party_boy2
29.05.07, 22:22
Mam na razie ukończone gimnazjum, właśnie robię liceum, ale niestety jest to
liceum dla dorosłych, i niestety u nas jest teraz monopol tylko na zaoczne
licea, polikwidowali dziennie i wieczorowe w całym mieście, od września
przenoszę się do dziennego liceum w innym mieście, ale to jeszcze sporo czasu,
dlatego w tygodniu nie chcę tracić czasu i poszukać "pracy" (no bo co innego
mam do roboty?) no i jakaś tam praca jest, w której nie wymagają żadnego
wykształcenia, ale taka praca mi nie odpowiada:
Roznoszenie ulotek - łazić muszę samemu. Inni ulotkarze z mojej grupy
obsługują inne dzielnice, wiec się nie spotykamy, ani razem nie roznosimy. Tu
się nie rozwija żadna atmosfera towarzyska, każdy łazi samemu itd. Taka praca
jest warta tyle samo co ulotka. Odpada. P.S. W pracy pieniądze nie grają roli,
mnie interesuje tylko praca w zespole, mogą mi płacić nawet grosze.
Pomocnik magazyniera - obleciałem już kilka takich miejsc w których była
praca, i przekonałem sie jak tam jest - ja muszę SAMEMU układać towar, samemu
wykonywać różne zadania, a szef siedzi za ścianą i coś tam robi przy kompie.
Odpada.
Praca w ogrodzie, w sklepie ogrodniczym - ja jeden i jakiś gościu po 50-tce (a
ja mam 20 lat) mamy razem coś tam robić w ogródku. Chyba nie muszę tłumaczyć
co mnie tutaj razi? Na pewno więcej niż jedna rzecz.
Ulotki, ale nie roznoszenie, tylko stanie pośrodku deptaka i wręczanie ich
przechodniom - ja stoję samemu na deptaku i wciskam ludziom papierki, a reszta
pracowników (dwóch kolesi, dwie dziewczyny - to już coś, większa grupa i w
dodatku rówieśnicy) niestety stoją porozrzucani (tak im szef karze) po całym
centrum, czyli nie można z nimi pogadać ani nic, a przerwa trwa zaledwie 10
minut na jakiś obiady czy coś i co to ma być. 10 spotkania z resztą grupy i z
powrotem do roboty.
Praca w stacji paliw - beznadzieja. Jedna kobieta na kasie, w dodatku jakaś po
30-stce, ja muszę siedzieć obok niej i sie nudzić, ona łomocze na kasie, a ja
muszę co chwila biegać napełnić komuś samochód paliwem - wszytko ok, ale żeby
tam pracowało chociaż kilka osób, a nie jedna kasjerka i jeden paliwiarz
(czyli ja)!!
Praca w żabce na kasie (nie wymagają wykształcenia) - ja sam, zupełnie sam,
raz w ciągu dnia wpada ekipa dostawcza z towarem no i to wszystko.
Produkcja, taśma - w takich zakładach wymagają minimum zawodówkę. Tam jest
właśnie duża, bardzo duża grupa ludzi. Na produkcji w jednej hali jest pełno
ludzi, z każdym można gadać, taka praca wydaje mis ie najbardziej odpowiednia.
Ale czy tam nie ma za dużo harówy?? Rozmawiałem tam z panią w sekretariacie, i
powiedziała żebym wziął ze szkoły zaświadczenie o nauce, i żebym im złożył CV,
to "pomyślą, może mnie przyjmą i bez zawodówki" ale ja w to nie wierzę. Skoro
wymagają zawodówkę, to nikogo bez niej nie przyjmą. Ale tam jest praca na trzy
zmiany,. Nie wiem jak się do tego dostosuję. Zasypiam dopiero o 4 nad ranem i
budzę się po 12-stej. Taki rozregulowany tryb przeszkodzi mi w dostosowaniu
sie do zmian. No chyba że jakaś inna praca mnie jescze czeka, ale ja już w to
NIE WIERZĘ. Mam czarne myśli, tych trzech miesięcy NIE WYROBIĘ. Tyle przeszkód
na drodze do znalezienia odpowiedniej pracy, mogę w każdej chwili podjąć się
"pracy samotnika" ale to zaprowadzi mnie do głębokiej depresji i zrujnuje mi
zdrowie psychiczne.
A propos prac w grupach, w zespołach. Jak już będę miał średnie, to jaka mnie
czeka praca?? U nas w mieście jest takie coś: koleś ma ukończone średnie,
jakieś tam kursy i siedzi samemu przed komputerem i cały dzień tam klika (od 8
do 18). Lol, jak on to wytrzymuje???? Obok niego siedzi pracownica i dokładnie
to samo robi - klika przy kompie CAŁY DZIEŃ. O co tu chodzi?? Albo w jakimś
biurze turystycznym. Siedzą dwie gościówy, jedna przy kompie, druga coś w
papierach pisze. Co za zrąbana praca. Nie dość że męczą wzrok przed kompem,
siedzą nieruchomo na tyłku, to jeszcze jest ich dwóch, lub najwyżej trzech.
Pójdźmy teraz dalej, pomówmy o wyższym wykształceniu. Np. lekarz. Siedzi pół
dnia za biurkiem SAMEMU, przyjmuje pacjentów. ma tam jakieś przerwy i jaki
tutaj jest klimat? Klim,at samotności, klimat izolacji, klimat tonięcia w
papierach, pieczątkach, komputerach itd. Nie krytykuję zawodu lekarza samego w
sobie, bo to dobry zawód, bardzo popularny i (chyba?) dobrze płatny (no ale
przecierz są strajki, więc chyba nie jest aż tak dobrze płatny?). Albo
dyrektor firmy, biura, urzędu itd. Siedzi samemu w własnym pokoju, albo
najwyżej z jedną sekretarką, lub dwiema.
Jeśli wraz z zakończeniem szkoły kończy się praca w grupie, to mnie chyba
czeka dożywotnia depresja. W szkole, w klasie jest 20-30 osób, to jest COŚ,
ale nie wyobrażam sobie siedzieć samemu w jakimś biurze z jedną lub dwiema
osobami albo gnić przed kompem i tak sobie marnować życie. Kierowca autobusu?
Tutaj też człowiek siedzi samemu za kierownicą. Maszynista? Tam siedzi dwóch
maszynistów. I dodatkowo dwóch konduktorów.
Nie mogę zrozumieć ludzi, którzy pracują jako sklepikarze, ulotkarze,
"biurowcy" (czy jak ich nazwać??) kierowcy, dyrektorzy, lekarze itd. Ja chce
sobie wybrać pracę pod kątem kontaktów towarzyskich i ludzi, a nie pod kątem
fortuny, super posady, super firmy itd. Będę miał średnie, zawodowego nie będę
miał, więc nie przyjmą mnie już na produkcję, ja robie sobie średnie żeby
mpoja praca nie była zbyt fizyczna, bo ci którzy kopią rowy i układają chodnik
99% przeznaczją na "robienie" samo w sobie gdzie tylko 1% to jakieś tam
konatkty towarzyskie. A więc czy istenieje jakaś praca, gdzie mając średnie
lub wyższe można pracować w grupie, wspólnie, a nie być jakimś pustelnikiem???