wiosna386
27.06.06, 13:00
dzisiaj poszlam poozmawiać z szefem o zwolneniu z pracy. Jestem oburzona! Nie
dostałam umowy ( miałam umowę o dzieło -i jej nie dostanę) oraz pieniędzy.
Usłyszałam, że nie doprowadziłam do końca wszystkich spraw i nie będzie i nie
było żadnej umowy. Byłam b.taktowna, ale szef, kiedy tłumaczyłam się
dl;aczego przez jeden dzień mnie nie było (uprzednio zadzwoniłam i
powiedziałam, że mam 40 st. goraczki, katar, mam ciężką astmę) i że atak trwa
jeden dzień (jesli się jemu zapobiegnie), usłyszałam bezczelny śmiech i że
kłamię. Usłyszałam, że jestem : nieodpowiedzialna, niekompetnetna, nie nadaję
się do niczego... jakim prawem moge mówić, że miałam ogrom pracy??? Po czym,
że 'powiedziałam juz wszystko, co chcialam i mam wyjść z gabinetu'. Potem,
uniemozliwiono mi pożegnanie się z zespołem, dla którego kupiłam kwiatkii
łakocie-słowami: 'Proszę wyjść, zespół przez Panią nie może pracować!.
SZOK!!! Nie wiem co mam o sobie myśleć, o tym człowieku...