Gość: joasia
IP: *.net-serwis.pl
04.05.06, 16:32
Tak anegdotka, dopóki sama nie doświadczyłam na własnej skórze, nie wierzyłam.
Znajomy, mentalnie i finansowo zdruzgotany przez pracodawcę, postawił
wszystko na jedną kartę, zarejestrował działalność i zaczął robić to samo, co
robił, tylko na swoje konto. Początki - fatalne. Nie ma na rachunki, na
chleb, na nic nie ma, ma za to jednak dobry humor. Publiczność (eks - koledzy
z firmy) z zapartym tchem obserwują zmagania z losem, materią i klientami.
Wyglada na to, że rynek zbyt trudny, i kolega padnie. Publicznosć dochodzi
jednak do wniosku, że za magiczną barierą samozatrudnienia kryje się COŚ, co
nie może być pojęte umysłem człowieka na etacie. Owe tajemnicze COŚ, to w ich
mniemaniu, rwące wartkim strumieniem DOCHODY. Jeden po drugim zaczynają się
zgłaszać do kolegi prosząc go o zatrudnienie w firmie. Kolega najpierw sądzi,
że śni - po tym, jak skończył mu się papier toaletowy i auto zamienił na
bilet miesięczny, śni już tylko horrory, ale ten jest szczególny. Kolega to
uczciwy jednak facet, lubiany przez wielu, więc stawia sprawę prosto i jasno:
- stary, słuchaj, ale ja nie mam kasy, jestem bankrutem, i przyjdzie mi
zwinąć ten interes...
- ŻARTUJESZ??? Przecież TY MASZ SWOJĄ FIRMĘ!