Lekarz na obozie

12.03.12, 16:39
Ponieważ zbliża się moment zaklepywania wyjazdów wakacyjnych, przypomnialam sobie o tym, jak funkcjonowała pomoc lekarska na jednym z obozów. Ponieważ lekarz był jeden na duży obóz, a na tym mnóstwo dzieci, które przyjmowały leki na stałe, do lekarza tworzyły się kolejki. Na końcu tych kolejek umieszczano dzieci, które np. zraniły się czymś, źle się czuły, miały kleszcze do usunięcia, itp. Oznaczało to zazwyczaj półgodzinne czekanie w kolejce, więc niektóre dzieciaki czasem się zrywały, bo im się nie chciało czekać.
Moje pytanie brzmi: jaki w takiej sytuacji układ byłby najlepszy, czy ten, jak wyżej? Czy zmiana w kolejności do lekarza, czy może powinien być jeszcze jeden lekarz? Jeszcze inne rozwiązanie?
    • slonko1335 Re: Lekarz na obozie 12.03.12, 16:53
      wiesz co przez całe studia jeździłam jako wychowawca na obozy i kolnie i zazwyczaj lekarza w ogóle nie było, pielęgniarka tak...nie bardzo też rozumiem to co opisujesz ,te dzieci które brały leki na stałe to brały je wszystkie o jednej porze? te leki musiał im lekarza podawać? w życiu nie widziałam kolejek do lekarza czy pielęgniarki na żadnym z takich wyjazdów. Incydentalne są sytuacje gdy lekarz w ogóle był potrzebny.
      • malila Re: Lekarz na obozie 12.03.12, 16:59
        To chyba takie czasy teraz, że mnóstwo dzieci bierze leki na stałe. Biorą je albo raz dziennie, albo dwa, albo trzy. Nie wiem, czy to lekarz musi podawać, czy może pielęgniarka. Na tym obozie robił to lekarz.
        • mamusia1999 Re: Lekarz na obozie 12.03.12, 17:45
          moze ktos przedobrzyl? niby wychowawcy samowolnie nie wolno podawac lekow, ale jak ma lek dostarczony i opisany przez rodzicow to juz raczej OK i lekarza do tego nie potrzeba. do wyciagniecia kleszcza i zalozenia plastra tez nie. wiec kolejka tak na prawde powinna byc minimalna i ograniczyc sie do przypadkow, kiedy wychowawca moze i wie co zrobic, ale mu nie wolno (podac apap) bo a nuz jest w bledzie.
    • marcin.slawski Re: Lekarz na obozie 12.03.12, 20:21
      Cytatwięc niektóre dzieciaki czasem się zrywały, bo im się nie chciało czekać.
      Dzieciaki same szły do lekarza ??? Same przedstawiały dolegliwości i same wykonywały zalecenia ?
      W większości typowych ośrodków kolonijnych lekarz przychodzi z zewnątrz raz dziennie. Na powiedzmy 300 dzieci najczęściej czeka 4-5 dzieci, więc taka forma spokojnie wystarcza.
      Do drobnych dolegliwości wystarcza pielęgniarka na stałe ( bóle brzucha, bóle gardła bez gorączki, drobne skaleczenia i urazy). Pielęgniarka na stałe przy dużej grupie. Przy małej, powiedzmy 50 osobowej wystarcza jej doraźna pomoc. Co do kleszczy, to również zajmowała się nimi pielęgniarka, zaś lekarz interweniował, gdy występował drobny chociaż rumień.
      Lekarz do podawania stałych leków, podawania kropli żołądkowych, chlorchinaldinu i opatrywania drobnych ran to lekka przesada.
Pełna wersja