Gość: fachura
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.12.07, 10:02
Zawod inzyniera w Polsce (i niestety nie tylko) nie jest chetnie wybierany, bo
ma bardzo niski wskaznik wysilek/zarobki. To znaczy wymaga dlugiej nauki
teoretycznej i praktycznej, sporych zdolnosci matematycznych, analitycznych,
cierpliwosci, dokladnosci itp. A zarobki inzyniera po z 5 letnim stazem sa na
poziomie majstra czy wlasciciela prostego mikrobiznesu (sklepik, fast-food
itp.). Inzynier zaczyna zarabiac duzo, kiedy przekwalifikowuje sie na menedzera...
Mlodziez nie idzie na politechniki, bo mozna znacznie prosciej zarabiac
znacznie wieksze pieniadze. A tendencje rynkowe sa w dodatku takie, ze w cenie
beda zawody, ktorych nie mozna latwo outsource'owac. Czyli wszelkiego rodzaju
"zlote raczki", uslugi remontowe, warsztaty samochodowe, gastronomia. Srednio
zdolny mlody czlowiek nie pojdzie katowac sie na politechnika, tylko wybierze
wyksztalcenie srednie techniczne, ktore gwaratuje mu na bardzo dlugo zarobki
porownywalne u wyzsze niz do inzyniera. A inzynier za pare lat pojdzie na
bezrobocie, bo fabryki przeniosa sie na Wschod.
Kolejnym klamstwem jest rzekomy brak izynierow na rynku. Owszem, kiedys bylo
100 absolwentow politechnik, w tym 10 z dyplomem z wyroznieniem, na jedno
miesce pracy. Inzynier na stazu zarabial przyslowiowe 1200 brutto. Teraz jest
na jedno miejsce 5 kandynatow, w dodatku zadaja tych 2500-4000 brutto na
start. Wiec dla firm jest to straszliwy brak, ale nie specjalistow, tylko
taniej sily roboczej. I o to tu chodzi.