Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Bezradność specjalistów HR?

    IP: 195.117.149.* 19.05.03, 11:01
    Czytam sobie od pewnego czasu różne wątki na tym forum, a od jeszcze
    dawniejszych czasów enuncjacje specjalistów HR publikowane w naszej
    ulubionej "GW". Nie tylko ja, najwidoczniej, mam odczucie, że specjaliści od
    HR wyalienowali się i odrealnili, wypisując mądre analizy i porady, mające
    niewielkie odniesienie do rzeczywistości.
    Najwygodniej byłoby stwierdzić, że jest to efekt zawodnej inteligencji
    specjalistów. Czy jednak nie jest to raczej dowód bezradności ideologii
    neoliberalnej wobec rzeczywistości odbiegającej od klasycznych kanonów
    wolnego rynku?
    Nie jest tajemnicą, że po upadku ustroju bolszewickiego na polskich
    uczelniach uczeni ekonomiści za wszelką cenę starając się zdjąć z siebie
    odium prawomyślnych piewców ekonomii socjalistycznej poczęli głosić teorie
    neoliberalne. Dzisiaj dla wielu absolwentów AE kryzysy ekonomiczne biorą się
    z interwencji państwa, nikt już prawie nie pamięta, że do niedawna
    obowiązywał paradygmat dokładnie odwrotny. Ideologia ta, bardzo BTW
    odpowiadająca zapotrzebowaniu grup politycznych, których operaciem jest "GW",
    miała wpływ również na te dziedziny nauk ekonomicznych, które wyjaśniają
    działanie rynku pracy. Stąd też bieże się np. teza o tym, że za swoje
    powodzenia bądź jego brak na rynku pracy odpowiada wyłącznie jednostka, która
    pracy szuka. Stąd zatem teza, że pracę zawsze da się znaleźć, a jeśli się jej
    nie znajduje, to dlatego, że się nie umie szukać.
    Dlatego być może odrealnione wypowiedzi specjalistów od HR, cytowane również
    na tym forum, są efektem nie tyle ludzkiej głupoty, co niemożliwości
    oderwania się od szkolnego bombastu, sączonego do głów specjalistów.
    Ze swojej strony bardzo popieram tą pisaninę. Jest ona dla mnie stałym
    źródłem poniedziałkowej rozrywki. :-)

    Obserwuj wątek
      • enki Re: Bezradność specjalistów HR? 19.05.03, 11:36
        Gość portalu: Paweł Z. napisał(a):

        > Czytam sobie od pewnego czasu różne wątki na tym forum, a od jeszcze
        > dawniejszych czasów enuncjacje specjalistów HR publikowane w naszej
        > ulubionej "GW". Nie tylko ja, najwidoczniej, mam odczucie, że specjaliści od
        > HR wyalienowali się i odrealnili, wypisując mądre analizy i porady, mające
        > niewielkie odniesienie do rzeczywistości.
        TO LUD PRACUJĄCY MIAST I WSI JEST WYALIENOWANY :)
        >Stąd też bieże się np. teza o tym, że za swoje
        > powodzenia bądź jego brak na rynku pracy odpowiada wyłącznie jednostka, która
        > pracy szuka. Stąd zatem teza, że pracę zawsze da się znaleźć, a jeśli się jej
        > nie znajduje, to dlatego, że się nie umie szukać.
        JEST TO GENIALNE POSUNIĘCIE!!!!
        > Dlatego być może odrealnione wypowiedzi specjalistów od HR, cytowane również
        > na tym forum, są efektem nie tyle ludzkiej głupoty, co niemożliwości
        > oderwania się od szkolnego bombastu, sączonego do głów specjalistów.
        ODREALNIENIE TO MY, A NIE SPECJALIŚCI ;)
        > Ze swojej strony bardzo popieram tą pisaninę. Jest ona dla mnie stałym
        > źródłem poniedziałkowej rozrywki. :-)
        ;)
        pozdro
      • losiu4 Re: Bezradność specjalistów HR? 19.05.03, 14:02
        Gość portalu: Paweł Z. napisał(a):

        > Ze swojej strony bardzo popieram tą pisaninę. Jest ona dla mnie stałym
        > źródłem poniedziałkowej rozrywki. :-)

        Dawniej jeszcze lepsze teksty w GW dawali. Na prowincji juz dawno panowalo bezrobocie i szukanie
        pracy przez znajomosci a ci takie txty zasuwali, ze czytajac spasc mozna bylo ze stolka... ech, lezka sie w oku kreci
        na wspomnienie. Teraz spuscili z tonu, pewnie po listach czytelnikow doprowadzonych do bialej goraczki. Szkoda
        tylko ze sobie tych artykuow nie wycinalem. Teraz bym sxerowal i odeslal do tfurcuf. Ciekawe, co by odpowiedzieli

        Pozdrawiam

        Losiu
        • Gość: Paweł Z. Re: Bezradność specjalistów HR? IP: 195.117.149.* 19.05.03, 14:54
          losiu4 napisał:

          > Teraz spuscili z tonu, pewnie po listach czytelnikow doprowadzo
          > nych do bialej goraczki. Szkoda
          > tylko ze sobie tych artykuow nie wycinalem. Teraz bym sxerowal i odeslal do
          tfu
          > rcuf. Ciekawe, co by odpowiedzieli

          Kiedyś był to kabaret absurdu w czystej formie. Piszesz o prowincji, ale tak
          naprawdę problem bezrobocia od dawna występował także w Warszawie. Tymczasem
          spece od HR odstawiali w "GW" mantrę składającą się z tez ideologii
          neoliberalnej pomieszanych z luźnymi obserwacjami z sytuacji na rynku pracy
          specjalistów od mediów, reklamy i... HR.
          Zmiana tonu "GW" sprawia, że możliwa staje się głębsza analiza, hmmm,
          umocowania społecznego autorów tych quasinaukowych wywodów. Świat, w którym
          żyją ci panowie, nie jest już taki, jakim był. Widać to np. po wynikach Agory.
          Ich też z pewnością dotykają cięcia i redukcje. Może nie stać ich już na urlop
          na Bali i muszą zadowolić się "przaśną" Tunezją? Może już nie mają komórek
          służbowych bez limitów?
          Tylko że z drugiej strony ich aparat pojęciowy pozostaje żałośnie ubogi. Nie
          mogą oderwać się od aparatury teoretycznej, którą im na studiach wtłoczono do
          przyciasnych umysłów. Stąd uparcie ignorują fakt istnienia strukturalnego
          bezrobocia. Stąd też życzliwie doradzają bezrobotnym, by bardziej się starali -
          bo przecież sukces jednostki wypływa z jej wysiłków. Wspierają się
          oczywistościami psychologicznymi (optymistom żyje się lepiej), by udowodnić, że
          lepszym człowiekiem jest ten, kto - nie bacząc na rzeczywistość - stara się
          realizować swoje cele. Ba, nawet starają się przefarbować kumoterstwo przy
          zatrudnianiu pracowników, twierdząc, że z tego kumoterstwa, które jest przecież
          dla gospodarki szkodliwe, bo eliminuje osoby kompetentne na rzecz nieudacznych
          krewniaków i znajomków, należy korzystać.
          To naprawdę fascynujące patrzeć na te wygibasy dyżurnych specjalistów naszej
          ulubionej "GW".
          • losiu4 Re: Bezradność specjalistów HR? 20.05.03, 14:30
            Gość portalu: Paweł Z. napisał(a):

            > Kiedyś był to kabaret absurdu w czystej formie. Piszesz o prowincji, ale tak
            > naprawdę problem bezrobocia od dawna występował także w Warszawie. Tymczasem
            > spece od HR odstawiali w "GW" mantrę składającą się z tez ideologii
            > neoliberalnej pomieszanych z luźnymi obserwacjami z sytuacji na rynku pracy
            > specjalistów od mediów, reklamy i... HR.

            widzisz... ja wtenczas wiadomosci o pracy w Warszawie czerpac moglem jedynie ze zrodel pisanych, bo nie mialem
            tam nikogo znajomego. Teraz mam wtyczke i wiem, ze nie jest wesolo, ale o tym ze nie jest wesolo wiem tez juz z
            Wybiorczej

            > Zmiana tonu "GW" sprawia, że możliwa staje się głębsza analiza, hmmm,
            > umocowania społecznego autorów tych quasinaukowych wywodów. Świat, w którym
            > żyją ci panowie, nie jest już taki, jakim był. Widać to np. po wynikach Agory.
            > Ich też z pewnością dotykają cięcia i redukcje. Może nie stać ich już na urlop
            > na Bali i muszą zadowolić się "przaśną" Tunezją? Może już nie mają komórek
            > służbowych bez limitów?

            tak, tak. Pokonczyly sie bonusy, nadeszly chudsze lata...

            > Tylko że z drugiej strony ich aparat pojęciowy pozostaje żałośnie ubogi. Nie
            > mogą oderwać się od aparatury teoretycznej, którą im na studiach wtłoczono do
            > przyciasnych umysłów. Stąd uparcie ignorują fakt istnienia strukturalnego
            > bezrobocia. Stąd też życzliwie doradzają bezrobotnym, by bardziej się starali -

            no coz. W moim odczuciu czesc z nich byla zupelnie wyalienowana ze spoleczenstwa, a czesc po prostu zarabiala
            wierszowka: pan kaze, sluga musi. Inna sprawa jest to, co im wciskano na studiach z zakresu HR... gdyby mieli
            naprawde rozum, potrafili obserwowac i wyciagac wnioski na pewno zauwazyliby ze to o czym pisza ma sie nijak
            do rzeczywistosci

            > bo przecież sukces jednostki wypływa z jej wysiłków. Wspierają się
            > oczywistościami psychologicznymi (optymistom żyje się lepiej), by udowodnić, że
            > lepszym człowiekiem jest ten, kto - nie bacząc na rzeczywistość - stara się
            > realizować swoje cele. Ba, nawet starają się przefarbować kumoterstwo przy
            > zatrudnianiu pracowników, twierdząc, że z tego kumoterstwa, które jest przecież
            > dla gospodarki szkodliwe, bo eliminuje osoby kompetentne na rzecz nieudacznych
            > krewniaków i znajomków, należy korzystać.

            jesli chodzi Ci o to, ze _wszystkie_ znajomosci sa zle, to sie z Toba nie zgodze. Masz wiele racji w tym co piszesz
            (nieudaczni krewni na stanowiskach) jesli chodzi o wszelkiego typu urzedy i stanowiska nie wymagajace wiedzy
            specjalistycznej. Nie wierze by ktos zatrudnil nic nie umiejacego krewnego na stanowisku np. inzyniera
            odpowiedzialnego za ruch fabryki bo groziloby to przestojami a nawet zagrozeniem zycia lub smiercia innych.
            Natomiast zgodze sie, ze taka osobe spokojnie mozna posadzic za biurkiem w charakterze marketingowca czy
            innego
            przekladacza papierkow. I tak sie wlasnie czesto robi. Inna sprawa jest rozstrzygniecie, czy etycznym jest
            zatrudnienie znajomego/krewnego zamiast "obcego" gdy obaj sa porownywalni w sensie kompetencji.

            > To naprawdę fascynujące patrzeć na te wygibasy dyżurnych specjalistów naszej
            > ulubionej "GW".

            zgadza sie, ale radocha juz nie ta, bo w koncu zauwazyli, ze ludzie sie z nich smieja

            Pozdrawiam

            Losiu
            • Gość: Paweł Z. Re: Bezradność specjalistów HR? IP: 195.117.149.* 20.05.03, 17:41
              losiu4 napisał:

              > widzisz... ja wtenczas wiadomosci o pracy w Warszawie czerpac moglem jedynie
              ze
              > zrodel pisanych, bo nie mialem
              > tam nikogo znajomego. Teraz mam wtyczke i wiem, ze nie jest wesolo, ale o tym
              z
              > e nie jest wesolo wiem tez juz z
              > Wybiorczej

              Ja miałem lepiej, bo często bywam w Warszawie, choć mieszkam na prowincji.
              Przede wszystkim jednak potrafię też analizować słupki i wykresy, a środowisko
              mediów znam doskonale (kiedyś byłem zawodowo umoczony w takie tematy).
              > no coz. W moim odczuciu czesc z nich byla zupelnie wyalienowana ze
              spoleczenstw
              > a, a czesc po prostu zarabiala
              > wierszowka: pan kaze, sluga musi. Inna sprawa jest to, co im wciskano na
              studia
              > ch z zakresu HR... gdyby mieli
              > naprawde rozum, potrafili obserwowac i wyciagac wnioski na pewno zauwazyliby
              ze
              > to o czym pisza ma sie nijak
              > do rzeczywistosci

              Ludzie pisujący w "GW" to oczywiście w większości przypadków młodzi ludzie bez
              szerszego psychologicznego czy socjologicznego przygotowania. Dlatego też ich
              problem polega na tym, że z jednej strony muszą dopasowywać się do ideologii
              promowanej przez swoich pryncypałów, a z drugiej strony są przerażająco
              niedokształceni. Wydaje mi się, że paradoksalnie nawet za komuny absolwent
              szkoły wyższej, zwłaszcza ekonomicznej, miał więcej pluralizmu w głowie niż w
              nowej Polsce. Co prawda, wykładowcy częstowali go mieszanką ekonomii
              socjalicznej, Marksa, Lenina i np. krytycznych wypocin jakichś doktorantów na
              temat tez Keynesa, ale z biblioteki mógł korzystać do woli, a ogólna atmosfera
              nieprawomyślności powodowała, że często sięgał po dzieła nieomawiane na
              zajęciach z czystej ciekawości.
              Dzisiaj te tłumy studentów mielone w trybach maszyny edukacyjnej w
              przepełnionych salach myślą tylko jak odbębnić pracę egzaminy, a wykładowcy
              chcąc odkupić swe dawne winy częstują ich jedynie słusznymi tezami
              neoliberalnymi. Nikomu z nich do głowy nie przyjdzie, by sięgnąć chociażby do
              starego Marksa. Nie dziwota, że znając potem tylko jedną ideologię, gotowi są
              uprawiać wbrew wszelkim faktom scholastykę i wciąż odwoływać się do jakichś
              odstających od rzeczywistości teorii, które jako jedyne słuszne są im znane,
              zamiast postarać się przykroić teorię do rzeczywistości.
              Nie mam nic przeciwko teoriom, na które powołują się specjaliści z "GW", ale te
              teorie to nie dogmaty. Trzeba umieć stosować je rozsądnie, a kiedy trzeba -
              zmienić.

              > e. Masz wiele racji w tym co piszesz
              > (nieudaczni krewni na stanowiskach) jesli chodzi o wszelkiego typu urzedy i
              sta
              > nowiska nie wymagajace wiedzy
              > specjalistycznej. Nie wierze by ktos zatrudnil nic nie umiejacego krewnego na
              s
              > tanowisku np. inzyniera
              > odpowiedzialnego za ruch fabryki bo groziloby to przestojami a nawet
              zagrozenie
              > m zycia lub smiercia innych.

              Ale można też wybrać spośród dwóch inżynierów tego, który jest merytorycznie
              gorszy, ale jest znajomym. Tak się właśnie często dzieje i jest to ewidentnie
              szkodliwe i dla gospodarki jako całości, i dla właściciela. Fabryka - co
              prawda - działa, ale nie tak wydajnie, jak by mogła.

              > Natomiast zgodze sie, ze taka osobe spokojnie mozna posadzic za biurkiem w
              char
              > akterze marketingowca czy
              > innego
              > przekladacza papierkow. I tak sie wlasnie czesto robi.

              Też nie do końca. Czasem chodzę po urzędach i widzę jakieś baby z mozołem
              klepiące w klawiaturę. Co prawda, czynności, które wykonują, nie wymagają
              jakiejś szczególnej specjalistycznej wiedzy, ale też można je wykonywać lepiej
              lub gorzej. Efekt jest taki, że potem miesiącami czekasz na załatwienie sprawy,
              którą w normalnym kraju można jakoś załatwić w tydzień. Dla mnie jest to
              przerażające.

              > Inna sprawa jest rozstrz
              > ygniecie, czy etycznym jest
              > zatrudnienie znajomego/krewnego zamiast "obcego" gdy obaj sa porownywalni w
              sen
              > sie kompetencji.
              >

              Ale zazwyczaj nie są. :-) Gdyby byli, to by i problemu nie było.
              Ja się zgadzam zresztą, że czasami zatrudnianie znajomych ma jakieś plusy.
              Znasz kogoś, wiesz, że nie jest np. alkoholikiem, że nie maltretuje rodziny, że
              kilka razy np. pożyczył od Ciebie książkę i ją oddał. W sumie taka wiedza to
              już coś. Jeśli bieżesz kogoś z ulicy, nigdy nie masz takiej pewności. Ale to
              nie jest jeszcze powód, żeby - tak jak to jest obecnie - wszędzie zatrudniać
              znajomych, bez względu na ich kwalifikacje, a często ich oczywisty brak.

              > zgadza sie, ale radocha juz nie ta, bo w koncu zauwazyli, ze ludzie sie z
              nich
              > smieja
              >

              Fakt. Dlatego fajnie czasami poczytać, co niektórzy wypisują na tym forum.

              Pozdrawiam,

              Paweł Z.
      • Gość: glicek Re: Bezradność specjalistów HR? IP: 62.233.167.* 19.05.03, 18:12
        Stąd też bieże się np. teza o tym, że za swoje
        > powodzenia bądź jego brak na rynku pracy odpowiada wyłącznie jednostka, która
        > pracy szuka. Stąd zatem teza, że pracę zawsze da się znaleźć, a jeśli się jej
        > nie znajduje, to dlatego, że się nie umie szukać.

        Dokladnie! HR'owcy chca nam wmowic, ze 3,5 mln bezrobotnych to nic tylko
        pizdusie na ktore czeka 2 mln miejsc pracy, a oni nie moga ich zdobyc, bo nie
        sa w stanie zaspokoic zadan panienek w HR'ach. buhehehehe!

        Zreszta poziom intelektualny tekstow HRowcow z dodatku Gazeta Praca jest na
        poziomie Pani Domu czy Teletygodnia.

        Juz dawno mowilem swoim znajomym, ktorzy szukaja pracy - po pierwsze nie czytac
        i nie sluchac tego co mowia HRowcy. To co wmowili - wywalic z pamieci.
        • enki Re: Bezradność specjalistów HR? 20.05.03, 15:07
          A u mnie Pawle Z masz bardzo duże piwo.
          W końcu ktoś potrafił wyartykułować rzeczywiste problemy, które dotykają
          społeczeństwo, ale również szanownych specjalistów.
          A GW, cóż prasa w służbie partii (ideologii). Z drugiej strony perspektywa
          świata z okien Agora Tower jest przerażająca w swej ignorancji rzeczywistości.
          • Gość: Paweł Z. Re: Bezradność specjalistów HR? IP: 195.117.149.* 20.05.03, 17:44
            Dziękuję, może nawet kiedyś na piwo się wybierzemy.
            A jeśli chodzi o "GW", to jest to nawet całkiem fajna gazeta. Ja - w każdym
            razie - kupuję ją codziennie. Przy założeniu, że potrafi się odsiać ziarno od
            plew, nadaje się do czytania.
            A artykuły w dziale "Praca" czy "Gospodarka" cechują się ogromną wartością,
            hmmm, ludyczną. :-)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka