Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
31.07.04, 16:33
Jedna z czeskich sieci handlowych chciała nakazać swoim pracownicom, by na
czas menstruacji zakładały w pracy czerwone opaski. Na trop tego pomysłu
wpadła podczas kontroli inspekcja bezpieczeństwa pracy, a poinformował o niej
dziennik "MF Dnes".
- Firma przekonywała, że ma dobre zamiary. Kobiety twierdziły bowiem, że
podczas okresu muszą częściej opuszczać kasę i wychodzić do toalety -
przyznał Michal Ronin z inspekcji pracy. Odmówił jednak podania nazwy sieci,
tłumacząc, że nie zezwala na to ustawa. Pomysł, na szczęście, nie wszedł
jednak w życie. - Wyperswadowaliśmy im to, a oni przyznali, że to była
głupota - powiedział Ronin.
Przedstawiciel związków sektora spożywczego nie był tym nadmiernie
zaskoczony. - Ludzie, którzy zaczynają pracować w takich miejscach, są
natychmiast prawie całkowicie pozbawieni swoich praw - mówi "Gazecie" Petr
Jindra, rzecznik Stowarzyszenia Niezależnych Związków. - Dostają kartę
chipową, która kontroluje każdy ich ruch, ile czasu spędzili w toalecie, a
ile na drugim śniadaniu. Są szykanowani na wiele różnych sposobów. Teraz np.
zajmujemy się sprawą jednej z sieci, której pracownicy przyszli do pracy i na
miejscu dowiedzieli się, że zostają natychmiastowo wysłani na przymusowe
wolne. Wskutek tego w czerwcu wszyscy mieli już po urlopach.
- Może w podobny sposób zaczną też oznaczać tych, co mają biegunkę - nie
wytrzymał na forum internetowym jeden z czytelników. Na publikację tekstu
zareagowali też czytelnicyz podobnymi doświadczeniami. Pan Pavel, kierowca
tir-a, co miesiąc potwierdzał fikcyjny odbiór należnych mu diet
zagranicznych. - Właściciel zostawiał sobie te pieniądze i tłumaczył, że
przecież musi mieć na łapówki, byśmy mieli pracę - opisał swój przypadek. Z
kolei pani Petra otrzymała od przełożonego ścisły wykaz rzeczy, które może
trzymać na swoim biurku. Za niedostosowanie się do niego groziło zwolnienie.
Robotnikom w fabrykach często zakazuje się natomiast opierania lub siadania
przy pracy. - Popularne jest też wyrzucanie nowych pracowników po jednym,
dwóch dniach bez zapłaty - mówi Jindra.
W walce z szykanowaniem pracowników ma pomóc przygotowywana przez rząd ustawa
antydyskryminacyjna. - To oczywiście dobrze, że taki dokument powstaje, ale
przede wszystkim ludzie muszą bardziej domagać się swoich praw. Bez tego
ustawa pozostanie martwa - mówi Jindra. - Choć rozumiem, że w ich sytuacji na
rynku pracy nie jest to łatwe. Przecież każda skarga kończy się
natychmiastowym zwolnieniem.
źródło : "GW"