)
                      czy to było wsparcie,uszy do góry wow,wow!
                    • michalek87 Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 21:24
                      dzięki wszystkim za pomoc. to dla mnie bardzo wiele znaczy, jak wcześniej
                      wspominałem wszystko duszę a dzięki temu poczułem sie trochę lepej.
                      Do Pani Ani:
                      jak już pisałem od wczoraj zacząłem brać Xanax 0,5mg raz dziennie:)
                      • angery Re: ... Można mieć mocny kręgosłup i... 18.01.08, 22:22
                        to uważaj z tym xanaxem i duszeniem :))0
                      • anna_k1221 Re: .odp.Xanax 18.01.08, 22:28
                        Tak trzymaj, Michal!!bedzie dobrze.Jeszce tylko dodam ,ze Xanax ma
                        działanie głównie przeciwlękowe i nasenne, jeżeli obserwowałbys u
                        siebie nasilenie depresyjnych objawów-tj.przygnębienie, smutek, brak
                        energii, myśli rezygnacyjne, zab.snu, apetytu, skonsultuj z lekarzem
                        psychiatrą czy nie wartoby włączyc jakiegos łagodnego leku
                        przeciwdepresyjnego.Pozdrawiam!:)
    • tom-77 Też miałem depresję i to praktycznie w tym wieku, 18.01.08, 11:10
      co Ty. W końcu postanowiłem udać się do psychiatry, bo zbliżała się
      matura, a miałem wtedy w związku z samopoczuciem nawet problemy z
      uczeniem się. Na lęk dostawałem różne leki (jak jeden zawodził, to
      dostawałem inny). Ale zawsze po odstawieniu leku po jakimś czasie
      depresja wracała. Rzeczywistą i - mam nadzieję - trwałą poprawę
      przyniosła mi dopiero fluoksetyna (to, co jest w prozacu). Mimo że
      ten lek, z tego co czytałem, raczej nie jest na lęki tylko na smutek
      związany z depresją, to u mnie pomógł na wszystko i z miesiąca na
      miesiąc czułem się lepiej. Myślę, że się wyleczyłem, a najważniejsze
      jest to, że jakby depresja wróciła, to wiem, co raczej na pewno mi
      pomoże.
    • angery Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 18.01.08, 14:05
      żyjąc w kalekim związku masz kalekie życie
      a reszta to dorabianie ideologii do banału
    • anna_k1221 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem ... 18.01.08, 20:28
      Depresja jest niezwykle bolesną chorobą, która tłamsi człowieka,
      pozbawia radości życia, możliwości cieszenia sie ze spraw dużych i
      małych.
      Ważną sprawą jest na pewno farmakoterapia, gdyż choroby takie mają
      głównie swoje podłoże w neuroprzekaźnictwie w mózgu.Kolejną sprawą
      jest też psychoterapia, kontakt z psychologiem, który "stawia" na
      nogi mimo ogromnego smutku, niechęci do życia, braku
      wewnętrznego "silniczka".Tobie udaje sie z tym radzić, masz
      dziewczynę, starasz sie mimo lęku i smutku spotykac z ludźmi..Caly
      czas jednak lek, smutek tkwi w Tobie i niszczy Cie od środka, nie
      pozwól mu na to...Myślę ze dobrze zrobilaby Ci rozmowa zzaufaną
      osobą,lub psychologiem...tłumisz w sobie lęki i ciężar jaki
      odczuwasz...a to nie jest dobre...mówiąc o tym pozbędziesz sie cjoć
      części tego cięzaru..
      Nie snuj pesymistycznych scenariuszy..:)nie obawiaj sie na wyrost ze
      nie znajdziesz pracy, bedziesz agresywny, itp.
      Tak nie będzioe...ale to przede wszystkim Ty musisz w to sam
      uwierzyć!Powodzenia!


      Zapraszam tez na moją stronę
      www.poradnia-psychologiczna.pl
      Zapraszam do "Słonecznej Przystani"
      • jackulus Najlepiej, napisz maila do pani Ani... :-))))) 18.01.08, 20:39
    • gadagad Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 18.01.08, 22:52
      Nie zły horror.
    • akwarysta84 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 25.01.08, 21:50
      Żyjesz wbrew sobie.

      -wiem, że to trudne ale odnajdź w sobie egoiste
      -przestań być miłym dla ludzi na siłe bo to cie rozsadzi od środka,
      mów co myślisz
      -facet jesteś typowym przykładem kompletnego braku dystansu i luzu
      -żyj dla siebie (tak naprawdę pomożesz tym innym)!

      Pamiętaj, żę świat jest pogibany i jak nie złapiesz luzu to może cie
      to zniszczyć!

      Ja pipeprze nie będziesz cieszył się życiem robiąc wszystko pod
      jakieś dyktando.

      Mieć pewne sprawy w dupie to też umiejętność, której trzeba się
      nauczyć!
    • akwarysta84 Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 25.01.08, 21:53
      Aha.. miej to w dupie czy będziesz dobrym ojcem, przyjdzie czas to
      będziesz się martwił. Nie wymyślaj sobie problemów!!!
      • rzymianka Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 31.01.08, 00:33
        to po prostu zacznij...jak dziecko
        bez myslenia
        pytaj dlaczego? po co?
        zdobywaj wiedzę o życiu
        jw przyjmij zycie
        takim jakim jest na dziś
        naucz się je kochać
        przede wszystkim siebie
        i żyj
        każdym oddechem kroplą uśmiechem
        dokonaj zmiany
        dla siebie
        zycie zdarza się raz


        pozdrawiam
    • wichrowe_wzgorza Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 25.01.08, 22:59
      Naucz się przyjmować zycie....
      pozdrawiam
      • rzymianka Re: Nie potrafię cieszyć się życiem 31.01.08, 00:39
        Zyj tak jak byś chciał by cię wspominano
        ...
        Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, kiedy umrzesz.

        — Julian Tuwim
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka