Gość: weaver
IP: *.sympatico.ca
22.07.01, 00:38
Ciekawie piszecie, juz mialem sie nie wtracac, ale powiem swoje 3 grosze, bo
swiat jest jednak zroznicowany.
Pracuje w sredniej wielkosci firmie softwareowo-internetowej w Toronto. Dilbert
tu prawie nie wystepuje. Co zrobie, to jest oceniane na biezaco, a projekty sa
wdrazane. Ludziki co chwila wyskakuja z jakas inicjatywa, typu dyplom dla
najlepszego pracola miesiaca, cuda na kiju za szczegolne osiagniecia itp. I
drukuja te dyplomy, i daja te nagrody.
A jakis czas temu management kupil z 10 pudel miekkich pileczek i wszyscy sie
zaczeli rzucac. I nikt tego nie sprzata, pilki leza totalnie wszedzie juz z
miesiac, i jeszcze co jakis czs wybuchaja male bitwy miedzy dzialami.
Na zakonczenie dodam ze dobrze placa, a pracownicy do nas wala (100 resumes na
jedno ogloszenie).
Aha, i nie siedze po godzinach (!). Mam czasami wrazenie nierealnosci...
szczegolnie jak sobie przypomne prace w reklamie w Warszawie.
weaver