Dodaj do ulubionych

Ona tyje, on milczy ze strachu

23.12.11, 10:03
a jak już na widok ukochanej z wylewającym się tłuszczem chce się tylko rzygać to wymienia się ją na młodszą i szczuplejszą...w czym problem?
Obserwuj wątek
    • ferdek_bagietka Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 23.12.11, 10:37
      mojej małżonce przytyło się parę lat temu. walczy z tym - dietą i ćwiczeniami, ale efekty są dość dyskusyjne jak na razie.
      nigdy jej tego nie wypominałem. i tak mi się podoba :P, 'straszę' ją wręcz, że jak schudnie to odbije się to na kształcie jej biustu, który jest obecnie bardzo kształtny i pełny.
        • hermina5 Re: A N G L i K milczy ze strachu 25.12.11, 13:59
          >Taaa z pewnością. Wieksze maszkarony.

          Nieee, z pewnością, inna kultura, co widać w Twoim poście. Przeciętny Polak nie ma najmniejszego problemu, aby powiedzieć kobiecie , ze jest grubą świnią, maszkaronem, grubym babskiem itp, choć sam wygląda jak "idź stąd". Ładne polskie dziewczyny słyszą więc na ulicach od łysych dresów, ze majacycki jak wymiona, albo ryj jak krowa - to jest własnie Polska.
    • wszystkie_loginy_zajete_2 Ona tyje, on milczy ze strachu 23.12.11, 10:58
      Za to szczupłej wszyscy życzliwi będą mówić że "powinna jeść więcej", chociaż na ogół nie będą to faceci (chyba że starsi). Mi koleżanka (bardzo gruba) powiedziała że wyglądam jak z Oświęcimia (mam wagę w dolnej granicy normy i mąż jest tym zachwycony, naprawdę kości mi nie wystają).. Nie potrafią zrozumieć, że schudnąć się zawsze da (kwestia dyscypliny), a przytyć niekoniecznie, jak ktoś ma szybki metabolizm albo jest chory. Jadą jak po ośle, bo to "z troski o zdrowie".
      • wadera3 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 23.12.11, 11:53
        wszystkie_loginy_zajete_2 napisała:

        >Nie potrafią zrozumieć, że
        > schudnąć się zawsze da (kwestia dyscypliny), a przytyć niekoniecznie,



        :D Powiedz to mojej( i nie tylko) insulinooporności w powiązaniu z niedoczynnością tarczycy.
        Pewnie Ci uwierzą, bo ja niekoniecznie.
        • nunia01 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 23.12.11, 23:51
          A to nie wiesz, że zawsze mój problem jest 'najmojszy' , a wszystkie inne zwalcza się za pomocą samodyscypliny:)

          > >Nie potrafią zrozumieć, że
          > > schudnąć się zawsze da (kwestia dyscypliny), a przytyć niekoniecznie,

          Można jeszcze to powiedzieć zdiagnozowanym defektom genetycznym, które nie wiedzieć czego wystąpiły sobie w towarzystwie choroby autoimmunologicznej i insulinooporności.
          • rozwodnik-waw Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 25.12.11, 16:47
            > A to nie wiesz, że zawsze mój problem jest 'najmojszy' , a wszystkie inne zwalc
            > za się za pomocą samodyscypliny:)

            Praw fizyki Pani nie zmienisz, więc nie wymyślaj nowych "Dziadów".

            Jak się wchłania więcej kalorii, niż organizm zużywa, to się tyje. Wystarczy pozyskiwać mniej energii, niż organizm zużywa, waga spadnie. Nie ma siły, by było inaczej...
            • rumpa Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 25.12.11, 17:16
              owszem tani pseudointelektualisto, jest. To co jemy zasadniczo jest rozdzielane na dwa sposoby - wydatkowane i spalane na bieżące potrzeby i magazynowane. Jak wszystko jest ok, to duzo spalamy , mamy dużo energii i jesteśmy szczupli. Jak mamy niedoczynność tarczycy to głowny strumień kalorii płynie do korytka - magazyn. A my oprócz tego że tyjemy, jesteśmy senni, nieprzytomni, nie mamy siły, mimo że nie jemy dużo. Jesli zaczniemy jeść mniej to po prostu padniemy ale nie schudniemy. Próbowałam ćwiczyć w nieodoczynności aby schudnąć - po miesiącu miałam mniejszą wydolność niż na początku, liczba potrzebnych odpoczynków w czasie zajęć wzrosła z 4 do 10 co w praktyce oznaczało kompletny bezsens dlaszego ciagnięcia tej zabawy, duszności i zawroty głowy, miękkie nogi. I co ciekawsze , sama tyroksyna którą w Polsce leczą nieodoczynnosć choć to powinno być " leczą", nic nie zmieniła w sytuacji. Powrót do zdrowia zaczął się dopiero z cytomelem, a znajdź mi lekarza który go przepisuje - taaak, ja sobie go sama przepisałam i dawkowałam badajac krew co 3 tygodnie a i tak w pewnym momecie udało mi się wpaść w nadczynność na jakiś , dość krótki na szczęście czas. Tak więc osobiście, wiedząc jak w Polsce leczy się niedoczynność, w zasadzie jeśli nie masz tsh jak himalaje w ogóle się nie leczy, nie mam sumienia przywalać się do grubszych babek, I wierzę im że mało jedzą a tyją. Bo też tak miałam. Nawet na tyroksynie. teraz schudłam już 13 kg mimo że nie jem mniej, raczej więcej i wcale nie ćwiczę.
              Acha, wg wiekszość lekarzy nie miałam niedoczynności, mimo wszystkich pieknych objawów, bo nie miałam najważniejszego - tsh było niskie, w normie, a nwet bliżej dolnej granicy. Norma jest od 0,3 do 3, ja miałam 1, a wiekszośc durnych konowałów leczenie zaczyna od 8, 9 czy nawet 10. Spałam, trzęsłam się z zimna, miałam deprę i bóle stawów, prolaktynę jak stąd do nieba, kołatanie serca i trzęsące się ręce. Ale to nie była nieodczynnosc bo tsh nie takie. Od tej pory datuje się moja niczym nieskrepowana nienawiść do endokrynologów, za moje zmarnowane lata życia.
            • malena-76 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 25.12.11, 17:51
              rozwodnik-waw napisał:

              > > A to nie wiesz, że zawsze mój problem jest 'najmojszy' , a wszystkie inne
              > zwalc
              > > za się za pomocą samodyscypliny:)
              >
              > Praw fizyki Pani nie zmienisz, więc nie wymyślaj nowych "Dziadów".
              >
              > Jak się wchłania więcej kalorii, niż organizm zużywa, to się tyje. Wystarczy po
              > zyskiwać mniej energii, niż organizm zużywa, waga spadnie. Nie ma siły, by było
              > inaczej...
              >


              Myslę, że Twój wywód choć elegancki i oczywisty zdobedzie niewielu zwolenników / niewiele zwolenniczek. Większość ludzi woli mysleć, że jedząc - chudnie, a wydając pieniądze- zarabia je;)
            • nunia01 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 27.12.11, 15:15
              > Jak się wchłania więcej kalorii, niż organizm zużywa, to się tyje. Wystarczy po
              > zyskiwać mniej energii, niż organizm zużywa, waga spadnie. Nie ma siły, by było
              > inaczej...

              to rozwiązaniem dla jęczącej, że nie może przytyć jest po prostu żarcie więcej a nie twierdzenie, że nie da się - nieprawdaż?
              • wszystkie_loginy_zajete_2 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 31.12.11, 20:04
                Ale po co mam tyć? 55 kilo przy 170 cm wzrostu to BMI w normie. Nie mogę tylko zrozumieć czemu otyli zachowują się wobec mnie chamsko, naprawdę nie żyję po to żeby leczyć czyjeś kompleksy. Ja im nie powiem że są "puszyści" bo to obraza majestatu. Może powinnam zacząć odpowiadać adekwatnie na zaczepki.. A co do "żarcia": jak się nie je, to się chudnie, nie ma innej możliwości. W drugą stronę to nie zawsze działa, bo organizm może po prostu nie wchłaniać wszystkiego.
        • sierzant_nowak Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 26.12.11, 11:37
          > :D Powiedz to mojej( i nie tylko) insulinooporności w powiązaniu z niedoczynnoś
          > cią tarczycy.

          wśród osób z nadwagą tylko niewielka część jest genetycznie "zmuszona" do bycia otyłymi. Nawet wśród schorzeń wpływających na nadwagę, wiele jest nabytych "na życzenie" nabywającego...
          • wadera3 Re: Ona tyje, on milczy ze strachu 26.12.11, 14:55
            Oczywiście, tyle, że całe życie byłam "normalna", i jeśli musiałam, bez problemu zrzucałam te 2-5 kg, a od kilku lat nie mogę "schuść" nawet pod wodzą dietetyka.
            Jak to powiada mądra pani doktor - utyję nawet po wodzie, i kompletnie nie ma się to do liczenia i bilansu kalorii.
            Wszystko co zjadam przekształca się w sadełko.
            I gdybym jadła tyle, ile mogę i lubię, ważyłabym ze 150 kilo.
            Trudno mówić o nabytej niedoczynności tarczycy, czy insulinooporności, szczególnie, że w rodzinie wszystkie kobiety są szczupłe i jedzą co najmniej dwa razy tyle ile ja:)
    • lavinka Ona tyje, on milczy ze strachu 25.12.11, 15:30
      Wydaje mi się, że lepiej przeciwdziałać tyciu, niż wytykać partnerowi niedoskonałości. Lepiej po prostu ruszać się cały czas, zdrowo się odżywiać w rozsądnych ilościach, wtedy narzekać nie będzie na co.
      To taki lament męża z brzuchem jak bęben, że jego żona przytyła 20 kilo. A ja się pytam z czego, z powietrza? U niego też nie lepiej.
      Nie ma sensu wytykać sobie nawzajem nadwagi, o jej zgubnym wpływie na zdrowie wie większość ludzi. A że ktoś woli nie słodzić herbaty i nie jeść czekolady zamiast pójść do dietetyka, to no cóż, jego problem.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka