sweetu
11.01.07, 20:46
Hej,
powiedzcie mi proszę jak to jest. Od 2 miesięcy szukam pracy i mam już za
sobą kilka ładnych rozmów o pracę. Dość często zdarza mi się trafić na
bezczelnego i aroganckiego rozmówcę. Rozumiem - można być na luzie, można być
bezpośrednim i mówić "rzuć se te wdzianko na wieszak i chono tu do
konferencyjnej na gadkę" (chociaż po takim tekście pracodawca jest u mnie
spalony), ale po co dodatkowo chamskie zagrania np. pytanie o to, czy
obrączka ze złota i wyraznie okazywanie tego, że ... nie zapoznało się CV
kandydata?!?! Coraz częściej odnoszę wrażenie, że pracodawcy korzystają z
tego, że rynek pracy jest jaki jest i to oni mogą wybierać w kandydatach jak
w ulęgałkach. Spraszają ludzi na assesment center, każą rozwiązywać wymyślne
zadania, setnie się bawiąc obserwując, jak ludki walczą o stanowisko. Czy
wynika to z chęci upodlenia, czy pracodawcy rzeczywiście czerpią z tego
przyjemność? Z drugiej strony - ile może być "naturalnych warunków" (zgodnie
z definicją assesment center) w sytuacji, kiedy 10 osób walczy o jedno
stanowisko asystenckie? Nie chcę tu wymieniać firm (mogę co najwyżej napisać
chętnym na priva ;-)), ale nie chcę mieć z nimi już nigdy więcej do
czynienia! Czy Wy, chodząc na rozmowy też się z tym spotykacie? Jak się
zachowujecie w takich sytuacjach?