Dodaj do ulubionych

Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!!

16.07.08, 11:59
dla czego tak silnie odczówam wszystko co dzieje sie
wokół mnie...jestem zrozpaczona...zmeczona.. czy macie jakies
rady...czy jest jakas literatura?
czy w/w fakt moz e byc spowodowany...dośc niska samooceną???
np;
jeśli moja sprzataczka za głosnoo sprzata o 6 rano... mój
facet wybiega na klatke..i robi jej awanture!!!! ja mam z
tego powodu doła.. choc wiem ż e nie powinna hałasowac o 6
rano i bardzoo mi to przeszkadza .... jest mi głupio z e
została zrugana.. do tego stopnia ż e ja omijam... bo nie
umiem jej spojrzec w oczy

ciotka poprosiła mnie o wykonanie czegos.. na co nie
miałam ochoty ani możliwosci.... grzecznie odmawiam....ale
mina ciotki i ton głosu mówi o jej niezadowoleniu....co
powoduje u mnie obsesje...i daże do tego aby jednak
wykonac zadanie...alboo w jakis inny sposób zrękompensowac
sie!!!

jedziemy do mojej rodziny ..moj facet jeszcze ich nie
zna... ja przezywam koszmar... boli mnie głowa od
tygodnia.....jak to bedzie.. czy moj partner sie spodoba..
czy zachowa sie tak jak od niego beda oczekiwali moi
bliscy...a jak nie to co ja powinnam zrobic...jak łagodzic...

dla czego inni maja łatwosc w przyswajaniu innosci i
porazek nie przejmuja sie... chyba .. imm prosciej i łatwiej
zyc... ja ciagle wszystkim sie martwie...robie swoje ale
martwie sie i mimo optymistycznego charakteru...w głowie
układam najgorsze scenariusze...które wałkuje...i to mnie
zabija.... chce aby mi było dobrze ale broń boż e nie
kosztem innych i tak aby to oni byli zadowoleni!!!!!
dodam z e jestem bb samodzielna i nie potrzebuje
pomocyINNYCH wiec inni nie powinni byc dla mnie tak
wazni..... czemu nie potrafie "zrobic sobie dobrze" nie
przejmujac sie otoczeniem??????????
Obserwuj wątek
    • quba Re: Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!! 16.07.08, 12:05
      czy ktores z twoich rodzicow bylo alkoholikiem?
      czy jestes najmlodsza z rodzeństwa?
      • alexolo nie nie 16.07.08, 12:13
        w rodzinie żadnych patologi!!!!!!!!
        wspaniała duża rodzina... ja jestem młodsza siostra swego
        brata
        jestem po 15 latach bycia w toksycznym zwiazku...gdzie
        byłam kochanka matka .. kol , przyjacielem
        bankiem,sprzataczka ..organizatorką, łagodzicielką wszystkich
        wystepków exa, ciagle przepraszajaca... i dobrze robiąca
        wszytskim zwłaszca exowi.....w zamian (od exa) miałam kłamstwa,
        brak bezpieczeństwa, zniewagi liczne zdrady z tłumaczeniem
        " i co z tego"......totalna jazda...ale od 3 lat jestem po
        rozwodzie i uwolniona od exa...chyba.... od roku jestem
        w związku z zupełnie odmienna osobą....
        która jednak ma silne rozwiniete ego..i jest przekonany o
        swojej wspaniałosci i ciagle ma racje...walczy o nasze i o
        swoje jak lew..."kaleczac obcych...a ja bym tych wszystkich
        ludzi przytuliła...i przepraszała ( obecny partner... robi np
        awantury ...sluszne.... jak jest żle obsługiwany w
        sklepie...choc wiem z e ma racje.... to choruje po takich
        akcjach...i wiem z e ze wzgledu na mnie robi lajtowe
        akcje....mimo wszystko przezywam to...
        tak było zawsze....zwalałam to na exa.... ale teraz jest
        podobnie....jestem tym zmeczona....



        quba napisał:

        > czy ktores z twoich rodzicow bylo alkoholikiem?
        > czy jestes najmlodsza z rodzeństwa?
        >
        • quba Re: nie nie 16.07.08, 12:22
          hm troche patowo ustawilas sie w zyciu - za plecami faceta

          Ty "tu tylko sprzątasz"

          czy umiałabys wyjść na czolo i powiedziec "ja tu jestem
          najważniejsza"?
          spróbuj
          • alexolo ALE czemu nie pzychodzi mi to 16.07.08, 12:27
            z łatwościa ...
            ja nie chcce byc najwazniejsza nie chce miec zawsze
            racji ...chce sobie .zyc w spokoju i widziec taki spokój
            wokół mnie..nie interesuje mnie tryumf,,,władza,...nie chcce
            robic nikomu krzywdy i tego oczekuje od innych.... a jak mi
            juz robia ta krzywde....to ja ich usprawiedliwiam...i
            tłumacze...z e chyba nie sa tacy żli



            quba napisał:

            > hm troche patowo ustawilas sie w zyciu - za plecami faceta
            >
            > Ty "tu tylko sprzątasz"
            >
            > czy umiałabys wyjść na czolo i powiedziec "ja tu jestem
            > najważniejsza"?
            > spróbuj
            >
            • quba Re: ALE czemu nie pzychodzi mi to 16.07.08, 12:42
              alexolo napisała:

              > z łatwościa ...
              > ja nie chcce byc najwazniejsza nie chce miec zawsze
              > racji ...chce sobie .zyc w spokoju i widziec taki spokój
              > wokół mnie..nie interesuje mnie tryumf,,,władza,...nie chcce (...)




              nie powiedziałam ze masz wziąć władzę w swoje ręce

              masz zachowawywać się tak, żeby się z Tobą zaczął liczyć partner;
              to wszystko

              jeśli potrafisz to zrobić z łatwością to to zrób i będziesz mogła
              zacząć spokojnie życ
              pozdrawiam
    • spinline Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 12:28
      jezeli nad tym nie popracujesz to bedziesz w zyciu osoba bardzo
      wykorzytywana.

      Owszem to empatia ale i cos wiecej sympatia i identyfikacja z
      innymi ludzmi. Gdy sie wymykaja spod kontroli to ciezko zyc z tym.

      I tu jest punkt nad, ktorym musisz pracowac, nad tym aby nie
      identyfikowac siebie z innymi ludzmi i stworzyc silne poczucie JA.

      Ty to ty, a ktos inny czuje i mysli inaczej. Np. sprzataczka byla
      zruganai i pewnie slusznie, czy sprzataczka jest delikatna myslaca
      osoba tak jak TY, napewno nie, skoro o 6 rano sprzata tak glosno
      ze ludzi budzi.

      Jej rzeczywistosc i sposob postrzegania diametralanie roznia sie od
      twojego. I tak jest ZE WSZYSTKIMI LUDZMI. Kazdy czuje mysli i
      postrzega swiat i rzeczywistosc na inny spsob co oznacza, ze ty
      jestes odrebnym indywidum jeszcze jednym uniwersum w sobie.

      Dobra terapia zmienijaca tego typu postrzeganie jest -gra aktorska,
      gdzie aktor musi miec silne poczucie wlasnego Ja i tego kim jest
      aby moc swobodnie wcielac sie w rozne typy osobowosci i grac je bez
      uszczerbku dla swojej osobowsci.

      Moze jakas grupa teartalan czy amatorski teatr dalc ciebie fajna
      zabawa a poza tym pozyteczna.

      Inna technika budowania silnego Ja jest kazda dzialanosc kreatywna,
      czy to pisanie,czy malowanie, projektowanie itp, gdzie jestes
      zmuszona wyjsc z tym do ludzi......i oczywiscie dostaniesz
      pochwaly:=)))
      • alexolo DZIEKI ...czy istnieje jakas 16.07.08, 12:35
        literatura???
        asertywnosc to cos co juz przerobiłam i widac postepy...tak
        twierdza bliscy....ale co z tego gdy empatia we mnie
        siedzi w środku..i dosłownie wyzera mnie od wewnątrz




        spinline napisała:

        > jezeli nad tym nie popracujesz to bedziesz w zyciu osoba bardzo
        > wykorzytywana.
        >
        > Owszem to empatia ale i cos wiecej sympatia i identyfikacja z
        > innymi ludzmi. Gdy sie wymykaja spod kontroli to ciezko zyc z tym.
        >
        > I tu jest punkt nad, ktorym musisz pracowac, nad tym aby nie
        > identyfikowac siebie z innymi ludzmi i stworzyc silne poczucie JA.
        >
        > Ty to ty, a ktos inny czuje i mysli inaczej. Np. sprzataczka byla
        > zruganai i pewnie slusznie, czy sprzataczka jest delikatna myslaca
        > osoba tak jak TY, napewno nie, skoro o 6 rano sprzata tak glosno
        > ze ludzi budzi.
        >
        > Jej rzeczywistosc i sposob postrzegania diametralanie roznia sie
        od
        > twojego. I tak jest ZE WSZYSTKIMI LUDZMI. Kazdy czuje mysli i
        > postrzega swiat i rzeczywistosc na inny spsob co oznacza, ze ty
        > jestes odrebnym indywidum jeszcze jednym uniwersum w sobie.
        >
        > Dobra terapia zmienijaca tego typu postrzeganie jest -gra
        aktorska,
        > gdzie aktor musi miec silne poczucie wlasnego Ja i tego kim jest
        > aby moc swobodnie wcielac sie w rozne typy osobowosci i grac je
        bez
        > uszczerbku dla swojej osobowsci.
        >
        > Moze jakas grupa teartalan czy amatorski teatr dalc ciebie fajna
        > zabawa a poza tym pozyteczna.
        >
        > Inna technika budowania silnego Ja jest kazda dzialanosc
        kreatywna,
        > czy to pisanie,czy malowanie, projektowanie itp, gdzie jestes
        > zmuszona wyjsc z tym do ludzi......i oczywiscie dostaniesz
        > pochwaly:=)))
        >
        >
        • spinline Re: DZIEKI ...czy istnieje jakas 16.07.08, 12:47
          To bardziej identyfikacja przerabiasz, to na cos co ciebie
          osobiscie mogloby dotknac i to jak sie bys wetdy sama poczula.

          Jest mozliwosc tez i innych terapii. Jak wiadomo kazdy ma za soba
          jakies przykre wydarzenia, w niektorych te wydazrenia zostaja
          nieprzerobione i wychodza pod psotacia identyfikacji.
          To nie jest proste i lekkie. Powiem ci mam kolezanke, ktora jest po
          medycynie. Gdy po wielu latach ciezkich studiow, okazalo sie, ze
          jest zbyt empatyczna, aby pracowac z ludzmi. Ona chorowala ich
          chorobami.
          Pzrerwala w koncu jedna z najbardziej ciekawych prac.

          Dlatego wiedz jedno, ze empatyczny to nie to samo co zaempatyczny
          tu sa roznice. szukaj tych roznic w sobie w tym co sprawia tobie
          przykrosc, co ciebie kiedys zabolalo, sprawilo ze sie zle poczulas?
          Czlowek rozwija sie przez cale swoje zycie, wiec jest duzo czasu na
          przerobienie problemow:=)))
      • womania Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 12:38
        to jest syndrom osoby wspoluzaleznionej. to jest tak jak ciag. po 15
        lat w takim toksycznym zwiazku powinnas sie udac na terapie i to
        dluuuga. zeby wyjsc z roli ofiary, w ktora sie ciagle ladujesz, za
        siebie za innych i za caly swiat.
        • alexolo Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 13:11
          W TRAKCIE rozwodu chodziłam na terapie...psychiatra na p
          [ierwszym spotkaniu odkrył moje
          współuzaleznienie....indywidualna półroczna terapia bbb mi
          pomogła... wyzwoliłam sie od exa..i przeszłosci...jednak to
          siedzi głęboko...jak teraz rozumiec współuzaleznienie?
          od czego od kogo...obecny zwiazek w niczym nie przypomina
          starego.....czy to pozostałosci po przejsciach z ex?



          womania napisała:

          > to jest syndrom osoby wspoluzaleznionej. to jest tak jak ciag. po
          15
          > lat w takim toksycznym zwiazku powinnas sie udac na terapie i to
          > dluuuga. zeby wyjsc z roli ofiary, w ktora sie ciagle ladujesz, za
          > siebie za innych i za caly swiat.
          • womania Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 13:20
            > od czego od kogo..
            a od czego jest alkoholik uzalezniony jak juz nie pije? nie wystaczy
            zabrac butelke zeby przestac pic (sory za dosadne porownanie).

            super ze twoj obecny partner nie jkest toksyczny,. ale Ty zeby nie
            zwariowac powinnas jeszcze raz isc na dluuga terapie. i siegnac
            glebiej. juz teraz bedzie moze latwiej bo widzisz ze z toba cos nie
            tak, ze reagujesz nieadekwatnie. mozesz na spokojnie, troche z
            dystancu. jesli partner cie zrozumie i pomoze to uda ci sie. polecam
            goraco.
          • clarissa3 Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 13:21
            a ciekawa jestem - jak Cię brat traktował? Jak teraz traktuje? Jakie
            były Wasze role w dzieciństwie? Byłaś podporządkowana? Mała
            dziewczynka do sprzątania, wszystko za nią zdecydowane, a starszy
            brat zajmie się ważnymi sprawami?
            To wygląda mi na nieszczęścia wynikające z faktu urodzenia się
            kobietą - bycia programowanym od dnia pierwszego by działać w taki a
            nie inny sposób, i teraz gdy czasy się zmieniają te role okazują się
            być do d.....:(
            • alexolo NIE NIE 16.07.08, 13:35


              NIE DOSZUKUJ SIE sie stosunek z bratem był extra..
              starszy brat o 8 lat...opiekuńczy...przezylismy razem 10 lat
              w oddzieelnych pokojach.. bardzo zaradny i pomysłowy..wciagał
              mnie w świat żagli, pływania.. gór i muzyki... niestety
              gdy miał 19 lat wyjechał na studia i tam juz
              został ...relacje teraz sa takie z e tesknimy i widujemy
              sie w swieta jutro własnie jade nad morze do niego!!!!!!
              ]

              clarissa3 napisała:

              > a ciekawa jestem - jak Cię brat traktował? Jak teraz traktuje?
              Jakie
              > były Wasze role w dzieciństwie? Byłaś podporządkowana? Mała
              > dziewczynka do sprzątania, wszystko za nią zdecydowane, a starszy
              > brat zajmie się ważnymi sprawami?
              > To wygląda mi na nieszczęścia wynikające z faktu urodzenia się
              > kobietą - bycia programowanym od dnia pierwszego by działać w taki
              a
              > nie inny sposób, i teraz gdy czasy się zmieniają te role okazują
              się
              > być do d.....:(
              • clarissa3 Re: NIE NIE 16.07.08, 13:39
                nie zrozumiałaś mnie dobrze - ja nie zachęcam Cię do szukania
                WINNEGO, tylko do zrozumienia schematów według których TY działasz.
                • alexolo mozliwe ze nie rozumiem 16.07.08, 13:47
                  odebrałam to jako atak na brata,,,,,]
                  ale jest cos .....zostałam wychowana... tak hm np.
                  wpojono mi ż e starsi ...to swietosc..... oni zawsze maja
                  racje....zwracanie im uwagi to skandal....
                  zawsze maja pierwszeństwo... np np talez z posiłkiem
                  podawany jest im pierwszy... gdy przy staole siedziałam u
                  rodziny mego obecnego partnera.. tam nie ma takich
                  zwyczajów.... pierwszy am dostał 10 letni chłopiec .. babcia
                  czekała grzecznie na swoja kolej.... byłam oburzona.. było
                  mi wstyd za nich wszystkich... ciagle myslałam co ta
                  starsza kobieta sobie mysli......na końcu podzieliłam sie
                  postzrezeniami z chłopakiem .. a ten mnie wysmiał i nie
                  mógł zrozumiec o co mi chodzi.... u mnie w domu
                  pominięcie hierarchi waznosci .. byłby szczytem arogancji i
                  grubiaństwem....... u mnie jak łyzke ...połoze nie z tej
                  strony tależa.. widze świdrujący wzrok rodziny..i sie
                  czerwnienie z e jeszcze nie pojełam zasad dobrego
                  wychowania....... jak mój chłopak przyy kolacji złożyl
                  kanapke i jadł ja w rekach a nie widelcem... moja mama
                  zwrociła mi na to uwage... że tak nie wypada ...moze przy
                  ognisku...ale nie przy stole.
                  a ja sie tym wszystkim przejmuje.....


                  clarissa3 napisała:

                  > nie zrozumiałaś mnie dobrze - ja nie zachęcam Cię do szukania
                  > WINNEGO, tylko do zrozumienia schematów według których TY działasz.
                  • mona.blue Re: mozliwe ze nie rozumiem 16.07.08, 13:57
                    Wg mnie pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny, może terapia DDA/DDD by
                    Ci pomogła. Co to znaczy, że straszy to świętość - jak Cię krzywdzi
                    to masz stulic po sobie uszy. I dlaczego dziecko nie może pierwsze
                    dostać talerza - to jest chore - liczy się kolejnośc dziobania?
                    Toż to tyrania.
                    • alexolo chodzi o szacunek!!!!!!!!!! 16.07.08, 14:00
                      mona.blue napisała:

                      > Wg mnie pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny, może terapia DDA/DDD
                      by
                      > Ci pomogła. Co to znaczy, że straszy to świętość - jak Cię
                      krzywdzi
                      > to masz stulic po sobie uszy. I dlaczego dziecko nie może pierwsze
                      > dostać talerza - to jest chore - liczy się kolejnośc dziobania?
                      > Toż to tyrania.
                      • alexolo Re: chodzi o szacunek!!!!!!!!!! 16.07.08, 14:24
                        szacunek i tradycja!!!!!
                        raczej nie ma to nic wspólnego z chorob a....
                        za pewne czytałaś Pna tadeusza TAM JEST DOSKONALE pokazany
                        przyklad porządku i przynależnosci , hierarchi ( droga na
                        spacer...zasiadanie do stołu)

                        u mnie jest podobnie.... a wszystkie odmiennosci traktuje
                        jak ... brak w wychowaniu...brak szacunku...cos co nie
                        wypada....żle mi z tym ale tak jest
                      • mona.blue Re: chodzi o szacunek!!!!!!!!!! 16.07.08, 19:36
                        A Tobie nie należy się szacunek? Oni mają jakieś większe prawa do
                        szacunku.

                        Naprawdę piszę z własnego doświadczenia, u mnie w domu też liczyli
                        się przede wszystkim rodzice. Ale każdy ma takie samo prawo do
                        szacunku i do tego, zeby liczone się z jego zdaniem,potrzbami.
                  • clarissa3 Re: mozliwe ze nie rozumiem 16.07.08, 14:05
                    no widzisz, coś w tym jest..

                    A spróbuj sobie samej dać PRAWO do niewspółczucia tej sprzątaczce -
                    i zobacz czy Ci z tym nie spokojniej?;))

                    Żyjesz teraz w innych warunkach niż w TWOJEJ rodzinie więc i inaczej
                    musisz działać, niektóre cechy wykształcić a niektóre przytłumić,
                    myślę. I zapytaj brata jak to się robi!:)))
                    • alexolo Zapytam go czy wogóle 16.07.08, 14:21

                      ma z ty,m problem... bo nie wydaje mi sie... ale z
                      pewnoscia hierarhia u niego jest
                      zawsze on dostaje posiłek pierwszy.. jego córki
                      podaja ...na końcu nakladaja sobie... jest to kochajaca
                      rodzina on i bratowa są na równi..ale kazdy zna swoje
                      miejsce...



                      clarissa3 napisała:

                      > no widzisz, coś w tym jest..
                      >
                      > A spróbuj sobie samej dać PRAWO do niewspółczucia tej sprzątaczce -

                      > i zobacz czy Ci z tym nie spokojniej?;))
                      >
                      > Żyjesz teraz w innych warunkach niż w TWOJEJ rodzinie więc i
                      inaczej
                      > musisz działać, niektóre cechy wykształcić a niektóre przytłumić,
                      > myślę. I zapytaj brata jak to się robi!:)))
          • mona.blue Re: Ryzyko jest takie ze... 16.07.08, 13:54
            Jest taka świetna książka "Koniec współuzależnienia" Mellody Beatie -
            gorąco polecam. I w przypadku współuzaleznienia bardzo dobrze robi
            terapia grupowa - też polecam.
        • bardzo.grzeczna.dziewczynka do Womania 16.07.08, 14:58
          Womania, czy naprawdę wierzysz w to, że psychoterapia, czyli rozmowy
          z psychologiem, mogą zmienić charakter człowieka? Wiem, że to jest
          forum psychologia i w ogóle, wypada tak pisać, ale bez urazy, wydaje
          mi się, że to trochę przesada.
          • womania Re: do Womania 16.07.08, 16:05
            oczywiscie ze same rozmowy nic nie zmienia. czym jest psychoterapia
            nie bede sie wypowiadac mozna poszukac w internecie. powiem tylko ze
            terapeuta POMAGA zauwazyc schematy naszego zachowania. ale tylko
            pomaga. jesli sama myslisz o tym, zastanawiasz sie, to potem
            dostrzegasz ze np. wcale nie jestes zla na partnera tylko na ojca
            itp. wiec dochodzisz do zrodla i ta przykladowa zlosc okazuje sie
            bezprzedmiotowa itp. ale to jest TWOJA praca. przy pomocy terapeuty
            jako takiego lustra.
            > forum psychologia i w ogóle, wypada tak pisać
            - no wlasnie wstydz sie.... haha
            • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: do Womania 16.07.08, 16:13
              No tak, ale jeśli np. ktoś był zły na swojego ojca, bo ten ojciec go
              nie kochał/źle traktował/był alkoholikiem, etc. to nawet, jeśli
              sobie uświadomisz, że jesteś na niego wściekłą, to nie zmieni to
              FAKTU, że pewne rzeczy miały miejsce i dziura emocjonalna tam gdzieś
              jest (sorki za niefachowe określenie, ale nie jestem psychologiem).
              I że ta osoba jest już inaczej ukształtowana i możliwości zmiany są
              ograniczone. Nawet, jak przesadzisz pogięte drzewo w mniej wietrzne
              okolice, to ono już się nie wyprostuje!! Wydaje mi się, że z ludźmi
              jest podobnie.
              • womania Re: do Womania 16.07.08, 16:32
                no ograniczone ale jednak sa baardzo duze. bo - ciagnac przyklad
                ojca - jak wiesz ze masz dziure emocjonalna po ojcu to wiesz tez ze
                szukasz jej zaspokojenia w swoich partnerach.
                ale w ogole to oprocz rozumienia sa tez emocje. ja tez reagowalam
                jak ty, jak mowiono: na terapii 'przepracowuje' cos, moje relacje z
                ojcem. ale: im bardziej o nich myslisz i opowiadasz o nich
                terapeucie, tym emocjonalnie jestes blizsza tym przezyciom
                (wiekszosc tak ma). a jak juz jestes blisko to... mozesz troche
                oczyscic sie uczuciowo, posprzatac.
                np. partner cie denerwuje i doprowadza cie do placzu. jestes
                wsciekla i placzac nagle czujesz sie jak mala dziewczynka ktorej
                rodzice cos kazali zrobic a ty nie chcesz. i swiadomosc tego ze ten
                placz jest wlasciwie na rodzicow a nie na partnera - pomaga. wtedy
                mozesz wyzloscic sie i wyplakac do woli na rodzicow. i potem jest
                lzej, bo juz mniej odczuwasz przytyki meza. mozesz racjonalnie
                reagowac, twoje relacje sa 'czystsze'. bo nie budzie to w tobie
                tycho gromnych nagromadzonych przez cale zycie emocji.
                a inna kwestia jest poukladanie tego z rodzicami, z tym nieszczesnym
                ojcem. ojca nie zmienisz ale zmieniasz nastawienie do niego.
                emocjonalnie wyzwalasz sie.

                ja np. dzis doslownie (informowalam o tym caly swiat na jednym z
                forow) poczulam ZE NIC NIE MUSZE. ze w sensie emocjonalnym naprawde
                jestem wolna. i poczulam sie bardzo lekka, nie obarczona zadnym
                balastem 'powinnosic'. i ze np cale zycie pracowalam tam gdzie
                pracowalam bo nieswiadomie spelnialam oczekiwania mojej mamy. bylo
                tam mi zle ale wczesniej nie wiedzialam dlaczego.
                no,... moge tak pisac i pisac. na razie.
                • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: do Womania 16.07.08, 18:22
                  Tak, emocje z dzieciństwa wciąż mi się odbijają czkawką. I co gorsza
                  moje zachowanie bywa interpretowane w zaskakujący sposób. ale może
                  to po prostu głodnemu chleb na myśli. pozdrawiam
                • mona.blue Re: do Womania 16.07.08, 19:42
                  Ja też całkiem niedawno do tego doszłam, że NIE MUSZĘ, inaczej, że
                  wszystko mogę robić W WOLNOŚCI. Bardzo fajne uczucie, prawda?

                  By the way, mój terapeuta od przemocy, jak któraś z nas mówiła, że
                  POWINNA coś zrobić, zawsze pytał "Po jakiej winie"?

                  Ukłony dla malej.winki :)
          • womania Re: do Womania 16.07.08, 16:08
            polecam wszystkim przy okazji forum 'depresja i nerwice' tam baardzo
            duzo o psychoterapii.
    • paco_lopez Re: Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!! 16.07.08, 13:15
      musisz poczytac o asertywności. im bardziej robisz sobie dobrze tym
      inni widza ciebie gorzej, ale to ich problem a nie twój. pamietaj o
      tym i nie kręć filmów.
      • shangri.la Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 13:34
        Człowiek wrażliwy,szczery, ciepły i pełen pozytywnych uczuć dla innych , na ogół
        nie ma łatwego życia, bo zawsze istnieje ryzyko, że padnie ofiarą niegodziwości.
        Krótko mówiąc, łatwiej go skrzywdzić, cierpi o wiele dłużej i głębiej niż wyzuty
        z uczuć i wyprany z emocji robot, jakich mnóstwo wokół.
        Ni rozumiem jednak związku z asertywnością, bo wrażliwość idzie zwykle w parze z
        inteligencja emocjonalną, której elementem jest również asertywność.
        Lubię siebie taką, jaką jestem :)))
        • alexolo asertywnosc to wazny element... 16.07.08, 13:39

          bo nie dosc ż e cierpie z a miliony.....to tez nie
          potrafilam im odmawiac... nie chciałam robic o co mnie
          proszono...ale nie odmawiałam...co pogłebiało frustracje!!!!!
          teraz staram sie kontrolowac swoje tak i nie....ale mimo
          wszystko nie zawsze sie z tym dobrze czuje....
          mysle jednak ż e ucze sie asertywnosci ...i mam juz
          pierwsze osiagniecia....
          obok empatii ... brak asertywności byo moim koszmarem...
          teraz wiem jak sobie radzic ...choc bywa róznie

          shangri.la napisała:

          > Człowiek wrażliwy,szczery, ciepły i pełen pozytywnych uczuć dla
          innych , na ogó
          > ł
          > nie ma łatwego życia, bo zawsze istnieje ryzyko, że padnie ofiarą
          niegodziwości
          > .
          > Krótko mówiąc, łatwiej go skrzywdzić, cierpi o wiele dłużej i
          głębiej niż wyzut
          > y
          > z uczuć i wyprany z emocji robot, jakich mnóstwo wokół.
          > Ni rozumiem jednak związku z asertywnością, bo wrażliwość idzie
          zwykle w parze
          > z
          > inteligencja emocjonalną, której elementem jest również
          asertywność.
          > Lubię siebie taką, jaką jestem :)))
          • mona.blue Re: asertywnosc to wazny element... 16.07.08, 19:49
            Chcę też polecić książkę R.Lerner "Codzienne afirmacje.Rozmyślania
            dla dorosłych dzieci". Są to takie krótkie "lekcje", jedna na każdy
            dzień roku uczące zdrowego podejścia do życiaq i ludzi z
            uwzględnieniem deficytów, jakie mają dzieci pochodzące z
            alkoholowych lub dysfunkcyjnych rodzin.
        • leda16 Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 13:45
          To widać...
          • alexolo Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 13:52
            W ROZSĄDNYCH granicach ja tez ...lubie ludzi... lubie
            pomagac dawac siebie .. czuje ich radosc i ból... ale jak
            to przekracza granice i jest destrukcyjne dla mnie ....
            staje sie koszmarem.....uwierz
            • womania Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 14:27
              lubisz innych bardziej niz siebie i do zycia, szczescia potrzebne ci
              ich zadowolenie (no jak czytalam o twojej rodzinie to jest sedno i
              wierzcholek gory lodowej).
              zaspokojenie innych to twoja podstawowa wizja szczescia. a twoje
              emocje i wolna wola - sa tlumione.
              ja tez tak mam, ale nie Az tak.

              mowisz ze przerabialas swoj zwiazek na terapii? musialo byc naprawde
              ciezko skoro nie dotarlas na tej terapii nawet do swego dziecinstwa.

              po prostu nie masz tych granic, nie umiesz ich bronic. na sile sie
              nie da. musisz wraz z jakims terapeta uwierzyc ze masz prawo do
              swoich osobistych granic. nienaruszalnych. i ze nie zyjesz za kare.
              i nie wybawiasz ludzkosci. i duuzo innych rzeczy ktorych odkrycie
              moze byc dla Ciebie duza frajda. teraz, juz na spokojnie.
              pozdr
              • mona.blue Re: womania, dzięki 16.07.08, 19:51
                To bardzo mądre co napisałaś ;)
            • aidka Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 16:37
              jak dla mnie
              to ani rodzina nie jest dysfunkcyjna
              ani brat nie jest szkodnikiem
              ani nie ma co się doszukiwać spraw z dzieciństwa
              Ty jesteś zwyczajnie wrażliwa
              może bardziej, niż inni
              i , faktycznie, można się starać o większą umiejętność asertywnego
              odmawiana
              a przeżywanie pewnych rzeczy, lęk przed nimi długo przedtem, zanim
              nastąpią, to, wg mnie, neurotyczna cecha Twej osobowości
            • mona.blue Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 19:46
              Dobrze jest nauczyć się stawiać granice - dotąd jestem w stanie Ci
              pomóca, dalej już nie.

              Pomaga też zatroszczenie się o siebie, o spełnianie własnych
              potrzeb.
              Nasz terapeuta miał takąmetodę, żeby każda z nas wypisała sobie 10
              swoich potrzeb (ale koniecznie conajmniej 10) i 3 z nich zaspokoiła
              w kolejnym tygodniu. Naprawdę działa :)
          • blue_red Re: Dobrze mi z moja empatią:) 16.07.08, 15:57
            leda16 napisała:

            > To widać...



            No widzisz nawet tu sie wciskasz jak koszula w d........

            Spadaj stąd i daj ludziom spokój. Ledunia.
    • malakas Re: Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!! 16.07.08, 14:51
      Nic Ci nie jest. Jesteś delikatna, zrównoważona i dobrze wychowana.
      Za to Twój robi karczemne awantury z byle powodu, w dodatku pewnie
      często nie mając racji (jak z tą sprzątaczką, która w zgodzie z
      prawem i pewnie nie dlatego, że jest rannym ptaszkiem, ale po prostu
      takie są godziny pracy roboli, zaczyna od 6:00. Co ma czekać jak
      jaśnie Pan jeden z drugim się wyśpi?). Nad nim bym się zastanowił w
      pierwszej kolejności.
      A temacie cóż, hm. Jeszcze siĘ taki nie urodził...Banał, ale dla
      Ciebie - aksjomat.
      • shangri.la Re: Brawo Malakas!:) n/t 16.07.08, 14:53

      • alexolo NO nie bardzo... 16.07.08, 16:02

        jestem taaaak dobrze wychowana ż e jak ktos mnie traca na
        ulicy...to ja udaje ż e nie czułam cjhoc boli i narasta
        złosc...

        jak obca starsza kobita zamyka mi sklep przed
        nosem ..a jest 17-45 a ona sie spieszy na autobus....to
        ja mówie przepraszam i odchodze...


        jak kobieta podaje mi chleb...który mi sie nie podoba bo
        jest blady... to ja sie nie odezwe ... bo nie wypada co
        ona sobie pomysli że wybredna jestem

        uchodze za grzeczna ułożona .. dziewczynke w wieku niemal 40
        lat.. jak walcze o swoje.... to słysze" tak nie wypada..
        co w ciebie wstapiło... ale sie zmnieniłaś..... ??/
        do dupy z takim dobrym wychowaniem..... skoro ono
        przeszkadza mi życ w tym zaborczym drapieżnym..świecie..
        choc nie chce byc jak inni ...chce umiec sie bronic... i
        mój facet .. robi to za mnie... ja sie ucze i i staram
        wprowadzic w zycie...i chociaz go nie kochaja jak
        mnie... to jego SZANUJA !!!!!!!!!!!!!!!!!!! a mnie nie..
        ...ostatnio jak mój facet wyszedł do pracy....to drzemałam
        jeszcze chwile.. a tu nagle moja sasiadka 70 letnia pani
        stoi na demna i macha mi pismem..." no w końcu jestes...
        mam pismo z administracji.. nie mogłam cie zastac.. teraz
        tez pukałam....ale było otwarte...
        zaniemówiłam......podziekowałam i przeprosoiiłam ż e musiała
        chodzic z tym pismem....choc taaak naprawde kipiałam.. bo
        nie zycze sobie obcych bab w moim domu bez mojej zgody....

        malakas napisał:

        > Nic Ci nie jest. Jesteś delikatna, zrównoważona i dobrze
        wychowana.
        > Za to Twój robi karczemne awantury z byle powodu, w dodatku pewnie
        > często nie mając racji (jak z tą sprzątaczką, która w zgodzie z
        > prawem i pewnie nie dlatego, że jest rannym ptaszkiem, ale po
        prostu
        > takie są godziny pracy roboli, zaczyna od 6:00. Co ma czekać jak
        > jaśnie Pan jeden z drugim się wyśpi?). Nad nim bym się zastanowił
        w
        > pierwszej kolejności.
        > A temacie cóż, hm. Jeszcze siĘ taki nie urodził...Banał, ale dla
        > Ciebie - aksjomat.
        • malakas Re: NO nie bardzo... 16.07.08, 16:34
          No popatrz, jednak potrafisz nakrzyczec i czegoś bronić, szkoda że
          nie siebie, tylko kogoś kto umie bronic sie sam, a może i aż zanadto.
          Ćwicz :-)
          Nie kumuluj drobnych urazów, bo potem wybuchasz reakcja
          niewspółmierną do akcji i ludzie słusznie sie dziwią "co w nią
          wstąpiło".
          Zaprzyjaźnij się czym prędzej z konceptem asertywności, gdyż nie ma
          takiej mysiej dziury na świecie, do której mogłabys sie schować.
          Z babą o 17:45 i tak nic byś nie wskórała, chyba że kłamstwem i
          manipulacją. Co byś zyskała rugając potrącającego? Szacunek? Bez
          jaj! Z chlebem to dobry przykład, jakbym siebie widział 20 lat temu.
          Wydaje mi sie, że brak Ci miary (nie mówię, że łatwo ją znaleźć), do
          której mogłbyś sie odnieść. To inni wyznaczają Ci każdorazowo
          granicę, poza która nie chcesz wychodzić. Podkładasz sie w sposób
          naprawdę głupi, tylko po to żeby nie wyjśc na szukającą dziury w
          całym, samolubną, sprawiającą problemy i absorbującą otoczenie.
          Może wyobraź sobie siebie jako 3 razy większą. Zyskasz więcej
          przestrzeni a i ludzie będa musieli się do Ciebie odnosić z naleznym
          respektem. Taka zabawa, tylko żeby Ci wykreowana megalomania nie
          weszła w krew :-)
          • alexolo prawda!!!!!!!!!!!!! 16.07.08, 16:47
            TRAFIŁES W DYCHE!!!!!!!!!!!!!!!!!

            Podkładasz sie w sposób
            > naprawdę głupi, tylko po to żeby nie wyjśc na szukającą dziury w
            > całym, samolubną, sprawiającą problemy i absorbującą otoczenie.


            to cała ja!!!!!

            np . ostatnio wpadłam w szał.. bo chciałam sie dosiąsc do
            znajomych i nie było krzesła.. chciałam przycupnac na
            poreczy ale muj facet zrobił zamieszanie...bo szukał dla
            mnie krzesła...( było mi miło...ale sytuacja mnie
            przerosła.. za długo i za duzo uwagi było skupione na
            mojej osobie)bbb sie zdenerwowałam chciałam wyjsc...



            CZYLI MÓWISZ ZE POWINNAM UDEZYC W ASERTYWNOSC?
            mam kilka pozycji ... ale czy znasz jakis szczególny tytuł
            warty polecenia... czy asertywnosci mozna sie nauczyc?


            malakas napisał:

            > No popatrz, jednak potrafisz nakrzyczec i czegoś bronić, szkoda że
            > nie siebie, tylko kogoś kto umie bronic sie sam, a może i aż
            zanadto.
            > Ćwicz :-)
            > Nie kumuluj drobnych urazów, bo potem wybuchasz reakcja
            > niewspółmierną do akcji i ludzie słusznie sie dziwią "co w nią
            > wstąpiło".
            > Zaprzyjaźnij się czym prędzej z konceptem asertywności, gdyż nie
            ma
            > takiej mysiej dziury na świecie, do której mogłabys sie schować.
            > Z babą o 17:45 i tak nic byś nie wskórała, chyba że kłamstwem i
            > manipulacją. Co byś zyskała rugając potrącającego? Szacunek? Bez
            > jaj! Z chlebem to dobry przykład, jakbym siebie widział 20 lat
            temu.
            > Wydaje mi sie, że brak Ci miary (nie mówię, że łatwo ją znaleźć),
            do
            > której mogłbyś sie odnieść. To inni wyznaczają Ci każdorazowo
            > granicę, poza która nie chcesz wychodzić. Podkładasz sie w sposób
            > naprawdę głupi, tylko po to żeby nie wyjśc na szukającą dziury w
            > całym, samolubną, sprawiającą problemy i absorbującą otoczenie.
            > Może wyobraź sobie siebie jako 3 razy większą. Zyskasz więcej
            > przestrzeni a i ludzie będa musieli się do Ciebie odnosić z
            naleznym
            > respektem. Taka zabawa, tylko żeby Ci wykreowana megalomania nie
            > weszła w krew :-)
            • malakas Re: prawda!!!!!!!!!!!!! 16.07.08, 17:00
              Przepraszam, ja tu tylko sprzątam...nie znam żadnych lektur, ale
              inni na pewno :-)
              Widzę jeszcze jedną kwestię do podciągnięcia. Nie każdy jest
              showmanem, frontmanem, duszą towarzystwa, bawidamkiem etc., raczej
              lęk przed publicznymi wystepami jest bardziej powszechny niż brak
              jakiejkolwiek tremy. Ale nie jesteś też kameleonem, żeby się wtapiać
              w tło. Oswój sie najpierw, że to TY jesteś tłem (przeważnie) ale nie
              próżnią przecież. Jesteś jak kredens lub krzesło, kto nie będzie
              uważał ten sie przewróci o Ciebie. A od krzesła lub stołu coś Cię
              jednak jeszce różni, nie? Inni muszą się liczyć z tym, że możesz sie
              poruszyć, a nawet coś powiedzieć :-)
              Jeżeli Ty nie będziesz sygnalizowac swojej obecności, kto za Ciebie
              to zrobi? Facetowi też sie w końcu znudzi mebel, choć on
              przynajmniej go widzi. Sorry za porównania...
              • alexolo rozumiem ale 16.07.08, 17:11
                o ironio

                w śród znajomych jestem dusza towarzystwa..bb lubiana.. i
                ja lubie przebywac w sród ludzi... nie lubie jednak byc
                chwalona.. komp[lementy mnie pesza ... i denerwują .. .....nie
                lubie wywoływac zamieszania wokól swojej osoby



                malakas napisał:

                > Przepraszam, ja tu tylko sprzątam...nie znam żadnych lektur, ale
                > inni na pewno :-)
                > Widzę jeszcze jedną kwestię do podciągnięcia. Nie każdy jest
                > showmanem, frontmanem, duszą towarzystwa, bawidamkiem etc., raczej
                > lęk przed publicznymi wystepami jest bardziej powszechny niż brak
                > jakiejkolwiek tremy. Ale nie jesteś też kameleonem, żeby się
                wtapiać
                > w tło. Oswój sie najpierw, że to TY jesteś tłem (przeważnie) ale
                nie
                > próżnią przecież. Jesteś jak kredens lub krzesło, kto nie będzie
                > uważał ten sie przewróci o Ciebie. A od krzesła lub stołu coś Cię
                > jednak jeszce różni, nie? Inni muszą się liczyć z tym, że możesz
                sie
                > poruszyć, a nawet coś powiedzieć :-)
                > Jeżeli Ty nie będziesz sygnalizowac swojej obecności, kto za
                Ciebie
                > to zrobi? Facetowi też sie w końcu znudzi mebel, choć on
                > przynajmniej go widzi. Sorry za porównania...
          • spinline Re: NO nie bardzo... 16.07.08, 16:54
            Może wyobraź sobie siebie jako 3 razy większą. Zyskasz więcej
            przestrzeni a i ludzie będa musieli się do Ciebie odnosić z
            naleznym
            respektem. Taka zabawa, tylko żeby Ci wykreowana megalomania nie
            weszła w krew :-)

            ...........................

            To jest dobre porwnanie.



            hem.bredband.net/b120394/
        • mona.blue Re: NO nie bardzo... 16.07.08, 19:54
          Trening asertywności mógłby Ci pomóc, Alexolo.
          • mona.blue Re: NO nie bardzo... 16.07.08, 19:57
            Książki też są dobre, jest tego dużo na rynku, ale to umiejętność
            praktyczna i trening grupowy jest najlepszy.
    • clarissa3 Re: Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!! 16.07.08, 18:52
      może już było - ale, powiedz mi, proszę, ile masz lat, alexolo?
      • alexolo Re: Empatia moze byc koszmarem..pomocy!!!!!! 16.07.08, 23:41
        PISALAM JUZ ... OK 40

        clarissa3 napisała:

        > może już było - ale, powiedz mi, proszę, ile masz lat, alexolo?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka