Dodaj do ulubionych

Deprecjonowanie siebie-po co?

09.02.08, 01:11
Jestem inteligentna, blyskotliwa, wyksztalcona, ladna, wesola, moje
ponad trzydziestoletnie zycie bylo barwne, szybkie, pelne ciekawych
zwrotow, wciaz nowych doznan, ludzi, kolorow. Sporo osiagnelam,
wiele umiem, mam piekna rodzine, trzy zawody i stabilne jutro.

Tak obiektywnie, tak mowia..

Bo ja sama rzadko tak mysle. Mam sie za nieudacznika, szary ogon,
jesli podziwiam - to innych, dla siebie bedac bezwzgledna w ocenie.
Normalnie tego nie pokazuje, gram siebie (tę, z obiektywnego opisu),
bo tak trzebe, bo tak musze. Ale prywatnie, "po godzinach" na piwie
z ludzmi.. patrze na nich jak na bogow zycia, podziwiam kazde
osiagniecie, kazdy krok do przodu, klaszcze, gdy rozmowa o mnie, to..
"moj dom to rudera", "u nas na wsi", "praca? - aaa, dlubie w ziemi,
nic takiego", "ladna jestes - a gdzie tam, ciemno jest, albo pytam
ile dioptri".
Nie umiem przyjac komplementu, robie z siebie mniejsza, gorsza.
Czuje wtedy.. ze jestem uczciwa, predzej odejme, niz sobie dodam.
Czesto robie to dlatego, zeby ktos czul sie ze mna dobrze, dobrze -
znaczy wyzej niz ja, czul sie "cenniejszy". I to nie jest sztuczne,
umniejszywszy siebie, wywyzszywszy kogos - wtedy czuje sie dobrze i
fair. Uwielbiam budowac innych - przerewelacyjna cecha, tyle, ze dla
innnych.. siebie gnebie, wyrzucam sobie najmniejsze potkniecia,
epitety, jakimi siebie darze z powodu byle potkniecia nie uslyszy
najgorszy wrog.

Nie pytam dlaczego i skad, bo chyba wiem.
Chcialabym zapytac jak sie tego pozbyc.
Bo coraz czesciej bywa, ze jest mi zle, wpadam w dol i nie wiem jak
sie z niego wydostac.
Moglabym pomoc sobie myslac dobrze, majac siebie za kogos. A nie
mam, nie umiem.

Wiem, ze jestem glupia, porypana, pokrecona i powinnam sie starac o
zolte papiery. Ale jakby ktos mial inny pomysl..

ps. za duzo tekstu, nikt nie przeczyta, a jak przeczyta, to uzna za
nudne, wiem.





Obserwuj wątek
    • silver.crest Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 01:39
      Ja jestem inna, mam 1 zawod, nie chce wiecej niz potrzebuje, tobie
      wiecznie wszystkiego malo, malo, malo
      • paprochy Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 04:44
        Prawda. Cholera, to tak bardzo widac??
    • luclucky Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 03:22
      To jest neurotyzm w czystej formie.
      Chocbys zrobila jeszcze trzy doktoraty, dostala nagrode nobla czy
      miala 100 superprzystojnych kochankow - wiecznie bedziesz
      niezadowolona...
      widzisz jednak jestes na dobrej drodze - piszesz ze wiesz skad sie
      to wzielo...
      No wiec ten jakis tam dawny powod, problem musisz przepracowac (z
      psychologiem lub sama, choc to trudne)...
      Znajac zycie, rodzice cie nie cenili i wiecznie krytykowali - nie
      tak było?

      Generalnie musisz dazyc do tego zeby twoja samoocena i twoje dobre
      samopoczucie wyplywalo z samej ciebie, bylo niezalezne (lub w
      mniejszym stopniu zalezne) od ocen innych ludzi...musi sie zmienic
      miejsce ulokowania twojej samooceny, tzn znajdowac sie wewnatrz a
      nie na zewnatrz...
      • paprochy Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 04:43
        luclucky napisała:

        > To jest neurotyzm w czystej formie.
        > Chocbys zrobila jeszcze trzy doktoraty, dostala nagrode nobla czy
        > miala 100 superprzystojnych kochankow - wiecznie bedziesz
        > niezadowolona...

        Do polowy prawda, od polowy - nie.
        Ciesze sie ze wszystkiego, co mam, w czepku sie urodzilam,
        obdarowana przez bozie juz na starcie i otoczona opieka aniola
        stroza - ewidentnie. Pomimo lat wiele dziecka we mnie, a dziecko-jak
        to dziecko, umie sie cieszyc, to jego natura.
        Prawda, ze usycham bez siegania po cos jeszcze, ze nie umiem stanac.
        ze kreci mnie wszystko nowe, co przede mna (potencjalnie), ten
        piorunski niezaspokojony apetyt.. zal kazdego dnia, ktory minal bez
        nowego smaku.
        Z jednej strony fajnie, bo nie klapcanieje, cos mnie napedza, z
        drugiej jestem zmeczona ty wiecznym niepokojem.



        > widzisz jednak jestes na dobrej drodze - piszesz ze wiesz skad sie
        > to wzielo...

        Wiem.

        > No wiec ten jakis tam dawny powod, problem musisz przepracowac (z
        > psychologiem lub sama, choc to trudne)...
        > Znajac zycie, rodzice cie nie cenili i wiecznie krytykowali - nie
        > tak było?

        Tak bylo i tak jest. Chcieli i chca jak najlepiej, jestem pewna, ale
        tak mi strasznie przykro, ze nie pamietam jednej jedynej pochwaly z
        ich strony, pol usmiechu zadowolenia, radosci w oczach, ktora im
        sprawilam, bo to przeciez niemozliwe, zeby nie. "4+ a dlaczego nie
        piec minus?", "nie zdalas? - no nic dziwnego", "zdalas? na 5? ten
        uniwerek to dla debili widac jest" I tak w kolko i do dzis.
        Stad wiem dlaczego, ale chcialabym to zmienic. Nie chce przysiasc na
        obarczaniu wina kogokolowiek, medytowac z psychologiem na temat,
        ktory znam. Chcialabym z tego wyjsc jakos... Nie wiem jak.

        >
        > Generalnie musisz dazyc do tego zeby twoja samoocena i twoje dobre
        > samopoczucie wyplywalo z samej ciebie, bylo niezalezne (lub w
        > mniejszym stopniu zalezne) od ocen innych ludzi...musi sie
        zmienic
        > miejsce ulokowania twojej samooceny, tzn znajdowac sie wewnatrz a
        > nie na zewnatrz...


        JAK TO ZROBIĆ????????????????????????????????????
    • gapuchna Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 10:15
      Dlaczego patrzysz ciągle na to, co powiedzą rodzice? Uderzyło mnie to, jak
      bardzo czujesz się psychicznie od nich zależna. Wspominasz że masz cudowną
      rodzinę - może Twój mąż Ciebie docenia, podziwia, szanuje? Może powinnaś skupić
      się na Jego odbiorze samej siebie, nie patrzeć na to, co inni myślą i mówią o
      tobie, nie ważne, dobrze czy źle. Rozumiem Ciebie bardzo dobrze. To częste
      zjawisko, zaniżanie własnego odbioru. To chyba taka nasza polska
      specyfika...znasz takie powiedzenie: "Siedź w kącie znajdą cię" - dla mnie to
      esencja bycia szarym i nie narażającym innych na ewentualny problem z moją
      osobowością. A z drugiej strony... czasem czytam sobie Desideratę. Pomyśl tylko,
      jaka byłabyś okropna, gdybyś tylko się chwaliła, dominowała, podkreślała SIEBIE!
      Może to w sumie lepiej, że jest odwrotnie. Kiedy zbytnio zmęczy cię udawanie,
      pobądź z tym/tymi, gdzie czujesz się akceptowana, może nawet kochana.
    • barenaked.lady taka gra. 09.02.08, 10:20
      mówisz "jestem beznadziejna", myślisz "wcale nie". a Twoja publika ma Cię wyprowadzić z błędu.

      z nami też chcesz tak się bawić? ale co Cię obchodzi opinia anonimowych internautów?

      jak się pozbyć? być świadomą mechanizmu, wtedy przestaje to być tak przyjemne.
    • clarissa3 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 10:39
      pierwszy krok - nie mów żle o sobie! Hamuj te słowa zanim wyjdą.
      Powstrzymuj świadomie. To nawyk który trzeba zmienić. Na zachodzie
      taki człowiek brzmi śmiesznie i niesmacznie. U nas to ogólnie
      przyjęte. Ale to rzeczywiscie razi.
    • evaczarna Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 16:55
      Koniecznie musisz iść to psychologa! Sama temu nie podołasz. W tym
      co piszesz i we mnie samej widzę pewne analogie. Jestem na terapii
      od pół roku. Jest trudno ... ale powoli obserwuję zmiany. Jedno
      wiem, gdybym nie trafiła na terapię nadal trwałabym w złudzeniach.
      Pozdrawiam.
    • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 17:10
      Wcześniej przebywałaś wśród ludzi zakompleksionych, którzy czuli
      dyskomfort, jak Ci się coś udawało, więc trzeba było nauczyć się to
      ukrywać. Może Twoi rodzice byli takimi krytykami kanapowymi, może
      znajomi, nie wiem.
      Może odpocznij sobie od innych, może dla odmiany ich przez jakiś
      roczek czy dwa nie wzmacniaj? dadzą radę, zobaczysz :D
      Chociaż na początku będą wzbudzać w Tobie poczucie winy, bo okażesz
      się tą wredną, hehe.
    • solaris_38 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 09.02.08, 19:15
      dzięki temu wszystko osiągnęłaś
      w ten sposób dziwaczny ale skuteczny motywowałaś sie do działania

      to są minusy całkiem dobrej metody
      one są zawsze

      a chcesz jeszcze więcej

      to nei takie łatwe

      nie umiesz sie motywować inaczej do działania
      musiałabyś sie nauczyć inaczej motywować samą siebie
      jest dość późno choć nie za późno
      tym bardziej ze zcasem w dojrzałych mechanizmach lepiej nei grzebać jeśli
      działają nieźle


      może wiec lepiej nic nie zmienić
      i narzekać i smucić sie czasami
      i znosić głód który i tak każdego dopada także sytych ....


      po prostu zaakceptować że ty taka jesteś niezadowolona nigdy dość z siebie
      i właśnie TAKĄ się pokochać
      polubić swoje marudzenie i chandry

      dlaczego nie możesz być taka jaka jesteś
      zadowolona w swoim niezadowoleniu
      ;0
      przynajmniej spróbuj

      :)

      • paprochy wiecie co? 10.02.08, 02:16
        jestem w szoku, bo nikt z Was sie nie pomylil, wszystko to prawda,
        wszystko razem. I to wielkie pocieszenie, bo to znaczy, ze nie
        jestem takim zagmatwanym i trudnym przypadkiem, jak mi sie do
        wczoraj wydawalo - za to ogromne dzieki.

        Co do terapii - wiem i wierze, ze to skuteczna metoda. Zaczynalam
        juz dwa razy, za kazdym przerywalam, bo gdy ktos przez cztery
        spotkania mowi mi o tym, co juz sama od dawna wiem, to ziewam i sie
        zniechecam. A kazdy z nich (psycholog, pozniej psychiatra terapeuta,
        oboje nieperzypadkowi, wybralam robiac wywiad wczesniej) skupila sie
        na przyczynach, międlil o nich do urzygu. wiem, ze dziecinstwo,
        dojrzewanie, rodzice, rodzenstwo, otoczenie, wiem i wystarczy, nie
        czuje sie lepiej przez znalezienie winnego. ja chce sobie poradzic,
        przeciac nitke tego uzaleznienia, ktore mnie cisnie, chce przestac
        byc TAKA, bo to chore i niezdrowe krecic sie i czuc niezrecznie
        mowiac o sobie dobrze i z satysfakcja. Lapie sie na tym, ze uzywam
        bardzo wielu slow a sedno okrecam w bawelne bo jest mi n-i-e-z-r-e-c-
        z-n-i-e (nawet teraz i tu) mowic o sobie dobrze, a po to tylko, zeby
        podac przyklad, wlasciwie zobrazowac jednostke chorobowa:)

        Uzywam kolokwializmow, staram sie eliminowac z wypowiedzi "trudne"
        slowa, zeby... byc bardziej swoja, kpie z siebie, autoironia to
        chleb powszedni. "Po to zeby ktos zaprzeczyl" - ktos z Was tak
        napisal. Tak, ale TEZ. Bo przede wszystkim po to, zeby sie nie
        wyrozniac, nie odstawac od reszty. Jak sie nie upilnuje, to odstaje -
        slowem, mysla, pogladem i wygladem. Zdarza sie, ze lubie, ale
        rzadziej niz mi tak wychodzi. Uwielbiam towarzystwo ludzi
        przerastajacych mnie intelektualnie, kocham milczec i sluchac (a
        przyrzekam, jestem kobieta;), ale jak sie nie zgadzam, to kontruje
        zanim zdarze pomyslec, nie wazne czy piecset osob to slyszy, czy
        dwie. Nie robie tego dla wrazenia, a z rozpedu. Gdybym umiala cofac
        czas, zamknelabym sobie paszcze. Chcialabym byc szara - jestem
        kolorowa. Wiekszosc ludzkosci chce odwrotnie, wiec nie mam wielkich
        szans na zrozumienie i bierze ,mnie za falszywie skromna. I du.pa i
        zonk.
        Prosze nie myslec, ze cos i po cos udaje, ktos zapytal na co
        mi "zdanie jakichstam obcych internautow". To dla mnie wazne,
        zwlaszcza gdy widze, ze te wypowiedzi sa przemyslane, madre i
        trafione w 10.

        Ktos z Was napisal, ze rodzina (maz, dzieci), ze ich zdanie powinno
        sie najbardziej liczyc, ze wazne, co dla nich, a ci dalej - olac.
        tak, tylko ze... (no i jak mam to powiedziec..?) dzieci z kazdym
        pytaniem zwracaja sie do mnie, a maz jest wpatrzony jak w obraz,
        jestem guru, cindy, alfa i omega, nie podyskutuje, nie skontruje i
        nie skrytykuje, chocbym jawna durnote palnela. Tak z ropedu, z
        zasady mam racje i lepiej wiem. A guzik prawda, bo ile ja nie wiem,
        to sie w oceanie nie zmieci. I chcialabym, i lubie jak mnie ktos
        poprawia, cos mi wyjasnia, tlumaczy, a przede wszystkim potrzebuje.
        I rzadko kto to robi, musze pomachac rzesami, loczka na palec
        nawinac, popatrzec z podziwem, zeby tak, normalnie i bez udawania
        sie nie da. Chociaz jestem blondynka.

        Tak, wiem, jak to brzmi - jak bufonada najwyzszego szczebla.
        Ale jesli ktos zauwazy cos oprocz brzmienia i o tym powie, to bede
        bardzo wdzieczna.

        ps. Wlasnie spotrzeglam, ze.. ze nick, choc na szybko kiedys
        wklepany, bez zastanowienia i podtekstu, tez zdradza problem..
        o ironio.
















        • paprochy ... 10.02.08, 02:26
          napisalam "zdaże" przez 'rz'.
          Zrobiłam dwa bledy interpunkcyjne i trzy stylistyczne.
          Wypowiedz jest nieskladna i niechlujna.

          Pytanie: co teraz o sobie pomyslalam?
          • solaris_38 Re: ... 10.02.08, 04:59
            pomyślałaś że nie lubisz jak ktoś robi błędy i złościsz sie że samej ci tez sie
            zdarza
            • lola165 Re: ... 10.02.08, 05:06
              albo moze jestes drama queen
        • renkaforever Re: wiecie co? 11.02.08, 06:26
          Sadze, ze sama nie wiesz juz jaka role masz grac.W ferworze kolorow i
          charakterow umknela ci wlasna, prywatna, twoja tylko osobowosc.Tak bardzo
          chcialas sie podobac, ze zatracilas swoja wlasna twarz.Tak bardzo chcialas byc
          czescia wiekszej calosci, tak bardzo sie chcialas w to wszystko wpasowac, ze juz
          nie pamietasz jak naprawde wygladasz, z czego sie skladasz i co cie
          definiuje."Polecialas" za daleko w swoich wysilkach dostosowania sie do
          otoczenia. Przekroczylas granice wlasnego JA i wracasz..Tak jakbys sie odbila od
          sciany wlasnej duszy i ten odrzut trwa.Plyniesz we wlasciwym kierunku, ale czy
          osiagniesz rownowage? Nikt tego nie wie dzis.Bo dzisiaj robisz z siebie blazna i
          osmieszasz sie.Co mozna ci poradzic? Waz slowa zanim je wypowiesz.Mysl
          pozytywnie, kazda negatywna mysl zmieniaj na pozytywna.To dobra zabawa dla
          inteligentnej dziewczyny.I nie badz taka impulsywna, czasem nie ma to sensu.
          Czas i tak na ciebie nie czeka. Biegnie sobie i ty nic nie zmienisz przez swoje
          protesty.Czy jestes kolorowa czy szara, kogo to tak naprawde obchodzi? Tak
          naprawde to tylko ciebie i tych, co cie kochaja:)Reszte mozesz olac.Niech sie
          zalewaja wymiocina wlasnych pretensji,zazdrosci, niezadowolen i wszelka inna
          krytyka.
    • psychoguru Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 20:06
      paprochy napisała:

      > Jestem inteligentna, blyskotliwa,
      wyksztalcona, ladna, wesola, moje
      > ponad trzydziestoletnie zycie bylo barwne,
      szybkie, pelne ciekawych
      > zwrotow, wciaz nowych doznan, ludzi, kolorow.
      Sporo osiagnelam,
      > wiele umiem, mam piekna rodzine, trzy zawody i
      stabilne jutro.
      >patrze na nich jak na bogow zycia, podziwiam
      kazde
      > osiagniecie, kazdy krok do przodu, klaszcze,
      gdy rozmowa o mnie, to..
      > "moj dom to rudera", "u nas na wsi", "praca? -
      aaa, dlubie w ziemi,
      > nic takiego", "ladna jestes - a gdzie tam,
      ciemno jest, albo pytam
      > ile dioptri".
      > Nie umiem przyjac komplementu, robie z siebie
      mniejsza, gorsza.
      > Czuje wtedy.. ze jestem uczciwa, predzej
      odejme, niz sobie dodam

      Twoj problem jest nieprawidlowym nastrojeniu
      podswiadomego systemu samooceny w mozgu w czesci
      w ktorej sygnal pdostawowej oceny i porownania z
      innymi ludzmi jest porownywany z sygnalami
      plynacymi z systemu planowania i oceny
      aktywnosci zyciowej.

      Z twojej wypowiedzi wynika ze system planowania
      aktywnosci zyciowej dziala u ciebie doskonale.
      Natomiast ocena wyniku jest stlumiona i a
      sygnaly plynace od ocen innych ludzi sa
      silniejsze i przez to wynikowa samoocena jest
      niska.

      Jednoczesnie na poziomie swiadomym potrafisz
      ocenic jaka powinna byc wlasciwa samoocena.
      Powstaje wiec rozdzwiek w stosunku do dzialania
      systemu podswiadomego ale sygnaly z tego systemu
      sa silne i pojawiaja sie na poziomie
      podswiadomym, szczegolnie po wypiciu paru piw co
      znosi poziom swiadomej blokady.

      W twoim przypadku najlepsze wyniki moze dac
      autoterapia. Dotad nie byls w stanie nic zrobic
      bo nie znalas budowy mozgu. Teraz wiesz ze to
      deprecjonowanie "siebie" to nie wynik tego ze w
      tobie jest jakas inna osoba tylko ze nastrojenie
      systemu podswiadomego nie jest prawidlowe.
      Powinnas zatem swiadomie sledzic kiedy sygnaly z
      tego systemu pojawiaja sie i je przechwytywac.
      A wiec idziesz np. na piwo i czekasz. Facet ci
      mowi: "jestes superlasencja" a wtedy uderza ten
      sygnal. Ale ty na poziomie swiadomym wiesz ze on
      uderzy by wydostaje sie z systemu podswiadomego.
      Wobec tego przechwytujesz go i zawieszasz go
      jako zdobycz. Ten sygnal jest juz
      zneutralizowany i zamiast przejecia kontroli
      przez system podswiadomy i odpowiedzenia
      facetowi " a gdzie tam szara mysz jestem" mowisz
      mu swiadomie z usmiechem "widze ze kreca cie
      laski w moim stylu" i czekasz na nastepny sygnal
      z systemu podswiadomego. I tak dalej. System
      podswiadomy samooceny dziala tak by byc w
      ukryciu poza swiadomoscia (by wywolac zludzenie
      ze wszystko jest pod swiadoma kontrola) wiec
      jesli przechwytuje sie swiadomie jego sygnaly to
      ich sila szybko sie zmniejsza.
      • clarissa3 Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 20:21
        Hej! Podoba mi się:

        A wiec idziesz np. na piwo i czekasz. Facet ci
        mowi: "jestes superlasencja" a wtedy uderza ten
        sygnal. Ale ty na poziomie swiadomym wiesz ze on
        uderzy by wydostaje sie z systemu podswiadomego.
        Wobec tego przechwytujesz go i zawieszasz go
        jako zdobycz. Ten sygnal jest juz
        zneutralizowany i zamiast przejecia kontroli
        przez system podswiadomy i odpowiedzenia
        facetowi " a gdzie tam szara mysz jestem" mowisz
        mu swiadomie z usmiechem "widze ze kreca cie
        laski w moim stylu" i czekasz na nastepny sygnal

        Możesz wiecej takich przykładów, proszę?
        • arwen8 Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 20:54
          clarissa3 napisała:

          > zamiast przejecia kontroli przez system podswiadomy i
          > odpowiedzenia facetowi "a gdzie tam szara mysz jestem" mowisz
          > mu swiadomie z usmiechem "widze ze kreca cie laski w moim stylu"

          A nie lepiej w przypadku jakiegokolwiek komplementu zwyczajnie
          odpowiadzać "Dziękuję"? To proste, szczere i niezobowiązujące.
          • paprochy Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 27.02.08, 03:43
            arwen8 napisała:

            > A nie lepiej w przypadku jakiegokolwiek komplementu zwyczajnie
            > odpowiadzać "Dziękuję"? To proste, szczere i niezobowiązujące.

            To juz umiem. Lata ciezkiego treningu mnie to kosztowalo:)

      • gadagad Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 20:33
        Narcystyczne zaburzenie osobowości jest uznawane za przypadłość wymagającą
        leczenia psychiatrycznego,w opisanym przypadku,raczej wygląda to na zespół wad
        charakteru tego właśnie rodzaju.Problem w tym,że kiedy różnica miedzy
        prezentowanym obrazem a rzeczywistymi uczuciami narcyza stanie się dramatycznie
        wielka,może zakończyć się nawet samounicestwieniem.
        • skrawek.papieru Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 21:14
          Myślisz, że to osobowość narcystyczna? Nie sądzę, choć głosu
          zabierać pewnie nie powinnam, bo nie jestem specjalistką. Wiem
          natomiast, że z takim myśleniem o sobie żyje się koszmarnie trudno.
          Spróbuj wyobrazić sobie, że na nic dobrego w życiu nie zasługujesz.
          Potrafisz?
          • gadagad Re: Nieprawidlowe nastrojenie do autoterapii 10.02.08, 21:27
            Nie wiem,czy osobowość,ale powody i skrzywienie, nawet tak powierzchownie
            zaznaczone,wzorcowo odpowiadają.Choć dokładnie wszystkie powody - skąd bierze
            się narcyzm,nie są znane,to tym znanym, to co tu widać ,odpowiada.
    • szarylemur Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 11.02.08, 06:46
      moze to taka pokretna taktyka ochrony siebie przed ciosami z zewnatrz?
      hmm, rzuce w siebie kamieniem sama, zeby innych uprzedzic?

      hmmm, nie wiem
      • paprochy Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 27.02.08, 03:35
        Exactly.
    • mmax20 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 11.02.08, 08:47

      to wygląda na problem spod znaku: jak poradzić sobie ze zbyt wysokim
      IQ
      może znajdziesz coś w wątkach o problemach geniuszy, było parę
      tutaj, ODSTAWANIU i jak uporać się ze strachem przed byciem gwiazdą
      • paprochy Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 27.02.08, 03:40
        mmax20 napisał:

        > to wygląda na problem spod znaku: jak poradzić sobie ze zbyt
        wysokim IQ może znajdziesz coś w wątkach o problemach geniuszy,
        było parę tutaj, ODSTAWANIU i jak uporać się ze strachem przed
        byciem gwiazdą

        IQ 104, czyli srednie przecietne, a do gwiazd mi tak samo daleko,
        jak wszystkim. Takze zonk.


    • midrasz99 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 11.02.08, 10:32
      Doskonale Cię rozumiem, bo jestem w podobnej sytuacji. Źródło problemu takie samo. Wiem, jak trudno żyć z takim sposobem myślenia o sobie i nastawieniem do świata. Tylko, że nie jest łatwo przyjąć dobre rady i po prostu zacząć inaczej myśleć. U mnie działa to na zasadzie mozolnego budowania wyższej samooceny. Jest już niby lepiej, ale wystarczy jedno spotkanie z matką, a nawet rozmowa przez telefon i wszystko się sypie. Podświadomie boję sie z nią rozmawiać, bo wiem, że za chwilę zostanę oceniona. Zawsze negatywnie. Próbuję sobie tłumaczyć, że jestem dorosła i nie powinnam się przejmować takimi ocenami. Ale się przejmuję. Niestety.
    • jackulus Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 11.02.08, 12:51
      Hi, hi... Cudna jesteś... :-))

      Najbardziej spodobało mi się post scriptum z głównego wpisu. Takie
      jakby w temacie... ;-)))).

      I wiesz co Ci napiszę, po chwilowej lekturze Twoich kłopotów i
      szalenie mądrych analiz na ich temat ?

      Po co Ci ta cała zabawa, to całe zamieszanie w przyjmowanie (lub
      nie) komplementów, w budowanie, w bezustanną ocenę - czy ja jestem
      lepsza, czy inni są lepsi ? Czy komplement prawdziwy, czy nie ? Czy
      naprawdę jestem taka dobra, czy może to nieprawda ? I tak dalej i
      tak dalej...

      Ta ciągła dbałość o samopoczucie innych innych i swoje... a wszystko
      na drodze ocen - co zrobić, aby ktoś poczuł się "cenniejszy" ? Co
      zrobić, abym ja, poczuła się "cenniejsza" ?

      Co dla Ciebie znaczy ta "cenność" ???

      Wszystkie osiągnięcia, które wymieniłaś, te trzy domy, stabilne
      zawody, inteligentne rodziny (czy jakoś tam, mogłem coś pomieszać ;-
      ) ). To, że jesteś (taka!) błyskotliwa, ładna i wesoła - czy to
      Twoja zasługa ? To że wiele umiesz ? Co znaczy wiele ? Co znaczy
      umieć ? To wszystko, to w sumie nie-wiele. Wiele, dla ludzi z "bycia
      na piwie". Ale niewiele w konteście tego, że tak naprawdę ciągle Ci
      czegoś brakuje i nie potrafisz zapełnić tego kolejnym fakultetem.
      Inteligencja (choć nie tylko), którą posiadasz, każe Ci (dalej)
      szukać i nie pozwala dobrze się czuć z tym, co w barowym (o, pardon,
      chciałem powiedzieć pubowym ;-)) towarzystwie uznawane jest
      za "cenne" lub "cenniejsze". Wijesz się w tym, ale jak widać skutki
      nie są najlepsze...

      <dygresja> Zapewne wiesz, jak powinno oceniać się postęp prac w
      realizowanym projekcie ? W skrócie rzecz ujmując, nie tym, ile już
      zostało zrobione, ale tym, jak wiele pozostało do zrobienia do jego
      zakończenia. Możemy zrobić cuda, ale projekt może się zawalić -
      jeśli koniec został źle zdefiniowany a roboty w trakcie przybywa.
      Podobnie też może być z Twoimi osiągnięciami...<koniec dygresji>

      A może jeszcze nie osiągnęłaś tego, co powinnaś osiągnąć ? I to
      akurat nie dlatego, że jesteś tępym nieudacznikiem ;-))). Tylko może
      kierunek, troszku nie ten ? Może warto przestać się ścigać w domy,
      rodziny, fakultety, tylko zająć się tym, czego (naprawdę) szukasz,
      czego Ci potrzeba i z czym będziesz czuła się dobrze ? Może tego Ci
      brakuje ?

      Człowiek spełniony nie szuka oceny. Człowiek spełniony nie ocenia
      innych i nie buduje na podstawie ocen systemu wartości. To co mówią
      ludzie o Tobie, to co mówisz Ty o nich, to wierutna bzdura. To
      błądzenie po omacku. Po co to wszystko ? Nie widzisz absurdalności
      takiego życia ? Co ono Ci daje ?

      Może w sobie powinnaś poszukać "końca projektu" ? Może tym się
      zająć ? Kiedy go znajdziesz, przestaniesz bawić się w oceny. I mniej
      wydasz na terapeutów... ;-).

      Klucz zawsze leży w świadomości...

      Najserdeczniejsze pozdrowienia...
      :-)))

      PS
      Nika faktycznie możesz sobie zmienić... ;-))))
      • paprochy Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 27.02.08, 03:34
        jackulus napisał:

        > Hi, hi... Cudna jesteś... :-))

        Nie nabijaj sie.


        > Ta ciągła dbałość o samopoczucie innych innych i swoje... a
        wszystko
        > na drodze ocen - co zrobić, aby ktoś poczuł się "cenniejszy" ? Co
        > zrobić, abym ja, poczuła się "cenniejsza" ?
        > Co dla Ciebie znaczy ta "cenność" ???

        Znaczy cos zupelnie innego, wrecz przeciwnego do tego, co robie.
        Tak, przyjelam cudzy plan, dostosowalam sie do niego, swoj uznajac
        za niszowy, bzdurny i nierealny. Cudzy mial szanse na oklaski, moj
        wlasny - nie. Nie mialam odwagi na realizacje SWOICH marzen. Do tego
        stopnia, ze dawno o nich zapomnialam. Byly takie glupie... a ja sie
        swietnie adaptuje w kazdych warunkach, wzielam pierwsze z brzegu,
        tak bylo najlatwiej.

        A może jeszcze nie osiągnęłaś tego, co powinnaś osiągnąć ? I to
        > akurat nie dlatego, że jesteś tępym nieudacznikiem ;-))). Tylko
        może > kierunek, troszku nie ten ? Może warto przestać się ścigać w
        domy, > rodziny, fakultety, tylko zająć się tym, czego (naprawdę)
        szukasz, > czego Ci potrzeba i z czym będziesz czuła się dobrze ?
        Może tego Ci > brakuje ?

        Brakuje. Dlatego sie blakam.
        Na to, czego mi potrzeba nie mam szans. Moje zycie nie jest tylko
        moje, jest juz splatane z innymi zyciami, nie mam prawa i nie chce
        takze ich poplatac. Teraz moge byc tylko kochajaca, odpowiedzialna i
        fair. Zdaje sobie sprawe, czasem tylko, glownie po nocy, szukam
        zdan, ktore pomoga mi sie poukladac. Ze strachem w oczach i ciagle z
        nadzieja to robie...

        Beznadziejny przypadek.

        >
        • renkaforever Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 27.02.08, 06:45
          W zyciu masz dostatecznie duzo czasu na realizacje tego o czym marzysz. Moze nie
          teraz jeszcze, moze jestes jeszcze nie gotowa? Ale bycie z sama soba w
          konflikcie to unicestwianie siebie.Jak mozesz budowac szczesliwe relacje z
          ludzmi nie bedac zbalansowana, tj akceptujaca siebie calkowicie ? Takie relacje
          sa nieuczciwe i predzej czy pozniej doprowadzaja do kryzysu, ktorego sie juz boisz.
    • stefan_waldek Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 27.02.08, 12:39
      ja dobrych rad ci dawał nie bedę, twoje problemy są też moimi
      problemami (nierozwiązanymi, ma się rozumieć), więc mój wpis jest
      raczej gestem solidarności.

      paradoks tej sytuacji polega na tym, że intelektualnie całą rzecz
      ogarnąć jest dośc łatwo, wydaje się wręcz trywialna - i z pewnością
      bardziej powszechna niż zazwyczaj sądzimny (co nawiasem mówiąc samo
      w sobie potrafi nieźle zdołować, zamiast podnosić na duchu - w
      końcu każdy lubi o sobie myśleć, że jest wyjątkowy...).

      tyle że wszelkie fajerwerki autoanalizy na nic się nie zdają, bo
      chodzi o emocje, nad którymi nie panujemy - niezbity dowód na
      kolosalny prymat afektu nad rozumem w człowieku, zresztą też wielki
      banał, a jednak często się o tym zapomina (zapominają o tym
      zwłaszcza autorzy rad w stylu "musisz umieścić ośrodek samooceny
      wewnątrz, a nie na zewnątrz". wow! że też na to nie wpadłem!
      wystarczy napiąc wolę i po problemie!)

      mimo to warto chyba sobie powtarzać pewne rzeczy do znudzenia - np.
      to, że życie, w tym życie innych ludzi, jest taka wioską
      potiomkinowską, gdzie trawa jest pomalowana zieloną farbą, pelno
      jest dwuwymiarowych dekoracji, a pod pozorem pewności sądu niemal
      zawsze kryje niepewność i strach.

      więc w tym nieustannym poczuciu nieadektwaności i niezaspokojonej
      potrzebie uznania i zakorzenienia zapominamy, że żadne wyrazy
      aprobaty od kolejnej osoby na horyzoncie, która zdaje się nas
      przerastać i w tak irytujący sposób nas lekceważy - tylko takie się
      liczą, no nie :-) - tej potrzeby nigdy nie zaspokoją. To czasem
      pomaga, przynajmniej mnie, chociaz na krótko.

      Czyli jednak terapia, ale moim zdaniem nie psychoanaliza, raczej
      coś behawioralnego...
      • renkaforever Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 28.02.08, 07:06
        Jestesmy ludzmi,potrzebujemy ludzi, wiec reagujemy emocjonalnie.Ludzie wabia sie
        na dobre emocje, jak ptaki na ziarno:)
        • aga8420 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 28.02.08, 21:20
          Ja też ciągle deprecjonuję siebie, nienawidzę, poniżam. Porównuję się z innymi
          ludźmi i zawsze się okazuje, że jestem we wszystkim gorsza, głupsza, mniej
          zaradna. Nie potrafię siebie zaakceptować, nie chce mi się żyć, nie widzę w
          sobie nic pozytywnego. Zdaje mi się, że nikt mnie nie lubi, bo nie ma za co. Nie
          wierzę, że potrafię coś dobrze robić, że nadaję się do czegokolwiek. A z wiekiem
          jest coraz gorzej. Chciałabym się zabić. Nie mogę znieść samotności. Podobno
          jestem ładna, chociaż wątpię, a nawet nie ma nadziei, że kiedykolwiek wyjdę z
          samotności. Coraz bardziej izoluję się od ludzi, boję się wszystkiego. Nigdy nie
          znajdę pracy na miarę moich ambicji, wykształcenia, bo zawsze będę gorsza od
          innych i nic nieumiejąca. Nie wiem już po co męczę się tyle lat na studiach. I
          tak pewnie skończę w supermarkecie.
    • poprostu_basia Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 29.02.08, 00:17
      polecam Ci książkę "Radość Życia" Davida D. Burnsa
      tytuł brzmi jak poradnik, ale nie jest zwykłym poradnikiem, ja
      korzystałam z niej jakko z podręcznika podczs studiów (psychologia).
      jest tam wiele praktycznych rad jak zwalczyć tego typu myśli-całkiem
      skutecznych rad:)
      ps, mi te myśli wyglądają na depresję...
      • renkaforever Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 29.02.08, 07:37
        Niektorzy mysla ze jak skoncza studia to zostana automatycznie kims wiecej niz
        sa.Jak sie okazuje, ze wciaz nie sa kims wiecej niz byli, to szukaja nowych
        kierunkow studiow i znowu mysla, ze jak skoncza to beda napewno kims wiecej niz
        byli. Tak to trwa w nieskonczonosc,az w koncu okazuje sie ze im wiecej sie ucza
        tym mniej wiedza. Bo wiedza jest nieskonczona, jak kosmos :)Czy myslisz o sobie
        zle czy dobrze jakie to ma znaczenie dla kosmosu?
        • aga8420 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 29.02.08, 11:10
          renkaforever napisała:

          > Niektorzy mysla ze jak skoncza studia to zostana automatycznie kims wiecej niz
          > sa.Jak sie okazuje, ze wciaz nie sa kims wiecej niz byli, to szukaja nowych
          > kierunkow studiow i znowu mysla, ze jak skoncza to beda napewno kims wiecej niz
          > byli. Tak to trwa w nieskonczonosc,az w koncu okazuje sie ze im wiecej sie ucza
          > tym mniej wiedza. Bo wiedza jest nieskonczona, jak kosmos :)Czy myslisz o sobie
          > zle czy dobrze jakie to ma znaczenie dla kosmosu?

          Dla mnie ma znaczenie. Chciałabym mieć przynajmniej satysfakcję, że ja - taki
          tłumok - jednak skończyłam studia, które w gruncie rzeczy kiedyś mnie
          interesowały (zanim zachorowałam). Poza tym ja MUSZĘ udowodnić rodzicom, że
          potrafię skończyć studia, nie tylko moja starsza siostra i że zasługuję na ich
          poświęcenie. Niestety, ciągle muszę na coś zasługiwać. I tak chyba rodzice są na
          mnie źli, że tak zawalam wszystko. Tata tego nie okazuje, ale mama...
      • aga8420 Re: Deprecjonowanie siebie-po co? 29.02.08, 11:07
        poprostu_basia napisała:

        > ps, mi te myśli wyglądają na depresję...

        No to ja mam depresję chyba całe życie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka