paprochy
09.02.08, 01:11
Jestem inteligentna, blyskotliwa, wyksztalcona, ladna, wesola, moje
ponad trzydziestoletnie zycie bylo barwne, szybkie, pelne ciekawych
zwrotow, wciaz nowych doznan, ludzi, kolorow. Sporo osiagnelam,
wiele umiem, mam piekna rodzine, trzy zawody i stabilne jutro.
Tak obiektywnie, tak mowia..
Bo ja sama rzadko tak mysle. Mam sie za nieudacznika, szary ogon,
jesli podziwiam - to innych, dla siebie bedac bezwzgledna w ocenie.
Normalnie tego nie pokazuje, gram siebie (tę, z obiektywnego opisu),
bo tak trzebe, bo tak musze. Ale prywatnie, "po godzinach" na piwie
z ludzmi.. patrze na nich jak na bogow zycia, podziwiam kazde
osiagniecie, kazdy krok do przodu, klaszcze, gdy rozmowa o mnie, to..
"moj dom to rudera", "u nas na wsi", "praca? - aaa, dlubie w ziemi,
nic takiego", "ladna jestes - a gdzie tam, ciemno jest, albo pytam
ile dioptri".
Nie umiem przyjac komplementu, robie z siebie mniejsza, gorsza.
Czuje wtedy.. ze jestem uczciwa, predzej odejme, niz sobie dodam.
Czesto robie to dlatego, zeby ktos czul sie ze mna dobrze, dobrze -
znaczy wyzej niz ja, czul sie "cenniejszy". I to nie jest sztuczne,
umniejszywszy siebie, wywyzszywszy kogos - wtedy czuje sie dobrze i
fair. Uwielbiam budowac innych - przerewelacyjna cecha, tyle, ze dla
innnych.. siebie gnebie, wyrzucam sobie najmniejsze potkniecia,
epitety, jakimi siebie darze z powodu byle potkniecia nie uslyszy
najgorszy wrog.
Nie pytam dlaczego i skad, bo chyba wiem.
Chcialabym zapytac jak sie tego pozbyc.
Bo coraz czesciej bywa, ze jest mi zle, wpadam w dol i nie wiem jak
sie z niego wydostac.
Moglabym pomoc sobie myslac dobrze, majac siebie za kogos. A nie
mam, nie umiem.
Wiem, ze jestem glupia, porypana, pokrecona i powinnam sie starac o
zolte papiery. Ale jakby ktos mial inny pomysl..
ps. za duzo tekstu, nikt nie przeczyta, a jak przeczyta, to uzna za
nudne, wiem.