Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowanie!

      • bob75rob1 Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na Kretę 10.01.06, 09:34
        Od dwóch dojrzewamy do wyjazdu na Kretę i rozpoczęcie pracy na własny rachunek
        w klimacie kai nam najbardziej odpowiada.
        Mamy dobre posady (mój nie-mąż jest z rocznika 1976, więc się nie łapie),
        bezdzietni (jak sądzę na tę chwilę), mieszkanie w W-wie i dom pod W-wą (ten
        drugi w trakcie sprzedaży, by wspomóc realizację planów).
        Uwielbiamy podróże samochodem, tak zjeździliśmy Europę, docierając również na
        wyspy (Korsykę i dwukrotnie Kretę). W Tej ostatniej się zakochaliśmy i jesteśmy
        w trakcie zamykania naszych spraw tutaj, by od kwietnia br. sprawdzić w nowej
        rzeczywistości. Mam nadzieję, że nam się uda, i to nie chodzi o zbijanie
        kokosów, bo szanse na lepiej płatną pracę niż mamy teraz są nikłe, ale o
        wolność, niezależność, wolniejszy tryb życia, słońce, morze, góry, sjestę i
        wiele innych. Już niedługo zacznie działać nasza strona www.creteteam.com , na
        której będzie można znaleźć informacje o tym czym się będziemy zajmować na
        miejscu. Na pewno będą to wycieczki górskie, które uwielbiam mój nie-mąż,
        zwiedzanie wąwązów, a ja kocham gotować, więc zacznę od małego kafenionu, gdzie
        przy garach będę mogła oddać się swojej pasji.
      • Gość: Oskar Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 09:50
        rocznik: 1971
        studia: brak
        miasto: Warszawa
        praca: jest (w ciągu ostatnich kilkunastu lat byłem bezrobotny przez dwa tygodnie)
        zarobki: 3000 netto
        samochód: brak, bo nie lubię (dziwne, nie?)
        mieszkanie: własnościowe, 70 m2
        żona: jest
        dzieci: brak
        amen.
        nałogi: brak

        • Gość: tommi Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.aster.pl 10.01.06, 10:40
          Ale super
          Przepraszam jeżeli kogoś obrażę ale posiadacie podobne wartości do
          przysłowiowych "dresów":
          "A ja mam super merola, trzy panienki z agencji dziennie lub stałą lalunie,
          wakacje na ibizie, kerecie i gdziekolwiek chcę- imprezy codziennie, siłownia,
          super motorówka na mazurach- na rękę jakieś 2000-3000 tys. dziennie - haracze,
          handel narkotykami itp- do tego prawie wogóle nie pracuję- jeżdzę sobie po
          mieście i zabawiam się w knajpkach- aha i mam 23 lata, maturę"
          Super świetnie według was to człowiek sukcesu- kto do niego podskoczy
          Druga grupa to świetnie zarabiający za granicą w Unii - na taśnie produkcyjnej
          lub barze pracując po 12-14 h 6 dni w tygodniu- ale spoko jest super -
          przynajmiej w polsce można się pochwalić znajomym zarobkami 14 000 netto.
          Najbardzej smieszą mnie ludzie: stypendium zagraniczne, 10 języków, 3
          mieszkania itp- a rodzice? biedni jak mysz kościelna? kto wysłał na sypendim,
          kto kupił mieszkanko, kto załatwił pracę?
          Ludzie nie bądźcie śmieszni. Chwalić to się można zawsze i wszędzie a
          szczególnie w internecie.
          Niech każdy ze sceptyków popatrzy na swoich znajomych- i odpowie sobie na
          pytanie jak jest naprawdę- kto z nich zarabia te 10 tys netto?
          Życie to nie matrix- to prawdziwa walka
          Bóg, honor, ojczyzna + rodzian + miłość
          a nie KASA
          • Gość: Oskar Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 10:55
            Ale przeciez ja nawet samochodu nie mam, na Boga :-)
            A dres wkładam (i to tylko spodnie) jak idę na rower.

          • dunia77 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 21:50
            Z wlasnego doswiadczenia piszesz ?
            Bo wiekszosc rodzicow to moze i by cos dala, ale sami nie maja ;-(
      • Gość: Bea Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.lukas.com.pl 10.01.06, 10:27
        A ja jeszcze nie mam 30 lat. Mam półtorarocznego synka, wspaniałego męża,
        dobrze płatną pracę (nie podam kwoty, żeby nie wzbudzać zazdrości u
        niektórych), żadnego stresu. mam też na koncie wiele nieprzespanych nocy odkąd
        mamy maleństwo, ale nic to, daję radę... najważniejsze jest szczęście :-)))
      • up30 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 10.01.06, 13:16
        kobieta. lat 31. skonczone studia ekonomiczne. za soba praca w firmie
        panstwowej na etacie specjalisty ds marketingu i w duzej prywatnej z udzialem
        kapitalu niemieckiego. ta ostatnia wykanczajaca. juz wiem, ze wyscig szczurow
        to nie dla mnie. odpowiedni mezczyzna w odpowiednim czasie. nie musze sie
        martwic o jutro. realizuje sie na wielu polach- od prowadzenia zajec ze
        studentami po florystyke. i mam czas dla rodziny, na ksiazki, kino, zycie, a w
        sobie ocean spokoju. niedlugo zostane mama. mam do siebie pretensje o
        niedokonczony doktorat, ale w ogolnym rolzliczeniu jestem na wielkim plusie,
        czego i Wam wszystkim zycze.
        • molo000 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 10.01.06, 14:35
          kobieta, rocznik 75, skończone prawo i aplikacja. dobra praca w zagranicznej
          firmie - od czasów ukończenia studiów ta sama, wymagająca czasem poświęcania
          czasu prywatnego, ale nie wymagająca rezygnacji z niego. jeden mąż dzieci brak,
          sporo znajomych i przyjaciół, ale co zastanawiajace - przyjaźnie studenckie nie
          przetrwały.
          mam czas dla siebie, dla rodziny, srodki finansowe na przyjemności - ksiazki,
          kino, ciuchy, wyjazdy za granicę. Myslę o dalszej nauce i może o powiększeniu
          rodziny.
      • Gość: Enzo Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 15:41
        Rocznik 76. Od 93roku zakochany w tej jednej jedynej-już kilka tysięcy dni
        razem.
      • Gość: padula Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 16:41
        no właśnie domy , mieszkania , hipoteki , zarobki brutto , netto , kredyty ,
        praca i co jakoś czegoś brakuje , ciekawe co to może być ....hehe ? dorabiajcie
        się dalej.....
        pozdrawiam wszystkich 30 latków i innych im podobnych
        • Gość: Karimata Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.pl / 83.142.112.* 10.01.06, 20:18
          W tym roku skończę 31.Studia wyższe + podyplomowe.Pracuję
          jako...kierowca.Zarobki:700-800 zł "na rękę".Mieszkam z rodzicami,bo nie stać
          mnie na samodzielność,i nie dlatego że jestem nieudacznikiem tylko to,że
          mieszkam w najbiedniejszym regionie Unii Europejskiej.Zero przemysłu i
          perspektyw.Tragedia.Zazdroszczę mieszkańcom normalnych miast.U mnie "ściana
          wschodnia".
          • waclaw_grzyb Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 10.01.06, 22:46
            inni tez mieszkaja w tym regionie a jednak zyja na swoim a nie z mamusią i
            niezle sie mają. najlepiej wszystko zrzucic na "dookoła tylko nie ja". JESTES
            nieudacznikiem.
      • asia-fb Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 00:14
        Do 30 mam jeszcze rok (z maleńkim "haczykiem"), ale też się tu wpiszę :P
        Studia skończone w terminie, ale z wynikami którymi absolutnie nie chcę się
        chwalić :D i na kierunku który mnie absolutnie nie ciągnie (pewnie jedno ma
        związek z drugim, hihi). Więc w bilansie 5 lat "w plecy". Ale po za tym jest
        dobrze: robię to co lubię robić, jeszcze mi za to płacą. Bonhart powiedziałby
        że poszczęściło mi się jak mało któremu rzemieślnikowi, chyba że jakiejś
        teges... pani lekkich obyczajów.
        Jesteśmy z TŻ samodzielni, mieszkamy w bezpiecznej odległości od rodziców, więc
        zawirowania rodzinne nas omijają. Z roku na rok idzie coraz lepiej, owszem-
        nadal wynajmujemy mieszkanie (ale jest szansa że wkrótce się to zmieni), nadal
        mam niespłacona kartę kredytową ;) ale za to kredyt studencki mam już z głowy.
        Zarabiam przyzwoicie, choć jak pewnie wszyscy chciałabym więcej, ale jeśli
        brakuje mi na szminkę to szukam dodatkowego zlecenia.
        Ale ciągle potrafię gapić się w chmury i odnajdywać w nich ciekawe stwory :)
      • Gość: th Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.06, 00:16
        Lat 30, wspaniała żona (też pracoholiczka), mieszkanie komunalne. Dobre auto,
        kasa na ciuchy dla kobiety i elektroniczne gadżety dla mnie. 24 h pod
        telefonem, 365 dni w roku do dyspozycji. 60-70 tys km samochodem rocznie. Na
        urlopie potrafią zadzwonić o 2 w nocy. Tak to jest jak się
        jest "niezastąpionym". Mój poprzednik na tym stanowisku odkorkował.
        Mam ochotę to wszystko pierd..... ale z czegoś trzeba żyć. Banał...
      • Gość: memoryknight@hotma Re: Rocznik 75,(dlugie) IP: *.server.ntli.net 11.01.06, 01:22
        Hy, dobre.
        W gazetach pisza jakie to pokolenie dzisiejszych trzydziestolatkow jest
        nieprzystosowane do zycia w kapitalistycznym swiecie. Jestescie chyba bardziej
        przywiazani do mamony niz moja generacja ('82).
        Mimo swoich dwudziestu lat czuje sie jak conajmniej trzydziestolatek, podobnie
        z charakterem - wiekszosc znajomych tak twierdzi :)
        Kasa na wydatki - jakie to jest osiagniecie, ze mozna sobie kupic cos co sie
        zaraz zepsuje. Co z tego, ze zarabia sie ilestam, jesli juz jutro mozna stac w
        kolejce pod posredniakiem.
        Dwadziescia trzy lata. Kurde, czuje sie jakbym przezyl piecdziesiac - sporo sie
        dzieje.
        Osiagniecia i rozne wazne rzeczy: obecnie studia za granicami naszego kraju,
        mala firma, wiedza o tym jak wygladaja ponure miejsca typu wiezienie w Rosji,
        sala rozpraw w sadzie, poczulem odor alkoholu bialoruskiego pogranicznika, wiem
        jak smakuje pizza w Kalabrii, poznalem wloskiego mafioze i niemieskiego
        naziola, zostalem wyrzucony ze szkoly sredniej i ze studiow za olewanie zajec,
        skonczylem warszawska Sorbone (!), robilem mase ciekawych trickow na deskorolce
        (mam cudowne zdjecia).

        Do zrealizowania: doktorat na Oksfordzie, jakas dobra praca lub firma, aby
        pozwolic sobie na kupno mieszkania i zony, odwiedzenie klubu dla swingersow.

        Poki co jestem samotnikiem, bez wiekszych dochodow, robie to co lubie i czesto
        sie przemieszczam. Aha, jesli ktos sobie narzeka na nasz kraj to niech sobie
        wyjedzie, to z pewnoscia wroci za kilka miesiecy. W innych panstwach nie jest
        wcale latwiej.
        • Gość: memoryknight Re: Rocznik 75,(dlugie) IP: *.server.ntli.net 11.01.06, 01:30
          Aha, w planach jeszcze zamek we Francji. I mam w dupie to, ze wszyscy bedziecie
          sie z tego cieszyc :) Ktos musi w tych zamkach mieszkac, wiec dlaczego nie
          zamieszkam tam ja? Poki co od podstawowki wszyscy dookola wmawiali mi, ze
          niczego nie osiagne. Pewnie jak sobie kupie ten samek to beda mowic:'ale ten to
          nakradl'.
          Narzekasz na zarobki? Zaloz firme. Kase jest zrobic bardzo latwo. Dziwi mnie,
          ze czlowiek z wyksztalceniem wyzszym moze pracowac za 1000 zeta w pracy, ktorej
          nie znosi. Moim zdaniem albo taki czlowiek byl maksymalnie tepy, ale pilny na
          studiach lub tez potrzebuje pomocy psychiatry ze wzgledu na depresje.
          Pzdr
          • vika28 Re: Rocznik 75,(dlugie) 11.01.06, 10:14
            W tym roku stuknie mi 30. Czy mnie to przeraza? I tak i nie.
            Zrobilam sobie bilans noworoczny i o to wnioski:
            - 30 lat, grono przyjaciol na ktorych zawsze moge polegac
            - Zycie osobiste? hmmm pol roku temu rozstalam sie z facetem z ktorym
            planowalismy przejsc przez reszte zycia razem. Powod - zlapalam go na zdradzie.
            ale to chyba bylabym w stanie wybaczyc. Nie wybaczylam tego co bylo potem.
            Pieklo. Przez caly okres bycia razem i tak sie nie ukladalo wiec nie ma czego
            zalowac. Spadl mi tylko poziom samooceny, ale pracuje nad tym intensywnie.
            Zycie osobiste poki co opiera sie na reazliacji siebie. Taniec, sporty
            ekstremalne, wspinaczka ;) I to mi wystarcza. Niechec do zaangazowania sie i
            zycia z kims pod jednym dachem. Glupie ale mam nadzieje, ze przejdzie.
            - Zycie zawodowe. Po skonczeniu dwoch kierunkow, podyplomowych, bieglej
            znajomosci niemieckiego i dwoch innych jezykow na poziomie konwersacji,
            pracowala w roznych dziwnych firmach raz krocej, raz dluzej, raz za dobre
            pieniadze, raz za takie ze wstyd sie przyznac. Obecnei od niespelna dwoch lat
            pracuje w firmie zajmujacej sie reklama i.... Przestaje dawac mi to
            satysfakcje. Zaczne chyba znow szukac swojego miejsca na ziemi.
            - samochod, mieszkanie - poki co kawalerka spoldzielcza, ale jestem w trakcie
            finzalizowania formalnosci zwiazanych z kupnem swojego.
            Hmmmm
            Nie wiem czy bilans in plus. Ale moglo byc gorzej. Wazne, ze otaczam sie ludzmi
            ktorych kocham i szanuje i ktorzy sa zawsze ze mna.
          • monami5 Do Ight'a 12.01.06, 19:24

            Popieram Twoje plany z zamkowymi wlacznie. Pamietaj o winiarni!....

            :-)

      • albalonga Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 10:40
        nie ublizaj mi : jak wiekszosc ukonczylem studia ekonomiczne. Tez mi wyczyn.
        Co roku niemal te same tematy prac mgr i prawie kazda praca wyglada jak
        plagiat. bleee.
        Zarobkow gratuluje, ale sa fajniejsze rzeczy w zyciu. Radziłabym troche
        popodrózowac, wtedy zobaczysz ze na W-wie swiat sie nie konczy.
        50 h w pracy tygodniowo - to albo jestes powolniak albo twoja firma to bydleta
        z wczesnego kapitalizmu i oszczedzaja na ludziach i nie wiedza jak wyglada
        poprawna organizacja pracy.
        pozdrawiam i mam nadzieje, ze zobaczysz jaka powinna byc zdrowa hierarchia
        wartosci
        • vika28 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 11:50
          POpieram!!!
          Na pracy i pieniadzach zycie sie nie konczy. To sprawy, ktore w kazdym momencie
          mozna stracic takie zycie. A tego co zobaczylam, przezylam nikt nigdy mi nie
          zabierze ;))))
          • Gość: Moskwa Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.06, 12:29
            --------------------------------------------------------------------------------
            kolejny dzień w pracy, jeszcze 3 dni i wolne, czekam na nie z utęsknieniem, bo
            przez 2 dni nie będę musiał wstawać o 5:45. jadę do pracy zimno na dworze,
            zimno w aucie- cieszę się, że mam garaż bo inaczej byłyby jeszcze zimniej.
            Trochę ślisko musze uważać bo inaczej znów wydam 2 tys. na remont. W pracy jak
            zwykle w pracy, jedni już się obijają piją kawę i plotkują. Od rana zająłem się
            praca by wszystko było na czas, by się wyrobić, by mięć chwile wolnego. Potem
            łączą mi rozmowę, cholera znów dostaje opie..ol za nie swoje błędy i
            przewinienia, niedopatrzenia. Kolejny raz z powodu czyjeś nie kompetencji, jako
            najniższy na szczeblu tej drabiny, jako mała drobina tego wszechświata dostałem
            opi..rz. Potem spotkanie i głupie uwagi Pani Kierownik, jest gruba, zdradza ją
            mąż. Ona sama hoduje psy i traktuje je przy tym jak swoje dzieci, może dlatego,
            że dzieci nie ma. Ciekawie co sobie myśli kiedy na mnie krzyczy i patrzy się z
            tym politowaniem, protekcyjnym wzrokiem, który mówi patrząc na mnie z góry, ja
            jestem kimś, a ty nikim bo wiesz ja mam plecy, a ty nie. Nienawidzę tego
            spojrzenia przez „małe ty”, dla mnie ona jest „takim małym ty” na dodatek
            nieszczęśiwym. Ciekawe jak radzi sobie ze świadomością, iż jej mąż ma romans,
            ale przestaje myśleć o tym, czy to istotne – przecież nie. Teraz muszę „skulić
            ogon” i robic przysłowiową „dobrą minę do złej gry”, przecież mój tata nie jest
            dyrektorem o tym muszę pamiętać.
          • Gość: Spełniony Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 13:44
            Akurat roczin 74.
            Studia inżynieryjne
            praca -średnio wysoki urzędik państwowy
            Zarobki ok 2500 na ręke
            dzieci-troje
            żona ta sama i kochana od 12 lat!
            dom na wsi(hipoteka)mieszkanie w mieście
            auto -rozpadające się
            jestem szczęśliwy
      • yashee Re: Rocznik 77, czas na podsumowani 11.01.06, 14:26
        rocznik 77, ale chyba moge juz wstępnie podsumowywać życie ;)

        zawodowo: 2 kierunki, studia podyplomowe, praca w międzynarodowej korporacji,
        własne m3 (bez kredytu, rodzice pomogli, jestem jedynaczką), właśnie kupuję
        nowy samochód
        prywatnie: jestem sama, jakoś mi się nie udało, i pewnie teraz będzie coraz
        trudniej.
        żeby nie zwariowac do końca, i wypełnić sporo wolnego czasu, działam jako
        wolontariuszka - udzielam korepetycji dzieciom oraz wspomagam swoją wiedzą
        jeden z niszowych portali internetowych
        sporo podróżuję i zwiedzam, mam 2 bliskie przyjaciółki, i kilkoro dobrych
        znajomych
        10 lat temu, gdy kończyłam liceum, trochę inaczej wyobrażałam sobie swoje
        zycie. trochę szkoda, że zabrakło mi czasem odwagi.
        średni bilans, ale pewnie na miarę moich możliwości ;)
      • tims1 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 15:33
        Witam!
        Trzydziesci lat skończę w sierpniu, ale już dzisiaj dostrzegam niewielkie
        znaczenie tego faktu. Szanuję ludzi, jednak staram się nie ulegać pewnym
        procesom masowym, które rodzą zachowania neurotyczne, pragnienie bycia
        widocznym, nieokreśloną nostalgię. Jestem lekarzem. Kocham moją przyszłą żone.
        Chcę założyć rodzinę z dala od Warszawy, Mauritiusu, czy narciarskich stoków w
        Szwajcarii. Jestem meteopatą. Pozdrawiam wszystkich trzydziestolatków.
      • Gość: 1972 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 17:33
        rocznik'72; L4 (uprzedzilem pracodawce);pół roku kuracji prozakiem;za sobą
        nieudany związek; kilkoro przyjaciół; mieszkanie i stare auto. od kilkunastu
        dni wszystko jest juz inne: odstawiony prozac, jest pomysł na własny biznes,
        cudowna kobieta obok i wiara w to, ze idzie ku lepszemu. Ja sie juz nie scigam,
        jestem szczesliwy. pozdrawiam Was szczurki.
        • Gość: pszeniczna Re: Rocznik 74 IP: *.it-net.pl 11.01.06, 18:08
          31 lat, ciagłe przeprowadzki z miasta do miasta, rozwalony 4letni zwiazek,
          strata pracy ktorej i tak nieznosilam, zero pieniedzy i dobr doczesnych,
          przyjaciele porozjezdzali sie po kraju, mieszkam u rodzicow (biednych), lecze
          depresje i nerwice. a zapowiadalo sie tak dobrze;)
      • kasiabu1 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 18:35
        Ja w zeszłym roku, tez miałam gorący okres na robienie bilansu zyciowego. I
        wyszło mi tak:
        1. rodzinnie - bardzo dobrze : kochany mąż, zdrowe śliczne dzieciaczki (synek
        2,9 i córcia 9 miesięcy)
        2. zawodowo- daleko w polu: jestem po prawie bez aplikacji, 5 lat w firmie, a
        potem 3 lata na wychowawczym. Ale nadal wierze w to, że zrobię aplikacje, a jak
        nie to wracam do zawodu, tez jest co robić.
        3. finansowo: nieźle, głównie zarabia mąż. Nie mamy własnego mieszkania, a to
        dlatego, że zdecydowaliśmy się budowac dom i jesteśmy w trakcie. Samochody dwa:
        jeden przyzwoity, drugi mniej ;-) (9 letnie ukochane nasze cinqueciento).

        Ale generalnie ja tam jestem szczęśliwa. Mam czasami troche wolnego i chodzimy
        z mężem na "randki"- co polecam każdemu małżeństwu z dzieciakami....
        pozdrawiam i życzę więcej optymizmu tym co mają dużo-niech sie cieszą, a tym co
        nie mają zyczę więcej wiary- tez będą mieć. Ostatecznie każdy jest kowalem
        swojego losu.........
      • Gość: Stella Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.isi.net.pl / *.crowley.pl 11.01.06, 21:27
        Wczoraj skończyłam 31 lat i jestem zdruzgotana! Mój bilans nie wypadł najlepiej:
        Minusy
        - panna (co prawda mam narzeczonego ale jednak w wieku 31 lat wciąż jestem panną)
        - nieskończone studia dziennikarskie na UW(zabrakło mi kasy, musiałam je
        przerwac na trzecim roku i do tej pory na nie nie wróciłam...)
        - nie mam własnego mieszkania, nawet takiego na kredyt
        - jeszcze nie mam dzieci bo nie mogę się zdecydowac a zegar tyka - tyk tyk tyk
        - coraz mniej we mnie spontaniczności
        - zobaczyłam że świat i ludzie bywają podli
        - jestem zmęczona
        - nałogowo palę papierosy

        Plusy
        - panna - do trzydziestki udało mi się przedłużyc okres beztroskich balang, brak
        poważniejszych obowiązków
        - mam pracę, którą lubię - nie zbijam na niej kokosów ale narzekac też nie mogę
        - jestem jeszcze zdrowa
        - świadomie nie dołączam do wyścigu szczurów i nie podkładam świń innym

        Perspektywy:
        - może uda mi się dostac kredyt na mieszkanie przy stanie oszczędności 0 (zero)
        podobno to możliwe
        - w sierpniu wychodzę za mąż i zacznie się tzw prawdziwa proza życia
        - może zajdę w ciążę i urodzę dziecko
        - może po urlopie macieżyńskim nie wyrzucą mnie z pracy, którą lubię

        A tak generalnie to mam doła!
        • Gość: szczęściara Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 21:45
          A ja nie mam prawie nic materialnego ,co mogę w każdej chwili stracić . Ale
          ja mam marzenia i wszystko przede mną, no i nie jestem wypalona wyścigiem ; )
        • vika28 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 11.01.06, 23:34
          Nie doluj sie i tak jestes w lepszej sytuacji ode mnie ;) Ja nawet narzeczonego
          nie mam. Ciebie przynajmniej facet na oczach calego turnusu wczoswoego nei
          walnal po rogach.
          A co do kredytu ze stanem oszczednosci zero jest to mzoliwe. Ja po rozstaniu
          tez zostalam ze stanem zero ;))) I kredyt zalatwilam ;)
      • Gość: HeyJoe Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 22:14
        Powtarzam pytanie - czy ktos z Was zajmuje sie nauka czy tez wszyscy bezmyslnie
        tluczecie kase? Chcialbym wymienic poglady z osobami ktore wybraly nieco inna
        droge zyciowa niz mainstream na tym forum
        • folkatka Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 00:48

          Rocznik 77, dwa kierunki studiów, dorabianie w kilku miejscach, aktualne
          poszukiwanie stałej pracy, wielkie marzenie o pracy naukowej - oto mój bilans na
          dzień dzisiejszy.
          MOze na tle innych którzy sie tu wypowiadali nie wypadam imponująco. Strasznie
          mnie wkurza ze jestem na utrzymaniu rodziców, ale taki to jest jak sie skonczyło
          nieżyciowe, humanistyczne studia. Mimo wszystko - z optymizmem patrze w
          przyszłość - patrz sygnaturka. Są tacy co mają gorzej.
        • embart Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 01:01
          rocznik 75 czyli 30 (a już prawie 31) na karku,

          dobra doczesne - daję radę

          co mi "zerwało beret" to narodziny dziecka, od tego momentu (ur. 01.2005)
          wszystko inne zdało się odpłynąć na dalszy plan. Jest to moje pierwsze i myślę
          że nie ostanie, ale dla mnie to jest sprawa która się na prawdę liczy, ch$^*^ić
          wszystko inne......


          ---------------------------------
          +++++++ koń na H4 +++++++
          ---------------------------------
        • vika28 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 09:47
          Ja chcialam takowa droge wybrac ;) Niestety nie udalo sie ;( Po ciezkiej
          chorobie zawiesilam studia doktoranckie i nigdy nie bylo juz okazji na nie
          wrocic :( ale podobno nigdy nie jest za pozno ;)
        • Gość: ja Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.pcz.czest.pl 12.01.06, 11:15
          Ja wybralem. nie żałuje na razie.
        • dunia77 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 21:57
          Ja.
          Ale nie w Polsce. Nawet nie tyle ze wzgledu na $$$, ale brak perspektyw w mojej
          dziedzinie.
          Napisz pare slow o sobie.
        • Gość: tłuk Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.kopaniny.com / *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 21:17
          Ja dla przykładu tylko tłukę kasę. Ale z rozmysłem. Pozdrawiam
      • Gość: A ja '77 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.lublin.mm.pl 12.01.06, 01:28
        Kuuuuuuuurcze, ale macie.
        Zawód wolny,dom, rodzina,o Mauritiusie kiedys slyszałem!ale...
        jestem po prostu "szczęśliwy" choc nie wiem czy starczy mi do 1-go.
        Pozdrawiam
      • intelligo Re: STAR PEOPLE 12.01.06, 01:45
        I do not count myself among you
        I may be living in a dream
        it's just there seem so many of you
        can't help but hope
        there's a difference between...you and me

        I jeszcze bym dorzuciła kila tytułów antyutopii - tylko nie wiem, kiedy szczury
        czytają... w przerwie na lunch? Pewnie nie - bo wtedy jest spotkanie biznesowe.
        Ale jeśli ktoś szuka na forum potwierdzenia sensu swego życia u innych, to...
        • intelligo Re: STAR PEOPLE 12.01.06, 01:53
          Oczywiście, nie muszę chyba dodawać, że powyższy post nie jest adresowany do
          wszystkich wypowiadających się w wątku...
          • abc9 O mnie, o szczęściu i gotówce 12.01.06, 12:40
            Przeczytałam część wypowiedzi i niektóre są niesamowite, dają natchnienie do
            układania sobie fajnego życia. Niestety spora część to posty ludzi, których
            dodatni bilans i zadowolenie z życia wynikają ze stanu posiadania. Nie
            zazdroszczę im samopoczucia w chwili, kiedy pootwierają im się oczy.

            O mnie: mam 24 lata, więc trochę za mało na bilans, ale już mogę powiedzieć,
            że jestem zadowolona z tego, kim jestem i jak poukładałam sobie życie. Mąż jest
            od ponad roku, dzieci w planach, jest jeszcze olbrzymi pies. Dużo
            zainteresowań, najczęściej bardzo od siebie oddalonych. Nimi żyję i w nich się
            spełniam. Realizuję marzenia (czasem te z młodszej młodości). Jeżdżę motocyklem
            (chciałabym w przyszłości spróbować sił w enduro), maluję, fotografuję, gram na
            paru instrumentach, kocham góry i wiele innych.

            Na razie finanse u nas bardzo chwiejne, ale do szczęścia nie potrzeba dużo
            gotówki. Szczęście jest w nas. Niektórzy potrzebują pojechać na narty w alpy,
            żeby poczuć się tak szczęśliwymi, jak ja, kiedy zjadę na tyłku z górki 100
            metrów od domu, albo, gdy ganiamy z psem po łące.

            Obydwoje z mężem skończyliśmy ciężkie studia, które (jako jedne z niewielu)
            już na starcie gwarantują przyzwoitą pracę. Na razie jesteśmy jeszcze na
            niepłatnym stażu i z gotówką cienko. Trochę dorabiam sprzedając swoje obrazy.
            Żyjemy za jakieś 2 tys miesięcznie. Mamy nieduże mieszkanie (i gigantyczny
            kredyt do spłacenia), samochód (od rodziców), motocykl (z kasy z wesela :)),
            ale perspektywy na przyszłość są według mnie bardzo dobre (za 3 miesiące do
            normalnej pracy). Boję się tylo, że kariera zawróci nam w głowach i upodobnimy
            się do niektórych z poprzednich postów.
            • Gość: gocha Re: O mnie, o szczęściu i gotówce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:35
              24 lata to trochę za krótko jak na bilans, co jakiś czas zmieniają się
              czlowiekowi plany, priorytety, co ważne i koło trzydziestki może się okazać, że
              będziesz dążyć i chcieć od życia czego innego niż teraz chcesz, zmienia się też
              sposób myślenia, jak zabraknie ci na kredyt albo życie, to zobaczysz, że
              pieniązki szczęscia nie dają ale w tym samopoczuciu pomagaja, bo nie ma nic
              gorszego niż byc zdołowanym bo nie stac sie na mieszkanie na kredyt, bo nie
              masz pracy, znam takie przypadki, że ludzie musieli z tego powodu sprzedać
              mieszkanie, wrócic do wynajmu i jeszcze spłacają kredyt mieszkanka, w którym
              już nie mieszkają, bo np. wydali kase na urzadzenie tamtego mieszkania i co
              wtedy? otworzysz oczy, że kaska jest wazne nawet dla takiej osoby, ktora za
              swoje priorytety uwaza szczęscie rodzinne i tak dalej, A utrzymanie dziecka ?
              powodzenia :)) pozdrawiam, i życzę spokoju ducha
              • abc9 Re: O mnie, o szczęściu i gotówce 12.01.06, 22:07
                W pewnym sensie masz rację, ale ja pozwalam sobie założyć, że bezrobocie mi nie
                grozi. Mojemu mężowi zresztą też nie. Żeby żyć przyzwoicie i spłacać krechę
                wystarczy, że każde z nas dostanie po 2 tys pensji. Bardzo mało realne, żebyśmy
                nie wyciągneli takiej średniej.
                Ja też twierdzę, że pewna ilość pieniędzy jest do życia niezbędna, żeby nie
                czuć, że brak pieniędzy mnie ogranicza. Z tym, że ta ilość może być bardzo
                różna w zależności od naszych wymagań (dlatego staram się mieć te wymagania jak
                najmniejsze). Problem zaczyna się, gdy pieniądze stają się celem samym w
                sobie. Albo kiedy potrzebny nam jest np. drogi samochód tylko i wyłącznie ze
                względu na prestiż danego modelu.
                • szczur_nieszczur Re: O mnie, o szczęściu i gotówce 13.01.06, 22:09
                  abc9 napisała:

                  > W pewnym sensie masz rację, ale ja pozwalam sobie założyć, że bezrobocie mi
                  > nie grozi. Mojemu mężowi zresztą też nie.
                  Dość śmiałe stwierdzenie w dzisiejszych czasach ...
                  Już Twój poprzedni post mnie zaintrygował, gdy pisałaś, że ukończony kierunek
                  studiów daje pewność nieźle płatnej i pewnej pracy (nie dokładnie te słowa -
                  ale sens chyba dobrze odczytałem :-)
                  Myślę, że wszyscy na forum chętnie poznaliby nazwę takiego kierunku -
                  przynajmniej ja tak...

                  > Żeby żyć przyzwoicie i spłacać krechę
                  > wystarczy, że każde z nas dostanie po 2 tys pensji.
                  Ciekawe, ciekawe ...
                  A można spytać ile obecnie kosztuje Was:
                  a) utrzymanie mieszkania (czynsz, opłaty)
                  b) kredyt na mieszkanie (podobno ogromny kredyt)
                  c) utrzymanie auta - rodzice podarowali, a czy na benzyne, ubezpieczenie i
                  serwis dalej dokładają; to samo dotyczy motoru
                  d) hobby, o których pisałaś - np. farby
                  e) jedzenie, kosmetyki, itp.
                  ?

                  > Ja też twierdzę, że pewna ilość pieniędzy jest do życia niezbędna, żeby
                  > nie czuć, że brak pieniędzy mnie ogranicza. Z tym, że ta ilość może być
                  > bardzo różna w zależności od naszych wymagań (dlatego staram się mieć te
                  > wymagania jak najmniejsze)
                  A to dlaczego? Oczywiście, że upadek z większej wysokości bardziej boli, a czy
                  to powód, aby się nie wspinać?

                  > Problem zaczyna się, gdy pieniądze stają się celem samym w
                  > sobie.
                  To znaczy?

                  > Albo kiedy potrzebny nam jest np. drogi samochód tylko i wyłącznie ze
                  > względu na prestiż danego modelu.
                  Możesz rozwinąć? Ja chętnie jeździłbym lepszym autem niż obecnie, ale mnie nie
                  stać. Najzwyczajniej lubię auta i tyle. Nie to, że konkretną markę - raczej
                  komfort i bezpieczeństwo wynikające z posiadania auta o okreslonym
                  standardzie ... Oczywiście mogę żyć bez takiego auta (bo zresztą żyję :-), ale
                  gdybym miał stosowne środki, to prawdopodobnie bym sobie zakupił ...
                  • abc9 Re: O mnie, o szczęściu i gotówce 14.01.06, 12:50
                    Już odpowiadam na wszelkie pytania.

                    Ten "magiczny" kierunek studiów to farmacja. Bezrobotny farmaceuta, to naprawdę
                    rzadkość. Ja nigdy takiego nie spotkałam.

                    Nasze koszta:
                    - 400zł opłaty za mieszkanie
                    - prawie 1000zł kredyt
                    - 500zł benzyna
                    - ubezpieczenie samochodu rozłożone na 4 raty, sądzę, że wyjdzie ze 100zł na
                    miesiąc
                    - motocykl, jest dużo tańszy w utrzymaniu (choćby o.c. + nw - 100zł na rok) i
                    ekonomiczniejszy w spalaniu, aktualnie zimuje
                    -pies - 100zł
                    Jeśli chodzi o malowanie, są to jakieś koszta, ale na tym głównie
                    zarabiam, bo sprzedaż jednego obrazu zwraca mi koszta namalowania 10 - 15
                    kolejnych. Zresztą zastanawiam się nad studiami artystycznymi...

                    Przy takim bilansie zostałoby jeszcze prawie 2000zł na żarcie itp. Dla mnie to
                    wystarczająco dużo, bo w tym momencie wydajemy na to o połowę mniej. Owszem,
                    przyznam, że wymaga to oszczędności przy zakupach. Np. mamy upatrzone produkty
                    spożywcze, które są dobre i tanie, żarcie dla psa kupujemy tylko w promocjach
                    (to duży pies, waży ponad 60kg, więc je też dużo). No i oczywiście nie kupuję
                    dwóch bluzek tygodniowo, zresztą często kupuję w ciuchlandach, nie przeszkadza
                    mi to.

                    Pytasz, dlaczego staram się mieć małe wymagania. To chyba nie ma związku z
                    jakimikolwiek wspinaczkami i upadkami. Ja po prostu uważam, że mniejsza
                    potrzeba luksusu ułatwia życie.
                    Zamiast czuć się nieszczęśliwą i biadolić, że nie mam kasy na spodnie, idę
                    do ciuchlandu.
                    W knajpie nie muszę zamawiać żarcia, czy wymyślnych drinków. Wystarczy mi
                    wino, czy piwo.
                    Są oczywiście rzeczy, na których nie oszczędzam, bo uważam, że nie można:
                    np. opony, kask (mój jest wart 1/3 ceny motocykla)
                    Nie wiem, co rozumiesz przez wspinaczkę. Jeśli coraz większe domy, lepsze
                    samochody, to do takiej wspinaczki mam duży dystans. Np. chcę mieć domek, ale
                    za parę lat i nie za wszelką cenę.

                    Nie oznacza to jednak, że mało wymagam od życia (jeśli to miała oznaczać
                    wspinaczka). Wręcz przeciwnie. Chcę jak najwięcej spróbować, nauczyć się,
                    zobaczyć. Chcę przed trzydziestką mieć dwójkę dzieci. Chcę się być dobrą
                    malarką. Robić dobre zdjęcia i wysyłać je na konkursy. Chcę spróbowac jazdy
                    motocyklem w terenie, a jeśli będzie mi szło dobrze, startować w zawodach. I
                    wiele , wiele innych.
                    Jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu, słuchamy swoich pragnień, pozwalamy
                    sobie na odrobinę szaleństwa. Np. wczoraj obejrzeliśmy durny film o psach i w
                    związku z tym jedziemy oglądać zawody psich zaprzęgów.

                    Nie rozumiesz, co to znaczy, że pieniądze są celem samym w sobie?
                    Normalnie ciężko harujesz, bo potrzebujesz kasy na cośtam, dajmy na to na
                    spłacenie kredytu, wakacje itp.
                    Jesli harujesz tylko po to, żeby rosła suma na twoim koncie. Nie ważne, że tej
                    kasy nie masz na co wydać, ale niech jej przybywa. To własnie oznacza, że
                    pieniądze są celem samym w sobie.

                    Przyczyny kupna drogiego samochodu też mogą być różne. Może to rzeczywiście być
                    potrzeba bezpieczeństwa, komfortu itp. Rozumiem też, że może to być rodzaj
                    hobby.
                    Inną przyczyną (którą ja uznałam za niewłaściwą) jest chęć podniesienia
                    własnej wartości w oczach innych, poprzez posiadanie prestiżowego samochodu.
                    Nie oznacza to że klnę na wszystkie lepsze samochody. Sama zresztą jeżdżę
                    całkiem przyzwoitym 6 latkiem. Jednak nie poczułabym się ani trochę gorsza
                    jeżdżąc 20 letnim polonezem, dopóki tylko jechałby do przodu.

                    Jeszcze jakies pytania?
                    Pozdrawiam
                    • szczur_nieszczur Re: O mnie, o szczęściu i gotówce 15.01.06, 13:42
                      abc9 napisała:

                      > Ten "magiczny" kierunek studiów to farmacja. Bezrobotny farmaceuta, to
                      naprawdę rzadkość. Ja nigdy takiego nie spotkałam.
                      Hm. No racja - o tym nie pomyślałem :-)
                      Pytałem raczej z ciekawości, bo takich zawodów jest pewno jeszcze kilka :-)

                      > Nasze koszta:
                      > - 400zł opłaty za mieszkanie
                      > - prawie 1000zł kredyt
                      > - 500zł benzyna
                      > - ubezpieczenie samochodu rozłożone na 4 raty, sądzę, że wyjdzie ze 100zł na
                      > miesiąc
                      > - motocykl, jest dużo tańszy w utrzymaniu (choćby o.c. + nw - 100zł na rok) i
                      > ekonomiczniejszy w spalaniu, aktualnie zimuje
                      > -pies - 100zł
                      > Jeśli chodzi o malowanie, są to jakieś koszta, ale na tym głównie
                      > zarabiam, bo sprzedaż jednego obrazu zwraca mi koszta namalowania 10 - 15
                      > kolejnych. Zresztą zastanawiam się nad studiami artystycznymi...
                      >
                      > Przy takim bilansie zostałoby jeszcze prawie 2000zł na żarcie itp. Dla mnie
                      to
                      >
                      > wystarczająco dużo, bo w tym momencie wydajemy na to o połowę mniej. Owszem,
                      > przyznam, że wymaga to oszczędności przy zakupach. Np. mamy upatrzone
                      produkty
                      > spożywcze, które są dobre i tanie, żarcie dla psa kupujemy tylko w
                      promocjach
                      > (to duży pies, waży ponad 60kg, więc je też dużo). No i oczywiście nie kupuję
                      > dwóch bluzek tygodniowo, zresztą często kupuję w ciuchlandach, nie
                      przeszkadza
                      > mi to.
                      OK. Przy założeniu, że oboje macie te 2000 netto/m-c powyższe rzeczywiście jest
                      jak najbardzie realne. Zresztą myślę, że faktycznie macie szansę na więcej -
                      nawet jeśli nie od razu, to z czasem napewno.

                      >
                      > Pytasz, dlaczego staram się mieć małe wymagania. To chyba nie ma związku z
                      > jakimikolwiek wspinaczkami i upadkami. Ja po prostu uważam, że mniejsza
                      > potrzeba luksusu ułatwia życie.
                      > Zamiast czuć się nieszczęśliwą i biadolić, że nie mam kasy na spodnie,
                      idę
                      > do ciuchlandu.
                      > W knajpie nie muszę zamawiać żarcia, czy wymyślnych drinków. Wystarczy mi
                      > wino, czy piwo.


                      > Są oczywiście rzeczy, na których nie oszczędzam, bo uważam, że nie można:
                      > np. opony, kask (mój jest wart 1/3 ceny motocykla)
                      Popieram, popieram...

                      > Nie wiem, co rozumiesz przez wspinaczkę. Jeśli coraz większe domy, lepsze
                      > samochody, to do takiej wspinaczki mam duży dystans. Np. chcę mieć domek, ale
                      > za parę lat i nie za wszelką cenę.
                      Nie chodziło mi tu o "wyuzdaną" konsumpcję :-)
                      Posiadanie domu jest bez sensu jeśli ktoś kupuje go tylko po to, żeby pokazać,
                      że go stać. Jak o wszystko - tak i o dom trzeba dbać. Trochę śmieszą mnie
                      ludzie, którzy kupują/budują sobie dom 300-400m kw., w którym ciągle ich nie
                      ma - dla nich dużo lepsze jest mieszkanie w centrum, czy apartament. Większość
                      pokoi stoi nieużywanych - tylko sprzątane są od czasu do czasu.
                      My kupiliśmy dom głównie ze względu na dzieci ...

                      >
                      > Nie oznacza to jednak, że mało wymagam od życia (jeśli to miała oznaczać
                      > wspinaczka). Wręcz przeciwnie. Chcę jak najwięcej spróbować, nauczyć się,
                      > zobaczyć.
                      W takim razie OK. Chłońcie jak najwięcej na tym etapie Waszego związku. Potem
                      (gdy ma się dzieci) jest trochę ciężej. Człowiek rezygnuje z wielu
                      przyjemności, bo są inne wydatki. Oczywiście nie znaczy to, że jest to jakiaś
                      tragedia - jest tylko inaczej. Człowiekowi zmieniają się trochę priorytety...

                      > Chcę przed trzydziestką mieć dwójkę dzieci.
                      Całkowicie popieram. Niektórzy mówią sobie, że jeszcze nie teraz, bo to zły
                      moment. Cóż - potem ten zły moment jest "zawsze".
                      Nam się udało, choć z poczęciem drugiego były już drobne problemy.
                      Staraliśmy się ponad rok. Za to jak przyjemnie było :-)

                      >Chcę się być dobrą malarką. Robić dobre zdjęcia i wysyłać je na konkursy. Chcę
                      > spróbowac jazdy motocyklem w terenie, a jeśli będzie mi szło dobrze,
                      > startować w zawodach. I wiele, wiele innych.
                      No, no - ambitne plany. Życzę powodzenia ...

                      > Nie rozumiesz, co to znaczy, że pieniądze są celem samym w sobie?
                      > Normalnie ciężko harujesz, bo potrzebujesz kasy na cośtam, dajmy na to na
                      > spłacenie kredytu, wakacje itp.
                      > Jesli harujesz tylko po to, żeby rosła suma na twoim koncie. Nie ważne, że
                      tej
                      > kasy nie masz na co wydać, ale niech jej przybywa. To własnie oznacza, że
                      > pieniądze są celem samym w sobie.
                      Hm. Myślę, że większość ludzi pracuje właśnie po to, aby starczyło na te
                      kredyty, czy wakacje. Stosunkowo mało jest takich, którzy pracują wyłącznie dla
                      pomnożenia pieniędzy na koncie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zarobki
                      większości ludzi w naszym kraju, nie pozwajalą niestety myśleć beztrosko o
                      przyszłości...
                      Ale nawet te kredyty i wakacje mogą człowieka z czasem zapędzić w kozi róg ...

                      W sumie kiedyś żylismy wyłącznie z mojej i to niewielkiej pensji - i uważam, że
                      nieźle się żyło. Rodzice trochę pomagali. Nie mieliśmy auta - był tylko
                      autobus, czy tramwaj. Jadąc do pracy można było poczytać gazetę...

                      Teraz mamy 2 pensje, a do tego moja wzrosła prawie 10-krotnie - i też się żyje.
                      Tyle, że trochę wygodniej. Rodzice nie muszą już pomagać, a pewno z czasem my
                      będziemy musielić pomagać im ...
                      Kiedy więc czasami zbiera nam się na narzekanie, to przypominamy sobie jak to
                      kiedyś było i od razu nam przechodzi :-)
                      Najważniejsze, to umiejętność cieszenia się z tego co się ma i świadomośc, że
                      zawsze można to stracić. Mam tu na myśli nawet nie tyle "rzeczy", co raczej
                      dzieci, zdrowie, przyjaciół, pasje - czyli to co sprawia, że człowiekowi chce
                      się żyć ...

                      > Pozdrawiam
                      Także pozdrawiam i życzę, żeby ta pogoda ducha nigdy Cię nie opuszczała oraz
                      aby spełniły się te marzenia, o których pisałaś ...
                      • abc9 Re: O mnie, o szczęściu i gotówce 16.01.06, 17:32
                        Dzięki! Bardzo miło mi się zrobiło, gdy przeczytałam twoją wypowiedź.
                        Zwłaszcza, że poprzednią odebrałam, jako atak (może niesłusznie).

                        Mam w głowie poukładane tak, jak napisałam, ale wiadomo, że życie weryfikuje
                        plany, mam nadzieję, że w moim przypadku nie za mocno.

                        Jeszcze raz pozdrawiam.

        • vika28 Re: STAR PEOPLE 12.01.06, 12:21
          Hmmm a o jakim lunchu ty mowisz ;)))
          Chociaz musze powiedziec, ze ja to jednak mam dobrze. Wyrobnikiem moze i
          jestem, ale mamy tu luz...
          taka branza, spokoj i swoboda. Jak jest zapierdziel to siedza solidarnie
          wszyscy.
          Nie ma wyscigu szczurow - no chyba ze w centrali, na prowincji nas to omija ;)
        • szczur_nieszczur Re: STAR PEOPLE 13.01.06, 21:48
          Hm.
          A kto to właściwie jest ...szczur? Wszyscy używają tego terminu więc jestem
          ciekawy co Twoim zdaniem on oznacza. Oczywiście wpisywać mogą się także inni
          forumowicze - jest to jak najbardziej wskazane, bo w końcu do tego służy forum,
          aby można się było wypowiedzieć ...

          Może jestem szczurem i o tym nie wiem ...
      • Gość: daisy UPs and DOWNs IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.06, 12:31
        rocznik 76 - doktorat z fil. klasycznej (sama wybrałam ten kierunek - studia z
        pasją) i bezrobocie. Brak etatów na uczelni, w liceach, na rynku pracy zaczynam
        od początku, bo przeciez 5 lat uczenia w szkole na umowe zlecenie się nie liczy.
        Przynajmniej życie prywatne szczęśliwe, druga połowa do pozazdroszczenia, choć o
        zakładaniu rodziny możemy na razie tylko pomarzyć. Czasami się zastanawiam, po
        co mi był ten doktorat? Od 5 lat mogłam normalnie pracować i już coś mieć, a
        teraz? Wszystko zaczynam od nowa, tylko 5 lat starsza od absolwentów, a bez
        doświadczenia zadowowego - porażka już na starcie. A wszystko dlatego, że
        poświęciłam się temu, co lubię, nie patrząc, że to zupełnie bez perspektyw.
        • Gość: anka Re: UPs and DOWNs IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:01
          A ja tak czytam i czytam, bo w pracy nie ma nic do roboty i myślę. Jestem z roku
          1974 już po przysłowiowej trzydziestce. W twj chwili pracuję z najniższym
          wynagrodzeniem jakie miałam od kiedy w ogóle zaczęłam pracować, typowe cofanie
          się w rozwoju mimo pracy zgodnej z wykształceniem-biuro podróży. Fakt praca
          lekka, nudna i wcale nie płatna nawet nie mam 1000 pln. Na waciki, gdyby nie mąż
          to nie było by za co żyć ale nie o tym, nie o tym. Kiedys pracowałam w bardzo
          znanej firmie z tak zwanych Yellow Pages, tam był typowy wyscig szczurów,
          kiepscy odpadali od razu, mniej kiepscy po chwili. Mnie się udawało ale praca
          przez 12 h/plus soboty, ciągłe kary, opieprzanie i zasuwać dalej, dalej bez
          wzgledu na wszystko tylko dla wyników. Nie dałam rady mimo najlepszych zarobków
          jakie kiedykolwiek udało mi się wypracować. Wszystko zaniedbane, dom, dziecko,
          mąż itd. Teraz mam bardzo mała pensję i też nie jestem zadowolona, brak rozwoju,
          ciągle to samo czyli nic, kupa kredytów i chyba tylko wyjazd mnie ratuje czego
          boję się jak ognia. Dodam jeszcze, że jestem z drugiego albo trzeciego co do
          wielkości miasta w Polsce i bez znajomości nie udało mi się znaleźć pracy...no
          może jeden raz.
          Pozdrawiam i gubię się w tym co ważne a co mniej ważne ale wynika z tego
          wszystkiego, że albo wyścig szczurów i życie na poziomie albo marna posadka za
          grosze i same kredyty na stare lata, a oprócz tego oczywiście kochający mąż i
          dziecko ale temu drugiemu ciężko wytłumaczyć, że za miłość nie można kupić
          biletu do kina czy kolonii nad morzem.
          AG

        • Gość: gosia Re: UPs and DOWNs IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:28
          dobrze, że robisz to co lubisz, a doktoraty robi się dla własnej safysfakcji
          ale dla przeciętnego pracodawcy nie mają one szczególnego znaczenia, tyle, że
          mogą podnieść samoocenę osoby, która taki doktorat zrobiła,
          • Gość: Madzia Re: UPs and DOWNs IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:59
            Rocznik 1978 : skończony Handel Zagraniczny, pensja 2700 netto, dwa samochody (
            własny i służbowy ), mieszkanie w nowym budownictwie kupione za gotówkę ( teraz
            szukamy domu ), zagraniczny urlop 2 razy w roku, mężatka od ponad 5 lat,
            pierwsze dziecko w drodze. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba. Pozdrawiam
        • vika28 Re: UPs and DOWNs 12.01.06, 14:16
          U mnie nei bardzo mozna bylo przyznawac sie do sukcesow na polu nauki - tytulow
          naukowych itd. Im bardziej wyksztalcona tym wieksze zagrozenie dla nie
          wyksztalconych "babek" pracujacych tam od zawsze ;)
          Obecnie wiekszosc pracownikow jest po wyzszym :) i nie ma z tym problemow ;)
          A doktorat robisz dla siebie i wlasnej satysfakcji...
          Pracowac w zawodzie tez nie musisz - tak jak wieksza czesc
          naszegospoleczenstwa ;) wiec glowa do gory
          • Gość: maria bilans IP: 213.76.166.* 12.01.06, 14:24
            kasa kasa kasa...

            za tydzień skończę 32 lata. Studia wyższe, trzecia praca - jestem zadowolona -
            ale to dodatek.
            Najważniejsze - wspaniała rodzina - facet u którego boku budzę się od 12 lat
            tak samo szczęśliwa i na którego widok wciąż mam "motylki w żółądku" - i dwóch
            cudownych udanych synków - to mój bilans - tak miało być i tak jest :)

            Kasa - raz jest a raz nie ma... Dopóki jest miłość - jestem szczęśliwa i nic
            więcej mi nie trzeba :)
          • Gość: daisy Re: UPs and DOWNs IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.06, 15:03
            Jasne, że doktorat robię dla własnej satysfakcji, ale miałam też cichą nadzieję,
            że będę mogła dalej rozwijać się na uczelni w swoim zawodzie. W końcu po to
            wybrałam takie, a nie inne studia. A co do pracy w innym niż wyuczony zawód: na
            kasjerkę czy sprzątaczkę mam za wysoki stopień naukowy, a do bardziej ambitnych
            prac nie mam niezbędnego doświadczenia. No bo kto da pracę w administracji,
            marketingu czy HR komuś po filologii klasycznej, choćbym nie wiem jak
            zapewniała, że szybko się uczę i dam sobie radę...
            • szczur_nieszczur Re: UPs and DOWNs 13.01.06, 22:29
              To rozumiem - doktorat w konkretnym celu.
              nie zauważyłem wsześniej Twojej odpowiedzi i napisałem maila o sensowności
              doktoratu, ale myślę, że Ciebie on nie dotyczy (nawet pomimo tego, że nie masz
              pracy). Szkoda tylko, że Ci się nie udało.

              Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia - może jednak kiedyś uda się wrócić do
              tego tematu?
          • szczur_nieszczur Re: UPs and DOWNs 13.01.06, 22:24
            Pozwolę sobie wyrazić swoją opinie odnoście doktoratu.
            Wiele osób - w tym i Ty - wypowiada się w stylu: "doktorat robisz dla własnej
            satysfakcji", "doktorat robisz dla siebie".

            Wydawało mi się, że doktorat (jak i inne prace naukowe) powinien "wnosić" coś
            nowego do nauki, czy dziedziny, w której pisze się pracę doktorską.

            Rozumiem, że doktorat robi się także wówczas, gdy ktoś ma zamiar poświęcić się
            karierze naukowej - jest to wówczas tylko jeden ze stopni naukowych ...


            Czy osoby, które piszą (bądź już napisały) doktoraty zastanawiały się nad tym -
            po co to robią?

            Ja właśnie z tego powodu zrezygnowałem - uznałem, że temat, który miał być
            przedmiotem mojego doktoratu zupełnie na to nie zasługiwał, a praca ta nie
            wniosłaby nic nowego. Byłaby to sztuka dla sztuki.
            Coś jak zarabianie pieniędzy dla pieniędzy - jak wypowiedział się ktoś powyżej.

            Pozdrawiam
        • Gość: chosia Re: UPs and DOWNs IP: *.cs.vu.nl 12.01.06, 15:52
          daisy nie martw sie tak, ze zrobilas ten doktorat. masz teraz 5 lat spoznienia
          na rynku pracy, to co? w koncu i tak dorobisz sie tego samochodu i calej reszty,
          tyle ze 5 lat pozniej niz inni. ale przynajmniej przez 5 lat robilas cos
          naprawde ciekawego, zamiast nudzic sie na jakiejs posadce. a za 10-20 lat, kiedy
          wszyscy bedziemy mieli midlife crisis, ty bedziesz miala troche mniejszy, bo
          przynajmniej raz w zyciu robilas cos wartosciowego.

          pozdrawiam. gosia.
          • folkatka Re: UPs and DOWNs 12.01.06, 21:17

            Daisy pozdrawiam Cie serdecznie, uszy do góry:)
            Zazdroszczę Ci tego doktoratu jak nie wiem co!
            • Gość: czy nie ma ludzi widze, jacy jestescie wszyscy nudni IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.01.06, 21:41
              naprawde nudne dulskie zycie, i nudne dulskie zyciorysy, pare postow od
              ciekawych ludzi, reszta idzie z pradem: auto, samochod, dzieci i dom! pocieszam
              sie, ze nie tak zle ze mna hehe

              nie ma ludzi, ktorzy robia w zyciu cos FAJNEGO???maja ciekawe zawody, sport,
              hobby, moga byc przykladem dla mlodych???
              • folkatka Re: widze, jacy jestescie wszyscy nudni 12.01.06, 23:27


                Ja jestem w bractwie rycerskim i uwazam że moje hobby jest arcyciekawe!
                Polecam stronkę:

                chrzl.pl/
              • vika28 Re: widze, jacy jestescie wszyscy nudni 13.01.06, 09:51
                Przykladem dla mlodych moga byc rowniez szczesliwe matki i szczesliwi ojcowie.
                A co do hobby to coraz czesciej ludzie goniacy za pieniedzmi nie maja na to po
                prostu czasu.
                Ostatnio uslyszalam od znajomego, ze chyba zwariowalam bo wole jechac na
                wyprawe do Chin niz zmienic auto :) Ze zamiast pomyslec o wlasnym wiekszym
                mieszkaniu i zainwestowac w nieruchomosc, jak glupia jezdzie na wspinaczke i
                wydaje kase na sprzet. Przeciez dom, mieszkanie bede miec na cale zycie, a
                sporty ekstremalne kiedys w koncu bede musiala przestac uprawiac.
                Tylko, ze tego co przezylam, zobaczylam i doswiadczylam nikt nigdy mi nei
                zabieze. A mieszkanie zawsze zdaze kupic ;)Jak bede pewna, ze to wlasnie moj
                kawalek podlogi i moje miejsce na swiecie :))))))
              • szczur_nieszczur Re: widze, jacy jestescie wszyscy nudni 13.01.06, 22:50
                Gość portalu: czy nie ma ludzi napisał(a):

                > naprawde nudne dulskie zycie, i nudne dulskie zyciorysy, pare postow od
                > ciekawych ludzi, reszta idzie z pradem: auto, samochod, dzieci i dom!
                to straszne ... nic fajnego ... zostało nam tylko siąść i płakać
                A masz swoje dzieci?
                Myślę, że raczej nie, skoro napisałeś to, co powyżej - dzieci to najfajniejsza
                sprawa w życiu ... Bywają wprawdzie męczące, ale to tylko szczegół ...

                > pocieszam sie, ze nie tak zle ze mna hehe
                Też się pocieszam, że nie jest ze mną tak źle - że nie musi być
                ciągle "FAJNIE", żeby było fajnie :-)

                > nie ma ludzi, ktorzy robia w zyciu cos FAJNEGO???maja ciekawe zawody, sport,
                > hobby, moga byc przykladem dla mlodych???
                Pewno, że są. Myślę, że robię coś fajnego, bo robię to co lubię i mam z tego
                niezłe pieniądze. Do tego mam fajną żonę, 2 synków i małe grono sprawdzonych
                znajomych.

                Moi koledzy z pracy także nie narzekają - oprócz tego, że realizują się w
                pracy, mają swoje zainteresowania: jeden interesuje się starymi samochodami
                (odnawia je), drugi ma chopla na punkcie muzyki klasycznej (nawet w komórce ma
                takie melodyjki :-), trzeci napisał programik freeware, który jest
                wykorzystywany przez miliony ludzi na całym świecie, kolejny ma fioła na
                punkcie fotografiki, itd.
                W pracy zawsze jest wesoło - a szczególnie wtedy, gdy opowiadamy sobie, co dla
                przykłądu wczoraj powiedziały nasze dzieci :-)
      • dunia77 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 12.01.06, 21:47
        Rocznik 77...
        Wszystko zgodnie z planem, marzeniami i wyobrazeniami.
        Zrobilam doktorat, pracuje w drugim z kolei kraju (wkrotce trzecim) w swoim
        zawodzie... zycie prywatne ok mam czas i pieniadze na swoje hobby. Jak juz
        narzekam, to raczej z przyzwyczajenia. ;-)
        • mipik Zyciorys chyba nie Dulski.... 13.01.06, 09:16
          Rocznik 1970.

          Ale...

          Dopiero po przeczytaniu tego watku zastanowilem sie nad bilansem (przedtem mi
          nigdy cos takiego do glowy nie przyszlo).

          Pare slow wstepu.
          Po skonczeniu ogolniaka przez przypadek wyjechalem do dalekiego i egzotycznego
          kraju, wyjechalem na czas w miare krotki ale potem mi sie jakos zostalo...

          Dorobilem sie pewnego fachu i zdobylem cenne doswiadczenie.

          Znalazlem rowniez wspaniala zone, kilka lat temu urodzila sie rewelacyjna corka.

          Wprawdzie pracuje dla bardzo duzej firmy i pracuje czesto za duzo to nie
          uwazam, ze biore udzial w wyscigu szczurow, moze dlatego ze nie bardzo jest
          komu sie ze mna scigac. Po prostu jest praca ktora trzeba zrobic i koniec. W
          firmie stosunki miedzyludzkie swietne.
          Placa mi delikatnie mowiac bardzo dobrze, zona w innej firmie tez swietnie
          zarabia.

          Zwiedzilem kawal swiata.
          Bylem i w bardzo rozwinietych miejscach i w takich gdzie ludzie z trudnoscia
          usiluja przetrwac.

          Nabralem dystansu do zycia i swiata.

          Bilansujac:

          Zona, corka i milosc w rodzinie.
          Doswiadczenie i zyciowe i zawodowe.
          Zupelny brak kompleksow.

          Samochodu nie mam bo mi nie jest potrzebny.
          Mieszkania nie mam bo firma wynajmuje mieszkanie dla nas a i tak co kilka lat
          mnie przenosza czasaem o kilka tysiecy kilometrow.
          Nawet mebli nie mamy zadnych.

          Mam wystarczajace oszczednosci by nie martwic sie potencjalna utrata pracy.
          Powiem wiecej jakbym sie uparl to nie musialbym juz wiecej w zyciu pracowac.

          Ogolnie.

          Doszedlem chyba do momentu w zyciu, w ktorym powaznie zastanawiam sie nad
          daniem sobie luzu, przeprowdzka gdzies gdzie bedziemy mogli spokojnie i na
          luzie zycie kontynuuowac.
          Starczy mi juz.

          Szczesliwy jestem zwykle.


          • vika28 Re: Zyciorys chyba nie Dulski.... 13.01.06, 10:00
            Ja po powrocie z wyprawy do Azji i po tym jak zobaczylam biede, prawdziwa
            biede, samosady, walki i ostatnio skutki tsunami obiecalam sobie, ze juz nigdy
            nei powiem, ze jestem biedna bo nie moge kupic nowej pary butiow :). Widzialam
            ludzi, ktorzy umierali i nie mozna bylo juz im pomoc, w ciagu chwili tracili
            wszystko nawet najblizszych... A mimo to podnosili sie i zycli dalej, pelni
            nadziei ze jutro bedzie lepiej.
            Nigdy juz nie powiem, ze mi zle bo nie mam najnowszego modelu audi, albo
            mieszkania na strzezonym osiedlu...
            W koncu to nie dobra materialne swiadcza o "jakosci" zycia
            • mipik Re: Zyciorys chyba nie Dulski.... 13.01.06, 10:09
              Ja w rozmaitych miejscach w Azji mieszkam juz lat kilkanascie.

              Tez sporo widzialem.

              To pomaga nabrac dystansu do zycia, dobr materialnych, sukcesu.
              • vika28 Re: Zyciorys chyba nie Dulski.... 13.01.06, 12:53
                Ja mialam zamiar osiasc tam na stale ;) nie wyszlo:( postawilam na skonczenie
                studiow. Ale przeciez nic straconego ;)Co prawda teraz obieram kierunek wyprawy
                do Chin nie do moich ukochanych Indii ;) ale co tam trzeba poszerzac
                horyzonty ;)
                • Gość: rocznik81 Re: Zyciorys chyba nie Dulski.... IP: *.dobranet.pl 13.01.06, 14:01
                  Rocznik 81. Duży dom do remontu, zużyty rower. Najmłodszy w rodzinie.
                  Rodzeństwo wchodziło na rynek pracy na początku lat 90-tych, termin bezrobocie
                  znają z gazet i telewizji. Zarabiają mało, ale za to mają udane życie rodzinne
                  i nie muszą siedzieć do nocy za biórkiem.
                  Dużo znajomych, bardzo mało przyjaciół. Kontakty z kobietami bardzo kulejące.
                  Strach przed zaangażowaniem, kłótniami, problemami, porażką.
                  Skończone studia techniczne, bezrobotny bez większych szans na pracę w
                  zawodzie. Kilku kolegów z rocznika pracuje, ale tylko niewielka ich część w
                  zawodzie, reszta charuje nawet po 60 h/tydzień dostając 800 na rękę.
                  Plany na najbliższe lata? - Praca, dziewczyna, rozwijanie hobby (astronomia).
                  Chcę robić coś pożytecznego.

                  "Nie żyje się dla pieniędzy, ale za pieniądze." Tylko co zrobić gdy ich nie
                  ma?...
          • Gość: agnes Re: Zyciorys chyba nie Dulski.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.01.06, 23:31
            Po prostu chciałam Ci pogratulować. To cudowne czytać, że ktoś jest szczęśliwy.
            Tak po prostu. Trzymaj się ciepło i niech kryzysy Cię omijają.
      • Gość: małolata Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 20:47
        a mi jeszcze brakuje 17 lat:)
        • Gość: kris Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.sylwex.pl / 213.17.152.* 13.01.06, 22:22
          juz się wypowiadałem w wątku, ale powtórzę i uzupełnie:
          Rocznik 1973
          1400 zł netto - bez perspektyw na więcej, pewnie wyjadę za granicę....
          Ale pieniądze nie najważniejsze!!
          Na szczęscie mam zainteresowania i różne hobby. Interesuję się zagadkami i powstaniem cywilizacji.....Szukam skarbów...monet...na wiosnę będę łaził z wykrywaczem metali:)
          Jestem maniakiem filmowym a ostatnio maniakiem różnych seriali science-fiction.
          No i mam wspaniałą kochaną dziewczynę!
          • Gość: kasia Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.serock.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 22:57
            1976 rocznik
            jestem szczesliwa mamusia prawie rocznego synka i zonka ambitnego tatusia
            mam psa - szurnietego ale kochanego:)

            z mezem skonczylismy dobre studia oboje pracujemny w zawodzie
            radzimy sobie najlepiej jak umiemy i nawet nam wychodzi
            dziecko to najwiekszy skarb i najwieksze szczescie - nie wiem co my robilismy
            jak nie bylo synka:)

            jestesmy szczesliwi, spotykamy sie ze znajomymi, chodzimy do teatru, wyjezdzamy
            na wakacje
            planujemy za chwilke drugie dziecko

            zycze wam takiego szczescia
            • Gość: melua Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 19:11
              Kobieta. Rocznik 78 czyli 2 lata do 30-tki.
              Po studiach - zgodnych z zainteresowaniemi. Obecna praca (3 w zyciu) dajaca
              duzo satysfakcji i frajdy - praca z ludzmi a to mnie naprawde kreci. Niezle
              platna - przynajmniej na tyle, ze bylo mnie stac na zakup M (na kredyt
              oczywiscie - mam nadzieje, na szybsze splacenie niz 20 lat :) W
              zasadzie 'normalne' godziny pracy.
              Poza praca - liczne pasje (ceramika, rower, ksiazki, podróze), i nowo odkryta -
              narty. Wielka chęć by być z ludzmi, rozwijać się (nie tylko zawowodowo!)
              Wielka niechęć do tego by dac sie zapedziec w wyscig szczurów - poki co udaje
              mi się byc sobą i nie iść do przodu po trupach.
              Zycie prywatne - mogłoby być lepiej. Obecnie sama. Najważniejsza wartość -
              rodzina, miłość - mam nadzieje, że stworzenie w przyszłości ciepłego domu.
              Inne sukcesy - świadomość siebie jako kobiety (tak, tak....) i samoakceptacja.
              Lubie się. Niektorzy maja tak od razu, inni potrzebuja na to troche czasu.
              Wiem czego od zycia chce, wiem czego nie chce.
              A kasa? Nie jest w zyciu najwazniejsza, ale sami powiedzcie - jak mozna wymagac
              od ludzi, by przestali mowic tylko o kasie a skupili sie na marzeniach? Na
              ogol.. realizacja marzen kosztuje.
              Zachowajmy umiar we wszystkim i bilans pomiedzy praca a zyciem zawodowym.
      • Gość: wykończony/77 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 14.01.06, 22:59
        Mój bilans po 29 latach życia? Proszę bardzo:
        - miesięcznie 10.000 złych myśli że już czas z tym skończyć. Praca, z której
        byłem dumny. Robota, która wysysa ze mnie wszystko. Hi-tech wykańczania
        psychiki. New technology niszczenia związków. Ciągłe użeranie się z klientami,
        szefem, swoją bezsilnością. Na twarzy uśmiech, ale w głowie... Jesli któregoś
        dnia powystrzelam wszystkich w biurze koledzy pewnie powiedzą: "co mu się stało?
        Rozmawiałem z nim tydzień temu, nic po nim nie było widać"...

        - uczucia? Ostatnie kilka znajomości to ciągłe spotkania w biegu, w zasadzie
        nie wiem po co byliśmy razem. Rodzina? Cieszę się z moich niepowołanych do życia
        dzieci. Teraz tylko konsumpcja; nie chcę już nikogo ranić. I moje ostatnie
        marzenie - magiczna różdzka. Czary-mary - znikasz, z mojego łóżka, z mojego
        życia. Bo rano nowa znajoma wzbudza tylko obrzydzenie. I kaca nie leczy nawet
        wiedza, że dla niej to też był tylko weekendowy relaks. Cywilizacja
        cyber-randek. Możesz wybrać z miliona kandydatów a i tak jesteś samotny

        - znajomi? Sfrustrowani tak samo jak ja pogonią za pieniędzmi, chlaniem albo
        seksem. W zasadzie wszystkie nasze spotkania kończą się pijaństwem.

        Nie wiem, czy już jestem na dnie. Czy zostało jeszcze kilka centymetrów. Wiem
        tylko, że muszę coś zmienić. Bo jutro obudzę się przegrany i zgorzkniały. Na
        razie czekam na wiosnę. Za oknem i w moim życiu.
        • Gość: kasia Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.serock.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.01.06, 21:30
          chlopie-trzymaj sie jakos

          byle to tej wiosny i niech szybko nadejdze
      • Gość: Bodzio Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 15.01.06, 14:34
        ...1971
        STRATY: rozwod, zalamanie, straty finansowe...
        ZYSKI: doswiadczenie zawodowe, dom, mieszkanie...

        ale najwiecej sie od zycia nauczylem: ZYC CHWILA, mimo tych czesto bolesnych
        doswiadczen mialem prawo wyboru.
        • vika28 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 16.01.06, 09:57
          Zawsze jest jakieś wyjscie awaryjne ;))))
          Nie nalezy tylko pozwolic na zapedzenie sie w kozi rog ;)
          • forgotten_realms Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 16.01.06, 13:11
            Podusumowanie:
            1. Odrzucienie dawnych autorytetów ze środowisk post-solidarnościowych.
            2. Obrzydzenie do polityki i polityków - rewolucja Solidarności przeniosła nas
            z systemu gdzie czlowiek wyzyskiwał czlowieka, do systemu gdzie jest odwrotnie.
            3. Traktowanie GW (po wcześniejszym zachwycie) tak jak mój Ojciec traktował
            Trybunę Ludu (najlepsze przeznaczenie - podpałka lub jak na biwaku zabrakie
            papieru do d... może stanowić jego substytut).
            4. Kochana i kochająca żona.
            5. Paradoks - nie posiadam prawie nic materialnego; wszystko jest własnością
            banku. Mój Ojciec w socjalizmie miał więcej własnosci prywantnej niż ja teraz.
            6. Relatywnie dobra praca, zarówno w obszarze finansowym, społecznym, jak też
            samorealizacji.
            7. Brak potomstwa. Jeżeli jedno z nas zrezygnuje z pracy, to z pewnością
            utrzymamy mieszkanie (kredyt), samochód (kredyt), sprzęt AGD (kredyt), ale nie
            utrzymamy dziecka (czytaj nie będziemy w stanie zapewnić mu takiego startu jaki
            został zapewniony nam - poczucie deprywacji).
            8. Nie przejmujemy się problemem niżu demograficznego. Przecież rynek jest
            omnipotentny - zaimportujemy Chinczyków.
      • kimono24 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 16.01.06, 23:06
        a czy jestes tak po prostu szczesliwy ? czy Wy wszyscy jestescie ?
        • jaroslaw.hartman Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 17.01.06, 11:35
          A co to znaczy "szczęście"? Czy to po prostu nie bycie "nie-szczęśliwym"?
          • Gość: karusel Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani IP: *.adsl.alicedsl.de 17.01.06, 12:49
            rocznik 75
            po historii, rozpoczety doktorat
            od 6 lat w innym kraju
            praca przy projektach miedzynarodowych (koordynacja, nadzor) zgodna z
            wyksztalceniem, niezwykle satysfakcjonujaca
            wlasna firma w rozruchu
            finanse roznie, na warunki polskie ekstremum tu srednia krajowa z tendencja
            zwyzkowa
            dziecko i zona po jednym - harmonijny zwiazek niezwykly potomek
            mieszkanie jak marzenie
      • vika28 Re: Rocznik 75, 30latkowie/ki czas na podsumowani 18.01.06, 12:35
        Bilans na dzis.
        Szukam nowej pracy.
        Chyba jednak to co robie nei daje mi satysfakcji. I nie chodzi nawet o kase ale
        o samorealizacje :(

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka