Dodaj do ulubionych

samotni są wśród nas

15.12.03, 16:40
Czy samotność to tylko przemijający stan ducha? Spotkałam się i z takimi
odpowiedziami ale w gruncie rzeczy coś przemijającego powinno trwać chwilę,
jakiś okres w życiu a nie całe życie. Czasami zastanawiam się czy to nie
choroba (jakaś blokada przed otwarciem się na innych). Co o tym myślicie?
Zapraszam wszystkie samotne osoby do wspólnej rozmowy. Być moze wyjaśnimy
sobie na wzajem pewne rzeczy, dzieki którym będzie nam samotnym łatwiej
funkcjonować.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: adamus Re: samotni są wśród nas IP: *.eltur.com.pl 16.12.03, 04:06
      Z tą blokadą to chyba masz rację. Czasem mam podobne odczucia.
      Może dzięki takim postom jak Twój łatwiej będzie odblokować blokady:-) Do tego
      potrzebne są odpowiednie osoby
      Pozdrawiam!
      • ulena1 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 12:31
        Masz jakiś pomysł na to jak to zrobić?
        To nie takie proste powiedzieć sobie - ok od dziś koniec blokady. Tym niemniej
        musi być na to jakiś sposób. Piszesz, że do odblokowania się potrzebne są
        jakieś specjalne osoby - chyba Ty już taką poznałeś. Jeżeli tak - gratuluję!
        • Gość: adamus Re: samotni są wśród nas IP: *.eltur.com.pl 17.12.03, 04:22
          Niestety nie ale dzięki.
      • piglet5 Re: samotni są wśród nas 18.12.03, 13:38
        ja traktowałam swoją samotność jako swoisty komfort/wersja optymistyczna nie do
        końca zgodna z prawdą-tzw. oszukiwanie samej siebie://prawdą jest jednak że nie
        jest to stan naturalny,zwłaszcza jeżeli sie przedłuża....niedawno miałam
        przyjemnosć spotkać kogoś,kto udowodnił mi że bycie wyspą samotną to
        zdecydowanie nie jest to-na kilka miesięcyożywiłam się, rozkwitłam,życie
        nabrało głębszego sensu, żyłam jego pełnią..jednak wszystko co dobre szybko
        kończy/to taka,nie daj Boze,reguła,która często sprawdza się w "organizacji"
        mojego życia,głównie emocjonalnego-na swój sposób jestem taką emocjonalną
        efemerydą jeżeli chodzi o "uczucia wyższe"...teraz jest pustka,a ja wracam do
        teorii,ze samotność to dla mojej skromnej osoby stan optymalny...ech..ż y c i e
      • piglet5 Re: samotni są wśród nas 18.12.03, 13:39
        jaki wniosek?...chyba właśnie się z a b l o k o w a ł a m/na razie nie wiem,czy
        mi z tym dobrze...nie narzekam, bynajmniej..pozdr.
    • nefretete9 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 09:14
      Nie czuje się samotna, mam wspanialą rodzinę, dzieci, męza, ale brakuje mi
      cholernie rozmow z ludzmi spoza rodziny.Tęskinię za perawdziwą
      przyjaźnią.Spotykam ludzi, ale ich wartosci są odległe od moich i dlatego
      mijamy sie na sciezce zycia.Gdyby,jak mawial Mały Książę, były sklepy z
      przyjaciólmi.....
      Wewnątrz mnie żyje smutek spowodowany bezludziem i niutulony żal, ze w
      zasięgu ręki istnieje to, czego nie mogę posiąść.
      • ulena1 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 13:32
        Skoro masz przyjaźń w zasięgu ręki to walcz o nią (nawet wtedy gdy myślisz, że
        zrobiłaś wszystko na co było Cię stać). Przyjaciel to człowiek, któremu możesz
        zaufać bezgranicznie i nie martwić się o to co będzie.
        Piszesz, że wartości innych ludzi są odległe od Twoich - dlaczego tak myslisz?
        Lubimy co innego, czujemy nieco inaczej ale w głębi duszy jesteśmy jak
        zaprogramowane istoty, które dążą do jednego wyznaczonego celu - przeżyć (może
        dlatego tak często nie zważamy na potrzeby innych). Skoro więc brniemu ku
        jednemu dlaczego tak bardzo się różnimy?
    • iron.rose Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 10:21
      Mi się wydaje, że samotność to taki stan ducha, kiedy nie możesz się z nikim
      podzielić swoimi uczuciami.
      Jeżeli nie ma kogoś z kim można spędzić czas i nazwyczajniej w świecie nudzi
      się nam - to mały problem. Można wyjść do teatru, na spacer, czy po prostu
      włączyć telewizor.
      Ale kiedy ma nikogo komu można powiedzieć: "Spotkało mnie dzisiaj coś
      wspaniałego, jestem szczęśliwa!" albo "Słuchaj, mam taki problem..." to wtedy
      się zaczyna samotność. Można być nawet samotnym wśród przyjaciół i rodziny, bo
      nawet komuś "od rozmów o wszystkim" czasami nie można z różnych względów
      powiedzieć tego co czujemy.
      Tak właśnie rozumiem samotność.
      • ulena1 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 12:27
        Masz rację, więc to jednak stan ducha - a dokładniej mówiąc świat nas zmusza do
        tego, ze czujemy się samotni. Każdy ogląda tylko czubek własnego nosa i nie
        przejmuje się innymi. Tak mi się wydaje, ze gdy się ma męa i dzieci o jest
        troszkę inaczej ponieważ odczuwasz kogoś obok siebie - ale samemu jest
        najciężej. Jak się było małym dzieckiem to w kadej chwili można było przytulić
        się do swojej mamy czy taty i ta pustka odchodziła (człowiek czuł się komuś
        potrzebny) - teraz już na to za późno. To wstyd kiedy 25-letnia osoba przytula
        sie do mamy. Tak czy siak potrzeba kogoś do kogo trzeba się czasami przytulić.
        • kwiat_lotosu Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 15:17
          Uleno, nie mialam oporów ,zeby przytulić się do rodzców, chcialabym teraz
          połozyc głowę na Mamy kolanach ale nie ma Jej posród zywych.Od męża mam ciepła
          pod dostatkiem, ale to nie zmienia pustki, jaka jest we mnie.Może faktycznie
          to stan umysłu i ducha?:)
          • ulena1 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 16:04
            Kwiecie_lotosu strata Rodzica to inny rodzaj osamotnienia, napewno bardziej
            tragiczny niż strata partnera, a już napewno gorszy od poprostu bycia samotnym.
            Ale w pewnym wieku nawet do Rodzica przytulasz się nieco inaczej. Będąc
            dzieckiem lgniesz do Twojego opiekuna a jako dorosły człowiek, owszem
            przytulisz się - ale czujesz już pewne opory, których nie odczuwasz będąc
            dzieckiem.
            Tak czy owak zrozumiałam przesłanie od Ciebie - zbyt późno doceniamy tych,
            którymi jesteśmy otaczani.
            • inka_sama Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 19:52
              ulena1 napisała:
              > Kwiecie_lotosu strata Rodzica to inny rodzaj osamotnienia, napewno bardziej
              > tragiczny niż strata partnera, a już napewno gorszy od poprostu bycia
              > samotnym.

              Strata rodzica w dzieciństwie - to jedna z najgorszych rzeczy z życiu.
              Dla osoby dorosłej - strata partnera jest czymś dużo gorszym niż strata
              rodzica. Oczywiście jeśli między partnerami była miłość. Ze strata rodzica
              liczymy się, mamy ja wpisana gdzieś w świadomości. Choc i tak zwykle jest
              ciosem.


              > Tak czy owak zrozumiałam przesłanie od Ciebie - zbyt późno doceniamy tych,
              > którymi jesteśmy otaczani.

              Przecież tak nie musi być?
              To tylko nasz wybór.
              • Gość: hm Re: samotni są wśród nas IP: *.tvk.torun.pl / 80.51.243.* 16.12.03, 20:54
                "Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie,
                jako smakujesz az się zepsujesz"
                .chyba jakoś tak było....
                • procesor Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 21:38
                  Gość portalu: hm napisał(a):
                  > "Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie,
                  > jako smakujesz az się zepsujesz"
                  > .chyba jakoś tak było....

                  Mistrz Kochanowski napisał to prawie pół tysiąca lat temu. Wypadałoby juz
                  nabrac trochę mądrości.
                  Starsi ludzie w zyczeniach zawsze mówią - "i przede wszystkim duuuużo zdrowia".
                  Mądrzy młodzi - wiedza że to ma sens.
                  Ci którzy skoczyli na główke do nieznanej wody i znaleźli sie w Konstancinie -
                  tez o tym wiedzą..
              • ulena1 Re: samotni są wśród nas 16.12.03, 21:45
                To prawda, że strata rodzica jest zapisana gdzieś głęboko w świadomości
                każdego z nas, ale tak naprawdę nigdy nie jesteśmy na nią przygotowani - tym
                bardziej jeżeli odchodzi ktoś wtedy kiedy my sami jesteśmy jeszcze bardzo
                młodzi (wydaje mi się, że tak było w przypadku Kwiatu_lotosu). Kiedy jesteś
                młoda odejście rodzica traktujesz poważniej niż odejście partnera, natomiast z
                wiekiem to się zmienia (taka kolej rzeczy)
    • squweq Re: samotni pójdą w las... 18.12.03, 01:04
      Samotnosc nie jest taka straszna, jezeli wyrazamy na nia zgode, jezeli nasz
      wybor jest swiadomy; nie bede z ludzmi, bo jestsem indywidualista, mam sie czym
      zajmowac, nie potrzebuje ludzi, i gdy jest mi z tym dobrze nie ma problemu, ale
      wiekszosc jest samotnych bo albo nie odpowiada im towarzystwo, albo nie
      potrafia sie z nim dogadac, bo nie odpowiedaja towarzystwu;
      z wlasnego doswiadczenia dodam ze samotnie latwiej funkcjonowac, nie ma ciezaru
      na plecach, nie ma sie o kogo martwic, nie trzeba sie nikim opiekowac, a nawet
      gdy trzeba , to nie jestesmy z nikim zwiazani uczuciowo, wiec brak bólu, brak
      lez, bo nie ma po kim .,... samotnosc ze soba to nie samotnosc,
      szkoda tylko ze czasem nawet swoje towarzystwo trudno zniesc...

      i co wtedy???

      ....
      w melancholijnym nastroju hochla formułowa...
      • ulena1 Re: samotni pójdą w las... 18.12.03, 11:43
        Samotność nie jest straszna gdy wyrażamy na nia zgodę, łzy po kimś są nie do
        zniesienia. Lecz co zrobić gdy łzy cisną się do oczy wtedy kiedy jesteś sam,
        właśnie z tego powodu. Piszesz, że będąc samotnym nie czujesz bólu po stracie
        kogokolwiek, a nie pomyślałeś o tych pięknych chwilach, które mozesz możesz
        przyżyć właśnie będąc z kimś? Coś mi sie zdaje, ze właśnie te chwile sprawiają,
        ze pod koniec życia mozesz powiedzieć "było cudownie". A nie zawsze jes tak, ze
        ten ktoś zostawi ciebie.
        • piglet5 Re: samotni pójdą w las... 18.12.03, 13:47
          :)ja teoretycznie wyraziłam zgodę na ten stan...w moim przypadku/zapewne jak w
          większości to tylko maska-robienie dobrej miny do złej gry...samotnosć zupełna
          to dla mnie pewien rodzaj autodestrukcji uczuciowej..mam kilku wspaniałych
          przyjaciół, mam rodzinę..są to osoby, które sprawiają,że poczucie pustki jest
          chwilami mniej intensywne..a jednak..."czasami jestem tak sama,że nawet ze mną
          mnie nie ma"(S. Plath)a to uczucie paraliżuje i przeraża....
          • ulena1 Re: samotni pójdą w las... 19.12.03, 15:48
            Zobaczcie jak to jest.
            Stan osamotnienia to dla nas stan nieprzyjemny, a często piszemy, że wybraliśmy
            go sami. Nie rozumiem - czy to znaczy, że chcemy dla siebie źle?
            Przecież chodzimy do pracy (uczymy się), doskonalimy swoją wiedzę i wszystko to
            robimy, żeby było łatwiej żyć. To dlaczego w sferze uczuciowej jest odwrotnie?
            Piglet5 to piękne co przytoczyłaś "czasami jestem tak sama, że nawetze mną mnie
            nie ma" - i pasuje jak ulał. Dziękuję i pozdrawiam.
            • katrynka Re: samotni pójdą w las... 19.12.03, 16:30
              Eichelberger przyrównał samotność do stawu otoczonego zaroślami; wydaje się być
              malowniczy, ale po pewnym czasie, bez dopływu świeżej wody staje się mętnym
              bajorem.
              samotność, mimo pozoru wolności, która daje, ogranicza i zamyka nas w kręgu
              własnych myśli i ocen. zabiera punkty odniesienia. wykoślawia wrażliwość.
              samotność jest trochę jak wir, który wciąga i dlatego takie to absurdalne jest:
              żle nam z samotnością, ale wyrwać się z niej jest bardzo trudno. może samotność
              jest poprostu konsekwencją, wypadkową wychowania, charakteru, przypadku, pecha
              do ludzi na drodze. nie chciałabym uczyć się z nią żyć, ale może to jest jedyne
              wyjście.
    • jmx Dla wszystkich 19.12.03, 16:28

      Grudniowy numer "Charakterów", o samotności.
      Warto przeczytać, warto się zastanowić.

      "Samotność trudno przekroczyć, bo to, czego najbardziej potrzebujemy i za czym
      tęsknimy, czując się samotni, jest jednocześnie tym, czego się najbardziej
      boimy".
      • squweq Re: Dla wszystkich 19.12.03, 20:42
        i tym optymistycznym a jakze prawdziwym akcentem ....

        jezeli jest mi dobrze samej ze soba, to nie jestem samotna...
        ale czasami doskwiera brak tej drugiej osoby...
        chociaz... polubienie swojego towarzystwa to polowa sukcesu w drodze do
        szczescia :)
    • ulena1 Re: samotni są wśród nas 06.01.04, 15:43
      Wszystkim udzielejącym się z okazji Nowego Roku serdeczne życzenia szczęscia i
      miłości w życiu. Aby samotność (jeżeli już ją czujemy) była siłą napędzającą
      nas do "wyjścia ku ludziom" a nie uczuciem prowadzącym do płaczu i
      przygnębienia.
      Wesołego Nowego Roku!!!
    • Gość: Silly Re: samotni są wśród nas IP: *.ds.uni.wroc.pl 07.01.04, 15:18
      Nienawidze swojej samotności i bynajmniej nie jest ona moim wyborem. Gdyby nie
      moi fantastyczni rodzice (ktorych bardzo kocham) moje serce byloby calkowicie
      bezuzyteczne, puste. Czasami mam wrazenie ze usycham, ze zasuszam sie jak
      rodzynka. Potrzebuje drugiego czlowieka - rozpaczliwie. Chcialabym zeby komus
      na mnie zalezalo, zeby mnie ktos potrzebowal, zebym byla komus potrzebna.
      Czuje sie bezuzyteczna...Mam dosc ryczenia w poduszke w nocy, zeby nikt nie
      syszal. Ech! Az sie poryczalam...chyba powinnam sie leczyc.
      • Gość: styczniowy Silly..nie rycz IP: *.acn.waw.pl 07.01.04, 16:00
        Spokojnie..Niech leczą się tacy, którzy całe życie żyją w kłamstwie. Na co
        dzień miłe pozory a w głębi duszy jad, rozsiewany, gdy nie ma na to
        świadków.Chciałabyś tak ? Bardzo wątpię. Uspokój się. Przyjdzie i na ciebie
        pora. Głęboko wierzę, że przyjdzie w jedynie słusznym momencie. Nie rozglądaj
        się nerwowo, nie płacz tylko...czekaj. Inaczej los ześle ci toksynę i zapłacisz
        wówczas cudze rachunki. Lepiej płacić własne. Uszka do góry. Trzymaj się !
        • Gość: Silly Re: Silly..nie rycz IP: *.ds.uni.wroc.pl 07.01.04, 17:51
          Dzięki styczniowy za słowa otuchy. Na ogół nie jestem taki mięczak, chyba mam
          po prostu ostatnio jakiś kryzys. W taką paskudną pogodę jakoś tak człowiekowi
          ciężęj się z tym wszystkim uporać, tym bardziej że z samotnościa nie borykam
          się miesiąć czy rok tylko o wiele dłużej. Czasami przychodzi załamanie i traci
          się na chwilę nadzieję. Oby Twoja głęboka wiara znalazła odwierciedlenie w
          rzeczywistości. Jeszcze raz dzięki!
      • ulena1 Re: samotni są wśród nas 19.01.04, 15:45
        Nie wstydź się płaczu w poduszkę. Wydaje mi się, e lepiej się wypłakać niż
        popełnić błąd i związać z kimś na zasadzie "z braku laku dobry kit"
        :) Uśmiechu i dobrego dnia zyczę
    • Gość: 123 Re: samotni są wśród nas IP: *.junisoftex.pl / *.junisoftex.pl 07.01.04, 20:19
      Samotnosci nienawidze jak niczego na swiecie!!Teraz jestem samotna o
      sama ...to straszne.Czuje sie zgorzkniała,znerwicowana osoba,malo co mnie
      cieszy.Nie chce taka byc.
      Gcy bylam w zwiazku z kims kogo kichałam -byłam bardziej
      spokojna,optymistyczna.Tez bywalam samotna.
      Miałam czasem wrazenie ze cos sie zakonczy i skonczy sie to szczescie.
      I skonczyło sie- z mojej winy choc nie chciałam do tego dopuscic.
      Samotnosc to chyba cecha neurotykow , a moze erupcja hormonow,ktora kaze nam
      plakac,zalic sie ,byc nieszczesliwym...
      Zastanawiam sie czy jestem masochistka -niekiedy prowokuje samotnosc ,potem
      jestem nieszczesliwa....
      Walcze aby sie z niej wyzwolic,
      pozdrawiam.
      • Gość: k. Re: samotni są wśród nas IP: *.bial.pl / 217.97.219.* 08.01.04, 00:09
        W pewnym sensie moja samotność, jak to sobie uświadomiłam, wynikała najpierw z
        oczekiwania na tego Kogoś - wymarzonego. Potem był ktoś może nie książę z
        bajki, ale kochany przeze mnie - zaangażowanie jak się okazało w dużej części
        jednostronne. Kolejny etap odrzucenie. dalej dochodzenie do siebie. Potem
        odrzucanie, tych którzy zwrócili na mnie uwagę - ranienie ich. Zasklepianie się
        w sobie. A teraz coraz boleśniej przekonuję się, że nie chcę miłości przez
        wielkie M, ale chcę być z kimś dobrym, kto sprawi, że poczuję, że żyję. Bo już
        wiem, że nie jestem stworzona, by być samotną wyspą - nie chcę samotnych świąt,
        niedziel spędzanych z książką, niezrealizowanych planów urlopowych, bo brak
        mobilizacji.

        Mam nadzieję, że mi się uda z tego wyjść. Życzę wszystkim uczetnikom tego wątku
        pogody ducha i optymizmu, a przede wszystkim odważenia się na "otwarcie" na
        inną osobę. I może jeszcze odważenia się na podjęcie tego ryzyka. Bo to jest
        ryzyko - zaufanie innej osobie. Ale chyba innej drogi nie ma.

        Pozdrawiam serdecznie
        • ulena1 Re: samotni są wśród nas 19.01.04, 15:43
          Masz rację K
          Tak naprwadę szukamy kogoś, z kim będzie nam miło i bezpiecznie. Myślę, że tuż
          przed 30-tką nie ma szans na "wielkie uczucie". Być może ono istnieje ale kiedy
          ludzie są młodsi i niedoświadczeni. Później zotaje tylko zaufanie, przywiązanie
          i miła atmosfera domowego ogniska bez szans na "lawinę uczuć".
          I racja, że nie można za bardo na kogoś czekać, bo to wyzwala strach i myślimy
          wtedy "a może to już to...." - wtedy każdy szczegół tego kogoś nie odpowiada
          nam do końca.
          Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka