Gość: Maciek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.06.04, 12:54
Pracuję w małej polskiej firmie (Warszawa).W umowie o pracę mam godziny
pracy 8-16.Regularnie z kolegą (obaj jesteśmy po studiach) zostajemy "po
godzinach" - bez żadnych dopłat za godziny nadliczbowe. Co więcej, limity
tych godzin są znacznie przekraczane - ostatnio non stop siedzimy do 20, a
coraz częściej zdarza się że nawet do 24. Szef nawet nie przeprosi, tylko
zadowolony mówi że "tak dużo jest zleceń".Dla niego to dobrze, bo ma dobre
dochody. Z rozmów ze znajomymi wiem, że taka praktyka zdarza się coraz
częściej, w różnych firmach.
MAM PYTANIE: czy można coś z tym zrobić? Czy ktoś z Forumowiczów próbował
walczyć z tym? Ja wiem, że na moje miejsce jest 100 innych chętnych, ale czy
pracodawca w związku z tym może bezkarnie naruszać przepisy prawa pracy?
Znajomi się boją, mówią że stanowcze upomnienie się o dodatek za godziny
nadliczbowe spowoduje wyrzucenie z pracy. Ale jak? Pracodawca wymyśli
fikcyjną przyczynę? )(bo musi podać konkretny powód zwolnienia!).Pracuję
ciężko, mam dobre kwalilifikacje, trudno znależć na mnie "haka".Czy miałbym
ewentualnie szanse w sądzie wygrać z nieuczciwym pracodawcą, który wyrzuciłby
mnie tylko dlatego, że domagam się przestrzegania prawa? Może już ktoś
odważny stawił czoła temu zjawisku?
Pozdrawiam