Gość: jazz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 11:32 Czy kto pracuje lub pracował? Ciekawa jestem czy można dostać pracę bez "pleców" i ile płacą. Czy to raczej płaca minimalna czy może trochę lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Vp Re: Urząd Statystyczny IP: 195.117.30.* 19.03.04, 20:18 Nie wiem, czy Ci to pomoże, bo doswiadczenia mam sprzed 9lat. Byłam świeżo upieczoną absolwentką matematyki, zarejestrowaną bezrobotną, nauczycieli nigdzie nie potrzebowali. Urząd Statystyczny wydawał mi się odpowiedni ze względu na wykształcenie, więc zaczęłam zbierać informacje aby nie iść w ciemno. Zapytałam w pośredniaku czy stamtąd dostają jakieś oferty, staże, prace interwencyjne czy podobne, odpowiedzieli że czasami z urzędów dostają, ale pani nie umiała mi powiedzieć czy ze statystycznego też. Oczywiście wszelacy "doradcy" dopiero zajarzyli, że coś takiego jest jak o tym powiedziałam, no i pełny entuzjazm, proszę tam iść, z takim wykształceniem, tylko napisać dobre cv i już niemal byłam w ich oczach na świetnej posadzie. Odwiedzałam też różne kluby pracy i dyskutowałam z ludźmi jak to widzą, oczywiście widzieli jako miejsce idealne dla mnie. W jednym z klubów prowadzący był na tyle zaangażowany, że chodził po firmach, informował o działalności, zostawiał namiary, a ponieważ Urząd Statystyczny był parę ulic dalej, był tam wielokrotnie jeszcze zanim ja się zaczęłam tam kręcić. No i bomba. Pewnego razu jestem na jednym z typowych spotkań, telefon z US, jak najbardziej prawidłowa oferta pracy, wszystkie warunki spełniam. Już podczas tej telefonicznej rozmowy padła propozycja, że odpowiednia osoba może się zgłosić jeszcze dziś, proszę bardzo. No więc w swoim cv i lm przygotowanym na tę okazję zmieniam pierwsze zdanie, że "w odpowiedzi na ofertę z dnia...", gonię do domu się przebrać, na szczęście mieszkam blisko, po godzinie jestem z powrotem mając w głowie odpowiedzi na ewentualne pytania na rozmowie kwalifikacyjnej. Z pełnym entuzjazmem niosę papiery do US, miła sekretarka okazała się osobą wyjątkowo rozmowną. I dowiedziałam się, że na polecenia kadrowej zadzwoniła z tą ofertą do Urzędu Pracy i właśnie do tego klubu, nigdzie indziej i wcześniej nie było innych ofert. Przeczytała moje cv i oddała mi je do ręki, żebym sama wręczyła kadrowej, która zaraz wróci. Przy okazji wypytała o wykształcenie, doświadczenie i zainteresowania, wszystko pasowało idealnie, na dodatek chyba zrobiłam dobre wrażenie i na odwrót. Kadrowa wróciła, idę do niej, mówię że chciałam zostawić dokumenty. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak: - Jaka ofeta pracy???? (zdziwienie niewymowne, gały wytrzeszczone jakby zobaczyły ufoluda) - Z klubu pracy, pan XX odebrał telefon przed godziną z waszego urzędu... - Nie dawaliśmy żadnych ofert. - Chciałabym porozmawiać z osobą odpowiedzialną za zatrudnienie. W sekretariacie powiedziano mi, że oferta została złożona do UP i klubu... oraz uprzedzono, że podeślą kandydatkę jeszcze dziś, to właśnie ja (to był błąd, ale wtedy wydawało mi się logiczne podać źródło danych) - Dyrektora nie ma i nie będzie. Zresztą i tak nie ma wolnych etatów. - Przecież oferta została złożona, dzwoniła w tej sprawie pani X (nazwisko sekretarki, przedstawiła się dzwoniąc do klubu i zobaczyłam potem na wywieszce) - To sprawa tej pani. - No chyba to nie sekretarka decyduje czy kogoś trzeba zatrudnić, dlatego też chciałabym się umówić z kompetentną osobą na rozmowę. (to też źle powiedziałam, ale już było jasne, że cokolwiek powiem będzie źle) - Nie ma o czym rozmawiać, nie ma wolnych miejsc. - Czy mogę zostawić dokumenty, może w przyszłości miejsce się pojawi, mam odpowiednie wykształcenie, jestem... (przerwała mi z wściekłością) - Nie potrzeba nam tu żadnych papierów. Spojrzałam na biurko, leżało tam kilka życiorysów ze zdjęciami... No cóż, dałam się całkowicie zbić z tropu i wyszłam, nawet na koniec zdobyłam się na "rozumiem, do widzenia". W naiwności swojej postanowiłam pójść do sekretariatu i poprosić o umówienie z odpowiednim dyrektorem, w końcu ta sekretarka była taka mi życzliwa. Zastałam drzwi zamknięte na klucz więc cześć pieśni. Ona na pewno słyszała tę rozmowę, drzwi jak wchodziłam były pootwierane, przezornie się zmyła. Potem myślałam sobie, czy dostała tylko zjebę, czy może obcięli jej premię... No więc odpowiedź na pytanie o "plecy" jest w powyższym kontekście chyba oczywista. Przypominam że to działo się 9 lat temu, teraz na pewno jest jeszcze gorzej. Nie podam nazwy miasta, miej nadzieję, że u Ciebie będzie inaczej, a nuż... Moja znajoma załapała się bez znajomości do Urzędu Wojewódzkiego, przeglądała biuletyn, który taki urząd musi wydawać i informować o wolnych etatach. Pracuje za minimalną plus premia, na rękę wychodzi 700-800zł, jeszcze trzynastka i prezenty na święta ok.50zł, i tak się cieszy, bo przekroczyła czterdziestkę i nie sądziła że gdziekolwiek ją zatrudnią, z wykształcenia polonistka. Odpowiedz Link Zgłoś