Gość: on bez pracy
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.10.11, 13:22
historia nr 1
W ubiegla srode ukazuje sie ogloszenie. W te sama srode aplikuje. Dzis jest poniedzialek. Po godzinie 12-stej dzwonie do tej firmy, a tam pani mowi mi, ze juz nieaktualne, juz kogos zatrudnili (normalnie nie dzwonie do firm, wysylam CV & list motywacyjny i czekam na odzew, ktorego zazwyczaj brak. Tym razem zadzwonilem, bo sami podali nr telefonu w ogloszeniu).
Kiedys ktos slusznie zaobserwowal, ze jedna z roznic miedzy mna a Rabartem jest to, iz on mowi, ze praca w Polsce jest glownie po znajomosci, podczas gdy ja mowie o katastrofalnym, zepsutym rynku pracy, rynku pracodawcy. Teraz zastanawiam sie coraz bardziej, czy to jednak Rabart nie jest blizszy prawdy.
No bo niby jak ta firma miala zdazyc przeprowadzic i zakonczyc uczciwa rekrutacje w ciagu trzech dni roboczych?
historia nr 2
Moj daleki znajomy, a raczej syn kolezanki mojej mamy (spotkalem go raptem pare razy w zyciu) - skonczyl slynna Viadrine. W sumie to pierwotnie zaczal w Polsce germanistyke, wyjechal na jakas wymiane do Niemiec i tam juz zostal, tzn po prostu zaczal od nowa studia w Niemczech, na Viadrinie (ekonomie badz zarzadzanie, nie jestem pewien). Mial juz podobno w perspektywie prace w tym drugim Frankfurcie, ale wrocil do Polski, bo jego mama ma postepujaca chorobe a dodatkowo zostala wdowa niecaly rok temu. Postepujace zniedoleznienie i powazna depresja po swiezej zalobie powoduja, ze potrzebuje ona opieki. A z rodziny ma tylko mlodsza siostre w Warszawie, zajeta swoim zyciem (ona sama mieszka w Polsce wchodniej). A wiec ten wyksztalcony czlowiek przyjechal do Polski, rozwazal opcje, zeby wziac mame do siebie, ale ona jakos nie chce jechac z nim do Niemiec. Poki co, on mieszka tu juz pare miesiecy wiec zaczal szukac pracy, stwierdzil, ze co najwyzej zostanie tu dluzej, jak znajdzie dobra prace. I co? Nic, zero efektow. Po paru miesiacach poszukiwan zalapal sie na jakas fuche, kursy/konwersatoria po niemiecku w jakiejs prywatnej szkolce. Z pewnoscia nie tego sie spodziewal. Teraz szuka jakiejs zaufanej osoby do codziennego zajmowania sie mama a on sam planuje wrocic do Niemiec.
Zawsze smiejecie sie z polskich uczelni, ale Viadrina to jednak uczelnia europejska.
Coraz bardziej odnosze wrazenie, ze dla absolwenta Harvardu czy innego Yale w takim Bialymstoku czy Rzeszowie tez nie byloby lepszej pracy niz PH lub wciskacz kredytow lub funduszy inwestycyjnych.
***********************************
No coz, dzisiaj kolejny wysyp ogloszen. Postawilem sobie ambitny cel wyslania 100 CV do konca roku, tylko co z tego wyniknie? Dwa zaproszenia na rozmowe?
Ktos powie - 100 CV to nie az tak duzo, a ja mowie, ze to bardzo duzo, bo w normalnych uwarunkowaniach naprawde nie wysyla sie az tyle, bo po prostu szybciej sie cos znajduje.
Poza tym, i tak nie mam gdzie ich wysylac. Murarz, kafelkarz, farmaceuta, informatyk, kelner, dostawca pizzy, PH, doradca finansowy. Tak wyglada 95% ogloszen w tym kraju.
Przechodzac obok restauracji slysze jak grupa obcokrajowcow probuje po angielsku zamowic jakies danie i za zadne skarby nie moze dogadac sie z kelnerka. Tymczasem ja moglbym pisac piekniejsze eseje po angielsku od wielu rodowitych Anglikow, a pracy umyslowej w Polsce znalezc nie moge.
Jak zyc panie premierze, jak zyc? Pytanie aktualne jak nigdy dotad, tylko gorzej z odpowiedzia...
Poki co, Rabartowi zycze udanego wyjazdu do UK a Kazjence 150 zl podwyzki ;-)