1realista
02.10.14, 20:16
Wejście Amazona na polski rynek pracy pokazało kilka ważnych rzeczy. Przede wszystkim pokazało jak kompromitujące warunki pracy oferują firmy na polskim rynku. Dając stawkę godzinową na poziomie 60% średniej płacy z pakietem ubezpieczeń, darmowymi dojazdami i praktycznie darmowymi obiadami wywołał lekką panikę na kilku lokalnych rynkach. Należy uważnie obserwować co będzie dalej. W stosunku do stawek niemieckich Amazon ma jeszcze dużo zapasu i z łatwością może w dowolnej chwili przebijać lokalny rynek stawkami wyższymi o 10% od oferowanych. Przy dodatkowych pakietach jawi się jako atrakcyjny. Dodatkowo nie ma udawania bo ma być praca 4 x 10 godzin (mamy 3 dni wolne w tygodniu) oraz już teraz zapewnia o nawale pracy w szczytach przedświątecznych. U polskiego prywaciarza pracuje się od 8 godzin x 5 dni + 2 pracujące soboty po 6 godzin do 10 godzin x 5 dni + pracujące większość sobót i niedziel z niepłatnymi nadgodzinami i często okradzionym urlopem oraz zazwyczaj brakiem jakichkolwiek pakietów socjalnych oraz brakiem sprawnego sprzętu i nieprzestrzeganym bhp. Amazon jest zdecydowanie atrakcyjniejszą ofertą na tym tle. Na kogo bedzie jeszcze miał wpływ? Przede wszystkim na agencje pracy. Ten wynalazek pojawił się w ramach "uelastycznienia" rynku pracy. Faktycznie spowodował nawał pracy tymczasowej i zamrożenie lokalnych stawek często na poziomie minimalnej pensji. Agencje żyją z pośrednictwa. Ze względu na opłacalność mamy multum takich agencji. Firmy zatrudniające poprzez agencje nie będą na razie negocjować stawek co spowoduje że agencje będą pracować na niższym % lub nie będą istnieć bo padną. Firmy przecież mają jeszcze w zapasie możliwość ponownego zatrudniania bez pośredników co będzie ich atutem i da atrakcyjniejsze warunki dla potencjalnych pracowników. Dlatego też będzie lament agencji pracy bo na wielu lokalnych rynkach dni ich są policzone.
Obecność Amazona pokazuje też parę innych ciekawostek związanych z rynkiem pracy. Latami mieliśmy wbijane, że stawki które mamy poprzez minimum socjalne są "atrakcyjne i wysokie" i praktycznie "nie mamy bezrobocia" oraz "mamy rynek pracownika". To kompletna bzdura. Fakty są takie, że szacowany poziom naturalnego bezrobocia to 5%. Uważam że jest on prawdziwy. Dlaczego? Przy bezrobociu niższym niż 5% zaczynamy faktycznie mieć rynek pracownika; w przedziale 5 do 8% mamy rynek zbliżający sie do równowagi. Wszystko powyżej to rynek pracodawcy. Ostatni poziom bezrobocia niższy niż 8% mieliśmy w maju 1991 roku. Nawet w szczycie niskiego bezrobocia w październiku 2008 r mieliśmy 8,8%. Obecnie mamy 11,7% a typowy poziom pomiędzy rokiem 1992 a dzisiaj wynosił ok. 13%. Czyli 2,6 razy poziom bezrobocia naturalnego i o 2/3 wyższy od poziomu równowagi. Z czego to wynika? Wskaźnik oficjalnego bezrobocia nie pokazuje ukrytego bezrobocia na wsi co skutkuje tym, że ludzie z miast i miasteczek konkurują o miejsca pracy z mieszkańcami ze wsi którzy oficjanie są rolnikami. Konsekwencje tego sa takie, że mają oni ubezpieczenie w krus co przekłada się na to, że moga całkowicie pracować na czarno ponieważ mają dużo wolnego czasu i mają ubezpieczenie natomiast pracownik wymaga ubezpieczenia i opłacenia podatków co skutkuje tym, że jest droższy miesięcznie o prawie 1000 zł. To poważna konkurencja straszliwie rzutująca na rynek pracy pozwalająca na łamanie prawa pracy i pozwalająca na utrzymanie się agencji pracy. Pamiętajmy że obecnie mamy ok 1,2 mln ubezpieczonych w krus z gospodarstw do 10ha. Dlatego też 5% bezrobocie jest właściwym poziomem bezrobocia naturalnego. Lobbyści pracodawców narzucają też poziom minimalnej płacy na poziomie niższym niż 42 % średniej płacy odpowiednio to uzasadniając ale na tym korzystają jedynie pracodawcy oraz wszystkie pośredniczące agencje. Nie ma kompletnie w publicznej dyskusji odniesienia się rzeczywistych kosztów utrzymania co uważam w pełni uzasadnia by poziom minimalnego wynagrodzenia dzisiaj wynosił 100 netto dzienie co daje stawkę 12,5 zł netto za godzinę. 12,5 netto a nie 10 brutto które mamy obecnie! I tu będzie rzeczywista granica na której zatrzyma się wzrost płac dla najgorzej płatnych stanowisk. Dzisiejszy poziom bezrobocia w Poznaniu to 3,6% i tu faktycznie możemy mówić o braku pracowników, poziom bezrobocia w woj. wielkopolskim to 8,1%, w sąsiednim lubuskim 13,1% (a tu już jest panika u pracodawców i agencji pracy), a w dolnośląskim 11,2%. Na te rynki będzie bezpośrednio oddziaływał Amazon. Otrzymujemy zwrotną informację, że mimo iż nie ma pracowników (niby jest ich niedobór) pracodawcy ( czyli agencje) nie planują podwyżek. Żadnych. A bez pracowników firmy nie istnieją dlatego też podniosą płace i/lub firmy będą zatrudniać pracowników bezpośrednio. Zauważmy, że ta argumentacja pada przy poziomie bezrobocia ok. 12%!. Skąd wiem, że będą powyżki i to tylko takie gadanie? Analogiczną sytuację mieliśmy przed wstąpieniem do UE gdzie głównym uzasadnieniem niskich płac była niska mobilność pracowników. Po wstąpieniu do UE argument sam upadł w sposób naturalny i poprzednie stanowisko zostało wyciszone przez lobby pracodawców. Sam obserwujac mój lokalny rynek pracy wiem, że przy poziomie bezrobocia 12% pracodawcy zaczynają rozważać zmianę swego podejścia do pracowników. Stawka zmienia się z poziomu 5,5zł na 7,5 zł za godzinę pracy netto, pracodawcy nie pozwalają sobie na bicie pracowników (tak znam takie przypadki), już nie nakazują pracować w każdą sobotę a można sobie wybrać jedną czy dwie do przepracowania, zaczynają pojawiać się zalążki przestrzegania bhp, no i ludzi nie wyrzuca się bezmyślnie oraz wypłata zaczyna pojawiać sie pomiędzy 10 a 15 następnego miesiąca. Wszystkie poprzednie zachowania są typowe przy poziomie bezrobocia przekraczajacym 18%. Zresztą sięgając do samej stolicy przy wysokim berobociu w Warszawie krążyła zasada "jeśli z firmy dochodzisz to na zawsze bo juz nigdy nikt cię nie przyjmie ponownie do firmy". Zmianę nastawienia rynku w kierunku porozmawiania (jeszcze nie negocjacji) widać też obecnie gdzie średnie bezrobocie w kraju wynosi poniżej 12%. Pracodawcy rozpieszczeni przez zbyt wysoki poziom bezrobocia (czyli ok 13%) w przedziale czasu przez ponad pokolenie (bo to już 23 lata TAK TAK co praktycznie stanowi połowę życia zawodowego) przyzwyczaili się do traktowania pracowników nie jako ich najważniejszych klientów a jako zasoby. Niewyczerpalne zresztą. Zapomnieli też, że wstępując do UE lokalny rynek pracy to już nie rynek polski a rynek europejski z 500mln mieszkańców i pracownik posiadający umiejętności i znajomość języka może operować na znacznie większym rynku pracy. Obecność Amazona jest ważna bo pomimo że obiektywnie rzecz biorąc warunki prez niego oferowane są słabe to będzie on "papierkiem lakmusowym" pokazującym adaptację polskiego rynku pracodawców do współczesnych wymogów rynku pracy. Lokalne rynki pracy staną się istotnie powiązane z lokalnymi rynkami zbytu - pracownik najważniejszym klientem. Ja już dzisiaj obserwuję kompletną zapaść i dogorywanie lokalnych rynków zbytu bo pracodawcy mając zbyt silną pozycję negocjacyjną wypatroszyli lokalne rynki z gotówki, skumulowali majątek w niewielu rękach. Często ich inwestycje w nowe pomysły albo są niesprzedawalne bo nie ma lokalnych klientów; na konkurencje międzynarodową często są zbyt "tłustymi kotami" których rozpieścił zbyt duży majątek (zapomnieli, że nawet król w złotym domku pośród slamsów jest tylko królem slamsów); posiadany majątek to często "zamiana psa za milion na dwa koty po pół miliona" bo kupno terenów po upadłych zakładach za grosze wcale nie ma wartości w złotówkach jeśli nikt ich nie chce kupić. Posiadany majątek czy biznes też trzeba utrzymać po wymaga opłacenia podatków, ogrzewania, dozoru przed zniszczeniem/kradzieżą co kosztuje jakieś tam pieniądze. Te które można zarobić (tylko na kim? bo wypatroszone rynki) lub opłacić z posiadanych oszczędności (a wąż straszy w kieszeni).