nangaparbat3
21.07.26, 12:17
W piątek wróciłam, w sobotę odebrałam wynik badania ze strasznym słowem „meta”, co prawda okraszonym znakiem zapytania, ale się wystraszyłam. W niedzielę robiliśmy plany, gdzie się zarejestrować i co badać. Ale ja mam też znajomego (na gruncie zawodowym), profesora, który tym konkretnie narządem się zajmuje. Więc zaczęłam rozważać, zadzwonić nie zadzwonić, zapytać, coś doradzi, wytłumaczy, pokieruje. Ale jakoś mi głupio, waham się, jak to ja. A wczoraj rano telefon - profesor! W zawodowej sprawie, o coś tam mnie wypytał, no i się odważyłam pogadać o własnym zdrowiu. Uspokoił, wytłumaczy, przyślę spis badań i zbada, żeby dmuchać na zimne, no może letnie. Dzwoni do mnie raz na parę miesięcy, zawodowo-kurtuazyjnie, i akurat wczoraj, jak najbardziej jego wsparcia potrzebowałam. .Cud.
I ten pijany pan, co zjechał na przeciwległą jezdnię i wparował prościutko pod policyjny radiowóz. Jeszcze większy cud. (Nic się nikomu nie stało).