Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    2 lata bez pracy...

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 12:56
    mam 30 lat, od ponad 2 lat jestem bezrobotna. juz stracilam wiare ze jestem
    cos warta. z kazdej strony atakuja mnie artykuly o pieknych, młodych i
    zdolnych, o karierze jaka robia i o kolejnych akcjach typu: grasz o staz dla
    tych wybitnie utalentowanych.
    a ja jestem przecietna. ani glupia ani nadzwyczaj mądra. Koncze studia
    zaoczne, ale co mi one daja? teraz kiedy mam 30 lat a wszedzie szukaja do 28
    r. z.? ewentualnie do 30?
    chyba przyjdzie mi sie powiesic, mam dosc tego marazmu, szczerze mowiac
    jestem juz na takim etapie ze boje sie ze w koncu prace dostane. bo
    zdziczalam. siedze w domu i gdyby nie wyjazdy na wyklady-stalabym sie
    odludkiem.
    chetnie bym sie douczala, jakies kursy jezykowe (a nuz bym dzieki temu
    dostala prace) ale mnie nie stac. kwadratura kola. pracodawcy chca bog wie
    kogo a ja nie mam pieniedzy na to by sie doksztalcic i dopasowac do
    obowiazujacych wymagan czyli: najlepiej znajomosc 3 jezykow obcych, minmium 2
    fakultety oraz biegla obsluga wszystkich programow jakie kiedykolwiek
    wymyslono. a wszystko to po to by zostac sekretarka.
    eh...mam dosc, jestem zalamana...ile mozna szukac pracy??
    Obserwuj wątek
      • bond.jamesbond1 Re: 2 lata bez pracy... 18.01.05, 16:55
        Głowa do góry - to podstawa. Praca znajdzie Cię wtedy, gdy najmniej się
        będziesz tego spodziewała. A co do tych "pięknych, młodych i zdolnych": to są
        JEDNOSTKI na MILIONY. I nie ma się co takimi mutantami przejmować.
        Może spróbuj złożyć aplikację na stanowisko niezupełnie zgodnie z Twoimi
        kwalifikacjami? A może po prostu przejrzyj strony www firm z Twojego miasta;
        często są tam umieszczone oferty pracy, które nigdzie nie są publikowane?
        Sprawdź. Kto wie, może los się do Ciebie uśmiechnie???

        Powodzenia!
        • Gość: bezrobotna 30-letn Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.05, 14:52
          dzieki ale...ja juz to wszystko przerabialam. chodzilam po firmach, wysylalam
          aplikacje odpowiadajac na ogloszenia, pytalam znajomych, zarejestrowalam sie w
          urzedach pracy - tych prywatnych i OHP(nawet sie tymczasowo zameldowalam zeby
          moc sie zarejestrowac w wiekszym miescie)eh .. szkoda gadac...zwatpilam,
          bo...ile mozna?
          • Gość: Kinga K. Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.05, 16:05
            Ach wiem, wiem, znam to.
            Chyba Mtrix mnie chce zniszczyć, albo skasować, bo działa następujący program:
            idę gdzieś, robię świetne wrażenie, wszyscy piszczą nad moim cv, obietnice,
            ustalenia, nadzieje ... a potem wszystko rozpływa się we mgle, znika, jakby
            ktoś przekręcił tajemniczy pstryczek.
            I znowu rozmowy, negocjacje, a potem bym - i wszystko wykasowane.
            Zaczęłam podejrzewać nieczyste siły! To jest niemożliwe po prostu! Już rok tak
            się męczę! A jak tylko gdzieś się zatrudniam, to firma plajtuje albo co! Można
            by mnie wysyłać do konkurencji, plajta pewna.
            • bond.jamesbond1 Re: 2 lata bez pracy... 20.01.05, 11:26
              Spójrzcie na to inaczej: idziecie na spotkanie z potencjalnym pracodawcą,
              rozmawiacie (wszystko jest ok), a potem czekacie na odzew. I nic. Kompletne
              zero.
              A jaki z tego wypływa wniosek?
              Przepraszam (bo będę nieco brutalny, ale nie chodzi chyba o głaskanie po
              główce), ale - NA PEWNO źle rozmawiacie / źle się reklamujecie. To po prostu
              statystyka: jeśli odbędziecie 20 spotkań, na które zaproszono Was po
              przestudiowaniu CV i NIC nie wypali - to trudno tu mówić o "pechu".
              Proponuję następujący sposób: DIAMETRALNĄ zmianę zachowania w czasie
              kwalifikacyjnej rozmowy. Siedziałaś grzecznie, miło rozmawiałaś, nie odzywałaś
              się nie pytana? Zmień coś. Bądź agresywniejsza, bardziej zaangażowana i
              zainteresowana. Przejmij inicjatywę. I na odwrót: jeśli byłaś pełna ekspresji -
              spróbuj przy najbliższej tego typu okazji zachowywać się nieco bardziej
              powściągliwie.
              Prawdę mówiąc - mnie sprawdza się (od wielu lat) metoda "powściągliwa". Nie
              mówię o sobie dobrze (wręcz przeciwnie), nie zadaję zbyt wielu pytań.
              I (tfu, coby nie zapeszyć), mam chyba gdzieś tak 80% skuteczność...

              Jeszcze raz: powodzenia.
              • Gość: Kinga K. Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 11:39
                Nie, czasami niestety jest to pech.
                Bo jak nazwać fakt, że gazeta, która zgadza się mnie drukować, przestaje
                wychodzić zaraz potem? Numer z moim artykułem jest numerem ostatnim. Cztery
                razy tak się zdarzyło. Teraz aż się boję próbować!

                Na rozmowach mam skuteczność dużą, robię świetne wrażenie, zapraszają mnie,
                obiecują, nawet czasami coś podpisuję ...a potem
                a) firma plajtuje i nie płaci, a wreszcie pada
                b) zwalniają osobę, która ze mną rozmawiała, a następna nie wie, o co chodzi
                c) w jednym przypadku dzień po wypłaceniu mi 1 pensji biuro zamknął prokurator
                :-(((

                • Gość: Kinga K. Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 11:49
                  A jeszcze mi się przypomniało, jak podczas studiów wzięłam udział w sesji
                  zdjęciowej Terranowy. Cały dzień spędziłam na planie, napstrykali fotek,
                  przebierałam się, a elegancki pismo, w którym miały się ukazać, padło w tym
                  samym miesiącu. I nigdy więcej się nie ukazało. Chyba ja to spowodowałam :-(
                  • bond.jamesbond1 Re: 2 lata bez pracy... 20.01.05, 16:35
                    Brzmi to cokolwiek niesamowicie... Może zatem pech istnieje. Aż strach
                    pomyśleć...
                    • Gość: Kinga K. Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 19:26
                      Trochę racji to Ty masz, mogłabym szukać pewnie energiczniej, ale przez ten
                      pech to już straciłam wiarę! Nie chce mi się normalnie nic zaczynać, bo znowu
                      się zaangażuję, a potem nic z tego nie będzie. Och, żeby to się skończyło, ta
                      zła passa!
                      Ale uwaga, w Rzeczpospolitej ma się ukazać mój artykulik. Nauczona
                      doświadczeniem, spodziewam się, że:
                      a) w końcu się nie ukaże
                      b) ukaże się, ale mi nie zapłacą
                      c) szlag trafi żółte strony już na zawsze
                      d) wszystko się uda, ale okaże się, że napisałam bzdury i ktoś mi wytknie
                      oczywisty błąd, przy czym skompromituję się i w ostatecznym rozrachunku lepiej
                      by było, jakby zadziałały punkty a, b i c :-))))
                      Prawo Murphy'ego mnie prześladuje.
                      • Gość: realista Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 23:50
                        mogę wziąć tak z 80% :-))))))))) O resztę się nie martw. Przecież masz sponsora :-))))
                        W innych dziedzinach życia też jesteś taka felerna ??? ;-))))

                        p.s. tez mam takiego bankrutowującego kumpla.....
                        • Gość: Kinga K. Re: Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 02:14
                          Chcesz pecha? Ojej, to bierz! Bierz! Oddaję, póki jest chętny! Tylko żeby potem
                          nie było na mnie!
                          No i żadnych zwrotów, chyba, że się stęsknię :-)
                          W innych dziedzinach, czy ja wiem, normalnie. Tylko z pracą dzieje się coś
                          dziwnego.
                          Sponsora zaś niedługo trafi szlag i mnie wydziedziczy :-)))))
                          I ten kumpel co??? Też ma pecha??? I jak sobie radzi? Jejku to jest błąd
                          matrixa, albo jakieś fatum ... Działam na firmy jak anioł śmierci :-( Jakbym na
                          ścianę się natykała. Kątem oka wszystko widzę, ale jak spojrzę wprost, to
                          znika ... i nie ma!!!
                          Może to znak, że nie mam szukać? Może mam zostać zakonnicą na przykład albo
                          co???
                          • Gość: realista Re: Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 13:34
                            Mnie pech nie szkodzi. :-PPPPP
                            Dbaj o sponsora. Nie pyskuj !!!!!!!
                            Kumpel do kolejnych bankructw podchodzi z usmiechem i szuka kolejnej roboty.
                            Zakonnicą??? Jeszcze ktoś się zdziwi że rozjechał pingwina na asfalcie ;-))))
                            • Gość: Kinga K. Re: Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 23:14
                              Zabieraj pecha, błagam! Już go nie chcę! A kysz, a kysz!
                              Pozdrowienia dla kumpla, może powinnam go poznać? Podobno dwa minusy dają
                              plus ...
                              :-P
                              • Gość: realista Re: Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 12:54
                                Załatwione.
                                A kumpel jest: za stary, za żonaty, i za dzieciaty ;-)))))))
                                • Gość: Kinga K. Re: Kingo oddawaj tego pecha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 17:18
                                  Uff. Teraz już więc powinno być dobrze? Zobaczymy!
                                  A kumpel nie, nie o to mi chodzi, myślałam, że może by nam razem jakiś interes
                                  wyszedł :-) Jakiś biznes!
                                  Ale nic, skoro zabrałeś pecha, to teraz Gescheft powinien mi kwitnąć :-)))
              • starawyjadaczka Re: 2 lata bez pracy... 20.01.05, 18:26
                bond.jamesbond1 napisał:

                > Spójrzcie na to inaczej: idziecie na spotkanie z potencjalnym pracodawcą,
                > rozmawiacie (wszystko jest ok), a potem czekacie na odzew. I nic. Kompletne
                > zero.
                > A jaki z tego wypływa wniosek?
                > Przepraszam (bo będę nieco brutalny, ale nie chodzi chyba o głaskanie po
                > główce), ale - NA PEWNO źle rozmawiacie / źle się reklamujecie. To po prostu
                > statystyka: jeśli odbędziecie 20 spotkań, na które zaproszono Was po
                > przestudiowaniu CV i NIC nie wypali - to trudno tu mówić o "pechu".
                > Proponuję następujący sposób: DIAMETRALNĄ zmianę zachowania w czasie
                > kwalifikacyjnej rozmowy. Siedziałaś grzecznie, miło rozmawiałaś, nie
                odzywałaś
                > się nie pytana? Zmień coś. Bądź agresywniejsza, bardziej zaangażowana i
                > zainteresowana. Przejmij inicjatywę. I na odwrót: jeśli byłaś pełna
                ekspresji -
                >
                > spróbuj przy najbliższej tego typu okazji zachowywać się nieco bardziej
                > powściągliwie.
                > Prawdę mówiąc - mnie sprawdza się (od wielu lat) metoda "powściągliwa". Nie
                > mówię o sobie dobrze (wręcz przeciwnie), nie zadaję zbyt wielu pytań.
                > I (tfu, coby nie zapeszyć), mam chyba gdzieś tak 80% skuteczność...
                >
                > Jeszcze raz: powodzenia.


                tralalalala... sorry facet ale pierdo....lisz! zacznijmy od tego ze najpierw
                trzeba byc ZAPROSZONYM na to 20 spotkan, ja w ubieglym roku zostalam
                zaproszona na 2 (slownie DWA) i to nie dlatego ze jestem ograniczona umyslowo,
                po prostu nie mam znajomosci.
                a te wszystkie rady badz agresywna lub badz lagodna mozna osbie o kant dupy
                rozbic, bywam taka jak trzeba i jakos nie mam pracy. bo pracy nie ma i co tu
                dzuo szukac przyczyn w samym sobie....
                • Gość: Marzena Re: 2 lata bez pracy... IP: *.devs.futuro.pl 22.01.05, 18:16
                  Nie zgadzam sie, ze pracy nie ma.
                  jak ktos chce to szuka sposobu, jak nie chce to szuka powodu.

                  a myslalyscie kiedys o wolontariacie? w duzej , fajnej firmie ... przeciez i
                  tak skoro nic nie robicie, to mozecie poswiecic troche czasu na cos co jest
                  waze. Nie ma z tego kasy, ale mozna wpisac do cv. I zostaje doswiadczenie i
                  mniejsze lub wieksze znajomosci. A to bezcenne.
                  powodzenia wszystkim szukajacym:))
                  • Gość: Kinga K. Re: 2 lata bez pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 23:13
                    Już 4 razy byłam na wolontariacie, nawet po 7 miesięcy. Nic z tego nie wynikło.
                    Już mi się nie chce za darmo czegokolwiek robić :-( I jeszcze dokładać :-(
                    W ogóle jestem zniechęcona.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka